Szybkie Menu

Kłopotowskiego 38/7
Idź do strony : 1, 2  Next
Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 7:35 pm

Kłopotowskiego 38/7 SvnHyWJ

Mieszkanie mieści się w zabytkowej kamienicy z roku 1912, uważanej za najpiękniejszy przykład warszawskiej secesji na Pradze, i prowadzą do niego (jak zresztą i do reszty mieszkań...) znane na całą Warszawę spiralne schody.

Drzwi wejściowe prowadzą do niewielkiego przedpokoju, w którym ciemno jak w dupie u murzyna. Po prawej - lustro w drewnianej ramie i szafka na buty. Po lewej - wieszaki ścienne, wiecznie zawalone kurtkami, bluzami od mundurów i innymi takimi. Jakby dobrze pokopać, to i pewnie flaga Polski by się znalazła.

Przedpokój ciągnie się trochę i prowadzi do reszty mieszkania. Bezpośrednio po prawej stronie znajduje się niewielka kuchnia. Choć wystrój nie powala elegancją i drogimi sprzętami, to jest tu całkiem schludnie i przytulnie - głównie za sprawą Elżuni, bo Ra i Leo to wchodzą tam głównie po kawę albo żeby ukraść coś z patelni. Na lewo zaś mieści się pokój stołowy.

Ach, ale cóż to za pokój stołowy. Standard, można by rzec, słowiańsko-studencki.

Stara, drewniana podłoga w centralnym miejscu przykryta jest czerwono-złotym dywanem (w którym uważne oko dostrzeże kilka wypalonych szlugami dziur), a na nim stoi przykryty dużym, koronkowym obrusem podłużna ława. W sam raz, żeby było można na niej postawić piwo czy inne chipsy podczas posiadówy. Bo tuż przy niej znajduje się niepierwszej nowości kanapa. Na ścianie nad nią zawieszona została makatka (która wygląda jednak bardziej jak dywan) przedstawiająca... hetmana. Najcenniejsza zdobycz tego domu. Druga w kolejności wisi nad mieszczącym się naprzeciwko telewizorem - makatka, chyba z tego samego kompletu, przedstawiająca Matkę Boską. Z Częstochowy, oczywiście. Reszta pokoju zawalona jest meblościanką (na niej, a jakże, pełno bibelotów i wojskowego barachła walającego się na kolejnych koronkowych serwetach). W rogu między ścianą a jednym z okien stoi choinka - ale nie byle jaka, bo misternie ułożona z puszek po Żubrze i Lechu. Tak jakoś wyszło, że drugi albo i trzeci rok z rzędu nikomu nie chce się jej rozbierać. Może jakby miała podwójne de z przodu...

Z salonu przechodzi się na balkon, do pokoi dzbanów (ściana przed pokojem Ra ozdobiona jest autentycznym drogowskazem wskazującym kierunek na nieistniejące już zadupie i głosi, że "Cyców 2") oraz łazienki. Łazienki może niedużej i nienowej, ale za to czystej i z antyczną wanną na miedzianych nóżkach.

Z wyjątkiem kuchni i łazienki wszędzie jest ta sama stara, drewniana podłoga, która skrzypi w niektórych miejscach. A ściany i okna są - jak to w starym budownictwie - wysokie.


Pokój Ra:
 

Pokój Elki:
 

Pokój Leo:
 

Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 8:06 pm

Przez pierwszy tydzień psioczył i pomstował. A co wziął skrzypce w dłoń, to dokumentnie odechciewało mu się grać. Miał wrażenie, że pod wpływem impulsu weźmie i te skrzypki rozwali na ścianie, a to jednak droga i trudno dostępna rzecz. Elektryk, nie ściana. Biorąc pod uwagę leopoldową historię gwałtownej dekonstrukcji instrumentów smyczkowych pod wpływem chwili - wstrzymanie się od grania było wyjściem całkiem rozsądnym.
Na drugi tydzień dupczył wszystko co popadnie. Do tego stopnia, że pewnie i Elkę by zbałamucił, gdyby ten nie był tak żałośnie niepodatny na wdzięki swojego bff i tak do bólu heteronormatywny. Całe szczęście, że Leopold był przeczulony na punkcie bezpieczeństwa, bo jeszcze by do domu z jakąś kiłą czy rzeżączką wrócił. Albo jeszcze gorzej - z widmem potomstwa.
Trzeciego tygodnia rzucili ich na misję w jakieś zadupie na granicy. Nie miał czasu się nawet po dupie podrapać, a co dopiero pomyśleć o jakimś rozkapryszonym muzyku. Ledwo do domu wrócili, tak było blisko. Towarzyszący im oddział "zwyczajniaków", który mieli wspomagać, nie miał tyle szczęścia: Czarni przetrzebili ich niewąsko i na jednostkę wrócił ledwie co drugi.
Po tym już nie było co liczyć, Leo był przekonany, że już się z niego wyleczył. Nawet się, kurwa, z Anielką umówił. Na koncert muzyki klasycznej, ot co. Jak wskakiwać znów na konia, to w pełnym pędzie.
No nie. Nie wyleczył się.
Jeszcze się za nimi nie zamknęły drzwi od klatki schodowej, a Leo już ciasno obejmował Adama w pasie. Przy czym za chwilę dłonie zupełnym przypadkiem zaczęły mu zjeżdżać na pośladki chłopaka. Całował go gwałtownie i z jakimś takim głodem, jakby ten przecież wcale nie tak długi, ale za to wymuszenie grzeczny spacer z teatru tak strasznie wyczerpał jego cierpliwość.
Nie oszukujmy się. Wyczerpał.
Ta cała rozmowa pełna aluzji, przekomarzania się i mruknięć, to całe mimowolne muskanie dłoni jednego wierzchem dłoni drugiego - to była istna symfonia silnej woli i samozaparcia, żeby się na Adama nie rzucić gdzieś na chodniku, przy tych wszystkich ludziach.
Oderwał się od niego tylko dlatego, że mu zabrakło tchu. Ale i dobrze się stało, bo zaraz usłyszeli kroki któregoś z sąsiadów. Leo tylko uśmiechnął się kącikiem ust i poprowadził Maja na górę.
Do Dzbanowiska.
- Tylko nie przestrasz się. Mamy dość... specyficzny salon - uprzedził go - rychło w czas! - po otworzeniu drzwi, jeszcze zanim zdążył wymacać przełącznik światła w przedpokoju. Kurwa, ciemno jak w dupie. Naprawdę powinni pomyśleć o zainstalowaniu czegoś, co by się świeciło samo z siebie.  - Ale nie martw się - odwrócił się do niego i wyszeptał. - To nie tam będziemy siedzieć.

Adam Maj
Adam Maj
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 9:20 pm

Adam szybko wyzbył się z myśli Mazura i tego... hm. Incydentu. Zwykle błyskawicznie wyrzucał z głowy wszystko to, co mogłoby być dla niego w ten czy inny sposób niewygodne - zwłaszcza że i tak nie widywał Leopolda przez te tygodnie. Bo, mimo wszystko, urazy potrafił wydrapywać takie sprzed kilku lat bez mrugnięcia okiem i bez cienia wstydu je wypominać, o ile miał gorszy humor.
Powinien otrzymać za to nagrodę Złotej Łopaty.
Platynowej nawet.
Chuj, diamentowej, po co się rozdrabniać?
Teraz jednak ani trochę nie myślał - nawet Święty Stradivarius nie przypominał mu o tym wieczorze.
Tyle że nad wyraz grzeczny spacer nie nadwyrężał jego cierpliwości. Maj czerpał z niego przyjemność, lubił tę grę niedomówień, naprawdę podobały mu się te subtelne gesty, wzbudzały obrzydliwie zimny dreszcz ekscytacji; były prologiem wyplatanym z aluzji i muśnięć dłoni, milczących spojrzeń. Wstępem do grzesznego poematu pisanego potem, wykreślanego na nagich ciałach.
Maj rozglądał się również ciekawie po Pradze - przecież nigdy w życiu nie odwiedzał tej dzielnicy. Okraszona złą sławą nie przyciągała kogoś takiego jak on. Kilku ponurych panów w ortalionie łypało z ciemnej bramy i był to obraz naprawdę intrygujący. Dla Adama, który przecież nigdy wcześniej nie widział praskich dresów w środowisku naturalnym.
Dotarli na miejsce i Maj ani trochę nie opanował. Zaśmiał się tylko cicho, nim ich wargi zetknęły się w tym niekoniecznie grzecznym - w porównaniu do spacerku - pocałunku. Tak całkowicie kontrastując tę gwałtowność, powoli uniósł wolną dłoń i zacisnął palce na ramieniu Leo. Oddech uciekał mu znacznie szybciej, z każdą sekundą robiło mu się goręcej. Nie usłyszał kroków na schodach, właściwie gdy Mazur się odsunął, przez dwie sekundy mógł zobaczyć to niezrozumienie w brązowych oczach, jak gdyby ich właściciel był święcie przekonany, że zrobił coś nie tak i dlatego mu to zabrano.
Potrząsnął głową. Ugh. Naprawdę powinien się przynajmniej częściowo ogarnąć i chociaż stwarzać pozory, a nie układać się nie tyle co na talerzu, co już na widelcu.
Odetchnął głośniej kilka razy, uspokoił oddech, trzasnął się mentalnie kilka razy po ryju. Bo, do kurwy nędzy, był przecież facetem, a nie zauroczoną jakimś typem słit nastką.
- Mhm - mruknął cicho. - Jeśli będzie za bardzo godzić w mój zmysł estetyczny, wypierdalam. A ty za mną, do mnie.
I później wkroczyli do świątyni PRL-u. Adam zatrzymał się i w pierwszej kolejności nie potrafił się skupić na jednej konkretnej rzeczy. Hetman na dywanie, Matka Boska, ta meblościanka... Posłał Mazurowi milczące spojrzenie, które powinno powiedzieć mu absolutnie wszystko. Było naprawdę wielce wymowne, a ten łatwy do odczytania komunikat brzmiał - ni mniej, ni więcej - Jeśli myślisz, że mnie tu wyruchasz, to chyba srogo cię popierdoliło.
Bo inaczej tego nazwać się nie dało.
- Oooooooooo, kurwa, zajebiście, Leo, dawaj. Z Matim piwka pijemy i meczu słuchamy, dawajcie z nami - oznajmił nagle jakiś typ, machając dziko łapskiem. Wielkim łapskiem. Wielkim łapskiem przytwierdzonym do jeszcze większego faceta o blond loczkach i pociesznym uśmiechu istoty niespełnej rozumu.
Adam przeniósł wzrok na siedzącego obok łysego i szczurkowatego Matiego, który uśmiechnął się prezentując brak górnej lewej dwójki. Po tych oględzinach Maj wbił ostre jak brzytwa spojrzenie w Mazura w ciszy cięższej pewnie niż twoja stara.
- Wódę też w sumie mamy - dorzucił Mati wyglądający na Sebka z rechotem.
- No, wódę też, ale to no. W ogóle ja jebię, jacy wy odjebani jak na szkolną akademię, jak dwa pucusie.
Pytanie do Janusza - po czym poznać, że Elżbietka był pijany? Cisnął bekę ze wszystkiego i wszystkich.

Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 9:36 pm

Leo nawet nie patrzył na Adama. Stał tylko bez słowa, z zamkniętymi oczami. Palcami prawej ręki, wspartej łokciem na lewej gdzieś na wysokości klatki piersiowej, uciskał sobie nasadę nosa jakby właśnie dostał epickiej migreny.
Bo i też na widok tego, co zastał, faktycznie zaczął czuć, jak go łeb napierdala.
Takich napojów bez etykiety i w takim towarzystwie to się chyba, Adasiu, nie spodziewałeś, co?
No kurwa, że się nie spodziewał. Leo mógł niemal namacalnie poczuć to spojrzenie, jakie Maj w niego wbijał. Zresztą, sam też czuł się trochę nieswojo w tej chwili, a przecież tu, kurwa, mieszkał.
- Elżuniu mój ty kochany - zaczął spokojnie. I Elka, wiedziony doświadczeniem, mógł się natychmiast domyślić, że dalej już tak miło nie będzie. Po takich słowach z ust Leopolda jeszcze nigdy nic miłego się nie zdarzyło. - Czy mógłbyś, proszę, zabrać Matiego pod pachę i posłuchać meczu u niego? - dokończył myśl trochę zimniejszym tonem niż zamierzał, wbijając wzrok w przyjaciela. Cholera. Gdyby Elka nie był tak niedomyślny, to wszystko szłoby znacznie łatwiej.

Adam Maj
Adam Maj
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 9:40 pm

Elżunia zamrugał kilka razy, patrząc to na Leopolda, to na Maja - przy czym ten drugi wciąż wpatrywał się bez słowa również w Mazura, acz jego spojrzenie było zwyczajnie mordercze.
Kolejną rzeczą, którą Aleszko zaobserwował, to był futerał. Uniósł brwi i prychnął nagle.
- O, nie. Nie będziecie na tym gównie piłować po nocy, nie ma opcji, chyba cię pojebało, dawno na nas ta suka Grochowska psy wzywała, bo ci się chciało grać, kurwa? - zaburczał i wskazał dłonią skrzynkę z browarami, z miejsca porzucając ten burkliwy ton. - Weźcie siadajcie, a nie, stoicie jak widły w gnoju xD
A Maj... Maj spojrzał na blondtypa i uniósł brwi. Aha. Po prostu AHA.

Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 9:50 pm

Leopold przezornie nawet kątem oka nie zerknął na Adama. Był pewien, co mniej więcej ujrzy na jego obliczu, i nie pomyliłby się wiele.
Zamiast tego wpatrywał się w Elkę.
- No kurwa - wściekł się. Wszystko byłoby znacznie, znacznie, ZNACZNIE prostsze, gdyby nie syndrom wyparcia jego przyjaciela. - Nic nie będziemy piłować, znaczy nie będziemy akurat skrzypiec piłować, a w ogóle to kod czerwony, czaisz, więc idźcie z Matim wyprowadzić jakieś jedynki na spacer czy co, okej? >:C - wypluł z siebie Poldek. Kodem czerwonym, oczywiście, było wcześniej ustalone hasło na awaryjne, ale arcyważne ruchańsko, i oznaczało mniej więcej tyle, co: wszyscy wypierdalać z chaty.
Problem był jednak taki, że Elka nie wierzył w istnienie seksu pozaheteroseksualnego.
- A ty - Leopold natychmiast wskazał Sebę/Matiego palcem wskazującym, mimo że to bardzo niegrzecznie. - Co ja ci kurwa mówiłem o piciu wódy u nas, masz absokurwalutny zakaz - dokończył cierpko, a jego spojrzenie miało w tej chwili niemal równie mordercze właściwości, co spojrzenie Adasia.

Rha'thel Magornith
Rha'thel Magornith
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 10:16 pm

Rha’thel miała w swoim życiu różne etapy – czasem przychodziła do domu z panną, czasem z panem, a zdarzało się i tak, że z dwoma powyższymi jednocześnie. Potem włączał się jej tryb pustelnika i mędrca, który co prawda nie ruchał, ale za to ćpał różne dziwne rzeczy, żeby opowiadać ludziom o swoich mądrościach. I właśnie na takim etapie właśnie była. Miała pewne dojścia i była w stanie różne rzeczy skombinować – mieszkali przecież na Pradze, nie zdziwiłaby się, jakby ktoś w domu trzymał atomówkę. A że dopiero wrócili z Zony i mają przymusowy urlop, bo wrócili z niej mocno przeciorani, to mogła sobie pozwolić na takie rzeczy.
Elżunia sprowadził kolegę do oglądania meczu, ona nie miała ochoty z tym typem siedzieć. Powiedziała tylko Elce, że jak Leo wróci i zobaczy tu Matiego, to nie będzie zadowolony, ale ona ma wyjebane, bo Aleszko przekupił ją jajecznicą z boczkiem. Dlatego przymrużyła oko i poszła jarać do siebie do pokoju. Cholera wie dokładnie, co było w tej mieszance, ale grunt, że działało. Jeszcze do tego poprawiła kilkoma piwami i będzie dobrze. W ten sposób radziła sobie z tym co się wydarzyło. Chłopcy wiedzieli, że jak wracają do Warszawy, to musi mieć kilka dni na ułożenie sobie wszystkiego we łbie i nie powinni ją w tym czasie wkurwiać.
Siedziała na parapecie – w samych majtkach, nawet stanika na sobie nie miała – i patrzyła w gwiaździste niebo, rozmyślając NAD CZYMŚ. Wtem do jej uszu dotarł głos Leo. I magiczne słowa. KOD CZERWONY. Co się odjaniepawlało? Narzuciła na siebie tylko szlafroczek – związała go niedbale, tak że równie dobrze mogłaby go nie mieć i dużej różnicy by to nie zrobiło. Zasłaniał jedynie trochę na nowo wyhodowanych cycków. I sięgał raptem to połowy pośladków.
Co się, kurwa, odpierdala? – zapytała, rozglądając się po salonie. Wtedy sobaczyła tego chłoptasia obok Leo. Jaki wymuskany, delikatny dzieciaczek. Uniosła jedną brew do góry… by następnie wybuchnąć śmiechem. – Toś sobie znalazł chłopca do „piłowania” – parsknęła. – Elka, idziemy, bo zaraz Leo opadnie i będzie po zabawie. – Nieco chwiejącym się krokiem podeszła do Elżuni, by następnie wziąć go za wraki i podnieść z tej kanapy. Następnie spojrzała na Matiego TYM swoim morderczym wzrokiem. – Koniec imprezy, spierdalaj – burknęła.
Taka z niej przyjaciółka była. Oczyszczała teren, by Leopold mógł poruchać. Niech doceni!

Adam Maj
Adam Maj
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 10:25 pm

Adam zaczynał wątpić w słuszność dzisiejszych decyzji. Pierwszym znakiem od Boga była zapewne Praga sama w sobie - tacy jak on nie powinni się na niej pokazywać tak po prostu. Drugim sama nazwa ulicy. Trzecim dywany na ścianach i ten PRL-owski wystrój. Czwartym zaś - to wszystko, co się właśnie odpierdalało.
Biorąc pod uwagę fakt, że ostatnim razem powód do wycofania się dała mu tylko pani Henia w sztuce jednej, trudno było opisać, jak wielka nagle stała się niechęć Adama do jakichkolwiek... ekhem... bliższych stosunków... ekhem... z Leopoldem w tym miejscu.
Elżunia z kolei wybuchnął perlistym śmiechem.
- Czerwony kod? Dobre, dobre... - zachichotał jeszcze, kręcąc głową. A Mati uniósł łapy w obronnym geście.
- No ja nie piję, mamy tylko, no co, można mieć - wytłumaczył się bardzo szybko, bo najwyraźniej z wielu powodów obawiał się Leopolda. I szturchnął jeszcze Elkę - Ty, może serio tak...
Nie ukończył zdania, bo nagle się wjebała tam jeszcze Ra.
Adam westchnął ciężko. To było naprawdę ciężkie westchnienie, takie wzorowe dla cierpiętnika. Tak się właśnie niszczyło nastrój w RPE. Tyle że nadal taktycznie milczał, co najwyżej zmrużył nieco oczy na tego "chłopca do piłowania".
A Elunia?
- Weź spierdalaj, Ra, albo z nami pij. Co wy tacy sztywni dzisiaj, oboje, przecież co wam Mati przeszkadza, ja pierdolę.

Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 10:42 pm

Leopold z każdą sekundą coraz bardziej żałował, że nie nalegał bardziej na to, by udali się do Adama. Albo hotelu. Albo chociaż motelu, psia jego mać. Nie dość, że Mati i Elka, to jeszcze Ra dołączyła do całego spektaklu. Leo wiedział, że chciała dobrze, że specjalnie wyszła mu w sukurs z pomocą, ale trochę to nie wyszło tak, jak powinno. W myślach już widział, jak Maj odwraca się na pięcie i biegnie gdzie pieprz rośnie.
W pewnym momencie już nawet nie słuchał, co oni wszyscy mieli do powiedzenia. Nie było warto. Tego się, kurwa, nie dało odratować. W każdym razie nie w takich warunkach.
- Ra, weź przypilnuj, żeby Mati nam nie zarzygał hetmana - zrezygnowany zwrócił się do przyjaciółki, kompletnie sagując tym razem wstawionego Elkę, a potem spojrzał na Adama. To już nawet nie było przepraszające spojrzenie. - Daj mi chwilę - rzucił do niego neutralnie i lekko złapał za łokieć, żeby pociągnąć go do swojego pokoju. Nie chciał go tu zostawiać z nimi nawet na pięć sekund. Wtedy obrazek z myśli zmieniłby się w rzeczywistość szybciej, niż zdążysz powiedzieć "jestem Adam, nikomu nie wkładam, bo szybko stąd spadam".
Kiedy zamknęły się drzwi, zrobiło się cicho.
Tak przyjemnie cicho, że Leopold nie chciał przerywać tej ciszy żadnym nieprzemyślanym słowem. Wyciągnął z kieszeni marynarki paczkę fajek. Otworzył okno i dopiero wtedy odpalił jednego szluga, zaciągając się głęboko.

Rha'thel Magornith
Rha'thel Magornith
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 10:59 pm

Gdyby Ra była nieco bardziej trzeźwa, to zapewne zupełnie inaczej to by rozegrała. Najprawdopodobniej, słysząc „kod czerwony” nałożyłaby na siebie jakąś sukienkę czy cokolwiek innego i wyszłaby z mieszkania, mówiąc jedynie, żeby nie ruchali się na blacie w kuchni. Jednak, jako że weszła w tryb naćpanego mędrca, postanowiła robić za mediatorkę i bohaterkę ruchania Leopolda. No niewiele Leo mógł na to poradzić.
Jasne –  powiedziała jedynie. W tym mieszkaniu było kilka świętości – portret El-Galada, Matki Boskiej i zdjęcia całej Trójcy. Na resztę Ra miała wyjebane.
Spojrzała na spizganego Elżunię. Jak miała chłopakowi wytłumaczyć, że Leo chce sobie poużywać? Nawet jak Mazur mu na trzeźwo mówił, że rucha się z facetami, to Aleszko mu nie wierzył, uważając, że to pewnie tylko śmieszki są, a co dopiero teraz.
Eligiuszu Leonie Aleszko. Uwierz mi, nie chcesz słuchać tego piłowania. Będziesz mieć traumę do końca życia. No chodź. Bieremy Matiego, wódkę i idziemy do niego. Mieszka przecież piętro wyżej. – Starała się mówić do Elki już nieco spokojniej, trochę jak do upośledzonego dziecka. Uśmiechnęła się nawet, pochyliła nieco nad nim, by szepnąć mu do uszka: – Dam Ci pomacać, jak stąd pójdziemy, hm? – Argument największego kalibru.

Adam Maj
Adam Maj
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 11:08 pm

- Weź, kurwa, fu. - Tyle orzekł Eligiusz Leon Aleszko odnośnie macania Ra po cyckach, bo fuj. Przecież była bardziej jak brat - nawet nie już jak siostra. A przecież Leopolda po klacie nie macał. Ale tam pomarudził jeszcze ino chwilę, żeby tam ostatecznie się z Matim zabrać do Matiego.
A Adam... pozwolił się poprowadzić, chociaż naprawdę powoli, niechętnie i krokiem zdecydowanie sztywnym, patrząc po raz ostatni na trójkę w PRL-owskim salonie.
Stał tak przez chwilę, obserwując Mazura idącego do okna. Przez chwilę między nimi panowała ta cisza, słychać było tylko jakieś ciche tłuczenie się i zbieranie dup z kanapy czy skrzynki z podłogi.
- Czy ty sobie ze mnie żartujesz? - spytał powoli. - Bo jeśli tak, to nie zrozumiałem. A jeśli nie, to chyba cię pojebało. - On tego nie powiedział. On to oznajmił.
Bądź wirtuozem skrzypiec, geniuszem muzyki klasycznej, graj w najlepszym warszawskim teatrze solowe koncerty, mieszkaj w centrum Warszawy w luksusowym apartamencie - znajdź się w takiej sytuacji.

Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 11:29 pm

- Nie żartowałem - odpowiedział po dłuższej chwili patrzenia w okno. Wyrzucił niedopałek na zewnątrz, mając nadzieję, że wiatr go zniesie i kiep wpadnie do mieszkania Grochowskiej.
Odwrócił się do Adama.
- Wiesz, na chwilę dałem się ponieść. Ta gadka o piciu z nieetykietowanych butelek sprawiła, że zapomniałem skąd pochodzisz - powiedział spokojnie i podszedł do szafy. Otworzył ją. - Daj mi chwilę, to się przebiorę i cię odprowadzę z Pragi - oznajmił, wpatrując się w zawartość mebla. Wszystkie ciuchy miał wyprasowane jak spod igiełki i ułożone, kurwa, kolorami. W salonie mógł sobie być PRL, choinki z puszek i hetman na dywanie, ale u siebie miał więcej powagi, a zero beki.

Adam Maj
Adam Maj
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 11:38 pm

- Tak, z nieetykietowanych butelek, nie destylowany w piwnicy samogon z flaszki z dżumą - odparł na to trochę tylko szorstko, cały czas śledząc bacznie Mazura wzrokiem. Przejechał językiem po wewnętrznej stronie białych ząbków, na krótki moment zawiesił wzrok na elektrycznych skrzypcach. - Nie musisz się fatygować. Trafię.
To już dodał zupełnie neutralnie, właściwie całkiem obojętnie. Zapewne gdyby nie miał tak dobrego humoru, to by się tam zwyczajnie wściekł i już warkotał na Bogu ducha winnego Leo. Ale tak? Cóż, nie jego wina zupełnie do końca, bo czemu miałby się spodziewać takiego orszaku powitalnego? Maj nie spodziewał się go w ogóle, ale on zwykł zapominać o tym, że nie każdy mieszka sam, że niektórzy miewają współlokatorów i dzielą z kimś życiową przestrzeń. Jednocześnie absokurwalutnie nie mógł niczego począć z tym, że jednak zaszczytny awans na chłopca do piłowania odrobinkę nastrój całego wieczoru psuł. Nie, żeby nie był prawdziwy. I pewnie trochę też w tym tkwił problem.
Bo to takie... tanie, nie, Adaś? Sam śmiejesz się z tych głupich suk, które idą z tobą do łóżka pierwszej ślicznej nocy po paru postawionych drinkach. A ty co?

Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 11:47 pm

O, tu go uraził. Wbił żądło tym samogonem, tą całą dżumą. Może i ich salon pozostawiał wiele do życzenia pod względem estetycznym, ale nawet ten cholerny pokój stołowy był tak czyściutki, że przeszedłby test białej rękawiczki. Cała trójka dbała o to, żeby w ich wspólnym domu było właśnie jak w domu, a nie jak w lesie. Brudu mieli dość na dworze. Na misjach, z których nigdy nie wiedzieli, czy wrócą. Na własnym podwórku, bo nie wszyscy mieszkańcy Pragi byli porządni.
- Wybacz, że mój dom tak bardzo godzi w twój zmysł estetyczny - rzucił zimno i wyciągnął z szafy zwykłe dżinsy i czarną koszulkę. Zamknął drzwi zdecydowanie zbyt gwałtownie, aż skrzypnęły w proteście. - I nie bądź śmieszny. Jak pójdziesz sam to tu co najwyżej ktoś ci wbije między żebra tulipana z flaszki z dżumą - zakpił i zaczął się przebierać. Cóż, przynajmniej teraz, w wytartych dżinsach i t-shircie, nie będzie tak odstawał od reszty towarzystwa, nie? Żadnych szytych na miarę garniturów, żadnych eleganckich butów. Tylko wydziarany typ z Pragi.

Adam Maj
Adam Maj
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 11:53 pm

Uniósł miękko brwi.
- Nie o tym mówiłem.- Bo już pies jebał salon, trącała suka nosem dywany na ścianach - właściwie to Maj pewnie by się co najwyżej ponabijał z wystroju i na tym temat by się zakończył. Bo problem zdecydowanie nie leżał po stronie wnętrza czy mebli, a jednostek żywych, które się gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi przedmiotami ulokowały. - I? - spytał już tym razem z kpiną. - Może spożytkuj ten czas na słuchanie meczu z Matim. Ewentualnie na poszukiwanie innego chłopca do piłowania.
I tu go, kurwancka, bolało, a nie. Że dywany. Tyle że nie bardzo już czekał na cokolwiek, tylko się wziął i odwrócił, klamkę nacisnął i z pokoju wyszedł. Żeby, wiadomo, sobie zwyczajnie wyjebać z chaty. A teraz, gdy przecież Leopold się tam przebierał, to była szansa ku temu możliwie najlepsza. Bo się jeszcze wyjebie, w spodniach się plącząc czy ki chuj.

Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyNie Cze 23, 2019 11:59 pm

Leopold tylko zaklął szpetnie. Nawet się porządnie rozebrać nie zdążył, a co dopiero przebrać. W samych spodniach od garnituru, boso, wykurwił z pokoju za Adamem.
- Czekaj, kurwa - warknął i złapał go za ramię. - Poważnie mówiłem z tym tulipanem. A jak nie tulipanem, to kosą czy innym chujstwem. Serio myślisz, że tak ubrany i z tymi skrzypeczkami w rękach wyjdziesz z Pragi cały? - zdenerwował się. - W tę stronę nikt cię nie zaczepiał, bo szedłeś ze mną. I odjeb się ode mnie, nawet nie lubię Matiego.

Adam Maj
Adam Maj
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyPon Cze 24, 2019 12:03 am

- Tak, tak właśnie myślę - odparł absolutnie poważnie i z pełnym przekonaniem. Bo przecież jego wiara w samego siebie przerastała wszelaką praską patolę. Dwa razy. Albo i nawet trzy. - Próbuję, ale trochę to utrudniasz.
Odjebać się. Naprawdę bardzo chciał. Tym razem.

Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyPon Cze 24, 2019 12:05 am

- No to się srogo przejedziesz - parsknął i puścił wreszcie adasiowe ramię. - A najbardziej to się przejedzie twój Stradivarius. Równie dobrze możesz nim od razu jebnąć o ścianę.

Adam Maj
Adam Maj
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyPon Cze 24, 2019 12:14 am

Wolną dłoń uniósł do ramienia i je rozmasował, jakby ten uścisk był chuj jeden wie jak silny.
- Może. Ale to mój problem. - Chociaż nieco mu pewność siebie spadła na myśl o skrzypcach. Ba, nawet zerknął na ten swój nieszczęsny futerał, pomyślał o tym doskonałym i najwspanialszym na świecie instrumencie, który był tam zamknięty.
Skrzywił się ostatecznie. Troska o skrzypce wygrała.
Jak bardzo trzeba być skrzywionym, żeby mieć absolutnie wyjebane na wizje wbijanej pod żebra kosy, a absolutnie nie znieść myśli o zniszczonym instrumencie?
- Gdzie mogę zapalić? - mruknął tylko zamiast normalnej zgody. U siebie palił wszędzie. A nie był u siebie. Wypadałoby zapytać. Zwłaszcza że hetman patrzył tak trochę oskarżycielsko.

Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyPon Cze 24, 2019 12:23 am

Wbrew swojej woli roześmiał się na tę kapitulację i wrócił do pokoju.
- Gdzie chcesz. Ale na ławie masz popielniczkę - zawołał zza przymkniętych drzwi.
A po chwili już wrócił do salonu, przebrany, nawet z trampkami na nogach. Jeszcze nawet narzucił na siebie czarną kangurkę bez żadnych napisów i podciągnął rękawy. Nikt by teraz nie pomyślał, że jeszcze chwilę temu paradował po Pradze w idealnie skrojonym garniaku i jedwabnej koszuli. Tak, teraz pasował do swojego osiedla.
- Chodź, chłopcze nie do piłowania - rzucił lekko, nawet się przy tym kpiąco uśmiechnął.
Borderline? Kto - Leopold?

Adam Maj
Adam Maj
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyPon Cze 24, 2019 12:31 am

Spojrzał na stolik i jedynie skinął głową. No, dobra. Podszedł powoli do kanapy i pierwszy raz od wejścia odłożył skrzypce. Położył je na ławie obok popielniczki, zdjął marynarkę i wyciągnął z niej najpierw cygaretki i zapalniczkę, nim przewiesił ją przez oparcie kanapy.
Usiadł, pochylając się lekko do przodu i opierając się łokciami o uda.
Jak abstrakcyjnie musiał wyglądać ze swoją czekoladową cygaretką na tle Hetmana. W białej koszuli, doskonale skrojonej kamizelce, garniturowych spodniach. Ze skrzypcami tuż przed sobą. Ktoś powinien cyknąć mu zdjęcie i wkleić do książki dla dzieci z podpisem "Co nie pasuje do obrazka?".
Lewa brew mu drgnęła na ten przytyk. Wypuścił powoli mdły dym słodkich - dziecięcych przecież - papierosów.
- Wychodzi na to, że bardzo nie do piłowania.
Bo już drugi raz wychodziło na to, że... że no nie. Już-już dłoń wyciągnął, żeby zgasić dobrą połowę cygaretki, ale się wziął nagle i zatrzymał.
- Nie, w sumie to najpierw skończę - oznajmił, cofając jednak rękę. Zaciągnął się i obrócił przez ramię do tyłu. - Czuję dziwną satysfakcję na myśl, że El-Galad patrzy.

Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyPon Cze 24, 2019 12:36 am

Skinął głową, zanim mu przytaknął.
- Ano, wychodzi na to, że owszem. Jakbym się nie starał, to i tak wyjść inaczej nie może.
Spojrzał na niego z jakąś taką pobłażliwością, a po chwili wahania sam też usiadł i odpalił sobie fajkę. Tylko, w przeciwieństwie do Adama, on tu całkiem nieźle pasował. Rozłożył się wygodnie na kanapie i zaciągnął z lubością, uśmiechając półgębkiem.
- Nie ty jeden. A myślisz, że po co my go tu mamy powieszonego?

Adam Maj
Adam Maj
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyPon Cze 24, 2019 12:43 am

Zaśmiał się cicho, pochylając głowę. No wszystko jak krew w piach, drugi raz z rzędu.
- Cóż. Jak to się mówi? - chwila przerwy. - Im bardziej nie można czegoś mieć, tym bardziej się tego pragnie? - rzucił ze szczątkowym rozbawieniem. Strzepnął popiół do popielniczki i odwrócił wzrok od hetmana.
- Może jesteście fanami? Ja mam na ścianie zapis 24-tego Kaprysu. Co kto lubi.

Leopold Mazur
Leopold Mazur
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyPon Cze 24, 2019 12:49 am

Zerknął na niego z ukosa, zaciągając się.
- W sumie jest w tym... trochę prawdy - mruknął w zamyśleniu. Czy to właśnie dlatego tak go wzięło dzisiaj, że zupełnie stracił umiejętność logicznego myślenia i przyprowadził Adama tutaj? Nie do hotelu, motelu czy nawet, kurwa, na ławkę w parku, tylko w sam środek Dzbanowiska? Gdzie było niemal pewne, że się natną na kogoś pijanego, spizganego, albo oba naraz, do tego jeszcze z towarzystwem praskim?
- Zapis... co - aż się skrzywił. - Chryste, nie znoszę Paganiniego - wyznał i, wyciągając rękę do popielniczki, pochylił się, żeby strzepnąć popiół. - Prośba, ten pokój tutaj jest dla beki. Inaczej nie dałoby się tego urządzić tak, żeby każdemu pasowało.

Adam Maj
Adam Maj
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 EmptyPon Cze 24, 2019 12:59 am

Było, a jakże. Wiele książek opierało się na tym motywie, wiele wierszy.
- Wiem - oznajmił, lecz nagle ściągnął brwi i zapatrzył się w sufit. - Nie, w sumie to nie wiem. Zawsze dostawałem to, co tylko chciałem mieć. - Powoli uniósł cygaretkę i równie leniwie się nią zaciągnął. - Gdybym teraz chciał ciebie, na tej kanapie, też bym pewnie dostał. Jak zwykle.
Gdy teraz tak o tym pomyślał, to wydało mu się nie tyle zadowalające, co zwyczajnie nudne. Pewnie dlatego westchnął nieco ciężej. Gdzieś tam w środeczku pomyślał, jak doskonale byłoby nareszcie zobaczyć chociaż jedną rzecz, której za nic w świecie nie mógłby dostać. Za nic. Za żadne pieniądze, obietnice, słowa, czyny.
- I ty nazywasz siebie skrzypkiem - zakpił, a jakże. Bo co to za herezje jakieś? - Absolutne bezguście. To też rodzaj sztuki - wzruszył ramionami. Nawet mu ta meblościanka już tak nie przeszkadzała. A i wzrok Hetmana już tak nie ciążył, ani Matka Boska nie zerkała aż z tak dużym wyrzutem...

Sponsored content
Kłopotowskiego 38/7 Empty

PisanieTemat: Re: Kłopotowskiego 38/7   Kłopotowskiego 38/7 Empty


 
Kłopotowskiego 38/7
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Skocz do: