Szybkie Menu

Kawiarnia "Apetyt Architektów"
Bolesław VI Arr'Rith
Bolesław VI Arr'Rith
Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty

PisanieTemat: Kawiarnia "Apetyt Architektów"   Kawiarnia "Apetyt Architektów" EmptySro Lip 12, 2017 5:03 pm

Kawiarnia "Apetyt Architektów" Bunkier-cafe-wnetrze

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Apetyt Architektów"   Kawiarnia "Apetyt Architektów" EmptyWto Lip 16, 2019 11:48 am

Przyszła trochę przed czasem. Tak jakoś wyszło. Zresztą cały dzień należał do wyjątkowo spokojnych, biorąc pod uwagę, że z rana wpadła do gabinetu tylko jedna stała klientka na obcięcie pazurów u kotki (swojej wyjątkowo puchatej i liniejącej kotki, przez którą Lorcia była cała w jasnych włoskach), a całe popołudnie miała przezornie zarezerwowane na spotkanie z siostrą.
Czasami po prostu wypadało spędzić trochę czasu z rodziną, A przynajmniej z tą niewielką częścią, z którą nadal utrzymywało się kontakt.

Kawiarnia o tak wczesnej porze nadal świeciła pustkami. Trudno się dziwić, było zaledwie kwadrans po piętnastej, gdy ruda weszła do środka. Wszyscy Warszawiacy jeszcze pracowali lub szykowali się do rodzinnych obiadów.
Zamówiła czarną, podwójną kawę i zajęła miejsce przy stoliku pod oknem, w wygodnym ciemnoniebieskim fotelu.
Wyglądała... Na zmęczoną. Rozczochrana, w luźnej koszulce i brązowych spodniach, z narzuconym na ramiona długim cieniutkim swetrze w stylu boho. Obwieszona jak zwykle rzemykami, wyglądała bardziej na bogatą hipsterkę niż kobietę ciężko pracującą.
Zwłaszcza, gdy w oczekiwaniu na siostrę wyciągnęła z dużej skórzanej torby książę.
Ale nie jakąś pierwszą lepszą. Nawet nie żaden poradnik czy romansidło. Nie. Ona musiała nawet w wolnej chwili przebywać myślami w pracy. Panna El-Galad czytała bowiem bardzo stary, wykopany w antykwariacie egzemplarz „Na tropie zwierzęcego umysłu” Trojana.

Poliana El-Galad
Poliana El-Galad
Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Apetyt Architektów"   Kawiarnia "Apetyt Architektów" EmptySro Lip 17, 2019 12:18 am

Dzisiejszy dzień dla Poliany również był tym z reguły „spokojnych” – nie prowadziła żadnych zajęć na uniwersytecie, nie musiała grać na jakimś miejskim festynie, ani nic z tych rzeczy. Do południa więc po prostu ćwiczyła. Dziś akurat padło na skrzypce. Wzięła swoje skrzypce – wyprodukowane przez Karla Hofnera, ręczna robota, jedne z najwyższej półki, aczkolwiek Stradivariusy to nie były – i po prostu grała, co czuła. Czasem ćwiczyła bardzo „technicznie”, nie grając żadnych konkretnych melodii, czasem zaś po prostu improwizowała bądź grała to, co pamiętała.
Ustawiła sobie zegarek, żeby nie zaspać momentu. Była umówiona dziś z Lorką na kawę i ciastko, a Pola bardzo nie lubiła się spóźniać. Odłożyła starannie skrzypce na stojak, by następnie przejść do swojej szafy. Wyciągnęła z niej szmaragdową sukienkę przed kolanko o prostym raczej kroju, niczym wyciągniętą z czasopisma dla kobiet… za czasów II. Wojny Światowej. Z kołnierzykiem, niewielkim dekolcie w kształcie litery „v”, zapinaną z przodu na guziczki, a w talii przewiązaną skórzanym paseczkiem. Delikatny makijaż, czółenka na niewielkim obcasie i mogła ruszać na przysłowiowe miasto.
Do kawiarni weszła równo o wpół do czwartej. Zobaczyła swoją siostrę siedzącą już przy stoliku. Uśmiechnęła się szeroko i czym prędzej do niej podeszła, już z daleka machając na przywitanie.
Hej siostra, jak się masz? – zapytała, siadając naprzeciwko niej. – Co zamówiłaś? – zapytała, biorąc kartę w ręce i ją wertując.
Dwie siostry. Bliźniaczki. Córki samego hetmana El-Galada. Niby identyczne, a jednak tak bardzo różne. Ich ścieżki życiowe poszły zupełnie innymi drogami, z charakteru były niczym woda i ogień… Wiele osób uważa, że jedyne co je rozróżnia do ta przeciwna heterochronia. Głupoty – już na pierwszy rzut oka było widać, która jest którą, mimo tego że z twarzy były niczym dwie krople wody. No, nie licząc tego, że Lorka była zmęczona, a Pola wyglądała… no po prostu na wyjątkowo wypoczętą i we wręcz cudownym humorze.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Apetyt Architektów"   Kawiarnia "Apetyt Architektów" EmptyCzw Lip 18, 2019 11:48 am

Oderwana od czytania odruchowo skinęła głową, w ostatniej chwili powstrzymując się przed wypowiedzeniem standardowej kwestii „a dzień dobry, dzień dobry. Jak zdrowie kotka/pieska/papużki? Dobrze wszystko po ostatnim zabiegu?” Zamrugała kilkakrotnie wracając do rzeczywistości.
- Dzień dobry Polu.- Rzuciła tylko zakładając niesforne kosmyki włosów za ucho. Na jej pytanie jedynie wzruszyła ramionami.- Kawę. Jestem totalnie wykończona. Miałam kiepską nockę, pacjent mi prawie zszedł na stole, więc trzeba było siedzieć z nim do rana i pilnować czy oddycha.
Zamilkła. Była już od razu bliska opowiedzenia tej epickiej historii o wycinaniu guza, ale... No cóż. Polcia była na to zbyt wrażliwa. Więc Lorka jedynie postukała w kartę.
- Słyszałam, że mają tu wspaniały jabłecznik.- Sama nie jadała co prawda ciast, ale polecić coś „młodej” mogła.

Przyjrzała się siostrze z uwagą. No cóż... Przynajmniej jedna z nich nie wyglądała jakby ktoś ją wrzucił do pralki i nastawił na najmocniejsze wirowanie. Szczerze? Bywały momenty, kiedy zazdrościła siostrze tej niefrasobliwości. Zaraz potem przypominała sobie, że w domu zamiast rodziców czeka na nią święty spokój i Florek, z którym będzie musiała wyjść na spacer – i jakoś jej się cieplej na serduszku robiło.
- Prześliczna sukienka.- Uśmiechnęła się serdecznie.- Babcia dała ci trochę strojów z czasów młodości?
W jej głosie nie było ani cienia złośliwości. Serio. Ba, nawet potem miała zapytać co u babuszki słychać i czy nadal uważa Loretkę za zakałę rodziny tylko i wyłącznie dlatego, że porzuciła życie damy. Poliana lubiła takie... antyczne rzeczy. Drobiazgi sprzed Zaćmienia, wykroje strojów kompletnie już niemodnych.

Czasami Lorka nawet zastanawiała się czy rzeczywiście dałoby się je pomylić. Może kiedyś, we wczesnym dzieciństwie, kiedy ubierano hetmanówny w identyczne stroje i układano im te same fryzury.
Ale potem? Odkąd powędrowały do innych szkół i wybrały zupełnie inne ścieżki życiowe stały się całkowicie różne. Zmienił się nie tylko ich styl, ale przede wszystkim charaktery. I tylko ktoś cholernie głupi mógłby stwierdzić, że są identyczne.

Poliana El-Galad
Poliana El-Galad
Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Apetyt Architektów"   Kawiarnia "Apetyt Architektów" EmptyPią Lip 19, 2019 5:26 pm

Poliana na weterynarii się nie znała zbyt dobrze, była jednak pewna, że siostra zrobiła wszystko, co było w jej mocy. Loreta zawsze była taka... dokładna i skrupulatnie w tym, co robiła. Oczywiście, Pola też się do swoich obowiązków przykładała, do ćwiczeń podchodziła na serio i nie było dnia, w którym by ominęła praktykę. Ale to było zupełnie co innego. Poliana w razie pomyłki co najwyżej skrzywi się pod wpływem fałszywie zabrzmiącego dźwięku. Zaś Laura - jej pomyłka mogła kosztować życie jakiejś istotki. Dlatego też podziwiała tak siostrę.
- Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku - odpowiedziała całkiem szczerze. Lola zapewne przyjmowała się każdym swoim pacjentem. I było to po niej widać na pierwszy rzut oka. - Poproszę jabłecznik i herbatę owocową - powiedziała do kelnerki, która przyszła odebrać zamówienie. Pola nie przepadała za gorzkim smakiem kawy. Jak już takową piła, to z dużą ilością mleka. Ale nie miała ochoty. Nie tym razem.
Pola nie narzekała na życie z rodzicami. Zapewne dlatego, że nigdy nie była specjalnie butna, nie sprawiała rodzicom większych problemów i po prostu lubiła poczucie posiadania rodziny blisko siebie. Trzeba przyznać, że bywało jej smutno, że Loreta już z nimi nie mieszka. Jednakże nie dziwiła się jej ani trochę. Cały ten "incydent" był okropną zagrywką i Pola od początku tego nie popierała. Może Arek nie był przykładem najpiękniejszego z kwiatów polskiej młodzieży, może nie był wojskowym czy uczonym... Ale Loreta była z nim szczęśliwa i to dla Poli było najważniejsze.
- Dziękuję. I nie. Kupiłam ją w niedawno w butiku na Mokotowie - powiedziała. Może i nie były to najmodniejsze kroje, ale Poli było w nich wygodnie i się jej podobały. Po prostu. - Za niedługo ojciec organizuje przyjęcie. Oczywiście rodzice bardzo chcą, byś się pojawiła. - No bo przecież być nie może, żeby jednego dziecka na nim nie było. Co ludzie powiedzą.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Apetyt Architektów"   Kawiarnia "Apetyt Architektów" EmptySob Lip 20, 2019 9:54 am

-Och tak, myślę, że wszystko będzie okej.- Nie było żadnych większych powikłań...- Stwierdziła, chowając książkę do torby. Już miała dopytać, gdzie takowy butik znajdzie, tak jakby kiedyś jej przyszło odświeżyć garderobę, ale na dzień dobry Poliana zastrzeliła ją informacją o przejęciu.

Loretka zaśmiała się perliście. Przymknęła oczy, zasłoniła usta wierzchem dłoni, aby nie ściągać na siebie zbytniej uwagi pracowników kawiarni.
- Oj Polu.- Dziewczyna uspokoiła się dopiero po paru chwilach, sięgając po swoją kawę. Pokręciła przy tym delikatnie głową.- Próbujesz robić ze mnie idiotkę czy naprawdę w to wierzysz?
Odchyliła się wygodnie w fotelu, krzyżując ręce na wysokości piersi i zakładając nogę na nogę.
- Rodzice nie chcą żebym się pojawiła. Oni chcą, żeby sąsiedzi i ważni ludzie w państwie przestali o nich gadać. Matka kazała ci powiedzieć o przyjęciu?- Z jej twarzy natychmiast zniknął uśmiech. Jakby ktoś go szybciutko zmazał gąbeczką.- Możesz jej przekazać, że nie obchodzą mnie żadne cholerne przyjęcia. Nie mam czasu na takie dziecinne zabawy, a dzięki jej podłym zagrywkom nie mam się z kim pokazać.
Ostatnie słowa wręcz warknęła, szybko się jednak uspokajając. Co Pola winna, że ich rodzicielka zachowała się jak ostatnia łajza parę lat temu? I nie, hetmanówna nie zapomniała. Nie, tym bardziej nie wybaczyła. Pielęgnowanie urazy w serduszku było jednym z tych talentów, o który dbała i który rozwijała odkąd skończyła parę lat.

Poliana El-Galad
Poliana El-Galad
Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Apetyt Architektów"   Kawiarnia "Apetyt Architektów" EmptyPon Lip 22, 2019 11:39 pm

To się cieszę – powiedziała, zupełnie serio. Pola może i się nie znała na leczeniu zwierząt, była dumającą w obłokach artystką, ale nie chciała, by jakaś niewinna istotka cierpiała. Bądź co bądź, ale była bardzo wrażliwym na krzywdę (i wiele innych rzeczy) dziewczęciem.
Poliana spojrzała na siostrę, popijając spokojnie swoją herbatkę i przegryzając cały monolog Lorety szarlotką, pozwalając jej po prostu skończyć. Wiedziała doskonale, jak bardzo chowała i pielęgnowała w swoim sercu urazę do matki i rozumiała ją, że to, co się stało musiało ją zaboleć i Pola w żadnym stopniu nie pochwalała tego zachowania. Do Konstantego długo się nie odzywała – on, współczesny Werter i romantyk o duszy iście wyciągniętej z miłosnych poematów, postanowił przyłożyć rękę do nieszczęścia własnej siostry. I to dla Poli było niedopuszczalne. Tu pojawiało się jednak ale. Wciąż byli rodziną, a takowa dla Poliany była bardzo ważna i chciała, by między nimi dobrze.
Nie, mama nie prosiła, żebym cokolwiek mówiła – odpowiedziała ze spokojem i zupełnie zgodnie z prawdą.  – I wiem, jakie po części są ich intencje. Co nie zmienia faktu, kochana, że chyba dochodzi do niej, co zrobiła i zaczyna żałować. Możesz nazwać mnie naiwną – jak uważasz. Jednak ja to widzę. – Napiła się herbatki. Odłożyła filiżankę na spodeczek, znów spoglądając na siostrę. – Jednak będzie mi niezmiernie miło, jeżeli przyjdziesz chociaż na mój koncert. – Bo oczywiście będzie takowy dawała. Zamierzała też poprosić Adama, żeby jej towarzyszył przy tym. Wybitny skrzypek i równie utalentowana pianistka – czy może być coś piękniejszego?

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Apetyt Architektów"   Kawiarnia "Apetyt Architektów" EmptyWto Lip 23, 2019 12:52 am

Ruda naprawdę starała się zrozumieć jak ogromne znaczenie dla Poli miało to, aby ich rodzina była znów razem. Szczęśliwa, roześmiana, pełna absurdalnych nakazów i zakazów. Poliana była poza tym wszystkim. To wspaniałe, idealne dziecko. Śliczna, utalentowana, grzeczna, wyznająca katolickie wartości. Aż się człowiek uśmiechał na są myśl o tak uroczej istocie.
- Pola...- Dziewczyna odstawiła filiżankę z kawą na stolik, po czym splotła ręce na kolanach.- Musisz zrozumieć jedną, bardzo ważną rzeczy. Nie obchodzi mnie to czy matka żałuje tego co zrobiła. W najmniejszym nawet stopniu nie interesuje mnie jej żal czy udawany przed sąsiadami smutek.- Mówiąc to była całkowicie spokojna, zupełnie jakby tematem rozmowy była jutrzejsza pogoda.- Możesz uważać, że to okrutne, że przykre, że niesprawiedliwe, bo ludzie się zmieniają. Masz takie prawo. Ale dla mnie ta kobieta przestała być matką pięć lat temu. I nic tego nie zmieni.

Lorka nienawidziła koncertów. W ogóle uważała, że te wszystkie na które chodziła będąc jeszcze z Majem parę lat temu powinny jej wystarczyć do końca życia. Koncerty były... nudne. Trzeba było uważać, doszukiwać się piękna w muzyce, kiwać poważnie głową, kiedy mądrzejsi od niej krytykowali złe uderzenia w klawisze.
- Dobrze. Przyjdę.- Sięgnęła do torby wyciągając z niej kalendarz i pióro. Szybko rozłożyła zeszyt na kolanach, pilnując aby masa papierów z niego po prostu nie powypadała na podłogę.- Kiedy jest dokładnie? Zarezerwuję sobie wieczór.

Poliana El-Galad
Poliana El-Galad
Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Apetyt Architektów"   Kawiarnia "Apetyt Architektów" EmptyCzw Lip 25, 2019 1:09 am

Poliana była… niewinna i naiwna w tym wszystkim trochę. Chodziła z głową w chmurach, była niepoprawną marzycielką i zakręconą artystką, po prostu. Trochę niestabilną emocjonalnie, która w ciągu jednego dnia była w stanie odczuwać zarówno ogromny smutek jak i euforię. Zdarzało się, że przez kilka tygodni – z nieznanych nawet sobie powodów – grała sama same marsze pogrzebowe, nosiła się niczym w żałobie. Ot tak, po prostu, by następnego dnia w całym domu rozbrzmiał wesoły mazurek, a ją spotkać z wielkim uśmiechem na twarzy i w kolorowej sukience. Kto by jednak zrozumiał artystkę?
Wiem, Lolu… Wiem. – Westchnęła ciężko. Rozumiała siostrę dosyć dobrze, była w stanie zrozumieć, że to co zrobiła matka było niedopuszczalne i bardzo Loretę zraniło. Nie umiała jednak pojąć, jak można tak długo chować w swoim sercu urazę, która zatruwa całą duszę? – A ojciec? – zapytała. Główną rolę w tym wszystkim rozegrała matka, każąc Kostkowi pogadać z Arkiem na pewne… tematy, przez co ten z nią zerwał. Hetman, mimo że raczej nie pochwalał związku z córką, nie miał aż takiego wpływu na to. Był przecież elfem – dobrodusznym i chcącym jak najlepiej dla wszystkich, niezdolny do nieuczciwych i tak paskudnych zagrywek. To, co się stało, było czysto „ludzką” rzeczą.
Pola zdawała sobie sprawę z tego, że Loreta nie do końca przepadała za koncertami, przez osiemnaście lat swojego życia dosyć mocno nasłuchała się jej gry zarówno na skrzypcach jak i fortepianie. Pomijając już ten samą znajomość z Majem… Ech, Adaś. Poliana bardzo go lubiła, ale trochę pomieszał w relacji pomiędzy bliźniaczkami.
Nie znam jeszcze konkretnej daty. To ma być na cześć Konstantego, jak już mianują go na podporucznika… A wiesz, jak to z tym wojskiem bywa. – Doskonale znały to, jak ono pracowało. Przecież obie miały z nim do czynienia niezależne od tego czy tego chciały, czy też nie. Miały za ojca jednego z najważniejszych wojskowych w całym kraju.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Apetyt Architektów"   Kawiarnia "Apetyt Architektów" EmptyCzw Lip 25, 2019 10:07 am

-  A ojciec?
Nie odpowiedziała na to pytanie. Hetman zachował się w tym przypadku dokładnie tak jak zachowywał się w pracy. Strategicznie pozwolił zjebać wszystko innym, samemu wychodząc z obronną twarzą. Taką umiejętność akurat Lorka w pełni szanowała. Poza tym... Dziewczyna nie była głupia. Sama zapracowała sobie na znajomości w niższych klasach społecznych, była w stanie załatwić sobie w Warszawie absolutnie wszystko. Ale nazwisko El-Galad i przychylność ojca warto było sobie zachować. Nawet kosztem drobnego uszczerbku na dumie. Całe życie bezskutecznie zabiegała o jego uczucia, o taką samą pozycję w domu jaką Kostek dostał za free. I jasne, miała żal. Ale ten żal podsycany był jedynie potrzebą atencji i miłości. Nie miała problemu ze znienawidzeniem matki, czy brata. Ale ojca... No nie potrafiła.

Koncert.
Na cześć Konstantego... Konstantego... Konsta...
Dziewczyna zatrzasnęła notes z takim hukiem, że aż zwróciła na siebie uwagę obsługi. Co prawda tamci bardzo szybko wrócili do swoich zajęć, nie zamierzając się przejmować rudą ekscentryczką.
Nie podnosiła przy tym wzroku, wpatrując się w czarną okładkę jak zahipnotyzowana. Na usta cisnęły jej się w tym momencie bardzo różne rzeczy. W tej samej chwili przybrała na twarz najbardziej sztuczny uśmiech świata. Zupełnie jakby wizja koncertu dedykowanego starszemu bratu.
- Och jak miło! - Zaszczebiotała starając się nie okazywać łez zbierających się w kącikach oczu.- Strasznie cię przepraszam, że przegapiłam koncert na swoją cześć. Ach no tak! Nie było go, jaka ja głupia.- Krótka przerwa na grzeczny sekundowy śmiech.- Bo przecież mnie to należałoby co najwyżej wyciąć ze zdjęć rodzinny! Jak moje codzienne pomaganie wszystkim obywatelom Warszawy, dbanie o braci mniejszych i harówka przy tym, żeby wojsko miało na czym jeździć ma się do tego, że Kostek raz czy dwa dał się przeorać głupim ryjem po błocie. Przecież każdy głupi wie, że dostanie ten stopień tylko dzięki nazwisku ojca. Ale jasne, pochwalaj takie zachowania. Sama nie jesteś od niego lepsza!- Zamilkła raptownie.
Pewnie mogła się powstrzymać. Jasne. Była dorosłą kobietą, zwykle wiedziała kiedy trzymać język za zębami. Ale tym razem Pola przegięła z ilością drażliwych tematów, które można było przy siostrze poruszać.
Uśmiech, nawet ten sztuczny zniknął z twarzy Loretki. Ba, zniknęła cała radość przebywania z dawno niewidzianą siostrą.  Bo im dłużej ruda patrzyła na swoje niemalże lustrzane odbicie, tym bardziej sobie uświadamiała jak bardzo nie pasuje do tej cholernej papierowej rodziny z okładek.  Uniosła filiżankę do ust, wypiła jeszcze dwa łyki swojej kawy. Naczynie nie było opróżnione nawet do połowy, kiedy odstawiła je na stolik. Loretka nie była zła, ona w tym momencie pałała tak czystą nienawiścią, że pewnie mogłaby spokojnie uchodzić nie za rodzone dziecko hetmana, a przynajmniej za adoptowane jakiegoś Barloga. I to takie oczko w głowie, które mogłoby odziedziczyć Marchię, a nie jakiegoś jegra. Uniosła dumnie podbródek, skrzyżowała ręce na wysokości piersi.
- Co ty robisz pożytecznego ze swoim życiem Poliano?- Zapytała, mrużąc oczy. Tak, to było pytanie retoryczne, na które nawet nie dała siostrze szansy odpowiedzieć. Jej jedyną intencją było tylko i wyłącznie sprawienie Poli przykrości. Dokładnie takiej, jak nie większej, jaką ona sprawiła słowami o koncercie na cześć brata, którym Lorka pogardzała równie mocno co matką.- Jesteś tylko marną pianistką. Myślisz, że jeśli przykleisz się Maja to osiągniesz jakikolwiek sukces? Że on cię polubi? Nie bądź aż tak głupia. Żeruje na tym, że jesteś od niego gorsza. Mniej utalentowana, słabsza, istniejąca tylko i wyłącznie dzięki swojemu nazwisku. On błyszczy, a ty robisz mu piękne tło.- Rzuciła siostrze jeszcze to swoje okropne, spojrzenie pełne wyższości, nim nie podniosła się z fotela. Spotkanie uznała za ostatecznie zakończone. Musiała się napić. Najlepiej w PRLu. W międzyczasie nadal kontynuowała swój wywód, wyciągając portfel i kładąc na stoliku wystarczająco pieniędzy żeby pokryć koszt obu zamówień.
- Rodzice kupują ci drogie zabawki, żebyś nadal była głupia i naiwna. Jesteś od nich uzależniona, nie możesz się nawet sprzeciwić. Biedna, mała Polianka. Zamknięta mała laleczka, bez żadnych innych opcji. Może kiedyś przejrzysz na oczy, jak ci matka przyprowadzi podstarzałego generała i powie, że to idealna partia. A ty nie będziesz mogła odmówić, bo gdzie się podziejesz? Ale to już nie moja sprawa, nie będę wnikać w twój śliczny, baśniowy świat.
Odwróciła się na pięcie i po prostu wyszła z kawiarni. Nadal wściekła na siostrę, siebie i praktycznie cały świat. Jeszcze tylko zapaliła, stając sobie tuż przy wyjściu.

(możesz dać z/t dla obu, chyba że Polianka zechce jeszcze Lorkę złapać właśnie przy wyjściu to możemy pisać dalej w tym temacie)

Sponsored content
Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty

PisanieTemat: Re: Kawiarnia "Apetyt Architektów"   Kawiarnia "Apetyt Architektów" Empty


 
Kawiarnia "Apetyt Architektów"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Skocz do: