Szybkie Menu

Kwatera nr 1
Idź do strony : 1, 2  Next
avatar

PisanieTemat: Kwatera nr 1   Wto Lip 11, 2017 3:23 pm


avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pon Lip 23, 2018 10:19 pm

W drodze do "garażu" Leo ostrzegawczą pięścią w tył głowy uświadomił Aleszkę, jakim poronionym pomysłem jest kablowanie na samego siebie, mówiąc mu, że w takiej sytuacji opierdol zgarnęliby i oni, i pizdowaty porucznik, a jak tak bardzo nie rozumie, czemu byłoby źle dosłownie trafić do dupy, to on, Leopold Mazur, bardzo chętnie pomoże Eligiuszowi wpakować tę kudłatą blond główeczkę do jego własnego dupska, niech tylko da mu znać. Co do tego natomiast, że Ra posiada cipę, Mazur - wnioskując na podstawie jej zachowania - miewał czasami wątpliwości, zastanawiając się, czy przypadkiem nie znalazłby w jej spodniach innego zestawu genitaliów niż ten, do którego się oficjalnie przyznawała; jednak postanowił to taktycznie zmilczeć.
Na miejscu Leopold potrząsnął tylko głową z niezadowoleniem. Nie lubił zostawiać swojego wymuskanego motoru w stajni, nawet jeśli była ona przysposobiona jako garaż. Za swój bezcenny motocykl niejednemu już mordę obił i prędzej sam dałby się zaciukać, niż pozwoliłby, żeby jego maszynie stała się jakaś nieodwracalna krzywda. Kochał swoją Strzałę do tego stopnia, że niekiedy zakrawało to na absurd. Dlatego wręcz obwarczał wartowników, sugerując im, że jeśli rano na jego motorze będzie choćby ślad po stacjonującej na nim musze, to on im z dupy zrobi jesień średniowiecza i bardzo będzie go to cieszyło przez cały czas trwania tego procesu. Gdzieś w międzyczasie przebiegał obok nich zaaferowany Wiśnia i Leopold zapytał go niewinnie, czy ten ciepły posiłek to zostanie im dostarczony bezpośrednio na kwatery.
Gdy wreszcie wparowali do wspólnego pokoju, Leo był bardzo z siebie zadowolony. Otworzył drzwi mocnym kopnięciem, przecież ręce miał zajęte, i z miejsca zlustrował całe pomieszczenie. Rzucił juki na łóżko przy oknie.
- ZAKLEPUJĘ WYRO PRZY OKNIE I PIERWSZY IDĘ DO KIBLA! - wydarł się tak, że pewnie całe Korniejewo go słyszało.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pon Lip 23, 2018 10:57 pm

Ela zostawił swój motocykl pod okiem wartowników, ale oszczędził już sobie kazania - zrobił to wszystko za niego Leopold. Wierzył, że dzięki temu jego ślicznej Bożence nic się nie stanie. W ogóle, kurwa, jakim trzeba być zjebem, żeby husarski motocykl, który jest nafaszerowany magią nazwać Bożenką? Ale mniejsza z tym. Zabrał cały swój szpej - a trochę tego jednak było, zwłaszcza że akurat na niego padło i musiał taszczyć ze sobą jeszcze pekaśkę.
Na kwaterę dotarli bez większych kłopotów, ale Aleszko zabuczał gniewnie, gdy usłyszał to o łóżku.
- Chyba cię pojebało z tym łóżkiem - oznajmił dobitnie i rozłożył swój szpej obok rzeczonego łoża, by zaraz bezpardonowo pokazać, jak bardzo to łóżko należy do niego. W tym celu rozpiął pasek i zsunął spodnie, ukazując całemu światu swoje wdzięczne cztery litery i posadził gołą dupę na materacu.

avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pon Lip 23, 2018 11:21 pm

Leo miał Strzałę, Eli Bożenkę, a Ra? Cóż, gdy została przyjęta do husarii, miała fazę na Wiedźmina, więc chcąc nie chcąc, maszyna została ochrzczona na Płotkę. Gdy ktoś się pytał, czemu tak, oczywiście gadała bajeczkę, że to imię wierzchowca, którego dusza była zaklęta w maszynie. Duża część osób w to wierzyła, a ta, która wiedziała, że to ściema, trochę się pośmiała i tyle. Co nie zmieniało faktu, że motor był dla niej świętością i nikt oprócz niej nie miał prawa tak naprawdę go dotykać. Miała nadzieję, że panowie wartownicy to zrozumieli. Choć, wychodząc z garażu, nie powiedziała ani słowa, bo Leopold odpowiednio jasno się wyraził.
Oczywiście też miała ze sobą cały sprzęt, który zebrała ze sobą do kwatery. Porucznik Wiśnia na początku chciał dać jej osobny pokój, na wzgląd, że była kobietą, ale stwierdziła, że woli mieć tych dwóch dzbanów na oku, bo inaczej to się chyba pozabijają.
– Zamknijcie mordy, noc jest. – Darli się jak pojebani, a co jak w kwaterze obok spał jakiś major czy inny wysoko postawiony człowiek? Wolała nie zostać zjebaną jak bura suka z góry na dół z ich powodu. Westchnęła ciężko, widząc, jak ta dwójka idiotów kłóci się o łóżko. Jej to tam było obojętne, więc usiadła na pierwszym lepszym, obserwując jak rozwinie się sytuacja.
Elżunia postanowił ściągnąć spodnie… Ra uniosła brew i niemal automatycznie zerknęła na jego, ekhem, sprzęt. Podobno miał na sobie bokserki, jednakże zbyt wiele to się na nich nie odznaczało.
– Współczuję twojej przyszłej żonie, Aleszko. Ta biedna kobieta nawet niczego nie poczuje… – Wzruszyła ramionami.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Wto Lip 24, 2018 12:06 am

W normalnych warunkach Ra miałaby, oczywiście, rację, bo tak normalnie to przecież jeden chuj, gdzie śpisz - wyro to wyro. Grunt, że jest i nie trzeba spać na, dajmy na to, właśnie gruncie, bo noc cię zastała w szczerym polu. To jednak nie była zwyczajna sytuacja. Po pierwsze, Leo wolał nie ryzykować, że Aleszko ojebie na noc jakąś gazopędną potrawę typu bigos czy fasola.
A po drugie, najważniejsze - Leopold zaklepał miejsce, nawet rzucił na nie swoje graty, i zostało mu ono brutalnie odebrane niczym dzieciństwo zabrane ośmioletniej dziewczynce przez chorego na umyśle pedofila.
To była kwestia honoru.
- O, ty skurwysynu - wycedził Leo przez zaciśnięte zęby, a potem, nie zważając na potencjalnego majora za ścianą czy cokolwiek w ogóle, rzucił się na Eligiusza, przygniatając go do łóżka i zaczął go podduszać.
- Oddasz wyro po dobroci czy nie? - warknął.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Wto Lip 24, 2018 8:23 pm

- Ja nie będę miał żony. Żony są dla frajerów - oznajmił dosadnie Aleszko, nadal gnieżdżąc się dupskiem na materacu. Nie wyłapał przytyku, ale to nie było kompletnie nic nowego. Był przecież tak bardzo mocno sobą, że to o bruk aż waliło. I o Jezu, jaki ucieszony, że taki świetny kawał zrobił koleżce swojemu Poldkowi. No panie Borze Zielony jak Bór.
A później Mazur rzucił się na niego jak zwierzę, więc Eligiusz mógł zrobić w tej sytuacji tylko jedno - wykorzystał swoją przewagę. Dosłownie przewagę, bo wagę. Był cięższy od Mazura, wobec tego na dobry początek spróbował tego dzbana przewalić, wyjebać z łóżka i mu jebnąć. Problem polegał na tym, że zrzucić to już go nie dał rady z tego jednego względu - paski im się jakoś chuj wie jak zaczepiły o siebie i nijak nie dało się tego roztentegować.
- Spierdalaj ze mnie! - ryknął Aleszko, totalnie mając w dupie oficerów, którzy mogliby spać gdzieś obok i być osobami bardziej rozgarniętymi niż Wiśnia. - Zabieraj swoje jaja od moich, pedale pierdolony! Ra, kurwa, weź pomóż!

avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Wto Lip 24, 2018 8:54 pm

Może jednak powinna była poprosić Wiśnię o osobną kwaterę? Nie miałaby chociaż wtedy przejebane, gdyby jacyś wyżej postawieni i bardziej ogarnięci oficerowie zainterweniowali… Cyrk na kółkach. Albo krzyż pański z nimi miała. Sama jeszcze nie wiedziała. Ra westchnęła ciężko, widząc jak dwójka dzbanów bije się o łóżko, gdyby byli dziećmi na kolonii. Trzeba było jednak powiedzieć, że bawiła się przednie… Do czasu, aż nie wpadła na genialny pomysł. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Postanowiła więc zebrać swoje szpargały (tona kosmetyków!) i pójść się wykąpać.
– Radź sobie sam, ja waszych genitaliów dotykać nie będę – odpowiedziała, wzruszając ramionami i zamykając się w łazience. Miała ich w dupie, niech się kłócą.
Rha’thel się rozebrała do rosołu i weszła pod prysznic (w japonkach, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś, kto kąpał się tu przed nią nie miał grzybicy…). Nie zamierzała szybko spod niego wychodzić… chociaż póki miała ciepłą wodę. Tak. Była taką cipą, że zużyła cały jej zapas. Leo i Elżunia będą mieli lodowatą jak skurwysyn wodę… Ich strata. Gdy już się wykąpała, wysmarowała swoje śliczne ciałko balsamem, na włosy nałożyła odżywkę (trzeba się jakoś przed jegrami prezentować, czyż nie?). Umyła ząbki, jak na grzeczną dziewczynkę przystało, a potem nałożyła na siebie swoją ulubioną koszulkę nocną, która sięgała jej nieco do połowy uda. Czarna, jedwabna (kto normalny bierze ze sobą jedwabne ciuchy na front?!) ozdabiona koronką na dole i przy dekolcie. Na to narzuciła satynowy szlafroczek, jednakże go nie wiązała. Po dobrych dwudziestu minutach wyszła z łazienki i weszła do pokoju, ciekawa, czy panowie nadal się ze sobą obmacywali.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Wto Lip 24, 2018 9:07 pm

Panowie nadal się obmacywali, a jegrze. Nie mogło być inaczej. Leopold w ostatniej chwili uniknął gonga prosto w kaczan, pięść Aleszki prześlizgnęła mu się bokiem, ledwie tylko muskając szczękę, nawet siniaka z tego nie będzie. Ale to tylko bardziej rozsierdziło Leopolda. No suczy syn, z całym szacunkiem dla pani Aleszki, nie dość, że mu łóżko kradnie, to jeszcze chce go po pysku prać?
- Uspokój się, cepie - warknął mu w odpowiedzi i szarpnął biodrami na próbę. Wszystko na marne. Klamry wojskowych pasów sczepiły się jak psy dupami. - I sam jesteś pedał. A teraz się, kurwa, nie ruszaj, bo jak tylko poczuję, że twój pytong się ociera o moją rękę, to natychmiast wyprowadzam ci jedynki na spacer - ostrzegł go lojalnie, no bo to jednak przyjaciel był, a nie jakiś tam pierwszy lepszy trep z Korniejewa.
Z całą ostrożnością godną absolutnego homofoba sięgnął ręką w dół i zaczął gmerać przy paskach, zamykając przy tym oczy, żeby bardziej się wyczulić na dotyk. Gmerał tam przez chwilę, aż wreszcie dał za wygraną.
- Chuj, kurwa, pizda - skwitował swoje wysiłki. - Któryś z nas będzie musiał chyba wyskoczyć ze spo... Oooo.
Ten właśnie moment wybrała sobie Ra na powrót z łazienki.
Leo może nie sprawiał takiego wrażenia, ale wdzięki Ra to on czasami jednak doceniał. Zresztą, no prośba, nawet jeśli to tylko Ra, to przecież paradowała w seksownej bieliźnie. Mazur przez chwilę zastanawiał się, dla kogo tak się odstrzeliła jak stróż na otwarcie kanału. Uważnie śledził ją spojrzeniem, nawet na chwilę zapominając, że na drugim końcu paska jakiś dzban mu się przyczepił. Rzeczony dzban natomiast mógł po chwili poczuć, do jakiego stopnia Leopold zaczyna doceniać roznegliżowane uroki sierżant Magornith.
A ten z kolei moment wybrał sobie porucznik Wiśnia, by wparować do ich kwatery z obiadem.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Wto Lip 24, 2018 9:37 pm

- Weź się o mnie może, KURWA, NIE OCIERAJ? - warknął Aleszko z pełnym oburzeniem. Nie dość, że nie chciał oddać łóżka, podduszał, to na dodatek jeszcze doprowadził do takiej sytuacji. Szczepili się paskami, jaja w jaja, ryj w ryj. To definitywnie nie było nawet w połowie tak heteroseksualne, jak by na pewno chcieli obaj.
Grzecznie czekał. Serio. On ledwo oddychał, żeby tylko przypadkiem się nie ruszyć, żeby nie wynikła z tego jakaś, kurwa, katastrofa. Na Ra jedynie prychnął i pokazał jej plecom znikającym w łazience środkowy palec, żeby pokazać dobitnie, co sądzi o jej ignorowaniu problemu i zostawianiu przyjaciela w potrzebie.
Gmeranie gmeraniem. Ale Ra w końcu wyszła, Aleszko spojrzał na nią przelotnie tylko - bo co go tam Ra w seksownej koszulince obchodziła, skoro była sobą, a nie jakąś super laską - a później wstrzymał oddech. Nie zwrócił uwagi na to, że porucznik Wiśnia wszedł z żarciem.
- KURWA, STANĄŁ CI. CZUJĘ TWOJEGO STERCZĄCEGO CHUJA, JA PIERDOLĘ - wydarł się i zamiast próbować się wyplątać delikatnie z tej niezręcznej sytuacji, to najpierw wyjebał Leopoldowi z bani w ryj, a następnie zaczął się szarpać, odpychać od siebie Mazura na chama, warczeć i stękać, siłując się z paskami jak Syzyf z kamieniem.
Porucznik Wiśnia z kolei stał w progu, patrząc na to wszystko z miną, która przez chwilę wyrażała nic. Następnie beztrosko spalił buraka po prostu i wbił spojrzenie w podłogę. Bo jednak zauważył Ra w tych koronkach i to było zbyt dużo.
- P-p-prrowiant... pansievjdkv. - To ostatnie niechybnie miało znaczyć "pani sierżant", ale trudno było to mamrotanie zrozumieć. Husaria, kurwa mać. I trzymał w łapach siaty, w których były dokładnie trzy chleby, parę konserw mięsnych i... no i chuj, w sumie tyle. Jeszcze trzy torebki z herbatą. I tak nie wiedział, chłop, czy zostawić to i spierdalać, czy może chuj wie co zrobić.
Aleszko nadal stękał i wił się jak węgorz, klnąc na Mazura.
- KURWA MAĆ, JEMU STOI, RA, STANĄŁ MU, TO ZA DUŻO KURWA DLA MNIE.

avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Wto Lip 24, 2018 9:50 pm

Ra po prostu wychodziła z założenia, że skoro byli kumplami tyle lat, to panowie nie będą mieć żadnego problemu z tym, że ubrała się w ten a nie inny sposób. Nie zwykła sypiać w dresach, zawsze było jej w nich za gorąco. Ceniła sobie wygodę, a taka koszulka ją jej zdecydowanie dawała. Jedyny wyjątek, jaki zrobiła jeżeli chodzi o swój do spania, to taki, że założyła majteczki. Oczywiście do kompletu, a jak. Zwykle jednak sypiała bez. By wszystko tam ładnie oddychało. Nie spodziewała się, że zadziała na Leosia w taki sposób. Jak nie była w stanie tego zobaczyć, to wydarcie się na głos Aleszki rozjaśniło całą sprawę.
– Zdziwiłabym się, gdyby nie stanął – odpowiedziała jedynie. W sumie to Mazur wydawał się jej być czasem mniejszym dzbanem niż Elżunia, więc tym razem stanęła po jego stronie. – Widać, że prawilny chłop, a nie gej. – Dodała po chwili.
Wtem do pokoju wszedł pan porucznik, który na jej widok zrobił się czerwony jak burak. Boże przenajsłodszy, czego oni uczą w tej szkole oficerskiej? Za czasów, gdy była szeregową nie istniało takie coś jak „rozdzielność płci”, że baby z babami, a faceci z facetami. Jak chciała się wykąpać, to się zdarzało, że szła pod prysznic z facetami. I chuj, bywa. A ten tutaj się czerwienił jak jakiś prawiczek.
– Dziękujemy, poruczniku – powiedziała, odwracając się do niego i biorąc siatkę z prowiantem. – Życzę dobrej nocy – dodała zaraz po chwili, dając mu w ten sposób znać, że może lepiej byłoby, gdyby się ulotnił. Będzie łatwiej dla nich obojga.
Czasami żałowała, że poprosiła o przeniesienie Aleszki i Mazura wraz z nią do husarii. To był właśnie ten moment.
– Dzieci… – westchnęła jedynie i podeszła do nich, by zacząć majstrować przy ich paskach, mając dość tej dziecinady. Miała w dupie to, czy przy okazji posmera ręką chuja jednego czy drugiego. Niech już się rozdzielą, zjedzą i pójdą spać. Najchętniej to sama im wepcha te bochenki chleba do mordy.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Wto Lip 24, 2018 11:16 pm

Z tego wszystkiego mogła wyniknąć jedynie jakaś, kurwa, katastrofa. Najpierw ten chuj złamany zaczął mu się drzeć prosto w ucho. Leopolda tak to zabolało, że od razu zaczął mu opadać, ale czy ten gnój pod pieczarki się uspokoił? Oczywiście, że nie. Przyjebał mu, aż Leopoldowi zaczęło szumieć w głowie, ledwo co dosłyszał słowa poparcia od Ra. Mazur totalnie się z nimi zgadzał - tylko pedałowi nie stanąłby na widok cycato-dupiastej blondyny w kusej piżamce. Kapral jednak postanowił zostawić ten temat do rozważenia na później. I tak nie byłby teraz za bardzo w stanie. Raz, że kędzierzawy obszczymurek nadal mu wrzeszczał prosto w przewód słuchowy. A Leopold miał bardzo wrażliwy słuch, nie to co ten męt społeczny, któremu kiedyś słoń musiał nie tyle nadepnąć na ucho, co pewnie od razu na całą głowę. To kurewsko bolało. I dwa, które też bolało niewąsko - ten cholerny dupek sflaczały nadal się szarpał jak małpa w cyrku, powodując tym tylko więcej szkody i więcej ocierania się kroczem o krocze.
Tego wszystkiego było dla Leopolda stanowczo za dużo.
Ale pałę goryczy przelał wypierdek spod sroczego ogona, który chwalił się na pagonach tym, że kiedyś tam w szkółce oficerskiej udało mu się zostać porucznikiem. Mazur był święcie przekonany, że tego porucznika to on z całą pewnością nie dostał ani za spryt, ani za możliwości obliczeniowe mózgu. No nie i chuj. Może miał dzianych starych. Albo wykładowcy się bali, że jak go ujebią, to skurwysyn wróci za rok.
Dość powiedzieć, że Leopold nie grzeszył cierpliwością, wstrzemięźliwością, opanowaniem czy jakimikolwiek innymi przymiotami, które byłyby przydatne w tej całej sytuacji.
- MORDA W KIBEL, IMPOTENCIE - wydarł się z mocą wołu prosto w ten radar, który niby miał robić za eligiuszowe uszko. I jeśli w garnizonie stacjonował ktokolwiek wyższy stopniem od Wiśni - albo i od Ra, byle ogarnięty - to mieli teraz epicko, dokumentnie i nieodwołalnie przesrane, bo tego ryku nie dało się nie usłyszeć. Nie po to Leopold do czternastego roku życia wypluwał z siebie płuca i przeponę na zajęciach ze śpiewu chóralnego, żeby teraz nie móc z tego zrobić pożytku.
Jeszcze dla pewności strzelił Aleszce po mordzie prawego sierpowego zasilanego absolutnym wkurwieniem. Większą moc miałby ten cios chyba tylko wtedy, gdyby Leo wsparł go nanokadabrami.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pią Lip 27, 2018 2:14 pm

- Co ty mi tu IMPUTUJESZ? - ryknął jeszcze, tak dla odmiany, na Ra. Że niby co? Że ona go tutaj tak podstępem od pedała wyzywała?
Ale mniejsza. Mazur wydarł mu się do ucha, Ra ich rozdzieliła, Wiśnia stał w drzwiach, patrząc na to wszystko wzrokiem martwej ryby, która nie dość, że umarła, to jeszcze w jakiś kompletnie debilny sposób, Ra rozdzieliła paski obu dzbanów, Leopold przypierdolił Aleszce w ryj i wtedy się zaczęło.
Eligiusz się zatoczył, sapnął i spojrzał na swoją najlepszą psiapsi ever wzrokiem bazyliszka i wkurwionego berserka. O Eligiuszu należało wiedzieć jedno - nie grzeszył inteligencją. Nie miał w sobie sprytu. Na ucho nadepnął mu słoń i potrafił grać tylko i wyłącznie na nerwach. Nie malował, nie posiadał właściwie żadnego talentu. Potrafił gotować, choć to i tak tylko i wyłącznie dzięki matce i wielu godzinach poświęconych na pomaganie w knajpie pani Marioli. Niemniej Eligiuszowi należało przyznać jedno - skurwysyn był naprawdę silny. Braki wiedzy i jakiegokolwiek talentu rekompensował sobie ćwiczeniami fizycznymi.
A teraz był dodatkowo srodze wkurwiony, bo dostał po ryju, wyzwano go od pedałów i był głodny. Dlatego rzucił się na Leopolda z rykiem niedźwiedzia.
I wtedy właśnie nastąpił armagedon.
- Kurwa mać, Wiśnia, co tu się dzieje?
To był głos, przed którym powinni drżeć wszyscy. Tak zimny i tak spokojny, że przypominał sunącą górę lodową i to taką, o którą rozjebał się Titanic. Na pewno zadrżał Wiśnia, zamarł i odwrócił się bardzo powoli w stronę nowoprzybyłego.
- P-p-p-paaanie p-p-ppppuuuł...
- Zadałem proste pytanie, kto drze mordę na mojej kompanii o drugiej nad ranem?
Wiśnia został potrącony ramieniem przez wchodzącego do kwatery pułkownika. Pułkownika w pasiastej, wojskowej piżamie i już nie takich wojskowych kapciach.
Podsumujmy sytuację. Wiśnia pobladł, wgapiając się w dowódcę garnizonu Korniejewo jak w najgorszy koszmar. Leopold i Eligiusz - ten drugi totalnie sytuacji nie zarejestrował - napierdalali się na środku pokoju, drąc przy tym mordy, jakby kto im za to płacił. A Ra stała w tych swoich koronkach w koszarach, czyli w stroju tak bardzo mocno nieregulaminowym, że to uderzało o bruk.
- Ppanie pułkowniku, porucznik Wiśnia melduje, że przybyła Husaria.
- To ma być husaria? Dwóch jełopów i panna w koronkach?
Wiśnia się zaciął, bo nie wiedział, co powinien powiedzieć.

avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pią Lip 27, 2018 7:59 pm

– Nic, nic, chłopczyku – odpowiedziała jedynie na pytanie Aleszki. Niech się domyśla, co zamierzała mu przez to powiedzieć.
Dwójka dzbanów postanowiła w końcu się rozłączyć przy jej małej pomocy. Wtedy się wyprostowała i nie wiedziała nawet, jak tych idiotów uspokoić. Czuła w kościach, że to wszystko źle się skończy, naprawdę. I tylko napytają sobie biedy, a ona, jako dowódca, zapewne będzie miała najbardziej przejebane. Miała ochotę wyciągnąć fajki, odpalić jedną i mieć już na wszystko wyjebane… Bo najwidoczniej na tych młotków nic nie podziała, choćby im groziła nie wiadomo czym… Wisienką na torcie okazał się być krzyk Leopolda. A ona uważała go za bardziej rozgarniętego od Aleszki. No cóż, każdy popełniał błędy.
– No to mamy przejebane – powiedziała jedynie. Westchnęła ciężko i przeczesała palcami blond włosy. Długo nie musieli tak naprawdę czekać. Do ich kwatery wpadł sam podpułkownik. No cudownie, po prostu wspaniale. W przeciwieństwie do Wiśni, nie zamierzała jednak srać w majtki jak jakiś dzieciak. Po raz kolejny westchnęła ciężko i z całej siły kopnęła dzbanów, nie zwracając uwagi na to, czy przypadkiem nie kopie ich po nerkach. – Wstawać, jełopy – powiedziała tym głosem, który niczego dobrego nie zwiastował. Ra oczywiście doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jej strój nijak był adekwatny do koszar i prędzej powinna ubrać na siebie taką pasiastą piżamkę. No ale… na wszystko znajdzie się wytłumaczenie, prawda? – Panie pułkowniku, sierżant Rha’thel Magornith, a to kapral Aleszko i kapral Mazur, 3 Batalion Piechoty Zmotoryzowanej „Husaria” – przedstawiła siebie i swoich… towarzyszy broni. Oczywiście nie zamierzała salutować ani nic z tych rzeczy. Nie byli w mundurach.
Co miała powiedzieć na tych dwóch jełopów? Jak będą sam na sam to pewnie im nogi z dupy powyrywa, aczkolwiek sama święta nie była. Powinna spać w dwuczęściowym pasiaku, a nie w jedwabiu i koronkach. Te wojskowe piżamy były jednak tak szkaradne, że nawet Miss Polski Elfickiej wyglądałaby w niej kompletnie aseksualnie. Pewnie o to chodziło, ale cóż… Ra miała trochę inne standardy.
– Co do tych dwóch jełopów, panie pułkowniku, to niech się sami tłumaczą, ja przed nimi świecić oczami nie będę. Zaś jeżeli chodzi o moją osobę… Od trzynastu lat jestem w czynnej służbie wojskowej, stopnia nie wygrałam w chipsach, jak co niektórzy, a za zasługi na polu bitwy. Do Husarii nigdy nie aplikowałam, dostałam propozycję przeniesienia. Proszę wybaczyć, panie pułkowniku, ale uważam dyskredytację mojej osoby na podstawie koronek za niesłuszną i niesprawiedliwą. W ciągu trzynastu lat swojej służby nie raz, nie dwa miałam okazję stanąć oko w oko z jegrem i jak widać, wciąż żyję. – Nie potrafiła siedzieć cicho. Większość osób zapewne podkuliłoby ogon i zaczęłoby błagać o wybaczenie. Jednakże ona swój honor miała i dupy pułkownika lizać nie zamierzała, ot co. Mężczyzna nie musiał się jej zbytnio przyglądać, by zobaczyć paskudną bliznę, która rozpoczynała się na lewym ramieniu, przechodziła przez pierś i ciągnęła się dalej, aczkolwiek to już było poza wzrokiem pana pułkownika.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pią Lip 27, 2018 11:16 pm

W chwilach takich jak ta Leopold był wręcz boleśnie świadom, że Aleszkę lepiej było żywić, niż nokautować - a to wiele mówiło o tym, jaki skurwol był wytrzymały, bo przecież czasem na jeden posiłek żarł więcej, niż Mazur przez cały dzień. Osobiście, ciemnowłosy był święcie przekonany, że albo Eligiusz urodził się z mithrilową czaszką albo nabrał cudownej odporności już we wczesnym dziecięctwie, niewątpliwie raz po raz wypadając matce z kołyski. Takie tam hartowanie się od wczesnych lat.
Przez dobrą chwilę tarzali się i turbowali. Leo wyłapał solidnego gonga na nos. Coś mu tam niewąsko chrupnęło i już od pierwszej sekundy po tym przykrym zdarzeniu czuł, jak cały ten jego nos zaczyna puchnąć. Kapral pewnie byłby nadal próbował odwdzięczyć się Elce pięknym za nadobne, ale jakimś skrajem świadomości odnotował, że do kwatery wparował huragan w pluszowych bamboszach. Huragan o zimnym, stalowym głosie z gatunku tych, których nawet nie trzeba podnosić, żeby w klasie pełnej niesubordynowanych kotów nastała cisza jak makiem zasiał. Przy takim wokalu Ra mogła sobie ten swój specjalny głos w dupę wsadzić.
Wbrew pozorom, Leopold miał całkiem spory instynkt samozachowawczy.
- Kurwa, spokój, chuju niemyty - syknął do Eligiusza, a kiedy to nie poskutkowało, uciekł się do jedynej słusznej w takiej sytuacji metody. Kompletnie nieczyste zagranie, cios poniżej pasa i tak dalej.
Złapał go za ucho i pociągnął.
Motywowany wizją spędzenia reszty życia w karcerze, albo, co gorsza, w kompanii karnej, dokonał cudu zręczności i wyczołgał się spod Elki, cały czas ciągnąc go ze sobą. A gdy już obaj byli w pionie (gdy Leopold uświadomił sobie, jak komicznie muszą wyglądać: oni z pobitymi mordami i rozpiętymi spodniami, a ich sierżant w tej seksownej bieliźnie, poczuł, jak wzbiera w nim rzęsiste rżenie, porównywalne do tego na placu w Korniejewie, gdy Wiśnia meldował się Ra), Mazur natychmiast stanął na baczność. Ra może i była nieregulaminowo ubrana, ale dzięki jej wspaniałej gadce to oni dwaj będą mieli przejebane, tego Leo był pewien. Był również pewien, że Ra może się w najbliższym czasie spodziewać niespodzianki w swoich mundurowych butach - choćby kapral miał przetrząsnąć całe Korniejewo w poszukiwaniu kota, to zrobi to, znajdzie jakiegoś zafajdanego sierściucha i zmusi go, żeby nasrał pani sierżant do desantów.
Bo kumpli się nie sprzedaje.
Zwłaszcza, jeśli się jest tych kumpli przełożoną.
Na razie jednak Leopold stał na baczność, z tymi niedorzecznie rozpiętymi spodniami, potargany, poturbowany i starający się wyglądać totalnie niegroźnie. Ja, panie władzo? Ja przecież jestem niewinny. Wrobiono mnie, aż krzyczał całym sobą. Mimo że był prawie pewien, że pan pułkownik jest zbyt sprytną starą wygą, żeby się na takie sztuczki nabrać.
Tym bardziej, że Mazur od dłuższej chwili miał pewien solidny problem powiązany z rozjebanym nosem.
A mianowicie - krew mu spływała w dół gardła.
I wreszcie nie wytrzymał: zakrztusił się, a potem splunął krwią na ziemię.
Prosto na puchate bambosze pułkownika.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Sob Lip 28, 2018 10:19 pm

Wiśnia z pewnością na dźwięk TEGO głosu Ra zachłysnąłby się powietrzem ze strachu. Pułkownik ten głos mógł zadeptać swoim papuciem i wyśmiać, gdyby tylko miał taką ochotę - ewidentnie jednak chęci podobnych nie miał, bo był zwyczajnie i bardzo widocznie wkurwiony, że go jakaś banda dzbanów budzi w środku nocy.
Aleszko... cóż. Uszy miał wrażliwe. Stęknął głośno na to szarpanie za ucho, ale udało mu się stanąć na równe nogi. I wtedy zobaczył pułkownika i jakoś tak zmalał w oczach. Trzymał się za swoje napuchnięte ucho - i w sumie Mazur mu je trochę naderwał tym szarpaniem - ale zaraz ręce opuścił sztywno. Oko miał zresztą również podbite. Posłał Ra wściekłe spojrzenie, bo toż ich właśnie bezczelnie podjebała. Ale nie był takim kozakiem, żeby się odezwać. Kozak przy kolegach, pizda przy dowódcy. Klasyka.
Wróćmy jednak do Pana Pułkownika. Podczas wywodu pani sierżant przyglądał jej się z dołu - bo jebany miał jakieś metr siedemdziesiąt pięć w papuciach - bez cienia wyrazu na twarzy. Na sam koniec lewa brew mu drgnęła i to był jedyny pokaz ekspresji mimicznej z jego strony.
- Wzruszająca historia, pani sierżant - oznajmił głosem szorstkim jak papier ścierny, komentując w ten  sposób tę drugą część jej wypowiedzi. - Uważam, pani sierżant, że dyskredytacja pani osoby nastąpiła w miejscu, w którym nie potrafiła pani zapanować nad swoimi ludźmi. - W tym miejscu nastąpiła chwila przerwy. Takiej krótkiej, na dwie sekundy. - Jest pani dowódcą, więc, owszem, będzie pani za nich świecić oczami i to jest i słuszne, i sprawiedliwe. Uważa pani, że gdybym w wyniku niesubordynacji lub niewłaściwego wykonania rozkazów przez moich podwładnych, stracił stanicę Korniejewo, stanąłbym przed hetmanem i oznajmił mu, że nie będę świecił oczami za ich niekompetencję? - Wszystko powiedział to powoli, spokojnie, nie zmieniając tonacji nawet na jeden moment. - Skoro nie potrafi pani wziąć odpowiedzialności za nieprzestrzeganie ciszy nocnej przez podległych pani żołnierzy, jak wyobraża sobie pani odpowiedzialność za większą grupę ludzi? Jak mam oddać pani swoją drużynę, dziesięciu żołnierzy i jeszcze kilku cywilów, skoro ma pani problem z dwójką? Na pani miejscu zastanowiłbym się, czy wojsko jest odpowiednim miejscem dla pani, ewentualnie proszę może spróbować w WOG-u, na pewno również potrzebują ludzi w kadrach administracyjnych. Tam nie będzie pani zmuszana do dowodzenia kimkolwiek, być może udałoby się pani podołać. - W tym miejscu pułkownik rzucił promieniujące chłodem spojrzenie na Mazura i Aleszkę. Krótkie, pobieżne, by zaraz jednak wrócić do beznamiętnego opierdalania pani sierżant Magornith. - Nie wzbudza pani respektu wśród swoich ludzi, jak mają panią szanować jako dowódcę i człowieka, skoro paraduje pani przed nimi w koronkach, jako podmiot czynności seksualnych? Nie życzę sobie żołnierzy w takim stroju w koszarach, nie wiem, czy zdaje sobie pani również sprawę, pani sierżant, że jako kobieta powinna pani znaleźć się w osobnej kwaterze, żeńskiej. To kolejne rażące naruszenie regulaminu, a znajdujecie się tu nie dłużej niż od godziny. - Jak w ogóle można było tak bardzo beznamiętnie się wyrażać, bez cienia czegokolwiek na twarzy? Nie bez powodu został mianowany dowódcą garnizonu, mimo niskiego wzrostu żołnierze od Korniejewa aż do Warszawy wymawiali jego imię ze strachem i czymś na wzór nabożnej czci. To był człowiek twardy jak stal i to tak kurewnie bardzo, że prędzej by się pewnie złamał niż wygiął.  - Nie będę wdawał się z panią w polemikę, nie zamierzam słuchać pani tłumaczeń. Nie opuścicie rano garnizonu, będziecie czekać na rozkazy w koszarach, bo mam w chwili obecnej wielkie wątpliwości, czy aby na pewno podoła pani zadaniu razem ze swoimi ludźmi i wolałbym wysłać podporucznika Wiśnie na pani miejsce. Skontaktuję się również z major Wilczyńską, bo jestem ciekaw, co nią kierowało, gdy typowała spośród swoich ludzi odpowiednich kandydatów i dlaczego wybrała kogoś bez śladu zdolności przywódczych. Niech będzie pani pewna, że zasugeruję jej zastosowanie środków lub kar dyscyplinarnych. Czy to jest zrozumiałe? - Dopiero tutaj dał Ra czas na faktyczną odpowiedź, jednocześnie ton jego głosu sugerował, że jakakolwiek inna odpowiedź niż "tak jest, panie pułkowniku" rozpęta ekskrementornado.
Ale wtedy Mazur postanowił napluć dowódcy na bambosze. Piękne, szarozielone papucie, puchate i w ogóle cudowne. Wtedy brwi pana pułkownika uniosły się do góry i przez krótką chwilę przyglądał się szkarłatnym plamom, by jednak zaraz unieść wzrok z powrotem na Leopolda. Patrzył tak na niego dłuższą chwilę w bolesnej ciszy.
- Podporuczniku Wiśnia, proszę zaprowadzić pana kaprala do dyżurnego ratownika medycznego.
Ale żyłka na czole to mu zaczęła pulsować. Wiśnia zasalutował i grzecznie czekał na zewnątrz na Mazura. Bo toż ten powinien zaraz wyleźć i natemtychmiast udać się za oficerem, kompletnie niczego nie mówiąc.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Sob Lip 28, 2018 11:11 pm

Leopold zbladł jak ta przysłowiowa ściana, kiedy jego mózg postanowił zafundować mu przejażdżkę w slow motion. Cały czas świata zwolnił, a kapral bezradnie patrzył, jak szkarłatne krople nieznośnie powoli i w pełnym HD szybują przez pokój, z głuchym hukiem rozpryskując się na puchatej strukturze obuwia pana pułkownika.
O nie, jesteśmy zgubieni, pomyślał flegmatycznie i z jakąś taką totalną rezygnacją.
Apatycznie wpatrywał się w pulsującą na czole pułkownika żyłkę. W tej chwili był absolutnie pewien, że to właśnie z takich żyłek plecie się liny na szafot. Przemknęło mu też przez myśl, że całe to krwioplucie nie miałoby miejsca, gdyby tylko miał jakąś praktykę w połykaniu gęstych wydzielin ciała.
A potem wszystko wróciło do normy. Leopold słyszał w normalnym zakresie decybeli i widział z normalną prędkością. I wreszcie dotarła do niego cała waga opierdolu, jaki spadł na głowę Ra. Mazur zerknął na swoją bezpośrednią przełożoną. A potem zachował się tak, jak by można się tego spodziewać po bez reszty wyrachowanym osobniku: nie odezwał się ani słowem. Nawet żadnym gestem nie stanął w obronie Ra.
Ale z zupełnie nieegoistycznej przyczyny, wbrew pozorom.
W kapralu aż się zagotowało po tej przemowie. Co prawda, zgadzał się z pułkownikiem co do tej części o odpowiedzialności dowódcy za poczynania swoich ludzi i właśnie w tym sensie czuł się sprzedany, ale hej, to, że dwóch podwładnych zachowało się jak banda szczeniaków nie znaczyło, że Ra była nic niewarta. Na polu walki Eligiusz i Leopold podążali za jej rozkazami, czasami jedynie w sytuacjach kryzysowych dodając odrobinę własnej inwencji, kiedy należało improwizować. I nawet wtedy elfce nie pyskowali. A przynajmniej nie za bardzo. Co tu dużo mówić - szanowali ją jako przełożoną, w końcu nie raz i nie dwa udawało im się wyjść cało z opresji tylko dzięki jej decyzjom.
A tu jakiś zjeb sugeruje, że ich najlepsza kumpela jest niekompetentna i robi jedynie za darmową dziurę dla trepów.
Leopold w pierwszej chwili miał chęć wyjebać panu pułkownikowi, tak, żeby ten zapluty karzeł miał jeszcze bliżej do podłogi.
Drugim impulsem było natomiast to, by równie grzecznie, co chłodno wyłuszczyć mu, że bardzo się myli, że Aleszko i Mazur bardzo panią sierżant szanują, a w walce to już w ogóle prędzej by zaufali jej niż jakiemuś pułkownikowi na kiju.
Tylko że Leo był wyrachowany.
W ułamku sekundy przeanalizował całą sytuację, wszystkie za i przeciw, możliwe korzyści i niekorzyści.
I wyszło mu, że gdyby zrobił którąkolwiek z tych rzeczy, to oni wszyscy - a Ra w szczególności - prawdopodobnie nie mieliby już czego szukać w wojsku. Kiedykolwiek.
Więc zmilczał.
Zaciskając usta w wąską linię, zasalutował i dołączył do Wiśni czekającego na korytarzu.

[z/t]

avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pon Lip 30, 2018 12:00 pm

Była zła. Na siebie, na tych dwójkę dzbanów. I wiedziała, że powinna była powiedzieć coś zupełnie innego, jednakże złość wzięła górę. Problem polegał na tym, że źle do tego podeszła. Prawda była taka, że nie potrafiła Aleszki i Mazura traktować jako swoich podwładnych. Byli przede wszystkim kumplami, którzy ją wkurwiali na każdym kroku i wiele razy miała ochotę im przyjebać tak, że by im poszło w pięty… Na polu bitwy było oczywiście zupełnie inaczej, jednak teraz znajdowali się w trochę innej sytuacji. Nieco luźniejszej. Do czasu, gdy nie wpadł pułkownik, który postanowił ją zjechać jak burą sukę od góry do dołu. Słuchała uważnie, zaciskając przy tym palce w pięść. Że nie panuje nad własnymi ludźmi? Ten człowiek nie wiedział, co mówił. Język ją świerzbił przez całą jego rozmowę. Może dostanie dyscyplinarkę, może zabiorą jej stopień. Miała to w dupie, ale nie pozwoli się tak traktować. Mógłby być i samym Królem.
Czarę goryczy i jednocześnie dziwnego poczucia zażenowania przelały słowa, że to Wiśnia pójdzie na jej miejsce. Nie wiedzieć czemu, ale… zaśmiała się. Krótko, z lekką pogardą.
– Proszę wybaczyć, pułkowniku, jednakże nie uważam, by porucznik Wiśnia był odpowiednią do tego osobą. – odpowiedziała ze spokojem w głosie. – W momencie naszego przybycia zaczął mi się meldować, a nasze osoby sprawiały, że trząsł się jak osika.– Wzięła głębszy wdech. Nie zamierzała po prostu dać tak za wygraną. Nie ma tak łatwo. – To, że pan widzi we mnie podmiot czynności seksualnych, to świadczy to o panu, a nie o nich. Nasza trójka jest jak rodzeństwo. – Grabiła sobie chyba coraz bardziej, ale w sumie i tak miała już przejebane, więc co jej szkodziło? Nic do stracenia nie miała, a tak chociaż powie to, co chciała. – Z jedynym jednak muszę się z panem zgodzić. Fakt, że powinnam ich tłumaczyć… Moja osobista złość na nich nieco przeważyła. – W tym wypadku miał rację. I tu nie chodziło nawet o to, że była ich przełożoną. Jeszcze. A to, że po prostu byli przyjaciółmi i za nimi powinno się wstawiać, a nie sprzedawać. – Ci dwaj to dzbany, którzy potrafią irytować, być nieznośni i wiele razy miałam ochotę ukręcić im łeb. Jednakże na polu bitwy są niezastąpieni. Cała nasza trójka ze sobą współpracuje, jesteśmy idealnie ze sobą zgrani. Gdy jeden narząd jest niesprawny, choruje całe ciało. Tak jest też i w naszym wypadku. Mogę zostać, według pana rozkazów. Tą decyzją narazi jednak pan niewinnych cywili na niebezpieczeństwo. Czy podporucznik Wiśnia wie, jakimi zaklęciami posługują się Mazur i Aleszko, zna mechanikę ich działania, ograniczenia? Zna ich możliwości? Lata spędziliśmy na wspólnej walce ramię w ramię i znamy siebie na wskroś. To sprawia, że wszystko działa tak, jak powinno… Jednakże pan tu decyduje, pułkowniku i dostosuję się do pana decyzji. – Była spokojna. W przeciwieństwie do Leopolda czy Eligiusza, nie zamierzała siedzieć cicho. – Eli, Leo, wybaczcie – powiedziała jedynie do nich posyłając im lekki uśmiech. Rzadko kiedy przepraszała. Rzadko kiedy przyznawała się do błędu. Jeżeli zaś chodziło o ich przełożoną… Z wielką chęcią spotka się z panią major. – To wszystko, co mam do powiedzenia. – Dodała jedynie, by następnie zobaczyć Elżunię plującego krwią na bambosze pułkownika. Westchnęła ciężko. Klepnęła go jedynie po ramieniu gdy wychodził, nic nie mówiąc.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Sob Sie 11, 2018 1:04 am

Spuśćmy kurtynę miłosierdzia na tę scenę. Na zakrwawione bambosze pułkownika, na jego zimne spojrzenie. Pomińmy jego uniesioną lewą brew. Pomińmy Eligiusza, w którym się gotowało od złości i pyskówki.
Ra nie powinna była odzywać się do dowódcy w taki sposób. Definitywnie nie powinna była wypowiadać tych słów i poprzedzać ich tym pogardliwym śmiechem. Był dowódcą. Nie był podporucznikiem Wiśnią, po którym można było jeździć jak po burej suce, a ten by jeszcze podziękował. Nie był kimś, kto lubił się patyczkować w takich sytuacjach. Nie znosił niesubordynacji pośród swoich własnych ludzi - a co tu mówić o takich, jak ta trójka z Husarii? Byli tutaj gośćmi. Przyjechali i mieli się podporządkować.
Pułkownikowi nie imponowała bezczelność.
Nie skomentował już niczego odnośnie Wiśni czy podmiotów seksualnych. Skupił się na dalszej części.
- Ponownie wzruszające słowa, pani sierżant - skwitował bez cienia emocji w głosie. - Nie wyraziłem się dość jasno: żadne z was nie pojedzie do Zony, nie tylko pani zostanie odesłana do Warszawy. Nie potrzebuję ludzi, którzy nie potrafią słuchać rozkazów. Którzy nie potrafią się podporządkować, rozumie to pani? Proszę już nie odpowiadać - uniósł nawet dłoń, aby ją tym gestem uciszyć, jeśli próbowała się jeszcze odezwać. - To wszystko, co miała mi pani do powiedzenia mi wystarczy.
Wystarczy do zdegradowania i zesłania do kompanii karnej.
Ale tego pułkownik już nie powiedział. Nie musiał.
I wtedy na jednostce zabrzmiał alarm. Pułkownik odwrócił się w stronę drzwi.
- Zostajecie tutaj, dopóki nie wydam wam innego rozkazu - oznajmił cierpko.
I poszedł w pizdu, żeby sprawdzić, co się dzieje, gdzie i jak. Ledwo drzwi się za nim zamknęły, to Eligiusz wybuchnął.
- Co za knur, kurwa, jebany pasztet śląski, cholera, widziałaś go? - warknął i pokazał drzwiom środkowego palca. - Pizdogon jeden. Ja jebię. Jak on puści raport do Wilczyńskiej, to jesteśmy ujebani.

avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Sob Sie 18, 2018 10:23 pm

Wszystko szło zgodnie z planem Ra. Nie zamierzała milczeć z jednego powodu – by jak najbardziej oberwało się jej, a po Mazurze i Aleszce cały incydent spłynął jak po kaczce. Miała nadzieję, że pan pułkownik, w raporcie do Wilczyńskiej, skupi się na jej osobie, a nie na Eligiuszu i Leopoldzie. Ona z Wilczyńską miała swoje układy i nawet jak przyjdzie jej się dostać porządny opierdol, to jakoś to przeżyje. Prawdę powiedziawszy bywała w gorszej dupie w swojej wojskowej karierze, więc może i tym razem nie będzie tak źle. Nie zamierzała jednak już nic mówić. Wysłuchała ze spokojem tego, co miał facet do powiedzenia i przytaknęła jedynie głową na znak, że rozumie – skoro kazał już się nie odzywać, to tak zrobiła. Gdyby miała mundur na sobie, pewnie jeszcze na odchodne by mu zasalutowała, ale w bieliźnie i bez nakrycia głowy nie wypadało, dlatego stanęła jedynie na baczność. A gdy już poszedł… cóż. Wyciągnęła ze swojego plecaka paczkę fajek. Wyciągnęła jednego papierosa, a następnie wyciągnęła paczkę w stronę Elki.
– Owszem, widziałam. Urocze miał kapciuszki – powiedziała, odpalając przy tym fajkę. – Luzuj poślady. Postarałam się o to, bym co najwyżej ja była uwalona. Jeżeli dobrze poszło, w raporcie skupi się na mnie, a po was cała akcja spłynie jak po kaczce. Co do Wilczyńskiej… postaram się ją jakoś udobruchać. – Była spokojna. Bo co miała innego robić? Panika na nic się tu nie przyda. Cóż, szkoda, że nie pojadą do Zony, miała ochotę rozwalić kilku jegrom łby, no ale bywa. Życie. – Idę się przebrać, mam wrażenie, że spać na razie i tak nie pójdziemy. Wolałabym tego jedwabiu nie brudzić. Cholernie drogie to było. – Humor się jej trzymał. No cóż. Gorzej raczej być nie może, więc płakać nie było sensu. Wzięła bardziej przyzwoite ciuchy – to jest bojówki, szary T-shirt bez żadnego – i przebrała się w łazience, by wrócić do Elki. – Mazura nie ma, ale najwyżej zje później, jedz póki spokój. – Ona również wychodziła z tego założenia. Chwyciła za konserwę, za chleb i wzięła się za pałaszowanie.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Czw Sie 30, 2018 9:12 pm

Eligiusz od razu łapsko po fajkę wyciągnął. A jakże. A zaraz po tym i po zapalniczkę, bo przecież jego skończyła w kieszeni Mazura.
- Bez jaj, Maleńka, jak będziemy ujebani, to wszyscy. Leo też ci to powie - parsknął i wzruszył ramionami, beztrosko i bezczelnie strzepując popiół bądź gdzie bądź. Czyli na podłogę.
Bo gdzieżby to tak? Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Byli jak trzech muszkieterów. Jak Atomówki, kurła. Bójka, Bajka i Brawurka.
Ale. Mniejsza.
Ra poszła się przebrać, Elka w tym czasie wypalił swojego peta i wyjebał go za okno - które zostawił już otwarte - i sam wziął się za pałaszowanie konserwy. Z chlebem. Tylko że najpierw spodnie zapiął, a jak.
- Ty wiesz, że mi o tym dwa razy mówić nie trzeba. - W kwestiach żywieniowych zawsze docierało. Pieprzone zawsze. - Mazura coś długo nie ma. Mam wrażenie, że coś odpierdolił, ale nie wiem co.
W tym miejscu rzucił Ra spojrzenie znad konserwy, jakby szukał u niej jakiegoś potwierdzenia, że tak być musiało.

avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pon Wrz 03, 2018 8:30 pm

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego... czyli cała trójka miała przejebane u Wilczyńskiej, chyba że zdarzy się jakiś cud i szanowny pułkownik w uroczych kapcioszkach postanowi jednak nie spisać na ich temat notatki. Albo że takowa nawet nie dojdzie do Warszawy i tyle będzie z tego. Miała jednak nadzieje, że będzie w stanie coś zdziałać, a chociaż w kwestii chłopców. Na sobie jej aż tak bardzo nie zależało, aczkolwiek miło by było nie stracić stopnia, na który tak ciężko pracowała. W porównaniu do takiego Wiśni, z którego był chuj, nie żołnierz, a na widok jegra to pewnie zesrałby się w gacie.
– Jakoś to będzie. Choć prawdę powiedziawszy to wolę stado jegrów niż wściekłą Wilczyńską... no ale bywa. – Nie było co płakać nad rozlanym mlekiem tak naprawdę. Zawsze mogło być gorzej. Dostaną zapewne reprymendę, poczyszczą kible... w najgorszym wypadku spadną szczebelek niżej w wojskowej hierarchii, ale nie spodziewała się, żeby ich wywalili. Byli zbyt dobrymi żołnierzami i Wilczyńska o tym wiedziała.
Ra była głodna jak cholera, więc też wzięła się za pałaszowanie z nadzieją, że nie wyżrą wszystkiego i dla Mazura też coś zostanie. Choć znając życie, dla Leosia zostaną tylko piętki.
– W sumie fakt... ale ja się stąd nie ruszam, rozkaz to rozkaz. Chyba że szanowny pułkownik zmieni zdanie – odpowiedziała, wzruszając ramionami, biorąc przy tym kolejny kęs konserwy.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pon Wrz 03, 2018 10:55 pm

Gdyby Wiśnia nie był właśnie zajęty miotaniem się i tak dalej i gdyby właśnie tam był, potrząsnąłby głową i wydukał, że raport pójdzie na pewno. Problem polegał na tym, że miał znacznie ciekawsze rzeczy do roboty. A Eligiusz... no cóż. Nie wiedział. Nie znał tego dzbana w papuciach, nie znał obyczajów na Korniejewie i w sumie miał to wszystko głęboko w dupie.
Za miał pewność co do jednego - że i tak wszyscy dostaną opierdol i baty, bo żaden z nich nie zostawi Rha'thel samej w takim gównie.
Parsknął krótkim śmiechem.
- Lepiej stać przed balrogiem niż Wilczyńską - podsumował, jakże trafnie, i ponownie skupił się na żarciu. Tyle że specjalnie odłożył na bok dwie konserwy i cały bochenek chleba. Dla Leopolda.
Bo przecież jakby mu niczego nie zostawili, to byłby zaraz płacz i zgrzytanie zębów, kolejne porcje marudzenia i chuj wi, co tam jeszcze by Mazur wymyślił, byleby im życie za zżarcie wszystkiego utrudnić i obrzydzić do granic możliwości.
Jedli, jedli. A po odpowiedzi Ra Eligiusz skrzywił się potężnie.
- Dupa mnie swędzi, żeby iść i go poszukać. Bo jak alarm jest przez niego i się z kimś napierdala, to gówno zrobi beze mnie - westchnął ciężko, wzruszył ramionami i odrzucił na bok pustą puszkę. - Idę się wysrać. I wykąpać. Czuję, że jebię, a jak ja czuję, to pewnie wszyscy czują.
Po tych słowach podniósł się, przeciągnął, wyszperał ze swojego plecaka czyste szmaty oraz sudoku razem z przyczepionym doń długopisem, a następnie zamknął się w łazience, żeby się na spokojnie wysrać, rozwiązując przy tym to dziadostwo - ledwo, bo ledwo, ale zawsze - a następnie się umyć.
__________
Mazur, możesz powrócić :V

avatar
Ra
Zobacz profil autora

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pon Wrz 03, 2018 11:12 pm

Łudzić się zawsze można było, na chwilę obecną niewiele mogli z tym zrobić. Zajebali sprawę, Wilczyńska pewnie im z dupy zrobi jesień średniowiecza. No cóż, najlepszym się zdarza. Ra miała jednak nadzieję, że rozejdzie się po kościach. Mogła w sumie nawet stracić stopień, byle tylko pozostać w husarii. Na tym akurat jej zależało. Znając jednak życie i Wilczyńską, to mogło być różnie. Dowiedzą się zapewne dopiero po powrocie do Warszawy (a to przyjdzie o wiele szybciej niżeli im się wydawało, chyba że jeszcze tu ich coś zatrzyma).
Doceniała fakt, że chcieli stanąć za nią murem, aczkolwiek to powinno być zupełnie na odwrót. W jednym pułkownik miał rację – to ona musiała świecić za nich oczyma, nie na odwrót.
– Oby nie miała okresu, jak dostanie raport – dodała jeszcze. Hormony jeszcze wszystko by popsuły. W sumie to nie wiedziała, czy Wilczyńska jako hybryda w ogóle okres miała, no ale to już inna sprawa. Wiadomo o co chodziło. Trzeba było mieć nadzieję, że będzie w całkiem niezłym humorze.
– Też chciałabym wiedzieć, czy z tym dzbanem wszystko w porządku… – mruknęła pod nosem, zjadając ostatnią kromkę chleba, już suchego, bo konserwy zabrakło. Zdecydowanie za mało jak na jej przemianę materii (ave elfickie geny!), no ale trzeba było jakoś się tym zadowolić. – Tak, jebiesz na kilometr. Umyj się bo jeszcze jegrów nam tu ściągniesz. – Syf i smród to była ich domena, więc nigdy nic nie wiadomo. Ra miała jednak nadzieję, że te słowa nie były swego rodzaju proroctwem i alarm nie rozbrzmiewa z powodu ataku zarazy.
W czasie, gdy Aleszko brał prysznic (swoją drogą, siedział w tym kiblu dłużej niżeli przeciętna baba), ona czytała książkę. Wbrew pozorom nie było to żadne romansidło, a podręcznik akademicki. Marzyły się jej studia i stopień oficerski, więc nadrabiała braki w swojej edukacji jak tylko mogła.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pon Wrz 03, 2018 11:34 pm

Mazur, co prawda, brał udział w pewnej inbie i poniekąd to faktycznie przez niego alarm nakurwiał, ale w ogóle się do tego wszystkiego nie poczuwał. No bo hej, a co to, jego wina, że z Wiśni taka pizda była, że dał sobie wlepić kleszcza na ryj? No nie. Więc o co to całe halo.
Wparował na kwaterę jak do siebie, no, może tylko otwarcia drzwi kopniakiem zabrakło.
- Ej, Elka, Ra, czajcie, jaka akcja! - powiedział dziwnie nosowym głosem. Opatrunek na ryju, wszystko jasne. - Kurwa, stary, jaka inba, w życiu nie uwierzy... O, żarcie - ucieszył się na widok suchego prowiantu. Ale zaraz zmarszczył to swoje śliczne czółko myśliciela. - A nie było aby czegoś do opierdolenia na ciepło...? Ra, ty mi prawdę powiesz, czy Elka zajebał mi moją porcję?!
Zaraz jednak machnął na to wszystko ręką.
- A zresztą, chuj z tym.
Z trzaskiem urwał sążnisty kawał chleba i od razu wpakował go sobie do ryja. Dalej kontynuował swoją opowieść przeżuwając i próbując otworzyć konserwę. Multitasking, kurwa.
- Weźcie, kurwa, jaka akcja - ciamknął. - Wiśnię poskładało, kleszczem wyrwał na pięty. A ja sam jeden, SAM JEDEN! Musiałem się z nim bić. Byłem z nim uwięziony w takiej małej klitce w umieralni, totalnie zero miejsca na manewry, a ten mnie jak nie złapie za gardło!
Leopold przerwał na chwilę, żeby przełknąć. Udało mu się otworzyć konserwę, więc wyciągnął z kieszeni nóż i od razu wydobył sobie z niej kawałek tego pożal się Boże mięska.
- No, i mówię wam, w pewnej chwili to mi całe życie przeleciało przed oczami, jak mi mało co serca nie przegryzł, ledwo co mu się wywinąłem, złożyłem go kopniakiem wpół. A później to chyba z godzinę go podduszałem do podłogi, skurwesyn jak małpa wierzgał, pewnie będę miał jutro zakwasy, Ra, wymasujesz mi? - zapytał przymilnie, nadal przeżuwając. - Zresztą co tam zakwasy. Jak wparowali tam operacyjni, to takie ohohoho, husaria to jednak jest, po plecach mnie klepali i od razu medal mi chcieli dać za ocalenie tej sieroty - kontynuował jak gdyby nigdy nic. Jakby to wszystko nie miało znaczenia, a on, Leopold Mazur, robił takie rzeczy codziennie, i to jeszcze przed pierwszym szlugiem i poranną kupą. - Tak ogólnie to żałujcie, że was nie było, super zabawa, polecam.

avatar

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   Pon Wrz 03, 2018 11:55 pm

W końcu udało mu się załatwić wszystkie sprawy w łazience, rozwiązać sudoku i się wykąpać. Eligiusz sporo czasu poświęcał na rzecz trochę kobiecą - na włosy. Serio. Mył je, napierdalał odżywki, a następnie jeszcze olejki, żeby były piękne, lśniące i żeby wszystkie dupy w Królestwie mogły mu ich zazdrościć.
Ale w końcu wylazł i wtedy rozjebał się na zawłaszczonym zawczasu łóżku pod oknem i dalej katował to sudoku z miną wyrażającą wielkie niezrozumienie i udrękę normalnie. Wzdychał przy tym ciężko, wzrok ku niebu unosił i opierał pisak o dolną wargę.
Wtedy wpadł Mazur. Eligiusz patrzył na niego, słuchał, słuchał...
- Co ty mówisz D: - jęknął tylko, sudoku wyjebał na bok gdzieś i usiadł na brzegu łóżka, patrząc na Mazura, jakby właśnie króla przed śmiercią ocalił. Wydawał w czasie tej opowieści adekwatne do kreślonej sytuacji dźwięki. Stłamszone jęki, westchnięcia i tak dalej. Jak dziecko normalnie. Tyle że na koniec łypnął na zegarek, a następnie na Leopolda. I uniósł lewą brew. - Ty, kurwa, jak ciebie godzinę temu tam wysłał ten jełop.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Kwatera nr 1   


 
Kwatera nr 1
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Kwatera Amelii
» Kwatera główna aurorów

Skocz do: