Szybkie Menu

Konstruktorska 10B/23
Idź do strony : Previous  1, 2
avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Sro Lip 18, 2018 8:12 pm

Każdy robił głupie rzeczy po pijaku, fakt. Ale najgłupsze rzeczy zwykle robili ci, którzy nie nawykli do procentów czule szemrzących przez żyły i szepczących do ucha "hej, a może byśmy zrobili to czy tamto, przecież jesteś w tym zajebisty", mimo że wcale nie jesteś w tym zajebisty. I jeszcze pół biedy, jeśli odkrywasz w sobie potencjał wokalny. Albo, nie daj borze sosnowy, wydaje ci się, że nagle ogarnąłeś jak grać na gitarze akustycznej. Takie rzeczy, choć bez wątpienia traumatyczne dla całej reszty zgromadzonych, są jeszcze do przeżycia.
Najgorsze głupoty jednak wyprawiali zwykle ci, którzy nie dość, że nie byli przyzwyczajeni do bycia pijanym, to jeszcze byli elfami.
Saszka, na nieszczęście Janusza i Han'lynn, spełniał oba te warunki.
- O, sama wisisz, że to zbój, jeszsze chse mnie utopiś - wyłapał jakimś cudem. Oburzenie wezbrało w elfie mocno. - I jah tu nie mówiś brzydko, jah tu taki obwieś urwipołś skurwesyn karakan chse cie utopiś, no powiedz sama - kontynuował paplaninę. Już wcześniej nie lubił Cichockiego, bo raz, że startował do Zawiszy, w której porucznik nieświadomie się trochę podkochiwał, a dwa, że był w stanie wyhodować sobie totalnie imponujące, sumiaste wąsiska, o których Saszka mógł tylko pomarzyć. I chyba tych wąsów to mu Saszka najbardziej nie umiał wybaczyć.
Na szczęście, nie zdążył wskoczyć do pociągu zmierzającego do krainy Miałeś Chamie Złoty Wąs A Ja Nie, bo nagle całe jego pole widzenia, ba, całe jego jestestwo zawęziło się do tej manny z nieba na talerzyku tuż przed nim, do tego nektaru i ambrozji, którego żaden normalny człowiek nie uważał za rarytas.
- Ojej - udało mu się w końcu wydusić z siebie. Wyprostował się na miarę swoich pijanych możliwości, wzrok skupił na Hani. Nawet jakby zaczął się mniej kołysać na tej rozbujanej w jego mniemaniu kanapie. - Ziewszyno, ty to chyba jesteś janiołem. Ja sie proszę, ty się nigdy nie zmieniaj.
Saszka przechylił się niebezpiecznie na prawy bok, ale zaraz złapał znów pion. Przez chwilę miał zamknięte oczy, kiedy ewidentnie próbował się skupić. Po czym otworzy je i dokonał cudu zręczności, by paść przed Zapolską na kolana.
To znaczy, nie dosłownie paść.
- Han'lynn, ja sie prosze, ty zostań moją żżżżoną, sooo? - zapytał z pełną powagą, wpatrując się morską toń oczu Hanki.
Romantyk, kurwa.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Nie Lip 22, 2018 10:13 pm

Cichocki westchnął ciężko i postanowił saszkowy wywód skomentować w sposób jedyny właściwy w tej sytuacji.
- Aha. - Był skurywesynem i karakanem. - A tak w sumie to czemu, pomijając topienie? - spytał jeszcze całkiem uprzejmie, powoli i z wielkim zainteresowaniem. Bo on tam średnio rozgarniał tej elfiej niechęci, kompletnie nie był w stanie połączyć jej ani z Zawiszą, ani z wąsem. Zwłaszcza że z Kaśką to na randce, owszem, był, ale raz i żadne z nich tego powtarzać definitywnie nie chciało, a co do wąsów... no kurwa, toto już w ogóle, panie Boże dobry jak chleb, na myśl nigdy by mu nie przyszło.
- Erkh’iaan się położy, a ja się pofatyguję do domu. Ani nie jestem pijany, ani nikt o zdrowych zmysłach mnie nie zaczepi - wzruszył ramionami. Jakby nie patrzeć, to były dwa metry chłopa. Ważącego nieomal sto kilogramów. A jakby tego wszystkiego z jakiegoś powodu było mało, to ani myślał zostawać w jednym mieszkaniu z tym chujem złamanym, co to się wpierdala między wódkę a zakąskę, pierdoli od rzeczy i jeszcze bezczelnie się przypierdala, przez co Janusz nabierał szczerej chęci, żeby mu pomóc w straceniu przytomności. Ot co.
Pokręcił głową i odmówił torcika, przez co pewnie w oczach reszty zgromadzonych popełnił herezję i zbrodnię, ale nie byłby sobą, gdyby tak zwyczajnie się tym przejął. Natomiast w czasie wielkich oświadczyn odstawił talerzyk na stół, wziął swój kieliszek z winem, opróżnił go i postanowił nalać sobie jeszcze. Bo tego to na trzeźwo zdzierżyć się nie dało.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Nie Lip 22, 2018 10:51 pm

Prawdę powiedziawszy to Han’lynn powoli coraz mniej z tego wszystkiego rozumiała, co tu się działo. Nie wiedziała, jakie są relacje pomiędzy Saszką a Januszem, wnioskowała jednak, że niezbyt dobre, skoro ten tak się o nim wyraża. Albo wręcz przeciwnie, właśnie byli best frejndami forewa, a elf mówił tak tylko z miłości do Cichockiego. Kto by tam zrozumiał relacje męsko – męskie, te wszystkie bromance i tak dalej, i tak dalej. Na pewno nie Hanka.
– Na pewno nie mówi tego na serio, prawda, Janek? – zapytała, spoglądając na Janusza wzrokiem mówiącym: „ani się waż zaprzeczyć”, a potem znów spojrzała na elfa, uśmiechając się do niego najładniej jak tylko potrafiła. Naprawdę, nie chciała burdy u siebie w mieszkaniu, a wszystko wskazywało na to, że takowa się rozwinie. Biedna pani podporucznik naprawdę już nie wiedziała, co miała robić.
Westchnęła ciężko, słysząc jego kolejne słowa. To nie tak wszystko miało wyglądać. Saszka wbił się trochę na łeb, na szyję, to fakt i popsuł jakże romantyczną atmosferę między nimi, jednak to nie oznaczało, że miał sobie z jego powodu teraz iść. Bądź co bądź, ale ten wieczór miała właśnie jemu poświęcić.
– Janek, proszę… – powiedziała, już kompletnie bezsilnie. Nie wiedziała, co mogła jeszcze dodać. Chciała dobrze, dla ich obu… A wyszło jak zawsze. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane. I  chyba coś w tym było.
I nawet torcika odmówił. To nie tak, że w jej oczach popełnił herezję, ale jakoś przykro się Hani zrobiło. Mimo wszystko, nie mogła jednak go do niczego zmusić.
– To tylko trochę wafli i czekolady, bez przesady, Saszka – odpowiedziała, machając przy tym ręką. Han’lynn wiedziała, że elfy są dziwne, ale w połączeniu z alkoholem tworzyło to bardzo… dziwaczną mieszankę.
Myślała, że już nic ją tego wieczoru nie zaskoczy. Do czasu, aż porucznik Erkh’iaan nie postanowił paść przed nią na kolana i się… oświadczyć. Hania wiedziała, że to było spowodowane pomrocznością jasną spowodowaną przez alkohol. Mimo wszystko patrzyła się na Saszkę, nie mając zielonego pojęcia co powiedzieć… Spojrzała na Janusza błagalnym wzrokiem, który aż krzyczał „nalej mi też”, a potem znów na elfa.
– Tak, tak. Ale jak wytrzeźwiejesz. Teraz pora do łóżka. – Powiedziała, próbując pomóc mu wstać z tych kolan z zamiarem zaprowadzenia go do pokoju gościnnego.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Pon Lip 23, 2018 11:56 am

Podniesiony do względnego pionu Saszka zachwiał się, po czym dziwnie miękko i zgrabnie jak na tak pijanego elfa wylądował na kanapie.
- Ae jahie topienie i so na serio? - autentycznie się zdziwił na słowa Janusza i Han'lynn, zupełnie jakby nie pamiętał dotychczasowego przebiegu rozmowy. Przez chwilę patrzył to na jedno, to na drugie, a potem jego wzrok padł na talerzyk z torcikiem wedlowskim. - Ojej, tohcik! - ucieszył się natychmiast. Wziął kawałek tego pożal się Boże smakołyka i odgryzł kęs, po czym skrzywił się lekko. Gdyby nie był tak totalnie zajebany jak szmata, to być może by go zdziwiło, że jego ulubiony przysmak, za który byłby gotów dać się pokroić, jakoś dziwnie mu smakuje, trochę jak mieszanka papieru z piołunem. Ale ponieważ był totalnie zajebany jak szmata, to tylko odstawił słodycz na talerzyk i odsunął trochę od siebie, więcej się nad tym nie zastanawiając.
Porucznik ziewnął rozdzierająco, co sprawiło, że na moment znów stracił równowagę, ale tym razem nie stoczył się na podłogę, bo w ostatniej chwili przytrzymał się poręczy kanapy.
Okazało się to dobrym pretekstem do rozejrzenia się wokoło z zainteresowaniem.
- A tak w ogóle to hzie jezdeśmy? - zapytał.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Pon Lip 23, 2018 6:21 pm

Sam Janek nie wiedział, jaka jest relacja między nim a Saszką. Do tej pory wychodził z założenia, że nie zdążył dać porucznikowi żadnych powodów do niechęci, lecz najwyraźniej bardzo się co do tego mylił. Pewnie gdyby był świadom błahości tych motywów, parsknąłby śmiechem i rzucił, że dziewczynkom wąsy nie rosną. A później coś jeszcze o Kaśce, żeby pokazać definitywnie, że ani myśli powtarzać błędy przeszłości.
Ale. No nie zdawał sobie z tego sprawy ani trochę.
- Nie wiem. Ludzie są po alkoholu zwykle szczerzy - wzruszył przy tym ramionami. - Czy tam elfy, nieważne.
Cichocki wiedział, co zrobić, żeby uniknąć rozlewu krwi i wina - wyjść. Brzmiało to jak naprawdę niezła opcja, o ile tylko wcześniej uda się zapakować zachlaną pałę do łóżka. Był tak bardzo pewien słuszności swojej decyzji jak tego, że butelka wina tutaj nie wystarczy. Pewnie jeszcze zanim dotrze do domu, to nie obejdzie się bez wizyty w jakimś pubie po drodze. I żadna prośba Hani przypuszczalnie tego zmienić nie mogła, bo się Cichocki zwyczajnie w tej chwili wkurwiał. Na darmo i kompletnie bezsensownie.
Ale był grzecznym chłopcem, więc i Zapolskiej dolał wina. Zanim jednak pomógł jej w podniesieniu Saszki, powziął sobie za punkt honoru, by się najpierw napić. O tak, zdecydowanie lepiej. Dopiero wówczas był gotów, by podejść do elfa i złapać go pod ramię. Mało delikatnie.
- To bez znaczenia - odparł trochę cierpko na jego pytanie i postawił typa do pionu. Choć, no cóż, nie było to aż tak łatwe zadanie, za jakie je uważał na samym początku. Bo toż to pijane, gibało się, ledwo stało i właściwie Janek nie miał pojęcia, jakim cudem na Mokotów dotarło tylko z mordą obitą. I opitą.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Pon Lip 23, 2018 8:00 pm

Tego wszystkiego powoli zaczynało się robić zbyt dużo jak na jedną, biedną Han’lynn. Dresy na Pradze, bycie o włos od utraty swojego wianka, dwóch chłopów, w tym pijany jak meserszmit elf, to zdecydowanie zbyt dużo jak na jeden wieczór. Nie wspominając o tym, że Hanka poużywała sobie też trochę magii, co powoli zaczynało dawać o sobie znać. A może to był alkohol szumiący w głowie Zapolskiej, która powoli dochodziła do wniosku, że na trzeźwo nie dało się tego wszystkiego zrozumieć.
– Nic takiego – rzuciła jedynie do Saszki, który najwidoczniej zapomniał, że jeszcze przed chwilą wyzywał Janusza od sukinsynów, a sam Janek zastanawiał się, czy nie utopić elfa w Wiśle. Może to i lepiej, że dostał tej amnezji? Mniej problemów z tego będzie… Miała chociaż taką nadzieję.
Nie chciała, by Cichocki czuł się teraz jak piąte koło u wozu… Choć tak to wyglądało, przez co Hanka miała trochę wyrzuty sumienia. Aczkolwiek nie powinna, bo nie jej winą było to, że Saszka pojawił się tak nagle, wpierdalając się między wódkę a zakąskę, jak to się mówi. Będą musieli się spotkać raz jeszcze i pogadać na spokojnie, bo teraz to nie było do tego warunków. Chyba, że po tym, jak położą Erkh’inna spać.
– U mnie w mieszkaniu – wyjaśniła. On naprawdę miał jakieś zaćmienie na mózgu, skoro nie wiedział, gdzie wylądował. Westchnęła ciężko. Była zmęczona. Coś czuła, że to nie był jednak koniec ich przygody. Tyle dobrze, że przy pomocy Cichockiego, udało się doprowadzić Saszkę do pokoju gościnnego, gdzie posadzili go na łóżku. – A teraz pora spać. Słodkich snów, Saash’Khaar – powiedziała, celowo zwracając się do elfa jego pełnym imieniem (nawet powiedziała to z odpowiednim akcentem!). W jej głosie było słychać nutę stanowczości. I fakt bycia geografem królewskim w niczym mu nie pomoże. To był jej dom, jej zasady i tu rządziła Hania. Na wszelki wypadek, Hanka podstawiła pod łóżko miskę, jakby miał w nocy rzygać. Na półeczce była butelka wody na porannego kaca. O wszystkim pomyślała, taka była kochana.
Po powrocie do salonu, wypiła to, co nalał jej Janusz. Oparła się plecami o blat kuchenny i spojrzała na niego, widocznie zmęczona.
– Przepraszam, że tak to wyszło – powiedziała do Cichockiego.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Pon Lip 23, 2018 9:34 pm

Saash'Khaar dał się grzecznie i w całkowitym milczeniu zaprowadzić do pokoju gościnnego - bez zbędnego pierdolenia w czasie drogi, która zdawała mu się trwać wieczność. Niemal bezproblemowo, bo tylko raz zawisł bezwładnie całkowicie na Han'lynn i Januszu, zupełnie jakby zasnął na kilka sekund. Po ocknięciu się jęknął cicho, ale nawet słówkiem się nie zająknął, rozglądał się tylko naokoło lekko skonsternowany. Ale cóż się dziwić, najebanie, upadek i bycie po raz pierwszy w nowym miejscu robiły swoje.
Usadzony na łóżku, spojrzał bezradnie na półelfkę, jakby chciał coś powiedzieć. Nawet już otworzył usta, ale wyglądało na to, że w ostatniej chwili zrezygnował. Pokiwał tylko głową i przechylił się lekko w prawą stronę. Alkohol w żyłach i grawitacja zrobiły swoje - Saszka półleżał, półsiedział na łóżku, nawet nie podnosząc wciąż obutych nóg na pościel. Przymknął oczy. Wyglądało na to, ledwo elf przyłożył głowę do poduszki, a już usnął.
Dziwny to był sen, zupełnie pozbawiony snów, albo może Saszka po prostu ich nie pamiętał. Przebudzał się co kilka minut, było mu strasznie niedobrze, a gdzieś tam w zakamarku świadomości majaczyła mu informacja, że tu niedaleko jest miska. Ta myśl go nieco podnosiła na duchu, ale z drugiej strony - dziwnie przytomnie czuł ukłucie wstydu, że zarówno Zapolska, jak i Cichocki widzieli go w takim stanie. Miał ogromną nadzieję, że jednak nie będzie musiał kompromitować się jeszcze bardziej.
A zegar tykał.
Było już dobrze nad ranem, może czwarta albo piąta, kiedy Saszkę obudził koszmarny ból głowy. Elf stęknął i próbował się wyprostować, ale to był błąd. Po spędzeniu kilku godzin w nienaturalnej pozycji, w jakiej był się ułożył do snu, wszystko go napierdalało. Chyba tylko dzięki refleksowi nabytemu w innych planach zdążył złapać za miskę. Zwrócił wszystko to, co poprzedniego wieczoru z taką czułością wpakowała w niego ciocia Halinka. Kiedy w żołądku już nic nie zostało, rzygał nawet żółcią.
Czuł się jak gówno. I fizycznie, i psychicznie. Stwierdził, że w takiej sytuacji pozbycie się dowodów zbrodni i przepłukanie ust zimną wodą to najmniej, co może zrobić w obronie własnego honoru. Nieco chwiejnym krokiem dotarł do łazienki i co postanowił, to wykonał, starając się przy tym wszystkim nikogo nie obudzić.
I, jak na porządnego elfa przystało, stracił przytomność dopiero po zakończonym sprzątaniu i ablucjach, padając na wznak w samym progu łazienki.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Pon Lip 23, 2018 10:01 pm

Porucznika udało się odeskortować w miarę bezpiecznie i w miarę bezproblemowo do łóżka. Cichocki również w czasie tego procederu milczał, bo i tak wewnątrz krew go zalewała miał najbardziej na świecie ochotę mu w ten zapijaczony ryj jebnąć. Podobne ciągoty jednak opanował i mówił sobie, że ludzie najebani są pijani i zwykle nie wiedzą, co czynią. Nie sądził, aby w tym konkretnym przypadku miało być inaczej. Podejrzewał, że rankiem, gdy tylko elf się obudzi i uświadomi sobie, co takiego zrobił, to umrze może na zażenowanie i wstyd mu będzie się na oczy Hani czy Jankowi pokazać. Bo kto to widział, żeby się geograf królewski do takiego stanu doprowadzał i dodatkowo spacerował po ludziach w poszukiwaniu cholernego torcika wedlowskiego, który smakował jak popiół polany czekoladą.
Gdy już wspólnymi siłami - choć pewnie więcej było w tym wszystkim sił Cichockiego - usadzili Saszkę na łóżku, Janusz postanowił ten jeden raz być miły i najpierw położył elfa bardziej po ludzku - na boku, tak na wszelki wypadek, żeby się własnymi wymiocinami nie zadławił w razie czego, następnie pozbawił go butów i ostatecznie przykrył. Taki był, cholera jasna, uprzejmy, nawet jeśli kilka chwil wcześniej był wyzywany od karakanów i innych takich sukinsynów.
Ale dobrych snów już mu nie życzył. Zamiast tego zsyłał na niego mentalnie wielkiego kaca mordercę, moralniaka i wymioty. Niech cierpi, skoro się napierdolił. Niech wyrzyga ten swój torcik, nalewkę cioci Halinki czy tam Helenki i jeszcze żołądek. Po prostu wyszedł i zamknął za sobą drzwi, wzdychając ciężko.
Czuł się trochę tak, jakby właśnie został ojcem nastoletniego obwiesia, który się nachlał i należało go pilnować. W sumie to z miejsca przypomniał sobie te wszystkie momenty, gdy sam wracał średniej trzeźwości do domu i jak się z ojcem potrafił pokłócić o cokolwiek. Ach, wspomnienia.
Sięgnął kolejny raz po swój kieliszek i również się napił, wzorem Zapolskiej.
- To nie twoja wina. Takiego czegoś nawet El-Galad by się nie pewnie nie spodziewał - oznajmił, wzruszając ramionami. Dopił zawartość. Chuj. Sam był już tym wszystkim zmęczony. - Dasz sobie z nim radę?
Nie miał pewności, czy Han'lynn miała już okazję opiekowania się kimś, kto był tak bardzo pijany. Osobiście wolał po prostu wrócić już do domu, to była wystarczająca dawka wszystkiego na cały ten dzień.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Pon Lip 23, 2018 10:49 pm

Tyle dobrze, że Saszka postanowił z nimi współpracować, jeżeli chodziło o cały proces jego przenosin do pokoju gościnnego, bo użeranie się z nim to była ostatnia rzecz, jakiej Hanka teraz by chciała. Wszystko jednak poszło gładko, bez zbędnego gadania, co półelfkę bardzo cieszyło. Chociaż jedna rzecz poszła po jej myśli tego wieczoru… Cieszyła się, że był też na tyle miły i obyło się bez zbędnego gadania i pierdolenia. Oczywiście z pełnym szacunkiem do porucznika Erkh’iaana, ale była paskudnie zmęczona, co było po niej widać.
Trzeba przyznać, że współczuła Saszce pobudki, domyślała się, że do najłatwiejszych nie będzie ona należała, biorąc pod uwagę fakt, w jakim był stanie. I tu nie chodziło tylko o kaca po alkoholu, ale też o kaca moralnego. Coś tam na temat elfów wiedziała, znała trochę ich naturę i coś czuła, że Saszka nie będzie w stanie przez długi czas spojrzeć im w oczy. Choć będzie musiał, bo rano się i tak spotka z Hanką, więc czeka ich niezręczna rozmowa.
Nim jednak do tego dojdzie, Hania i Janusz wrócili do kuchni, by dopić resztkę wina, jaką mieli. A mogło być tak ciekawie. Westchnęła ciężko. Niezbadane są wyroki boskie, może tak właśnie miało być? Ciężko było jej to stwierdzić, ale i tak było jej trochę głupio.
– Dam sobie radę, nie będę Cię tu trzymała na siłę – powiedziała, odstawiając pusty kieliszek. – Następnym razem Ty stawiasz kolację i alkohol – dodała po chwili, nieco w żartach. Chyba już kompletnie na łeb upadła, kusząc los po raz kolejny. Przecież to musiało Janusza utwierdzić w przekonaniu, że Hanka chciała czegoś więcej… – Uważaj na siebie – powiedziała, gdy ten już stał przy drzwiach. W ramach przeprosin i pożegnania jednocześnie, stanęła na palcach, by pocałować Janka prosto w policzek. Alkohol i zmęczenie zdecydowanie zbyt mocno weszły. – Dobranoc.
Wróciła do kuchni, spoglądając na butelkę po winie. Wlała sobie ostatnie pół kieliszka jakie w niej zostało i wypiła niemalże od razu. Potem poszła się upewnić, że Saszka śpi, a następnie sama udała się spać po wcześniejszej kąpieli.
Spała całkiem dobrze. I nawet buszowanie Saszki w łazience jej nie obudziło. Do czasu, gdy nie usłyszała jego jebnięcia o podłogę. Zerwała się niemalże automatycznie, zastanawiając się, co się stało. Narzuciła na siebie satynowy szlafrok (bo miała na sobie jedynie koszulkę nocną) i poszła sprawdzić, czy wszystko z Saszką było w porządku… Cóż. Nie było. Zastała go nieprzytomnego w progu łazienki. Pierwsze co zrobiła, to udrożniła jego drogi oddechowe i sprawdzić, czy elf w ogóle oddychał. Jak się upewniła, że żyje, to chwyciła go chwytem ratowniczym, by przeciągnąć do salonu (Saszka był dwadzieścia kilo cięższy od Hani, innej opcji nie było). Nogi na kanapę, otworzyła wszystkie okna, co by chłopaczyna miał czym oddychać, a później, delikatnie, poklepała go po twarzy.
– Saszka, słyszysz mnie? – zapytała. Miała nadzieję, że to zwykłe omdlenie i obejdzie się bez magii.

[z/t dla Janusza]

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Pon Lip 23, 2018 11:29 pm

Saszka, jak to typowa nieprzytomna osoba, nie słyszał Han'lynn. Dopiero po kilku obrzydliwie długich minutach zakrztusił się i jeszcze z zamkniętymi oczami gwałtownie obrócił się na podłodze. Wychylił się, targany konwulsjami, ale w żołądku nie było już absolutnie żadnej treści, więc tylko rzygał "na sucho". Kiedy skończył, opadł z powrotem na plecy, oddychając ciężko. Czoło rosiły mu krople potu. O dziwo, nie wyglądał jednak tak blado, jak zwykle wyglądają ludzie, którzy zemdleli.
W uszach mu szumiało. Czuł się jeszcze bardziej jak gówno. Zmarszczył brwi. Jeszcze bardziej? Jeszcze bardziej niż kiedy? Otworzył oczy i od razu napotkał zatroskane spojrzenie Zapolskiej.
Brwi podjechały mu tak wysoko, że gdyby nie był elfem, już tą jedną miną zarobiłby kilka zmarszczek.
- Han'lynn...? A co ty tu robisz? - zapytał kompletnie zaskoczony, rozglądając się na boki.
Albo raczej: był przekonany, że o to właśnie zapytał. Bo, to tak naprawdę wyszło z jego ust, brzmiało zupełnie inaczej.
- Hanuka...? Azoty tu roboty drogowe? - mogła usłyszeć podporucznik.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Pon Lip 23, 2018 11:47 pm

Takie było postępowanie w przypadku omdlenia, więc tak robiła. Była lekarzem nie tylko z powodu magicznych zdolności, ale skończyła odpowiednie studia, miała specjalizację w chirurgii i znała się na swojej robocie. Jeżeli mogła coś zrobić bez użycia magii, wolała tego spróbować, bo jednak rzucanie zaklęciami na prawo i lewo osłabiało jej organizm, a już poprzedniego wieczoru dosyć sporo się ich naużywała, wolała dać sobie trochę na spoczynek, żeby nie skończyć tak jak Saszka.
Nie wyglądało to dobrze, zatrucie alkoholowe jak nic… Tak pewnie zadziałała ta klątwa, którą na niego rzucił Janusz. I nawet gdyby Erkh’iaan rzygał normalnie, to nie miałaby mu za złe, no bywa. Nie on pierwszy, nie on ostatni i w jej gwoli było doprowadzenie go do porządku. I chyba jednak bez magii się w tym wypadku nie odbędzie. Nie miała w domu żadnych magicznych kroplówek, które postawiłby go na nogi.
Nie zrozumiała ani słowa, choć naprawdę się starała. Język mu się bardziej plątał niżeli wtedy, gdy był pijany. Zdanie, które wypowiedział nie miało żadnego, najmniejszego sensu. Co mogło być związane po części z tym wstrząsem mózgu. Chyba powinna mu zrobić kompleksowe prześwietlenie ciała, by się upewnić, czy nie powstał żaden krwiak.
– Cii, nic nie mów – uciszyła go. Wzięła głęboki wdech, zmówiła krótką modlitwę na oczyszczenie umysłu, a później położyła jedną łapkę na głowie Saszki, a drugą na jego brzuchu, by aktywować znowu zaklęcie. Kaca jako uczucia nie uleczy, ale uspokoi żołądek i uśmierzy ból głowy. Nic więcej dla niego nie mogła zrobić, musiał jakoś przeboleć tego kaca. Hanka otarła łzy, które spłynęły jej po policzkach jako efekt uboczny czaru. – Lepiej? – zapytała.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Wto Lip 24, 2018 12:39 am

Zdanie, które wypowiedział Saszka, nie miało żadnego, najmniejszego sensu. Co w istocie było związane z tym całym wstrząsem mózgu. Han'lynn zdecydowanie powinna była mu zrobić kompleksowe prześwietlenie ciała, by się upewnić, czy nie powstał żaden krwiak. I zdecydowanie powinna była to zrobić kilka godzin wcześniej.
Bo teraz Saszka leżał na podłodze, kompletnie bezradny i wciąż szarpany skurczami żołądka, który uparcie nie chciał się uspokoić. Mina podporucznik wyraźniej niż cokolwiek innego dała mu znać, że chyba coś z nim było nie tak, ale ni w ząb nie potrafił skojarzyć, o co też mogło chodzić. W myślach prześledził słowa, które powiedział, ale nie brzmiały dla niego ani trochę podejrzanie.
A już całkiem nie na żarty się przestraszył, kiedy Zapolska położyła na nim swoje dłonie. Zabłysnęły jakimś takim delikatnym, seledynowym światłem, a on dopiero po chwili poczuł, że przestało go mdlić. Ból z tyłu głowy też znacznie zmalał, choć nie zniknął całkowicie. Odruchowo sięgnął dłonią do twarzy półelfki, żeby otrzeć jej łzy, ale gdzieś w połowie gestu zrezygnował z tego pomysłu.
Z całego tego czarowania medyczka mogła się natomiast dowiedzieć, że przyczyną afazji i pewnie paru innych rzeczy, które razem z Januszem przez cały wieczór brali za objawy pijaństwa, był rosnący sobie beztrosko krwiak w mózgu, którego przy pierwszym pobieżnym badaniu nie było widać.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Wto Lip 24, 2018 10:51 am

Powoli zaczynało wszystko do Hanki docierać. W trybie ekspresowym analizowała zachowanie Saszki… i nie mogła sobie wybaczyć, że dopiero teraz się zorientowała, przecież to było takie oczywiste! Być może było to spowodowane faktem, że i podporucznik Zapolska wtedy była nico pod wpływem alkoholu, a teraz, po tych kilku przespanych godzinach, zaczęła myśleć kompletnie na trzeźwo, więc wszystko zrobiło się jasne. Czuła jednak złość na samą siebie, że nie wpadła na to, by go prześwietlić całego… Może nie doszłoby do tego, co się właśnie stało.
– Saszka, jestem tu, nic Ci nie grozi – powiedziała, gładząc go po policzku, chcąc dodać mu otuchy. Łzy napływały jej do oczu, ale teraz nie z powodu czaru, a ze złości, którą na siebie czuła. Musiała działać. Chciała niemal od razu użyć na nim zaklęcia, ale wtedy przyszło jej do głowy, że przecież padnie po tym jak mucha i oboje będą sobie słodko spali. Dlatego pobiegła do telefonu, by wezwać pogotowie – najlogiczniejsze wyjście. Na dyspozytorni ją znali (bądź co bądź, ale Han’lynn miała już swoją renomę). Potem otworzyła drzwi do mieszkania, co by panowie z pogotowia mieli jak wejść do środka.
Nie było czasu na prześwietlenie, nie wiedziała także czy starczy jej siły na dalszy zabieg, więc od razu użyła na Saszce uleczenia totalnego, wprowadzając go w stan śpiączki (sobie co najmniej tydzień chłopak pośpi). Zaklęcie to działało na zasadzie resetu organizmu, po którym wadliwe części były naprawiane i zaczynały działać tak jak powinny. Z każdą chwilą czuła narastające zmęczenie. Po czole półeflki spłynęła stróżka potu, a obraz przed oczami zaszedł mgłą. Mrugnęła kilka razy, próbując złapać ostrość.
Han’lynn miała w sobie coś, co można było nazwać zdecydowanie elficką cechą. Jak coś zaczynała, to musiała to skończyć, choćby byłoby to ponad jej siły. Dopiero po zakończonym zabiegu, upewniając się, że usunęła tego dziada z głowy elfa, Hanka straciła przytomność.
A potem przyjechało pogotowie i ich obojga zabrali na sygnałach do szpitala.

[z/t x2]

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Wto Wrz 25, 2018 3:56 am

Obudził się po tygodniu i ostatnie co pamiętał, to twarz jednego z mieszkańców Sulejowa, którego instruował, w jaki sposób wykonać poprawne okopy dla żołnierzy. Ledwo wtedy stał, podpierał się wpół zgięty o wóz i próbował nie zrzygać się z bólu i zmęczenia, cedząc wszystko przez zaciśnięte zęby. Później wziął głębszy, piekący wdech i wyprostował się nieznacznie - wtedy spadła na niego kurtyna. Ból go sparaliżował, czarne i czerwone plamy zatańczyły mu przed oczami, przez krótką chwilę cały jego świat sprowadził się do niewyobrażalnego bólu i nagle wszystko zgasło. Ktoś zdmuchnął świecę.
Gdy ponownie otworzył oczy z pełną tego świadomością, zobaczył nad głową biały, sterylny sufit i musiał zmrużyć powieki, bo światło płynące z jarzeniówek go oślepiło. Przez suche gardło przecisnęło mu się pytanie, co z wioską, ale nikt mu niczego nie powiedział. Zamiast tego przeprowadzali badania, pytali uparcie, jak się czuje i niczego mu nie chcieli powiedzieć. Dopiero po dwóch dniach przyszedł do niego hetman i to właśnie od niego Janusz usłyszał, co działo się w Sulejowie, gdy odpłynął. Sam również wyspowiadał się przed El-Galadem, co robił i dlaczego. Jak to się stało, że królewski geograf władował się w tak wielkie szambo, że prawie go ta fala gówna zabiła.
W nagrodę za to, że udało mu się jednak nie umrzeć, otrzymał od hetmana ogromny dar - urlop. Dwumiesięczny przymusowy urlop zdrowotny do wykorzystania od dnia opuszczania szpitala. Narzekał. Nawet próbował wyżebrać chociaż trochę krótszy, niemniej gówno z tego wszystkiego wyszło. Musiał siedzieć w Warszawie i żadne tłumaczenie nie dało rady przekonać hetmana do zmiany decyzji. Klamka zapadła.
Ze szpitala wypuścili go dopiero pięć dni później, gdy już przekonali się, że na pewno nic mu nie jest, mimo że Janek ich o tym zapewniał i powtarzał raz za razem, że nadgorliwość jest znacznie gorsza od faszyzmu i że właśnie przez coś takiego upadł zachód. No jak krew w piach po prostu.
Ale. Wyszedł. Swoje pierwsze kroki skierował jednak nie do domu, jak powinna by nakazywać logika. Uznał, że należy mieć jednak pewne priorytety w życiu, więc w drodze ze szpitala wstąpił, jakże beztrosko, do kwiaciarni. Żaden tam z niego był romantyk, nie w takim zresztą celu te kwiaty - jakiś totalnie zmiksowany z różnych kwiatów i liście wiecheć - kupił. Szedł podziękować. Podziękować za ocalenie jego nędznej skóry od ostateczności.
Dotarł na miejsce, zapukał. I czekał, czekał, czekał... Po trzecim razie wpadł na to, że może jednak Zapolskiej może nie być w domu. W pierwszej kolejności pomyślał, że może wobec tego przyjdzie później. Albo jutro. A kolejną już jego myślą było to, że właściwie to ma już kwiatki, a na dole zaraz obok widział mały sklepik prasowy i to podsunęło mu rozwiązanie drugie, które z miejsca wprowadził w życie.
W ten właśnie sposób geograf królewski porucznik Janusz Cichocki siedział na schodach tuż obok drzwi Han'lynn z bukietem kwiatów u stóp, krzyżówkami w ręku i długopisem, którego końcówkę opierał o dolną wargę ze zmarszczonymi brwiami i skupieniem wyrytym na twarzy. Miał problem z jednym hasłem, a ani myślał tak to zostawić. Też coś.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Wto Wrz 25, 2018 10:31 am

Po dotarciu do Warszawy, Han’lynn zamierzała dopiąć swego i oczywiście to zrobiła. Uleczenie totalne sprawiło, że wycięta śledziona znów była na swoim miejscu, a po szyciu i polowej operacji nie było również śladu. Janusz musiał jednak tydzień sobie pospać, Hanka niewiele krócej, po obudziła się cztery dni po zabiegu, po którym po prostu odpłynęła. Tak jak w przypadku Saszki przetrzymali ją na obserwacji, kompletnie niepotrzebnie, bo wiedziała, że było z nią wszystko w porządku. Najbardziej jednak denerwowało ją to, że nie pozwolono jej wejść do Janka, przez co musiała koczować na krześle pod jego salą. Zapewne gdzieś w międzyczasie zamieniła kilka słów z hetmanem na temat Janusza, być może usłyszała słowa uznania za uratowanie jego dupy.
W końcu jednak dostała wypis (jeszcze przed wybudzeniem się Janusza ze śpiączki) i wróciła do domu z miesięcznym urlopem, co by dojść do siebie, bo była zmęczona. Cholernie zmęczona i najchętniej nie ruszałaby się z łóżka. Nadal nie do końca dowierzała w to, co się stało w Sulejowie. To było niczym zły sen, który wciąż ją napastował.
Gdy już porządnie wypoczęła i nabrała sił, postanowiła pójść do kościoła. Pomodlić się za poległych w Sulejowie, za Janusza… Hanka była mocno wierząca i wiara tak naprawdę wciąż trzymała ją we względnie dobrej kondycji psychicznej. Choć teraz było nieco gorzej, po tym jak zobaczyła jegra rozwalającego głowę kaprala jakby to była zwykła grudka mokrego piasku. Nie raz, nie dwa budziła się w nocy z krzykiem, bo śniła się jej ta scena. Miała nadzieję, że po spowiedzi i modlitwie nocne mary miną.
Wracając z kościoła zahaczyła jeszcze do lokalnego spożywczaka po niewielkie zakupy – chleb, masło, mleko (w szklanej butelce!) i tym podobne rzeczy. Nie spodziewała się żadnych gości, więc nie śpieszyła się jakoś bardzo, przez co Janusz musiał sobie jeszcze trochę poczekać.
Jakie było jej zdziwienie, gdy zobaczyła Cichockiego – całego i zdrowego – siedzącego na schodach tuż przy jej drzwiach. Uśmiechnęła się nawet na jego widok, aczkolwiek była zaskoczona.
– Janek, co Ty tutaj robisz? – zapytała, podchodząc do mężczyzny. – W sumie to nie będziemy ślęczeć na klatce, choć do środka – powiedziała, otwierając drzwi. Nawet nie zauważyła kwiatów, które Cichocki miał przy sobie, tak skupiła się na jego osobie. – Jak się czujesz? – zapytała, gdy byli już w środku.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Wto Wrz 25, 2018 12:01 pm

- Zastanawiam się. Cienka, ażurowa tkanina. Na "t", cztery litery - oznajmił na samym początku, nawet nie podnosząc jeszcze wzroku znad tej nieszczęsnej krzyżówki. Trapiło go to, że nie wiedział, ale co on mógł wiedzieć o jakichś tam ażurowych tkaninach. Gdyby to była chociażby jakaś okładzina pod dach - cokolwiek innego! - na pewno znałby odpowiedź. Teraz miał w głowie niesamowitą pustkę. Spojrzał na Han'lynn dopiero wtedy, gdy otwierała drzwi. Podniósł się ze swojego niesamowitego miejsca na wysiedzianych schodach i skrzywił się z lekka, bo się zwyczajnie zasiedział. Nie zwrócił uwagi na to, ile czasu spędził w oczekiwaniu na tego swojego rycerza w wojskowym śmigłowcu, ale przecież miał czas. Mnóstwo czasu, z którym już teraz nie miał pojęcia co zrobić. Dwa miesiące urlopu. Chryste Panie. Pochylił się jeszcze i zgarnął z podłogi nieszczęsny i niezauważony kompletnie wiecheć. Nie znał się na kwiatach. Lepszym pomysłem byłoby wybranie dobrego wina, ale wtedy o tym kompletnie nie pomyślał, miał o tym przynajmniej jakieś pojęcie w większym czy mniejszym stopniu.
Lecz jak się przeprasza czy dziękuje za coś kobiecie?
Kwiatami. Przede wszystkim właśnie przy ich pomocy. Czasami niektórzy dorzucali do tego wyrafinowanego zestawu czekoladki, ale to chyba przy bardzo dużych sprawach. A takie tam ratowanie życia? Kto by się tym przejmował?
- Tutaj też nie będziemy ślęczeć. Przyszedłem cię porwać, rozumiesz. - Wszedł za nią do środka, ale drzwi nawet za sobą nie zamykał. W jego mniemaniu to zaraz i tak mieli lada moment opuścić mieszkanie. - A czuję się świetnie. Cóż, dzięki tobie, rycerzu. El-Galad wszystko wyśpiewał, jak na spowiedzi. - W tym miejscu wyciągnął do Han'lynn dłoń z tymi kwiatkami. I z rozbrajającym uśmiechem na tej swojej mordzie. Nie był dobry w takich rzeczach. Dziękowaniu, przepraszaniu... Ogólnie w postawach wymagających od niego powagi na co dzień, z dala od pola bitwy. - Mam tylko jeden problem, źle mi się oddycha z prostym nosem. Ktoś powinien mi go połamać - dodał jeszcze z ciężkim westchnieniem.
Ogólnie... dziwnie się czuł, odkąd się obudził. Zdrowo. Za zdrowo. Nic nie łupało mu w kolanie, poznikały stare i nowsze blizny, nos się magicznie wyprostował po tych paru dobrych złamaniach. Janek nawet nie zdawał sobie sprawy, jak wielką odbudowę przeżył jego organizm, ile to uleczenie dodało mu sił. Każda jedna skaza, każdy zużyty czy nadwyrężony już narząd doznał katharsis.
Tylko ten nos. Gdy Cichocki poszedł się ogolić, przyglądał mu się w lustrze z wybitną konsternacją. Tak się człowiek przyzwyczaił, a tu nagle coś takiego.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Wto Wrz 25, 2018 11:55 pm

Janusz wyskoczył z tym pytaniem jak Filip z konopi (niczym wtedy, gdy wyłonił się ze śmietnika). W przeciwieństwie jednak do Janka, Hania znała odpowiedź na to hasło. Szyła trochę, na materiałach się znała – nie była ekspertką, ale takie coś to bułka z masłem.
– Tiul – podpowiedziała mu czy tego chciał, czy nie. Następnie swoje kroki skierowała do mieszkania. Jeszcze była nieświadoma tego, co Cichockiemu chodziło po głowie i po co w ogóle tutaj przyszedł i koczował pod jej drzwiami. I proszę źle jej nie zrozumieć. Bardzo się cieszyła, że widziała go całego i zdrowego, jednakże nie oczekiwała żadnych podziękowań ani nic w ten deseń. Wykonała po prostu swoją pracę. A to, że wcale nie musiała używać uleczenia totalnego, żeby Januszowi uratować życie to się wytnie.
– Porwać? – Spojrzała na niego, nie do końca rozumiejąc co ma na myśli. Z każdym jednak kolejnym jego słowem zaczęła pojmować więcej. – To nic takiego, robiłam to co do mnie należało… ojej. – Spojrzała na kwiaty, które Janek jej podał. Na palcach jednej ręki mogłaby policzyć ile razy w życiu dostała kwiaty od mężczyzny nie będącym jej ojcem. – Nie trzeba było… – A mimo wszystko wzięła bukiet i od razu go powąchała. Nie przeszkadzało Zapolskiej to, że niemal każdy kwiatek był inny i dla pewnie większości ludzi ten bukiet był wiechciem. Dla Han’lynn był piękny. – I to ja powinnam Ci dziękować, odwaliłeś kawał dobrej roboty szykując wioskę do ataków jegrów. Bez tego nie dałabym rady. – Zapewne wiedział od El-Galda, że oprócz tego, że go operowała w warunkach polowych, to musiała jeszcze dowodzić całą akcją. – Cieszę się, że jesteś cały i zdrowy. – Mówiła serio. Gdy go wtedy zobaczyła w Sulejewie w takim opłakanym stanie, serce niemal do gardła jej podeszło. Nie znali się długo i zbyt dobrze, ale zdążyła Janka polubić i nie był jakimś tam randomowym geografem królewskim. – Niestety, nastawiony nos to efekt uboczny. – Uleczenie totalne miało to do siebie, że resetowało cały organizm, czyściło ze anomalii, które się w nim znajdowały. – Dobra, a teraz konkrety. Gdzie mnie pan porywa, poruczniku Cichocki? – zapytała, uśmiechając się nieco zalotnie w jego kierunku. Po części robiła to nieświadomie. Choć pewna część Hanki miała ochotę poznać Janusza zdecydowanie bliżej niżeli przykładnej katoliczce przystało.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Sro Wrz 26, 2018 12:13 am

Wpisał. Bez zastanowienia. I dopiero wtedy mógł spokojnie krzyżówki zamknąć, temat zakończyć. Hasła i tak nigdy nie wpisywał, zawsze wydawało mu się to takie... niepotrzebne. Nie rozwiązywał ich przecież dla końcowego efektu, a dla samego zabicia czasu.
Mniejsza z januszowymi krzyżówkami.
Skinął tylko głową. Porwać. Zabrać, uprowadzić. Dla lepszego efektu powinien, niczym człowiek pierwotny, złapać ją w pasie i przerzucić sobie przez ramię. Być może nawet by to zrobił, gdyby miał do czynienia z kimkolwiek innym lub gdyby znali się lepiej. Teraz zwyczajnie nie wiedział, czy podobne zachowanie - tak frywolne i infantylne przecież - w ten czy inny sposób by Han'lynn nie obraziło, a nie przyszedł przecież do niej w takich celach.
- Trzeba było. Mogłaś nie używać magii, wtedy nie padłabyś na parę dni. Fakt, ja może wtedy leżałbym trochę dłużej, ale... rozumiesz. To nie było konieczne. - O tym El-Galad też nie omieszkał się zapomnieć. Podobnie jak o wszystkim, o czym usłyszał i od dowódcy stanicy Korniejewo, i od Zapolskiej bezpośrednio. Stąd Janek znał cały przebieg akcji, znał nawet nazwiska poległych w czasie obrony. Dwóch spośród nich znał osobiście i żałował, że przespał pogrzeb i nie zdążył oddać im honorów. Zapisał sobie, że będzie musiał się dowiedzieć, na którym cmentarzu spoczęli, aby chociaż chwilę się za nich pomodlić. Tyle że to nie były rozmyślenia na chwilę obecną. - Ja tylko wydawałem rozkazy, ty wykorzystałaś zasoby. Cała chwała dla ciebie.
Niewdzięczna to była część chwały, bo cóż po zwycięstwie, skoro zostało przepłacone krwią? Z drugiej strony to było nieodłącznym elementem wojny, żołnierze zawsze ginęli, a ich dowódcy zbierali ordery, zaszczyty, pochwały. Świat został zwyczajnie tak skonstruowany, że o zwykłych ludziach łatwo zapominano i wymieniano ich jedynie w liczbach.
Wyciągnął do niej ramię, niczym prawdziwy dżentelmen i uśmiechnął się pogodnie.
- Nie mam pojęcia. Ale tym razem to ja zajmę się kolacją.
... i tym razem obejdzie się może bez porucznika Erkh'iaana.

avatar

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    Sro Wrz 26, 2018 12:27 am

W sumie to nie miała żadnych planów na wieczór, zamierzała go przesiedzieć w domu, najprawdopodobniej z jakąś książką dla zabicia czasu. Janusz jednak spadł jej niczym z nieba, bo chyba jednak potrzebowała jakiegoś towarzystwa. I Hania nie obraziłaby się na Janka w żaden sposób, gdyby ten przerzucił ją przez ramię – zapewne śmiałaby się razem z nim. Czasem miała dość tej wszechobecnej powagi, świadomości, że ich kraj wciąż jest pogrążony w wojnie.
– Po to mam magię, by z niej korzystać… W warunkach polowych nie byłam w stanie zrobić wszystkiego, a magia pozwoliła mi naprawić pewne niedociągnięcia. – Niedociągnięciem nazwała wyciętą niemalże w całości śledzionę, którą mu później odbudowała, naprawiając przy tym inne usterki w jego organizmie. To że padła na kilka dni nie było jakoś specjalnie ważne. – Gdyby nie to, że musiałam dowodzić, użyłabym magii od razu. – Niestety, musiała być do użytku, przez co szła trochę naokoło. Najpierw priorytetem było dla niej utrzymanie go przy życiu, a polepszanie jego jakości to już kwestia drugorzędna, którą zajęła się w Warszawie, gdy nie było już żadnego zagrożenia. – Co mi po takiej chwale, skoro pięciu ludzi zginęło, w tym dwóch na moich oczach zostało zamordowanych przez jegra, a ja nie mogłam im pomóc… – Skrzywiła się. Janusz zapewne zdążył zauważyć, że Han’lynn była wyjątkowo empatyczną osobą, przez co najchętniej zbawiłaby cały świat. Twarzy kaprala Rzeczkowskiego nie zapomni chyba do końca życia.
– Jestem jak najbardziej za – powiedziała, chwytając jego ramię. Mimo że Hania nie była niska – mierzyła prawie sto osiemdziesiąt centymetrów – to przy Janku czuła się jak krasnal. Co się jednak dziwić, dwadzieścia centymetrów różnicy robi swoje.

[z/t x2]

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Konstruktorska 10B/23    


 
Konstruktorska 10B/23
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Skocz do: