Szybkie Menu

Las
Idź do strony : 1, 2  Next
Bolesław VI Arr'Rith
Bolesław VI Arr'Rith
Las Empty

PisanieTemat: Las   Las EmptyWto Lip 11, 2017 11:21 pm

Las Pexels-photo-26559

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 6:06 pm

Przemierzanie Zony w pojedynkę nigdy nie było rzeczą łatwą. Właściwie uderzało o rzecz całkiem trudną, a już z pewnością wówczas, gdy człowiek zapędził się zbyt głęboko i na dodatek stracił konia, więc musiał zapierdalać z buta prosto do Polski. Janusz mógł tylko Bogu dziękować, że był na tyle przyzwyczajony do podobnych wydarzeń, że nie robiło to na nim większego wrażenia. Właściwie poza granicami bezpiecznego kraju nadal mógł czuć się niemalże jak w domu. Musiał tylko być czujniejszy, bardziej ostrożny, mierzyć swoje kroki i pilnować kierunku. Stale mieć samego na siebie na baczności, zadbać o własne bezpieczeństwo i powrót. I, co najważniejsze, cały czas utrzymywać spokój ducha i pogodę myśli. Nic nie mogło mu przeszkodzić w powrocie.
Zawsze wracał. Więc i tym razem wróci, bo wszystko będzie dobrze.
Szedł. Przedzierał się przez las, szedł trochę naokoło, by ominąć jedną z wiosek podlegającą jurysdykcji Czarnych, ale przecież miał czas. Nie śpieszył się, bo pośpiech nigdy nie przynosił niczego dobrego. Właściwie więcej było z tym biedy niż faktycznego pożytku, więc lepiej było nadrobić drogi i zetrzeć podeszwy, niż władować się w coś głupiego.
Tak przynajmniej uważał i sądził.
I pewnie myślałby tak dalej, gdyby nie zdarzyły się dwie rzeczy. Pierwszą była gałąź, która przywaliła mu prosto w twarz. Liść trzasnął o lewe oko, aż zabolało, na co Janek zareagował soczystym "No kurwa mać" i postąpił dwa nieprzemyślane kroki w bok, by te chaszcze ominąć. To był moment, w którym napotkał drugi problem. Bo jego noga zamiast trafić na twardy i soczysty grunt, zapadła się bezczelnie w sprytnie przykrytym liśćmi i innym szajsem dziurę.
Spuśćmy kurtynę miłosierdzia na moment, w którym porucznik Janusz Cichocki, duma i chluba Rzeczypospolitej Polsko-Elfickiej, Królewski Geograf, dawniej zastępca rotmistrza 7. Pułku Kawalerii, wpada do tego nieszczęsnego dołu, pułapki na takich dzbanów jak on.
Przejdźmy od razu do momentu, w którym Janusz wgapia się w korony drzew nad sobą, leżąc na plecach w posypce z liści i ściółki. Zamrugał kilka razy trochę oszołomiony tymi wydarzeniami, nim parsknął i powoli pokręcił głową. No dobra. No spoko. Zdarza się. Pewnie jakiś wieśniak z tej wioski, co tak ją chciał ominąć, tutaj pułapkę na jakiegoś jelenia czy dzika zrobił i tyle. Nic poważnego. Dlatego Janusz przewrócił się najpierw na bok i usiadł, a później ładnie zdjął plecak. Bez zastanowienia większego odpiął od plecaka karabin i podniósł się powoli. No głęboki był ten dół. Janusz, fakt, głową ponad łbem nie sięgał, ale przecież wyjść się da na spokojnie. Tylko najpierw zarzucił karabin snajperski na plecy, a później podniósł swój plecak i najzwyczajniej w świecie wyjebał go na górę. Wyłamał palce, rozruszał kark i z ciężkim westchnieniem począł się gramolić na górę.
Dobrze, że sobie niczego po drodze nie skręcił, kurka rurka, bo wtedy to dopiero miałby problem. Ale tak?
Kłopot Cichocki zauważył jednak dopiero niemal na górze. Gdy już wsparł się łokciami o stabilne podłoże. Widział przed sobą buty. I usłyszał przesławny trzask napinanego łuku, a tuż przed mordą zobaczył śliczny kawałek strzały. Doskonale.
- Wo bist du?
Na to piękne pytanie, Janusz podniósł wzrok na właściciela głosu. Czy raczej właścicielkę. Wychudzone dziecko z Zony, pewnie z jednej z tutejszych wiosek, pewnie gnębione i karane wiecznie przez jegrów.
- Eeee... - Tym właśnie słowem rozpoczął swoją przemowę. - Nicht... strzelaj. Nicht, nie. Ja kuligen, freunt. Put it down. Panimajesz? Deutchland? Polen?
Ale powiedział to wszystko zupełnie przyjaźnie! Tylko trochę tonem rozkazującym. Troszeczkę.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 7:06 pm

Lenka nie znała pojęcia liczenia mijającego czasu. Nie wiedziała co to godzina tydzień, miesiąc czy rok. Warunki panujące w Zonie czasem nawet utrudniały stwierdzenie, czy był dzień czy noc, bo niezależnie od pory, było w niej ciemno od dziko rosnących, często nienaturalnie powyginanych drzew, które nosiły na sobie piętno Czarnych. Niebo zawsze było szarobure – nie było na nim widać ani słońca, ani puszystych chmurek, których kształty zwykle dzieci – bądź zakochani nastolatkowie – próbują zgadywać. Tyle dobrze, że zegar biologiczny Leny działał całkiem dobrze, dzięki niemu więc była w stanie stwierdzić, kiedy iść spać, kiedy zaś ruszyć do przodu. Taka wiedza była fundamentalna, jeżeli chciało się przetrwać. A dla młodej Schultz tylko to się liczyło – przetrwać i nie dać się złapać jegrom. Prędzej popełniłaby seppuku swoją tępą finką, niżeli miała znów służyć tym poczwarom.
Dziewczyna nigdy nie zatrzymywała się na długo w jednym miejscu, nie chcąc zostawiać po sobie zbyt dużo śladów – instynkt podopowiadał jej, że powinna być ciągle w ruchu, jeżeli nie chce zostać znaleziona. Czasem jednak trzeba było gdzieś być przez okres dwóch do trzech snów. Robiła wtedy w okolicy swojego „obozu” pułapki na zwierzynę, ale też nieproszonych gości – spadającego do dołu człowieka, czy też jegra, słychać dosyć wyraźnie, a dzięki temu Lena miała czas by zareagować.
Dół, do którego wpadł Janusz nie był przeznaczony nawet dla ludzi. Miała nadzieję, że wpadnie tam jakaś sarna albo inny dzik – po śladach widziała, że te zwierzęta kręciły się w okolicy. I akurat była w pobliżu, zbierając jagody (w większości prosto do swojej paszczy, tak głodna była), gdy usłyszała szelest liści i głośne „jebut”. Wzięła łuk do ręki z nadzieją, że w środku znajdzie zwierzynę. Jeden strzał i było martwe… Kilka razy w swoim marnym życiu zjadła sarnę… W tym raz upieczoną na ognisku, gdy już się nauczyła korzystać ze krzesiwa. Nigdy nie zapomni tego smaku. Tak samo jak smaku królika. Aczkolwiek, gdy w brzuchu pusto to i szczur czy świerszcz dobry.
Jaki zawód Lenki był, gdy w pułapce zauważyła nie pyszną zwierzynę… a człowieka. Na twarzy nastolatki było widać niezadowolenie. Zmarszczyła czoło i spojrzała na mężczyznę tymi swoimi miodowymi oczyma, mierząc strzałą prosto w jego twarz. Usta Leny były zaciśnięte, tworząc przy tym niemalże wąską kreskę. Przyglądając się jej, Janusz mógł zauważyć jedną, bardzo charakterystyczną rzecz – miała na sobie kurtkę – o wiele za dużą – będącą bez wątpienia mundurem WP. Na pagonach wciąż były oznaczenia. Podporucznik.
Byli w Zonie. Tu mówiło się po niemiecku. Nawet jeżeli ktoś był innej narodowości – tudzież jego przodkowie byli – to niemiecki znali, ewentualnie uczyli się rodzimych języków od swoich dziadków i rodziców, ale wszystko w tajemnicy. Słysząc słowa Janusza, była zdziwiona. Nie mówił po niemiecku… nie był stąd. Jeżeli nie stąd to skąd?
Polen? – zapytała, nie kryjąc zdziwienia. Babka jej mówiła. Dawno temu. Że była Polska. Podobno kraj bez jegrów. Ale Lena nie wierzyła. Jegry są wszędzie. – Ty mówisz polski? – zapytała. Każde słowo zawierało w sobie mocny, niemiecki akcent. I mimo tonu głosu Janusza, Lena nadal napinała łuk, gotowa w każdej chwili do strzału. – Kto ty? Sługa jegrów? – zapytała.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 7:15 pm

Mała dziewczynka w sfatygowanym i za dużym mundurze zdartym z jakiegoś nieszczęsnego żołnierza. Celująca strzałą prosto w januszową mordę. Ale! Mówiła po polsku, matko bosko, co za zbawienie. Znaczy. W sumie nie, żeby spacyfikowanie małej dziewczynki mogło stanowić dla niego problem, tylko Cichocki naprawdę nie chciał dziewczyny ani wystraszyć, ani tym bardziej skrzywdzić.
- Tak, ty mówisz polski - powtórzył tylko trochę z rozbawieniem. Z drugiej strony nie powinien się chyba z niej nabijać, siedząc nadal, mimo wszystko, w tej nieszczęsnej dziurze. Zamiast tego trochę mimowolnie podniósł egidę. Na wszelki wypadek. Gdyby dziołcha postanowiła jednak zrobić z niego tą swoją wykałaczką szaszłyk. - Nie. Nawet przeciwnie, że tak powiem. Dasz mi wyjść?
Jaki grzeczny, proszę państwa. Ale, no naprawdę, dziecka wystraszyć nie chciał. Chociaż już wyglądał częściowo niczym potwór z bagien z tym swoim zarośniętym pyskiem, z liśćmi we włosach i brodzie, taki trochę utytłany ziemią.
_______
Egida - 1 post użytkowania.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 7:53 pm

Niech Janusz sobie nie pomyśli, że Lena jest jakaś uprzedzona albo coś – bo nie była, jednakże z ludźmi raczej rzadko rozmawiała w ciągu ostatnich trzech lat, a tym bardziej mało kto mówił po polsku. Przecież za takie coś to od jegrów można tyle batów dostać! Najbardziej zadziwiające dla niej było to, że mężczyzna nie mówił w ogóle po niemiecku. Jakim cudem więc on się tu uchował? To było dla Leny kompletnie nie do zrozumienia, jej mózg tego nie pojmował.
Skąd znasz polski język? – zapytała, nie kryjąc ciekawości, jednocześnie wciąż napinając łuk, aczkolwiek już nieco lżej, co mógł zobaczyć. Przymrużyła znowu oczy. Nie był sługą jegrów, tylko przeciwnie? Co to znaczyło? Walczył z nimi jak ona? Może on też kiedyś uciekł i od tamtej pory chodzi po lesie? – Masz jedzenie? – zapytała, rozluźniając cięciwę. Schowała strzałę do kołczanu. Odsunęła się od dziury, ciągle jednak bacznie obserwując Janusza. – Co tu robisz? Ty też jegrom uciec? – zapytała. Lena – w przeciwieństwie do większości ludzi z Zony – nie bała się mówić jegr. Nie nazywała również ich Panami.
I Lena wcale lepiej nie wyglądała. Jej włosy również były pełne różnych liści, a także zapewne i lokatorów w postaci wszy czy innego robactwa. Spięte były kawałkiem sznurka – pewnie była to sznurówka wyciągnięta z jakiegoś buta. Duża, nieco rozciągnięta koszulka odkrywała wystające obojczyki Leny. Gdyby Janusz był w stanie zobaczyć jej ręce, nogi czy plecy zobaczyłby wiele blizn, które były spowodowane przez jegerski bat. Patrząc na tę skórę i kości ciężko było nazwać ją chociaż przeciętnej urody. Mimo wszystko, miodowe oczy – zadziornie spoglądające na Cichockiego -- i wysypana buzia piegami przyciągały uwagę bardziej niżeli wcześniej wspomniane obojczyki czy też cienie pod oczami albo zapadnięte lekko policzki.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 8:13 pm

Okej, dziołcha najwyraźniej powolutku porzucała plany wbicia mu kijka w oko. I dobrze. Janusz, może i był żołnierzem, może i zabijał Czarnych, ale nie uśmiechało mu się skręcenie karku jakiejś dziewuszce w głuszy w Zonie. Bo przecież strzelić by nie strzelił, żeby jeszcze przypadkiem uwagi cudzej nie zwrócić. Huk lubił nieść się po lesie ślicznie, a tego jeszcze tylko mu do szczęścia brakowało, żeby się tu banda wieśniaków zleciała, a zaraz za nimi jegry czy inne skurwysyństwo.
- Z domu znam - odpowiedział najpierw, bo nie był pewien, czy dziewczyna w ogóle wierzyła w bajki o Polsce. Wielu nie wierzyło. Wielu Polaków się bało, bo w ich oczach popełniali herezję i czyn niewybaczalny, gdy sprzeciwili się Panom. - Mam. Jesteś głodna? Chcesz? - zapytał jeszcze, gdy tak ładnie złożyła broń i schowała strzałę. Wtedy dopiero wyczołgał się całkiem z tej dziury i mógł wstać. Wyłączył jeszcze w międzyczasie egidę, bo i tak nie była do niczego ostatecznie potrzebna. Tylko gdy się wyprostował, Lenka mogła zobaczyć, że upolowała coś znacznie większego niż zając czy sarna. Upolowała prawie dwumetrowego chłopa, który teraz zerkał na nią z góry gdzieś spomiędzy burzy kłaków i brody. - Nie. Idę do domu, jegry mnie nie złapały nigdy.
Odsunął się trochę od dziewczyny i zdjął z pleców karabin najpierw, żeby zaraz przykucnąć i przyczepić go z powrotem do plecaka. Zaraz złapał tobół za szelki i lekko zarzucił go sobie na plecy. Odwrócił się ponownie do dziewczyny.
Chuda była. Wygłodzona. Brudna. Dzika. Prawdziwe dziecko lasu, małoletni partyzant. Aż żal mu się jej zrobiło, gdy spojrzał na ten kawał drewna, który miała za broń. Łuk. Który mógłby połamać jak zapałkę, a dla niej był żywicielem i ostatecznym aktem samoobrony. Nie musiała mu niczego o sobie mówić, Cichocki dobrze wiedział, jak to z nią pewnie było. Albo matka wbrew zakazom wyniosła ją do lasu i tam chowała, albo uciekła z nią z obozu. A może dziewczyna po prostu postanowiła sama uciec? Może ktoś ją trochę popchnął? Jej rodzice pewnie byli Polakami, albo chociaż jedno z nich, i któreś z nich usłyszało lub pamiętało jeszcze Polskę.
- Jak się nazywasz? - spytał jeszcze. Tylko o czymś sobie przypomniał i zaraz jednak plecak znowu z ramienia ściągnął. Otworzył jedną z kieszeni i wydłubał jedną paczkę paskudnych sucharów wojskowych. Twardych. No ale, tu jej kanapek przecież nie będzie robił. Plecak znowu na ramiona, poprawił jeszcze szelki i wtedy dopiero paczkę otworzył. Wyjął jednego, wcisnął sobie do ust i zęby na nim zacisnął, a resztę podał dziewczynie. Żeby no. Nie pomyślała, że zatrute to jakieś czy jaka cholera. - Masz, jedz. Niedobre, ale się najesz. - Oznajmił to twardo, po czym bezceremonialnie odgryzł kawałek tej paskudnej podeszwy, przeżuł i połknął. Bleh. No naprawdę, już nie mógł się doczekać, aż dotrze do Korniejewa i pójdzie do Matyldy. Na schabowego. O tak. Z ziemniakami. Młodymi gnieciuchami z koperkiem. I do tego mizeria. I takie zimne piwo. Zdecydowanie tak.
W ogóle Janusz to tak mimowolnie zaczął mówić jakby był człowiekiem ułomnym. Znaczy się wolniej trochę niż zawsze. I nie mówił aż tak dużo i używał prostszych słów, tak na wszelki wypadek, żeby dziewczyna wszystko zrozumiała.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 9:14 pm

Lena jeszcze nigdy się tak nie czuła jak teraz. Gdzieś tam podświadomość jej mówiła, że Janusz wcale nie chciał jej skrzywdzić i może mu zaufać. Nigdy jeszcze się jej to nie zdarzyło. Zawsze, ale to zawsze miała poczucie, że musi działać sama, że żadnemu człowiekowi nie może powiedzieć ani słowa, bo była niemalże pewna, że wygada jegrom – ba! Ludzkich osad unikała jak ognia, chyba że były opustoszałe. Wtedy je przeszukiwała, spędzała kilka dni, śpiąc w łóżku, pod stęchłymi kocami i na śmierdzących siennikach, ale to i tak było lepsze niż mech i ziemia. Czasem znajdowała coś do jedzenia – jakieś domowe przetwory, zapasy. Z takich miejsc brała wszystko, co mogło być przydatne w dalszej wędrówce. Na przykład swoją finkę znalazła w takim miejscu. To ile puszek nim otwarła to nie byłaby w stanie zliczyć – nawet gdyby potrafiła.
Moja babka je Polką. Mama umiała polski. Tata nie. Po niemiecku tylko. – No i ojciec nie lubił, gdy żona albo dzieci po polsku rozmawiały, bo to zawsze było zagrożenie, że sąsiedzi usłyszą i Panom poskarżą. Zwykle babcia przychodziła wieczorem, przed spaniem i opowiadała bajki po polsku. Opowiadała jak to jest żyć w kraju bez jegrów. Była pewna, że gdzieś tam nadal jest świat bez nich. Lena nie bardzo w to wierzyła – brała to raczej jako urojenia starej babki, aniżeli prawdę. – Tak. Ty wejść w moją pułapkę i pewnie jedzenie uciekło – powiedziała z przekonaniem, ale także i z wyrzutem. Lena naprawdę miała nadzieję na jakąś porządną porcję mięsa. A tak będzie musiała się zadowolić robaczywymi jagodami, zagryzie suszonymi chrząszczami które miała gdzieś tam pochowane po kieszeniach… może jutro będzie lepiej. – Jak to? Jegry przecież panują. Biją. Rządzą… Babcia. Kiedyś mówiła o tym, że nie było ich. Ale ja nie wierzę. – Lena chciała powiedzieć to nieco inaczej, ale jej ubogi polski na to nie pozwalał, a Janusz niemieckiego niestety nie znał, więc to nie miałoby sensu. Miała jednak nadzieję, że zrozumie co miała do powiedzenia.
Łuk i te strzały były dla niej największym skarbem. Ukradzione martwemu elfowi, któremu zabrała też kurtkę, kilka konserw z jedzeniem i parę innych rzeczy. Najcenniejsze były jednak strzały. Groty były ostre, zabijały bez problemu, a na dodatek świeciły. Nie miała pojęcia, jak to działało, ale dzięki temu mogła je odnajdować i nie musiała się martwić o to, że się kiedyś skończą.
Lena Schultz. A Ty? – zapytała, spoglądając na Janusza. Obserwowała go uważnie, każdy jego najmniejszy ruch. Gdy wyciągnął paczkę z jedzeniem, gdzieś w jej oczach pojawiło się zaciekawienie. Znała te opakowanie. Martwy patrol, który ograbiła, miał podobne.
Nie dowierzała w sumie, że Janek tak po prostu podzielił się z nią jedzeniem. Tego się nie robiło… mimo wszystko wzięła sucharki do ręki i wzięła pierwszy kęs. Dla Janusza były niedobre, dla Leny smakował jak rarytas. Łapczywie pochłaniała jeden za drugim, jakby ktoś miał jej to zaraz zabrać.
Dziękuję – powiedziała, przypominając sobie, że wypadało podziękować. – Gdzie twój dom? – zapytała. Wspominał, że do niego idzie.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 9:35 pm

Janusz z kolei miał problem. Nie do końca wiedział, co zrobić z dziką dziewczynką, bo i nigdy w takiej sytuacji nie był. Robaka nie miała, mogła być zakażona kleszczem i o tym nawet nie wiedzieć, mogła donosić Czarnym. Tylko z drugiej strony nie tytułowała ich Panami, a Janek mógłby przysiąc, że gdy wymawiała słowo "jegry" w jej głosie usłyszał drobną nutkę wrogości. Nie sądził również, żeby była kulą u nogi w czasie przedzierania się przez las. Właściwie gotów był się założyć, że potrafiła biegać i skakać po tym lesie lepiej niż on sam, mimo że przechodził przez wszystkie rygorystyczne kursy survivalowe i był szkolony pod okiem największych w Polsce specjalistów.
Jej babka była Polką. No dobra. Cichocki pokiwał powoli głową i rozejrzał się jeszcze pobieżnie, nasłuchując jednocześnie, czy aby nic nie lezie. Cicho. Las tylko szumiał, lecz żadnych nadnaturalnych szelestów czy łamanych patyków.
- No, no, już, przepraszam - parsknął. Głupi Geograf wlazł w dziurę i spłoszył jedzenie. Dzień jak co dzień. Mimochodem zastanowił się, czy skoro dzikie dziecko jadało dzikie zwierzęta, to czy nie złapało wścieklizny. Ale. Odrzucił szybko tę myśl, bo i po co mu była. - No, tutaj to biją i rządzą. Ale tam - wyciągnął dłoń w jednym z kierunków i wskazał palcem. - Tam daleko nie. Tam to mogą klamkę pocałować, nikt ich nie słucha.
Nie wierzyła. Nie widziała. Cóż, nie mógł jej się dziwić. Mało kto, kto żył pod dyktandem Czarnych potrafił jeszcze uwierzyć, że istnieje miejsce na ziemi, gdzie nie sięga ich władza i terror. Gdzie ludzie mogą żyć bez strachu o życie własne czy życie najbliższych - i to najczęściej w tej właśnie kolejności.
Dlatego więc wcale jej się nie dziwił. Przyjął to absolutnie bezsprzecznie i bezproblemowo.
- Janusz Cichocki. Janek mów, będzie dobrze.
I to był moment, w którym podjął decyzję. No i chuj, najwyżej mu hetman łeb posuszy. Trudno. Najwyżej się z niego trochę pośmieją w Korniejewie. Zabierze to dziecko do Polski i niech tam ją cywilizują. Bo skoro już się jakimś cudem wyrwała Czarnym, szkoda by było, żeby ją ubili w tym lesie jak świnię w rzeźni. A tak najpewniej by się to skończyło.
Poprawił ponownie plecak i podskoczył w miejscu, żeby sprawdzić, czy nic mu tam za bardzo nie skacze i nie trzeszczy.
- W Polsce. W Warszawie mieszkam, kawał drogi, słowo daję, ale jak wyjdziemy z Zony, to zaraz do Korniejewa i tam konie sobie weźmiemy. - Gładko, już szybciej niż wcześniej i totalnie bez przejęcia się tym, że Lena może nie wiedzieć, czym jest Warszawa, Korniejewo, Zona czy koń. - No, dawaj, idziemy, młoda, bo tu zaraz noc będzie, a my blisko wioski jegrów. Tu spać nie będziemy, jak się ściemni, to staniemy i zjemy co innego niż te wafle, cholera, jakie to gówno niedobre.
I, jak gdyby nigdy nic, odwrócił się i ruszył. Serio. Naprzód i wio.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 10:17 pm

„Drobna nuta wrogości” to był bardzo delikatny eufemizm. Do słowa „jegr” przelewała niemal całą swoją nienawiść i pogardę jaką miała do Czarnych. Janusz nie musiał się też martwić o to, czy będzie problemem podczas wędrówki – trzy lata przeżyte w Zonie wiele ją nauczyły, miała bardzo dobrą kondycję, potrafiła szybko biegać i była pieruńsko zwinna. Lena w ogóle zawsze była inna niż reszta ludzi z wioski. Butne dziecko, nigdy nie czuła tej dziwnej siły, która kazała się kłonić jegrom i po prostu papugowała po innych, żeby nie wpaść w kłopoty. Nawet matka to zauważyła i zawsze brała córkę do pracy, tak żeby nikt się nie zorientował. I jakoś to szło.
Pocałować klamkę? Po co? – zapytała, nie rozumiejąc tego frazeologizmu. – Babcia mówiła prawdę? Że gdzieś nie ma jegrów? – zapytała, nie do końca wierząc w to, co słyszy. Świat bez jegrów wydawał się jednak taki… nieprawdziwy, nienaturalny. Istnieje gdzieś miejsce, gdzie nie trzeba ciągle uciekać, że zawsze jest jedzenie. Gdy jeszcze była u siebie w wiosce, to mimo wszystko zawsze coś skubnęła. Matka potrafiła sobie od ust odjąć, by Lena mogła zjeść. Tutaj, w lesie tak nie było. Jeżeli niczego nie złapała, to chodziła głodna.
Janek – powtórzyła, dając akcent nie w tym miejscu co trzeba. Dziwnie się jej rozmawiało z człowiekiem… Tak po prostu. I to na dodatek po polsku, bez skrępowania, bez ściszonego głosu. Gdyby byli u niej w wiosce to by już dostała lanie od ojca.
Słowa Janusza zabrzmiały dla Leny nieco jak jakieś zaklęcie, kompletnie nie rozumiejąc co mówi. Nie licząc dwóch słów. Polska i Warszawa. Babcia mówiła, że zanim przybyła do Niemczech to w Warszawie żyła. Czyli to były te wolne od Czarnych kraje? O których Lena marzyła potajemnie, które sobie wyobrażała jako mała dziewczynka? Gdy była dzieckiem, wraz z braćmi bawiła się w udawanie, że nie ma jegrów. Teraz nie będą udawać?
No idę – powiedziała, zbierając się od razu. Poprawiła łuk, plecak. Obozu jeszcze nie rozłożyła do końca, więc wszystkie swoje rzeczy miała przy sobie. Stara pałatka, która zwykle służyła za dach prowizorycznego szałasu, nóż i jakaś konserwa. – Janek. Wiesz. Bo ja dużo chodzić po no.. Zonie, tak? I kiedyś spotkać takich dziwnych ludzi. Martwi, capili strasznie. I robaki ich jadły. No i jeden miał śmieszne uszy. Nie takie jak my. Zakończone jak… o to – powiedziała, wyciągając strzałę z kołczanu i wskazując na grot. Nie wiedziała jak to nazwać. – No i ja wzięłam mu to – pokazała na łuk, kołczan i kurtkę. – I jedzenie… Janek, zobacz. – Tu naciągnęła strzałę na łuk i puściła przed nich. Strzała wbiła się w ziemię, a jej lotka zaczęła się delikatnie świecić do czasu aż Lena nie wzięła jej do ręki i nie schowała znowu do kołczanu. – Czemu to świecić? Wiesz, Janek? – No i się zaczęło.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 10:33 pm

- No, że nie wejdą i nie mogą, tak się mówi - zero skrępowania czy zająknięcia. Janusz miał to do siebie, że nie przejmował się na zapas. Był kimś, kogo można było miejscami posądzić o bycie absolutnie rozkosznym lekkoduchem. Jak choćby teraz. Totalnie nie przejmował się konsekwencjami zabrania Leny do Polski. Nie myśl o wszystkich badaniach, o potencjalnych problemach z ulokowaniem dziewczyny w jakimś miejscu, o jej nauce czy wychowaniu. Skupiał się na tym, by oddalić się jak najbardziej od wioski i tyle. - Mówiła. Totalnie mówiła prawdę. - Zapewnienia od włochatego wielkoluda musiały brzmieć szczerze. Na pewno w oczach takiego zaszczutego przez całe życie małego człowieka i zwłaszcza wtedy, gdy ten wielkolud niedawno tak lekko oddał trochę swojej żywności. Bo tak.
Źle akcentowała, ale to nic. Mniejsza. Akcent jej się wyrobi. Osłucha się, biedna, jeszcze nie wiedziała jak bardzo. Bo Cichocki lubił mówić. A od dłuższego czasu nie miał możliwości gadania, odkąd stracił swojego biednego konia. Samemu do siebie to tak słabo było mówić, do zwierzęcia coś zupełnie z kolei naturalnego i akceptowalnego społecznie.
- A, spiczaste mieli uszy. Spiczaste. - Powtórzył to słowo, żeby Lena mogła chociaż spróbować je zapamiętać. -A to elfy są, oni z jegrami też walczą i dzięki nim w sumie w Polsce Czarnych nie ma. Nauczyli nas, jak z nimi skutecznie walczyć i jak trzymać z daleka od domów - znacząco to wszystko uprościł. Bardzo. Ale po co miał jej tłumaczyć dogłębnie i dosadnie? To mogłoby być troszkę za dużo. Że Plany, że magia, że kapliczki. Że patriosfera. Jak to wszystko poszło, jak wyglądało. Spojrzał na świecącą strzałę i wzruszył ramionami. - No co, świeci, bo magiczne. Pewnie żeby łatwo znaleźć, jak gdzieś poleci w krzaki.
Twardo i nieustępliwie był gotów odpowiadać na każde pytanie. Serio. Zero strachu. Pewnie dlatego dzieci sąsiadów tak go lubiły, bo nigdy nie migał się od odpowiedzi na trudne pytania, tylko walił prosto z mostu albo jakoś naokoło, jeśli jakiegoś zjawiska nie znał za bardzo.
- A ty co, młoda? Tak łazisz po lesie i doły kopiesz? Z obozu Czarnym uciekłaś czy co? - rzucił tak mimochodem. Żeby, no mimo wszystko, rozświetlić sobie sytuację dzikiej dziewczyny. Choć częściowo.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 11:00 pm

Ahaa. Pocałować klamkę. – Starała się zapamiętać nowe wyrażenie. Powiedziała je na głos tylko raz, ale w umyśle cały czas je powtarzała, chcąc być pewną, że przypadkiem nie zapomni. Mimo wszystko zdawała sobie sprawę z ułomności swojego języka polskiego, nie posługiwała się nim tak swobodnie jak niemieckim i trochę denerwowało ją to, że nie jest w stanie do końca wyrazić tego, co chce. – Jak tam jest? W Polsce? – zapytała. Nie była pewna, czy będzie w stanie to ogarnąć swoim umysłem, ale chciała wiedzieć. Była niczym dziecko, które chłonęło niczym gąbka. Janusz dla Leny był niczym nierealny i jeszcze nie do końca była pewna, czy był prawdziwy czy przypadkiem nie ma jakiś zwidów. Kiedyś zjadała takie jedne grzyby, po których widziała różne dziwne rzeczy. Może Janek też czymś takim był? Może to przez te jagody?
Kolejne nowe słowo. Spiczaste. Lena powtórzyła je kilka razy pod nosem, ale z dosyć sporym trudem, dopiero za którymś razem wypowiedziała je względnie poprawnie, ale i tak jeszcze była długa droga przed nią jeżeli chodziło o naukę polskiego. Przy Januszu pewnie się jednak wyrobi.
Magiczne? – Nie do końca rozumiała o co w tym wszystkim chodziło, ale na to przyjdzie czas. Lena jeszcze przed chwilą nie wierzyła, że istnieje kraj bez jegrów, a teraz rozmawiała z Jankiem jak gdyby nigdy nic i szła tam. Do… Warszawy, tak? – Elfy. One dobre? – zapytała, chcąc się upewnić.
Mimo że była od Janusza sporo niższa i mniejsza, do szła na równi z nim, nie odstępując ani na krok. Jakby chcąc mieć pewność, że jej nie ucieknie, że to wszystko, co się aktualnie dzieje nie jest tylko wytworem jej wyobraźni, albo pięknym snem. Chciała wierzyć, że to prawda.
Uciekłam z wioski, bo przyjechali obcy, byli też jegry. Zamieszanie straszne, więc uciekłam. Chodzę tak, poluję, ukrywam się... Zima była. Potem znowu. I ostatnio. Tyle tu jestem. – Lena nie znała pojęcia rok, więc starała się jakoś inaczej wyjaśnić Januszowi ile tu siedziała. Choć pogoda w Zonie bywała różna, w tym wypadku akurat dziewczyna całkiem nieźle sobie poradziła z szacowaniem czasu, bo minęły jakieś trzy lata odkąd w Zonie była i starała się w niej przetrwać.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 11:15 pm

Jak było w Polsce... Janusz chwilę milczał, zastanawiając się przez moment, jak odpowiedzieć w ogóle na to pytanie. Jak zacząć. Nasunął mu się w pierwszej sekundzie głupi żarty o tym, że w Polsce to jak w lesie, ale odrzucił to bardzo szybko. Totalnie by nie załapała, o co mu chodzi. No ni w ząb.
- Cóż... ludzie pracują, żyją sobie. Ale nie dlatego, że ktoś im rozkazuje i tłucze, jak nie chcą. Uczą się. Ci co chcą, to idą walczyć z jegrami, a ci co nie chcą, zostają tam i zajmują się swoimi sprawami. - To było normalne i proste rzeczy. Codzienne życie. Tylko jak wytłumaczyć komuś, komu tak obca była normalność, jak to wszystko właściwie wygląda? - Tam nie trzeba się bać i chować. Ludzie są prawie zawsze dla siebie w porządku. Trzeba przestrzegać prawa, jasne, ale to raczej takie jak "nie kradnij" czy "nie zabijaj" czy coś, co nie. Żeby nie robić złych rzeczy. O, dobrze powiedziane, Cichocki.
Nie doszła do niego jeszcze świadomość, że takich pytań będzie więcej. Ale na myśl o Polsce, o domu, było zawsze człowiekowi lżej na sercu i duszy. A taka duchowa lekkość bardzo sprzyjała w Zonie. Zła energia się nie lepiła, nie ściągało to żadnych kłopotów. Właściwie nawet je odsuwała.
Tylko że... o Jezu. Magiczne. Zapytała, co znaczy magiczne. O kurwa. Tego to nie przewidział. Znaczy, niby to było logiczne, że nie wiedziała, tylko jak jej wyjaśnić...
- No, magiczne. To taka moc, co robi rzeczy, których normalnie się nie da zrobić za bardzo rękami czy czymś innym. - Ależ był z siebie dumny. Serio. - Dobre, dobre. Lepsze niż ludzie czasami.
Bo tym przecież elfy podbiły serca Polaków. Tym, jakie były dobre. Jak życzliwe. Jak naiwne i dobroduszne. Że tak pięknie nie potrafiły robić złych rzeczy czy przewrotnych.
I tak sobie szli przez ten las. Zarośnięty wielkolud i wychudzona dziewczynka. Niemal ramię w ramię, bo jednak drzewa czasami trochę w takim marszu przeszkadzały. Chaszcze, wiadoma rzecz w takim lesie.
Zagwizdał z uznaniem.
- No, nieźle, trzy lata tak spierdalać po lesie to nie w kaszę dmuchał. Dobra robota, młoda.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 11:43 pm

Starała się pojąć swoim umysłem to co mówił Janusz. Jednakże realia, w których przyszło jej żyć, znacznie to utrudniały, aczkolwiek… była w stanie sobie to wyobrazić. Chyba. Powtarzała co rusz jakieś słowa, starając się je zakodować w pamięci, aczkolwiek strasznie dużo było tych informacji jak na jeden raz.
W porządku? Czyli dzielą się jedzeniem? Ja Ty? – zapytała, chcąc się upewnić, że dobrze zrozumiała to słowo. W jej słowniku raczej nie istniały pozytywne wyrażenia… Sąsiad, z którym się człowiek zna od zawsze był w stanie napuścić na ciebie jegrów, bo więcej ziemniaków z pola zebrał, a że każdy musiał oddawać po tyle samo, to więcej zostawało dla rodziny. A to już był powód do zawiści i podkopywania dołków. Magia czarnych na ludzi działała dosyć mocno.
Aa! To tak jak… Kopciuch, nie? Ta co wóz miała z ziemniaka. – Babcia trochę zmieniła tę bajkę, bo takich rarytasów jak dynia to nie posiadali, więc zamiast niej był kartofel, ale sens pozostawał ten sam. Lena nie spodziewała się, że takie coś naprawdę istnieje i była pod ogromnym wrażeniem. – Poznam elfy? – zapytała z ciekawością. Po raz pierwszy w życiu Lenki zamiast nienawiści i niepewności w jej oczach pojawiła się iskierka zaciekawiania i ekscytacji. Jeszcze nigdy się tak nie czuła… to było naprawdę dziwne.
Trzy lata. Nie miała pojęcia ile to jest czasu, bo to nic nie mówiło, ale skoro Janek stwierdził, że to sporo, to mu wierzyła. Przecież jej nie kłamał, prawda?
A co się je w Polsce? Bo tu jem robaki, szczury. Czasem królika. I jagody. Raz znalazłam w wiosce słoik z takim słodkim czymś… – Zjadła ten dżem z chlebem z puszki, który ukradła tym martwym żołnierzom z Zony. Było wybornie pysznie, takiej uczty Lena nie miała potem już naprawdę długo.
Lena nadal nie wierzyła, że to wszystko jest prawdziwe. No bo jednak… wydawało się nierealne. Nawet te sucharki, które zjadła i wypełniały jej żołądek jakoś jej nie przekonywały. Miała wrażenie, że to było zbyt piękne, aby było prawdziwe. Nigdy nie przytrafiło się jej nic dobrego. A tu takie coś.
Janek, ale Ty prawdziwy, to nie sen? – zapytała, spoglądając na swojego towarzysza. W tych miodowych oczach było więcej nadziei niż kiedykolwiek wcześniej.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptyWto Maj 28, 2019 11:56 pm

- No... tak jakby. Każdy ma swoje, więc w sumie nie trzeba. No ale jak ci mąki czy cukru zabraknie, to możesz iść do sąsiada i pożyczyć, jasne, czemu nie - on tam sobie paplał bezmyślnie. Nie wiedział, czy Lenka wie czym cukier, ale jakie to miało znaczenie? Chciał przedstawić Polskę w miarę dobrze. Choć nie sądził też, by to było szczególnie niezbędne, biorąc pod uwagę to, że już sama nieobecność jegrów czyniła z tego miejsca istny raj na ziemi.
Brak ich magii i wpływu na ludzi, brak zastraszania i przemocy. No sen dla kogoś wychowanego pod ich jarzmem. A totalna normalka dla wszystkich szczęściarzy, którzy urodzili na ziemiach Polski.
Pstryknął palcami.
- Totalnie jak Kopciuszek, masz rację. Wróżka to jej te, myszy w konie i sukienka z niczego, tak to mniej więcej działa. - W bardzo dużym uproszczeniu. Szalonym. Takim prymitywnym i dziecięcym. - Pewnie tak. Dużo ich w Polsce mieszka, mam sąsiada elfa, mieszka piętro wyżej, pocieszny facet, księgowym jest.
Cieszyła go ta ciekawość w pewien sposób. I ekscytacja. Było to dziwne i odświeżające, takie... nietypowe. Janusz przyzwyczajony był jednak bardziej do wojskowych realiów, a tam mało kto się ekscytował magią czy jeszcze czymś takim. Wszystko było na porządku dziennym. A taka Lena? Dla niej to było nowe, niewyobrażalne pewnie nawet. Słuchała o tym, lecz na dobrą sprawę pewnie trochę trudno przychodziło jej pojęcie tego wszystkiego. No cóż.
- Masło czekoladowe? - podsunął pierwszą myśl. Coś słodkie i w słoiku. - No, na pewno nie szczury i robaki. Bardziej kury. Krowy. Świnie. Ziemniaki. Marchewki. O, schabowe. W Korniejewie Matylda robi dobre schabowe... - Aż się, biedaczek, rozmarzył o tych wszystkich cudownych rzeczach. Jezu. Bigos. Kawa. Gorąca jajecznica z boczkiem i tostami. Taka posypana świeżym szczypiorkiem z targu. Westchnął ciężko na myśl o kolacji w postaci chleba z puszki i trochę konserwy mięsnej, bo kiełbasa już mu wyszła dawno temu.
Po ostatnim pytaniu zatrzymał się. Czy był prawdziwy? No, na pewno. Jak diabli. Wyciągnął do Leny dłoń.
- Daj rękę.
Z, oczywiście, rozbawionym uśmiechem. Średnio widocznym spomiędzy zarostu, no ale.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptySro Maj 29, 2019 12:25 am

Cukier. Z czymś kojarzyła to słowo. Z czymś smacznym… i słodkim. Ach tak. Mama czasem, w ramach deseru po obiedzie – parę razy na rok tak naprawdę – dawała dzieciom kostkę cukru do pocyckania, jak cukierka. Pewnie załatwiała to od sąsiada, który miał buraki cukrowe, bo oni hodowali ziemniaki i marchewkę. No i jeszcze mieli krowę i kury, które dawały jajka.
Tu się jedzenie innym zabiera – powiedziała. Ale nie uważała tego za jakoś specjalnie… złe. Moralność Leny była ukierunkowana w nieco inną stronę. Żyjąc pod jegierskim batem człowiek myśli tylko o sobie, żeby samemu przetrwać. Rodzina się jeszcze liczyła, ale inni? Co z tego, że z jakimś dzieckiem jeszcze wczoraj się bawiła, ganiając z patykami. Dziś miał w rękach jabłko, które wyglądało PYSZNIE. Więc stawał się wrogiem numer jeden i umysł już kombinował, jak mu to jabłko podwędzić.
Nasz sąsiad to sołtys. Mama od niego mięso brała. – Oczywiście nic za darmo. Zwykle dawała coś w zamian. Na przykład jajka, albo mleko, bo krowa od sołtysa nie była za mleczna i raczej mało dawała mleka. A ich wyjątkowo dużo, co było dobre. Bo babka robiła serki, dzieciaki codziennie dostawały szklankę do wypicia. Kości chociaż miały zdrowe.
Dla Janusza to było coś normalnego, dla Leny – obcy świat. Dotychczas nie znała niczego poza wioską i Zoną, tutaj ciągnęło się jej życie i nie spodziewała się, że kiedykolwiek się to zmieni. A tu los sprawił, że napotkała Cichockiego. Opowiadał tak ciekawie o tej Polsce, o tym jak dobrze się tam żyje. Że nie trzeba się martwić o to, co się zje na obiad, że nie trzeba się zastanawiać, czy przypadkiem zza rogiem nie czai się jeger. To brzmiało jak raj, do którego Lena chciała trafić.
` Czekoladowe? – zapytała. Lena nigdy nie jadła czekolady, nie miała pojęcia co to było, więc się zdziwiła. Teraz nie była ważna zawartość już dawno zjedzonego słoika, a nowe słowo, które chciała poznać. – Schabowe? – dodała zaraz potem.
Również się zatrzymała. Spojrzała na Cichockiego, czekając na jakąś reakcję. Wtedy wyciągnął do niej rękę. Na początku trochę się bała, jakby dotknięcie go sprawiłoby, że się rozpryśnie. W końcu jednak wyciągnęła ku niemu swoją drobną, kościstą dłoń, by w końcu poczuć ciepło skóry Janusza. I się wtedy uśmiechnęła. Po raz pierwszy od dawna.
Janek był prawdziwy.
W wiosce nie było tak bardzo źle. Raz trafiłam… na takie coś. Tam jegry jeszcze gorzej ludzi traktowali. Tam nikt nie miał… woli. My mogliśmy trochę rzeczy robić. Tamci nie. Straszne. Wolałabym umrzeć niż znów do nich trafić. – Lena zacisnęła palce na dłoni Janusza, o ile wciąż ją trzymała, a jak nie to po prostu zacisnęła ją w pięść.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptySro Maj 29, 2019 12:47 am

- Tak, wiem. Wszystko, żeby przeżyć. - Bywał przecież w takich wioskach. Ba, odbijali takie wioski. Ludzie patrzyli na nich jak przerażone szczenięta, ściśnięte i stłoczone ciasno dookoła siebie na placu. Trudno było ich uczyć życia w Polsce, trudno było im wpoić, że są wolni i nie muszą już nikomu służyć. Że nie muszą sobie szkodzić, że mogą żyć normalnie. Zaszczuci i terroryzowani latami czasami uciekli, żeby tylko znaleźć się z powrotem pod jarzmem w obawie przed karę. Wieczny strach.
Co to za życie?
- O, no proszę.
Nie dopytywał, bo pewnie i tak nie za darmo. Niczego w Zonie nie można było dostać zupełnie za darmo. Nawet wpierdolu, bo za wpierdol płacono tutaj godnością lub należało oddać własną wolność. Trudno było zdecydować, co gorsze w takim wypadku.
- Czekoladowe. Takie słodkie. Z cukru, słodycze - wytłumaczył najlepiej jak potrafił. I, jak na złość, poprzedniego wieczoru zżarł ostatni batonik, jaki ze sobą przywlókł, więc nawet nie mógł pokazać, o co mu chodzi. - Z mięsa się robi. Ubija na placek i smaży. I je się z gotowanymi ziemniakami na przykład.
Doskonały niedzielny obiad. Czy w ogóle obiad. Posiłek.
Czekał na reakcję. Czekał na to, by upewniła się, że naprawdę przed nią stoi i nie jest głodową halucynacją. Że nie rozwieje się niczym pył i zniknie gdzieś z powiewem wiatru. Kto by pomyślał, że ktokolwiek mógłby się tak się obawiać, że to może się stać? Sam zacisnął palce na tej małej i kościstej dłoni.
- Spokojna głowa. Nie trafisz, nie musisz się już bać.
Bardzo śmiała deklaracja jak na kogoś, kto siedział jeszcze tak głęboko w Zonie. Ale jak pewnie wyartykułowana! Jeszcze nie dopytywał o szczegóły tego, co Młoda w tym lesie porabiała trzy lata. Co to była za wioska. Uznał, że to nie jest odpowiednia pora ani, tym bardziej, właściwe miejsce. O takich rzeczach zawsze lepiej było rozmawiać po właściwej stronie granicy. Wypuścił tę małą dłoń. I czuł się w tamtym momencie komuś naprawdę bardzo potrzebny.
- No, idziemy dalej. Raz raz!
No i. Wiadomo. Ruszył dalej. Bo nie było przecież na co czekać.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptySro Maj 29, 2019 1:03 am

Przytaknęła głową. W sumie cieszyła się, że Janusz ją rozumiał i realia, w których żyła. Myślała, że skoro jest wolnym człowiekiem, to nie do końca ogarnia, jakimi prawami rządziło się życie tutaj. A jednak miał świadomość. Z drugiej strony przecież walczył z jegrami, więc musiał wiedzieć. W sumie to go podziwiała. Lena się ich bała i mimo wszystko wolałaby nie stanąć im na drodze i dotychczas nigdy nie zdarzyło się, żeby musiałaby z nimi stanąć twarzą w twarz, odkąd uciekła z wioski. Ale parę razy było bardzo blisko, niemalże deptali jej po piętach, a oni w tej niestabilnej geografii odnajdowali się idealnie, w przeciwieństwie do Leny, która chodziła niczym dziecko we mgle.
Tamto też było słodkie. Ale miało owoce. – Słowo czekolada niewiele jeszcze jej mówiło, ale zapewne do czasu aż nie spróbuje. Kakao to był towar, który do Marchii nie docierał, bo niby jakim cudem? Chyba że jacyś ludzie szli w Zonę i ją plądrowali. Ale większość opustoszałych miast, wiosek czy innych takich miejsc już było opustoszałe. – Chcę schabowego – odpowiedziała z przekonaniem. Janusz nie musiał jej dużo opisywać. Samo słowo MIĘSO wystarczało. Mało go jadła w życiu, ale było bardzo sycące w przeciwieństwie do jagód czy robaków, których trzeba było zjeść naprawdę sporo.
Lena zaufała Januszowi niczym szczeniak. Chyba potrzebowała kogoś, komu będzie mogła oddać trochę swoich trudów. Mimo wszystko była wciąż nastolatką. Kruchą i delikatną, która przeżyła zdecydowanie za dużo jak na swoje szesnastoletnie życie. Janek się pojawił, okazał się być niczym… anioł, choć Lena nie była w stanie tego tak ująć. I skoro mówił, że nie trafi, to mu wierzyła.
Nie boję się – odpowiedziała hardo, podnosząc przy tym podbródek. No gdyby była tchórzem, to by trzech lat tu nie przetrwała, prawda? No właśnie. Była dzielna. I zaradna.
Lena na chwilę obecną i ze swoimi zdolnościami językowymi nie była raczej w stanie wyrazić tego wszystkiego, co tam się działo i opisać. Dobrze by było, jakby znalazł się ktoś mówiący po niemiecku, bo wtedy nie będzie miała żadnego problemu, wszystko powie ze najmniejszymi szczegółami.
No, idę. – powiedziała, ruszając za Cichockim. – Janek, a co ty tu robić? – zapytała. Bo w sumie było dla niej dziwne, żyć w kraju wolnym od jegrów, a jednocześnie chodzić z własnej woli na ich tereny.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptySro Maj 29, 2019 1:26 am

Trochę już łaził po Zonie, wcześniej w wojsku przecież też służył. Naoglądał się tego wszystkiego przez te... cóż... piętnaście lat w wojsku. Młodo zaczął. Przecież ledwo siedemnaście lat skończył, a zaraz do wojska poszedł. Wydawało mu się to wtedy absolutnie naturalne, zwłaszcza że i jego ojciec w wojsku przecież służył.
Nie byli mu straszni słudzy balrogów, właściwie to wzbudzali w nim żal. Bo miał świadomość tego, że to przecież byli ludzie. Kiedyś. Dawno temu, nim zostali wybrani i został wszczepiony im robak, który zmieniał ich w armię bezwzględnie poddanych sługusów. Mając w sobie tę informację, naprawdę trudno było ich nienawidzić. Mimo wszystkich okrucieństw, jakich się dopuszczali.
- A, to dżem. Super sprawa. - A dalej... no cóż. Lena chciała schabowego. A Janusz mógł jej tylko przyklasnąć w tym małym marzeniu. Westchnął niemalże błogo na samą myśl. - Ja też, Młoda, ja też... ale! Koniec pogaduszek o jedzeniu, bo się robię głodny.
A żaden chleb z puszki nie potrafił zaspokoić głodu prawdziwego mięsa. Panierowanego. Ubitego tak pięknie cieniutko. Taki pysznie pachnący, taki na talerzu, taki gotowy do zjedzenia...
Nie bała się. No tak, przecież uciekła jegrom i żyła samotnie w lesie przez trzy lata. Okradała trupy i polowała na miejscowe robactwo i zające. Była nie do zdarcia ewidentnie.
- Zgubiłem drogę, źle wyszedłem. - Nie sprecyzował, że źle wyszedł z obcego Planu. - Ale to moja praca. Znajdowanie tutaj dobrych ścieżek.
***
Zmierzchało. Las zrobił się jeszcze bardziej ponury, robiło się też chłodniej. I wtedy Janek postanowił, choć wtedy jeszcze w ciszy, że czas rozbić obóz i trochę odpocząć. Leźli twardo cały dzień i naprawdę wychodził z podziwu, bo Lena dotrzymywała mu kroku cały ten czas i nie musieli zwalniać marszu. Pewnie dzięki temu przeszli nieco więcej, niż zakładał początkowo, choć i tak nie dotarli jeszcze do granicy. Niby kilka kilometrów, ale lepiej nie chodzić sobie beztrosko po Zonie po zmroku. Dla bezpieczeństwa. Wiadomo.
Znalazł miejsce w miarę spokojne, w miarę bezpieczne. Znaczy się - we wspaniałym zagłębieniu. Puścił jeszcze w obieg dwa czary zwiadowcze, sprawdził teren dookoła, by ostatecznie zrzucić plecak na środku.
- Zarządzam postój do rana. W takim tempie popołudniu przeskoczymy granicę, a wieczorem uda nam się dojść do garnizonu. - Wyciągnął ręce nad głowę i się przeciągnął, ziewając przy tym jak najprawdziwszy niedźwiedź, by zaraz po tym usiąść i przyciągnąć do siebie plecak. Najpierw odpiął karabin i położył go obok, by zaraz wygrzebać z plecaka, przede wszystkim, śpiwór. Bezpardonowo rzucił go Lenie. - Masz, siadaj na tym. I gdzie ja to... o. No. - Bo, uwaga, znalazł chleb w puszce. Rarytasy. Zgrabnie wyliczył, że skoro trzy puszki zostały, to jedna teraz, jedna rano i jedna popołudniu. Starczy. Jakoś. No, będzie musiało w każdym razie. Wygrzebał jeszcze konserwę mięsną i najpierw obie te puszki otworzył, a potem położył obie przed Leną. I jeszcze nóż dorzucił! - Zjedz po pół. Ale powoli jedz, na Boga, zadławisz się, dziewczyno.
A sam podjął się jedynej i słusznej rzeczy. Znaczy się wziął saperkę i począł kopać. Dół. Żeby tam ognisko rozpalić, bo, cholera jasna, herbatę chciał zrobić i chuj.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptySro Maj 29, 2019 1:44 am

Dżem. Kolejne słowo do nauki. Lena już nie pamiętała szpiczastych i pocałować klamkę, tak dużo tego było jak na jej mózg, ale wszystko w swoim czasie. Dawno po polsku nie mówiła, wiele zapomniała. Towarzystwo Janka wymuszało na niej odkopywania z zakamarków umysłów zakurzone słownictwo języka znad Wisły i Warty. Będzie miała jeszcze czas na naukę, była tego pewna.
Ale jednego słowa na pewno nie zapomni. Schabowy – utkwiło w pamięci już na dobre.
Robić się głodnym. Dziwne. Lena była głodna niemalże cały czas, więc nie wiedziała jak to jest przestać nie chcieć jeść. Choć teraz, po sucharach od Cichockiego nie burczało jej w brzuchu. To nie oznaczało, że by czegoś nie zjadła. Młoda była niczym pies ze schroniska, któremu zawsze brakowało jedzenia, niemal przez całe życie, a gdy trafił do kochającego domu, gdzie miska jest zawsze pełna, to i tak będzie w stanie zjeść każdą ilość, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znów coś się przekąsi, co nie? Pod tym względem Lena była, można powiedzieć, prosta w obsłudze.
Pracujesz, bo chcesz? Chcesz się tu gubić? Dziwny. – Lena wzruszyła ramionami.

***

Szła hardo, nie narzekając na nic, cały czas dotrzymując Januszowi kroku. Od czasu do czasu pytała o jakieś rzeczy, parę razy się upewniała, że na pewno tu jest chwytając go za nadgarstek czy coś w tym stylu. Ale ogólnie była dzielna, kondycji i zapału mógłby jej pozazdrościć niejeden żołnierz, biorąc pod uwagę jeszcze jej predyspozycje fizyczne.
Mhm. Zmęczona jestem – przyznała. Co jak co, ale zegar biologiczny Leny działał całkiem nieźle i dziewczyna czuła, że to pora powoli zacząć się ogarniać i iść spać, by jutro mieć siłę na dalszą wędrówkę.
Również zdjęła swój osprzęt. Łuk, kołczan i plecak. Wyjęła z niego swoją starą, wysłużoną pałatkę, która jednak wciąż nieźle chroniła przed deszczem. Oprócz tego miała jedną puszkę przeterminowanej mielonki plus pół słoika jagód. I zamierzała to zjeść, nawet podzielić się z Januszem, kiedy ten wyciągnął kolejne rzeczy…
Spojrzała najpierw niepewnie na Janka, czy na pewno może to zjeść, a jak dostała potwierdzenie w jego oczach, to chwyciła za nóż, ukroiła sobie kawałek chleba i położyła na to odrobinę konserwy. Dla Cichockiego to było zapewne paskudne „wyjazdowe” jedzenie, Lena miała wrażenie, że właśnie jest w raju. Dopiero po upomnieniu mężczyzny trochę się opanowała.
Ze swojej kostki wyciągnęła krzesiwo. Wciąż z kromką w ustach, podała ją mężczyźnie. Skoro on dał jej jedzenie, to ona też mogła jakoś się odwdzięczyć. Tak to chyba działało. Po polsku.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptySro Maj 29, 2019 2:00 am

- No dziwny. Przywykniesz.
Tylko trochę dziwniejszy niż inni ludzie.
***
Wyjazdowe żarcie zawsze było okropne. Zawsze. Zwłaszcza na samym początku wypadu do Zony, bo wtedy człowiek nosił w sobie świeże wspomnienia normalnych posiłków. Im dłużej w trasie, tym smaczniejszy chleb się stawał, tym konserwa bardziej mięsna, tym herbata słodsza. Z drugiej strony już na samym końcu wyprawy, gdy był tak blisko cywilizacji, te puszkowe rarytasy na nowo stawały się obrzydliwe, bo wracały widma dawniej jedzonych specjałów polskiej kuchni.
Ech, gdyby tak nie padł mu koń...
A Janek kopał. Zaciekle babrał się w ziemi, aż dołek osiągnął optymalną głębokość, pozbierał na szybko jakieś patyki z najbliższej okolicy i ładnie ułożył w środku. Nawet jakąś suchą trawę wziął, żeby była rozpałka i już-już chciał zapałki wyjmować... gdy Lena podała mu krzesiwo. Krzesiwo. Spojrzał na nie, spojrzał na dziewczę.
- Dziękuję. - Przyjął je, a jakże, mimo że w zanadrzu miał lepsze rzeczy. Jak choćby te zapałki. Czy magnetyczne krzesiwo chociażby, które sypało iskrami jak pojebane przy najlżejszym zetknięciu z metalem. Ale poczuł się dziwnie zobowiązany, by użyć tego wdzięcznie ofiarowanego przez Lenę prozaicznego narzędzia do rozpalania ognia. No chuj, niech będzie i tak. Chwilę pokrzesał, podmuchał, zakaszlał, gdy dym wrąbał mu się w twarz i taki wykrzywiony się od ognia odsunął. Niech się rozpali. Będzie dobrze.
Odłożył krzesiwo, ale tuż przy Młodej, by nie pomyślała, że jej zapierdoli czy coś. I odpiął sobie kabury z pistoletami, kamizelkę taktyczną też zrzucił i na plecaku położył.
- Ile ty w ogóle masz lat, co? - spytał nagle, zapominając kompletnie, że wcześniej nie potrafiła mu nawet powiedzieć, jak długo szlajała się po Zonie.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptySro Maj 29, 2019 2:29 am

Pewnie z czasem, jak stanie się normalnym człowiekiem a nie dzikuską z Zony, to pewnie też będzie się zastanawiać, jak może coś takiego smakować, albo jak była w stanie jeść robale. Po prostu mieli nieco inne priorytety. Januszowi zależało na smaku, bo do tego przywykł. Zaś Lena… po prostu chciała mieć siłę i pełny brzuch i miała w sumie wywalone na to, jak to coś smakowało. Choć takie niespodzianki jak dżem czy królik w sidłach, upieczony nad ogniskiem był miła odmianą.
Zaraz po łuku i strzałach, to krzesiwo było dla niej najważniejszą rzeczą. Bo nóż służył jej zwykle do otwierania puszek, czy porcjowania sobie mięsa, ale tą pierwszą czynność była w stanie zrobić kamieniem, a drugą po prostu zębami, więc i bez tej finki była w stanie sobie poradzić. Ogień jednak był dosyć ważną częścią przetrwania, więc tego krzesiwa pilnowała jak oka w głowie i Janek mógł się poczuć doceniony, że Lenka się nim podzieliła.
Co robisz? – Nie miała oczywiście na myśli rozpalanie ogniska, a to co będzie na nim robił. Zaglądała mu zza pleców, jednocześnie pochłaniając swoją rację żywnościową. Jankowi oczywiście zostawiła, tak jak powiedział. Nawet więcej niż pół mu zostawiła. No bo przecież było to jego. I był od niej większy, więc pewnie potrzebował więcej.
Wystarczyło kilka godzin spędzonych z normalnym człowiekiem, by Lena zaczęła przestawiać swój sposób myślenia w pewnych kwestiach.
Pytanie Janka ją zaskoczyło. Lena nie potrafiła liczyć. Nie miała pojęcia ile mogłaby mieć teraz lat… Znaczy pojmowała o co mu chodziło, bo babcia wspomniała, że ludzie się starzeją i to się liczyło w latach kiedyś. Ale oni nie mieli kalendarza i to wszystko się strasznie rozjechało i ludzie przestali sobie do końca zdawać sprawę ile czasu już minęło. To i tak nie miało znaczenia.
Nie wiem. Mam coś takiego. Musiałam umieć to powiedzieć po niemiecku. Gdy kazali. – Zdjęła bluzę, by pokazać Januszowi, oprócz wiele blizn na rękach, tatuaż na przedramieniu. A raczej bliznę, która wyglądała jakby ktoś jej to na skórze wypalił. 03 2049 4 . Lena nie wiedziała, co to znaczyło. Chodziło jednak o miesiąc, rok urodzenia i którym dzieckiem urodzonym w tym miesiącu była. Chłopiec, który urodził się przed nią, został przez jegry zabrany. Babcia jej to kiedyś powiedziała, tak w sekrecie.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptySro Maj 29, 2019 2:41 am

- Miałem herbatę... ale tak sobie myślę, że chyba mi jeszcze zupa w proszku została, rosół chyba, jeśli pamiętam jeszcze dobrze. Nie lubię tego dziadostwa w chuj, ale ciepłe przynajmniej i niby ma te grzanki czy tam kluski... no coś ma w każdym razie, koło rosołu to nawet nie leżało, ale lepszy rydz niż nic. W Zonie to i suchary czasami smakują jak sernik z kruszonką. - Popaplał, popaplał, znowu grzebiąc w tym swoim wielkim tobole, tym razem w poszukiwaniu kubka, saszetki z zupą i łyżki. No i wodę jeszcze wydłubał, krytycznie trochę zerkając na jej ilość. No chuj, starczy do jutra, a później i tak będą przy rzece, to się napełni i tabletkę dezynfekującą wrzuci.
Wodę wlał do kubka i rozstawił jeszcze te śmieszne druty, żeby nad ogniskiem go postawić.
I zdjął jeszcze rękawice, by zaraz po tym podrapać się po szyi. Zarośniętej. I kudłami, i zapewne brudem. Ach, marzyła mu się taka kąpiel. Taki solidny prysznic i zdarcie z siebie drucianą szczotką tego całego szajsu, transformacja z niedźwiedzia w człowieka.
Tymczasem wziął puszkę, wyjął jeszcze nóż i tak sobie po kawałku kroił i wkładał do ust naprzemienne na ostrzu noża.
Przestał jednak, gdy Lena zdjęła bluzę. Zatrzymał wzrok na bliznach i, ponownie już, zrobiło mu się żal tego dzikiego dzieciaka, który urodził się po złej stronie Odry. Jegrzy się nie patyczkowali, nie dawali nikomu taryfy ulgowej. Dla każdego baty, razy czy kopniaki tak samo. Cud, że jej nie zakatowali. Później dopiero spojrzał na wypaloną datę. Zmarszczył brwi i przyjrzał się, tym razem, twarzy Leny.
- Jezu, ty masz siedemnaście lat? Byłem pewien, że z czternaście - parsknął, choć chyba bardziej, by odwrócić swoją własną uwagę od blizn. Pokręcił głową. No bo jak to takie wychudzone i zaszczute...

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptySro Maj 29, 2019 8:40 pm

Lena mogła na wywód Janusza zareagować w tylko jeden sposób.
Co? – zapytała, kompletnie nie rozumiejąc tego, co mężczyzna do niej mówił. Jaka zupa w proszku, jakie grzanki, kluski, jaki rosół? Czym jest rydz i czemu jest lepszy od niczego? A sernik z kruszonką? Nigdy nie jadła czegoś takiego… nie wiedziała, czy to w ogóle można jeść, ale domyślała się, że tak. Tyle pytań, a odpowiedzi na razie nie miała. Z wyczekującym wzrokiem spoglądała na Cichockiego. Zerkała też na magię, która działa się na ognisku. Takich rzeczy w wiosce to oni nie mieli. Ludziom się musi dobrze żyć w tej Polsce.
Blizny. Miała ich pełno na swoim ciele. Na nogach, plecach, brzuchu i rękach. Nigdy jednak – nie wiedzieć czemu – jegry nie uderzyły ją w twarz, dzięki czemu pozostała, powiedzmy to, nienaruszona. Choć mimo wszystko ukazywała te zmęczenie, warunki w których spędzała swoje piętno odbijały się dużym piętnem na jej twarzy. Jednak te wszystkie ślady na jej ciele były dla niej dowodem, że dobrze zrobiła, uciekając. Że życie w tu, w Zonie, jest lepsze aniżeli pod jegierskim jarzmem i batem.
Siedemnaście to więcej czy mniej od czternaście? – zapytała. No bo skąd miała wiedzieć, skoro nikt nigdy nie uczył ją liczyć? No właśnie.
Zarzuciła na siebie znowu kurtkę, bo jednak trochę chłodno jej było w samej koszulce. Spojrzała na Janusza i te jego mikstury, które bulgotały mu w menażce.
Co z zupą? – zapytała. No może i zjadła te kanapki, ale słowo „zupa” kojarzyło się jej dobrze. Z domem, z mamą… z jej miłością, którą wkładała w przygotowanie posiłku, mimo że raczej był on skromny. Tak. Zupa to fajne słowo.

Janusz Cichocki
Janusz Cichocki
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptySro Maj 29, 2019 9:06 pm

- Że zupę robię. - Wyprostował to najlepiej jak tylko potrafił. Chyba. Cały wywód o zupach, rosołach, kluskach i sernikach zamknął do tej jednej informacji. Cichocki Janusz - mistrz tłumaczenia tego, co miał na myśli.
No tak. Nie pomyślał, że Lena przypuszczalnie nie potrafi za bardzo liczyć. Albo że w ogóle nie potrafi. Jak człowiek się wychował w kraju cywilizowanym, gdzie edukacja w gruncie rzeczy nie była to co dostępna, co zwyczajnie konieczna, to miał prawo zapomnieć, że gdzieś indziej nie ma takich skomplikowanych rzeczy jak matematyka.
- Więcej. Myślałem, że jesteś młodsza. To jest... no. Tyle zim. - I w tym miejscu nastąpiło bardzo ładne pokazanie na palcach najpierw dziesięciu, a później jeszcze siedmiu. Nie zamierzał jej tutaj, w Zonie, matematyki wykładać. Będzie na to czas i na pewno znajdzie się ktoś nieco bardziej kompetentny do tego. Już chuj w to, że Lenka nawet pewnie nie wiedziała, że człowiek ma właśnie dziesięć palców i w ogóle takie pojęcia jak liczby to była jakaś abstrakcja.
- Zaraz będzie.
Ale. Woda się w kubku zagotowała, to Janusz naciągnął rękaw na dłoń i złapał za kubek, żeby postawić go na ziemi. Otworzył paczuszkę z zupą w proszku i wsypał zawartość do wrzątku. Wymieszał. Porządnie łyżką. Czarodziej normalnie.
- Dobra, niech wystygnie, to zaraz wypijesz. - Spojrzał na śpiwór, który leżał tuż zaraz obok, taki pięknie wyjęty. To się nawet Cichocki trochę podniósł, przeciągnął i pochylił się zaraz, żeby za śpiwór złapać i go na dobry początek rozwinąć. Jeszcze rozsunął suwak i położył na ziemi. - Właź do środka. Buty zdejmij tylko, bo ci niewygodnie będzie.
Dobry wujek Janusz. Cóż, on tam się prześpi jakoś zwinięty. Pod płaszczem przeciwdeszczowym, bo gdzieś tam się poniewierał jeszcze na dnie plecaka.

Lena Schultz
Lena Schultz
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las EmptySro Maj 29, 2019 9:33 pm

Przytaknęła głową. Skoro zupę robił, to rozumiała. To był znacznie jaśniejszy przekaz niż jego wcześniejsze słowa. Na chwilę obecną nie było sensu się rozwodzić nad tymi wszystkimi rzeczami, próbować jej wyjaśniać – bo to nie miało sensu. Lena nie była w stanie pojąć tego, że jej życie właśnie się zmienia, a co dopiero takich drobnostek jak sernik czy kluski. Na wszystko przyjdzie czas. Gdy już będą w Warszawie, bezpieczni. Wtedy będzie mogła nauczyć się czytać i liczyć, pozna zasady panujące w cywilizowanym świecie. Już nigdy nie będzie głodna i zawsze będzie mieć ciepłe łóżko do spania, a nie twardą ziemię.
Wiosna, nie zima. Urodziłam się w wiosnę – poprawiła Janusza. Mama zawsze jej powtarzała, że była wyjątkowo ładna pogoda wtedy, że nawet zza chmur przebijało się słońce, co nie było zbyt częstym zjawiskiem. Pewnie trochę przesadzała, jak to mamy, ale Lena nie musiała przecież o tym wiedzieć, prawda?
Dobrze, że Janusz ją ostrzegł, bo pewnie od razu się na zupę rzuciła, ale tak grzecznie czekała. Tak jak te psy, które nie tkną jedzenia, dopóki dopóty właściciel nie powie magicznego „proszę”.
Tak jak Janek powiedział, tak Lena zrobiła. Zdjęła swoje stare, za duże adidasy. Na stopach miała dziurawe skarpetki, ale zawsze to lepsze niżeli chodzenie na gołą nogę, prawda? Chociaż pęcherzów się nie dorobiła dzięki temu. Lena zdecydowanie potrzebowała gruntownej zmiany swojej garderoby. Nim jednak weszła do środka, ze swojego plecaka wyjęła pałatkę, która dotychczas służyła jej za przykrycie. Na nią była za duża, na Janusza powinna być akurat.
Janek, czemu? – zapytała, spoglądając na niego. Po chwili zrozumiała, że mogła nie zostać zrozumiana. – Wziąłeś mnie? Oddajesz rzeczy, jedzenie? Nie rozumiem. – Mimo wszystko, była przecież tylko obcą dziewuchą spotkaną w lesie. Mógł ją zostawić, a jednak tego nie zrobił. Dlaczego?

Sponsored content
Las Empty

PisanieTemat: Re: Las   Las Empty


 
Las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Skocz do: