Szybkie Menu

Filip "Stachu" Stachowiak
avatar

PisanieTemat: Filip "Stachu" Stachowiak   Pią Sie 24, 2018 8:27 am


St.Majster Filip ”Stachu” Stachowicz

Korpus inżynieryjny/złota rączka


Dane osobowe

Rasa: Człowiek
Data i miejsce urodzenia: 14.08.2037
Stan cywilny:  Kawaler
Wyznanie: Słowianizm, Swarożyzm, neopogaństwo(to brzmi jak neofaszyzm), Religia Słowiańska

Wygląd

Jeśli akurat przypadkiem, ślepym trafem losu porównywalnym do wygranej na przedwojennej loterii, zdarzy ci się (powinieneś dziękować Bogu/Bogom za ten cud) zobaczyć go w mundurze(swoją droga to głupie zmarnować swój limit cudów na coś takiego, nie?) to wiesz już jedno, ma on w dupie regulamin. Mierząca metr osiemdziesiąt osiem, przy wadze dziewięćdziesięciu czterech kilogramów, masa mięśni, włosów na rękach, tatuaży, włosów na gębie, przemieszana z poplamionym i czasem po nadpalanym mundurem i długimi włosami na głowie. Z dodatkiem jakichś okularów, młotów, kluczy, smarów i włosów na plecach. Trochę za dużo na pierwszy raz? W sumie racja, więc davayte nachnem s samogo nachala. Jak już wcześniej zauważyliśmy ma niecałe metr dziewięćdziesiąt wzrostu i adekwatną do tego wagę. Większość tej masy stanowią zresztą mięśnie rozwinięte ostatnimi latami pracy fizycznej, porannych zapraw  różnorakich ćwiczeń połączonych z pobytem na pograniczu. Na często odsłoniętych potężnych przedramionach dają się zauważyć dwa tatuaże: kałamarnico-skorupiako-coś, czyli artyzm alkoholika, na prawym przedramieniu oraz kilkanaście równych czarnych kresek na wewnętrznej stronie lewego. Zresztą gdyby dobrze poszukać lub popytać ludzi dowiedzielibyśmy się jeszcze o wilku wyjącym na jego plecach, płonącym młocie na nodze oraz kolorowej iskrze na karku. Na świat spogląda bladoniebieskimi oczyma rozdzielonymi nie do końca dobrze złożonym nosem, na pociągłej twarzy. Samo lico, idąc od dołu, przyozdabia gęsta czarna broda, sumiaste, podkręcone wąsy i równie gęste włosy sięgające poniżej łopatek. Te ostatnie najczęściej nosi zawinięte w lichy kucyk, trzymający się jedynie dzięki licznym gumkom i starym nakrętkom w niego wplecionym. Jako iż zazwyczaj jego mundur zbiera kurz na ścianie w warsztacie i czekam na lepsze czasy, na dupę przyodziewa ciemne grube materiałowe portki w zestawie z nieśmiertelną białą żonobijke. Czy to w mundurze czy w łachach pracowniczych zawsze ma ze sobą znoszony skórzany pas narzędziowy, na czole coś co wygląda na zestaw goglo-lup rodem z wymysłu XIX wiecznego pisarza oraz śruby, dumnie noszone jako kolczyki.


Charakter

Zadając pytanie o czyiś charakter zawsze rozpatrujesz je przez pryzmat środowiskowy. Zadajesz sobie pytanie, kto go wychował, co go kształtowało, jak znalazł swoją ścieżkę życia i jaki to miało na niego wpływ. To bardzo dobre pytania, tylko gdzie szukać odpowiedzi. Co go ukształtowało? Ojciec którego nigdy nie było w domu? Ciemne i obszczane zaułki Szmulowizny? Wyrwanie się na poza Pragę i polibuda?  Czy wreszcie twarde szkolenia i frontowa rzeczywistość. W sumie to proste, wszystko to i wiele więcej uczyniło go kim się stał, więc nie zdziw się widząc w nim pozostałość po tych wszystkich przeżyciach. Twardym i nie dającym sobie wmawiać kłamstwa, którym notabene się brzydzi, i upartym jak nierozgrzana stal. Uznaje że szacunek i posłuszeństwo nie przychodzi z gwiazdkami i patyczkami na pagonach, na wszystko trzeba sobie zasłużyć i zapracować, co zresztą niejednokrotnie doprowadziło go do karceru. Ma lekceważący stosunek do etykiety, lepiej czuje się wśród śmierdzących uliczek czy zabłoconych podwórek niż na salonowych parkietach. Gdy akurat nie jest na głodzie lub zdenerwowany, można go na wet określić jako optymistę, choć raczej z kategorii „ co ma wisieć nie utonie”. Zawsze jest gotowy ubić interes, czy to będzie mała robótka na boku czy też zwykły zakład.

Magia i bronie magiczne


Wihajster:
 


Płaszcz Swaroga:
 


Żar-ptak:
 



Umiejętności

Umie młotek i kowadło  Metalurgia[/b]- Nowoczesne, wojskowe kowalstwo to nie tylko obsługa młotka i instrukcji jak prawidłowo nim walić. Do naprawy wszystkich wojskowych sprzętów trzeba wiedzieć jak korzystać z giętarki, małych frezarek, tłoczenie prostych elementów cały skomplikowany proces spawania jak i korzystanie z prostych ręcznych pilników. No i oczywiście wiedza na temat stopów metali ich połączeń, temperatury skuwania i metod hartowania, kompatybilności zarówno z innymi stopami jak i magią.
Pięść jak bochen chleba- Może nigdy nie był zbyt gibki, a zręczności mu starcza na tyle aby wykonywać pewnie swoje obowiązki, ale za to jaki ma cios. Parę godzin machania kilku kilowym młotkiem, niemal dzień w dzień, robi swoje. Może nie łamie podków dla zabawy, ale jeśli ktoś chce się założyć to czemu nie.
To się wykręci, tamto połatam i to pospawam- Zdarzało się nie raz, nie dwa że na stanice zajechała zdezelowana ciężarówka, lub rozpadają furmanka. Prowadzący zeskakiwał z kozła/szoferki i ze złością kopnął w najbliższą wystająca część pojazdu. Wtedy zazwyczaj podchodziło się do niego, uprzejmie pytało o co chodzi, wymontowywał część, patrzyło jakie ma znosić przeciążenia i szło do kuźni. Po jakimś czasie wychodziła stamtąd jej kopia. Wtedy trzeba było ją wmontować, i tak drogie dzieci uczy się poprzez praktykę. Przy okazji tak, kałachy tez miał okazje rozmontowywać, metalowa część to metalowa część.
Nie kiep- Mimo iż nigdy ich nie skończył, ba miałby wtedy milą oficerską pensje, to nadal uczęszczał na nie z dość pozytywnym wynikiem. Prawie pięć semestrów. Co prawda nie skonstruuje nowego czaru i nie wkomponuje go w broń, no przynajmniej nie bezpiecznie, ale za to raczej zrozumie o co chodzi w działającym egzemplarzu, lub gdzie zachodzi jakiś błąd.
Jesteś serem, białym żołnierzem- Przeszedł podstawowe przeszkolenie wojskowe wraz z kursem podoficerskim. Znaczy się strzelać do tarczy(nawet zdarzyło się i do jegrów) umie, czołgać się i wykopać ziemiankę też. W walce wręcz polega na swojej sile a na szkoleniach o broni białej pokochał młoty. Plus na kursie podoficerskim wysłuchiwał długo o motywacji podwładnych, kierowaniu małymi oddziałami, taktykach piechoty itp., itd., z tego pamięta piąte przez dziesiąte
Prawko na konia i auto – Na koniu pojedzie, nawet można stwierdzić że ma do tego smykałkę. Przez pierwsze dwa lata po uszkodzeniu nogi wolał się poruszać konno niż utykając powoli człapać więc wprawę ma. A samochody? Wymagali tego w korpusie.

Słabości

Kuternoga- W czasie jednego z najazdów czarnych oberwał w nią dość paskudnym zaklęciem które do tej pory daje się we znaki. W dobre dni nie odczuwa bólów jedynie każda żyłka jest podkreślona czarną obwódką. Kiedy jednak zajdzie zmiana na froncie, fagi zaczną w większych skupiskach przemieszczać się do królestwa lub jakiś wyjątkowo silny okaz czarnych jest w pobliżu, czuje pulsujący, jakby bijący z wnętrza nogi niczym drugie serce ból.
Wszywka- Jest zaszytym alkoholikiem. I cały czas tego żałuje, i to jak. Bywają dni gdy ciąg do alkoholu jest zbyt silny, wystarczy mała rzecz, ktoś nieroztropnie obleje go wódką, gdzieś znajdzie niedopite piwo czy nawet chmury ułożą coś co z grubsza przypomina butelkę. Jakieś mikroskopijne wydarzenia które przestawią pstryczek w jego głowie i koniec. Najlepiej wtedy zamknąć się  w warsztacie i spokojnie czekać aż przejdzie, wdychając uspokajające opary węgla, rozgrzanej stali, czując tańczące iskry na rękach. Jak nie ma terapii staje się drażliwy, marudny itp.
Lekceważenie regulaminu- Do regulaminu podchodzi jak pies do jeża, uważa go za zło konieczne aby utrzymać rekrutów w ryzach a im dłużej służysz tym mniej on cię dotyczy. A strefy przyfrontowe? Tu trzeba jedynie pamiętać kto dowodzi, na wszystko inne od przychylności poprzez entuzjazm kończąc na szacunku trzeba sobie zapracować.
Tabaka- Uzależniony od tytoniu, a jako że to coraz rzadszy wyrób wachlarz używek które przyjmuje jest duży. Papierosy, fajka, cygara, tytoń do żucia, tabaka, cygaretki czy bardziej egzotyczne Snusy i Kreteki. Jednym zdaniem wszystko na czym można położyć łapę w zapadłych dziurach zachodniej polski a zawiera w sobie nikotynę.
Koloratki- Nie lubi księży, każdego jednego. Czy to staro katolickich, czy nowych, prawosławnych, rabinów, imamów itp. Nie jest to nienawiść czy potępienie zasad którymi się kierują, po prostu coś mu w nich nie pasuje, i zwyczajnie łatwiej im go wyprowadzić z równowagi niż komukolwiek innemu.


Historia

Jak to się stało iż człowiek z najbardziej praskiej Pragi skończył jako sierżant na tym zadupiu zwanym zachodnim frontem. Dobra to akurat nie dziwi, ba wygląda, brzmi i pachnie swojsko. To trochę inaczej, jak to się stało iż człowiek który wyrwał się z patologicznej dzielnicy, siłą woli i wyrzeczeniami rodziców dostał na politechnikę i zamiast ją skończyć i uciec do lepszego świata jednego dnia postanowił rzucić to wszystko w cholerę i czekać na śmierć w zapadłej dziurze?
Otóż odpowiedź jest prosta, jego ojciec był sierżantem na wrocławskim polu, tak samo jak jego dziadek pod Zabrzem, i pradziadek w Afganistanie, i prapradziadek w ludowym, i praprapra  pod Lenino i opierając się na rodzinnych opowieściach można by tak się cofać aż do dobrego króla Stefana jak i nie dalej. Wiec kiedy do ich rodzinnego domu przyszłą złożona flaga i mała szkatułka z odznaczeniem zaplanowano huczną stypę na praskich podwórkach po której w towarzystwie stopniowo opróżnianych słoików z ogórkami i zimnych szmatek na czołach zebrało się całe najmłodsze pokolenie Stachowiczów. Dwójka braci, on i o dziesięć lat młodszy Józio, siostra bliźniaczka Filipa, Agniecha, wraz z o rok młodszym chłopakiem którego wszyscy traktowali niemal jak rodzinę. Często wracał myślami do tamtego momentu.


Jednym czego możesz być pewnym w życiu to kac, on zawsze cię dopadnie, kac i tradycyjne choć nie do końca rodzinne wartości na Pradze. Powoli, starając się nie budzić tego monstrum ukrytego gdzieś pod resztką upojenia alkoholowego, sięgnął po słoik i niezbyt pewnym ruchem wyłowił z niego ostatniego ogóreczka. Czół na palcach ze każdy milimetr który pokonywała jego ręka jest śledzony przez trzy pary oczu Nie ma się co dziwić czekali aż zacznie ich naradę, był najstarszym chłopem, od paru dni głową ich małej rodziny. Teraz jego słowo było prawem, a on zamierzał je wykorzystać.
-Klepnijcie sobie to nie wersal, a za kinola się nie boczę, jucha poszła i tyle- tak szczerze to nawet nie pamiętał o co poszło z przyszłym szwagrem, całe szczęście stary Kazik był blisko to mu nos nastawi, co prawda może nie idealnie ale przeżyje.
-Nie będziemy klepać długo, nasza tradycja może nie jest cymens ale święta, trza coś uciułać, bo honorność mamy- wzrokiem powiódł po twarzach, rodzeństwo doskonale wiedziało o co chodzi, od małego żyli na Pradze wiec obyli się z gwarą, jedynie absztyfikant siostry rozumiał piąte przez dziesiąte. Młody uważnie patrzył na starszego brata, zdawałoby się smutno, pewnie spodziewał się wyroku, ba miał jak największe prawo się tego spodziewać. Agnieszka niby siedziała spokojna ale ręka zaciśnięta na dłoni ukochanego była niemal biała. Boją się. Cholernie się boją. Trzy dni temu umarł ich ojciec, a teraz brat któremu zazdrością ich cała rodzina że się stąd wyrwał może skończyć ich piękny sen o w miarę spokojnym życiu. Westchnął ciężko w duchu, żegnajcie ślicznotki i wysoka pensjo. Nie zrobi im tego.
-Nie pietraj się gzymsik- na twarz natychmiastowo przywołał uśmiech i poczochrał młodszego po bujnej czuprynie- padam wam że to bede ja, ty nie możesz a ona ma pędraka w drodze- z satysfakcją patrzył jak siostra czerwienieje. Przypomniał sobie czemu dostał wczoraj po mordzie- No co Józiu, kopsnij się po balsam, trza bibę zrobić.

I po cholerę  tak naprawdę się w to pchał. Ponad dwa lata inżynierii taumaturgicznej poszyły już nawet nie psu w dupę ale tylko dawać rzeczonej dupy na rogu najbardziej obszczanej ulicy Pragi. Bachor siostry jest teraz wychowywany przez samotną matkę bo ojciec zginał w jednym z rzadkich ataków, a młodszy brat najwyraźniej postanowił poznać lepiej ferajnę z okolic domu bo już dawno nic mu nie odpisuje. A on co robił w tym czasie, ganiał po polach treningowych z karabinem powyżej rąk, uczył się machania żelazem a w wolnych chwilach zamiast poznawać tajniki wykuwania jakichś skomplikowanych i pięknych wzorów, gotowych do przyjęcia nanokadabr to podziwiał skomplikowane tajniki kucia gwoździ i podkuwania koni. Tyle przynajmniej było dobrego, po przeszkoleniu trafił do korpusu inżynieryjnego i mógł spędzać trochę czasu w ukochanej kuźni, niechby i kując podkowy. W miarę jak mijały lata, powoli zamienił się z niedoszłego inteligenta w niedoszłego trepa. To mniej więcej w tym czasie pojawiły się pierwsze promyki wiary w Swaroga, boskiego kowala, dłuższe cugi alkoholowe, jak i tatuaże. To wszystko było piękne, co awansował na wyższe stanowisko to zaczął opijać awans i kończył degradowany. Podejrzewał nawet że dawno relegowaliby go z armii gdyby nie to że miał sporą wprawę w przekuwaniu, toczeniu i obrabianiu stali, więc jak coś akurat się popsuło na wojskowej stanicy, czy to dyszel, cześć ciężarówki czy zamek karabinowy, wystarczyło dać mu chwile czasu i miał to zaraz gotowe. W sumie to lubił tamten czas,  chętnie by do niego wrócił, w dodatku ta cholerna noga nie przepowiadała mu wtedy każdej zmiany pogody lub sytuacji na froncie.


W stanicy panował strach, mimo iż większość jej załogi stanowili weterani, jak to na samej granicy, wiadomości dowiezione przez trzech husarzy były niczym zapowiedź śmierci . Mało go to obchodziło, w sumie to nic. Jedyne o czym teraz myślał to jak dobrać się do następnej flaszki wykonując jak najmniej zbędnych ruchów. Chciałoby się rzec że usłyszał ich zanim zobaczył. Chciałoby się powiedzieć że walczył niczym lew i poległ śmiercią bohatera, ale prawda była taka że był na to zbyt pijany. Silne ręce pochwyciły go nie wiadomo skąd i boleśnie wbiły place w ramiona, niemal wyrywając cebulki włosów odciągnęły głowę do tyłu. Poczuł na twarzy lodowaty powiew wiatru, zawsze miał takie wrażenie kiedy wychodził z kuźni, wiec pewnie wyciągnęli go na zewnątrz. Chwyt się zmienił ktoś wykręcił mu ręce za plecy, inna ręka zdzieliła z nieludzką siłą w nerki. Jeszcze jeden cios, cały wypity alkohol zebrał mu się w żołądku, zginie obrzygany, pięknie. Kolejne trafienie padło po jakichś dziesięciu sekundach, miał wrażenie jakby młot którego używał w kuźni trafił prosto w brzuch. Tego już nie wytrzymał i zaczął zwracać. Ręce go puściły i znalazł się na kolanach, wymiotując idealnie pod siebie. Gdy już skończył, ciężko łapiąc powietrze leżał we własnej treści żołądka. Już wiedział co się dzieje i tak jak przewidywał, najbliższy przystanek to było koryto z wodą dla świń. Parę razy ręka nieznanych sprawców wcisnęła mu łeb pod wodę, za każdym razem na trochę dłużej, jakby bawiąc się z nim w kotka i kostuchę. Po kilku minutach ekstremalna terapia przyniosła skutek, kontaktował mniej więcej co i jak, ba nawet widział przed sobą trzy postaci.
-Kapitanie z całym szacunkiem my zalecamy odesłanie stąd wszystkich poza wojskowymi, a pan nas raczy pokazem na żywo jak docucić trupa- niższa z postaci, na razie nie widział za dobrze rysów twarzy, w ogóle wizje miał trochę rozmazaną- to rzeczywiście może nam się przydać, ale za parę godzin, gdy już część z nas będzie martwa, pani major, jedźmy do następnej stanicy, są jeszcze trzy do zawiadomienia- no to wtopa, ma przed sobą jakieś wyższe szarże, w dodatku mówią coś o ewakuacji.
-Poczekaj chwilę Jarosławie, chciałabym coś sprawdzić- melodyjny głos mógł należeć tylko do elfa, znaczy elfki, siedzi po uszy w gównie. Choć w sumie wszyscy chyba siedzą. Dopiero teraz do jego ekstremalnie szybko trzeźwiejącego łba zaczęły dochodzić informacje jakie przekazywali przybysze, coś o tym że zbliża się atak i przełamanej sferze. Jego jakże ważne rozważania przerwało kolejne pojawienie się rąk nieznanych sprawców, widocznie elfka musiała wykonać gest aby ktoś go podniósł. Gdy już stał przed korytem, od razu usiadł, znaczy oparł się o wystającą żerdź i przycupnął na krawędzi koryta, to jeszcze nie był stan na łapanie pionu.
-Nic nam nie zaszkodzi spróbować, a jestem pewna iż kapitan nie ukazywał nam tego na darmo- widział za to coraz lepiej, na tyle dobrze aby zacząć odczytywać emocje z twarzy swoich rozmówców, jak i zauważyć tłumek postaci za nimi. Miał więcej niż trochę kontaktów z elfami na studiach więc to co widział na jej twarzy to skrywane obrzydzenie, oczywiście jak każdy grymas elfa można było to interpretować na setki innych sposobów, ale stawiał na to uczucie. Na twarzy dość niskiego żołnierza widać było zniecierpliwienie i po prostu wkurw. O, pardon, prawdziwy wkurw było widać na twarzy jego starego, przekaz był prosty, jeśli ci się nie uda, zabije cię zanim przyjdą czarni.
Po chwili w jego rękach wylądowała długi, prawie dwu metrowy, stalowy drzewiec od sztandaru, z wyraźna przestrzeliną w połowie długości. W dotyku aż mrowił od nanokadabr i mimo iż czuć było nieprawidłowe działanie dodawał otuchy i siły.
-Potrzebuje wihajs..- nie dokończył widząc iż jeden z jego kolegów do miecha wyjmuje goglo-podobne coś. Po chwili już przesuwał szkiełka, szukając odpowiedniego ustawienia.
-Czy możemy skończyć ten pokaz, przecież to bez sen…- cierpliwość krewkiego żołnierzyka chyba była na wyczerpaniu, ale nie było mu dane dokończyć.
-Nie dam rady przenieść struktury nanokadabrowej na nic innego, ten materiał został pod nią wykonany, to nie jest czysta stal, pewnie domieszka mithrilu, wiec też nie wykuje nowego, nie mam do tego narzędzi ani materiału. Ale mogę przekuć to co jest, z tego co widzę mithrilowe nici nie zostały przerwane więc wystarczy naprawić stal. Jednak czar jest zbyt delikatny aby go przenieść lub aby wytrzymał podgrzewanie, potrzebuje awaryjnego obiegu aby go tam przekierować, zamknąć ten na uszkodzeniu i przekuć- Niemal trzeźwym wzrokiem popatrzył na zebranych. Osłupienie to było mało powiedziane.
-Starszy szeregowy, jeśli się ni mylicie- elfka chciała odpowiedzieć ale przerwała jej uniesiona ręka Filipa.
-Nie sam, nie mam materiału na obieg to musi być człowiek, i to dość uzdolniony magicznie, nie będzie to miłe ani bezpieczne, będę musiał puścić cały czar przez jego ciało, nie wiem czym to się może zakończyć, nie wiem nawet ile to będzie trwało i nie daje żadnej gwarancji że to się uda.
Po godzinie ogień w kuźni zagłuszał wszystkie odgłosy zewnętrznego świata, a rozgrzany w miejscu uszkodzenia drzewiec  czekał na kowadle, razem z paroma skrawkami jeszcze gorętszej stali. Po jednej stronie stał Filip połyskując gołym torsem, jakby jarzącym się słonecznym złotem, po drugiej elfka, z miną jakby właśnie rozgryzła całą garść kwaśnych cukierków.
-Mówiłem że to nie będzie bezpieczne- gdy się wrzeszczało głos niemal wybijał się ponad dźwięk tańczącego żaru-ani miłe
-Ile czasu potrzebujesz żeby dokonać naprawy-pieprzone elfy, normalny człowiek srały po gaciach po usłyszeniu co ma zrobić i zaklinał na wszystkie świętości ze nie da rady a ta się pyta całym zdaniem.
-Nie mniej niż 10 minut, nie więcej niż piętnaście, samo przekierowanie czaru zajmie mi trzy minuty, tak samo z powrotnym załączeniem obiegu, skucie to inna sprawa-widział to w jej oczach, zgodziła się, ta popieprzona elfka to zrobi. Zaraz skarcił się w myślach. Bez negatywnych emocji, to się musi udać.
-Jeśli mogę radzić, niech pani oficer zrobi to tak-gestem pokazał o co chodziło- jeśli nie wytrzyma pani i upadnie nadal będzie kontakt, jeśli pani puści bez uprzedzenia to- nie dokończył pokazując jedynie rękoma wybuch. Skinęła głową, on złap za młot i szczypce. Zaczynali, zapachniało paloną skórą, ogień zaryczał potężniejszym basem. Zaczął nucić.
-O panie słońca boski kowalu, połącz ten oto ogień topiący stal razem z tym którym się opiekujesz i pozwól mu przerodzić się w …- otworzenie obiegu nanokadabr i połączenie się z tymi na ciele elfki, zabezpieczanie dodatkowego dostępu, gestem jednej ręki rzucił na dłonie szpiczastouchej wcześniej wyrwane jej włosy, tak aby spłonęły łącząc rozżarzony metal i ludzkie ciało- który chroni nasze rodziny, o ty który wykuwasz oręż bogów, tak jak i im pomagasz w walce ze złem, wspomóż i mnie swego wyznawcę abym ja mógł stanąć do walki- rzucił swój odcięty pukiel włosów do paleniska, jednocześnie otwierając połączenie linii magicznej przez elfkę. Teraz całość zaklęcia idzie przez nią, to czym miał się zająć stało się tylko niezwykłym kawałkiem metalu. Młot zaczął swój taniec, nieludzki krzyk wypełnił salę- Tak oto przekuwam swą wolę w powstanie, jak i ty stworzyłeś słońce i dałeś je we władanie synowi, tak i ja ….- ciało naprzeciw niego upadło, jeden z przerażonych pomocników podtrzymał ją zanim dotknęła ziemi, młot zakończył ostatni akord ustępując miejsca rylcowi drążącemu nowe kanały da magii, pachniało już tylko siarką i zwęglonym ciałem. Umilkł wytężając resztę swojej uwagi na ponownym złączeniu oryginalnych kanałów. Wreszcie stanowczym gestem zerwał połączeni ciała elfki i gasnącego metalu, wywołując nowe spazmy oprzytomniałej kobiety. W jednej chwili stało się na raz wiele rzeczy. Do kuźni wpadł zabłąkany pocisk urywając jednemu z pomagierów ucho. Razem z otaczającą go częścią czaszki. Filip jednym ruchem chwycił jasnymi jak słońce dłońmi jeszcze gorący drzewiec i leżącą opodal chorągiew i zwalił się na ziemi czując wgryzające się w nogę fagi. Umysł się w takich chwilach odłącza, pozostaje jedynie ciało, które samo wykonuje to co chce, to co musi.


Tak szczerze, to teraz nawet nie pamięta w jakim szpitalu się obudził, i kto go składał. Ba nie przypomina sobie nawet powikłania przez które jego noga cały czas pulsuje lekkim podskórnym bólem przy każdej zmianie na froncie. Jednak najbardziej żałuje zapomnienia imienia tek elfki która straciła wtedy dłonie. Osoby którą będzie szanował do końca życia, mimo całej niechęci pozostałej po jej decyzji. Otóż wyobraź sobie iż na jej wyraźny rozkaz go zaszyli. Nie, nie zaszyli, ZASZYLI. Jego, byłego kiziora z Pragi, obiecującego studenta z polibudy i szeregowego alkoholika. To było cztery lata temu, nigdy jej już nie spotkał aby podziękować za jej poświęcenie i przekląć za decyzje. Od tamtego czasu przebywa bez przerwy na zachodnim froncie, czekając na okazje, na moment w którym będzie mógł znów pokazać kunszt i spotkać kogoś podobnego. A że w międzyczasie przynajmniej sobie popatrzy jak inni piją i na boku wykona robótkę to zupełnie inna sprawa. W końcu pensja sierżanta nie jest zbyt wielka.

Ciekawostki

-Oburęczność – jednak nie jest to wrodzona umiejętność, po prostu przez swój zawód wyćwiczył sobie słabsza rękę aby była na tyle użyteczna co główna, przynajmniej w podstawowych czynnościach.
-Dorabianie -Sporo osób które chcą jakieś fikuśne dodatki do motoru, ładniejsze strzemiona, wytrzymalsze części lub cokolwiek innego związanego z metalem, wie gdzie się udać. Oczywiście ma swoje zasady, reklama to poczta pantoflowa a nowy klient musi przyjść z polecenia, albo być przez niego osobiście uznany
- Herba- Odkąd przestał pić uwielbia herbaty, wiec jak chcesz go przekupić to już wiesz jak.
-VHS- Na Pradze można znaleźć sporo reliktów minionych epok. On akurat za młodu trafił na odtwarzacz VHS, z literalnie całym strychem zapełnionym filmami. Zna Gwiezdne Wojny, Rambo, Króla Lwa i całą masę innych starych filmów.
-Zwierzę - Jego koń zowie się: Konus. I tak, jest jak myślisz, jako że ma wozić jego dupsko jest on całkowitym przeciwieństwem tego słowa.
-Studia-Gdy zrezygnował z Polibudy kończył piąty semestr inżynierii taumaturgicznej, z wynikiem… cóż powiedzmy iż był powyżej średniej.
-Scyzoryk- Podręczne i niepozorne narzędzie z obudową wykonaną z jesionowego drewna ze zdobieniami z mithrillu. Nie zniszczy się i nie da się go zgubić - jeśli właściciel zostawi go gdzieś lub ten wypadnie mu z kieszeni, pojawi się z powrotem w jego kieszeni. Zawiera w sobie kilka pożytecznych narzędzi - blokowane duże ostrze (9 centymetrów), otwieracz do puszek, śrubokręt, krzesiwo, mała piła do drewna oraz kombinerki z przecinaczem drutu.(prezent od Króla)



Ostatnio zmieniony przez Filip Stachowiak dnia Pon Sie 27, 2018 11:21 am, w całości zmieniany 1 raz

avatar

PisanieTemat: Re: Filip "Stachu" Stachowiak   Pią Sie 24, 2018 10:57 am

Limity:
Wihajster - używaj przez tyle postów, ile potrzebujesz. Po jednorazowym użyciu lub zmianie szkła nakładam wymaganą przerwę w postaci jednego posta.
Żar-ptak - Rozsądne limity, akceptuję.

Płaszcz Swaroga - Jak rozumiem, egida powstrzymuje tylko nieduże obrażenia? Tak wynika poniekąd z opisu. I o ile zaliczymy kilka strzałów z dużej odległości jako nieduże obrażenia. Co w wypadku ataku bronią białą, prób poderżnięcia gardła, serii z karabinu wystrzelonej prosto w trzewia, itd.?

Karta przyjemna - Król ujrzał jedynie kilka błędów interpunkcyjnych, które w żaden sposób nie wpływają na wartość merytoryczną karty. Sierżancie, po uzgodnieniu wszystkich nieścisłości odnośnie egidy, otrzyma pan błogosławieństwo.

avatar

PisanieTemat: Re: Filip "Stachu" Stachowiak   Pią Sie 24, 2018 3:43 pm

Mości Królu Kapitan zabierze tę lufę, jak chce to potrafię być uprzejmy
Oczywiście z radością przyjmuję  limity nałożone na magiczny przedmiot i wstawiam poprawiony opis jak i propozycję ograniczeń egidy. Dla wygody Jaśnie Pana pogrubiłem zmienione elementy.
ST.Majs. Filip Stachowicz

Płaszcz Swaroga:
 

avatar

PisanieTemat: Re: Filip "Stachu" Stachowiak   Nie Sie 26, 2018 5:26 pm

Szanowny Filipie Stachowiaku!
Twoje podanie o przyjęcie postaci zostało rozpatrzone
pozytywnie. Otrzymujesz na start 10 karteczek z czarem Czar MP004 Energizer.
Życzę udanej gry!


Król Polski Bolesław VI Arr'Rith


Dodatkowo otrzymujesz ode mnie artefakt - scyzoryk. Podręczne i niepozorne narzędzie z obudową wykonaną z jesionowego drewna ze zdobieniami z mithrillu. Nie zniszczy się i nie da się go zgubić - jeśli właściciel zostawi go gdzieś lub ten wypadnie mu z kieszeni, pojawi się z powrotem w jego kieszeni. Zawiera w sobie kilka pożytecznych narzędzi - blokowane duże ostrze (9 centymetrów), otwieracz do puszek, śrubokręt, krzesiwo, mała piła do drewna oraz kombinerki z przecinaczem drutu.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Filip "Stachu" Stachowiak   


 
Filip "Stachu" Stachowiak
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Skocz do: