Szybkie Menu

Las
Idź do strony : Previous  1, 2
Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptySro Maj 29, 2019 11:40 pm

Janek nie myślał za bardzo przyszłościowo. W tamtej chwili chciał tylko i wyłącznie wyprowadzić młodą z Zony i dostać się do Korniejewa. I na tym, w gruncie rzeczy, wszystkie jego plany się kończyły. Nie myślał o tym, co powie dowódcy. Nie myślał, gdzie dziewczynę w garnizonie położą spać, czy jakie badania najpierw jej zrobią. Kompletnie nie przejmował się jej późniejszym ucywilizowaniem i umiejscowieniem w społeczeństwie. Równie beztrosko nie zdawał sobie do końca sprawy z tego, że właśnie pogłaskał kopanego przez całe życie psa. Że zapewne w oczach tej zaszczutej dziewczynki urósł ze zwykłego Janusza w takiego totalnie bohaterskiego Janka.
- No, wiosen też. Kiedyś się tak mówiło, ale to było dawno - rzucił trochę od niechcenia. I zajął się rozsznurowywaniem swoich butów, bo jednak lazł cały boży dzień, zaliczył dół i gałąź w oku. Mimo że oko niewiele miało do nóg.
Zerknął pobieżnie na dziurawe skarpetki i przez chwilę rozważał podarowanie Lence jakichś swoich, ale ostatecznie zaniechał. No już chuj, do jutra sobie polata w takich. Na jednostce to i tak ją całą wypiorą i dadzą jakieś normalne ubranie. Coś się znajdzie, coś wyszuka.
Ale... no właśnie. Czemu zabrałeś ze sobą tę małą włóczęgę, Cichocki?
- U nas tak się robi. Pomaga. Zawsze. Po to z jegrami walczymy, żeby nikt nie musiał im służyć. Jakbyś tu została, to pewnie w końcu by cię złapali i zawlekli z powrotem albo zabili - powiedział to kompletnie spokojnie, rozwiązując lewego buta. Bo prawy już nawet został zdjęty. Chwila ciszy, Janusz, krzywiąc się przy tym okropnie, drugie bucisko z nogi zdjął i czym prędzej odsunął je dalej. Bo, no w słowach nie przebierając, jebały. I podrapał się jeszcze po szyi. Spojrzał na kubek. - Zupę pij. Ale powoli, bo nie wiem, czy nie za gorąca dalej.
Ziewnął, oparł się o swój plecak i usadowił w pozycji takiej półleżącej.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyCzw Maj 30, 2019 12:03 am

W tym akurat byli podobni. Lena też nigdy nie zastanawiała się, co będzie potem. Dla niej liczyło się zawsze, tu i teraz, chęć przetrwania. No bo czemu miałaby planować jakąkolwiek przyszłość, nie wiedząc czy w ogóle przeżyje dany dzień? Z drugiej strony… czego innego miałaby się spodziewać? Przez ostatnie trzy lata jej życie wyglądało tak samo. Wstawała rano, jadła jakieś marne śniadanie w postaci kory z drzewa, znalezionych owoców, a czasem – jak miała szczęście – to pieczonego szczura. Wtem pojawił się Janek, który dał jeść, powiedział: nie musisz się bać. Sprawił, że zaczynała wierzyć w to, że może istnieć świat bez jegrów, bez ciągłej walki o najmniejszy kawałek jedzenia, gdzie nie ma zimna i strachu. Bo może i zgrywała hardą i wytrzymałą, ale się bała.
Lena wpakowała się do śpiwora, wzięła kubek do ręki i upiła troszkę. Ciepła zupa przeleciała przez przełyk, prosto do żołądka, rozgrzewając dziewczynę od wewnątrz. Dawno nie jadła niczego ciepłego. Było dziwne w smaku – z niczym konkretnym się jej to nie kojarzyło – ale dobre. Przecież to jedzenie. Na nie się nie wybrzydza.
Dziękuję. Masz – powiedziała, odstawiając na chwilę kubek z JEDZENIEM, by podać Januszowi pałatkę. Skoro on jej dał swój śpiwór, to ona mu to. Tak to chyba powinno działać. Wzajemna pomoc. – Wiesz. Tata był surowy. Też bił, ale lżej niż jegry… Ale mu zależało. Czasem nam jabłka przynosił. Pewnie zabierał sołtysowi.  Czterech braci miałam. Starszych. Ja jedyna dziewczyna. – Tu zrobiła na chwilę przerwę w swojej nieskładnej opowieści, by napić się trochę zupy. – Mama i babcia dbały bardzo. Babcia mi mówiła o Polsce. Dużo. Ale po cichu, żeby ojciec nie słyszał. Nie lubił. Za mówienie po polsku kara. Ja babci nie wierzyłam… ale teraz wierzę – powiedziała, uśmiechając się lekko. Takie opowiastki sprawiały, że jakoś lepiej się czuła. Kochała swoją rodzinę i tęskniła za nimi nawet – zastanawiała się, jak się mają, czy żyją…

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyCzw Maj 30, 2019 12:18 am

Czasami już tak w życiu bywa, że w pułapkę wpadają geografowie zamiast jeleni. Chociaż czasami wychodziło niemal dokładnie na to samo. Wpadali do dziury, wpadali komuś z wrzaskiem i tupotem ubłoconych nóg do życia, nie raczyli wytrzeć podeszwy o wycieraczkę i robili bałagan. Przestawiali rutynę, odwracali kota ogonem i wszystko na drugą stronę.
W dobrej wierze, oczywiście.
Cichocki skrzyżował ręce na piersi i przymknął trochę oczy. W Zonie to i tak nigdy nie sypiał jakoś za bardzo, a ten jego sen przypominał znacznie bardziej tryb czuwania. System niby to odpoczywał, ale pozostawał jednak w gotowości bojowej na wszelki wypadek. No bo kto to widział, żeby sobie rozkosznie zasypiać, gdy tuż za najbliższym krzakiem mógł czaić się wróg albo jakieś inne niebezpieczeństwo.
Otworzył jedno oko, słysząc magiczną komendę "masz". Spojrzał na wysłużoną pałatkę, lecz podniósł się trochę i ostatecznie ją wziął, dziękując skinieniem głowy. Ale, jak na razie, pałatkę to obok siebie położyć. Bo jemu tam zimno jakoś nie było.
- Jak uciekłaś? - zapytał. Krótko, prosto. Chociaż zastanawiał się, czy może by nie pociągnąć dziewczyny za język, żeby dalej mówiła o rodzinie. Bo skutki mogły być dwa - albo na myśl o rodzicach i braciach poczułaby się lepiej, aurę by sobie oczyściła, albo wpadłaby w melancholijny smutek, a tym samym kleszcz mógłby się jeszcze do niej przyczepić. A tego im przecież tylko do szczęścia brakowało.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyCzw Maj 30, 2019 9:26 am

Lena nie wierzyła w żadne nadprzyrodzone moce, Boga i tak dalej, ale najwidoczniej tak miało być, że na siebie wpadli… To że akurat niestabilna geografia postanowiła napatoczyć młodą Schultz właśnie na Janusza. Bo przecież mogłaby się znaleźć w zupełnie innej części Zony, prawda? Nie wiedziała, jak działa ten świat, nie potrafiła się w nim odnaleźć, dlatego błądziła bez większego celu. Aż tu, do jej pułapki na jelenia czy innego zająca, wpadł on. Duma Rzeczpospolitej Elfickiej, geograf królewski w służbie u hetmana Janusz Cichocki, który postanawia przygarnąć tę leśną przybłędę, nie zastanawiając się, co będzie potem, jak sobie poradzi w warszawskiej cywilizacji. Lena też o tym nie myślała, bo Polska i Warszawa były poza zasięgiem jej wyobraźni.
Przez chwilę panowała cisza, którą przerywało sączenie przez dziewczynę zupy. W końcu jednak ta się skończyła, więc odłożyła kubek na bok. Potem Janek zapytał. I zdecydowanie lepszą opcją byłoby ciągnięcie jej za język na temat rodziny, bo to były o wiele przyjemniejsze wspomnienia niż te związane z ucieczką.
Wtedy dużo jegrów w wiosce. Byli źli. Bardziej niż zawsze. Kogoś chyba nawet zabili – powiedziała, kładąc się na ziemi. – W wiosce była stodoła. Taka duża. Mama kazała tam iść ze zbiorami. – Wbrew pozorom to była bardzo istotna informacja. – No i wtedy przyjechali. Obcy w takich o – w tym miejscu Lena pokazała na swoją kurtkę. – Tyle koni nigdy nie widziałam. Huki. Krzyki. Bałam się. Nie wiem kim być Ci obcy… Ale co jeśli byliby bardziej zły od jegrów? W ta stodoła, z tyłu, dziura. Ja wyszłam nim i uciekłam do lasu. – Wykorzystała okazję, która się nadarzyła. Lena nie miała pojęcia, że Ci obcy, to byli właśnie Polacy, którzy mieli na celu odbić jej wioskę z rąk jegrów.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyPon Cze 03, 2019 9:12 pm

Wysłuchał. I właściwie nie wiedział do końca, co i jak Młodej powiedzieć. Tylko że był pewien, że i tak przecież będzie musiał jej uświadomić, że tamtego dnia do wioski przyszli Polacy. Z odsieczą. Że chcieli pomóc i wyrwać tę wioskę spod wpływu Czarnych, a ludzi odeskortować do Polski, by tam zostali uleczeni ze strachu.
Westchnął głośno, podrapał się po karku i rozprostował nogi.
- Nie byli gorsi. To tacy jak ja przyszli, żeby Czarnych wypędzić w pizdu. No ale. - Znowu wyrwało mu się głośne westchnienie. A później trzasnął się dłonią w bok szyi, bo coś go ugryzło. - No i chuj, znowu pchły, wszy czy inne skurwysyństwo. Dopij zupę i idź spać. Jutro znowu idziemy.
Bo chyba wolał nie drążyć tego tematu. Coś mu podpowiadało, że to nie byłoby zbyt dobre.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyPon Cze 03, 2019 9:30 pm

No ale skąd biedna Lena miała wtedy to wiedzieć? Teraz już miała świadomość istnienia Polski, miejsca bez jegrów… wtedy była tylko przestraszoną nastolatką, która bała się, że będzie jeszcze gorzej. Dlatego uciekła. Miała jednak nadzieję, że to, co mówił Janusz było prawdą i w takim razie jej rodzina jest już bezpieczna w tej… Warszawie. I może się nawet spotkają. Ta myśl zdecydowanie podniosła na duchu młodą. Przytaknęła jedynie głową, dopiła zupę i ułożyła się na ziemi, zasypiając. Zwykle miała bardzo czujny sen. Tym razem jednak był on głęboki i pozwalał w stu procentach odpocząć organizmowi i zregenerować siły na dalszą wędrówkę.
Obudzili się z samego rana, by zjeść śniadanie, posprzątać po sobie i ruszyć znowu w podróż. Janek mówił, że dziś dojdą… do jednostki. Czy jak to tam się nazywało. Lena podczas marszu była wyjątkowo milcząca. Obserwowała teren dziwnie uważnie, przyglądając się każdemu szczegółowi.
Ja znam miejsce. Tam, o je strumyk. Potem idzie się chwilę i będzie polana. I moja wioska – powiedziała z przekonaniem. Spojrzała na Janka jakby prosząc go, czy by mogli zejść z trasy i pójść w tamtym kierunku. Była niemalże pewna, że się nie myliła. Szum strumienia, który dobiegał do ich uszu, o tym ją tylko umocnił w tym przekonaniu.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyWto Cze 04, 2019 10:22 am

Lena spała, a Janek za to czuwał. Ale. On w Zonie nigdy nie sypiał na poważnie, bo się zwyczajnie nie dało i byłoby to po prostu głupie. Organizm niby to wypoczywał się regenerował, ale jakaś część jaźni trwała na posterunku i byłą gotowa w każdej chwili postawić całe cielsko na nogi, gdyby nadeszła tylko taka potrzeba.
Dzień jak co dzień, noc jak noc. A tym razem musiał zadbać nie tylko o swoje własne bezpieczeństwo. Tylko że nie było żadnych turbulencji, mrok nie przyniósł ze sobą żadnych dodatkowych zagrożeń i dzięki temu Cichocki obudził się w wyśmienitym humorze. Naprawdę!
Cały ranek nucił pod nosem Krzysztofa Krawczyka i w ogóle pełna radość życia. Zebrał się do wymarszu, zasypał dziurę po ognisku, szpej pozbierany, wszystko gotowe.
Więc ruszyli. I tak sobie tuptali w stronę granicy, byli już naprawdę całkiem blisko, gdy...
Spojrzał na Lenę. Spojrzał na jej błagalne spojrzenie skopanego psa i wiedział, że po prostu nie ma wyboru ani innego wyjścia. Doszła do niego przy okazji myśl, że byłby naprawdę strasznym ojcem, który gówniarzom zapewne pozwalałby na wszystko.
- Chcesz tam pójść? - zapytał, zupełnie jakby jednak potrzebował jej słownego potwierdzenia i ten błagalny wzrok nie był wystarczającym dowodem. - Dobra. Ale. Na krótko, na szybko, i jeśli są tam ludzie, to nie wychodzimy, jasne? To byłoby niebezpieczne. Wrócimy tu później po nich, jeśli dalej tam są.
Od razu zasady wprowadził. Żeby nie było. Niby mówiła, że byli tam Polacy, ale Cichocki nie przypominał sobie, żeby odbili jakąś wioskę. Ale z drugiej strony trzy lata... Jegrzy mogli już dawno zabrać ich do Gehenny, jeśli wioska zdołała się obronić. Mieszkańcy mogli się wystraszyć nagłego wtargnięcia Polaków. Ugh.
No ale. Niech jej będzie. Westchnął ciężko, zarzucił wszystkie nucone piosenki i ruszył dziarsko w stronę szumiących strumyków i brzóz. Czy tam czegoś.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyWto Cze 04, 2019 9:27 pm

Lena zwykle też czuwała, ale dzisiaj… miała poczucie, że w końcu może zasnąć i jest bezpieczna. Trochę egoistycznie zrzuciła obowiązek czuwania na Janusza, ale z drugiej strony… po trzech latach ciągłego półsnu, pilnowania czy przypadkiem coś się nie zbliża chyba zasłużyła na jedną, w pełni przespaną noc, nieprawdaż?
Nigdy nie czuła się tak dobrze jak tego poranka. Wypoczęta, z pełnym brzuchem, a na dodatek mieli za niedługo dojść do… tego, jednostki. A potem pojadą do Warszawy i będzie wolna – nie będzie musiała bać się jegrów czy innych paskudztw, już nie zazna głodu i nie będzie musiała się bać. Tak powiedział Janek, a ona mu wierzyła. Ślepo jak pies.
Szli przez Zonę i zapewne by już przekraczali granicę, gdyby nie to, że znaleźli się w miejscu, które było jej bardzo znane. Lena była niemal pewna, że trafili w okolicy jej wioski i musiała tam pójść, zobaczyć, jak tam jest. Czy nadal żyje tam jej rodzina. Babcia, mama, tata, bracia… Musiała.
Tak – powiedziała. Na zasady postawione przez Janusza zareagowała jedynie skinieniem głowy, a potem ruszyła przed siebie, pewnie. Tym razem to ona prowadziła Janka. Najpierw jakieś kilkadziesiąt metrów na zachód, by tam znaleźć kładkę. Młoda wiedziała, że tam będzie. Przeszła przez nią, brnąc dalej. Szybkim krokiem, jakby dostała dodatkowy zastrzyk energii. Potem się zatrzymała na ścieżce rozglądając się za czymś. Po chwili Cichocki wiedział, czego szukała. Po prawej stronie znajdowała się stara, zdezelowana kapliczka z figurką Matki Boskiej, która aktualnie nie miała głowy. Dla Schultz był to jednak punkt odniesienia. Zaraz za kapliczką skręciła i szli tak jeszcze przez parę minut, by weszli na polanę, a za nią znajdowała się wioska. Tak jak mówiła Lena. Jednak już z daleka wyglądała na opustoszałą. – Wiedziałam – powiedziała jedynie, idąc dalej do przodu.
Nim weszli do wioski, schowała się za drzewem – Janek powiedział, że nie wchodzą, jeśli są ludzie – i rozejrzała się dokładnie. Nikogo nie było. Ani na polach, ani w okolicy. Domy wydawały się dziwnie zaniedbane. Nigdy się nie przelewało, ale mieszkańcy dbali o to, żeby nic się nie waliło. Lena podeszła na tył wioski, gdzie ta łączyła się z lasem.
Tu, stodoła – pokazała głową na resztki jakiejś konstrukcji. Dziewczyna podświadomie czuła, że niczego dobrego tu nie zobaczy. Szła dalej, próbując przywołać z pamięci obrazy, gdzie co stało, gdzie był jej dom.
Lena nie przykładała uwagi zbytnio do tego, co znajdowało się na ziemi. Wchodząc jednak w głąb wioski, Janusz zauważył. Martwych, polskich żołnierzy. Tudzież resztki tego, co z nich zostało – kości, strzępki mundurów… Lena jednak szukała czegoś innego. W końcu sobie przypomniała. Skierowała się do jednej z większych chatek. Odsunęła deskę robiącą za drzwi i weszła do środka.
Mutter? Vater? Oma? Wo seid ihr?! – zawołała, ale odpowiedziała jej pustka. W izbie… jakby czas się zatrzymał. Na próchniejącym stole stała gliniana miska, z której zawsze jadła babcia. Na palenisku był kociołek, w którym kiedyś matka gotowała posiłki. Lena jednak się nie poddała. Poszła do izby sypialnej. Tam… oniemiała. W łóżku leżały szczątki jej babci. Poznawała po ubraniach. Umarła we śnie, ze starości – być może. Ale gdzie reszta?
Lena nie miała złudzeń.
Jegry zabrały. Nie było innej opcji.
Janek – wycedziła przez zęby, zaciskając mocno pięście i wbijając sobie paznokcie w skórę, niemalże do samej krwi. Po policzkach płynęły łzy. – Oni w Warszawie, prawda? Powiedz, że tak. – Chciała w to wierzyć. Naprawdę chciała.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyWto Cze 04, 2019 10:50 pm

Coś mu podpowiadało, że nie powinien się zgadzać. Że powinien machnąć ręką, rzucić czymś głupim i dalej ciągnąć dziewczynę do Stanicy Korniejewo, gdzie byłaby nareszcie bezpieczna i częściowo wolna. Widmo przeszłości nadal ciągnęłoby się za nią niczym smród za brudnymi skarpetami, ale może chociaż trochę przestałaby się bać. Aż tak. Zrozumiałaby, co to znaczy być bezpieczną.
Ale się zgodził. I musiał żyć z tą decyzją, wziąć na barki odpowiedzialność za siebie i za Młodą.
Szedł za nią, w milczeniu. Nie musiał wchodzić do wioski, by wiedzieć, że nikogo tam nie zastaną. Znał takie krajobrazy bardzo dobrze. Porzucone chaty, zarośnięte już z lekka dróżki, plac bez śladów ludzkich stóp. Zakurzone okna, zapuszczone domy, pola bez bytności.
Nie chciał, żeby Młoda tam szła. Żeby to zobaczyła. Żeby zrozumiała, że jej rodziny już nie ma.
Ale i tak ruszył za nią trochę lunatycznie. Spojrzał ze smutkiem na poległych żołnierzy i przy nich na chwilę się zatrzymał, by w milczeniu oddać im honor.
Wszedł za Leną do chaty i przyglądał jej się badawczo.
Płakała.
Janusz nie bardzo wiedział, co powinien zrobić, więc na próbę poklepał ją lekko po ramieniu.
- Całkiem możliwe. Albo uciekli i też są gdzieś w lesie.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyWto Cze 04, 2019 11:02 pm

Lena czuła ogarniający ją smutek. Żal. Złość. Nienawiść. Czuła jak wszystko zaczyna się w niej gotować. Jegry. To ich sprawka, była tego pewna. Tak samo jak tego, że wcale nie ma ich w Warszawie. Ani w lesie, tak jak ona. Za dobrze znała swoją rodzinę, wiedziała, że nie byliby w stanie uciec. Zawsze posłuszni do bólu. Tylko ona była taka butna, sprzeciwiała się od samego początku.
Kiedyś ich znajdę – obiecała sobie, ocierając łzy spływające po policzkach.
Podeszła do łóżka, które niegdyś było jej. Leżał na nim pluszowy królik. Jej maskotka z dzieciństwa. Miał guziki – dwa różne – zamiast oczu. Kilka razy był zszywany i wypychany na nowo. Teraz też potrzebował wielu, nazwijmy to, drobnych poprawek. Pociągnęła nosem i wzięła zabawkę do ręki. Zdjęła z pleców swój plecak i wrzuciła królika do środka.
Możemy iść – powiedziała hardo. Było jej przykro. Nawet bardzo. Ale… nie mogła nic z tym zrobić. Musiała się skupić na sobie. Zostając tu nie pomoże swojej rodzinie w żadnym stopniu. – Czy w Warszawa uczą jak bić jegry? – zapytała, wychodząc z chaty i kierując się z powrotem na właściwą ścieżkę. Chciała jak najszybciej wydostać się z wioski, zostawić ten obraz za sobą, zapomnieć widoki, jakie ją przywitały. Tak będzie łatwiej.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptySro Cze 05, 2019 1:11 am

Patrzył tylko, jak Lena zabiera zabawkę z łóżka. Nadal w ciszy. Bo co miał powiedzieć? Zapewnić, że ich znajdzie? Zadeklarować się - tak wielkodusznie i wspaniale - że jej w tych poszukiwaniach pomoże? Dać jej płonną nadzieję na coś, co prawdopodobnie nie mogło się nigdy spełnić?
- Tak, chodźmy - powiedział cicho i raz jeszcze poklepał Młodą po ramieniu. Pokrzepiająco. Ruszył za Leną. - W Warszawie? Uczą. Sam mogę cię zresztą uczyć.
Bo tej jednej obietnicy mógł jednak dotrzymać.
Nawet jeśli częściowo.

zt x2
xD

Gabriel Gruszka
Gabriel Gruszka
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyNie Cze 09, 2019 9:23 pm

Zjechali ostatecznie z głównej drogi i skierowali się ku jednej z bocznych ścieżek. Pokonali już część drogi i w pewnym momencie oboje wyczuli, że coś jest nie tak. Powietrze zrobiło się dziwnie ciężkie, oboje wyczuwali w okolicy coś złowrogiego. Potężnego.
Gabriel zmarszczył brwi, ściągnął lejce.
- Pani porucznik geograf... - zaczął powoli, gdy jego wierzchowiec już się zatrzymał. - Zsiądźmy z koni. Przebicie jest już blisko. - Powiedział to ciszej, poważniej. Zniknęła gdzieś ta ekscytacja wszystkim dookoła, została powaga i spokój.
Zeskoczył z siodła, odwiązał linkę sierżanta i zwyczajnie spuścił go ze smyczy.
- Pani porucznik. Proszę tu zaczekać, sprawdzę teren. - Spojrzał na nią, a następnie zwrócił spojrzenie na psa. - Waruj.
Minęła dosłownie sekunda i Gabriel... cóż. Zniknął. Józefina nie widziała już, jak mały elf idzie dalej, zmierza w stronę rzekomego małego Przebicia.
***
Została sama - z psem i papugą za towarzyszy. Mijały minuty i wtedy usłyszała szelest. Nadal wyczuwała fagową magię wiszącą w powietrzu, czuła niepokój. Wiedziała, że coś było nie tak, nie potrzebowała żadnych zapewnień małego zwiadowcy.
Usłyszała szelest.
Gdy się odwróciła, zobaczyła żołnierza - chłopca, mógł mieć najwyżej osiemnaście lat. Był blady, zakrwawiony. Jedna ręką opierał się ciężko o drzewa, drugą dłoń dociskał do rany na brzuchu - przebity na wylot przez miecz. Cud, że jeszcze w ogóle stał.
Wytrzeszczył oczy, widząc przed sobą człowieka. Widząc kogoś, kto nie był Czarnym bądź jego sługami.
- Jegry... oni... - zachłysnął się własną krwią, zakaszlał. Widok człowieka przyniósł mu ulgę. Mógł zrzucić z siebie cały ciężar. Opuściły go siły, więc drzewo nie było odpowiednią podporą. Przewrócił się. - Przebicie... armia... oni... - Zajęczał z bólu. Płakał.
_________
Ciuciubabka
Wygląd:
Użytkownika nie widać. I tyle. Nie widać jego ubrań, jego sprzętu ani wszystkiego, z czym ma bezpośrednią styczność, a co nie jest składnikiem otoczenia.
Funkcja: Przemykanie niezauważonym na polu walki nabiera nowego znaczenia w tym wypadku. Jest absolutnie niewykrywalny dla Czarnych. Nie wyczuwają go, nie widzą go, nie są w stanie go wywąchać ani usłyszeć, choćby łaził po żwirze i łamał wszystkie napotkane na swojej drodze gałęzie. Jeśli jedzie konno - niewidoczny jest również jego bojowy rumak.
Limity: 3 posty użytkowania, 5 postów odpoczynku.
Użycie - 1/3

Józefina Unrug
Józefina Unrug
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyNie Cze 09, 2019 10:17 pm

Zeszła z konia próbując uspokoić skołatane myśli. Było... inaczej. Gorzej. Nie powinna się tak czuć, szczególnie ze źródłem czystego szczęścia jakim był Gabryś u boku. Elf zniknął pozostawiając jej przy boku psa do obrony.

Józefina poczuła dreszcz na karku słysząc szelest w gęstwinie lasu, a jej dłoń powędrowała powoli do przypasanej do boku szabli. Tak profilaktycznie. Krakers zaskrzeczał cicho, odzyskując rezon jak na papuziego komandosa przystało. Kobieta przyłożyła jedynie palec do ust nakazując mu milczenie, po czym odwróciła się w stronę źródła dźwięku.
W pierwszej chwili poczuła ulgę – człowiek, w dodatku dość młody. Przesunęła wzrokiem w dół pobladłej, wykrzywionej grymasem bólu twarzy chłopca. A potem dostrzegła krew, ranę i wystający z niej ciężki miecz.
Ulga ustąpiła miejsca niedowierzaniu i konsternacji, gdy słuchała urwanych słów.

Jegrzy. Przebicie. Armia.
Kobieta z całą siłą walczyła z własną żelazną logiką podpowiadającą co może się dziać nie tak daleko od nich, próbując uspokoić samą siebie.
Przebicie miało być niewielkie. Żadnych fagów. Żadnych wrogów. Zacisnęła zęby, szybko ruszając w stronę rannego.
Dopadła do niego sekundę po tym jak się przewrócił, starając się go za bardzo nie przesuwać, żeby nie powiększyć broń Boże rany i nie spowodować jeszcze większych urazów.
- Co się stało?- Zapytała rzeczowo, klękając przy nim i zaciskając dłoń na ramieniu żołnierza. Rękawem otarła łzy z jego policzków, zmuszając się do współczującego grymasu na twarzy. Musiała zachować spokój, atmosfera była wystarczająco ciężka.- Skup się. Zawołam pomoc, ale musisz mi powiedzieć co się dzieje.


Ostatnio zmieniony przez Józefina Unrug dnia Nie Cze 09, 2019 11:56 pm, w całości zmieniany 1 raz

Gabriel Gruszka
Gabriel Gruszka
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyNie Cze 09, 2019 10:33 pm

Jegrzy. Armia. Przebicie.
Chłopiec załkał, ponownie zakaszlał ciężko - krew popłynęła z jego ust, skapnęła na ziemię. Lepka, gęsta, wymieszana ze śliną.
- Pomoc... już... my wiadomość... poszła - wyjęczał. - Boli, Jezu, ja... - Jego słowa zamieniły się ponownie w szloch. Zakażona fagami rana nadal krwawiła paskudnie.
Chłopiec umierał. Nawet jego szloch był z czasem coraz cichszy.
Minęło dwadzieścia minut, gdy wrócił Gabriel. Pojawił się absolutnie znikąd - choć jego przybycie zostało zakomunikowane przez psa. Ten siedział do tej pory tuż u boku Józefiny, lecz poderwał się z siadu jeszcze zanim Gabriel dezaktywował czar.
- Pani porucznik. - Patrzył na nią z powagą. - Przebicie się powiększyło. Tamtędy przeszła armia, oni nas atakują, pani porucznik. Musimy wracać. Jak najszybciej. Musimy ich ostrzec.
Spojrzał na rannego szeregowego. Podszedł i przyklęknął tuż obok. Położył mu jedną dłoń na piersi.
Chłopiec nie otworzył nawet oczu, oddychał płytko, ciężko. Chrapliwie. Nie miał sił, by wydać z siebie choć cichy jęk. To był moment, w którym Gabriel - to najsłodsze pod światem stworzenie - wyciągnął zza pasa nóż. Wolną dłoń przeniósł na policzek żołnierza i pogładził go kciukiem.
- Służyłeś dzielnie. Polska ci dziękuje, żołnierzu - powiedział poważnie.
Kolejny jego ruch był szybki - ostrze noża bez cienia wahania wbiło się w klatkę piersiową szeregowego, rozpruło skórę, wdarło się do serca. Chłopiec odetchnął głębiej. Ostatni raz. A Gabriel wyrwał z jego piersi nóż, otarł ostrze o bluzę chłopca. Po jego policzkach płynęły łzy. - Musimy iść, pani porucznik.
Bez słowa wyjaśnień. Bo nie mieli szans, by go uratować. I oboje zapewne o tym wiedzieli.

Józefina Unrug
Józefina Unrug
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyNie Cze 09, 2019 11:13 pm

Umierał. To było jasne, a Józia nie była w stanie zrobić żeby temu zapobiec. Ukrócenie męczarni też nie wchodziło na razie w grę. Miał informacje, których potrzebowała.
- Już dobrze... Zaraz będzie po wszystkim.- Szeptała uspokajająco, wciąż walcząc z rosnącym uczuciem strachu, które powolutku kiełkowało gdzieś z tyłu głowy. Wolną rękę zacisnęła na szabli, jakby to miało uspokoić i dodać otuchy.

Tymczasem siedzący obok pies podniósł się z ziemi. Reakcja kobiety była natychmiastowa. Zerwała się z kolan, odsuwając parę kroków w tył, zanim Gruszka zdjął z siebie czar.
Wysłuchała elfa w milczeniu, unosząc lekko głowę ku niebu w niemym pytaniu 'mój Boże, dlaczego?”. Ale teraz nie było już czasu żeby się zastanawiać. Mieli obok siebie pieprzoną armię, która najwyraźniej kierowała się na Korniejewo.
- Nic tu po nas. Wracamy.- Zarządziła sucho, w nerwowym odruchu zakładając włosy za ucho. Pomimo to stała nieruchomo, gdy Gabryś postanowił dobić rannego. I trzeba przyznać, że gdzieś pod tą warstwą politowania dla sposobu bycia szeregowego pojawił się lekki szacunek. Może nie taka z niego laleczka jak sobie wyobrażała.

Przymknęła oczy w chwili, gdy ostrze przebiło klatkę piersiową dzieciaka. Patrzenie na wykrzywioną bólem i strachem twarz umierającego żołnierza było ostatnią rzeczą, której teraz potrzebowała.
Popatrzyła tylko na elfa. Serce jej się krajało na sam widok łez spływającej po tej porcelanowej twarzyczce.
W pierwszym, niekontrolowanym odruchu wyciągnęła w jego stronę rękę, wplatając palce w te białe kudły i czochrając je. Wszystko to trwało sekundę, może dwie. Zaraz potem minęła go dosiadając swojego konia.
- Krakers. Patrol.- Rzuciła sucho w stronę papugi, która natychmiast poderwała się do lotu. Spojrzała po raz ostatni na chłopca leżącego pod drzewem i przeżegnała się szybko.

Gabriel Gruszka
Gabriel Gruszka
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyNie Cze 09, 2019 11:30 pm

Raz jeszcze pogładził martwego żołnierza po policzku.
- Spoczywaj w pokoju. - dodał jeszcze, nim zabrał dłoń z twarzy chłopca. Przeżegnał się i odciął z jego szyi nieśmiertelniki. Spojrzał na nie. - Naród jest z ciebie dumny, Marku.
Blaszki ukrył w kieszeni, nóż powędrował na swoje dawne miejsce.
Gabriel podniósł się ze swojego miejsca, starł z policzków łzy obiema dłońmi. Tak często ludzie mylili go z dzieckiem. Tak często uważali, że ktoś taki nie powinien służyć w Wojsku Polskim. Józefina miała możliwość dostrzec, że ten mały elf nie był mięciutki jak jego dziecięcy portfelik w kształcie nieszczęsnej świnki.
Był żołnierzem.
Podszedł do swojego kucyka, spojrzał na odlatującego ptaka. Nie powiedział ani słowa - modlił się za dusze martwego żołnierza. Modlił się za siebie. Za panią porucznik geograf. Za Korniejewo. Za wszystkich, którzy tam byli. Gabryś modlił się za cały świat.
Wskoczył płynnie na siodło, ostatni raz ze smutkiem patrząc na Marka Zawadzkiego. Ruszyli.

Krakers mógł zobaczyć dwie rzeczy - jedną była armia. Widział jegrów, machiny oblężnicze. Centaury. Wszystkie potworności, jakie stworzyły balrogi, by zabijać i niszczyć wszystko na swojej drodze. Gdzieś pomiędzy drzewami mógł dojrzeć samo Przebicie i pilnujących je Czarnych.
Mógł również zobaczyć - tak niedaleko ich dwójki - wysłany w las patrol jegrów. Było ich trzech. I byli naprawdę blisko Józefiny i Gabriela.

Józefina Unrug
Józefina Unrug
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyPon Cze 10, 2019 12:25 am

O ile same machiny i wielka armia nie zrobiły na papudze wielkiego wrażenia, bo (jak to ptak nie bardzo rozumiał czym jest tak wielkie uzbrojenie - wystarczyło, że wiedział jak srogie sieje to zniszczenie), nie bardzo rozumiał powagę sytuacji, o tyle sam patrol i jego odległość od właścicielki wzbudziły w nim przynajmniej coś na kształt niepokoju i sprawiły, że natychmiast zanurkował w dół, równając się z dwójką wojskowych.

- Wrrróg na horyzoncie. Czarrrni. Aborrrdaż blisko. Sterrrburta zagrrrożona.- Zaskrzeczał lecąc tuż nad głową Józi. Ta ściągnęła wodze mocniej. W tej chwili nie mogli zrobić z elfem więcej jak uciec przed tym co zobaczył przy Przebiciu.
- Krakers. Leć do stanicy. Ogłoś alarm.- Rzuciła tylko w stronę papugi. Ptaszydło na pewno doleci do polskich oddziałów szybciej niż dotrą oni, a nawet jeśli nikt nie uwierzy, to przynajmniej może zwróci uwagę wojskowych. Krakers odleciał w stronę Korniejewa. Józefina już nawet nie przeklinała swojego szczęścia do „lekkich i przyjemnych misji na popołudnie”. Teraz liczyło się tylko, żeby uciec Czarnym i dotrzeć do swoich.
- Jesteś przewodnikiem szeregowy. Prowadź.- Rzuciła tylko w stronę Gabrysia.

Gabriel Gruszka
Gabriel Gruszka
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyCzw Cze 13, 2019 12:47 pm

- Sterburta? Która to strona? - spytał Gabriel, rozglądając się z uwagą na boki. Nie widział żadnego ruchu, nie słyszał niczego oprócz szelestu liści.
Ciężko było im przebijać się przez las, konie i tak nie mogły wydusić z siebie żadnego szybszego biegu - drzewa i krzewy znacząco to utrudniały. Nie mogli wrócić na ścieżkę.
Gruszka rozejrzał się raz jeszcze, spojrzał na słońce, na zegarek, po czym wskazał dłonią jeden z kierunków. Tak mniej więcej przed nimi, znosiło trochę na prawo.
- Tam. Ale musimy objechać. Zamkną główną bramę i będziemy uwięzieni, trzeba nam z tyłu iść, pani porucznik geograf.
A Krakers poleciał. A oni nie mogli używać za bardzo magii, by przypadkiem ktoś ich tam nie zauważył i się nie zainteresował.

Józefina Unrug
Józefina Unrug
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 EmptyNie Cze 30, 2019 9:50 am

Józefina spojrzała jeszcze za Krakersem, który zniknął w koronach drzew.
- Sterburta. Prawa. Będziemy ich mijali z prawej.- Rzuciła tylko do Gabrysia, podążając za nim z pełną ufnością. To był jego teren.
Kobieta skinęła delikatnie głową, odsuwając gałęzie, przez które się przedzierali. Powrót przez tylną bramę brzmiał jak dostatecznie dobry plan.
Zejście ze ścieżki miało swoją główną wadę – gęstwina stawała się z każdym momentem coraz bardziej uciążliwa i męcząca przede wszystkim dla koni.
- Małe przebicie kurwa ich mać.- Warknęła cicho pod nosem, odgarniając gałęzie sprzed twarzy.

Sponsored content
Las - Page 2 Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las - Page 2 Empty


 
Las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Skocz do: