Szybkie Menu

Janka Barbara Wilczyńska
avatar

PisanieTemat: Janka Barbara Wilczyńska   Wto Lip 17, 2018 3:10 pm


szer. Janka Barbara Wilczyńska

BePePe | Siła robocza


Dane osobowe

Rasa: Człowiek
Data i miejsce urodzenia: 14.07.2048, Twardogóra
Stan cywilny: Panna
Wyznanie: Rzymskokatolickie


Wygląd

Szeregowy Janek jest odwiecznym problemem starszych szarżą kolegów po fachu. Z jednego prostego powodu, dopóki nie zajrzysz w kartoteke lub do jej majtek to nie wiesz czy to baba czy chłop. Zwłaszcza w czasach, gdy w armii mamy pięknolicych elfich chłopców i twarde jak skała babki. Janek to Janek. Taki typowy.
Kto by pomyślał, że szeregowy Janek był kiedyś dziewczyną którą można było określić mianem ładnej. Znaczy dziewczyną jest nadal, ale mianem "ładnej", "ślicznej" czy "dziewczęcej" nie określi jej już nikt, nawet pijany kolega. Znikła gdzieś jedwabista burza miodowo-bursztynowych włosów, a zastąpił ją wygolony prawie do zera czerep. Delikatnego, nieumiejętnego makijażu też już nie ma - brak czasu, brak warunków, tylko brak umiejętności się nie zmienił. Ładne pozostały tylko usta, ale co to za chłopak co ma ładne usta? Większość kolegów z woja zapomniało już dawno, że jest dziewczyną i chociaż cycki ma to spod mundurowej kurtki ich próżno szukać, dlatego się śmieją, że Janek wygląda trochę zbyt dziewczęco i nie umie sikać na stojąco.
No właśnie. Janka w sobie zatarła kobiecość, strojem, zachowaniem i wyglądem. Tak jest łatwiej, bo podpici koledzy nie próbują jej łapać za tyłek który jest marny z tym którym los obdarzył major Majchrowską. Nie ma tego wcięcia w talii co podporucznik Zapolska, ot takiego co by objąć akurat w obie dłonie i unieść bez problemu ani takich oczu jak sztorm w których można się zatopić. I nijak jej biust nie dorównuje temu który ma major Wanda Wilczyńska a o którym po nocach śnią chłopaki. No właśnie. Janka jest taka... nijaka.
Ogolona na łyso głowa, czasem tylko pokryta ciemnoblond odrostami, ale jakoś nigdy nikomu nie śpieszno żeby sprawdzić czy są bardziej jak szczecina rosnąca na szczęce nieogolonego od kilku dni porucznika Cichockiego czy może jednak bardziej przyjemne. Nie zdążyła się też dorobić zbyt znaczących blizn, przynajmniej nie na twarzy ani głowie, więc nic męskości też jej nie dodaje, ale już brak włosów odejmuje jakiejkolwiek kobiecości.
Oczy ma takie nijakie, chociaż kolorem przypominające ulubiony trunek podczas służby czyli piwo. Piwne. Tak się mówi. Że oczy ma piwne, chociaż przy mocnym świetle słońca zdają się bardziej oliwkowe. W każdym razie coś z jedzeniem lub alkoholem. Przynajmniej jak nie pamiętasz to możesz jakoś skojarzyć, jeśli przypadkiem Janek by cię kiedyś o taką bzdurę zapytała. Tyle, że raczej nie zapyta. Nad oczami, jak to u humanoidów, całkiem niezgorsze łuki brwiowe chociaż do nienagannych im daleko. Tyle, że chyba każda kobieta w woju nie ma czasu żeby siedzieć i męczyć się z pęsetą nad idealnym kształtem. Usta też jakieś takie nie do końca, ni to dziewczęce, ale bez całej tej otoczki typowych dla kobiety cech tracą na uroku.
Tak zwane kobiece kształty, albo nie istnieją, albo skrzętnie ukrywa je mundur tak przynajmniej o rozmiar za duży bo w jej szalonym metr sześćdziesiąt dwa nie mieli. Jak leży na swojej przydziałowej pryczy szarym dresie i żonobijce to nawet widać, że jakiś tam biust ma, ale nie ma co on równać się do tego które istnieją na fotografiach pochowanych pod materacami kolegów. Więc nikt się za nią specjalnie nie ogląda. Wcięcie w talii jest niewielkie i prawie nie istniejące zwłaszcza w czasach miłośników elfich kibici, w dodatku wyraźnie zarysowane pod skórą mięśnie odejmują jej już jakiejkolwiek estetyki. Biodra ma wąskie i jakby przyszło jej kiedyś wydać na świat dzieciaka to pewnie namęczyłaby się niemiłosiernie, tyłek też spodni nie rozsadzi. Owszem, jest nawet przyjemny dla oka, ale mało kto miał przyjemność mieć na tyle bliskie spotkanie z Janek żeby ten tyłek sobie obejrzeć. W dodatku jak powiedziano, Zawisza ma najzadzierzystszy tyłek i jakaś szeregowa nie ma szans z nią konkurować.
Jedyne co ma "niezłe" to nogi. Nie od dziś wiadomo, że Janek można wysłać żeby zrobiła dwadzieścia kółek wokół Stanicy Korniejewo, a ona będzie miała zadyszkę, ale za to nogi jej boleć nie będą wcale. Nawet jak biegnie w ciężkich oficerkach, opinających mocno jej staw skokowy i pół łydki. Gdyby mundurowe byłyby obcisłe spodnie lub kuse sukienki to byłoby na co popatrzeć, a tak to nie ma. Niech rządzą bojówki!

Charakter

Ona jest taka... No właśnie, nijaka. Nie wychodzi przed szereg, ale też nie odcina się od rówieśników i uczestniczy w różnego rodzaju rozróbach i wojskowych dowcipach. Nie donosi, ale też sama z kontrabandy raczej nie korzysta, a sama dealuje pornografią rysowaną na kolanie. Problem w tym, że nie pije ani nie pali więc może mieć coś do ukrycia, ale z drugiej strony spoko Janek z niej jest. Jak trzeba coś zrobić to idzie i robi, trochę pomarudzi, ale już przy robocie i raczej dla zasady niż z powodu poczucia krzywdy. Umie się śmiać i żartować, ale umie też zachować powagę.
No, to taki Janek jest.
Mało kto, wie, że jest diablo lojalna, jak już się kogoś złapie jak rzep do nie puści, nie zdradzi choćby bili i palili. Tyle, że nie ufa ludziom, a już zwłaszcza facetom. Tak, a jest w wojsku. Znaczy to nie jest brak zaufania na poziomie towarzyszy broni, raczej chodzi tu o problemy z relacjami prywatnymi.
Trochę nie lubi elfów, ale nie dla tego, że elfy są inne. Raczej dlatego, że ona jest inna. Jest słabsza, wolniejsza, niższa i w ogóle mniej. Do dupy z takim byciem trochę.

Janek potrzebuje w życiu swojego stada, mieć ludzi którym może zaufać i to pragnienie w niej mocno widać. Tyle, że coś musi być na rzeczy skoro wciąż tych ludzi nie znalazła. Wciąż na gwałtowny ruch czy krzyk znikąd reaguje gwałtownie, zamyka się w sobie, wycofuje. To dziecko wojny.

Taka Janek.


Magia i bronie magiczne


Raz:
 
Dwa:
 
Trzy:
 

Umiejętności

Bohomazy - A tak po prawdzie to są całkiem niezgorsze rysunki i główne źródło zdobycia kontrabandy w Woju dla Janka. Janek mianowicie rysuje akty. Na zamówienie. Z własnej wyobraźni. Oczywiście nie podpisuje się, bo jakby na przykład taki szkic roznegliżowanej Zawiszy w całkowicie jednoznacznej pozycji trafił w ręce pani major to migałby mieć pourywane rączki tuż przy dupie. Chcesz ładny rysunek? To musisz ją przekonać, że warto nadstawić karku i coś namaziać.
Wytrzymała fizycznie - Janek może długo biegać, może dużo nosić a w ogóle to jak ma okres to jej to nie przeszkadza żeby zapierdalać po poligonie jak mała motorówka.
Koza - Janek jest trochę jak Koza. Zje wszystko co jest w stanie strawić jej żołądek. Właściwie jej układ trawienny jest całkiem odporny. Nawet już nadpsute mięso potrafi pochłonąć (zwłaszcza dla zakładu) i zagryźć to robakami - bez większych konsekwencji.
Podstawowe przeszkolenie wojskowe - Przeładuj, strzelaj, w głowę ty baranie a nie w powietrze! Dobra, jest. Noża też umie użyć w razie czego czy tez dłuższego bagnetu. Oprócz broni bocznej opanowała też karabinki. I umie zabandażować sobie nogę oraz poradzić z poparzeniem!
Spryciarz - Janek późno trafiła do szkoły więc większość życia zamiast na wiedzy to leci na własnym sprycie. Na przykład umie zrobić baterię z ziemniaka, taka sprytna z niej bestia!
Psowate - Janek lubi psy a psy lubią Janek. Znaczy po prostu mają do niej jakiegoś rodzaju zaufane i chętnie do niej lgną. Nie wie jak to jest. Ale działa to w dwie strony, Janek też lubi psowate i potrafi oddać im swoją ostatnią konserwę.

Słabości

Jedzenie - Powiedzenie, że Janek wpierdala jak dzika jest kiepskim opisem. Ona zachowuje się tak jakby w żołądku miała przejście do innego Planu. Je tyle co dorosły facet w trakcie czynnej służby. I jak nie je to staje się nerwowa, łatwiej się męczy i do tego rozprasza. Metabolizm ma przy tym równie dziki bo nie tyje nie ważne ile zje.
Słaba głowa - Janek nie pije alkoholu. Zupełnie. Więc jeśli ktoś by w nią wlał dwa kieliszki wódki to musiałby się opiekować rozlazłą Jankową kluską nieszczęścia.
Języki - No bo Janek umie tylko po polsku. Jeśli chodzi o inne języki to nikt jej nigdy nie nauczył. Oprócz przekleństw, te to zna w kilku językach chociaż pewnie źle wymawia.

Historia

Nastał kiedyś taki dzień kiedy to sierżant Lewandowicz postanowił ułatwić życie wszystkim możliwym w okolicy ludziom i nieludziom, zwłaszcza tym stojącym na baczność przed nim i składającym jakieś nieznaczące w tej chwili raporty. Dlatego też podjął temat, ważny i spędzający sen z powiek jego kolegów w stopniu oraz o wyższych szarżach.
- Szeregowy  Janek, wystąp!
Szeregowy Janek przepisowo wystąpił, sztywnym krokiem i biały na twarzy jakby właśnie ktoś przyłapał go na kontrabandzie.
- Spocznij.
Zgodnie z rozkazem, szeregowy Janek wyciągnął kij z dupy. Przynajmniej częściowo, bo dalej wyglądał jakby miał zrzygać się ze strachu. Przez głowę pędziły mu pytania, za co. Za rysowanie dla kolegów roznegliżowanej Majchrzak? A może za tą akcję w kantynie? Kurna. Za co?
- Szeregowy. Odpowiesz na jedno pytanie. Od tego zależy twoje dalsze być czy nie być.
TO KRASIŃSKI PODPIERDOLIŁ PANU PUŁKOWNIKOWI BIMBER! Zdawała się drzeć wzrok szeregowego, ale dzielnie milczał. Już wolał wylecieć na zbity pysk niż wyjść na kapusia.
- Szeregowy. Wyście baba czy chłop?
Szeregowy Janek przez chwilę mrugał jakby pytania nie zrozumiał. Albo jakby był jedną z jesionowo-mithlirowych satelit które właśnie muszą przetworzyć gwałtownie dane na temat odsłoniętego nowego kawałka Marchii.
W końcu, ostrożnie, głosem drżącym jak osika odparł:
- A jak ma być panie sierżancie?
Koledzy za jego plecami którzy od dłuższej chwili walczyli z niepohamowanymi skurczami mięśni, teraz zaczęli robić się czerwoni.
- Kurwa, szeregowy nie pierdol tylko odpowiedz na pytanie.
- Melduję, że jak ostatnio sprawdzałam to baba. - Zameldował szeregowy Janek po czym wbił spojrzenie w ziemię, czerwony jak burak. Czerwona, właściwie.
Pan sierżant Lewandowski wyraźnie się zafrasował, potarł ręką szczeciniasty policzek, powzdychał trochę i orzekł:
- Dobra, wracaj do szeregu.
Szeregowy Janek wróciła do Szeregu i dalej czerwona na twarzy próbowała jakoś znieść ciche prychnięcia kolegów. Pan sierżant pomędrkował jeszcze chwilę i już mniej zafrasowany podniósł spojrzenie na pokomendnych.
- Zamknąć ryje. Szeregowa Janek jest bardziej męska niż wy, chociaż jak zameldowała, fujary brak. A teraz wracać do roboty i mnie nie wkurwiać. Zrozumiano?
- Zrozumiano! - Odparł chórek wojskowego narybka.
Gdy żołnierze już się rozeszli kapral Lewandowski wysupłał z munduru dokumenty i spomiędzy nich wyciągnął złożoną dyszkę po czym z nietęgą miną wręczył ją kapral Kamińskiej, uśmiechającej się od ucha do ucha.
- Skąd wiedziałaś?
- Bo jej nie stoi na mój widok. - Odparła bez wstydu kapral i wyciągnęła papierosa.

No właśnie. Z Janek to jest taka zabawna historia, że nie wiadomo skąd się wzięła ani na jaką cholerę. A już zwłaszcza w Armii.
Ale to może od początku, o ile gdzieś takowy jest. Nie wiadomo kto ją spłodził, a ni kto wydał na świat, ani w jakim roku, ani gdzie konkretnie. Znaczy gdzieś przy płynnej zachodniej granicy, więc jej rodzice mogą być zarówno martwi i gnić w ziemi jak i służyć pod jegerskim batem. Janek nie wie, nie pamięta i nawet nie ma na ten temat danych. Tak jakoś było nie po drodze.
Jej najwcześniejsze wspomnienia to zapach psiego futra, trochę jeszcze wilgotnego od deszczu, ale ciepłego, zwłaszcza jak wepchnąć się między dwa Wilczaki czechosłowackie i udawać, że cię nie ma. To wspomnienie nieodzownie kojarzy jej się z bezpieczeństwem. Psi bok, ciepły, trochę szorstki a zarazem przyjemny w dotyku, ciężkie ziajanie po ujadaniu w obronie takiego bąbla jak ona. Chociaż cholera wie, czy w obronie. Teraz tak myśli i chyba woli tak myśleć.
Miała może z pięć lat jak znaleźli ją Wilczyńscy, gospodarze mieszkający pod stanicą Korniejewo, w jednej z nowo powstałych odważnie wsi. Tak, teraz jej nie ma i nikt właściwie o niej nie pamięta. No, ale wtedy była. Tak jak zasmarkane śmierdzące pięcioletnie dziecko ryczące przy strumieniu który dzielił pole. Skąd się tam wzięła? Cholera wie. No, ale tak trochę nieludzko byłoby ją tam zostawić ryczącą jak nieboskie stworzenie. Dlatego Wilczyńscy ją przygarnęli do swojej i tak dużej, bo sześcioosobowej gromadki. Oczywiście Janka - bo tak ją ochrzcili (nie wiedzieli czy dziecko było chrzczone a tak lepiej) - nie miała takich przywilejów jak reszta dzieciaków i spała na przykład z psiarnią, zwinięta na posłaniu wilczaków, bo i tak brakowało łóżek a ona jakoś nie mogła się przemóc żeby spać jako czwarta z resztą młodszych latorośli.
No i tak jakoś szło. Rok, drugi, trzeci. Janka rosła i pomagała w gospodarstwie, przerzucała gnój lub pomagała od bladego świtu na polu i inne takie urocze rzeczy. Do szkoły jej nie posłali bo była daleko a dodatkowa para rąk zawsze się przydawała w polu. No to możemy przeskoczyć do przodu o kolejne dwa lata. Janka miała może jakieś dziewięć, może dziesięć lat gdy jebło.
Zerwano graniczne słupy, dęby spłonęły, a Czarni przeszli przez ten strumyk co to dzielił pole. Janka wracała z lasu z grzybami gdy zobaczyła chmurę dymu nad gospodarstwem, gdy dotarły do niej krzyki, gdy uderzyła w nią fala strachu. Przez chwilę nawet zastanawiała się czy nie biec rodzinie bohatersko z ratunkiem. Skowyt zarzynanych psów i ludzi jednak wybił jej to z głowy i wygrał zdrowy rozsądek. Uciekła w las. Na ślepo.
Kilku kolejnych dni nie pamiętała, no oprócz płaczu, rzygania ze strachu i stanów przedzawałowych na najmniejsze trzaśnięcie gałęzi. Ale przeżyła. Jakoś bo jakoś, ale nadal.
W pierwszej wsi do której dotarła w swojej szaleńczej ucieczce znalazła schronienie tylko na moment. Miejscowy proboszcz stwierdził, że najlepiej odesłać ją do jakiegoś sierocińca gdzie się nią zajmą odpowiednio. No i tak zaczęła się jej wędrówka po kraju, od bidula do bidula. Jakoś nikt specjalnie nie chciał jej adoptować. Większą popularnością cieszyły się sieroty spiczaków. Brzydka wystraszona wiecznie dziewczynka nie ma na co liczyć. W dodatku od rówieśników nie miała żadnego wsparcia. W końcu każda inność jest piętnowana, a Janka miała dziesięć lat i była analfabetką a do tego nie potrafiła żyć w mieście.
W końcu skończyła jakoś bo jakoś tą szkołę podstawową a przed nią stanęła trudna decyzja. Iść i uczyć się zawodu czy iść do woja. Na studia szans nie miała, może i była sprytna i coś tam potrafiła, ale brakowało jej takich elementów jak wsparcie środowiska czy chociażby pieniądze na własne życie. W bidulu już jej nie chcieli, w żołądku było pusto a portki zaczynały być przetarte i za małe.
Witaj mateńko armijo.

- Szeregowa właź na tego konia i nie pierdol.
- Pani kapral, melduje, że nie pierdolę. - Oświadczyła z miną zbitego szczeniaka po czym spojrzała znów na wierzchowca. Ten zaskakująco spokojnie coś przeżuwał i zdawał się być niewzruszony całą tą sytuacją. Kapral Kamińska nachyliła się lekko w jej stronę, już od pierwszych dni otoczyła dziewczynę swoistą opieką. Ale nie taką, żeby się z niej śmiano. Ot, pilnowała, żeby ktoś młodej nie zrobił krzywdy. Czuła z nią jakąś więź. Dzieciaki z bidula tak mają.
- Janek. Kurwa właź na tego konia zanim sama cię tam wsadzę.
- Ale pani kapral...
- Chuj mnie obchodzi, że się boisz. Właź tam po dobroci. - Syknęła pani kapral, jej oddech pachniał papierosami. Janek nie lubiła papierosów. źle jej się kojarzyły.

Nie lubiła alkoholu, ani papierosów. Może od tamtego felernego wieczoru. Ostatniego na starych śmieciach, już z uzupełnioną wojskową książeczką, jeszcze tylko zdjęcie musiała przynieść. Takie aktualne.
Wracała przez Pragę, co jakiś czas mijała ludzi których przyszło jej znać dzięki doli sieroty. Takich, co to kiedyś się wychowywali się z nią pod jednym dachem, w takim wielkim ośrodku gdzie liczyła się statystyka a nie osobowość. Zawsze miała farta do wyszukiwania sobie kłopotów, ale miała też kilku przyjaciół którzy od tych kłopotów ją ratowali. A może nigdy ich nie miała.
Mikołaj i Antek właśnie tacy byli. Gdzieś tam, za jej plecami, w razie czego odganiali natrętów, pomagali w nauce. Ot, zdawałoby się za nic, ze zwykłej sympatii. Byli dla niej jak rodzina.
Tamtego felernego wieczoru to się zmieniło. Była z siebie dumna, dostała się do woja. Ona, dziewczyna mierząca szalone metr sześćdziesiąt z kawałkiem, ważąca tyle co nic, sierota z granicy. A oni pachnęli wódą i tanimi papierosami, takimi które kupuje się pod stadionem.
Praski bruk jest zimny i szorstki, nie jak psia sierść. Pachnie też inaczej. Obco. Zimno. Tak samo zimno jak dotyk czyiś rąk na jej ciele, gorąco a zarazem tak przerażająco mroźnie. Świat wiruje, nie słucha krzyków. Kiedykolwiek słuchał? Złe emocje ściągają fagi, te zagnieżdżają się w zaprawie starych kamienic, moszczą się korze pobliskich lip, wżerają w ziemię. Ziemię której smak czuje w ustach, gdy wpychają jej głowę w trawę by nie krzyczała.
Raz dwa i po krzyku.
Nigdy tego nikomu nie zgłosiła.
Wróciła po raz ostatni do swojego pokoju w bidulu, wzięła długi prysznic starając się nie płakać, tak by nie pobudzić koleżanek. Zmyła z siebie wszystko co się zdarzyło w jej życiu. I tego złego i dobrego.
A potem ścięła włosy. Do gołej skóry.
Nie lubiła zapach papierosów.

Oddech Kamińskiej pachniał tanimi mentolami, włosy miała ścięte przy ramionach, zmierzwione. Takie platynowe, trochę jak sierść wilczaków.
- Chuj mnie obchodzi, że się boisz. Właź tam po dobroci. - Syknęła.
Chuj, że się boisz. Dawaj Janek. Nie ma przecież nic gorszego od Czarnych i od smrodu Praskiego chodnika w majowe noce.
Wlazła, właściwie to wgramoliła się, nieporęcznie, z obawą. Ciężko. Kamińska zadowolona klepnęła ją po udzie, nie zauważyła jak Janek się wzdryga.
- No to lecisz mała.
Poleciała. Jakieś dziesięć metrów dalej, zjebała się z siodła aż miło. Siwak zatrzymał się kawałek dalej i wrócił do spokojnego przeżuwania. A Janek siedziała dupą na ziemi i patrzyła na niego jak na największe zło wszechświata. O dziwo Kamińska nie musiała jej pośpieszyć. Janek wstała, otrzepała spodnie, zakurwiła chyba pierwszy raz w życiu i wróciła na siodło tym razem dopinając popręg.
Do końca dnia spadła jeszcze pięć raz i wylądowała w szpitalu polowym ze wstrząśnieniem mózgu.
Dwa miesiące później śmigała na oklep bez większych problemów.

Nic się nie dzieje przypadkowo. Po prostu nie. Przynajmniej Janek w to nie wierzy, a może bardzo chce w to wierzyć. Bo w coś trzeba wierzyć. Bez wiary twoje modlitwy są na nic, twój ból i cierpienie też. A jeśli chcesz być wreszcie KIMŚ to musisz wierzyć chociaż w siebie.
Jeśli chodzi o armię to Janka bardzo długo nie miała pomysłu na siebie. Do Kawalerzystów się nie nadaje, bo chociaż konno śmiga już jak dzika, to koni wciąż nie lubi a nawet się ich trochę boi. Ma słabość do Husarii, ale nie wie czy się nadaje. Poza tym kto nie ma słabości do motorów. Błagam.
Do wywiadu, ani kawalerii się nie nadaje. Królewskim Geografem nie zostanie nawet we własnych snach ani marzeniach. No właśnie co dalej?
Janek nie wie. Ale może zwiad. Albo Husaria. Cholera. Nie ważne. Co będzie to będzie, wszystko ma jakiś cel.
A na razie to przydałoby się przestać rzygać po zabiciu Czarnego.

Prosty zwiad. Proste zadanie. Wzdłuż granicy, namalować według szablonów nowe znaki na zaczopowanych pomnikach wypalonych dębów. Jesteś najmłodszy w oddziale to niesiesz plecak, to chyba jasne. Janek nie miała nic przeciwko. Nawet lubiła chodzić.
Byłoby cudownie gdyby nie wpadli na trzech czarnych. Znaczy to nie jest jakieś wielkie wyzwania, jeśli jesteś z doświadczonymi kolegami z woja. Ale, chyba dla każdego pierwsze spotkanie jegerów jest ciężkie.
- Przestań już rzygać młoda.
Nie mogła. Chociaż żołądek był pusty. Tak samo jak po policzkach nie chciały przestać płynąć łzy. Ich na szczęście nie widzieli, po siedziała twarzą wlepioną w pień drzewa.
- No już. Bez przesady. Dałaś radę.
No. Dałam. Wystrzelić serię i trafić może trzy kulki. Kurwa.
- Będzie lepiej.
Jak w stresie przestanę mylić zaklęcia i sklecę porządną enipsę.
- No już. Wstawaj Janek. Bo już zawsze będziesz szeregową.
Może to i lepiej? Taki wieczny szeregowy Janek? To jest dopiero ambitna przyszłość.
Wytarła twarz w rękaw kurtki i wstała.
Ta.
To co tam marzyła o tej Husarii?


Ciekawostki

► Z panią major Wandą Wilczyńską nie łączy ją nic oprócz zbieżności nazwisk, ot przypadek jakich wiele na tym świecie.
► Nie lubisz wojskowych racji, sucharów, ani konserw? Świetnie. Janka je zje za ciebie z radością. Ona mogłaby jeść cały czas, a jej metabolizm działa jak chomik w kółeczku. Sprawdzono tarczycę oraz obecność tasiemca, wszystko w porządku. W ciąży też nie jest. Po prostu w żołądku ma przejście do innego Planu.
► Chociaż już śmiga konno to wciąż nie zdała prawka, żadnego. Nawet nie podeszła.
► Może i zje wszystko, ale słodyczy to w sumie nie lubi. W sensie zjeść zje bo to zawsze dawka energii, ale nie jest łasa na czekoladę, ciastka ani karmelki. No dobra, może na karmelki trochę.
► Zawsze ma przy sobie trzy rzeczy: składany nóż ratunkowy - otwiera butelki i konserwy, służy za wykałaczkę, można się nim bawić albo kogoś pociąć; zapalniczkę zippo - benzynową, w chuj droga rzecz i nieekonomiczna w tych czasach, ale lubi ją, poza tym czasem przydaje się w terenie; rozpałka - taka biała kostka od której rozpali się nawet mokre drewno w śniegu po kolanach, sprawdziła ze dwa razy i nigdy jej to nie zawiodło.
► Chce zrobić sobie tatuaż, ale nie ma pieniędzy, pomysłu ani dostatecznych jaj żeby to w końcu zrobić.
► Właściwie nigdy nie prosi o przepustki. Nie ma domu poza wojskiem, więc nie ma też gdzie jechać gdy taką już dostanie.


avatar

PisanieTemat: Re: Janka Barbara Wilczyńska   Czw Lip 19, 2018 9:46 pm

Na początek - enpis bojowy, nie enpisa bojowa.

Limity:
Ugryź - 6 postów używania w trybie pasywnym. 3 posty używania w czasie walki. Czas odnowienia - 3 posty.
Tarcza - 4 posty używania, 2 posty odpoczynku.
Tropizmat - Zasięg tropienia: 5 kilometrów (im większa odległość, tym słabszy efekt). Zasięg pochwycenia: 2-3 kilometry. Wytrzymałość pnączy słabnie z każdym kilometrem.
Tropienie: bez ograniczeń.
Pochwycenie: do 1,5 kilometra - przytrzymuje na 2 posty. Od 1,5 do 3 kilometrów - przytrzymuje na 1 post. Czas odnowienia 3 posty.

Szanowna Janko Barbaro Wilczyńska!
Twoje podanie o przyjęcie postaci zostało rozpatrzone
pozytywnie. Otrzymujesz na start 10 karteczek z czarem lakmusowym oraz 10 karteczek z czarem MP004 Energizer. Życzę udanej gry!


Król Polski Bolesław VI Arr'Rith

 
Janka Barbara Wilczyńska
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Bambi Usara Mylene
» Barbara "Bobbi" Morse
» Santa Barbara's ZOO

Skocz do: