Szybkie Menu

Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej
avatar

PisanieTemat: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sro Lis 07, 2018 8:18 pm



Usytuowany jest na rogu ul. Jagiellońskiej i Ratuszowej. Stanowi on pozostałość po wielkim założeniu urbanistycznym jeszcze z okresu Wazów. Jest to najstarsza świątynia na Pradze.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sro Lis 07, 2018 8:58 pm

Będąc jeszcze w Śródmieściu, elf dopuścił się aktu desperacji. Właściwie, to aktu konfiskaty konia jednego z obywateli. Nie było czasu na wyjaśnienia, a ubrany w mundur elf z dziwną maską na twarzy i pokrowcem karabina zwieszającym się z ramienia nie był osobą z którą chciano by się wykłócać. Plamę na plecach dane było obywatelowi spostrzec dopiero, gdy wojskowy znikał już gdzieś daleko. Wiedząc co i jak, Ryszard popędził wierzchowca najszybciej jak umiał ku wytyczonemu kościołowi. Każda sekunda się liczyła. Wreszcie, stając w siodle dla lepszej widoczności, wyleciał z bocznej uliczki jak pocisk i znalazł się przy kościele. Pytanie, jak wyglądała sytuacja z zewnątrz?

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sro Lis 07, 2018 9:08 pm

Sytuacja z zewnątrz wyglądała co najmniej dziwnie.
Okolica zdawała się opustoszała, jakby coś - jakaś niewidzialna siła - odpychało ludzi od zmierzania w kierunku kościoła. Nigdzie nie było też policji ani służb medycznych, które przecież powinny już być na miejscu. Jedynie z oddali słychać było syreny.
Zdawało się, że jedyną żywą duszą w promieniu kilku metrów był tylko stary pijaczek, który bezczelnie odlewał się na mur otaczający świątynię. Podśpiewywał sobie cicho jakąś niedorzeczną piosenkę o byku.
Z odległości, w jakiej zatrzymał się Ryszard, nie było nic słychać. Z kościoła nie dobiegały ani krzyki, ani odgłosy mszy. Pełna cisza.
Wyglądało na to, że elf musiał albo sam zbadać całą sprawę, albo poczekać na wsparcie.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sro Lis 07, 2018 9:46 pm

Zapowiadało się perfekcyjnie. Major zszedł z konia i obwiązał lejce o kratę bramy wokół terenu kościoła, po czym przeszedł na środek placu i przykucnąwszy położył przed sobą ściągnięty z ramienia pokrowiec. Szmer przeciąganego zamka błyskawicznego i Ryszard patrzył już na na swoje cacko. Złożył Zbawiciela w osiem sekund. Wydobył z magazynka samotny pocisk, pocałował go i wyrzekł szeptem Przebaczamy Ci, ojcze Witebski. Wsadził pocisk na jego miejsce, magazynek do komory i przeciągnął zamkiem dosyłając nabój. Jeśli Bóg pozwoli, wystarczy ten jeden.

Major wyciągnął z przedniej kieszonki nienaruszony jeszcze bloczek ZZ804, oderwał pierwszą karteczkę, poślinił i wysłał swego szpiega do wnętrza budynku jakimś uchylonym oknem. Sytuacja wydawała się wręcz idealna dla tego wynalazku technomagicznego.

Elf zaczął mantry już jakiś czas temu. Z bronią złożoną przed sobą, wykonał jeszcze kilka znanych od lat kata, które pozwolą mu się skoncentrować i oprzeć fagowemu wrogowi. Biały ani myślał oddawać wrogowi elementu zaskoczenia, toteż wyciszył się i poczynił znaki delikatnie, powoli i bezpiecznie wprowadzające go w podwójne maskowanie. Takowo przygotowany, zarzucił szelkę taktyczną karabinu na ramię i na ugiętych kolanach zaczął się przekradać do kościoła nasłuchując i wypatrując zainfekowanego.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sro Lis 07, 2018 10:03 pm

Zapowiadało się perfekcyjnie. Dobrze jednak, że Gyaa`Yothn`Lathi`Pth’thya-l’yi odpalił widusłycha. Samolocik z papieru niepostrzeżenie wleciał do wnętrza świątyni, niemal bezszelestnie manewrując w okolicach wysokiego sufitu. Obraz przekazywany był bezpośrednio na lewe oko elfa.
Z początku wszystko wyglądało normalnie. Słabo oświetlony przedsionek kościoła świecił pustkami.
Dopiero gdy czar wleciał do głównej nawy zrobiło się ciekawie.
Wierni, jak sparaliżowani, klęczeli na podłodze, bojąc się ruszyć nawet palcem. Niemal pełen kościół, niczym w niedzielę. Niektórzy bezgłośnie poruszali ustami, mamrocząc pod nosem modlitwy. Z oczu spływały łzy. Terror na ich twarzach.
Nic też dziwnego.
W najważniejszym miejscu prezbiterium, przed samym ołtarzem, klęczał ksiądz Witebski. Albo raczej to, co kiedyś nim było. W każdej ręce miał kilka dodatkowych stawów, palce zdawały się nienaturalnie długie i powykrzywiane. Nienaturalny rozrost tkanki mięśniowej na nogach sprawił, że spodnie pod sutanną pękły. I twarz.
Najgorsza była twarz.
Wykrzywiona w nienawistnym grymasie. Lewe oko przesunęło się w dół, prawie na brodę, podczas gdy prawe zajęło jego miejsce, rozrastając się do rozmiarów pokaźnej piłki tenisowej. Niegdyś nobliwa twarz łysiejącego księdza teraz przypominała pysk kreatury z koszmarów.
A długie na trzy cale, czarne od krwi kły, obślinione i wystające z tego przepoczwarzonego pyska, właśnie wyrywały jednemu z ministrantów nerkę.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sro Lis 07, 2018 11:48 pm

Ryszard zawachał się. Co, jeśli monstrum po kulce wpadnie tylko w szał i zacznie mordować cywili? Może warto było poczekać na Łabędzie? No i Hetman podobno był w drodze. Chociaż ludzie mają dwie nerki, więc dla chłopca istniała jeszcze jakaś szansa. W końcu byli w Warszawie - gdzie szukać ośrodka medycznego, jeśli nie tu? Elf sam wiedział o tym najlepiej. Pomodlił się tylko, by drzwi zbytnio nie zaskrzypiały i okryty podwójnym maskowaniem przekroczył próg świątyni. Jeśli pozostał niezauważony, to przykucnął, oparłszy się o ścianę lub drzwi, by całkowicie zminimalizować drżenie i sprawił, by tułów monstra znalazł się w krzyżu celownika. Nie było warto ryzykować strzału w głowę nawet z tej odległości. Funkcję skróconego strzału też sobie jeszcze odpuścił. W końcu nie widział egid potwora, które mógłby owy mechanizm ominąć. Po pierwszym - "poświęconym" - strzale od razu posłał drugą kulę i poczekał na efekt. Kolejne dziesięć pocisków czekało jeszcze w magazynku. Gdzieś przy sobie miał jeszcze nóż, lecz liczył, że kadabrowe wzmocnienie skondensuje tyle energii, że wystarczy tylko to.

Jeśli jednak drzwi zaskrzypiały... Ryszard liczył na swe maskowanie i to, że bestia widząc brak zagrożenia wróci do ministranta - świeć panie nad jego jeszcze spoczywającą w ciele duszą. Nagle AGATowcowi nieprzyzwoicie zachciało się zjeść. Cokolwiek.



// Maskowanie bierne, wzmocniony strzał - brak odnowienia w postach (manualnie musi wykonać "obrządek" a to po prostu na warunki walki trwa zbyt długo, by się bawić w środku strzelaniny)

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Czw Lis 08, 2018 12:44 am

Ojciec Witebski, kiedy jeszcze nie wyglądał tak marnie, jak w tej chwili, bardzo dbał o swój kościół. Z pomocą wiernych raz w miesiącu organizował wielkie sprzątanie, w którym uczestniczyli po kolei wszyscy parafianie, a raz w tygodniu - zwykle w sobotę - przychodziły panie z róży różańcowej, żeby wszystko ładnie ogarnąć na niedzielę. Stara szkoła. Nie było potrzeby zatrudniania jakichś sprzątaczek, jak to miało miejsce w niektórych parafiach. Ojciec Witebski był bardzo z tego dumny. Było też kilku panów, którzy zawsze chętnie naprawiali wszystkie usterki w kościele. A to zacinający się dzwon zwiastujący wejście kapłana i rozpoczęcie mszy świętej, a to gibająca się ambona.
Regularnie też oliwiono stare, zabytkowe drzwi.
Ryszard przekroczył próg niezauważony i nieusłyszany. A zresztą, nawet gdyby drzwi wydały jednak dźwięk, ten bez trudu zostałby zagłuszony. Jedna z parafianek jęknęła głośno, poniewczasie zasłaniając sobie usta drżącą ręką, gdy ostre kły księdza zatopiły się w ciele chudego ministranta. Na podłodze rozlała się żółtawa kałuża, gdy z bólu chłopcu popuściły mięśnie.
Poświęcona kula brutalnie przedarła się przez cielsko potwora i utknęła w jego piersi, mijając serce o co najmniej kilka centymetrów. Poczwara oderwała się od swojej ofiary i krzyknęła rozdzierająco. Echo niosło się po kościele i ogłuszało, a gdyby strach i trwoga mogły przybrać widzialną formę, takiego, na przykład, dymu, to wierni parowaliby jak czarownice na stosie.
Druga kula zatopiła się w ciele tuż obok pierwszej, ale, pozbawiona błogosławieństwa, nie wywołała już takiego efektu. Zainfekowane kleszczem monstrum warknęło nieprzyjemnie i zaczęło rozglądać się, skąd padł strzał.
Dziwnie przytomnie i rozumnie jak na stan, w którym się znajdowało.
Ktoś po lewej stronie Ryszarda zapłakał, dolewając tym samym oliwy do ognia.
Stworzenie uniosło ministranta w górę, wzięło zamach i rzuciło nim przed siebie jak nic nieważącą kukłą. Chłopiec uderzył głową o oparcie ławki i nie poruszył się. W trakcie trwania lotu Witebski podbiegł do pierwszego rzędu wiernych i zamachnął się długą łapą, uderzając parafian na oślep.
A wszystko to zaledwie w mgnieniu oka. Skurwysyn szybki był.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Pią Lis 09, 2018 9:36 pm

Jak rozpętałem trzecią wojnę światową masakrę w kościele.

Jak było widać, próby Ryszarda na niewiele się zdały. Tyle dobrze, że pierwsza kula przynajmniej zdziałała cokolwiek. Jeśli coś krwawi, można to zabić. Niestety Ryszard choćby bardzo chciał, to nie potrafił ze swoimi czynnościami wyrobić się w mgnienie oka. Powtarzając mantry, wyjął nabój z ładownicy na prawej ręce, ucałował go, wybaczając księdziu, który nie działał z własnej woli i załadował pocisk do komory, mając zamiar razić wroga wyłącznie w taki sposób. Innym arsenałem nie dysponował. Były jeszcze granaty, ale niekoniecznie nadawały się na taki cel. Trzeba było zlokalizować punkty witalne poczwary. Wcześniej był to środek tułowia. Pewnie przebił serce lub częściowo je rozerwał pogruchotanymi żebrami. Trzeba było poprawić tam lub siepać w ośrodek nerwowy. Najlepiej szyja lub czerep. Wielkie oko wydawało się idealne. Za nim czaszka powinna być nieco miększa. Zwłaszcza, że jeszcze (chyba) stwór skierowany był względnie w kierunku majora.

Wypuszczając powoli powietrze, Ryszard ściągnął spust, biorąc na cel przerośniętą tęczówkę. O ewakuacji nie było nawet co marzyć. Gdyby elf miał zostać celem Kleszcza dla odwrócenia uwagi, rozprułoby go pierwsze machnięcie ramieniem bestii. Poza tym zastraszonemu tłumowi zapewne nie było w głowie ruszanie się z miejsca. Wszystko działo się też tak szybko, że nie było nawet co myśleć o zbliżającej się odsieczy. Trzeba było robić swoje i liczyć na efekty. Dlatego też drugi pocisk - niczym nie wzmocniony - Ryś postarał się posłać ku mniejszemu oku stwora. Możliwe, że ten będzie mniej niebezpieczny, a możliwe, że oślepiony wpadnie w istną furię i zacznie masakrowac na prawo i lewo. Tego Ryszard przewidzieć nie mógł, ale uznał, że bezczynność to pewna śmierć, więc trzeba było działać. Zwłaszcza, biorąc sobie do serca jednoznaczność rozkazu.


avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Pią Lis 09, 2018 11:17 pm

Zainfekowany kleszczem ksiądz zdołał jeszcze silnym uderzeniem łapy skosić głowy trzech parafian, niczym jakaś wynaturzona wersja Longinusa Podbipięty, zanim jego większe oko rozprysło się na wszystkie strony. Wizg, jaki wydobył się z trzewi potwora, był tak nieznośny i ogłuszający, że w pierwszej chwili wierni tylko pozasłaniali sobie uszy dłońmi i zaczęli się kulić. Monstrum padło na kolana, wrzeszcząc i miotając się po podłodze jak opętane.
W kolejnej chwili natomiast nastąpił chaos.
Ci, których szok nie sparaliżował doszczętnie, ruszyli w popłochu ku wyjściu, nie bacząc na to, że mogą kogoś po drodze stratować. Obijali się o siebie nawzajem, a lata spędzone na kombinowaniu i walce o swoje dały o sobie znać: ludzie przepychali się, nie szczędząc uderzeń łokciem w splot słoneczny towarzysza niedoli, byle tylko wydostać się z kościoła jak najszybciej. natomiast ci, którzy na długi moment zastygli byli w bezruchu jak łania złapana w światła reflektorów, kiedy wreszcie ocknęli się, dołączyli do biegu z jeszcze większą determinacją niż ich poprzednicy.
Tłum był zgodny tylko w jednym: w kierunku ucieczki.
I na drodze stał im tylko Ryszard.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sob Lis 10, 2018 12:10 am

Wściekły tłum. Dobrze, że w kościele nie było wideł i pochodni. I cały ten tłum nieszczęśników kierował się wprost na niewidzialnego elfa. Miał kilka sekund - to było aż nadto. Złożył palce jednej dłoni w serię kilku gestów stabilizujących i wymruczał podtrzymującą inkantację, a gdy pierwsza z kobiet na niego nadbiegała, major rozpłynął się w powietrzu. Przepchnięcie się trzódki przez wrota kościoła zapewne swoje trwało, zaś Ryszard był uwięziony.. nie do końca wiadomo gdzie. W każdym razie nie mógł się przemieszczać, choć świadom był swojego otoczenia. Pytanie brzmiało - co z K..leszczem? Czy kula zatrzymała go dość długo, by wierni się ewakuowali? Ryszard i tak nie mógł się pojawić zanim wyjdą, bo dosłownie rozerwałby kogoś w pół.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sob Lis 10, 2018 1:27 am

Ojciec Witebski zdawał się być trwale unieruchomiony. Najwyraźniej pobłogosławiona kula trafiła w tak ważny organ, jakim jest mózg. Monstrum jeszcze, co prawda, się ruszało, ale coraz mniej żwawo, a coraz bardziej niczym w agonii. Dało to zgromadzeniu czas niezbędny na salwowanie się ucieczką.
Stało się jednak to, co przy takiej panice stać się musiało: tłum wiernych przeciskający się przez wąskie drzwi, nomen omen, zakleszczył się. Kilku osobom, które dobiegły na miejsce najprędzej, udało się wydostać z kościoła. Cała reszta jednak próbowała uciec nie zważając na nic. Komuś ręka utknęła z tyłu, podczas gdy pozostałe części ciała były już z przodu. Ktoś się przewrócił i został stratowany. Ludzie krzyczeli i płakali, wznosili modły i przekleństwa. Ktoś krzyczał, że należy zachować spokój i przechodzić pojedynczo, szybko jednak został zakrzyczany. Zdawało się, że w tej chwili największym problemem były nie przekształcony ksiądz i jego ofiary, ale zwyczajna ludzka trwoga.
Do czasu.
Po kilku minutach tego tragicznego w skutkach impasu ktoś wrzasnął przeraźliwie.
Zaraz potem odezwały się inne krzyki, głośniejsze niż te, które dobywały się z ust spanikowanych chrześcijan.
Gdzieś na tyłach przerażonej tłuszczy kotłowało się. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi, choć jednak bardziej na ziemi, wskazywały na to, że ktoś jeszcze został zainfekowany.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sob Lis 10, 2018 1:53 am

Ryszard odczekawszy pewien czas chciał wrócić do rzeczywistości, ale coś się nie zgadzało. Coś lub ktoś musiał znajdować się w miejscu, gdzie elf zniknął. Jeśli ktoś przewrócił się tam, gdzie Ryszard klęczał, to pewnie majorowi dane się będzie wyswobodzić dopiero, gdy zwłoki delikwenta ktoś usunie.
Wojskowemu dane było już tylko czekać na rozwój wydarzeń. Agatowiec skupiał się więc tylko na znalezieniu luki między - chyba - wciąż przesuwającymi się parafianami, by móc jakoś się wyłonić. Gdyby się to kiedyś udało, po wyskoczeniu byłby widzialny zarówno fizycznie, jak i fagowo, toteż miał zamiar dobyć jednego ze swych granatów trzymanych na czarną godzinę, poturlać wprost pod nogi potencjalnej bestii, a następnie władować dwie klasyczne kule w jej głowę, a przynajmniej spróbować. Różne fragmenty ciała mogły mu się trząść, mrowić lub wykazywać inne ślady zmęczenia. Szybkie mantry powinny jakoś pomóc, choć Ryszard bardziej opierał się na własnym doświadczeniu.

Jeśli ktoś stał na linii strzału pomiędzy Ryszardem, a nowym kleszczem, to AGATowiec nie bawił się w rozganianie ludzi, ale po prostu wycelował i oddał strzał skrócony, co pozwoliłoby na ominięcie niewinnych cywilów.

Zostało 8 z 12 naboi w magazynku oraz 4 z 6 naboi w ładownicy. Zmęczenie/osłabienie/drobne problemy wedle woli MG w związku z krótkim użyciem drugiego stopnia maskowania. Jeśli strzał skrócony, to odnawia się 2 posty.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sob Lis 10, 2018 1:59 pm

Wrzaski na tyłach przerażonej gawiedzi nasilały się. Ryszard przez długą, długą chwilę nie mógł zrobić nic poza uporczywym czekaniem, aż kotłujący się tłum przestanie mu wchodzić w drogę. Już mu się zdawało, że zaraz będzie mógł wyłonić się z nicości, gdy znowu ktoś zaczynał pałętać się pod jego nogami. A to ktoś wbiegł w miejsce, w którym elf miał się pojawić, a to czyjaś ręka przecięła przestrzeń. Jeden z wiernych przewrócił się i wszystko wskazywało na to, że już nie wstanie, unieruchamiając agatowca w niebycie na kolejną wieczność...
Wstał.
Z trudem, ledwo utrzymując się na nogach, ale podniósł się. I natychmiast dołączył do wyścigu ku drzwiom.
To był idealny moment, by się pojawić z powrotem na scenie. Lepszy mógł już nie nadejść. Albo po prostu nadarzyć się zbyt późno.
Mężczyzna wyskoczył z pustki nagle niczym przysłowiowy filip z konopi, jednak nikt nie zwrócił na niego uwagi. A nawet jeśli, to pojawiający się znikąd żołnierz nie byłby w tym momencie nawet w pierwszej dziesiątce najdziwniejszych zjawisk, jakie miały miejsce tego wieczora w kościele. Rzucony przez elfa granat potoczył się po kamiennej posadzce i tego faktu również nikt nie zarejestrował, może z wyjątkiem samego głównego zainteresowanego. Wysłużony, ale czysty i wypastowany but musnął przedmiot czubkiem nosa, zmieniając tym samym jego trajektorię, i granat, zamiast wylądować grzecznie w miejscu, które dla niego przeznaczył Ryszard, poturlał się wprost pod spanikowany tłum. Sam żołnierz zaś, lekko drżącymi po wykorzystanym zaklęciu dłońmi, użył Zbawiciela. Nie było możliwości oddania celnego strzału bez zranienia kogoś po drodze. Ale przecież to był Zbawiciel, nie jakaś tam śrutówka wujka Miecia. Mężczyzna oddał dwa skrócone strzały, w zasadzie na oślep, bo ludzie wciąż mu zasłaniali cel.
Jednak nie po to Ryszard był w jednostce specjalnej, by coś tak prozaicznego jak kiepska widoczność miała mu przeszkodzić.
Miał dobry instynkt. Zresztą, chyba każdy w tej sytuacji celowałby tam, gdzie było najgłośniej i najbardziej ruchliwie.
Zainfekowany parafianin, który właśnie dusił gołymi rękoma swoją sąsiadkę, nawet nie zdążył się zdziwić. Jedna z kul otarła się o jego ucho i wbiła w ścianę, druga natomiast - wbiła w czoło, niemal idealnie pośrodku. Wierny jeszcze przez kilka sekund zaciskał palce na przerażonej, zaczynającej już sinieć kobiecie, a potem ze zdumieniem osunął się na kolana.
I w tym momencie wybuchł rzucony przez elfa granat.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sob Lis 10, 2018 2:55 pm

Krótki pisk i świst mieszających się chemikaliów, po czym z małego cylindra zaczęła wydobywać się szara chmura, łapczywie zajmując kolejne metry sześcienne powierzchni. Natrafiając na rozproszone w powietrzu fagi, dym działał jak reklamowany kiedyś w telewizji spray na brzydkie zapachy - nie tylko ukrywał je, ale i zmieniał je na te dobre! W tym przypadku na nanokadabry. Przemieniając kolejne dawki magii czarnych, dym tracił na swej objętości lub długo unosił się w powietrzu, jeśli nie miał czego transmutować. Z jednej strony dym w kościele pewnie niezbyt dobrze wpłynął na spanikowany tłum, z drugiej - zanik fagów pewnie jakoś podświadomie wpłynął na parafian pozytywnie, choć mogli tego nawet nie zauważyć w swym pędzie.

Ryszard jedną ręką przyciskał do piersi wiszącego na szelce Zbawiciela, a drugą starał się robić sobie miejsce i przeć w przód. Czy może raczej w tył, zależnie od perspektywy. Chciał przedrzeć się do wnętrza kościoła, gdyż chwilowo obaj nosiciele zostali spaczeni właśnie tam. Nie widząc dobrze co się dzieje, elf zastanawiał się, czy nie zużyć kolejnej karteczki, lecz uznał to za zbyt czasochłonne. Rozglądał się ponad głowami parafian i wiedząc, że zapewne nic to nie da, mówił najgłośniej i najspokojniej jak potrafił - Drugie wyjście jest przez zakrystię! - kto wie, może uda się nieco rozładować tłum. Zawsze to dodatkowa nadzieja dla tych, którzy byli na końcu.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sob Lis 10, 2018 4:43 pm

Panika wzrosła, gdy tylko pierwsze osoby dostrzegły unoszący się w górę dym. Zakotłowało się jeszcze bardziej. Jednak ciemnoszara zawiesina zaczęła rozrzedzać się, przekształcając fagi w dobroczynne cząsteczki i zwierzęcy strach, który ogarniał wszystkich wiernych, zelżał. Nie był już dławiącym gardło uczuciem, które popychało do instynktownych, nieludzkich czynów. Dwóch mężczyzn wyciągnęło dłonie i podniosło do pionu staruszka, który dopiero co stracił równowagę. Starsza pani w żółtym berecie, nieco przekrzywionym, zaczęła odmawiać "Zdrowaś Maryjo" i wkrótce dołączyło do niej kilka głosów. Ludzie nadal się bali, nadal próbowali się wydostać z kościoła, ale już nie w tak okropny sposób. Nie po trupach.
Informacja o zakrystii w zasadzie nie była już potrzebna.
Parafianie przestali się tratować - co więcej, nawet, w miarę możliwości, zrobili miejsce dla elfa, by ten mógł kierować się w stronę ołtarza. Sami jednak za nic nie chcieli tam iść, nawet jeśli mogło to oznaczać szybszą ucieczkę przez drugie wyjście. Wciąż mieli świeżo w pamięci koszmar, w który się zmienił ich proboszcz. Wydawał się im znacznie groźniejszy, niż jakiś tam zainfekowany parafianin, którego nie dość, że nie wszyscy widzieli, to przecież jeszcze został spacyfikowany, zanim zdołał naprawdę narozrabiać. Dzięki przerobieniu fagów na kadabry paniczna ucieczka zmieniła się we w miarę skoordynowaną ewakuację wspomaganą modłami i wkrótce kościół zaczął pustoszeć.
Ryszard mógł podążyć naprzód i zbadać całą sprawę. Zobaczyć, czy da się zdobyć jakieś informacje.
I, przede wszystkim, sprawdzić, co z księdzem Witebskim.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Sob Lis 10, 2018 7:30 pm

Ryszard miał pewną teorię. Opierała się ona na tym, że Kleszcz był jeden i przenosił się z nosiciela na nosiciela. To by oznaczało, że ksiądz nie stanowił już zagrożenia. Podobnie przemieniony parafianin. Wtedy jednak pasożyt wędrowałby już do kolejnego nieszczęśnika lub wypracowywał łączącą ich nić. Wypadałoby wtedy mieć wszystkich obecnych w trakcie zdarzenia pod obserwacją, ale... może o tym później.

Wyglądało na to, że nieco się przeluźniło i major miał już nieco powietrza dla siebie. Zarzucił więc karabin na plecy i poprawił maskę oraz urządzenie przy pasie. Chyba nigdy się nie przyzwyczai. Wpierw kroki swe skierował do obywatela, któremu posłał ołowiany prezent jako drugiemu. W pogotowiu miał oksydowany na czarno nóż, chociaż nie sądził, by to jakoś miało pomóc, jeśli bestia by się ocknęła. Daleko mu było do przeprowadzania sekcji zwłok, czy innych takich na własną rękę, stąd raczej zbliżył się ostrożnie do wynaturzonej sylwetki, sprawdzając, czy nie zareaguje. Następnie trącił lekko nieruchome cielsko, gotowy do odskoczenia. Później to samo z oddalonym nieco bardziej księdzem Witebskim. Miał świadomość, że sam niezbyt wiele zbierze tu informacji, więc jeśli nie działo się nic dziwnego, jak na przykład pośmiertna przemiana w zwykłego człowieka lub emanacje fagowej aury, Ryszard ruszył ku trafionym przez Kleszcza parafianom z pierwszych rzędów i nieszczęśliwemu ministrantowi. Jeśli ktokolwiek wykazywał szanse przetrwania, a AGATowiec ze swym podstawowym przeszkoleniem medycznym mógł jakoś pomóc, to zaczął od najlżej rannych. Obwiązanie i ucisnięcie ran, unieruchomienie osób ze wstrząsami. Większość była chyba bardziej pogruchotana od upadków i uderzeń o różne przedmioty oraz cios samą łapa potwora, a takich chyba lepiej było utrzymać w takiej pozycji, jakiej się znajdowali. W zasadzie miał nawet małą apteczkę, chociaż wiadomo - lekarzem nie był, a i głównie były to opatrunki i coś na ból, a nie zestaw chirurgiczny. Bardziej już chyba zdałyby się jego opaski uciskowe, jeśli faktycznie ktoś miał rany cięte lub kłute. Mógł też poratować nieszczęśników łykiem wody, czy przemyć rany rumem.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Pon Lis 12, 2018 9:39 pm

Nieszczęśników, którymi chciał się zająć Ryszard, nie mógł już poratować ani łyk wody, ani bezcenny trunek piratów. Gdyby się uprzeć, elf mógłby założyć opaski uciskowe na szyje trzech parafian, których dosięgła łapa przekształconego księdza, ale wieloletnie doświadczenia w dziedzinie medycyny i zwykły zdrowy rozsądek podpowiadały, że pacjentowi bez głowy byłoby dość trudno funkcjonować. Tak naprawdę w całej historii udało się to tylko kurczakowi Mike'owi, choć gdyby ten mógł mówić, zapewne nie miałby nic pocieszającego do powiedzenia. Podobnie jak zaatakowany przez wielebnego ministrant. Ostre zębiska wyrządziły w jego drobnym ciele znaczne szkody, chłopiec stracił nie tylko nerkę, ale również uszkodzono mu kilka innych organów. Uderzenie głową o ławkę i poważna utrata krwi również zrobiły swoje.
Innymi słowy - przy ołtarzu nie było już czego zbierać.
Sam ksiądz również nie przejawiał żadnych oznak życia. Nie oddychał, nie ruszał się. Nawet mu powieka nie drgnęła agonalnie. Nie było żadnej sceny rodem z filmu grozy, kiedy to bohater odwraca się tyłem do rzekomych zwłok, a te nagle zaczynają się podnosić z ziemi do akompaniamentu upiornej symfonii. Nic z tych rzeczy. Zbawiciel perfekcyjnie wypełnił swoje zadanie: pozbył się i Witebskiego, i zainfekowanego kleszczem parafianina.
Wokół tego ostatniego jednak było jeszcze trochę życia.
Wierni, którzy upadli w czasie ucieczki i zostali stratowani, w liczbie pięciu osób, pojękiwali cicho. Jeden z mężczyzn próbował doczołgać się do wyjścia. Dwóch innych nie wiedziało, co się dzieje. Patrzyli tylko dookoła z widocznym w oczach przerażeniem. Mała dziewczynka tuliła do siebie złamaną rękę i płakała cichutko, kuląc się przy ścianie. A staruszka... Ona tylko leżała na boku, z trudem oddychając.
Kiedy cały ten chaos walki minął, a ostatni mogący chodzić wierni opuścili kościół, Ryszard mógł coraz wyraźniej słyszeć dźwięk dobiegający z oddali. Wycie syren.

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Czw Lis 15, 2018 5:16 pm

Czyli nic nie mógł zrobić. Może nie wzruszył ramionami, ale szybko zdecydował ewakuować się z miejsca zdarzenia. Polecił jednym pomóc wstać drugim, sam wziął dziewczynkę na ręce i w ten sposób wyszedł przez główne wrota kościoła. Liczył zobaczyć swój egzemplarz Płotki. Liczył też, że żaden z parafian nie porozrywał pozostałych na przedpolu kościoła. Nie wiedząc zbytnio co powiedzieć dziewczynce, zaproponował jej cukierka. Miętusa konkretnie. Zażartował nawet, że on nie ma jak go zjeść ze względu na maskę. Może udało się tym jej nie przerazić. - Widzisz mamusię lub tatę? - zapytał dziecię, gdy byli na zewnątrz. Ewentualnie mógł wziąć ją na barana, by lepiej widziała.

Będąc na zewnątrz, Ryszard starał się zorganizować ludzi w podstawowej kwestii - utrzymać ich razem, by nie rozeszli się po mieście. W końcu potrzebowali wykwalifikowanej pomocy, a i nie było wiadomo, czy aby ktoś zaraz nie spuchnie od mięśni albo dodatkowych kończyn.

Oczywiście elf od razu rozejrzał się za dźwiękiem syreny oraz zastanowił, czy aby powinien udać się do epicentrum dźwięku. Syreny pożarowe, a może alarm przed kolejnym atakiem? Co, jeśli Czarni przeprowadzają właśnie wewnętrzną dywersję i podprowadzają swe siły w stronę Warszawy?

avatar

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   Czw Lis 15, 2018 10:17 pm

Jeśli można było wyznaczyć jakąś szczególną cechę, którą charakteryzowali się Polacy jako naród, to bez wątpienia było nią kombinatorstwo. Wieki wojen, zaborów i innego zła sprawiły, że obywatele Rzeczpospolitej doskonale wyczuwali pismo nosem i bezbłędnie wiedzieli, kiedy należy się zmyć, żeby nie popaść w tarapaty. Przesłuchania na komisariacie w związku z atakiem kleszcza, skanowanie aury i jakaś skomplikowana papierologia w związku z całą sprawą w kościele bez wątpienia były czynnikami, które można było zaliczyć do kłopotów. Nic też dziwnego, że wierni nie czekali na żadne władze, tylko oddalili się, każdy w swoją stronę. Jeszcze, nie daj Boże, kolejny idiota by się przemienił, i co wtedy taki Kowalski powiedziałby żonie? "Kochanie, przepraszam, że wracam z kościoła dopiero nad ranem, ale trochę się przeciągnęło"? A jużci, bo by taka pani Kowalska uwierzyła w jakieś kleszcze! Prędzej by jej kaktus na dłoni wyrósł! A Kowalski miałby przesrane aż do gwiazdki. Chodziłby na rodzinne obiadki z etykietką ochlejusa. Ależ by teściowa miała używanie.
Nie, na zewnątrz świątyni nie było żywej duszy. Policjanci wciąż jeszcze nie dotarli na miejsce, zupełnie jakby coś im w tym przeszkadzało. Ktoś sprytniejszy nawet podprowadził Ryszardowi zarekwirowanego konia. Jedynymi ludźmi (i elfami) w okolicy byli tylko Ryszard i mała dziewczynka na jego rękach. I pijaczek, który wcześniej beztrosko obszczywał mury kościoła.
- N-nie, p-p-p-proszę pana - wyjąkała dziewczynka, szczękając przy tym zębami. Prawdopodobnie nawet nie tyle z zimna, co z szoku i bólu. - P-p-przyszłam tu sama, j-ja mieszkam całkiem b-b-bliziutko - wyjaśniła. Cukierka przyjęła chętnie, przecież takimi skarbami się nie gardzi. Nawet jeśli to tylko miętusy. Udobruchana tym przekupstwem i faktem, że pan w masce ją wyniósł z tego strasznego kościoła, ufnie wtuliła się w elfa. Maska w ogóle jej nie przeszkadzała, nic a nic. W swoim kilkuletnim umyśle uznała nawet, że jest całkiem fajna. Nie zdążyła jednak tego powiedzieć na głos.
- Może pomóc w czymś panu? - zapytał ktoś pogodnie po prawej stronie agatowca. Kiedy Ryszard odwrócił się w tamtą stronę, mógł dojrzeć łagodny uśmiech na przepitej twarzy starego menela i dziwnie bystre spojrzenie niebieskich oczu.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej   


 
Kościół Najświętszej Matki Bożej Loretańskiej
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» lipiec, 1940
» Miecze z Valyriańskiej Stali
» Miecze z valyriańskiej stali

Skocz do: