Szybkie Menu

Gabinet dowódcy garnizonu
avatar

PisanieTemat: Gabinet dowódcy garnizonu   Wto Lip 11, 2017 3:21 pm

...

avatar

PisanieTemat: Re: Gabinet dowódcy garnizonu   Pon Wrz 04, 2017 11:09 pm

Saszka był zbyt zmartwiony stanem Zawiszy, by się oburzyć na dowódcę za tak jawne podsłuchiwanie jego rozmowy z medyczką. Rany sięgały mięśni, Kasia musiała zdawać sobie sprawę z tak znacznego uszkodzenia, a mimo to nawet słowem się nie zająknęła, że potrzebuje pomocy. Do ostatniej chwili grała twardą babkę i choć elf ją za tę twardość cenił, to uznawał za co najmniej lekkomyślne takie niedbanie o siebie. Przecież major miała ludzi pod sobą. Jeśli coś z nią było nie w porządku, to tym wszystkim żołnierzom pod jej komendą też zagrażało niebezpieczeństwo.
Porucznik potrząsnął lekko głową.
Później będzie się martwił stanem Zawiszy, postanowił. Tym psychicznym stanem.
Teraz musiał myśleć o sprawach bardziej naglących.
Jak, na przykład, co jest na tyle poważnego, że człowiek na stanowisku podpułkownika, mający do dyspozycji całe mrowie uzdolnionych żołnierzy, potrzebuje pomocy geografa? I to akurat jego, a nie, dajmy na to, porucznika Cichockiego? I dlaczego musiało to zostać wyjawione w zamkniętym pomieszczeniu praktycznie na drugim końcu garnizonu?
Saszce jakoś nic nie przychodziło do głowy.
Ciężkie wojskowe buty uderzające o kamienną posadzkę wydawały głośny dźwięk, odbijający się echem po całym korytarzu. Elf pomyślał mimowolnie, że pewnie zostawia na podłodze paskudne ślady, które ktoś później będzie musiał sprzątać. Znów cały był zakurzony i zmachany, znów potrzebował kąpieli. Nie tak miał wyglądać ten pięknie zapowiadający się dzień. Saszka najpierw umyślił sobie, że spokojnie odpocznie, a następnego dnia zabierze się do pracy. Potem ten plan zmienił, uwzględniwszy w nim obecność Zawiszy. Miał więc wypocząć w przemiłym towarzystwie Kasi i nieco mniej już miłym towarzystwie Janusza. Miał nadzieję, że może ten drugi się ulotni, a potem Saszka sobie z Kasią porozmawia na spokojnie. Może nawet już nie w barze.
Elf planuje, a soggoth krzyżuje, pomyślał zamykając za sobą drzwi do gabinetu dowódcy.
- Słucham, panie podpułkowniku.

avatar

PisanieTemat: Re: Gabinet dowódcy garnizonu   Sro Wrz 06, 2017 2:16 pm

- Wejść – usłyszał Saszka głos nawykły do wydawania poleceń. Spokojny, kategoryczny. W wojsku dużo się krzyczy, ale ludzie naprawdę ważni nie muszą unosić głosu, by być zrozumiani, a ich polecenia wykonane w trybie natychmiastowym.
Podpułkownik Krzyżanowski stał przy oknie, trzymając ręce splecione za plecami. Saszka mógł dostrzec, że mężczyzna odruchowo skubie paznokciami skórkę przy lewym kciuku – tik świadczący o zdenerwowaniu.
- Proszę spocząć – nie dodał „poruczniku”. Saszka nie należał już do wojska, a jego stopień był niższy. Teoretycznie jako geograf mógł wydawać polecenia nie tylko Krzyżanowskiemu, ale też jego przełożonym, na froncie jednak trzymano się pewnych reguł, które głosiły, że jak ktoś jest dowódcą, to jest nim, kurwa, za coś.
To był bodajże szósty rok służby Krzyżanowskiego w tym miejscu. Mężczyzna mrużył oczy, patrząc na fioletowiejący w zmierzchu zarys bunkra – miejsca, do którego przeniesiono soggotha. Gdyby w stanicy stacjonował jakiś mistrz Zakonu Łabędzia, już by nad nim pracował. A to znaczyłoby, że ludzi w Korniejewie nocą nawiedzą koszmary.
Podpułkownik wyglądał, jakby z jednego właśnie się wybudził.
- Pan się czegoś napije? – zapytał, jakby dopiero dostrzegł obecność elfa. – Kawy, herbaty? Ostrzegam, mamy tylko zbożową chwilowo.
Wrócił do biurka, usiadł, zaplótł przed sobą ręce. Spod skórki przy lewym kciuku sączyła się krew.
- Chciałbym, żeby opowiedział mi pan o tym, co zaszło. Powoli i ze szczegółami. Z perspektywy… no… elfa.

avatar

PisanieTemat: Re: Gabinet dowódcy garnizonu   Czw Wrz 07, 2017 1:01 am

Porucznik posłuchał dowódcy i spoczął w wojskowy sposób, który wpoił mu jeszcze ojciec za chłopięcych lat Saszki: z rękoma za plecami i na lekko rozstawionych nogach. Grzecznie odmówił herbaty czy, nie daj Boże, kawy zbożowej, której z całego serca nie znosił. Nie był tu po to, by urządzać sobie pogaduszki przy kubku gorącego napoju, podpułkownik ewidentnie czegoś od niego oczekiwał, a im szybciej mogli to załatwić, tym szybciej Saash'Khaar mógł pójść do Zawiszy.
Od tego, czego chciał od niego Krzyżanowski, piękna mimo zmęczenia i kurzu twarz elfa aż się skrzywiła.
Erkh'iaan miał kiedyś okazję zobaczyć ten film, którym się tak zachwycali wszyscy wielbiciele uszatków. Była tam taka jedna scena, w której jakiś długowłosy koleś pytał uszatka: "Legolasie, co widzą twoje elfie oczy?", po czym okazywało się, że elfie oczy miały zoom na kilkanaście kilometrów i opcję ostrzenia obrazu jak w teleobiektywie. Saszce do tej pory nie udało się pojąć, dlaczego niby elfy miałyby mieć tak niewiarygodne pole widzenia.
- Z całym szacunkiem, panie podpułkowniku - zaczął geograf, a w jego głosie dało się słyszeć znużenie. - Ale nie powiem panu nic, co nie znajdzie się w raporcie. Długim, szczegółowym... i z perspektywy elfa. Nie wiem, czy jest sens, żebym się powtarzał.
Elf wpatrywał się bacznie w twarz mężczyzny. Próbował z niej cokolwiek wyczytać, ale emocje ludzi nadal w przerażającej większości były dla niego nierozwiązywalną zagadką, mimo że spędził wśród nich niemal całe swoje życie.
- Chyba że jest po temu jakiś szczególny powód...? - dodał po krótkiej chwili, zawieszając głos.

avatar

PisanieTemat: Re: Gabinet dowódcy garnizonu   Pią Wrz 08, 2017 10:24 pm

- Jest – przerwał mu Krzyżanowski, a w jego ton po raz pierwszy wkradła się nuta zniecierpliwienia i obcesowości. Oraz gniewu. Mężczyzna okazał wzburzenie w towarzystwie, ba, wobec elfa. W wojsku nieczęsto zdarzały się takie sytuacje. Elfy były grzeczne i miłe, ale potrafiły dość nerwowo reagować na nieuzasadnioną krzywdę słowną.
Krzyżanowski był przystojnym mężczyzną, o twarzy odpowiednio pobrużdżonej tam, gdzie chłop pobrużdżony być powinien, by wyglądać dojrzale i solidnie. Nagły, przelotny grymas wykrzywił jego regularne rysy, zaburzając symetrię.
Pochylił się do przodu. Miał szaroniebieskie oczy, bystre, ale zmęczone.
- Dlaczego nie udzielono major Majchrowskiej pierwszej pomocy? – zapytał. Saszka mógł od razu zrozumieć, że nie tak powinno zostać zadane to pytanie.
„Dlaczego pozwoliłeś, by została ranna i krwawiła przez pięć kilometrów? Dlaczego na to pozwoliłeś, elfie?” – pytały szare oczy. Podpułkownik postukał palcami o blat swojego biurka – solidnego, acz nieco porysowanego mebla. W stanicy, jak i w całym kraju, nie przelewało się. Wojsko, które dba o połysk mebli bardziej niż o broń i ludzi, to wojsko na czas pokoju. A była wojna. Dlatego Korniejewem dowodził Krzyżanowski.
- Niepokoi mnie ten czar – powiedział po chwili przeciągającego się milczenia. – Nie wydaje mi się, by to powinno tak wyglądać, poruczniku Erkh’iaan. Czy jest… czy jest możliwość, że ten czar, nie wiem..
Urwał, najwidoczniej nie wiedząc, jak ubrać w słowa swoje wątpliwości.
- Czy to technicznie możliwe, by jej czar został zniekształcony przez fagi?
Katarzyna pracowała na froncie, z fagami miała styczność codziennie. Każdy tu miał. Krzyżanowski najwidoczniej obawiał się, że zaklęcie major mogło pochłonąć cząstkę obcej mocy, wessać ją w siebie, pozwolić się zainfekować i przekształcić. Zupełnie tak, jak wirus atakuje komórkę i zmusza ją, by go namnażała swoimi siłami. Do tego potrzebował opinii Saszki. Nie dlatego, że był geografem. Dlatego, że był elfem.

avatar

PisanieTemat: Re: Gabinet dowódcy garnizonu   Pią Wrz 08, 2017 11:19 pm

Saszka nie miał zespołu Aspergera. Wiedział o tym doskonale, bo ojciec parokrotnie kazał go pod tym kątem przebadać. Mimo to elf nawet nie zauważył, że zachowanie dowódcy było obcesowe i że powinien się w typowy dla elfa sposób obrazić.
Zauważył jednak, że podpułkownik był zdenerwowany.
Skubanie skórek przy paznokciach, zmieniona mimika twarzy. Nieco wzburzony głos. Wszystko to składało się w głowie porucznika na klasyczne objawy co najmniej niepokoju. Ale, po prawdzie, wcale go to nie dziwiło. Gdyby to od Erkh'iaana zależały losy całej jednostki, to nieudana wyprawa po anomalię, w dodatku zakończona utratą przytomności jednego ze zdolniejszych żołnierzy, też by go wytrąciła z równowagi. I też by żądał wyjaśnień.
Choć, oczywiście, w formie pisemnego raportu, nie pogaduszek. Albo przesłuchania.
Saszka zacisnął usta i spojrzał w sufit. W gruncie rzeczy, to jednak sam też był zdenerwowany. Na Zawiszę, że udawała, że nic jej nie jest. Na podporucznik Zapolską, że tymi swoimi czarami nie wyłapała, że coś Kasi dolega. Na Janusza, za to, że się zmył, kiedy tylko miał okazję. Na cholernego soggotha, że przełamał czary. I za to, że potem zwyczajnie wziął i zdechł, zamiast tylko dać się unieruchomić. Cholera, nawet na strażnika w bramie, który przecież tylko wykonywał swoje obowiązki i miał odgórne polecenie, by legitymować wszystkich wjeżdżających.
Ale, przede wszystkim, był zły na siebie.
Za to, że na to wszystko pozwolił.
Potrząsnął lekko głową, żeby oczyścić ją z niechcianych myśli. Twarz miał stężałą od usłyszanego przed chwilą podejrzenia dowódcy.
- Pani major odmówiła udzielenia jej pierwszej pomocy - odpowiedział ponuro, znów wracając spojrzeniem do wyblakłych tęczówek. Przygryzł wargę. - Czysto teoretycznie... Myślę, że jest to możliwe. Wysoce nieprawdopodobne, ale jednak... - Saszka przełknął głośno ślinę. - ...możliwe. Cały ten soggoth był nietypowym przedstawicielem swojego gatunku i robił rzeczy, jakich żaden soggoth robić nie powinien. Myślę, że to nienatura... - Saszka pokręcił głową zamykając oczy. Po chwili znów zaczął wpatrywać się w nieco pobrużdżoną twarz rozmówcy, a jego własna twarz nabrała wyrazu jakiejś takiej determinacji. - Panie podpułkowniku, jeśli nie ma pan więcej pytań, to proszę wybaczyć, ale chciałbym teraz udać się do major Majchrowskiej. Na wszelki wypadek, oczywiście.

avatar

PisanieTemat: Re: Gabinet dowódcy garnizonu   Sob Wrz 09, 2017 9:50 pm

Krzyżanowski skrzywił się na słowa „Na wszelki wypadek”, zupełnie tak, jakby elf podał hasło-klucz informujące o zaistnieniu najgorszego możliwego scenariusza. Poruszył się nagle, sięgnął do głębi szuflady i wyjął z niej nieco pomięta kopertę z szarego papieru.
- Zapewne słyszał pan już tę historię – zaczął, przesuwając w stronę elfa pakunek – ale chciałbym, by pan to przeczytał. I wysnuł swoje własne wnioski. I jeszcze…
Urwał, popchnął po blacie kopertę nieco dalej. Była cienka, w środku znalazło się tylko kilka kartek – dość niewyraźne ksero odręcznie spisanego dokumentu. Data sprzed trzech lat i nazwisko major Majchrowskiej (wówczas jeszcze kapitan) były aż nadto wymowne. Krzyżanowski właśnie dał Saszce kopię raportu z tamtych wydarzeń.
Kontynuacja „I jeszcze…” zawisła między nimi jak gęsty, dławiący dym. Krzyżanowski zamknął swoje zmęczone, niebieskie oczy i potarł je. To była rzecz, którą od jakiegoś czasu zauważał. Od tamtych wydarzeń Katarzyna stała się uważna, wręcz pedantyczna w obserwowaniu nastrojów swoich towarzyszy. Jak do tej pory była tylko jedna osoba, której stan psychiczny pominęła, zignorowała, przesunęła na dalszy plan.
Ona sama.
- Jest pan wolny, poruczniku – powiedziały usta podpułkownika Krzyżanowskiego, gdy ten wstał, aby należycie elfa pożegnać.
„Proszę jej pomóc, poruczniku” - powiedziały w tym samym momencie jego zmęczone niebieskie oczy.

z/t x 2 -> Do Infirmerii

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Gabinet dowódcy garnizonu   


 
Gabinet dowódcy garnizonu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet profesor Lacroix

Skocz do: