Szybkie Menu

Izba Chorych
avatar

PisanieTemat: Izba Chorych   Sob Lip 28, 2018 11:19 pm

[wstaw zdjęcie kiedyś Januż]

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Sob Lip 28, 2018 11:25 pm

Podporucznik Wiśnia poczekał, aż kapral Mazur wykona rozkaz i opuści kwaterę. Bez słowa również opuścili kwatery i gdy już znaleźli się na zewnątrz, Wiśnia na krótką chwilę zdjął z głowy beret i wyjął z kieszeni chusteczkę, by otrzeć pot z czoła. Stresował się przy wyższych stopniem. A przy dowódcy to już w ogóle bał się zwykle słowem odezwać, ale jak można mu się dziwić? Odbył praktykę na studiach w jednostce w Warszawie, a w czynnej służbie to był od dwóch miesięcy.
Zużytą chusteczkę schował z powrotem w kieszeni, beret na głowę założył i odwrócił się do kaprala.
- M-mogło być gorzej... - stwierdził kulawo, pomijając już stopień i w ogóle wszystko. Doszedł do wniosku, że chyba jednak znacznie bardziej przeraża go pułkownik niż ci goście z Husarii. Zdecydowanie.

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Sob Lip 28, 2018 11:37 pm

Mazura pułkownik zdecydowanie nie przerażał. A przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim przerażała go wizja rozwścieczonej Ra, rzucającej w niego tym, co ma pod ręką - z talerzami czy klatką ze szczurem w środku włącznie. Kiedy pani sierżant się wkurwiała, to robiła to w bardzo, bardzo niewygodny dla świata sposób. Ale, z drugiej strony, Leopold dobrze wiedział, że zimny, opanowany gniew był na dłuższą metę znacznie groźniejszy. Nie, pułkownik nie przerażał kaprala, ale wywoływał w nim uzasadnione poczucie niepokoju i sprawiał, że Leopold miał się na baczności.
- Tyś się chyba z głupim przez ściany macał - skwitował to krótko. - Już bym wolał, żeby nas do karceru wrzucił. Przecież jak to wszystko dojdzie do Wilczyńskiej, to będziemy mieli bardziej przesrane niż dzieci w Etiopii przed wojną - dodał ponuro. Większego dramatyzmu dodawała mu dziwna nosowość w barwie głosu, ani chyba spowodowana przestawieniem przegrody nosowej.


avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Sob Lip 28, 2018 11:46 pm

Wiśnia nie znał gniewu Ra, więc się tego nie obawiał. Zwłaszcza że husarze prędzej czy później stanicę Korniejewo opuszczą, a on zostanie. Dlatego wzruszył ramionami najpierw i pokręcił głową. Wezbrało w nim biedne współczucie, bo dostać opierdol od dowódcy innej jednostki to w sumie chuj. Ale otrzymać rzeczony od własnego, to w ogóle armagedon, pogrom i apokalipsa przynajmniej.
- Ty to się lepiej módl, żeby pani sierżant mu nie pyskowała, bo on się postara, żeby ją wyjebali z takim hukiem, że nawet w sklepie spożywczym jej nie wezmą - oznajmił młody oficer z przeświadczeniem, że powiedział wielką i jedyną prawdę. Bez obecności elfki jego pewność siebie jakby urosła. - W sumie to co to za burda była? Jezu, pierwsza służba i taki syf - jęknął na sam koniec. W jego mniemaniu to gorzej być zdecydowanie już nie mogło. Przecież teraz pułkownik niechybnie go zapamięta, bo się Husarii bajlando zachciało. A to była ostatnia rzecz, której mógłby pragnąć, mając tak mały staż.
Dotarli do drzwi izby chorych i Wiśnia nacisnął przycisk na drzwiach, dzwonek, cholera, żeby ktoś się pofatygował. No i się pofatygował. Pan Mirek z kotłowni, którego wrzucili do Izby Chorych, bo złapał grypę.
- No? - spytał zza drzwi.
- Mamy rannego. Niech dyżurny go opatrzy.
- Kiedy go nie ma.
- Jak to "nie ma"?
- No gdzieś poszedł, a wy dzwonicie jak popierdoleni, ja tu chory jestem, do diabła >:C
- Och... No tak. A może pan otworzyć?
- A czy ja mam, kurwa, klucze? Ty tego oficera w gumach wygrałeś czy jaki chuj?
Wiśnia nie zdążył się na dobre oburzyć, bo pan Mirek się odwrócił i sobie poszedł w pizdu. Ot tak. Pewnie prosto do łóżka.
- ... to poczekamy? - spytał Leopolda, jakby to od niego zależało właśnie.

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Nie Lip 29, 2018 12:03 am

Leopold trochę współczuł Wiśni. Bo w sumie typ miał rację: pierwsza akcja, a tu jakieś szczawie porutę całkowitą urządzają - to zawsze źle wygląda w papierach. A ci na górze w dupie będą mieli, że to przecież nie jego wina, tylko jakichś bęcwałów z Husarii. Mazur zerknął na chłopaczka z ukosa.
- A żebyś, kurwa, wiedział, że się za to pomodlę, chociaż sam bym chętnie temu waszemu pułkownikowi w pysk dał. Tak w ramach leczenia z krytycznego szowinizmu - odpowiedział z zacięciem. Bo to zasadniczo działało tak, jak z dawaniem wpierdolu Aleszce. Leopoldowi było wolno bić Eligiusza i obrażać Ra, ale biada każdemu innemu, kto by tego spróbował. Tak przecież działała przyjaźń od najdawniejszych czasów, jeszcze w epoce mitycznej sarmacji. - A burda... Eee, o honor. Musiałem bronić swojego honoru.
No bo przecież, że kurwa tak. Jak ktoś zaklepał wyro, a potem mu to wyro inny ktoś zbezcześcił spoconą po wielogodzinnej jeździe dupą, to jedynym honorowym rozwiązaniem było po mordzie dać. Oczywiście.
A potem Mazur kompletnie przestał współczuć Wiśni.
Bo jak ktoś jest oficerem czy podoficerem, to już chuj w to, że się melduje zwykłemu sierżantowi - ostatecznie, owy sierżant jest niezłą dupą i taki gołowąs jak Wiśnia miał prawo stracić głowę. Ale żeby dać sobą pomiatać jakiemuś cywilnemu tłukowi?
Leopold splunął krwią na podłogę.
- Ty chyba jesteś jakiś niewąsko popierdolony - rzucił z niedowierzaniem. - Miej ty, człowieku, trochę godności i rozumu. Inaczej to cię stąd na kopach wyniosą szybciej niż zdążysz powiedzieć, że jesteś prawiczkiem. Patrz, jak to się robi.
Mazur splótł dłonie i strzelił wszystkimi kłykciami naraz. A potem położył palec wskazujący na przycisku, to jest, dzwonku. I trzymał go tam, z upartym postanowieniem, że nie zabierze, dopóki ten pajac im drzwi nie otworzy. A jak miał to niby zrobić bez kluczy?
A chuja to kaprala obchodziło. Nie jego broszka.

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Nie Lip 29, 2018 12:18 am

Wiśnia tracił głowę w kryzysowych sytuacjach. Był bardzo dobrym oficerem, ale w teorii. Zawsze obkuty, zawsze wszystkie egzaminy teoretyczne zdawał na pięć, lecz po wstąpieniu do czynnej służby wojskowej przekonał się, że ta cała wiedza, którą mu wciskali do głowy przez X lat studiów to był chuj. I to taki, który niekoniecznie nadawał się do praktyki.
-Ja bym nie próbował. Podobno jako podoficer rozgromił dziewięciu jegrów w pojedynkę i za to chcieli go kapitanem mianować, ale odmówił, tłumacząc, że spełnił obowiązek. No i on to szowinistą chyba nie jest... tylko pod nim to ma zawsze wszystko działać jak w zegarku - odparł na to wszystko Wiśnia, czując się trochę dziwnie z myślą, że właśnie broni człowieka, którego się bał. Pewnie z szacunku. Ale cholera raczyła wiedzieć i tak dziw nad dziwy powinien człowieka wziąć, że ośmielił się mieć inne zdanie niż Mazur. Zwłaszcza że ten w świetle prawa należał do jednostki specjalnej, co czyniło go czymś w rodzaju nadczłowieka w mniemaniu podporucznika.
Cywil, nie cywil, ale co niby mógł począć? Drzwi z kopa wyjebać? Opierdolić pana Mirka za to, że dyżurny odjebał manianę i go nie było? Niby po co? Za krótko był w wojsku, żeby rozumieć, że jak możesz kogoś opierdolić, to powinieneś to zrobić, bo inaczej on najprawdopodobniej opierdoli Ciebie, a później to się rozejdzie i każdy obwieś będzie mógł Cię opierdalać z góry na dół za wszystko.
- No ale co ja mam niby zrobić, jak tu tylko on sam pewnie jest? - spytał Wiśnia i patrzył na Mazura jak na kogoś, kogo ostro popierdoliło. Zwłaszcza że ten nacisnął ten jebany dzwonek i trzymał z uporem maniaka. - Proszę zaprzestać - zaprotestował, ale jakoś tak bez przekonania.
I wtem wyłonił się ponownie Pan Mirek, ale teraz wkurwiony. Aż mu twarz poczerwieniała, a wąs się nastroszył. Niemniej zanim cokolwiek powiedział, najpierw zaniósł się kaszlem.
- Kurwa, co wy nie rozumiecie, że dyżurnego nie ma i go z dupy wam nie wyjmę?! Taki ranny, a stoi jak chuj przy gołej babie! Jak przyjdzie, to wam otworzy, no ja pierdolę, co za banda pojebów!
Oburzenie. Wtedy ponownie do akcji włączył się Wiśnia.
- Mógłby pan wejść do dyżurki, tam na pewno są klucze - podsunął rozwiązanie bardzo uprzejmie i rzeczowo, bo nie nawykł do opierdalania kogokolwiek za cokolwiek. Głównie to sam zgarniał baty, więc wprawa jeszcze nie przyszła.
- JAK KURWA TEŻ ZAMKNĄŁ NA KLUCZ, ŻEBYM MU BUŁKI Z MAKIEM NIE ZAPIERDOLIŁ, KURWA MAĆ, DAJCIE MI ŚWIĘTY SPOKÓJ, JESTEM CHORY CZY DO WAS NIE DOCIERA, ŻE JA TU PO PROSTU SIĘ LECZĘ?
A dyżurnego jak nie było, tak dalej się nie pojawiał nawet na horyzoncie.
- No ale...
- WY-PIER-DA-LAJ-CIE.

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Nie Lip 29, 2018 12:43 am

Mazur w dupie miał tych dziewięciu jegrów w pojedynkę. W wojsku to o wszystkich krążyły legendy, bo jak raz ci się udało takiego jegra ciachnąć nożem czy drasnąć kulą i to przeżyłeś, to potem wracałeś do jednostki i opowiadałeś, że byliście w ciemnej dupie, bo jegrów kupa, wszystkim broń się zacięła, a ty sam jeden przegryzłeś grafowi tętnicę szyjną, czy co on tam kurwa miał, w każdym razie gorzkie było, i żeby ci tu teraz nikt nie podskakiwał, bo za malutcy wszyscy jesteście na takiego kozaka, a teraz polej. I tak robił każdy żołnierz zaczynający od zera, jeśli tylko miał okazję brać udział w prawdziwej walce. Bo albo przyjmujesz styl życia wojaka z całym dobrodziejstwem inwentarza, albo jesteś podporucznikiem, na którego srają wszyscy z góry na dół, łącznie z panem Mirkiem z kotłowni.
Leopold stanowczo nie zaprzestał gwałcenia przycisku od dzwonka, tak szczerze mówiąc, to nawet nie uraczył podporucznika słowem komentarza, ba, ani spojrzeniem nawet. Saga na pełnej kurwie. Przestał dopiero, kiedy ten dziad zza drzwi zaczął strzępić ryja.
Wysłuchał go z zadziwiająco stoickim spokojem.
A potem ponownie splunął czerwienią na podłogę i nabrał powietrza głęboko w płuca.
- SŁUCHAJ NO TY ZAFAJDANA GÓRO KOŃSKIEGO ŁAJNA, TU JEST WOJSKO A NIE JAKAŚ OBORA NA KIJU NA KTÓREJ SIĘ WYCHOWYWAŁEŚ, JAK CI PODPORUCZNIK WIŚNIA WYDAJE POLECENIE TO TY KURWA MASZ NA RZĘSACH STANĄĆ I TEN ZASRANY KLUCZ CHOĆBY Z DUPY BALROGA WYCIĄGNĄĆ A NIE JESZCZE NA NIEGO RYJA DRZEĆ, JAK PRZEZ CIEBIE I TWOJE TOTALNE I BEZCZELNIE POZBAWIONE SZACUNKU ZACHOWANIE PODOFICER HUSARII ODWALI KITĘ TO TWOJE PRAWNUKI DO JEDENASTEGO POKOLENIA WZWYŻ SIĘ NIE WYPŁACĄ Z ODSZKODOWANIA I NAZWANIE CIĘ GŁUPCEM W TAKIEJ SYTUACJI BYŁOBY OBRAZĄ DLA GŁUPICH LUDZI, NOSIŁEM JUŻ GACIE Z WIĘKSZYM IQ NIŻ TWOJE, ALE NIE, TY NADAL MYŚLISZ, ŻE TAKI MĄDRY, BO O JAK JA PODPORUCZNIKOWI DOSRAŁEM, OTÓŻ NIE DOSRAŁEŚ, BO SAM PUŁKOWNIK, KURWA PUŁ-KO-WNIK, ZNASZ TY W OGÓLE TAKIE SŁOWO, KAZAŁ IŚĆ NA OPATRUNEK, A TY TU JESZCZE WYKONYWANIE ROZKAZÓW UTRUDNIASZ, JAKBYŚ BYŁ SMAKIEM LODÓW TO TO NA PEWNO BYŁYBY PRALINKI Z FIUTEM, NA PEWNO MASZ TAM JAKIŚ GUZICZEK NA ŚCIANIE NA WYPADEK JAKBYŚ JEDNAK WZIĄŁ I ZACZĄŁ ZDYCHAĆ ZAMIAST UTRUDNIAĆ POSTĘPOWANIE, TO MOŻE WEŹ GO KURWA WCIŚNIJ CZY COŚ A NIE - wydarł się na jednym wydechu.
I nawet mu podczas tego opierdolu nie drgnęła powieka.

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Nie Lip 29, 2018 12:49 am

Wiśnia milczał i patrzył na Mazura z nieskrywanym nawet podziwem, jakby opierdolenie Pana Mirka z kotłowni było czynem porównywalnym do zajebania grafa gołymi rękami i bez pomocy magii. A Pan Mirek... też przez chwilę milczał.
- No... chyba że tak - stęknął w końcu z niezadowoleniem i pogładził się po wąsie. - Dobra, niech będzie - dodał jeszcze potulniej.
Podporucznik wciąż przyglądał się Leopoldowi tak, jakby właśnie dokonał czynu heroicznego na jego oczach, nie wiem, pokonał hetmana w pojedynku na pięści czy coś takiego.
Koniec końców okazało się, że Pan Mirek magicznie mógł otworzyć drzwi. Jak? Zwyczajnie nacisnął od środka klamkę i drzwi otworzył.
- Ale dyżurnego i tak nie ma.

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Nie Lip 29, 2018 6:18 pm

Leopold tylko zamknął oczy i głośno wydmuchnął powietrze w międzynarodowym geście mówiącym kurwa, co za debil. Już nawet mu się nie chciało tego wszystkiego komentować. I nawet jakoś tak bezsilnie stwierdził, że cała ta sytuacja przy drzwiach była tak idiotyczna, że nie warto było nadwyrężać swoich sił, żeby jednemu tłukowi napierdolić za rozkręcanie totalnie niepotrzebnej gównoburzy albo drugiemu tłukowi za bycie kompletnie pozbawionym godności, zahukanym chuj wie czym. No nie mógł pojąć, dlaczego Wiśnia nawet nie szarpnął za tę cholerną klamkę. W końcu to on tu stacjonował i to on znał korniejewskie zwyczaje.
Po chwili, jak już przyswoił cały ten absurd, który właśnie miał miejsce, wszedł do środka i rozejrzał się. Gdyby go ktoś zapytał o wrażenia, to tylko wzruszyłby ramionami i powiedział, że konowałowo jak każde inne w wojsku.
Usiadł na pierwszym lepszym łóżku.
- To go, kurwa, znajdź - warknął w odpowiedzi, łypiąc groźnie na bogu ducha winnego pana Mirka. A przyznać trzeba, że z tym zakrwawionym, coraz bardziej spuchniętym nosem i w zakurzonym od długiej podróży motocyklowym mundurze Husarii wyglądał jak jeden z tych zakapiorów, co ci w środku nocy zafundują zawał serca samym tylko swoim widokiem, nawet nie musiałby grozić, a sam byś wyskoczył z hajsu i kartek na wódkę.
Mazur spojrzał wreszcie i na Wiśnię, którego do tej pory ignorował. Z jednej strony jego ego czuło się mile połechtane tym pełnym uwielbienia spojrzeniem, a z drugiej - no prośba, jak ktoś mógłby patrzeć na Leopolda inaczej?
- Wiśnia, do kurwy nędzy - powiedział miękko. - Jak to możliwe, że jesteś podporucznikiem, a lży cię nawet cywil? Czego was uczą w tym oficerskim kurwidołku?

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Nie Lip 29, 2018 10:57 pm

Pan Mirek w Korniejewie pracował na tyle długo, że żaden zakapior mu straszny nie był. Dawniej, pewnej pięknej i wyjątkowo mroźnej zimy, wykłócał się z jakimś geografem, że cieplej na kwaterach nie będzie i chuj, bo węgla nie dowieźli i że przecież mu z dupy węgla nie wyciągnie, a jak mu się nie podoba, to niech se ognisko rozpali i kiełbaski upiecze. Dlatego, mimo że koniec końców opierdol coś zdziałał i Mazur razem z Wiśnią się do środka dostali, to Pan Mirek ani myślał słuchać żadnego z nich dalej.
- Sam se, kurwa, znajdź - oznajmił i zanim którykolwiek zdążyłby powiedzieć cokolwiek, Pan Mirek odwrócił się na pięcie i pomaszerował do swojej izby, żeby legnąć się na łóżku i dalej iść spać. Bo był chory i swoją powinność wykonał, a żaden tam z niego żołnierz był, żeby dalej się tam z nimi pierdolić.
Wiśnia z kolei westchnął ciężko, beret zdjął i przeciągnął ręką po włosach.
- Kurwa, ja nawet do szkoły oficerskiej nie chciałem iść - oznajmił z głośnym westchnieniem. - Ja to chciałem malarzem zostać, zawsze miałem zdolności artystyczne, ale całą rodzinę w wojsku mam, mój dziadek, stary pułkownik, jest rektorem na WAT-cie, ojciec majorem w kawalerii, a matka w WOG-u pracuje. Najchętniej bym to w cholerę rzucił i się przeniósł gdzieś pod Warszawę, ale nie mogę - zakończył podporucznik z bożej łaski i ponownie westchnął. Beret ponownie na głowę założył. - Zadzwonię do pomocnika, niech szuka dyżurnego.
Jak powiedział, tak zrobił - podszedł do stacjonarnego telefonu, numer wykręcił i bardzo uprzejmie poprosił, żeby ten rozkaz wykonał. Wysłuchał śmieszków i "no chyba cię, Wiśnia, pojebało XD", ale gdy oznajmił, że to na potrzeby Husarii na bezpośredni rozkaz dowódcy, to usłyszał "a, no chyba że tak" i dopiero wtedy się rozłączył.
- No, to teraz poczekamy.
I sam aż usiadł gdzieś z boku z miną nietęgą.

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Nie Lip 29, 2018 11:28 pm

Tak w zasadzie to nie spodziewał się innej odpowiedzi po panu Mirku, toteż nawet nie puścił za nim kolejnej wiązanki, a jedynie wykonał kolejny międzynarodowy gest - ten z gatunku tych, które niekumate elfy biorą za powitanie, a który tak naprawdę oznaczał, żeby interlokutor także poszedł się chędożyć. Następnie wrócił spojrzeniem i uwagą do podporucznika.
Przez chwilę wpatrywał się w niego tępo, bo aż go zatkało. Dopiero po skończonej rozmowie telefonicznej wziął się w garść.
- Eee... A nie próbowałeś może zrobić tak, jak trzy czwarte obywateli RP i nie wiem, na ten przykład wkurwić się, że nie możesz robić tego, co byś chciał, i w efekcie wyżywać się na wszystkich niższych od ciebie statusem, by czerpać z tego chorą przyjemność i dziką satysfakcję jednocześnie? :foka:
Leopold podrapał się po brodzie.
- Tak w sumie to mógłbym ci pożyczyć Elkę na kilka godzin, żebyś sobie potrenował składanie opierdolu, on się do tego świetnie nadaje - dorzucił jeszcze po chwili namysłu.

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Nie Lip 29, 2018 11:48 pm

- Jak ja z tego żadnej satysfakcji nie czerpię, mnie aż gniecie w środku, jak mam się na kogoś drzeć, że coś źle zrobił. Każdy popełnia błędy i to żaden wstyd - odparł Wiśnia, trochę memląc lewy rękaw swojego munduru. Proszę bardzo, na zwierzenia się chłopakowi zebrało. I smutno mu się zrobiło, że Mazur ma rację i wojsko pełne jest takich ludzi właśnie. Takich, co się bezpodstawnie wyżywają na innych i ogólnie mają wyjebane na to, że osoba, na którą drą mordę i mieszają ją z błotem, jest również istotą ludzką, czującą i myślącą.
Kolejne głośne westchnienie wezbrało mu w ustach i podporucznik pokręcił głową.
- Nie, to niepotrzebne. Chyba się przyzwyczajam, że tak mnie jebią jak szmatę.
Zerknął Wiśnia na drzwi, ale dyżurnego nadal nie było. No cóż. To tak siedzieli w ciszy, którą można było nazwać w pewnym sensie dość niezręczną po tych wiśniowych wyznaniach. Pan Mirek niechybnie już uderzył w kimono w swojej sali, a Wiśnia począł kontemplować nad całym swoim istnieniem. Niepotrzebnie.
Przywołał w myślach ten dzień, w którym pokłócił się z ojcem o szkołę oficerską. Jak został bezpardonowo nazwany zwykłą pizdą, że mu się malować zachciało, że powinien jak prawdziwy mężczyzna iść do wojska. Wtedy po raz pierwszy dostał solidny wojskowy opierdol i został zmieszany z błotem jak bura suka tylko dlatego, że nie chciał niczego zrobić. Zahaczył myślami o matkę, która przecież z kuchni wszystko słyszała. Wrócił do momentu, w którym po pierwszym tygodniu nauki na WAT-cie miał ochotę to rzucić i nawet poszedł z tym do dziadka, mając nadzieje, że może on jeden wstawi się za nim i zrozumie. Spotkał się jedynie z kolejnym szorstkim opieprzem, że zachowuje się jak baba.
I tak wezbrał długo tłumiony żal do rodziców i dziadka w podporuczniku Wiśni. Czarę goryczy przelały wszystkie wspomnienia z wojska. Co tu dużo mówić? Wszyscy od początku wyczuli, że z Wiśni to żaden tam materiał na twardego oficera i zwyczajnie brakuje mu jaj, nie bez powodu każdy mógł na niego usiąść i nawet Pan Mirek z kotłowni mógł na niego wiadro pomyj wylać.
Do młodego podporucznika dotarło, jaki musiał być w oczach Mazura żałosny. Jak żałosny musiał być w oczach każdego, kto się z nim w ogóle zetknął, odkąd poszedł do szkoły oficerskiej. Ponownie poczuł tę wściekłość na ojca, że właściwie zmusił go do wybrania takiej, a nie innej drogi życiowej. Negatywne emocje tak blisko Zony były niebezpieczne, nawet na terenie teoretycznie bezpiecznym. Ale skąd podporucznik Wiśnia miał wiedzieć, że kleszcza złapał dwa tygodnie wcześniej podczas jednej z rutynowych przejażdżek przy granicy? Skąd miał wiedzieć, że nienawiść wymieszana z żalem, poczuciem winy i brutalnie zdeptaną samooceną przez jakiegoś obwiesia z Husarii może przynieść taki skutek?
Podporucznik do tej pory trwał nieruchomo na krześle, wpatrywał się pochmurno w jeden punkt - teraz jednak drgnął. Podniósł wyżej głowę, przez myśl przeszło mu, że coś jest bardzo nie tak - i to była ostatnia trzeźwa myśl.
Kleszcz się uaktywnił. Poderwał podporucznika Wiśnię na równe nogi, coś strzeliło mu w kolanach w czasie tego nagłego podskoku i obrócił jego głowę w stronę Mazura. Kapral miał może ze dwie sekundy na rozgarnięcie się w sytuacji - bo po tym czasie podporucznik Wiśnia odbił się od ziemi i rzucił na kaprala z zamiarem, najprawdopodobniej, przegryzienia mu gardła. Albo wyrwania tchawicy gołymi rękami. Coś w ten deseń w każdym razie.
______________
Musisz przeżyć cztery posty - do czasu przyjścia dyżurnego ratownika medycznego. Have fun i powodzenia :zawada:

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Pon Lip 30, 2018 10:57 pm

Leopold, nie ruszając się z miejsca, sięgnął ręką do stolika nocnego i przyciągnął do siebie pustą nerkę medyczną. Podejrzewał, że służyła innym celom niż ten, który przewidział dla niej Mazur, ale hej, przecież lepsze to niż zapaskudzenie krwią całej podłogi. Skumulował swoją czakrę i splunął krwią do metalowego naczynia. Na pełen ulgi moment poczuł się lepiej.
- Nie no, wiesz, ja tam z doświadczenia zauważyłem, że w ogóle większość nie czerpie z tego satysfakcji na początku, ale idzie się przyzwyczaić - odpowiedział bez większego namysłu. Jego to w zasadzie nie dotyczyło: był pieprzonym sadystą, więc korzystał z byle okazji, by kogoś zgnoić. Oczywiście, w ramach zdrowego rozsądku, bo takie przeginanie to też raczej nie za dobre. - A później to już tak z górki, bo wiesz, jak się trochę wyżyjesz, to raz, że inni nie będą cię gnoić, a dwa, że to trochę stresu z ciebie zejdzie, a stres to przecież prosta droga do... O chuj.
Kapral nawet nie ogarniał sytuacji. Ogarnianie sytuacji to było coś, czego Mazur starał się w życiu nie robić, jeśli nie było absolutnie konieczne. A jego silny instynkt samozachowawczy był w tej chwili przekonany, że tym, co było konieczne, był raczej błyskawiczny unik. Leopold lubił się słuchać swojego instynktu, bo już nieraz mu dupę i twarz uratował. Od najmłodszych lat pielęgnował go w sobie, co przy wiecznych bójkach z Eligiuszem było w zasadzie niezbędne.
Jeszcze nie zdążył powiedzieć do końca tego swojego "o chuj", jeszcze trzask w kolanach Wiśni na dobre nie wybrzmiał, a Mazur już się przetaczał przez łóżko z tą niedorzeczną nerką w prawej dłoni. I nawet, skurwysyn, kropelki krwi przy tym nie ulał. Może dlatego, że już trochę zakrzepła, ale kogo to tam obchodzi. Leopold zupełnie nie widział potrzeby w czekaniu na to, aż Wiśnia się na dobre rozkręci. Jak małpa w cyrku przeskoczył przez drugie łóżko, byleby tylko zwiększyć ten nędzny dystans, jaki go dzielił od zainfekowanego podporucznika. Wyuczonym, wyćwiczonym gestem wyciągnął glocka z kabury podramiennej - choć miał sporą nadzieję, że nie będzie musiał się uciekać do pomocy gnata, przecież jak to jebnie, to mu już całkiem, kurwa, uszy odpadną, miał już dość hałasów na dzisiaj. Chociaż... Z drugiej strony, może wtedy ktoś by tu przylazł. Z pomocą.
Właśnie. Z pomocą.
- EJ, TY ZA ŚCIANĄ - wydarł się jak tylko umiał. - WIŚNIA ZŁAPAŁ KLESZCZA, DZWOŃ PO BAGIETY! TYLKO TU, KURWA, NIE WCHODŹ!

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Pon Lip 30, 2018 11:30 pm

Bardzo dobrze, że Leopold nie czekał, aż Wiśnia na dobre się rozhasa. Rzuty również wyszły mu tak sprawnie, że udało mu się przeskoczyć oba łóżka. Zainfekowany podporucznik z kolei rzucił się nieprzytomnie na puste już łóżko i wydał z siebie przepełniony wściekłością krzyk, oczy zaszły mu krwią.
Pan Mirek niemniej nie zadzwonił po nikogo. Gdy usłyszał krzyk Leopolda, postanowił się ewakuować drogą najszybszą - przez okno. Przede wszystkim dlatego, że w jego izbie nie było żadnego telefonu i jedyny stacjonarny ogólnodostępny znajdował się w sali, w której właśnie kapral Mazur i Wiśnia rozbili obóz. Pan Mirek o tym wiedział, ale Leopold już nie, dlatego mógł potraktować ucieczkę pana z kotłowni za tchórzostwo, a nie próby zaalarmowania kogokolwiek.
Zainfekowany podporucznik dał Mazurowi cztery sekundy na reakcję, nim odepchnął się od łóżka. Na dobry początek złapał metalową szafkę stojącą przy szpitalnej kozetce i cisnął nią w kaprala z nieludzką siłą. (RZUT NA ZRĘCZNOŚĆ).
______________
Pan Mirek zaalarmuje pół jednostki, dzięki czemu wsparcie wpadnie post wcześniej. Jeszcze dwa posty!

k20; wynik 21(11+10); powodzenie pełne

1-11 Leopolda przewraca się o łóżko, Wiśnia przegryza mu tętnicę
12-14 Leopold przewraca się o łóżko, noga mu się zaczepia o prześcieradło, Wiśnia gryzie go w nogę
15-17 Leopold się przewraca o drugie łóżko, Wiśnia o pierwsze
18-20 Powodzenie pełne


Żołnierz konkursowy!


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Wto Lip 31, 2018 12:36 am, w całości zmieniany 1 raz

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Pon Lip 30, 2018 11:46 pm

Leopold miał słuch jak dzika antylopa, toteż nawet mimo hałasów w izbie chorych udało mu się wyłapać coś, co brzmiało jak bezczelne spierdolenie przez okno. Miał jednak nadzieję, że się przesłyszał. No, a z drugiej strony, jakaś bardziej logiczna część mózgu podpowiadała mu, że to w sumie lepiej, bo jeszcze tylko by tu ofiary cywilnej brakowało. Poza tym, istniała szansa, że przerażony pan Mirek, nawet jeśli nikogo nie zawiadomi, to przynajmniej swoim brawurowym wyjściem zwróci czyjąś uwagę.
Tak, jak Wiśnia padający na łóżko zwrócił całą uwagę Mazura.
Kapral w pierwszej chwili chciał rzucić się na podporucznika, żeby go do wyra przyszpilić, ale bardzo szybko przypomniał sobie, że taki zainfekowany kleszczem, jeśli odpowiednio mocno weszło, to potrafił bardzo sprytnie rzucać się na wszystkie strony jakby miotał nim sam szatan, więc z tego pomysłu zrezygnował. Dojście do tego wniosku zajęło mu jakieś pół sekundy. Pozostały mu czas spożytkował na przygotowanie się do następnego uniku. Bo choć nie był pewien, co zrobi Wiśnia, to jednego był pewien na sto procent - że ten na pewno zaatakuje.
- Wiśnia, Wiśnia, Wisienko - próbował przemówić do oficera. - Dajże spokój, na co ci to wszystko, przecież w wojsku jest fajnie, darmowe żarcie, Bóg, honor, ojczyzna i kabanosy - nawijał swoim uspokajającym tonem. - I przyczyniasz się do dobra ogółu, no weź, Wisienka, nie bądź taki, daj jeszcze pożyć :foka: i bądź, kurwa, człowiek, może uda ci się coś zmienić w tym systemie!
I tak do niego nawijał, z nadzieją, że może to coś da, ale cały czas bacznie obserwował wszystko, gotów w każdej chwili, by uskoczyć w bok lub zasłonić się czymś.

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Wto Lip 31, 2018 12:01 am

Pan Mirek zaczął krzyczeć. Pomocy, kleszcz w Izbie Chorych, ratunku. Usłyszał to wartownik.
Leopold uniknął spotkania z metalową szafką (rzut po raz kolejny zadziwiająco pozytywny, hm, trzeba coś z tym zrobić). Przemawianie łagodnym tonem do zaatakowanego kleszczem podporucznika przynosiło efekty - był to pierwszy atak, stosunkowo krótki nie aż tak groźny, istniała szansa na przebicie się do świadomości porucznika (RZUT NA PERSWAZJĘ).
Tymczasem Wiśnia sforsował pierwszą zaporę w postaci łóżka szpitalnego, a następne postanowił zwyczajnie odepchnąć. Napompowane magią ciało odrzuciło łóżko w bok i kapral Mazur stanął oko w oko w podporucznikiem Wiśnią. Wiśnia zamachnął się dziko obiema rękami, chcąc pochwycić Leopolda w czułym uścisku i najprawdopodobniej go zgnieść. (NIESPODZIANKA, RZUT NA ZRĘCZNOŚĆ)
Tymczasem na jednostce dało się usłyszeć wycie syreny. Wartownik odjebał alarm.
_____________
Ostatnia szansa na śmierć, Leopoldzie.

k20; wynik 22(12+10); powodzenie pełne
1-11 Unik nieudany, szafka zabija Leopolda. Lol.
12-14 Unik średnio udany - szafka zahacza Leopolda, Leopold zalicza glebę, ale żyje. Zamroczenie, kilka bezcennych sekund zmarnowanych na dojście do siebie.
15-17 Unik prawie udany - szafka zahacza o bark. Bark wybity.
18-20 Powodzenie pełne


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Wto Lip 31, 2018 12:37 am, w całości zmieniany 1 raz

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Wto Lip 31, 2018 12:10 am

Leopold nie przerywał swojego bredzenia ani na chwilę, nawet wtedy, kiedy uskakiwał przed metalową szafką.
- Nie no, Wiśnia, weź nie bądź jak ten austriacki akwarelista, jeszcze całe życie przed tobą - peplał ile wlezie, gibając się jak pierdolony rezus na ringu bokserskim. - Wycziluj się trochę, poznam cię z panią sierżant, chcesz? Pogadacie sobie czy coś - kusił. - A może i sam byś kiedyś trafił do Husarii, taka nobilitacja, i w ogóle to mógłbyś malować jakieś pejzażyki w drodze!
I wreszcie nastąpił wcale nie niespodziewany atak. Mazur strzelać nie chciał, nadal miał nadzieję, że może Wiśnię się da odratować, tym bardziej, że usłyszał gdzieś z oddali krzyk pana Mirka. A więc pomoc na pewno była w drodze. Poza tym - jeszcze nie daj Bór kapral dostałby rykoszetem, a co to za przyjemność dostać rykoszetem, no żadna.
Jako że wciąż był gotowy do skoku, zwłaszcza po tym brawurowym jebnięciu łóżkiem w bok, to gdy tylko zobaczył najmniejszą oznakę ruchu u Wiśni - niespodzianka - znów zrobił unik. Tyle że, tym razem, jeszcze spróbował ogłuszyć podporucznika trzymaną w ręku nerką medyczną.

avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Wto Lip 31, 2018 12:33 am

Perswazja zakończona niepowodzeniem. Napomknięcie o niespełnionym marzeniu podporucznika - i niejasne jest, czy o malarstwie czy o pogadaniu z panią sierżant - rozsierdziło Wiśnie, dołożyło mały ładunek negatywnych emocji do pieniącego się w garnku mleka. (-3 do następnego rzutu, Wiśnia będzie trochę szybszy, trochę silniejszy, trochę bardziej niebezpieczny).
Leopold miał wielkie szczęścia tego dnia. Po raz trzeci już uniknął śmierci - niesamowite! Udało mu się umknąć przed pierwszym atakiem, następnie przed szafką i ostatecznie uniknął czułych objęć podporucznika. Niestety, nie ogłuszył go, ale to nie miało większego znaczenia.
Głównym wejściem wpadło pięciu żołnierzy w pełnym rynsztunku - niewykluczone, że na zewnątrz było ich więcej - oraz na samym szarym końcu ratownik medyczny. Blady i z torbą, gotowy udzielić pomocy. Żołnierze obezwładnili szarpiącego i zajadle drącego ryj podporucznika, spętali jak bydło i zabrali w tylko sobie znane miejsce, a ratownik podszedł do Leopolda. Oczywiście, najpierw ze skanerem. Pomińmy proces badania, wypadło negatywnie, żadnych objaw skażenia.
- Panie kapralu, niech pan spocznie gdzieś... kurwa mać, kleszcza na jednostce to już dawno, kurwa, nie było. Nawet pułkownik w papuciach wyleciał, takie jaja.
Po tej rzeczowej informacji zajął się opatrywaniem Leopolda. Nawet Pan Mirek zajrzał do środka, żeby się upewnić, czy ten drący mordę Mazur przeżył. Przeżył. I został przez ratownika opatrzony jak należy.
W każdym razie Mazur i tak był zmuszony, aby chwilę poczekać i złożyć wyjaśnienia, co się odjebało, jak i dlaczego - ale nie składał ich dowódcy jednostki - a po wszystkim dostał wybór. Mógł zostać na izbie chorych (chociaż w innej sali, razem z Panem Mirkiem z kotłowni) albo udać się na koszary.
__________
Gratuluję, Leopoldzie, przeżyłeś spotkanie z kleszczem i ocaliłeś podporucznika Wiśnię ♥️ To odbije się pozytywnie na dalszym przebiegu misji. Możesz opuścić w pełni chwały temat i na sygnał MG powrócić do kwatery.

k20; wynik 7(4+3); Leopold wkurwia Wiśnię
1-8 Leopold wkurwia Wiśnię.
9-15 Nic się nie dzieje
16-20 Wiśnia cziluje

k20; wynik 15(8+7); Unik udany, ogłuszenie nie
1-10 Totalne sieroctwo i kalectwo. Wiśnia miażdży w objęciach Leopolda.
11-14 Unik nieudany, Leopold trafia w czułe objęcia, złamane dwa żebra - nie przebiją płuc - ale udaje mu sie ogłuszyć Wiśnię nerką medyczną
15-17 Unik udany, ogłuszenie nie
18-20 Powodzenie pełne


avatar

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   Wto Lip 31, 2018 12:47 am

Leopold sam nie wiedział, czym tak wkurwił Wiśnię, ale na przyszłość zanotował sobie w pamięci, żeby nigdy więcej nie wspominać zainfekowanemu ani o Hitlerze, ani o Ra, bo któraś z tych rzeczy ewidentnie musiała zadziałać jak czerwona płachta na byka. Osobiście, Mazur skłaniał się do opcji z elfką.
Kapral był tak nabuzowany całą tą cholerną sytuacją, że na czas opatrywania go totalnie zapomniał o tym, co się odjebało w koszarach.
- A idź pan w chuj, jak tu każdy jedzie po Wiśni jak po łysej kobyle, to co się, kurwa, dziwić, że chłopakowi odwaliło do reszty :foka: - wymamrotał w odpowiedzi z nietęgą miną.
Panu Mirkowi skinął w podziękowaniu głową. To był poważny, męski gest i każdy poważny, męski mężczyzna taki gest doceniał. Leopold miał wrażenie, że Pan Mirek doceni.
Natomiast po złożeniu wyjaśnień zdecydował, że co się tam będzie byczył w umieralni, jeszcze mu jakiegoś drugiego kleszcza tu podrzucą, a on przecież bez Elki to jakiś taki kompletnie bezużyteczny jest.
Toteż zapiął wreszcie te cholerne spodnie, o których totalnie był zapomniał, i wrócił na kwatery.
[z/t]


OMG OMG OMG TAK SIĘ BAŁEM

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Izba Chorych   


 
Izba Chorych
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Izba przyjęć
» Izba Pamięci
» Izba przyjęć
» Izba Pamięci
» Główna izba

Skocz do: