Szybkie Menu

Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata
Idź do strony : 1, 2  Next
Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyPon Lip 22, 2019 1:01 pm

To się działo.
Loreta naprawdę nie wiedziała jak do tego wszystkiego doszło. Ot pewnego dnia (zupełnie na trzeźwo – może poza dwoma drinkami, ale kto widział taką małą ilość alkoholu w ogóle brać pod uwagę) leżeli sobie oboje na kanapie oglądając stary romans jeszcze z końcówki XX wieku, który Lorka jakimś cudem wytargała w antykwariacie. Coś o statku, górze lodowej i super cennej błyskotce.
Tak z piętnaście minut później jakimś cudem pokłócili się już o cholerną datę ślubu i kolor ewentualnych zaproszeń.
Następnego dnia wszystkie plotkarskie pisemka huczały od nowinki, która wstrząsnęła całą Warszawą. No cóż, niecodziennie dochodzi do tak irracjonalnej sytuacji.
Wybitny skrzypek Adam Maj miał poślubić córkę samego Hetmana Wielkiego Koronnego – Loretę (w jednym newsie dziennikarz się pomylił i napisał Polianę. To dopiero była afera) El-Galad.
Ważne informacje odautorskie:
 

Swój wieczór panieński Loretka spędziła – jak można było łatwo przewidzieć w towarzystwie tylko i wyłącznie siostry. Co zabawne, w przeciwieństwie do Adama, Lorka nawet nie wyszła się napić na miasto. Wróciła na Złotą praktycznie martwa po ciężkim dniu absolutnie nieplanowanych interwencji, otworzyły z siostrą wino (okej, dużą ilość wina). W tym wieczorze nie było nic niesamowitego. I naprawdę Lorka wiele by dała by tak pozostało.
No niestety.
Koło trzeciej nad ranem obudził ją z lekkiego snu okrutnie przeciągły dźwięk dzwonka do drzwi. Zwlekła się ciężko z kanapy na której przysnęła, dociskając dłoń do czoła.
- Jezu, Adam. Nie mogłeś wziąć kluczy? Serio?- Jękneła otwierać w końcu drzwi. Ale nie. Po drugiej stronie nie było jej dzbana, tylko dwójka zdezorientowanych chłopaczków.


Ostatnio zmieniony przez Loreta El-Galad dnia Pon Lip 22, 2019 4:58 pm, w całości zmieniany 1 raz

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyPon Lip 22, 2019 2:34 pm

To się działo. I pewnie cały świat nie bardzo wiedział, jak do tego w ogóle doszło, jak to się stało, dlaczego. Jednego dnia Maj oglądał z Laurą gniot o statku, który się rozjebał, a następnego już hucznie ogłosili zaręczyny. Wieścią o ich ślubie żyło dobre pół Warszawy.
Ale z tego wszystkiego Maj pamiętał najbardziej o jednym - o tym, jakie Laura zgotowała mu piekło, gdy jedna w jednej z gazet pojawił się artykuł o tym, że "Poliana El-Galad wyjdzie za Adama Maja".
Kurwa, to było najgorsze popołudnie życia.

Po wielu bataliach, wielu wyrzeczeniach, wielu nagłych zerwaniach zaręczyn - tylko po to, by zaraz i tak do siebie wrócić - dotarli do mety. Wszystko zostało doskonale zaplanowane, nie było miejsca na błędy.
I nawet Adam, który był już zwyczajnie tymi kłótniami wszystkimi zmęczony, postanowił bardzo ograniczyć budżet na alkohol i całkowicie zrezygnować jednak z dodatkowych... używek. To miał być bardzo spokojny wieczór, wypić trochę, pośmiać się i wrócić.
Sprawy skomplikowały się mniej więcej o pierwszej nad ranem, gdy na chwile wyszedł z pubu i zwyczajnie... no nie wrócił. Nikt niczego nie widział, nikt niczego nie słyszał.
Zaniepokojeni koledzy uznali, że może psozwdl do domu, ale z drugiej strony przecież niczego nie mówił, że idzie. Podjęli poszukiwania w najbliższej okolicy i pubach, a gdy to zawiodło, zechcieli sprawdzić.
I stanęli przy drzwiach, zadzwonili dzwonkiem i czekali. O dziwo, nawet tacy całkiem kontaktujący.
- O, Loreta. Bo widzisz... Adam nam się trochę zgubił i... My tak wiesz, czy on do domu może...?
I tyle.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyPon Lip 22, 2019 3:30 pm

- Nie, nie ma go w do... Chwila moment.- Spojrzała na nich jakoś tak bardziej trzeźwo. I co gorsza – wcale nie z tym uroczym, pełnym politowania uśmiechem. Z jej miny dało się wyczytać jedno: „Będzie pszypau panowie. I to srogi.”
- Powiedzcie mi kretyni...- Uniosła palec w uciszającym geście, jakby któryś chociaż chciał się odwinąć, że wcale taki głupi nie jest. Byli. Obaj. A Lorka wcale nie planowała nawet udawać, że znajomych Adama lubi. Z trudem ich w ogóle tolerowała.-... Jakim cudem mogliście Maja zgubić?
Bo serio. Jeszcze kogo jak kogo, ale Maja?
Spojrzała na nich wyczekująco, krzyżując ręce na wysokości piersi.
Mieli tylko wyjść do Bar&Books, napić się, a potem go przyprowadzić z powrotem we względnie dobrym stanie. Czy to zadanie było takie trudne?!
- Ślub jest za tydzień. A wy mi mówicie, że, powtórzę... Zgubiliście. Pana. Młodego.

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyPon Lip 22, 2019 4:15 pm

- No bo... - zaczął jeden panicznie, ale umilkł, bo drugi jebnął go łokciem w żebra. I podał Lorecie czarną marynarkę. No majową, zupełnie ewidentnie.
- No bo on nagle powiedział, że idzie zapalić na dworze, bo tu duszno. Marynarkę zostawił, kluczy nie wziął, telefon zostawił i rachunek otwarty... A jak go już długo nie było, to poszedłem i no. No i go nie było już nigdzie.
Trudno było zgubić Maja - poza tym, przecież on nigdy w życiu by nie zostawił niezapłaconego otwartego rachunku na swoje nazwisko. Nieważne w jakim był stanie, jak bardzo udało mu się zeszmacić, a rachunek był w stanie uregulować.
Zawsze.
No i gdzie on bez telefonu? Bez kluczy?

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyPon Lip 22, 2019 4:24 pm

Przygryzła niespokojnie wargę, odbierając od chłopaków marynarkę. Odruchowo przejrzała wewnętrzne kieszenie. Klucze od mieszkania z breloczkiem „legendy rodzą się w Maju”, telefon... No tak, brakowało tylko fajek, zapalniczki i...
- Gdzie jest jego portfel?- Zapytała jeszcze, zaciskając mocniej palce na materiale.
Problem z Bar&Books był taki, że Maj nie musiał tam już nawet zastawiać karty, ani dokumentów. Mógł więc mieć przy sobie absolutnie wszystko niezbędne mu do dalszego imprezowania.
Z jednej strony zaczynała się już poważnie martwić. Z drugiej wiedziała doskonale, że nie ma sensu przesadnie panikować a zgłoszenie zaginięcia nie wchodziło na razie w rachubę. Pewnie ten dzban stwierdził, że ma dość spędzania czasu z debilami, wyszedł zapalić i poszedł gdzieś indziej dokończyć swój wieczór kawalerski. Wyszaleć się.
I wtedy do głosu doszła jeszcze jedna myśl, którą Loretka bardzo ale to bardzo próbowała od siebie odsunąć.
- Dobra, to teraz powiedzcie mi szczerze. Co robiliście dzisiaj wieczorem? Bo że pochlaliście to wiem. Ale chcę wiedzieć co jeszcze. Dragi? Dziwki?- Chciała się tylko upewnić, że Maj wyszedł z baru SAM. Bo jeśli się dowie, że towarzyszyła mu jakaś długonoga blondynka licząca sobie za godzinę, to naprawdę lepiej by było, żeby nie wracał.

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyPon Lip 22, 2019 6:18 pm

- Nie było. Znaczy był, ale no, nie ma. On przy sobie chyba miał.
Doskonale wytłumaczenie.
A później... Jeden z dzbanow wzruszył ramionami. Tak po prostu, a drugi skrzywił się, jakby Lorka zahaczyła jakiś wyjątkowo drażliwy temat.
- No właśnie... Nic. Maj powiedział, że żadnych dup i żadnych prochów. Nawet striptizerki nie było. My bez kitu tylko w pubie siedzieliśmy, piliśmy, a ten nagle, że idzie zapalić, bo mu tu duszno.
Żadnych blondynek, żadnych brunetek, nawet piksów.
Gdzie go wcięło?

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyPon Lip 22, 2019 9:57 pm

Dobra. Obaj wydawali się szczerze zawiedzeni faktem, że nie było żadnych półnagich dup. Czyli rzeczywiście musieli tylko wyskoczyć na parę(naście) drinków.
- Poszedł zapalić i nie wrócił.- Powtórzyła bardziej do siebie niż do któregokolwiek z nich. Alkohol w żyłach niestety trochę utrudniał logiczne myślenie.
Potarła twarz dłonią. Wypiła za dużo wina, żeby iść teraz szukać tego kretyna. Zwłaszcza, że nie zamierzała budzić i martwić tą sprawą Poli. A nie mogła wyjść z domu, na wypadek gdyby zdecydował się jeszcze tej samej nocy wrócić.
Pokręciła tylko słabo głową.
- Sprawdzaliście Czar PRLu? Może tam polazł. Zobaczcie. Jeśli tam będzie to go wyślijcie do domu, jak nie... Może wróci do rana. Potem pomyślę gdzie go szukać.
Westchnęła ciężko poprawiając szlafrok, który zaczął się powoli zsuwać z jej ramion.

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyPon Lip 22, 2019 10:23 pm

Jeden - ten chyba trochę bardziej najebany - pokiwał głową trochę nieprzytomnie, w pełni zgadzając się na tak przedstawiony plan działania. Drugi z kolei podniósł powoli rękę i poczochrał się po głowie.
- Dobra. To my sprawdzimy. Ale... - tutaj zawahał się na chwilę. - Ale... no wróci pewnie rano.
Wcale nie wrócił rano. Ani popołudniu.
Ani trzy dni później, gdy jego rodzice - zawiadomieni telefonem Laury - uznali, że należy zacząć go szukać.

Mieszkanie pozostawało puste przez tydzień, nie było żadnych śladów, które wskazywałyby na to, że Adam miałby się tam pojawić. Wszystko pozostawało w niezmiennym stanie - od ubrań powieszonych w szafie, przez ręczniki wiszące w łazience aż do paczek z cygaretkami.
Adam Maj zapadł się pod ziemię, od pamiętnego wieczoru spędzonego w Bar&Books nie widział go nikt, a szukało go przecież całe miasto. Calutka Warszawa była oblepiona plakatami z jego zdjęciem, w radiu i gazetach huczało. Policja wzięła sprawy w swoje ręce i ustalono mniej więcej, co się stało.
Barman i inni goście przebywający w pubie zgodnie potwierdzili wersję wszystkich znajomych Maja, którzy przebywali tego wieczoru z nim - pili, palili, a w pewnym momencie przyszły Pan Młody podniósł się ze swojego miejsca i rzucił ze śmiechem, że "kurwa, jak tu jest gorąco... idę na fajkę, zaraz wracam". Jeden z gości rzucił mu na odchodne, żeby się nie zgubił przypadkiem, bo Lorka łeb im wszystkim urwie, na co Maj - wciąż z rozbawieniem - stwierdził, że życie jest mu naprawdę bardzo miłe i ani myśli jej podpadać, zwłaszcza teraz, w tym ostatnim tygodniu. Przed pubem faktycznie znaleziono niedopaloną cygaretkę oraz ślady krwi - śladowe, kilka kropel, które uchowały się na ścianie. Po przeprowadzonych badaniach policjanci mogli stwierdzić, że owszem, krew należy do zaginionego.
Później było nieco gorzej. Nie wiadomo co się działo, kilku ludzi przyszło na komisariat, żeby opowiedzieć, że widzieli poszukiwanego mężczyznę w towarzystwie jakiejś dresiarni. Kilka kolejnych widziało, jak panowie w dresach niezbyt przyjaźnie się z nim obchodzą, a jeden stwierdził, że to właściwie wyglądało na regularny wpierdol - wtedy przeszukano wszystkie miejscowe szpitale i kostnice, ale to i tak niewiele dało.
Kolejnym tropem był portfel znaleziony w śmietniku na Pradze. Wyczyszczony z pieniędzy, ale dokumenty wewnątrz nie pozostawiały najmniejszych wątpliwości, kto był właścicielem. Po śladzie portfela policja pięknie trafiła do dresików, którzy mieli do czynienia z Majem tej nocy. Udało się z jednego wydusić, że faktycznie, może i go skopali i zajebali mu portfel, ale co złego, to już nie oni, że potem kazali mu wypierdalać i tyle go widzieli. Oddali również to, co mu ukradli - grawerowaną zapalniczkę z pamiętnym napisem "To był Maj...", którą ostatecznie przekazano w najwłaściwsze na świecie ręce, bo narzeczonej Adama Maja.
To był moment, w którym nikt nie wiedział, co robić dalej. Szanowna pani Maj ściągnięta przed czasem z wakacji w Stanach, trzęsąc się z wściekłości domagała się, by poszerzono okręg poszukiwań. By sprawdzano każdą piwnicę, każdy właz, wszystko. Bo przecież Adam nie mógł pójść jakoś szczególnie daleko, biorąc pod uwagę stan, w jakim się znajdował. Nie mógł nigdzie pojechać, nie mógł zatrzymać się w żadnym hotelu, z nikim się nie kontaktował.
Pojawiało się coraz więcej poszlak, lecz coraz więcej wyssanych z palca - wieść o wysokiej nagrodzie w zamian za informacje rozniosła się w tempie błyskawicznym i zamiast pomagać, zaczęła w pewnym momencie nieco poszukiwania utrudniać. Bo policja musiała sprawdzić każdy jeden trop, nawet jeśli był totalnie fałszywy. Dostawali doniesienia, że widziano Maja to tu, to tam, wszędzie.
Problemem było jedno - że właśnie nigdzie, ale to nigdzie, go nie było. Przepadł, zapadł się pod ziemię, zniknął kompletnie w samym centrum miasta. Tydzień przed własnym ślubem - co pismaki w pierwszej chwili uznały za wyjątkowo podłe porzucenie panny El-Galad przed ołtarzem.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyWto Lip 23, 2019 12:30 am

Tej nocy Lorka spała jeszcze całkowicie spokojnie. I jak się miało okazać była to jej ostatnia przespana noc na parę długich tygodni.
Pierwszego dnia jeszcze była spokojna. W porządku, nie znalazł się, ale pewnie rozwalił się w jakimś hotelu i odsypiał kaca.
Drugiego dnia zrobiło się trochę bardziej nerwowo. Bo Maj nie wracał. Nie dawał znaku życia, nie pojawiał się w żadnych ulubionych miejscach. Wtedy zaczęła popadać w poważną paranoję, święcie przekonana, że albo nie żyje, albo po prostu spierdolił sprzed ołtarza.
Trzeciego dnia była na skraju wytrzymałości i wreszcie zadzwoniła do jego rodziców. Wtedy zapadła decyzja o rozpoczęciu poszukiwań.
Poszukiwań, w których Lorka... nie brała udziału. Ciężko powiedzieć czy była bardziej rozgoryczona, przerażona czy smutna. Z jednej strony cały czas żyła w strachu, że Majowi coś poważnego się stało. Ludzie nie wyparowują sami z siebie. Z drugiej jednak... Wizja porzucenia przed ołtarzem stawała się z dnia na dzień coraz bardziej przekonująca. Nie było go w żadnym szpitalu, ani (dzięki bogu w kostnicy), nikt nie zgłosił znalezienia ciała chłopaka. Co prawda pojawił się trop – parę dresów przyznało się, że Adamowi wpierdolili i zakosili portfel, ale zarzekali się, że nic więcej.
Gazety też nie pomagały, cały czas nagłaśniając sprawę i doszukując się kolejnych 'niepodważalnych tropów ominiętych przez policję'. Lorka zareagowała na to tylko raz. Kiedy szóstego dnia od zaginięcia przeczytała, że sama powinna zostać uznana za podejrzaną, bo z pewnością Adama osobiście zamordowała. Jazda jaką młoda El-Galad urządziła redaktorowi naczelnemu była nawet nieporównywalna do tego co się działo, gdy pomylono ją parę miesięcy wcześniej z Polianą.
Ale cóż... mijały dni, a po Maju ślad zaginął.

Wróciła na Pragę zmęczona przebywaniem w apartamencie. Mieszkanie tam nie służyło ani jej, ani Florkowi, ani nikomu kto przez ten czas miał z nią jakikolwiek kontakt. Jasne. Ludzie przychodzili, próbowali Loretę pocieszać, upewniać w fakcie, że poszukiwania nadal trwają i w końcu Maj się odnajdzie. Z drugiej strony ciągła obecność teściowej doprowadzała ją do jeszcze głębszych stanów depresyjnych. Marianna Maj nie mogąc znaleźć winnego zniknięcia „ukochanego syneczka” postanowiła udowodnić, że Adam zniknął tylko i wyłącznie z powodu Lorety.
Przez ostatnich kilka dni dziewczyna nie słyszała niczego innego jak godzinnych wywodów, o tym jak to zbałamuciła złotego chłopca, próbując zaciągnąć go przed ołtarz, aby go okraść ze wszystkich rodzinnych pieniędzy i kosztowności. Bo przecież Adaś sam by nie wybrał takiej rudej wywłoki, która na dodatek nie potrafiła mu okazać najmniejszej wdzięczności za to, że ją wyciągnął z meliny, w której wcześniej mieszkała na (a tfu) Pradze. I że w ogóle to powinna wracać gdzie jest jej miejsce, czyli na samo drabinki społecznej stolicy.

Nie mając już nawet siły się kłócić, Lorka spakowała swoją walizkę, wzięła Florka i (po wielkiej awanturze i wzajemnych groźbach zgłoszenia wszystkiego na policję i do sądu) również Stradivariusa zamkniętego bezpiecznie w futerale, po czym wyruszyła na Stalową. Pierwsza nocka na tapczanie była okropna. Kilka następnych – jeszcze gorszych. W ogóle dni wydawały się absolutnie pozbawione sensu, nawet jeśli starała się wrócić do pracy.
I właśnie wtedy, w bardzo felerną środę na progu gabinetu stanęła Ona. Danka, zrodzona na dzielni, tleniona, matka trzech yorków i bąbelka Pietera, królowa tipsów, kurteczek w panterkę i białych kozaczków za kolanko. Khaleesi Monopolowego, pani w różu i blondzie. Ot taka, miejscowa Karynka jednym słowem.
Lorka naprawdę nie miała siły z nią dyskutować ani nawet wymienić się najświeższymi ploteczkami, więc jedynie z westchnieniem odwróciła głowę z grzecznym uśmiechem czekając aż kobieta podrzuci jej jednego z trzech yorków do strzyżenia.
Ale nie. Tym razem Daneczka nie miała ze sobą ukochanego pieseczka. Zamiast tego z furią w oczach ciągnęła za sobą swojego męża - Jaśka. A ten był... no dresiarzem był po prostu. I to takim nie w kij dmuchał. Trzy na trzy, elegancki komplecik sportowy, adidaski, czapeczka do kompletu, przez pierś przewieszony kołczan prawilności. W rękach dzierżył dzielnie bukiet goździków owinięty paskudną żółtą folią.
- No już!- Karynka, która sama wzrostem nie grzeszyła, warknęła na swojego chłopa już od progu. Jeszcze go na dodatek tak zdzieliła w łeb, że mu czapeczka niemal spadła.- Przyznaj się ty cymbale bez ósmej klasy, co żeś odpierdolił. I natychmiast przeproś panią doktor.


Ostatnio zmieniony przez Loreta El-Galad dnia Wto Lip 23, 2019 10:26 am, w całości zmieniany 1 raz

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyWto Lip 23, 2019 6:36 am

Jasiek przybrał skruszoną minę - na tyle, na ile pozwalała mu aparycja godna przynajmniej mordercy - i poprawił czapeczkę jedną dłonią, żeby po chwili namysłu ją jednak zdjąć. Miętolił w wielkich rękach już nie tylko nieszczęsny bukiet goździków, ale też i materiał kaszkietówki.
Spojrzał raz na Dankę, jakby jednak miała zmienić zdanie i go zabrać, lecz napotykając jej wkurwioną minę godną rozjuszonego smoka, odwrócił wzrok w stronę Lorety.
- Pani Doktór... - zaczął powoli, mało pewnie. Jakby miał przed sobą nie kobietę, a przynajmniej niedźwiedzia. - Myśmy... no myśmy, kurw... no, nie wiedzieli, że on to pani doktorowej narzeczony jest. Na psach to też nie podjebaliśmy jeden drugiego, tylko że no. Pani widzi, pani doktór... - przerwa na głośne przełknięcie śliny. - Jak myśmy już go skroili, to się dalej sadził, że mamy wypierdalać, że debile i trochę Siwemu nerwy puściły, to go tam tak lekko poszarpał, a ten delikatny taki i się wziął i wypierdolił. - Kolejna przerwa, nerwowe spojrzenie na Danusię. - To chłopaki uznały, że będzie beka takiego bogatego cwela... znaczy no, że tego Maja to będzie śmiesznie wyjebać pod Warszawą, żeby zakurwiał na piechotę do miasta. Ale myśmy nie wiedzieli, że tak odjebie i w ogóle, kurwa, nie wróci z powrotem, jak my go jakieś piętnaście kilosów przy tej drodze na Pruszków wyjebaliśmy. - W tym miejscu dres wyciągnął kwiatki w stronę Lorety. - Pani dokór, ja przepraszam mocno, jak trza, to ja na psach pokażę gdzie, ale antonimowo, bo ja nie jestem jebany konfident.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyWto Lip 23, 2019 10:25 am

- Nie... Nie trzeba na policję...
- Jak nie trzeba, jak trzeba!- Danka ujęła się pod boki, odrzucając z twarzy blond kudły.- Poszli jeden z drugim cepem i pani doktor przykrość zrobili. Ugh! Te chłopy.
Biedny Janek znowu zarobił strzała w łepetynę, jakby nawet Danka nawet nie mogła uwierzyć w jego głupotę.
- Bo wie pani, pani doktor mi to w ogóle Mariolka od Siwego powiedziała, że to tego od doktorowej pobili, ha! Siedzę u niej, a ta jak mi położyła farbę to zaczęła opowiadać. Że jej stary to wyszedł ostatnio wieczorem, a nazajutrz nowe stereo ich młodej kupił. Z głośnikami. I to nie jakieś takie wie pani z targu, tylko porządne. To się Mariolka go pyta, skąd hajs ma. I powiedział, że jakiegoś pizdusia skroili. I ja wtedy patrzę do gazety, bo ja to tak lubię, gazetkę czasem poczytać. Dokulturalnić się, dowiedzieć czegoś coś tam, no normalka. I ja patrzę w tą gazetkę, a tam, że pani doktorowej chłop zaginął. I se tak myślę... To pewnie tego skroili. A skoro Siwy tam był to pewnie ten mój jełop też. No to wracam do domu, a ten do mnie, że Pieterowi kupił nowy rower. To ja pytam, wie pani doktor, „a za co ty żeś ten rower kupił, co Jasiek?”. No to on mi mówi, że jakiegoś lamusa skroili i jeszcze, że go wywieźli pod Warszawę, żeby na piechtę wracał.- Tu zawiesiła na chwilę głos tylko po to żeby spojrzeć wściekle na męża. Chwilę później wróciła jednak niestrudzenie do swojej opowieści.- I ja się go pytam wtedy pytam pani doktor, „a czy ty wiesz komu żeście wpierdolili?” A ten do mnie, że nie wie. Pani on nigdy nic nie wie! I ja mówię „a pani doktor naszej chłopa żeście wywieźli”. I ja mu kazałam zaraz z Siwym jechać, ale mi powiedział, że tego chłopaczka nie ma tam gdzie zostawili. To już kazałam do kwiaciarni lecieć, po jakieś kwiatki, bo panią doktor przeprosić trzeba!
Lorka naprawdę starała się nadążać za historią, poukładać jakoś wszystkie nowe fakty. Czyli Adam jednak sam z siebie nie spierdolił... Ale skoro trupa nie znaleźli to znaczy, że gdzieś żył. Opadła ciężko na krzesło, popierając policzek dłonią i cały czas kiwając głową. Dobrze mieć czasem taką panią Danusię.
Blondynka skończyła opowieść, spojrzała po raz ostatni gniewnie na Janka. Ba, nawet w momencie, w którym brała głębszy oddech Lorka zdążyła się wciąć.
- Panie Janku, spokojnie.- Zmusiła się do słabego uśmiechu. Kwiatki przyjęła już wcześniej, w tak zwanym międzyczasie.- Ja pójdę na policję i powiem, że coś więcej wiadomo. Anonimowo oczywiście.- Skinęła tylko uspokajająco głową. O przyjaźnie na Pradze warto było dbać.
- Ale wie pani pani doktor. Pani się nie gniewa na tego mojego co? Chłop to chłop jednak, nie pomyśli.- Westchnęła ciężko Danka. Poklepała przy tym Lorkę po ramieniu. Prawdopodobnie z równą siłą co przed chwilą jebnęła męża w łeb.- Już my z Mariolką zadbamy, żeby oni tego chłopaczka znaleźli pani doktor. Na dupie nie usiądą, gęby w piwie nie umoczą póki nie znajdą. Ot co.
Pokiwała poważnie głową. Tymczasem Janek spojrzał na nią przerażony, coś przeczuwając, że kobieta wcale nie kłamie.
- No i co się gapi?! Do domu won! Obiad zje i zaraz jedzie szukać tego no... Kwietnia czy jak mu tam.- Machnęła tylko ręką. Chłopina ukłonił się, nasunął czapeczkę na łysinę i grzecznie przepuścił żonę w drzwiach.

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyWto Lip 23, 2019 10:42 am

Po rewelacjach dostarczonych przez Lorete, na nowo podjęto się poszukiwań zaginionego Adama Maja z jeszcze większą mocą. Zaangażowano więcej ludzi, psy tropiące, zorganizowane grupy przeczesywały okoliczne lasy w okolicy miejsca, w którym dresy z Pragi widziały Maja po raz ostatni. Psy początkowo wietrzyły trop, lecz i ten ślad wkrótce się urwał. Podjęto decyzję, o szukaniu w okolicznych stawach, jeziorach.
Niepełne dwa tygodnie trwało przeczesywanie terenu - policja chciała zawiesić poszukiwania już wcześniej, ale państwo Maj nie tylko do tego nie dopuścili, a domagali się więcej i więcej.
Po dwóch tygodniach i trzech dniach komendant generalnej stołecznej policji rozłożył bezradnie ręce i stwierdził, że nie mogą niczego więcej już zrobić. Że jest mu bardzo przykro, ale wszystko wskazuje na to, że Adam Maj musiał utonąć w Wiśle, a jego zwolki popłynęły z nurtem do Bałtyku. Może się gdzieś zatrzymały, może ktoś je znajdzie.
Kiedyś.
Cztery tygodnie od zaginięcia w gazetach pojawiły się artykuły, że Adam Maj został uznany za zmarłego, a za tydzień odbędzie się symboliczny pogrzeb. Rodzina chce pożegnać się z Adamem, pochować kilka jego osobistych rzeczy i pogodzić się że stratą.

Trzy dni później do drzwi gabinetu weterynaryjnego ktoś zapukał. Nie tak do końca bladym świtem, bo o trzynastej.
W drzwiach stał przemiły staruszek, ściągnął czapke, ukłonił się Lorecie płytko.
- Dzień dobry, pani doktor. Mnie tu doktor Majewski wysłał, miał pani zadzwonić i powiedzieć, że będę po panio dzisiaj, bo tam nam jałówka zdycha, a Pan doktur to mówił, że pani to cuda czyni. Możem jechać? Rychło?
Czyste zmartwienie na twarzy. Jedna z dwóch krów, no przecież, że trzeba było ratować.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyWto Lip 23, 2019 11:13 am

Tylko, że Lorka absolutnie nie zamierzała godzić się ze stratą. A już na pewno nie zamierzała cholernym wariatom wrzucić do jakiejś pieprzonej trumny Stradivariusa. Po co? Żeby zapleśniał? Zniszczył się?
Tu nawet nie chodziło już o same skrzypce, tylko o pieprzony szacunek do prawdopodobnie jedynej rzeczy, którą maj w życiu kochał. Batalia z niedoszłą teściową trwała w najlepsze od paru tygodni i doprowadziła do tego, że El-Galad oficjalnie oświadczyła, że ona w żadnym fikcyjnym pogrzebie brać udziału nie będzie, bo nie zamierza potem palić zniczy nad pustym grobem. Jak się Maj odnajdzie, choćby i po latach to wtedy wyprawi mu porządny pogrzeb.

Na razie jednak robiła to co potrafiła robić najlepiej. Na zmianę piła i pracowała, starając się ze wszystkich sił jakoś na nowo odzyskać rytm dnia. Ale im bliżej do symbolicznych uroczystości, tym czuła się z tym wszystkim coraz gorzej.
Na cztery dni przed pogrzebem dostała z rana telefon. Od Majewskiego, kochanego weta z jednej z podwarszawskich wsi. Czasami mu zazdrościła takiej spokojnej praktyki. Pięć domów na krzyż jeden spożywczak i kościół. Może powinna pomyśleć o przeprowadzce jak to wszystko się skończy? Pojechać sobie gdzieś na wschód z dala od stolicy? To brzmiało jak nie najgorszy plan. Skoro i tak nie miała co ze sobą teraz począć, mogła to wszystko sprzedać w cholerę, zabrać Florka i żaby i po prostu wyjechać.
Przez parę godzin żyła sobie taką choć troszkę pozytywną wizją przyszłości, próbując sobie po raz pierwszy od ponad miesiąca zafundować własnej głowie coś innego niż wódkę i stany depresyjne. Trochę gorzej zrobiło się koło trzynastej. Z racji paskudnego samopoczucia niewiele ostatnimi czasy jadła, więc dało o sobie wreszcie znać zmęczenie i głód. Co gorsza skończyła jej się nawet czekolada, którą traktowała jak ostatnią deskę ratunku. Dlatego gdy staruszek wszedł do gabinetu zauważył panią doktor w niezbyt dobrym stanie.
Siedziała smętnie, zapatrzona w cholernie brudne okno i paliła sobie jakiegoś słodkiego szluga. Tak po prostu.
Odwróciła głowę słysząc dopiero głos mężczyzny.
No co mogła zrobić. Odmówić bogu ducha winnemu staruszkowi? Powiedzieć, że nie ma siły co by cholerne krowy ratować?
No nie.
Dlatego też wstała ciężko od biurka, biorąc swoją laskę i torbę lekarską. Gwizdnęła na Florka, bez którego ostatnimi czasy nie ruszała się nawet na krok.
- Dzwonił dzwonił.- Westchnęła tylko, zmuszając się do marnego uśmiechu. Zakluczyła gabinet pozwalając sobie pomóc przy wsiadaniu na wóz. Florek uwalił się grzecznie z tyłu, zachwycony wycieczką.- To co tam się u was zadziało z tymi krowami, że aż doktor Majewski nie pomógł? Coś z wodą? Paszę zmienialiście?

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyWto Lip 23, 2019 11:58 am

Pan Włodek odetchnął z wyraźną ulgą, gdy pani doktor postanowiła jednak się zebrać i mu nie odmówiła. Przecież przejechał po nią taki kawał drogi, co by zrobił, jakby postanowiła jednak oznajmić, że nie może i nie chce jednak z nim nigdzie jechać.
Nie zwrócił uwagi na ten słodki dym papierosowy, jakoś nieszczególnie też w pierwszym momencie przejął się jej kiepskim stanem - taki zaaferowany był stanem nieszczęsnej jałówki (o zacnym imieniu Kremówka).
Dopiero na wozie, gdy nieśpiesznie ruszyli, pan Włodek przyjrzał jej się nieco uważniej.
- A to z jedną. Nie je, nie pije... zmieniali my i wodę, i paszę, i Antoś jej świeżo koniczynę przywiózł, ale na nic to wszystko - westchnął ciężko.
To będzie długa droga.
- A pani jakaś taka blada mocno, źle spała? - I teraz dopiero zwrócił faktyczną uwagę na jej stan! Choć może dlatego, że siedziała bliżej, a pan Włodek to nie miał najbystrzejszych na świecie oczu.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptySro Lip 24, 2019 10:06 am

- A wie pan, panie Włodku... Takie tam problemy rodzinne. Ciężkie czasy nastały. - Zdobyła się jedynie na wymijającą odpowiedź. Na nieszczęście dla niej podróż do wsi była długa. Ponad cztery godziny w wozie, podczas których ruda nie mogła się nawet przez chwilę zdrzemnąć. Przede wszystkim dlatego, że telepało nią niemiłosiernie. Ponadto jej towarzysz za punkt honoru postawił sobie opowiedzenie chyba całej historii swojego życia.
Nasłuchała się o tym jaką to ma wspaniałą żonę – Zosieńkę, z którą jest od ponad pięćdziesięciu lat, o krowach, o gospodarstwie, o Antosiu (jak wyszło z opowieści chłopaczku, który pojawił się z miesiąc temu i pomagał na roli), jaki to on podobny do ich świętej pamięci Syna Piotra, co to na wojnie zginął, jaki gospodarny, uczynny, no cud chłopak.
„- Pani wie pani doktór jak pani tam żadnego kawalera nie ma na oku, to może by się pani nasz Antoś spodobał. Ręce do zwierząt ma i do uprawy, a robotny jest chłopak jak mało który.
- Dziękuję panie Włodzimierzu, ale nie skorzystam.
- Aaaa, pewno ma pani tam w stolicy jakiegoś oblubieńca, no pewnie! Taka krasna, to jakby i nie miała.”

A potem opowieść znów wróciła na trudny życia na wsi. Że oni to tam u siebie odcięci od świata praktycznie są, że poczta z emeryturą czasem nie dojeżdża na czas, że gazety to raz na kwartał jak jakieś wpadną to dobrze, do miasta ciężko dotrzeć, zwłaszcza jak zima ciężka. Że w ogóle to ciężko ze wszystkim,  zwłaszcza teraz jak wszystko trzeba zasiewać i zapasy robić.
I tak dalej... Przez bite cztery godziny.

W końcu dotarli na miejsce. Zachwycona pani Zofia (cudowna współmałżonka szanownego Włodka) natychmiast wyszła na podwórze, składając na policzkach Lorki dwa soczyste całusy.
- A oto i pani doktór!- Kobieta otrzepała jeszcze ramiona rudej z kurzu.- Obiad może pani najpierw by zjadła? Pewnie zmęczona po podróży.
Pewnie w każdych innych okolicznościach Loretka stwierdziłaby, że chętnie spędzi więcej czasu z przemiłymi staruszkami, ale dzisiaj... Nie. To i tak była wyprawa na przynajmniej dwa dni.

Pan Włodek zaprowadził ją do obory na tyłach domu, gdzie leżała już pacjentka. Lorcia zarzuciła na siebie fartuch, zaczęła osłuchiwać jałówkę. Ba, nawet dostała jakimś cudem pełną dokumentację, którą „pan doktór Majewski kazał pilnować i pani przekazać”.
Magia, którą wykorzystywała w tak beznadziejnych przypadkach miała swoją jedną, kluczową wadę. Była absolutnie wykończająca. Dlatego używała jej na tyle rzadko by się nie zajechać. No ale cóż... Życie jednej z dwóch krów było wystarczającym powodem, żeby Lorka rzuciła czar, nawet będąc w tak kiepskim psychicznie stanie.
Modlitwę odmówiła, pacjentkę uzdrowiła, ku szczeremu zachwytowi stojącego na progu pana Włodka.
Dziewczyna z ogromnym trudem stanęła na nogi, przytrzymując się filaru. Jeśli wcześniej czuła się słabo, to teraz wyglądała jakby miała stała już jedną nogą w grobie i tylko chwile dzieliły ją od zejścia  z tego świata.
- Przez następne dwa lub trzy dni będzie wymiotować taką czarną wydzieliną. To całkowicie normalne, proszę się tym nie martwić. Im gorszy stan zwierzęcia, tym proces oczyszczania trwa dłużej. Ale tutaj myślę, że szybko wróci do zdrowia. Zostanę do jutra rana, to jeszcze zajrzę do niej później. - Starała się ze wszystkich sił zachować względną równowagę, kierując się z gospodarzem w stronę domu.- Do wieczora ograniczcie jej dietę do samej wody... - Przycisnęła dłoń do czoła, blednąc jeszcze bardziej. Na szczęście byli już w sieni gospodarstwa.- Panie Włodzimierzu, gdzie mogłabym na chwilę się położyć?

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptySro Lip 24, 2019 11:01 am

Pan Włodek z czystym zachwytem przyglądał się dokonywanym na krowie cudów  - mało miał do czynienia z magią, więc cały proces był dla niego zwyczajnie niepojmowalny. Gdy był młody, to magia dopiero pojawiała się na Ziemi, elfy ledwo co przybyły do tego Planu.
Nie mógł pohamować się z radości i jeszcze nieszczęsną i wyczerpaną Lorkę po użyciu magii uściskał, dziękują raz po raz i mówiąc, jak to nie ocaliła życia i Kremówce, i w sumie też im, bo druga krowa stara już i pewnie za długo po prostu nie pożyje.
Kiwał z przejęciem głową.
- Ja to Antkowi powtórzę, bo on to krów dogląda - powiedział jeszcze, gdy weszli do sieni. Tam też złapał pannę El-Galad pod ramię, żeby jeszcze nie padła przypadkiem. - A, dobrze, dobrze, pani się położy, a my później obiad damy, jak pani odpocznie.
Po tych słowach poprowadził Loretę do jednego pokoju. Ot, pokój jak pokój... stała wersalka rozkładana, stolik, w rogu tapczan. Na ścianach wisiały zdjęcia - młodego mężczyzny w mundurze przede wszystkim - i ręcznie malowany portret śluby pana Włodka i pani Zosi.
Zza jednych drzwi - prowadzących do łazienki, bo miały ten taki łazienkowy klimat - dobiegał jeszcze przez chwilę szum wody płynącej z kranu. A pan Włodek posadził Lorkę na wersalce. Szum wody ustał.
- Pani tu pośpi chwilę, no - oznajmił poważnie i poklepał ją po ramieniu.
I wtedy właśnie otworzyły się białe łazienki, do pokoju wszedł wysoki młody mężczyzna. W zwykłych jasnych jeansach - trochę przykurzonych i z dziurami tuż na samym końcu nogawek - we flanelowej koszuli. Ciemnowłosy, o oczach w kolorze ciepłego brązu. Na jego przystojnej twarzy pojawiło się sekundowe zaskoczenie.
- O, Antoś. Pani doktór tu sobie spocznie chwilę, pomóż tam Zośce z obiadem - rzucił pan Włodek.
- Och, jasne - odparł Antoś. - I dzień dobry - to już rzucił do Lorki, patrząc na nią trochę tylko dziwnie. I oznajmił to całkiem przyjaźnie, bez śladu złośliwości czy zdumienia. Powiedział to wszystko głosem Adama Maja i wyglądając całkowicie jak on.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptySro Lip 24, 2019 11:30 am

Była absolutnie wyczerpana, więc z wdzięcznością pozwoliła się poprowadzić do jednego z pokoi. Bezwiednie skinęła głową słysząc o obiedzie. Jasne, wszystko jedno.
Posadzona na kanapie zsunęła z ramion roboczy fartuch.
Z trudem zakodowała, że ktoś wyszedł z łazienki. No tak, Antoś pewnie.
Uśmiechnęła się wręcz automatycznie, zamierzając temu słynnemu chłopaczkowi skinąć tylko głową i po prostu położyć się na chwilę spać, ale... No właśnie. Ale.
Zamrugała gwałtownie, uśmiech zniknął z twarzy rudej, jakby ktoś go dokładnie ścierką zmazał. Pobladła przy tym jeszcze bardziej.

- Jezu Chryste.- Zdążyła tylko jęknąć patrząc na Adama, a nie przepraszam, jebanego ANTOSIA przez parę sekund. Zupełnie jakby widziała ducha.
I właśnie w tym momencie Loreta El-Galad po prostu zemdlała.

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptySro Lip 24, 2019 11:39 am

Jezu Chryste.
Tyle rzekła pani doktor na widok stojącego Antosia - dobrze, że siedziała już na łóżku, to zamiast zaliczyć spotkanie z glebą, zaliczyła spotkanie pierwszego stopnia z wersalką i została przywitana wystającymi z łóżka sprężynami.
Zaraz obaj do niej dopadli, Antek położył ją normalnie i jeszcze podłożył jej poduszki pod nogi, bo coś mu świtało, że tak się czyniło z ludźmi, którzy omdleli. Pan Włodek jeszcze poleciał po wodę do kuchni, a Antek złapał jakąś starą gazetę i zaczął ją wachlować. Żeby miała więcej powietrza. Usiadł na brzegu wersalki i no. I wachlował. Ze zmartwioną miną.
I gdy Lorka zaczęła odzyskiwać przytomność, to pan Włodek się postanowił włączyć.
- Widzisz, Antek, ty taki wyględny, że nawet panny z miasta mdleją jak cie obaczą.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptySro Lip 24, 2019 12:03 pm

Loreta odzyskując przytomność pierwszą rzeczą jaką zobaczyła była twarz swojego z bożej laski narzeczonego. I jakoś tak nagle jej się lepiej zrobiło, bo poziom adrenaliny to chyba wyjebał w jej ciele poza skalę. Oparła się na łokciach, podnosząc do siadu. Przetarła drżącymi dłońmi oczy.
Złapała chłopaka lekko za nadgarstek przymuszając trochę, żeby przestał wachlować. Po części chciała się upewnić, że nie jest jakąś halucynacją.

Kiedy już siedziała, drugą dłoń przeniosła na policzek Adasia, absolutnie cały czas czas wpatrując się w niego jak w obrazek.
- To naprawdę ty...- Przełknęła z trudem ślinę, przesuwając opuszki palców na jego ramiona. Sekundę później zacisnęła je na flanelowej koszuli chłopaka, gwałtownie nim potrząsając.
- Coś ty sobie do kurwy nędzy wyobrażał, Maj?!- Wrzasnęła wściekle. To już nawet nie był słynny obrażony Jigllypuff. To był przynajmniej wkurwiony Pikachu.- Cała stolica cię kurwa szuka! Wszyscy myślą, że nie żyjesz! A ty sobie na wieś przyjechałeś?! Rolnik od siedmiu boleści się znalazł! Czy ty żeś chociaż pomyślał, co się teraz odpierdala po twoim zniknięciu w Warszawie?! Ślub odwołany! Ludzie się do pogrzebu szykują! A ten kurwa postanowił na polu orać i krowy hodować! Ja pierdole...

Żeby tego było mało w tej samej chwili do pokoju wbiegł radośnie Florian, najwyraźniej znudzony ganianiem za kurami i zabawą z tutejszym burkiem. Bernardyn wyhamował gwałtownie tuż przed Adamem, szczekając radośnie.

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptySro Lip 24, 2019 12:38 pm

Przebudziła się.
Adam - uważający sam siebie za Antoniego - odetchnął nieco głębiej, jakby z ulgą, że jednak nie zeszła na jakiś zawał. Całkiem możliwe, że nawet chciał coś powiedzieć w pierwszej chwili, ale... ale instynktownie umilkł na widok tego spojrzenia. Niedowierzanie, szok. Kolejną rzeczą, która zamknęła mu usta, była ta dłoń, która przesunęła się tak płynnie po jego policzku.
Nie miał najmniejszego pojęcia, o co chodzi.
Zamrugał kilka razy w odpowiedzi na te krzyki.
- Ślub? Pogrzeb? - powtórzył najpierw, kompletnie nie ogarniając. Zero zrozumienia. Pan Włodek uniósł brwi i milczał. Florian szczekał - ale dzięki temu zasłużył sobie na spojrzenie Adama. - No już, cśśś - rzucił do bernardyna. A później i tak skoncentrował pełną uwagę na Lorce. Tylko że najpierw bardzo delikatnie chciał się od niej odsunąć. Miękko zacisnął palce dookoła jej nadgarstka i spróbował odciągnąć go od swojego ramienia. Dopiero po tym akcie podniósł się z łóżka i odsunął na dobre dwa kroki, unosząc od razu ręce przed siebie w obronnym geście. - Bardzo przepraszam, ale... ale chyba nie wiem... o co chodzi - dokończył kulawo, niepewnie.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptySro Lip 24, 2019 1:57 pm

- Nie wiesz o co chodzi? To ja ci zaraz dokładnie wyjaśnię!- Warknęła już mniej histerycznie, ale przy tym o wiele bardziej nieprzyjemnie.
Teraz wszystko zaczęło układać się w całość. Przecież nawet pan Włodzimierz mówił, że mu „Antoś miesiąc temu to prawie jakby z niego spadł”, że „media nie docierają”, że „rzadko kiedy do miasta się jeździ”. Żyli sobie w błogiej nieświadomości tego co działo się w tym czasie w stolicy.
Oparła łokcie na kolanach, kryjąc twarz w dłoniach. Oddychała ciężko, próbując opanować szloch. Była zmęczona. Po prostu kurewnie tym wszystkim zmęczona. Robiła absolutnie wszystko, żeby go odnaleźć. Przeszła przez wszystkie etapy rozpaczy, strachu, że ją po prostu olał i porzucił przed ołtarzem, po strach że nie żyje. A on siedział, szczęśliwy i zadowolony z siebie na jakimś zapiździu. Nawet nie miała siły się denerwować.
- Czy pan, panie Włodzimierzu, zdaje sobie sprawę kim jest ten człowiek?- Podniosła wreszcie wzrok na zszokowanego staruszka.- Bo to nie jest żaden Antoś. To jest cholerny Adam Maj.- Mina pana Włodka pokazywała wyraźnie, że nie miał pojęcia o czym dziewczyna mówi.
Westchnęła, próbując podnieść się na nogi. Ze średnio dobrym skutkiem. Kolano Lorki odmówiło w tym momencie posłuszeństwa, więc gibnęła się do przodu, z trudem łapiąc równowagę.
- Musimy wrócić do Warszawy.

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptySro Lip 24, 2019 2:10 pm

- Byłbym wdzięczny - odparł na to Adam. Ale nie tak, jak pewnie można by po nim oczekiwać. To był szczery wyraz, że gdyby mu wytłumaczyła, o co się dokładnie rozchodzi, to naprawdę bardzo wiele rzeczy by mu ułatwiło i wyjaśniło.
Spojrzał - taki biedny i zagubiony - na pana Włodka, lecz nie doczekał się z jego strony żadnej pomocy.
Bo pan Włodek nie miał pojęcia, kim jest Adam Maj i dlaczego jest taki cholerny. Znaczy pomijając to, że cała Warszawa go szukała, że miał być ślub i wesele też, a teraz to i nawet pogrzeb. Przez chwilę przyglądał się Antosiowi uważnie, jakby właśnie zaczął go podejrzewać, że to przynajmniej przestępca, który uciekł z więzienia i go szukają.
- A... a kto to jest ten Adam Maj? - spytał w końcu pan Władek.
A główny zainteresowany odsunął się jeszcze bardziej, aż dotknął plecami ściany - i o nią się oparł. Wiedział, że kimś był. Wcześniej. Nie miał tylko pojęcia, że ktokolwiek miałby go szukać. Pan Włodek sam podsunął mu myśl, że może uciekł z domu czy coś, a Adam - nie chcąc robić im kłopotu z dziurami w pamięci - pięknie przytaknął.
- Pani doktor, jak to już prawie siódma wieczór jest... jutro. Cała Warszawa nie ucieknie do jutra - oznajmił pan Włodzimierz z miną wybitnego znawcy. Podniósł dłoń i podrapał się po głowie. - Oj, Antek, chyba będziesz musiał nam trochę co wytłumaczyć.
- Ale ja naprawdę nie wiem.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyCzw Lip 25, 2019 11:45 am

Zwróciła uwagę na zaniepokojone spojrzenie staruszka. No tak, to mogło wszystko bardzo źle zabrzmieć.
- To artysta.- Uspokoiła szybko mężczyznę. Jeszcze by pomyślał, że niebezpiecznego zbiega pod dach przygarnął.- Muzyk, bardzo znany w stolicy.
Musiała bardzo poważnie przemyśleć kwestię przenocowania w gospodarstwie.
- Dobrze... Pojedziemy rano.- Pokiwała grzecznie głową. Najchętniej zadzwoniłaby jak najszybciej do teściowej, ale... w całej wsi nie było przecież telefonu. A jechać i niepokoić Majewiskiego tylko z powodu własnej niecierpliwości? Nie. Mogła też wezwać ojca. Albo Kostka. Pewnie by zrozumieli taki pośpiech, ale...
Oczami wyobraźni już widziała wielkie poruszenie, kiedy pod gospodarstwo podjedzie wojsko. A to mogłoby się przerodzić w plotki. Ludzie lubili gadać. Mając to na uwadze ruda stwierdziła, że lepiej będzie jednak zostać na noc. Zresztą, istniała obawa, że i tak by padła ze zmęczenia po drodze.
- Panie Włodzimierzu... Czy mogłaby pan zostawić nas z Adamem samych?- Trochę przystopowała, jak gdyby stwierdziła, że nic jej nie da jeśli nadal będzie się wściekać. I tak, nie zamierzała go nazywać Antosiem. Skąd on w ogóle to imię wytrzasnął?
Kiedy wreszcie zostali sami, pokonała tych kilka kroków ich dzielących. Z trudem. Laska została oparta o tapczan, zupełnie jakby w tym wszystkim Loretka zapomniała o tym, jak bardzo jej potrzebuje. Wyciągnęła delikatnie dłoń w stronę chłopaka, a na twarzy pojawił się dogłębny smutek. Ba, przez sekundę w jej myślach zaświtała myśl, że wolałaby znaleźć go martwego niż w takim stanie. Wtedy przynajmniej miałaby pewność, że ją kochał i była ważna. A teraz? Miała przed sobą tylko obcego człowieka.
- Naprawdę nic nie pamiętasz...?- Zapytała cicho, cofając szybko rękę. Nie spodziewała się, że aż tak go urządzili. Odwróciła lekko głowę, cofając się o krok do tyłu. Nie chciała naruszyć jego przestrzeni prywatnej.- Przepraszam, że krzyknęłam.
Oho. Musiała być bardzo zmęczona, skoro nawet szczere „przepraszam” przechodziło jej przez gardło.
- Ja po prostu... Byłam pewna, że nie żyjesz. Albo, że uciekłeś...- Zawiesiła głos. Może w ogóle się pomyliła? Może ten chłopaczek był po prostu bardzo podobny do Maja? Bo przecież nie zachowywał się jak on. Nie odwarkiwał jej, ani razu jeszcze nie machnął lekceważąco ręką. Ale nie, zbieg okoliczności byłby zbyt duży.- Jestem ci winna wyjaśnienia. Może zaczniemy od początku?
Wskazała na kanapę, ewidentnie proponując, żeby jednak usiedli jak normalni ludzie.

Adam Maj
Adam Maj
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyCzw Lip 25, 2019 12:38 pm

Zostali sami. Pan Włodek pokiwał że zrozumieniem głową na wieść, że Antoś to muzyk bardzo w stolicy znany, ale słowem się już nie odezwał. Podobnie jak i sam Antoś.
Odetchnął głębiej, patrząc na zamykające się za plecami wuja Władka drzwi. W końcu, po miesiącu, pojawił się ktoś, kto mógłby mu nieco o nim samym powiedzieć. Miał jakieś przebłyski, czasami śniły mu się miejsca, których nie pamiętał i... no głupio się aż przyznać, ale przecież ta ruda pani doktor też kilka razy nawiedzała go w snach. Totalnie nie miał pojęcia, kim mogłaby być - ale jeszcze chwilę po przebudzeniu trzymał się go chłodny smutek ze szczyptą gorzkawej tęsknoty. A teraz, gdy zobaczył ją na jawie, serce drgnęło mocniej w piersi.
Pokręcił powoli głową, przymykając oczy.
- Niewiele. W sumie to prawie nic.
Zatrzymał wzrok na tej wyciągniętej dłoni - która i tak nie dotarła do celu, bo zatrzymała się w połowie i jednak opadła.
Od początku. Okej. Podszedł do tej wersalki, usiadł na niej. Na dosłownie moment, bo zaraz usłyszał miauczenie z kartonu stojącego przy drugim tapczanie. Wstał, podszedł tam i wyjął z pudełka kitku. To takie dziko pręgowane. Malutkie. Położy je sobie na przedramieniu i wrócił na poprzednie miejsce, miziając małe i pomiaukujące stworzonko.
Sięgnął pamięcią do ostatniej rzeczy, którą pamiętał.
- Obudziłem się na wozie wuja Władka. Pobity, obolały, bez dokumentów. Nie miałem pojęcia, kim jestem i gdzie jestem. W głowie mi huczało i pomyślałem, że... ze Laura się wkurwi. A nawet nie wiedziałem, kto to jest. - Spojrzał w sufit i zmarszczył brwi. - Wuj zapytał, jak się nazywam. Miałem potworną pustkę, więc wydusiłem, że Antoni Paderewski. A jestem... Adam Maj, tak?
Odwrócił głowę w kierunku rudej. Hm. Trochę akward.

Loreta El-Galad
Loreta El-Galad
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata EmptyCzw Lip 25, 2019 1:11 pm

Przysiadła na kanapie, czekając aż zajmie miejsce obok niej. No i usiadł. Ale tylko na chwilkę, bo zaraz dobiegło ją piskliwie miauczenie. No tak, zima/wiosna, płodny okres wśród kotów na wsi. Ale ten musiał być wybitnie jakimś wcześniakiem. Nie mogła zdusić w sobie poczucia, że Maj z kotem to najbardziej urocze połączenie świata. Zresztą, na jakiego badassa by się nie kreował przed znajomymi, z jakim obrzydzeniem by nie trzymał ropuchy w rękach, to przecież Lorcia nie raz nie dwa widziała go rozwalonego na kanapie z Florkiem. A jakie oburzenie było, kiedy któregoś z nich zrzucała. Uśmiechnęła się nieświadomie pod nosem.

Już się miała oburzyć, że przecież wcale by się nie wkurwiła jakby przyszedł taki poobijany, ale... No przecież, że by dostał ochrzan. I to taki srogi.
- Laura to twoja narzeczona.- Odparła tylko. Jakoś wizja wyskakiwania z kapelusza z tekstem „tadaaa to ja jestem twoją Laurą, a ty masz srogo przejebane, za tą akcję stary” niezbyt jej się uśmiechała. Parsknęła cichym śmiechem słysząc o Antonim Paderewskim. No tak, przecież mogła to przewidzieć. Antoś pewnie też wzięło się od jakiegoś muzycznego bożyszcza. Vivaldiego czy innego skostniałego truposza klasyki.
- Tak, nazywasz się Adam Maj.- Pokiwała powoli głową, układając dłonie na kolanach. Wydawała się jakaś taka spokojniejsza. Jasne, smutna jak cholera, ale przecież... Wszystko się dało przepracować. A jeśli sobie nie przypomni kim jest, to może go w sobie rozkochać jeszcze raz. Not big deal.
Nie żeby poprzednie względne uporządkowanie związku zajęło tym cholernym dzbanom gdzieś koło siedmiu lat, a samej Lorce przysporzyło sporej ilości siwych włosów. Nawet Florian sprawiał wrażenie mniej nerwowego niż ostatnimi dniami. Uwalił się na podłodze przy tapczanie, szybko zasypiając i zaczynając chrapać jak stary traktor.
- Byłeś na własnym wieczorze kawalerskim, kiedy cię pobiło kilku gości. Ukradli ci portfel, dokumenty, a potem wywieźli pod Warszawę. Podejrzewam, że tam cię znalazł pan Włodzimierz. Policja cię szukała przez ostatnie cztery tygodnie, ale nigdy nie mogli cię znaleźć. Nawet Marianna.. Znaczy twoja matka przyjechała.
Pochyliła się delikatnie, ale w sumie tylko po to, żeby podrapać kociaka za uszkiem. Na jej palcu tkwił serdeczny ten sam złoty pierścionek zaręczynowy, który jakimś cudem ostatecznie udało im się odnaleźć rok temu. Lorka doskonale pamiętała jak po jednej z karczemnych kłótni o błyskotkę ostatecznie wsadziła ją na palec mówiąc, „żeby sobie Maj za dużo nie wyobrażał, bo to wcale nie znaczy, że chce za niego wyjść, tylko że jak to dziadostwo jeszcze raz zaginie to któreś z nich na pewno za to oberwie po łbie”. Na jej palcu przynajmniej był bezpieczny.
- A cóż to za dziecina?- Natychmiast uderzyła w łagodne tony, które stosowała tylko do kociąt, szczeniąt i żab. Fachowe oko podpowiadało, że kociak miał może z trzy-cztery tygodnie.
- Trzeba będzie niedługo maleństwo zaszczepić, co by kataru nie dostało.- Stuknęła delikatnie opuszką palca w nosek kociaka, który natychmiast odsunął się oburzony i kichnął.

Sponsored content
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty

PisanieTemat: Re: Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata   Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata Empty


 
Historia pewnego wieczoru kawalerskiego, pozwu i wsi odciętej od świata
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Skocz do: