Szybkie Menu

Droga dojazdowa
Idź do strony : Previous  1, 2
avatar

PisanieTemat: Re: Droga dojazdowa   Pią Lip 20, 2018 9:27 pm

Choć Leopold przez całe swoje dwudziestodziewięcioletnie życie może nie tyle podążał za swoimi marzeniami, co po prostu bezpardonowo spełniał swoje zachcianki, to jednak potrafił powściągnąć swój temperament i umiał się zachować.
Zazwyczaj.
Znaczy, eee, jeśli nie liczyć tego jednego razu, kiedy nauczyciel gry na skrzypcach powiedział mu, że suity rockowe z przełomu dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku to nie jest najmądrzejsza rzecz, jaką można wybrać do gry na egzaminie semestralnym - co skończyło się rozwaleniem skrzypiec na głowie wyżej wymienionego nauczyciela.
No i jeśli nie liczyć tego jednego razu, kiedy rzucił nadjedzoną kanapką w nauczyciela polskiego, gdy ten zjechał z góry na dół jego ciężko wypocone wypracowanie ("Charakterystyka porównawcza Jana Kiepury i Jana Skrzetuskiego"; z całą przytomnością swojego siedemnastoletniego wówczas umysłu napisał jednym zdaniem oznajmującym, że takiego porównania nie da się przeprowadzić).
No i z wyjątkiem tej jednej głupiej sytuacji, gdy...
Nie no, Leopold totalnie nie umiał się zachować.
- Jeb się na ryj - radośnie odparł Aleszce, czyniąc w myślach notatkę, by uważnie pilnować zapalniczki. I by broń Boże nie iść dzisiaj spać zanim Elżunia nie uśnie. Przy odrobinie szczęścia cherubinek pomyśli, że zgubił zapalniczkę. Albo zapomni, że w ogóle ją posiadał. Kto wie, może nawet za kilka dni pożyczy swoją zgubę, a potem po chwili intensywnego pomyślunku oznajmi, że widział kiedyś w sklepie podobną.
Bo takie rzeczy już się przecież zdarzały w przeszłości.
Dzięki tej ambitnej wymianie zdań udało mu się nieco odciągnąć swoją uwagę od nieudolnego podporucznika. Trochę się uspokoił, przestał już nawet rechotać jak żaba w trzynastym miesiącu ciąży. I to tylko odrobinę za sprawą gardzącego spojrzenia Ra, które na zwykłych śmiertelnikach robiło piorunujące wrażenie, sprawiając, że dorośli zamykali mordy, nastolatkowie przestawali kląć, a dzieci w kołyskach zaczynały płakać.
I całe to opanowanie jak krew w piach, bo podporucznik zaczął się pocić i jąkać jak sztubak przy rozmowie z loszką. Leo znów się roześmiał.
A kiedy Leo się śmiał, zwłaszcza, jeśli robił to długo i szczerze, to bardzo często ludzie dookoła też zaczynali się śmiać. I to nie dlatego, że ten jego śmiech był jakiś super zaraźliwy. No, może trochę. Ale jednak bardziej dlatego, że Mazur należał do tego szczególnego grona osób, których śmiech nie dość, że brzmiał jak świni kaszel, to jeszcze był totalnie bekowy.
Tak więc stał tam sobie Mazur, zgięty niemal w pół, brechtał w najlepsze i tylko raz po raz ocierał rękawem przydziałowej kurtki oczy, które mu tak z tego wszystkiego łzawiły. A po przytyku Ra to już w ogóle mało co nie zjechał na ziemię.
- No mam nadzieję, że jednak nie dosłownie w dupie - wykrztusił tylko.

avatar

PisanieTemat: Re: Droga dojazdowa   Pon Lip 23, 2018 7:15 pm

Porucznik Wiśnia mógł się oddalić, ale jeszcze zanim na dobre udał się do swoich nowych obowiązków, zawrócił, zasalutował i ośmielił się wytłumaczyć, gdzie dokładnie mają kweterę i gdzie jest garaż. Żeby nie musieli błądzić. Zapewnił jeszcze raz - ponownie jąkając się jak ostatnia cipa - że wszystko zostanie zrobione jak należy, bo on tego dopilnuje. I to osobiście.
Odszedł. Eligiusz się zapowietrzył w tak zwanym międzyczasie, rycząc ze śmiechu - i to tym swoim przyjebanym i najardziej fonetycznym śmiechem na świecie (wstaw tutaj śmiech Alex, ale o niższej tonacji) - i oddychał głęboko, ocierając lewą dłonią oczy, bo się aż dziecko niemal popłakało ze śmiechu, a drugą trzymał się mocno swojego motocykla, żeby nie upaść i sobie głupiego ryja nie rozwalić.
- Ty sama jesteś najwieksza cipa - wysapał do Ra, bo jednak śmiech do utraty tchu trochę go bolał i teraz potrzebował chwili, żeby dojść do siebie.
Potrząsnął głową i przez chwilę mocno się nad czymś zastanawiał. Trybiki pracującego uparcie mózgu musiały być widoczne na zewnątrz czaszki.
- Podoba mi się ten Wiśnia - oznajmił całkowicie poważnie i bez śladu świadomości, że jego słowa, jak zwykle, mogą brzmieć trochę pedalsko. - Spoko chłop. Ale. Gdybyśmy go podjebali dowódcy, że źle wypełnił jakiś nasz rozkaz, to kto dostałby opierdol? Czereśnia za robienie z siebie debila przed nami, czy my za robienie z oficera debila? - spytał ze szczerym zainteresowaniem i z naprawdę wielką ciekawością. Co tam im szkodziło sprawdzić? Aleszko był gotów pójść do dowódcy choćby i zaraz, nawet gdyby to miało znaczyć, że go obudzi i pewnie dostanie za to baty.
- I czemu nie dosłownie w dupie?

avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Droga dojazdowa   Pon Lip 23, 2018 9:27 pm

Porucznik Wiśnia był tylko potwierdzeniem tezy, że niektórzy posiadali stopnie oficerskie, a nie mieli pojęcia, jak wygląda prawdziwa wojna i walka na froncie. Rha’thel wspinała się po drabince hierarchii wojskowej od bycia zwykłą szeregową, gdy robiła za mięso armatnie. Pierwsza poważniejsza akcja i spotkanie z jegrem twarzą w twarz. Nie wspominała tego miło, a elfie geny niczego nie ułatwiały. To jednak ją odpowiednio zahartowało, wyciągnęła wnioski i jak widać – wciąż żyła, trzymała się całkiem nieźle i nie zamierzała na tym poprzestać. Bycie sierżantem nie satysfakcjonowało ją nawet w najmniejszym stopniu. Może kiedyś uda się jej pójść do szkoły oficerskiej… ale to zapewne w dalszej przyszłości. Teraz miała ważniejsze rzeczy na głowie, a mianowicie powierzoną przez panią major misję.
– Wiesz co nas od siebie różni, Aleszko? Że ja cipę mam. Ty masz chuja i w teorii powinieneś mieć jaja, a z tym bywa różnie. – No cóż. Nie zamierzała się przejmować głupimi doczepkami kumpla. Nic nowego, to trzeba przyznać. Zawsze się wyzywali, poziom zażenowania osiągał w takich momentach bardzo często apogeum.
Wolała jednak dowódcy nie mówić, że zrobili z porucznika idiotę, bo mogłoby się przy okazji im oberwać. A Ra wszelkie nagany były nijak potrzebne, skoro aspirowała do awansu, prawda? I jak usłyszała pomysł Elżuniu, niemalże automatycznie pierdolnęła go w potylicę.
– Nawet nie próbuj. Morda w kubeł, dzbanie! – warknęła w jego kierunku. – Nie wiem jak ty, ale za seksem analnym nie przepadam, ale nie oceniam. Miłość to miłość, co nie? – Jakby osoba postronna zobaczyła zaklęcia Eliego i Leo, zdecydowanie pomyślałaby, że są parą uroczych gejów. Elżunia z tymi blond kręconymi włoskami bardzo pasował na takiego uległego… – Dobra, maszyny do garażu, potem coś przekąsić na szybko i do kwatery spać. Czeka nas pracowity dzień – zarządziła. I tak też zrobili.

[z/t x3]

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Droga dojazdowa   


 
Droga dojazdowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Droga obok lasu
» Droga Królewska
» Droga z Magnolii do Shirotsume
» Główna droga
» Królewski Szlak

Skocz do: