Szybkie Menu

Bar "Szare Szeregi"
avatar

PisanieTemat: Bar "Szare Szeregi"    Wto Lip 11, 2017 9:45 pm


avatar

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    Czw Wrz 27, 2018 3:25 pm

Każdy, kto choć raz wyszedł na przepustkę z kolegami z wojska, dobrze wie, jak to się kończy.
Wódką.
Pewne rzeczy, bez względu na czasy, nie mogą potoczyć się inaczej. Banda wygłodniałych młodych mężczyzn musiała dać upust swoim żądzom, pragnieniom i zwyczajnie się wyżyć, rozejrzeć pośród ludności cywilnej i najzwyczajniej w świecie skosztować smaków życia. Czerpać z tego wszystkiego garściami.
Był już wieczór, gdy Konstanty wchodził do baru razem z bandą roześmianych żołnierzy - co ciekawsze, sam był jednym z nich. Skończyły się czasy wyniosłego w swoim melodramatyzmie młokosa, wiecznie pozującego do niemalowanych obrazów, szukającego patetyczności w każdym swoim ruchu. Teraz się śmiał - zdawkowo, bo zdawkowo, pewnych przyzwyczajeń nie sposób wyplewić - niemniej zawsze.
Po studiach poszedł do szkoły oficerskiej, zdał egzaminy kwalifikacyjne i szturmem wkroczył na salony jednostki specjalnej AGAT. Jak pocisk z katapulty. Selekcję przeszedł lepiej, niż sam się tego spodziewał i wstępnie został przyjęty - i tak musiał najpierw odbębnić pańszczyznę i zakończyć staż, by móc tytułować się oficerem. Tymczasowo przysługiwał mu stopień kaprala podchorążego, co znaczyło tylko tyle, że bliżej mu do porucznika niż dalej.
Ale. Nie teraz i nie tutaj. W barze był po prostu Konstantym wypuszczonym z koszar, który zamówił sobie lane piwo pośród okrzyków i śmiechów. Przez moment wydawało mu się, że gdzieś śmignęła mu znajoma twarz, lodowy błysk oczu i śnieżne włosy. Stare wspomnienie, częściowo już zatarte. Potrząsnął głową. Na pewno mu się wydawało.
Młodzi żołnierze zaburzyli spokój i ciszę tego miejsca. Dopadli do stolików i rozsiedli się przy nich, żartując i dalej rozmawiając, nie zwracali jeszcze uwagi na innych, którzy również znajdowali się w środku. Wieczór dopiero się zaczynał.
- O chuj, Wilczyńska - oznajmił nagle jeden z nich. Spotkał się z murem niezrozumienia.
- Kto?
- Major Wilczyńska, z husarii - przewrócił oczami inny. - Zimna suka. Strasznie.
- A taaaa... ale bym ją...
- Podobno ona...
- Nie da się, absolutnie...
- ... żaden jeszcze nie dał rady...
- ... taaaka dobra sztuka, ale...
.
- Mhm. I która to jest? - spytał w końcu Konstanty. Wówczas jeden z nich wskazał palcem kogoś za jego plecami. Kostek odwrócił głowę przez ramię i na chwilę zamarł.
Królowa Śniegu.
Wpatrywał się w nią kilka długich sekund, na nowo rozrysowywał sobie w myślach jej twarz. Przecież już się spotkali. Kiedyś. Dawno. Całe lata temu, gdy jeszcze studiował na PW, gdy jeszcze nie chciał wstąpić do wojska i był tak daleki od tego, że dalej się być nie dało. Wanda. Wanda Wilczyńska ochrzczona przez niego Julią.
- Uuuuu, on też by ją ten. - Rechot i śmiech ponownie roznosił się nad stolikiem, a Kostek odwrócił się z powrotem do swoich kompanów i uniósł lewą brew.
- Hetman, nie to, że cię podpuszczam, ale na pewno do niej nie podejdziesz i nie spróbujesz wyrwać.
- Założysz się?

Podniósł się ze swojego miejsca parę minut później, zabierając ze sobą piwo w szklance. Przeszedł przez salę bez cienia niepewności - cały czas obserwowany przez czujne spojrzenia kolegów - by koniec końców stanąć u wrót wieczności. Był ciekaw, czy go w ogóle zapamiętała. Czy tamten jeden epizodyczny poranek na dachu z fatalistycznym Werterem utkwił w jej pamięci na trochę dłużej, czy może wymazała to wspomnienie ze swoich myśli, skatalogowała jako nieważne.
Miał okazję się przekonać. W drodze zastanawiał się, jak zacząć całą tę rozmowę.
- Gdybyś mogła być kimkolwiek chcesz, bez ograniczeń, tabula rasa, to kim stałabyś się w innym życiu? - spytał, tak po prostu.

avatar

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    Nie Wrz 30, 2018 4:15 pm

Major Wilczyńska, jak większość doskonale wiedziała, bardzo rzadko uczęszczała do tego typu przybytków. Zwłaszcza takich, gdzie roiło się od jurnych świeżaków na swoich pierwszych przepustkach, którym w głowach szumiała jeszcze adrenalina związana ze wstąpieniem do wojska, pierwszymi dniami na poligonie, mundurami i całą tą piękną otoczką serwowaną przez Wojsko Polskie. Wszyscy równie doskonale wiedzą jak tacy młodzi, pełni energii, wyposzczeni chłopcy reagują na kobiety w wojsku. A już zwłaszcza na nią.
Nie raz i nie dwa usłyszała kilka słów na swój temat. Co prawda nigdy nikt z husarii nie ośmielił się rzucić jakimś niewybrednym komentarzem odnośnie pani major, nawet gdy jeszcze nie piastowała stanowiska zastępcy, bo husaria może nie należało do najbardziej ogarniętych korpusów, ale traktowała się jak rodzina. Natomiast to jak określali ją żołnierze z innych jednostek było oczywiste niemal dla każdego. Wszyscy wiedzieli, że Wanda nosiła piękne miano niedostępnej, zimnej suki, która potrzebuje porządnego ruchania. I jakby ktoś tak wreszcie ją porządnie wydymał, to może nie byłaby taką suką i nieco spuściła z tonu. I wbrew obiegowej opinii z kamienia nie była, ale doskonale nauczyła się panować nad swoimi emocjami, stąd nikogo po mordzie nie lała za te wyjątkowo obelżywe komentarze. Wstępując do wojska liczyła się z tym, że posiadając waginę i cycki nie będzie traktowana równo nawet jakby im dorównywała czy była lepsza, chociaż nie, lepsza znaczy jeszcze gorzej.
- Mogę pójść ich opierdolić – Tomaszewski wyrwał ją z zamyślenia, gdy wrócił do stolika z dwoma kuflami – ciemnego i jasnego piwa.
- Co? – zmrużyła lekko oczy i usiłowała skupić swoją uwagę na mężczyźnie, bo nadal do niej nic nie docierało, poza pysznym ciemnym lanym piwem, które bardzo szybko znalazło się w jej dłoniach. Dopiero po chwili odwróciła głowę w kierunku skazanym przez Tomaszewskiego, jego broda mniej więcej wskazywała jakiś oddalony stolik oblegany przez młodych rekrutów, którzy najpewniej właśnie opowiadali sobie sprośne żarty.
- Zostaw. – sama potrafiła bronić swojego honoru, ale nie przyszła tutaj, żeby robić burdę. Zasadniczo nie przyszła tutaj z własnej woli, ale nie była małą dziewczynką i naprawdę nie potrzebowała rycerza na białym koniu i w lśniącej zbroi.
Mężczyzna szturchnął major nogą pod stołem i ukradkiem wskazał jej nadchodzącego młodzika. Bardzo subtelnie spojrzała w bok, tak by się wydawało, że spogląda co najwyżej na brud na swoim ramieniu, a nie sprawdza nadciągające kłopoty.
- Oho, będzie ciekawie. – zachichotał, ale pod srogim spojrzeniem Wandy udał, że piwo w połączeniu z kontemplacją sufitu to najciekawsze, co mu się do tej pory przytrafiło. Trwało to jednak krótko, albowiem białowłosa szybko dała Tomaszewskiemu bardzo boleśnie odczuć, że ma czym prędzej wypierdalać i zostawić ją z nowym towarzystwem. Piotr, jak to miał w zwyczaju zdążył jeszcze ponarzekać na czym ten świat stoi, a gdy mijał się z Kostkiem, rzucił mu jedynie: „Zapierdolę, jeśli ją skrzywdzisz” i poszedł udając, że wszystko jest w porządku.
Wanda natomiast grzecznie czekała, aż Konstanty zdecyduje się stanąć przed nią i odezwać. Zlustrowała go oceniającym spojrzeniem i nim cokolwiek odpowiedziała, przesiadła się na krzesło obok, tym samym robiąc mu miejsce i czyniąc ten gest niemym zaproszeniem.
- Być może kimś zwykłym. Nie jest łatwo być tak wyjątkowym, prawda? – upiła łyk piwa nie spuszczając wzroku z chłopaka.
- Kto by się spodziewał, że wyrośniesz na ludzi, Werter. – puściła mu oczko i uśmiechnęła się zawadiacko. - Kto Cię podpuścił, żebyś podszedł? A może zatęskniłeś za starą znajomą? – wbrew pozorom nie mówiła tego z przekąsem czy zjadliwością. Chociaż część ze starą znajomą wydała jej się wyjątkowo zabawna zważywszy na różnicę wieku między nimi.

avatar

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    Nie Wrz 30, 2018 4:41 pm

Tak działo się od lat i nic nie miało prawa zmienić biegu rzeczy - niczego nie znaczył stopień, gdy przychodził magiczny czas i skoszarowani chłopcy byli wypuszczani. Wielu z nich miało podobne plany. Byleby się upić, byleby złapać jakąś dziewczynę na mundur, byleby dobrze się bawić w ten jeden magiczny weekend, gdy pozwalano im na luksus powrotu do cywila.
Korzystali. Byli głośniejsi niż wszyscy inni goście razem wzięci, lecz przypuszczalnie byli też tymi klientami, którzy tego dnia zostawią właścicielom najwięcej gotówki. Żołd trzeba było spożytkować mądrze i właściwie, a nie istniał lepszy sposób na spożytkowanie - przechlać w dobrym towarzystwie, śmiejąc się do utraty tchu, opowiadając niestworzone historie i sprośne żarty.
Konstanty, bądź co bądź, do nich nie należał. Dla niego to wyjście było zaczerpnięciem powietrza. Powoli zaczynał tonąć w wojskowości, w swoich obowiązkach, wdrążał się w tym dopiero co poznawanym świecie i się uczył. Był prawie oficerem. Brakowało mu tylko odbębnienia obowiązkowych praktyk i, jeśli opinia dowódcy będzie łaskawa - a nie dopuszczał do siebie żadnej innej myśli - będzie mógł starać się o pełnoprawny etat na odpowiednim stanowisku.
Nie śpieszył się, gdy przemierzał salę. Czuł na swoim karku baczne spojrzenia kolegów, słyszał ich śmiechy i już rzucane żarty. Wyczuł również to subtelne muśnięcie jej spojrzenia. Ciekawiło go, czy pamiętała. Ta myśl kąsała go i dźgała naostrzoną wykałaczką, powodując tym samym drobny dyskomfort niepewnej niewiedzy. Nie przejął się mężczyzną, który Wilczyńskiej towarzyszył. Niby po co miałby to zrobić? Jego obecność ani mu w niczym nie mogła przeszkodzić, ani pomóc. Nie poświęcił więc mu żadnej składnej myśli - do czasu. Dopóki gdy się mijali, Kostek odwrócił głowę w jego stronę i zaszczycił go bezbarwnym spojrzeniem, uśmiechając się przy tym na wpół z kpiną.
Skrzywdzić.
To nie ona była w tamtym momencie rzucaną na arenę ofiarą.
- Nie. Wciąż nie jest - odparł i usiadł na zrobionym przez nią miejscu. Za jego plecami, przy stoliku młodych rekrutów, zrobiło się nagle zatrważająco cicho.
- Na pewno nie ja - parsknął i pokręcił głową. - Oni. - Bez cienia skrępowania odwrócił się w stronę młodych żołnierzy, uniósł kufel do góry i napił się, uśmiechając się do nich absolutnie bezczelnie. Zaraz jednak swoją uwagę ponownie przeniósł na Wandę. Kufel ustawił na papierowej podkładce. - Ale jedno nie wyklucza drugiego. Nie wiedziałem, że służysz w wojsku.
Wtedy z tyłu na nowo zrobiło się głośno - choć nie były to już rozmowy, a okrzyki i gwizdy. No ja pierdolę! Tylu łaziło, a takie Hetman poszedł i już? Uuuuuu, to już będzie moczone, hahahhaha. Jak dzieci, kurwa, daliśmy się zrobić, przecież na pewno ją znał, jego ojciec...
Konstanty skrzywił się.
- Wybacz za ich zachowanie. Pierwsza przepustka, szaleństwo piątkowej nocy.
Poczuł się do obowiązku, aby to jednak wytłumaczyć. Ostatecznie - nawet jeśli brzmiało to zabawnie - był dublerem dowódcy ich plutony. Po części musiał być za ich zachowanie odpowiedzialny.

avatar

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    Nie Wrz 30, 2018 5:06 pm

Przyglądała się chłopakowi z zainteresowaniem. Zmienił się trochę w tym krótkim czasie, ale nie sądziła, że aż tak bardzo. Zdecydowanie wydoroślał i trochę zmężniał. Z przyjemnością dowie się jak wiele się działo w jego życiu i jeśli tylko pozwoli, to zatrzyma go nieco dłużej, niż tamtego ranka ponad Warszawą.
Nie umknęły jej uwadze wiwaty kolegów, tak samo jak równie szybko wyłowiła z całego hałasu co ciekawsze zwrotu, a już w szczególności to w jaki sposób na niego wołali. A że była inteligentną kobietą i potrafiła dodać dwa do dwóch, to wiedziała, że pewne informacje należy zachować dla siebie.
- I vice versa, nie sądziłam, że będę miała zaszczyt poznać... – zrobiła krótką przerwę, by móc go ponownie bezczelnie obejrzeć w poszukiwaniu pagonów, ale na próżno się trudziła. Mężczyzna najwyraźniej tego wieczora nie chciał szczycić się swoim stopniem, jakikolwiek by on nie był. - W jakim jesteś stopniu, żołnierzu? – wypowiedziała te słowa z taką swobodą, że praktycznie się zapomniała i niemal dało się usłyszeć w tonie jej głosu błysk stali, która tak chętnie gościła podczas służby. Teraz jednak szybko się zreflektowała i powróciła do tej zawadiackiej i nieco bardziej przystępnej Wandy, która nie musi się wysilać, żeby zdobyć należny jej szacunek.
- Za długo służę, by takie widoki robiły na mnie wrażenie, Słońce. – wychyliła się dosłownie na sekundę, by spojrzeć swoim mroźnym spojrzeniem na roześmianych chłopców, bo na mężczyzn jeszcze się nie kwalifikowali. A gdy skończyła zaszczycać ich atencją zimnej suki, powróciła do swojego towarzysza, ukradkiem przyglądając mu się i podziwiając jak bardzo zmężniał w ciągu tych kilku lat rozłąki. Wciąż był dla niej jedynie okropnie młodym szczylem, ze względu na jej dramatyczny kompleks tatusia, ale nie potrafiła mu odmówić uroku, jakiego nabrał z biegiem lat.
- Jak wolisz to rozegrać? Na ostro czy słodko? Chcesz mieć posłuch wśród swoich kolegów i pragniesz utrzeć im nosa, a może chciałbyś zostać moim szlachetnym rycerzem, który broni cnót niewiasty i jedyne na czym mu zależy, to poświęcić swoje bohaterstwo dla niej? – Mówiąc to przysunęła się do niego niebezpiecznie blisko, wypowiadając każde słowo z ostrożnością, bawiąc się nimi, modulując odpowiednio głos, niemal pieszcząc ciepłym oddechem policzek Kostka. Uśmiechała się przy tym w niejednoznaczny sposób. Od dawna nie miała żadnej sensownej rozrywki, a granie w tę szczeniacką zabawę wydawało się o wiele ciekawsze od zwykłego sączenia piwa w gwarnym lokalu.

avatar

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    Nie Wrz 30, 2018 8:43 pm

Zmienił się - chociaż przeżył o wiele większą przebudowę wewnętrzną niż powierzchowną. Stwardniał, nabrał może nieco większej muskulatury, przybyło mu kilka drobnych blizn. Ale włosy nadal układały mu się w podobny sposób, zielone oczy wciąż płonęły beznamiętnie, wieczne znudzenie i niechęć zniknęły z jego twarzy na rzecz obojętności zrywanej niekiedy przez ponure rozbawienie.
Pozbył się zakochanego w beznadziejnym romantyzmie dzieciaka. Spalił go, a z popiołu wyłonił się ktoś dojrzalszy, bardziej stateczny. Wyzbył się błędnego przekonania, że każde swoje osiągnięcie zawdzięcza nazwisku. Przestał się kryć ze swoim pochodzeniem, nie uciekał aż tak bardzo od innych i w ludziach widział w końcu... ludzi. Bardzo podobnego do tego, którego znalazł w samym sobie. Trudne to były poszukiwania, pełne zgryzoty i wyrzeczeń.
Chyba się opłaciło. Czasami łapał się na tym, że nawet i jego te zmiany w pewien sposób cieszą i satysfakcjonują.
Co za ton. Kostek zacisnął usta, tłumiąc rodzący się w krtani śmiech i zasłonił ostatecznie je dłonią, markując cudownie udawany kaszel. W ten sposób odzywała się do swoich żołnierzy? Osobiście był pewien, że i tak nie posmakował tego prawdziwego tonu major Wilczyńskiej. On miał do czynienia z Wandą, Julią.
- Porucznik - oznajmił, lecz zaraz się zmitygował. - Prawie porucznik. Podchorąży jeszcze przez cztery tygodnie.
Jeszcze tydzień w Warszawie, by ostatecznie wyjechać na trzy ostatnie tygodnie w teren. Niemal w teren - do Korniejewa - i tam faktycznie uczyć się dowodzić. Wyjść w Zonę, przejść się nieopodal granicy i zrozumieć, co tak naprawdę znaczy wstąpienie w szeregi Wojska Polskiego.
To, czego nauczył się w teorii, było bardzo przyjemne, ale jednocześnie nie do końca rzeczywiste. Spodziewał się ogromnej rozbieżności między służbą teoretyczną - na sali wykładowej czy na poligonie pod okiem doświadczonych wojskowych - a tym, co działo się faktycznie podczas starć czy choćby i na jednostkach wojskowych.
- No tak. Czego oczekiwałem? - odparł i pokręcił głową, wykrzywiając usta w rozbawionym uśmiechu. A to Ci nowość - Werter potrafił się śmiać. Nauczył się, w jaki sposób można prowadzić rozmowę zwyczajną bez przesyconych patetycznością słów i wzniosłych cytatów. Sam nie do końca dowierzał, że to możliwe.
Na chłodne spojrzenie Wilczyńskiej, stolik rekrutów nieco przycichł. Lodowy błękit jej oczu zbił ich z pantałyku, nieco ukrócił języki. Strach było pomyśleć, co takiego by zrobili, gdyby się do nich odezwała bądź, nie daj Boże, podeszła.
Nie ona jedna cierpiała na kompleks tatusia. Chociaż zapewne w nieco innym znaczeniu.
Jej oddech łaskotał jego policzek, ale ani myślał się wycofać. Była blisko, jej jasna cera niemal skrzyła się w sztucznym świetle żarówek, włosy połyskiwały srebrem. Nachylił się lekko do jej ucha z szelmowskim uśmiechem na ustach - chociaż nie była tak do końca Królową Śniegu, za jaką chciała uchodzić. Biło od niej ciepło. Nie skrzypiała niczym śnieg przy każdym ruchu, jej oddech nie był zimowym powiewem.
- Już mam posłuch. I już utarłem im nosa. - Powiedział całą prawdę. Przecież byli pewni, że zostanie odprawiony z kwitkiem, jeszcze zanim uda mu się dotrzeć do stolika. Ci bardziej śmiali dawali mu jakieś pięć minut rozmowy, nie więcej. Żaden z nich nie przewidział, że Konstanty mógł mieć już do czynienia z major Wilczyńską po cywilu. Musiał się już wcześniej postarać o szacunek pośród innych żołnierzy. Przecież wszyscy początkowo zarzucali mu - za plecami, oczywiście - że dostał się do jednostki specjalnej tylko przy pomocy trzepotu rzęs i tylko dzięki rozkazowi hetmana. Wojsko to nie były góry, im większy plecak tym łatwiej było iść, to prawda. Tyle że tacy jak on mieli zawsze gorzej z jednego powodu: musieli pracować na to, by ich szanowano i respektowano. Musieli pokazać, że zasługują na swoje miejsce znacznie bardziej niż ktokolwiek inny. - Obrona cnoty w żaden sposób im nie zaimponuje, wierz mi. Poznałem ich wystarczająco dobrze. Bliżej im do Rambo niż Wertera, obawiam się. - Zawiesił na chwilę głos. -Więc... na czym polega ostra część rozgrywki?
Dopasował się tym zniżonym tonem. Na wpół rozbawionym, po części zaciekawionym, miejscami niemal ociekającym arogancką kpiną. Nadal jeszcze szczeniacką, choć tym razem bardziej uzasadnioną. Kpił z bandy przekonanych o swojej sile i potędze komandosów za jego plecami. Z ich przekonania, że od teraz już na zawsze będą bohaterami i ocalą ten świat przed najgorszym złem.

avatar

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    Nie Wrz 30, 2018 9:11 pm

Zagwizdała. - Porucznik? – skinęła głową z uznania, nie przejmując się dalszym ciągiem wypowiedzi, bo widać było, że Kostek dopnie swego i stopień prędzej czy później otrzyma, więc to było tylko tymczasowe i wyjątkowo nie zamierzała się nad nim pastwić.
- Miło pana ponownie poznać, poruczniku. – uśmiechnęła się prawie, że miło, gdyby nie ten drobny cień łobuzerskiego uroku czającego się w wykrzywionym kąciku. Nikt przecież nie mówił, że Wanda nie mogła mieć w sobie chochliczego zadziora, który pojawiał się jedynie przy odpowiednich osobach. Nie każdy potrafił to z niej wyciągnąć. Ale Kostek miał szczególne zdolności, jak się wreszcie okazało i zamiast siać postrach jedynie szturchała go słownie, tym samym usiłując zaczepić chłopaka niczym siedemnastoletnia dziewczyna, która jeszcze nie wie jak uwodzić, ale zdaje sobie sprawę z zainteresowania chłopców. Natomiast ona zwyczajnie lubiła się w ten sposób droczyć z niektórymi osobami, no może Tomaszewski nie był najlepszym okazem, bo koniec końców narzekał, że jest dla niego niedobra i powinna bardziej szanować ich znajomość, ale ten ciemnowłosy chłopiec wydawał się ciekawym kompanem i być może odpowiednim towarzystwem.
- Czyli prawie jesteś ustawiony, co? – zabrzmiało jakby z niego szydziła, ale przecież nie o to tutaj chodziło. Upiła kilka kolejnych łyków, z niezadowoleniem zauważając jak szybko kurczą się jej płynne zasoby. Uwielbiała ciemne piwo równie mocno jak jazdę na motocyklu, ale kto by się dłużej rozwodził nad ulatniającym się piwie przy tak uroczym towarzystwie?
- A może sądzisz, że dokonałeś wszystkiego za pomocą mojej osoby i niczym już nie zaskoczysz swoich kolegów? – jeszcze bardziej zmniejszyła dystans, leniwie sunąc spojrzeniem od wystającego obojczyka spod koszuli, przez szyję, gładki policzek, aż sięgnęła tych soczystych oczu, przyglądając im się spod kurtyny śnieżnobiałych rzęs. - Czy podwładnych? Co Ci się bardziej podoba? – na pełnych ustach zatańczyło rozbawienie, bo doskonale sobie zdawała sprawę, że Kostek nie jest typem osoby, którą jarałaby władza, a już z pewnością nie w ten sposób.
Nie zastanawiała się nad tym czy mężczyźnie sprawia dyskomfort ta bliskość, właściwie miała to w nosie. Jeżeli nie należał do przeciwnej drużyny, to istniało z osiemdziesiąt siedem procent szans na to, że jest co najmniej zachwycony takim obrotem spraw. A już na sto była przekonana, że jego kolegom powoli wychodzą gałki oczne z orbit i widzą kosmos.
- Jak już mówiłam. Możemy zrobić z Ciebie bohatera całego oddziału, o którym będą opowiadać legendy albo małe przedstawienie, które również wszyscy doskonale zapamiętają na dłużej. Wszystko zależy od Ciebie. Powiedzmy, że to przysługa za stare, dobre czasy. – iskierki zaskrzyły w jej oczach, gdy opowiadała mu o jego możliwościach. Mówiła o tym jak najprawdziwsza asystentka magika, prezentująca dwie kolejne sztuczki. Drodzy państwo w bramce numer jeden niemożliwe staje się możliwe, za to w bramce numer dwa realizujemy cuda na poczekaniu.

avatar

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    Nie Wrz 30, 2018 9:34 pm

Przewrócił oczami na tego całego "porucznika". Pokręcił powoli głową, niemal flegmatycznie.
-Do usług, pani major.
Nie precyzował jakich usług, nie dodał też niczego innego. Przyglądał się tylko temu łobuzerskiemu uśmieszkowi, który pojawił się na jej twarzy. Część jego myśli uciekła do tamtego poranka na dachu warszawskiej kamienicy - czy wtedy też była taka frywolna? Czy może wtedy, natchniona jego napuszoną patetycznością, zachowywała się inaczej? Na pewno wówczas nie była tak blisko i nie patrzyła na niego w taki sposób.
Zresztą. Tamtego dnia on sam miał zupełnie inne podejście. Wszystko było... inne. Miało kompletnie odmienne barwy i temperaturę. Na dachu panował przeraźliwy ziąb, chłodny wicher wdzierał się pod ubranie i zdobił skórę gęsią skórką. Przenikał do szpiku kości. Tutaj z kolei we władanie weszła pełnia lata, południowe słońce i skwar. Bezlitosny upał topiący ciało.
Dla niego towarzystwo Wandy było bardziej korzystne niż banda roześmianych - nazywajmy rzeczy po imieniu - dzbanów. Darzył ich pewnego rodzaju sympatią, ale jednocześnie wychodził z założenia, że dalsze obcowanie z nimi nie da mu niczego nowego. Ekscytującego. Nie mogli zaoferować mu czegoś, co byłoby choć trochę rozwijające i świeże - w odróżnieniu od Wilczyńskiej.
- Nawet nie prawie. Po prostu jestem. - Ten cień kpiny przemknął mu gdzieś obok lewego spiczastego ucha i tyle go widziano. Czasami ta pocieszna zdolność niewyłapywania podobnych rzeczy - tak charakterystyczna dla uszatek - była w życiu bardziej pomocna.
Była tak blisko, że mógł policzyć jej jasne rzęsy. Każdą niesymetryczną krople w jej tęczówce. Kostek był racjonalny do bólu, stąpał twardo po ziemi i nie dawał się już mrzonkom. Jednocześnie jednak pozostawał tym, kim był. Młodym mężczyzną - w oczach elfów nawet chłopcem - rzuconym przed atrakcyjnie krwiożerczą bestią. Kobietą. Jej oddech muskał jego twarz, jej oczy, policzki, usta i włosy zasłaniały mu cały wszechświat i wszystko wkoło. Przez to nie mógł do końca zebrać myśli.
Mężczyźni - wszyscy, bez wyjątku - bywali jednak prości, nawet jeśli pozowali na istoty skomplikowane i twarde. Przy kobietach mieli tendencję do głupoty.
- Co mi się bardziej podoba... - powtórzył po części bezwiednie. Przymarzł do tego szaleńczo zimnego spojrzenia. Czy to była hipnoza? Mogło to brzmieć tak, jakby się zastanawiał. Prawdą z kolei było to, że zwyczajnie na ten krótki moment stracił kontakt z rzeczywistością i jej najzwyczajniej w świecie nie słuchał.
Nie miał pojęcia, co miało podobać mu się bardziej. Ta myśl go otrzeźwiła, lecz jednocześnie przytrzymała w miejscu. Nie był przecież dzieciakiem, który odsuwa się, bo dziewczyna usiadła obok. Był dorosły, cholera.
Kolegom wychodziły gałki oczne coraz bardziej. Oboje mogli czuć przeszywające ich spojrzenia, przy stoliku panowała niemal cisza przerywana tylko krótkimi wymianami zdań. Ucichły śmiechy, głupie komentarze.
- Przysługa? Za co? Za siedzenie nad ranem na dachu? - spytał i zaśmiał się cicho, krótko. Może to on o czymś zapomniał, co wówczas powiedział czy zrobił? Mniejsza. Wypadałoby podjąć decyzję. - Mam czas, żeby stać się bohaterem na własną rękę. Wybieram przedstawienie.

avatar

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    Nie Wrz 30, 2018 11:53 pm

Skłamałaby, jakby powiedziała, że nie sprawiało jej to radości. Podobało się jej jak chłopiec nagle gubił wątek i nie do końca wiedział gdzie powinien zogniskować swój wzrok. Od zawsze ją bawiło zachowanie mężczyzn, którzy jeszcze chwilę temu tak bardzo kozaczyli, a teraz zapominali języka w gębie i bliżej im było do ameby z kałuży niż wygadanego podrywacza. Konstanty na szczęście się do nich nie zaliczał, tracił rezon i chyba nie do końca umiał utrzymać myśli na wodzy, ale jeszcze nie bełkotał, nie ślinił się i coś tam składał do kupy na tyle, by móc zrozumieć jego wypowiedź.
A Wanda obserwowała to z rozbawieniem.
To była jej mała zemsta na tych wszystkich szowinistycznych świniach, którym się wydawało, ze kobiety tot akie puste idiotki, co się nie nadają do wojska. Z przyjemnością robiła z nich kompletnych imbecyli, tylko po to by pokazać im ich miejsce i zrewanżować się za wszelkie uszczypliwe i niesprawiedliwe docinki. Chłopczyk nie zasłużył, ale to była część przedstawienia, która częściowo miała uśpić czujność publiczności, bo właśnie ten moment był kluczowy dla całego planu.
- A teraz mnie posłuchaj. Wyjdziesz po mnie nie wcześniej jak za dziesięć minut. – szepnęła konspiracyjnie, a następnie roześmiała się perliście, jakby powiedział coś niezwykle zabawnego, co sprawiło jej tę przyjemność i wprawiło w jeszcze lepszy humor.
- Skręć w lewo, przejdź kilka kroków i skręć w prawo. Tam mnie znajdziesz. Dziesięć minut minimum. A teraz połóż mi rękę na udzie. – spojrzała na niego z pełną powagą, a dzięki temu, że siedziała bokiem, to mógł to zaobserwować tylko on. Cały czas natomiast udawała, że się doskonale bawi. Właściwie to wcale nie musiała wkładać w to wiele wysiłku, bo cały ten żenujący plan był poniekąd zabawny.
Popatrzyła na niego wyczekująco.
- Zrób to. – mruknęło już bardziej stanowczo, a gdy chłopak wreszcie się posłuchał zesztywniała, pokazując całą swoją sylwetką, że zrobił coś czego sobie najwyraźniej nie życzyła. Zmroziła go spojrzeniem, warknęła jakieś niewybredne przekleństwo i strzeliła mu w twarz, na tyle mocno, by poczuł rozlewający się na policzku ogień, ale na tyle słabo, by jutrzejszego dnia nie dało się nic zauważyć. Zgarnęła pustą szklankę, odniosła do baru i wyszła z pomieszczenia.
Czekała. Dokładnie tam, gdzie obiecała. Na dworze, gdy jeszcze ciepłe, wieczorne powietrze targało jej ubraniami, nie miała tyle pewności co w środku. Czasami i jej zdarzało się zrobić coś wyjątkowo głupiego, ale coś jej mówiło, ze nawet jeśli Kostek nie będzie zadowolony z wybranego scenariusza, to choćby z czystej ciekawości dalszego rozwoju sytuacji, zdecyduje się tutaj pojawić, nieopodal jej, wspartej o zimną murowaną ścianę i wpatrzoną w pięknie wyeksponowanego nocnego kochanka, rzucającego swój upiorny mleczny blask na okolicę.

avatar

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    Pon Paź 01, 2018 12:20 am

Słuchał. Uniósł brwi i sam się zaśmiał.
- Co? Dlaczego? - spytał, wczuwając się w tę komedię. Nie rozumiał, do czego Wanda zmierzała. Był tego ciekaw, chciał się przekonać. To nie wykluczało tego, że w pierwszy momencie patrzył na nią - bądź co bądź - powątpiewająco. Jakby uznał, że to jednak nie jest aż tak dobry pomysł, za jaki oboje go wzięli.
Ale Konstanty był dobrym chłopcem, dlatego westchnął nieco cierpiętniczo - coś mu jednak z Wertera pozostało - i grzecznie spełnił jej żądania. A później...
Młody El-Galad nigdy wcześniej nie spotkał się z czymś takim. Mówiąc po ludzku: nigdy wcześniej nikt nie strzelił go w twarz tak malowniczo. Ba, NIGDY nikt nie odważył się tak po prostu go uderzyć. Na jego twarzy odmalowało się szczere zaskoczenie, instynktownie dłoń powędrowała do zaczerwienionego policzka, a po wszystkim, po tej całej komedii, rekruci ryknęli śmiechem. Kostek przyglądał się Wandzie, gdy odchodziła. Tak po prostu, już bez słowa śledził bacznym spojrzeniem jej dumny marsz przez salę, wsłuchiwał się w śmiech i dopiero po tym wszystkim postanowił wstać. Zabrał swój kufel i z podniesioną głową wracał do bazy. Misja zakończona niepowodzeniem.
Ktoś poklepał go po plecach, ktoś jeszcze inny podsunął mu od razu szota wódki.
- Ajjj, Hetman, szło tak dobrze.
- Popisowo spierdoliłeś, ojciec byłby dumny xD
Śmiał się razem z nimi. Wzruszył ramionami, wypił dzielnie to, co mu podsunęli i upomniał się, jakże bezczelnie, o swoją nagrodę. Koniec końców zakład, który tuż przed jego wyruszeniem do boju zawarli, wygrał. Miał podejść, nie został odesłanym od razu i wykorzystać swoją szansę na to, że Wilczyńska pozwoliła mu na taką swawolę. Wszyscy byli pewni, że Konstanty zaraz wróci, nawet nie usiądzie. Dlatego zgodnie uznali, że mimo wszystko Hetman na swoje zwycięstwo zapracował aż zanadto.
Dopił w spokoju piwo, doprawił to jeszcze jednym kieliszkiem. Zeszło mu nieco dłużej niż te dziesięć minut, bo posiedział jeszcze z nimi ich niemal dwadzieścia. Wtedy dopiero westchnął ciężko, rzucił, że miło było, ale on to jutro ma mnóstwo roboty i się napiją porządnie kiedy indziej.
Rozstał się z nimi do symfonii zawiedzionych jęków, nabijania się, że tatuś dzwonił i śmiechu. Nie przejął się tym. Nie było po co.

Wyszedł na zewnątrz i odetchnął nocnym powietrzem. Głęboki wdech, przymknięcie oczu. Policzek już nie pulsował bólem, zostało tylko świadectwo po tym wprawnym uderzeniu - zaczerwienienie i ledwo widoczne odciśnięte palce. Wolną dłonią wyłuskał z kieszeni papierosa - bo palenie przecież było takie edgy - i odpalił. Pierwsze zaciągnięcie się, pierwszy dotyk dymu i głęboki wydech. Wtedy dopiero podjął się wędrówki do miejsca, w którym miała czekać Wanda.
O ile zamierzała czekać. Skąd miał wiedzieć, jakie były jej faktycznie zamierzenia?
Szedł wskazaną wcześniej drogą, zaciągając się tym nieznośnym petem. W lewo. Kilka leniwych kroków i w prawo. Zatrzymał się przed nią i uniósł wyżej rękę, w której trzymał wspólnie wywalczoną nagrodę. Butelkę whisky. Popiół strzepnął na ziemię.
- Ładny teatrzyk - skwitował i podsunął jej butelkę. Zamkniętą, pełną. - A to nagroda.

avatar

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    Wto Paź 02, 2018 3:31 pm

Te dwadzieścia parę minut rozłąki pozwoliło Wandzie na przemyślenia. Mogła na spokojnie zastanowić się czy właściwie postąpiła, a przede wszystkim czy dalsze bratanie się z synem samego Hetmana jest tak dobrym pomysłem. Należała jednak do osób, które cechowała zbyt duża odwaga, częściej nazywana bezczelnością. Nie bała się go. I nieszczególnie miała zamiar przejmować się tym co ludzie powiedzą. Gdyby kiedykolwiek sugerowała się opinią społeczną, to nigdy nigdzie by nie zaszła i z pewnością w tej chwili zamiast przeżywać kolejne ekscytujące chwile ulotnego życia, to siedziałaby gdzieś na Planie Elfów i szydełkowała, otoczona sarenkami i pierdolonymi ptaszkami. Sama napisała dla siebie inny scenariusz, wbrew wszystkim, a już zwłaszcza swojej matce, która bardzo chętnie wróciła w swoje rodzinne strony, gdy tylko Wanda dostała się do wojska.
Nie bała się balrogów, jegrów i innych plugastw stąpających po tym nieszczęsnym padole. Nie bała się zżytej grupy zaprawionych w bojach husarzy, do których dołączyła jako pierwsza kobieta, przynajmniej wtedy, nie była się postawić ówczesnemu zastępcy, a już tym bardziej pyskować dowódcy. Prawdę mówiąc czasami się łapała na tym, że jej systemy obronne nie do końca działają tak jak powinny i od czasu do czasu powinna naoliwić swoje mechanizmy ochronne, ale nieszczególnie się tym przejmowała w ogólnym rozrachunku.
- Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz te niedogodności? – wszelkie wątpliwości rozwiały się wraz z nadejściem Kostka. Momentalnie uśmiechnęła się w jego kierunku, czekając aż zbliży się wystarczająco blisko, by mogła sięgnąć dłonią do bolącego policzka. Pogładziła go czule, jakby co najmniej srogo oberwał po mordzie w obronie jej cnoty.
- Piękną mamy noc, prawda? – jeszcze chwilę tak stała, gładząc zapewne zaczerwienioną skórę, spoglądając mu głęboko w oczy. Lubiła w ten sposób pokazywać swoją dominację, bo wbrew pozorom mało było ludzi, którzy umieli utrzymać dłuższy kontakt wzrokowy, nie tyle co chodziło o nią samą, ale po prostu. Większość po krótkiej chwili się peszyła i szybko uciekała gdzieś w bok czując się niekomfortowo. Ciekawiło ją czy Konstanty również czmychnie spojrzeniem tych pięknych oczu, czy jednak wytrzyma i tym samym rozpocznie zajadły pojedynek.
- Trzymaj, jeszcze się przyda, ale nie tutaj. – skierowała wreszcie swoją uwagę na butelkę. Może nie była wielką fanką whisky, ale nie zamierzała narzekać, wszakże darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda.
- Wybierzesz dla nas jakieś interesujące miejsce?

avatar

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    Nie Lis 04, 2018 6:55 pm

Czy wybaczy...
Uśmiechnął się trochę cierpko, ze szczyptą gorzkiego w smaku cynizmu i łyżeczką obrzydliwie słodkiego miodu. Ktokolwiek inny na jego miejscu mógłby przytaknąć żarliwie, od razu, z miejsca. Ktoś inny z kolei odtrąciłby tę bladą dłoń gładzącą czule policzek i parsknął wzgardliwie, dorzucając do tego małego teatrzyku kąśliwą uwagę.
Kostek grzecznie wytrwał na swoim miejscu.
- Możliwe.
Przecież nigdy wcześniej nikt nie ośmielił się spoliczkować syna hetmana. Nikt nie podchodził do Konstantego El-Galada z chęcią zrobienia mu świadomej krzywdy - mając, oczywiście, pełną wiedzą na temat jego pochodzenia.
A Wanda przecież - w jego mniemaniu - nie miała o tym pojęcia. Był Werterem, który przeszedł przemianę. Był jak Kordian po monologu na górze Mont Blanc.
- Mhm. Absolutnie. - Jak dwuznacznie to musiało brzmieć, gdy nie odrywał wzroku od jej twarzy. Gdy nie pokusił się choćby o krótki rekonesans dookoła, nie poświęcił tej jednej i pięknej nocy choćby chwili uwagi.
Błękit zimowego nieba naprzeciw wiosennej zieleni. Spojrzenia zwarte w niewymownym pojedynku. Konstanty nie zamierzał ustąpić jej pola, w tych wbitych w niego oczach dostrzegł rzuconą rękawicę, a on bardzo nie lubił przegrywać.
Nie znosił.
Lecz Wilczyńska w końcu skierowała wzrok na coś innego - na butelkę w dłoni El-Galada - co on sam skwitował uniesieniem kącików ust w geście niemego tryumfu. Opuścił rękę i ponownie zaciągnął się papierosem. Bo palenie nadal, oczywiście, było takie edgy.
- Dach? - spytał. Tylko trochę kpiąco. Troszeczkę. Minimalnie. - O ile się nie zasapiesz po drodze, Julio. Nie będę cię nosił.
No już przestań, Kostek. Nie bądź taki cyniczny.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Bar "Szare Szeregi"    


 
Bar "Szare Szeregi"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Skocz do: