Szybkie Menu

Kwatera nr 1
Idź do strony : Previous  1, 2
avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Wto Wrz 04, 2018 12:09 am

Trzeba przyznać, że zaczęła się naprawdę o Mazura martwić. Wiedziała doskonale, że bez Aleszki nie był w stanie wiele zrobić, więc fakt, że nie było go przeszło godzinę sprawiał, że nie była w stanie się uczyć i po po pół godzinie czytania, zaczęła łazić po pokoju jak pojebana z wielką chęcią wyjścia i poszukania go, mając kompletnie w dupie rozkaz pułkownika, bo przecież JEJ PRZYJACIELOWI mogło się coś stać. Zapewne kilka razy jebnęła pięścią w drzwi łazienki, każąc Aleszce się pośpieszyć, choć niewiele to zapewne dało. Kto by się spodziewał, że Rha’thel potrafiła być taka… opiekuńcza wobec nich.
Gdy tylko wparował do kwatery, wszystko z niej spłynęło. Cały ten stres, nerwówka… i cieszyła się, że był cały i zdrowy. Do czasu, aż nie usłyszała, co się stało w tym punkcie medycznym. Wiśnia miał kleszcza i zaatakował Leopolda. Przecież to mogło skończyć się tragicznie.
– Nie, nie było niczego ciepłego. – Mówiła prawdę w tym wypadku, słuchając dalej, co Leo miał do powiedzenia. I z każdym kolejnym słowem miała przeczucie, że tu działo się coś złego. Żeby oficer wojska polskiego złapał kleszcza… To nie mieściło się jej w głowie. Wiśnia był pizdą, to fakt, ale to oznaczało, że coś musiało spowodować, że takowego dostał. Aż tak bardzo pułkownik się nad nimi znęcał i pastwił? Co jeżeli Wiśnia nie był jedynym zarażonym? – Dobrze, że jesteś cały i zdrowy – powiedziała, wstając i podchodząc do Leopolda, by następnie go… przytulić. Tak po prostu. Chyba komuś hormony buzowały i zbliżał się okres… Warto również wspomnieć, że nie miała na sobie stanika. – Swoją drogą, nie uważacie to za podejrzane, że Wiśnia miał kleszcza? Co jak co, ale tak blisko granicy powinno się dbać o stan psychiczny żołnierzy. – powiedziała, odsuwając się od Mazura. Może przesadzała. Ale pułkownik od samego początku się jej nie podobał i miała dziwne przeczucia co do niego. Mogła się oczywiście co do niego mylić… ale nigdy nic nie wiadomo.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Czw Wrz 20, 2018 3:39 pm

W tak zwanym międzyczasie posadził swoją dupę na jedynym wolnym łóżku, jakie zostało - no bo prośba, przecież nie będzie się bił o wyro, którego dotknęły nagie pośladki Eligiusza - i kończył jeść. Był cholernie wygłodzony i w tym momencie opierdoliłby nawet puszkę ze zmutowaną makrelą. Na szczęście nie musiał. Chleb był świeży, dobry, jeszcze z chrupiącą skórką, a konserwa - znośna.
- Ty jakiś głupi jesteś - odpowiedział Elce standardowym tekstem. Dzień, w którym nie nazwałby Aleszki głupim, oznaczałby dzień, w którym któreś z nich umarło. Albo i to nawet nie, po śmierci kumpla Leopold pewnie też by na niego psioczył, choć w innym tonie. Że jak ten śmiał wziąć i kopnąć w kalendarz. - Jak ja nie wiem przecież, ile tam byłem, ale to trwało tak strasznie długo, że zdawało się jak godzina, prawie cały czas co mnie tu nie było to się z tym kurwiem siłowałem. Weź już nie wymyślaj.
To ostatnie wyciamkał ledwo zrozumiale. Piętką chleba zgarnął resztki konserwy, nie będzie przecież przerywał jedzenia, żeby coś powiedzieć do Eligiusza. Wstał, żeby gdzieś wyjebać opakowanie.
A zaraz potem zaskoczyła go Ra.
Przytuliła go. Tego to się, kurde, nie spodziewał. Stał tak jak słup soli, patrząc szeroko otwartymi oczami na Elkę. Ale zaraz wziął się w garść i złapał elfkę za tyłek.
Zupełnym przypadkiem, oczywiście.
- No, w sumie to nie wiem, czy podejrzane - odparł z lekkim namysłem. Cała bonusowa krew, jaka mogła mu odpłynąć w inne części ciała, już się przelała przez nos, więc Ra mogła się poczuć bezpiecznie, nawet z jego łapskami na tyłku. - Praca na granicy jest stresująca, wystarczy byle gówno, żeby wyłapać kleszczem. Przecież co tu się działo kilka lat temu... Słyszeliście? Jaka rzeź była? Chyba kilku żołnierzy poszło na przemiał. I to pod jakimś znanym majorem.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Nie Wrz 23, 2018 7:22 pm

Aleszko jedynie mógł wzruszyć ramionami na nazywanie go głupim, bo przez tyle lat obcowania z Leopoldem najzwyczajniej w świecie udało mu się do tego przywyknąć i nawet uwagi większej na to nie zwracać. Chyba że akurat był w jakimś wyjątkowo bojowym nastroju, wówczas czasami pięści leciały czy coś. Rzecz jasna - tak po przyjacielsku. Jakiś kuksaniec czy tam trzaśnięcie otwartą łapą w potylicę...
- Chujnia w kraju się dzieje, drodzy koledzy, na całe szczęście jesteśmy jeszcze my. - I po tych jakże wzniosłych słowach Eligiusz podniósł się ze swojego wyrka i dołączył się do tego uścisku. Objął tymi swoimi długimi przeszczepami i Leopolda, i Ra. - Jakby cię tam wziął Czereśnia i zagryzł, to bym musiał wojsko rzucić. Piździelcu, nie łazisz już sam - warknął jeszcze Elka. A jakże. Bo musiał.
Co do tej całej rzezi... on tam nie wiedział, nie interesował się. Żadnych też podejrzeń nie nabrał, po prostu uznał, że kleszcz tak blisko granicy jest rzeczą całkiem normalną i wcale nie tak niecodzienną, jak by ktoś mógł pomyśleć. Ot, był tyrany chłop, każdy wylewał na niego strugę ciepłego moczu, to jak tu inaczej?
No ale chuj.
- Jarać mi się chce. Masz fajki, Mazur?

avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pon Wrz 24, 2018 10:20 pm

Bądź co bądź, ale zarówno Leopold jak i Eligiusz byli dla niej jak bracia – swojego rodzonego tak naprawdę nie pamiętała i straciła go, gdy była małą dziewczynką, nie chciałaby, by któremuś z nich stała się krzywda. Po prostu za bardzo jej zależało. Wiedziała, że Mazur bez Aleszki nie był w stanie wiele zrobić, dlatego tak się o niego zaczęła martwić. Po prostu, po przyjacielsku. Nie zdarzało się jej to często, ale czasami tak (albo to przez zbliżający się okres, kto wie).
– Ta, co by Rzeczpospolita by bez nas uczyniła – zaśmiała się pod nosem. Następnie zaś nastąpił zbiorowy uścisk. Ra nawet nie przywaliła Leopoldowi w łeb za chwycenie ją za tyłek. Niech sobie chłopak skorzysta, bo baby pewnie dawno nie macał, a niech mu będzie. – No właśnie. Trzej muszkieterów. Zawsze. – Jakież to wzruszające. Czasem miała ochotę ich pozabijać, jednakże darzyła ich swego rodzaju miłością… Oczywiście czysto siostrzeńską.
Wiadomo, praca na granicy to był syf, kiła i mogiła, jednakże… Coś jej nie pasowało. Właśnie z tego powodu żołnierze powinni mieć odpowiednią opiekę psychologiczną, żeby nie ześwirować do końca i nie złapać kleszcza. To się jednak zdarzało, Wiśnia był tego idealnym przykładem. I nie tylko on.
Rha’thel z kieszeni swoich bojówek wyciągnęła fajki wraz z zapalniczką i podała ją Aleszce.
– Jak wrócimy do Warszawy to idziemy na obiad do Twojej mamy, Elka. – Oj tak. Obiady pani Mazurowej były niczym miód na serce Ra. Miła odmiana po wojskowych konserwach.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Sob Lis 24, 2018 7:40 pm

Leopold fajki miał, a jegrze, jednak nikt zdrowy na umyśle nigdy by nie spytał o to, doskonale wiedząc, że Leo nawet na łożu śmierci poskąpiłby fajek, nawet rzygając krwią i wydając ostatnie tchnienie jeszcze by obwarczał potencjalnego amatora leopoldowych szlugów. Husarz jednak nie musiał odpowiadać, Ra go wyręczyła. Nie pytając jej o zdanie czy, nie daj Boże, pozwolenie, sam też się poczęstował. No przecież mało co nie wziął i nie umarł, nie? Totalnie mu się należało.
- Tak w sumie to też bym jeszcze... - zaczął mówić Mazur, po czym beknął rozdzierająco na cały pokój, już do reszty niszcząc tę całą sielankową scenkę rodzajową z tuleniem się. - ...ojebał obiadek u mamy Elki - dokończył i z zadowoleniem wetknął sobie szluga w usta, odsuwając się od grupowego uścisku. - A tak w ogóle to co się odwalało, jak mnie nie było? - zapytał z umiarkowanym zaciekawieniem. No bo prośba, co by mogło przebić Wiśnię odwalającego jakiś dziki szajs w umieralni? - I, eee, tego, pałkownik nie był jakiś mocno zły za to, że mu nacharchałem krwią na papucie?

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Sob Lis 24, 2018 8:25 pm

- Ty to jednak dobry chłop jesteś - odparł, biorąc w te swoje łapska fajki od Ra. Dobra kobieta, kochana kobieta. Odsunął się od bandy dzbanów i wzruszył ramionami, jednego fajka pakując do gęby.
Zakaz palenia w koszarach? Ktoś coś mówił?
Odpalił.
- No kurwa. Napiszę do niej, to nam takie schabowe sklepie, że się posramy.
Co się działo... Elka się zaciągnął szlugiem i przetransportował trochę bliżej okna, żeby tam sobie móc na spokojnie i na pełnym legalu kiepować.
- W sumie to chyba nic. Tylko ten. Chujnia trochę, bo na razie to nigdzie nie idziemy i chuj wie, czy pójdziemy, bo pałkownik się wkurwił przez te ocharane laczki.
__________
Notka od waszego najlepszego na świecie MG.
Możemy kontynuować lub Ra może napisać posta już rano, jak budzi bandę dzbanów. Coby to pchnąć do przodu.

avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Sob Lis 24, 2018 11:05 pm

Fajki to towar deficytowy, więc dzielenie się nimi było oznaką naprawdę dużej więzi między nimi. Ra byle komu swoich papierosów by nie dała, więc Leo i Elżunia powinni czuć się wyróżnieni, ot co. Nawet słowa nie powiedziała na to, że Leopold wziął sobie bez pytania… należało mu się. Raka trzeba karmić, co nie?
– Co Wy byście zrobili beze mnie – powiedziała pod nosem, odpalając swoją szlugę. Już się nie mogła doczekać jutra. A raczej dzisiaj rana, będzie ciekawie… Jeszcze lepiej będzie na dywaniku u Wilczyńskiej, jak tylko się stąd wydostaną.
– I mizerię niech zrobi, obowiązkowo… – Ra już się rozmarzyła o domowym obiedzie, tymczasem jedząc suchy chleb z konserwą. Tyle dobrze, że chleb względnie świeży, a nie z puszki, bo tego byłoby już za dużo. – Tak, mamy przejebane przez te porzygane kapcie – przytaknęła Elce, by następnie wstać z podłogi i westchnąć ciężko. – Dobra, łajzy. Idźcie myć ząbki i idziemy spać, pobudka skoro świt, z obowiązkową poranną gimnastyką. – Nie, Ra nie żartowała. Zamierzała z chłopcami troszkę pobiegać i się rozgrzać przed myciem latryn czy chuj wie czym.
Mało spała w nocy prawdę powiedziawszy. Lepszym słowem na stan, w którym się znajdowała przez większość czasu było czuwanie. Niby coś tam pochrapywała, a jednocześnie słyszała wszystko, co się działo dookoła. Wstała z łóżka dużo wcześniej niżeli chłopcy, dając im jeszcze trochę czasu na odpoczynek, należało im się. W tym czasie ogarnęła się, tak by wyglądać jak na husarza przystało. Założyła na siebie mundur, włosy spięła w warkocz. Nim pierwsze promienie słońca przebiły się przez horyzont, wzięła się za budzenie swoich kumpli.
– Mazur, Aleszko, wstawać – powiedziała stanowczo szturchając jednego i drugiego. Jak nie podziała to użyje gwizdka. Jak to nie podziała to ich zrzuci z łóżka… a potem wyciągnie ciężą broń, ale miała nadzieję, że jednak nie będzie to potrzebne.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Wto Lis 27, 2018 12:11 am

Przysiadł na parapecie obok Elżuni, żeby móc prawilnie dokończyć palić. Jaranie w jednostce to jedna sprawa - ale robienie chlewu z pokoju to już zupełnie co innego.
- Ta, a już, że przez ocharane laczki - wymamrotał pod nosem. Zbolałym, opatrzonym nosem. Leopold przewidywał, że tej nocy będzie musiał spać na skarbonkę: z szeroko otwartymi ustami. Zastanawiał się tylko, czy będzie przez to chrapał, czy może wręcz przeciwnie.
Tym razem wykonał polecenie Ra bez szemrania. Czy to za sprawą coraz bardziej napierdalającego go ryja (środki przeciwbólowe ani chybi zaczęły schodzić), czy może ogromnego zmęczenia, po prostu wpakował się do łazienki i ogarnął. Nawet, skubany, skarpetki i gacie sobie wyprał. Może nie będą wybywać z jednostki, a może będą. Nigdy nie wiadomo. Lepiej mieć czystą bieliznę i już.
A później zapakował się do łóżka i odpłynął w sen o gigantycznym schabowym od pani Aleszko. W śnie tym Pani Mizeria śpiewała mu kołysankę. Deathmetalową.

* * *

Chrapnął głośno i otworzył jedno oko, którym łypnął na Ra cokolwiek nieprzyjaźnie.
- Jeszsze pienś minut - wymamrotał w kołdrę i odruchowo zamknął oko. Z kilkusekundowym opóźnieniem wywołanym sennym otępieniem jego umęczony mózg przeanalizował sytuację, na którą składała się między innymi mina elfki oraz ton jej głosu, po czym wysłał do reszty ciała należyty impuls. Który zapewne wyglądałby jak czerwona żarówka wyjąca niczym syrena strażacka.
Leopold, zanim jeszcze zdołał otworzyć ślepia - tym razem oba - już siedział na łóżku wyprostowany jak struna.
- Dobra, już, nie szczekaj tyle - bąknął cicho, nieco obrażony, że się go o tak nieludzkiej porze budzi (a pora zawsze była nieludzka, dopóki Leo nie wstał sam z siebie, bez żadnych pobudek). Trochę na ślepo wymacał paczkę fajek w swoich rzeczach. Zaklął pod nosem, nie mogąc nigdzie trafić na zapałki do kompletu. Kiedy już miał wszystko pod kontrolą, z odpalonym szlugiem w ustach, boso, podszedł do wyra Aleszki i postawił Elżuni stopę na czole.
- Wstawaj, wywłoko! - zawołał i potrząsnął głową kumpla. Tą bosą stopą, oczywiście.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   


 
Kwatera nr 1
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Skocz do: