Szybkie Menu

Duża scena
avatar

PisanieTemat: Duża scena   Wto Lis 13, 2018 10:11 pm

----

avatar

PisanieTemat: Re: Duża scena   Wto Lis 13, 2018 10:12 pm

Rozstawiona w samym centrum rynku. Na telebimach - po obu stronach sceny - można obserwować z bliska to, co dzieje się w centrum wydarzeń.
Wybiła godzina dziewiąta.
Wtedy właśnie muzyka została - nareszcie! - wyłączona, na ekranach przestały pojawiać się reklamy, a zastąpiła je transmisja na żywo tego, co działo się na samym środku.
Do mikrofonu podszedł sam Minister Kultury i z uśmiechem pomachał wszystkim tym, którzy pojawili się na placu.
- Witajcie, drodzy obywatele! - zaczął donośnym głosem. - Mam zaszczyt powitać was w tym wyjątkowym dniu. Tutaj, na Starym Mieście, w czasie corocznych obchodów Dnia Kotleta Schabowego! Zapraszam wszystkich do wzięcia udziału we wszystkich zabawach, zapisy ruszają pod czerwonym namiotem u pani Krysi, i do spróbowania największego w historii! Już za moment na scenie powitamy wspaniałych kucharzy z równie wspaniałej restauracji Zapiecek, którzy specjalnie dla nas wykonają... - Tutaj minister zerknął na podkładkę, którą do tej pory trzymał w lewej dłoni. - ... synchroniczne bicie schabowych do muzyki ludowej! Przysłużmy się naszej wspaniałej Polsce i dzisiaj, właśnie dzisiaj, zabawą budujmy patriosferę! Dziękuję!
Minister skinął głową i usunął się ze sceny. Zaraz po tym uszy wszystkich obecnych ponownie zostały zaatakowane starymi przebojami, na telebimach pojawiły się reklamy szczotek i krawcowej Zosi, a na scenie nastąpiło miejscowe poruszenie związane z przygotowaniem do występu.

________________________
Udział w evencie jest dobrowolny i absolutnie darmowy. Można brać w nim udział pomimo prowadzonych fabuł.

avatar

PisanieTemat: Re: Duża scena   Wto Lis 13, 2018 11:58 pm

Powiedzmy sobie szczerze – Han’lynn wielką fanką schabowego nie była, jednakże tego typu eventy budują patriosferę, więc czuła obywatelski obowiązek, by wziąć w nim udział. Na początku miała nadzieję, że zostanie oddelegowana na niego jako służba medyczna, ale tym razem nikt nie stwierdził, że to misja najwyższej wagi i z przymusowego wolnego jej nie ściągnęli, dlatego – chcąc nie chcąc – poszła na imprezę w cywilnych ubraniach… Te wszystkie konkursy były raczej średnie, zwłaszcza z jedzeniem schabowego, jednakże zapisała się na dwa – mianowicie jako kandydatka na miss i na bicie mięcha na kotleta, bo w tym akurat była dobra. Bądź co bądź, ale przyszły mąż Zapolskiej – o ile się jakiś chętny znajdzie – na jakość jedzenia, które będzie mu gotować nie będzie mógł narzekać. Pani Krysia o mało co jej nie zjadła, gdy okazało się, że Zapolska nie zamierzała brać udziału we wszystkich konkurencjach.
Muzyka na festynie była… średniawa. Disco – polo sprzed pięćdziesięciu lat, cudownie. Jakby było mało współczesnych utworów… Jakoś to przeżyje. W ręku trzymała kubek z kawą, przechadzając się po terenie festiwalu, szukając jakiś znajomych twarzy, co by nie być sama jak palec. W kupie zawsze raźniej, prawda?
Wtem minister kultury postanowił zabrać głos. Wysłuchała jego wypowiedzi, a jakże. Nawet by pewnie i brawo by biła, gdyby nie ten kubek z kawą w ręku. Następnie miał się odbyć koncert… przedstawienie… występ – zwał jak zwał – kucharzy z Zapiecka… Miała z tym związane pewne wspomnienia, z pewnym geografem. I niestety ich spotkanie dobiegło końca zdecydowanie przedwcześnie. Spodziewała się Cichockiego tutaj. Lubił schabowe, miał masę wolnego czasu, z którym nie miał zapewne co robić… więc może gdzieś na siebie wpadną… Będzie miała okazję by podziękować za te białe róże, które ostatnimi czasy bardzo regularnie dostaje – była święcie przekonana, że od niego – miły gest, ale w sumie nie miała już wazonów, do których mogłaby je przechowywać.

avatar

PisanieTemat: Re: Duża scena   Czw Lis 22, 2018 3:55 pm

Witomysł wraz ze swoją rodziną przyjechał pod scenę na Starym Mieście. Ubrany był w gazeciarski beret, szarą kamizelkę - pod nią biała koszula bawełniana - ciemne spodnie materiałowe oraz czarne pantofle. Mężczyzna zamierzał wykorzystać wydarzenie organizowane przez ministra, aby pobyć z najbliższymi - budowanie patriosfery stanowił cel drugorzędny.
Po przemowie pana ministra kultury, Proch postanowił odnaleźć najbliższą budkę z piwem, ponieważ przy suchym pysku nie potrafił zdzierżyć muzyki plebsu. Niestety, zamiast odnalezienia miejscowego wodopoju, żołnierz podszedł pod budkę rejestracyjną. Tam pani, o twarzy istnej wiedźmy, zaproponowała mu zapis na konkurs bicia schabowego. Witomysł, wzruszywszy ramionami, zapisał się na zabawę. Później odnalazł sprzedawcę alkoholu i zadowolił się piwkiem.
Wróciwszy z trunkiem do rodziny, przekazawszy wieść o wzięciu udziału w konkursie, Proch czekał na rozwój sytuacji.

avatar

PisanieTemat: Re: Duża scena   Pią Lis 23, 2018 10:55 pm

Już nie raz i nie dwa słyszała, że przynależność do Husarii daje plus sto do budowania patriosfery, ze jako Husarz jest bardziej polska niż niejeden rdzenny Janusz pośród warszawskich kniei. Sama nie wiedziała czy tak naprawdę było, ale niektórzy husarze uważali, że ich jednostka jest najbardziej prawilną z jednostek, bo wiadomo, historyczna. Nic tak nie krzepiło serc jak widok gwardii husarskiej pomykającej na mruczących motocyklach z rozpostartą egidą w formie pierzastych skrzydeł. Spierać się nie zamierzała, ale przynajmniej zgodziła się przyjść w ramach wolontariatu na święto schabowego. Fanką tego jedynego i słusznego jedzenia nie była, ale skoro kazali, to przyszła. Oczywiście nie sama, a jakże. Jak każda przebiegła lisica zwabiła tutaj również swojego bliskiego przyjaciela – Tomaszewski pałętał się gdzieś za nią, niemal depcząc jej po piętach, bo bardzo nie mógł znieść, że oprócz niego pomyślała o tym gówniarzu – Werterze, którego sam Piotr zwykł nazywać wymoczkiem lub szmaciarzem. Rzecz jasna nigdy na głos i nie w obecności samej Wilczyńskiej.
- Chodź, trzeba się zapisać na jakieś idiotyczne konkursy. – szarpnęła za rękę Konstantego, by ten udał się za nią do małej i lichej budki z wielkim napisem „ZAPISY”, brakowało tylko oświetlających go jarzeniówek. Doskonale wiedziała, że Kostek wcale nie chce brać udziału w tym gównie, ale na obecną chwilę nie miał absolutnie żadnej mocy sprawczej, by przeszkodzić Wandzie w zapisywaniu go do kolejnych konkurencji, w czym z przyjemnością pomogła jej starsza pani przyjmująca zapisy.
- A panienka zapisze się na konkurs piękności?
- Nie jestem pewna czy wypada. – nie żeby się jakoś szczególnie wstydziła, ale nie do końca była przekonana czy zastępcy Husarii wypada brać udział w czymś takim. Pani Krysia jednak była innego zdania, bo ochoczo zapisała ją bez jej zgody.
- A pani kawalera zapiszemy jeszcze na bicie schabowego! Trochę chuderlawy, ale da radę. – uśmiechnęła się jakoś tak złośliwie.
- Będziesz tłukł mięso, cieszysz się? – złapała Kostka pod ramię i ruszyli w stronę kolejnej budki – tym razem z alkoholem, bo Wanda nie wyobrażała sobie brać tego wszystkiego na trzeźwo. - Na swoją obronę powiem Ci, że mnie zmuszono do konkursu piękności. – powiedziała to takim tonem jakby co najmniej umniejszało to jej godności i musiała przerzucać hałdy gówna, a nie stroić ładne miny do publiczności.

avatar

PisanieTemat: Re: Duża scena   Sob Lis 24, 2018 7:08 pm

Porucznik Erkh'iaan rzadko miewał okazję, by budować patriosferę w ten szczególny sposób, jakim było uczestniczenie w wydarzeniach, nazwijmy to, kulturalnych. W ostatnich latach jego służby hetmanowi jakoś tak się zwykle trafiało, że wracał z rożnych misji w sezonie ogórkowym (lub, jakby to powiedział sam Saszka, marchewkowym). Równie rzadko miał też okazję przywdziewać cywilne ubrania, bo choć jako królewski geograf nie musiał w pracy nosić munduru, to jednak zwykle to robił; w innym razie zwyczajnie czuł spory dyskomfort psychiczny. Uprzejmi, których było zdecydowanie mniej, uznawali to za urocze, elfickie dziwactwo. Złośliwi - tych było znacznie więcej - za nerwicę natręctw.
Jakkolwiek by nie było, pan Erkh'iaan występował dziś w cywilu.
Ubrany w czarną, dwurzędową marynarkę z misternie wykonanymi guzikami ze srebra, narzuconą na zwykły czarny t-shirt, i w równie czarnych dżinsach z nogawkami wpuszczonymi w krótkie, wypastowane na wysoki połysk glany, przemierzał teren imprezy, rozglądając się z zaciekawieniem na wszystkie strony. Smukłe, wytatuowane palce elfa co rusz skubały różowy obłoczek waty cukrowej. Saszka mógł sobie nie znosić schabowych ile chciał, ale na jakość waty cukrowej nie miał co narzekać, była perfekcyjna: słodka niemal do porzygu i oblepiała wszystko, czego dotknęła. Z innych festynowych atrakcji elf zdążył się napalić jeszcze na świeżo prażony popkorn i smażone kiełbaski podawane na ogromnych pajdach świeżo pieczonego chleba. Słone przekąski zostawił sobie jednak na później. Był też pewien, że nie odpuści sobie kupienia uroczej maskotki zarumienionego kotlecika schabowego.
Przełknąwszy ostatni kęs różowej chmurki nieopatrznie wdepnął do namiotu pani Krysi, święcie przekonany, że gdzieś tutaj musi znajdować się sanitariat, w którym będzie mógł umyć lepkie od waty cukrowej ręce.
O, jakże się, naiwny, przeliczył!
Wściekła zusowska walkiria wręczyła mu w upaćkane ręce świstek. Saszka patrzył na nią chwilę z niezrozumieniem wypisanym na ślicznej elfickiej buzi.
- Wypełni i odda - warknęła usłużnie pani Krysia.
Saszka pomyślał z niejakim uznaniem, że to w zasadzie całkiem słuszna polityka, żeby najpierw wypełnić podanie o pójście do toalety, zanim się tam pójdzie, przynajmniej zapewni to jaki taki porządek. Bóg jeden wiedział, jakie kolejki potrafiły bywać do łazienki na takich imprezach.
Przebiegł wzrokiem druk formularza B. 14 i mina zupełnie mu zrzedła.
- Ale, proszę pani, ja tylko chciałem...  :foka: - zaczął grzecznie.
- WYPEŁNI I ODDA - obojętnie ryknęła z ogromną pogardą wściekła walkiria. ZUS tylko jeden wiedział, jak urzędniczki były w stanie wykrzesać z siebie tyle emocji w beznamiętnym krzyku. Może były do tego jakieś specjalne szkolenia.
Jeśli były, to Saszka bardzo chciałby w jakimś uczestniczyć i przekonać się, czy on też by umiał mówić po urzędniczemu. W gruncie rzeczy bardzo mu to imponowało.
Utemperowany nieznoszącym sprzeciwu wystąpieniem pani Krysi, posłusznie wypełnił druczek, zapisując się tylko na bicie schabowych. Jeść ich z pewnością nie zamierzał.
- EKHM - chrząknęła z niesmakiem pani Krysia, wpatrując się na plamy po wacie cukrowej zostawione na formularzu. Palcem z paznokciem pokrytym czerwonym lakierem stukała w jedną z rubryczek na papierku. - Taki ładny chłoptaś, buzia taka, że hej, i postawny taki, że nic tylko do wojska, a na konkurs nie idzie? - powiedziała ze słyszalną w głosie dezaprobatą. - I jeszcze plamy zostawił - dodała z wyraźnym wyrzutem. - Wypełni tu jeszcze i może iść - poinstruowała.
Cóż miał innego Saszka zrobić?
Wypełnił. Zapisując się jeszcze na konkurs na Pana Schabowego. Po czym skorzystał z prawa łaski i zdezerterował z namiotu.

avatar

PisanieTemat: Re: Duża scena   Nie Gru 02, 2018 12:51 am

Odkąd wyprowadził się z domu rodzinnego, Mikołaj jakoś nie potrafił wypośrodkować sobie czasu na bycie samotnym i na spotkania towarzyskie: albo siedział zamknięty w pokoju, który udostępnił mu jeden z koleżków, albo spędzał z ferajną cały dzień i część nocy. Jak będzie teraz? Cóż, zapowiadało się, że pójdzie w tango, w końcu to dziś wszyscy bili się w pierś, a potem w kotleta. Albo odwrotnie. Tak czy siak, mieli jedzenie i piwo, czego więcej mu trzeba było?
Kobiety. I oto taka się znalazła, dawna (żeby nie powiedzieć stara) znajoma. Chciała brać udział w Dniu Kotleta Schabowego już od paru lat, ale zawsze pracowała i omijało ją najlepsze... aż do tego roku. Uzgodnili z Mikołajem, że pójdą, spotkali się przy wejściu, zapisali na konkursy, a potem poszli obejrzeć rozpoczęcie. Byłoby cudownie, gdyby nie ta muzyka, ale cóż poradzić. Stef koneserem nie był, dźwięków mniej łapie, bo uszy ma małe, a w razie potrzeby zasłoni je sobie włosami i wytrzyma. Ważne, że jego znajoma tupie do rytmu i się uśmiecha, przed chwilą złapała go nawet pod ramię. Półelfowi przeszło przez myśl, że podstarzała panna robi to tylko dlatego, żeby pokazać, że nie przyszła sama i nagle poczuł falę obrzydzenia. Szlag... O, a jak jesteśmy przy temacie niesmaku, ciekawe czy będą na tej imprezie jacyś wojskowi. Na razie nie widział nikogo, kto jakoś by się wyróżniał, lecz po prawdzie też nie rozglądał się i nie szukał. Tak tylko pomyślał, że może to dobra, luźna okazja aby... chwila, co?
Wysłuchał przemówienia jakiegoś ważniaka, które natchnęło go do przypomnienia sobie, na jakie konkurencje on się właściwie zapisał. I stało się. Olśniło go. Wybór Pani i Pana Schabowego wcale nie było wybieraniem najładniejszego Schabosza i Schaboszczycy, jak do tej pory myślał, tylko kogoś spośród zebranego tu motłochu. O, nie... co za szajs! Musi się z tego jakoś wyłgać.
Przepraszam na chwilę – rzucił do Zuzi, swojej towarzyszki i ruszył w stronę namiotu z tamtą zagubioną trolicą, która zamiast mostu pilnowała formularzy zgłoszeniowych.

avatar

PisanieTemat: Re: Duża scena   Wto Gru 04, 2018 6:18 pm

Dał się wyciągnąć i już uznawał to za błąd. Czułby się o wiele lepiej, oglądając te mięsne zmagania z dystansu. Zwłaszcza że sam niekoniecznie przepadał za jedzeniem wieprzowiny czy w gruncie rzeczy... jakiekolwiek produktu pochodzenia zwierzęcego i z reguły zmuszał się do tego w koszarach, bo tam na stołówce każdy miał srogo wyjebane na to, jak żywisz się w cywilu. W wojsku każdy dostaje dokładnie to samo.
Przewrócił oczami, patrząc na panią Krysię pod namiotem i skrzyżował ręce na piersi, by ostatecznie swój wzrok skierować w drugą stronę. Pf. Też coś. Jedynie nieco skrzywił się na to nazywanie go chuderlawym, niemniej... cóż. Żadnej większej reakcji.
- Niezmiernie. Skaczę ze szczęścia - parsknął, przewracając oczami. - Przynajmniej nie będę musiał tego jeść.
Biedna Wanda zmuszona... chwile.
- Biedna Wanda zmuszona do pokręcenia biodrami na scenie - rzucił kpiąco i absolutnie pobłażliwie. - Straszny tu tłok.
Burkot, burkot. Bo on przecież tłumów nie lubił. Ludzi też nie bardzo. Ale przynajmniej dotarli do budki z zimnym piwem, więc można było uznać to za jedyny plus całej tej sytuacji.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Duża scena   


 
Duża scena
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Skocz do: