Szybkie Menu

Wieś Kleinort
avatar

PisanieTemat: Wieś Kleinort   Czw Wrz 21, 2017 9:28 pm

Typowa wieś pod zaborem jegierskim, niewiele różniąca się od innych osad tego typu. Zbudowana na planie wielkiego trójkąta, którego boki wyznaczają równo przecinające się, trzy największe ulice, wzdłuż których stłoczono największe budynki gospodarskie i z pozoru jednakowe, liche domostwa. Budynki są ubogie, ale widać, że mieszkańcy desperacko starają się utrzymywać czystość. W końcu Panów irytuje nieporządek oraz brak zasad. Ordnung muss sein.
Środek trójkąta zajmuje plac, na którym cała licząca sobie około pięćset osób populacja wioski, na czele z sołtysem, ma obowiązek stawić się do apelu, gdy jegrzy przyjeżdżają z rutynowym patrolem.
Wszędzie widać oznaki ingerencji czarnej magii – sczerniale, powykrzywiane drzewa wyciągają kostropate palce gałęzi, a wioskowe dzieci niekiedy znajdują w agreście potwornie przeobrażone fagami, martwe zwierzęta. Powietrze zdaje się być przesiąknięte ledwo wyczuwalną, ale przykrą nutą bólu oraz rozkładu.
Wioska nadal leży zbyt blisko polskiej granicy, by jegrzy byli w stanie w pełni przejąć kontrolę nad umysłami wieśniaków. Na razie ograniczają się do odbierania daniny i porywania dzieci oraz młodych mężczyzn, pozwalając ludziom uprawiać pole i hodować zwierzęta.

***

Powiadali, że nadeszli z południa, dzierżąc w czarnych dłoniach równie czarne wodze smolistych wierzchowców, których pyski ziały odorem zgniłego mięsa.
Powiadali, że nadeszli ze wschodu, a ich śladem rozstępowała się ziemia, wypluwając ze swych trzewi zmiennokształtne, mroczne zjawy zatruwające umysł i drążące serca.
Powiadali różne głupstwa. Jegrzy przybyli dokładnie tak, jak zawsze. Z zachodu, dokładnie o piętnastej, trzymając się ścisłego szeregu, niespiesznie jadąc stępa na swych karych wierzchowcach przypominających raczej skrzyżowanie Obcego ze smokiem aniżeli poczciwego konia. Jak zawsze trójką. Mieli obsesję na punkcie trójek.
Mieszkańcy wybiegli na plac, karnie padając w pokłonach. Dbali, by utworzyć tyle rzędów, aby stanowić wielokrotność trójki, a wszyscy ustawili się w trzy kolumny. Każdy rząd tworzyło równo dwadzieścia siedem osób. Jegrzy nie lubili, gdy coś bez przyczyny zaburzało idealną trójkowość.
Na czele stał tylko sołtys. Był wyprężony jak struna i czuł, że po plecach spływa mu lodowaty pot niemający nic wspólnego z ciepłem kończącego się lata. Miał nadzieję, że jegrów nie dosięgnie odór jego strachu – Czarni uwielbiali przerażenie, ale nie lubili, gdy osoba kompetentna czuła zbyt wielki lęk, by móc płynnie mówić.
Czarni nie lubili wielu rzeczy. W swoim nielubieniu byli bardzo drobiazgowi. Ten plac wielokrotnie spływał krwią tych, którzy przybyli za późno, pokłonili się niedostatecznie nisko lub przeciwnie, ich czołobitność zirytowała sługi Panów. Albo bali się za bardzo.
Ale sołtys nie mógł opanować lęku. Miał już czterdzieści lat i myślał, że we wsi Kleinort widział już wszystko. Ale nigdy dotąd nie słyszał, by jegrem mogła być kobieta. Nie wiedział, jak się zwracać, więc milczał.
Tymczasem przybywali. Schludną trójką, strzemię w strzemię, spokojnie. Jeden jeździec wysunął się naprzód, lustrując wieśniaków beznamiętnym spojrzeniem. Kruczoczarne włosy okalały jego twarz białą jak mleko.
Jegrów prowadziła kobieta.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   Czw Wrz 21, 2017 11:09 pm

Jechali jednym tempem, w ciszy. Jaeger nie uważała swoich kompanów za osoby cokolwiek interesujące, więc nie widziała najmniejszej potrzeby otwierania do nich gęby. Ciężko było ją czymś zaciekawić, a tym bardziej zaskoczyć, dlatego jakiekolwiek dialogi z tą bandą uważała za zbędne. Zwyczajnie szkoda strzępić ryja.
Niedbale trzymała za wodze konia, wodząc wzrokiem po otaczającej ją wsi. Personalnie najchętniej spaliłaby to wszystko w pień, łącznie z zawartością, ale nie była głupia i rozumiała, że zgliszcza zarobku nie przynoszą. Frajdę i owszem, ale tym razem chodziło o coś innego. Może dlatego nie wyglądała na jakąś zaangażowaną? Dzień jak co dzień, wieś jak wieś. Te same, przerażone twarze.
Przyśpieszyła jazdy i wysunęła się na przód. Posłała kolejne znudzone spojrzenie gawiedzi, która tuliła się do ziemi tak, jakby chcieli by ich wchłonęła, ratując tym przed złem i cierpieniem. Z jednej strony fascynowało ją, jak łatwo tresuje się ludzi za pomocą strachu, ale z drugiej strony rzygać jej się chciało. Wszyscy byli tacy przewidywalni, bezbarwni. Krusi jak szkło.
Wtedy jej oczy spoczęły na mężczyźnie stojącym na czele. Uniosła brwi, zatrzymując konia i zauważając jak sołtys drży mimo zagorzałych prób utrzymania pozorów. Parsknęła pod nosem, odrobinę rozbawiona widokiem. Plotki roznosiły się szybciej niż sądziła.
- Halt. - ciszę przeciął stanowczy, acz zachrypnięty głos kobiety. Zupełnie jakby nie odzywała się odkąd wstała, ale nadal dźwięcznie kobiecy. Jegrzy towarzyszący jej zatrzymali się, a ona sama zeskoczyła z konia jednym zgrabnym ruchem. Czarne poobdzierane glany ciężko uderzyły o ziemię. Zdejmując z rąk czarne rękawice, ruszyła w kierunku sołtysa, zupełnie nie zwracając przy tym uwagi na zebrany za nim tłum. Nim mieli zająć się tamci dwaj, przecież nie wlekła ich na darmo. W końcu stanęła przed mężczyzną i zlustrowała go świdrującym spojrzeniem swoich szkarłatnych oczu. Bał się jej. Widziała, że unikał jej wzroku jak tylko mógł, przez co specjalnie wiodła go tam, gdzie próbował przed nim uciec. Uniosła jeden kącik ust w krzywym uśmiechu, bo uznała to, za niezwykle urocze.
I choć mogłaby wodzić go za nos go tak jeszcze długo, nie lubiła marnować czasu. Dlatego przejechała lodowatymi palcami po jego policzku, jakby pieszczotliwie, jednak po chwili jej dłoń gwałtownie zjechała na jego żuchwę i brutalnie zacisnęła się, unosząc ją do góry. Zmusiła go do patrzenia jej w oczy, bezlitośnie wbijając długie paznokcie w jego skórę, a włosy zawirowały jakby niesione wiatrem. Tylko haczyk był taki, że nie wiało.
- Wo ist das Geld? - zapytała głosem, który może i byłby zaskakująco miły dla ucha, gdyby nie ten paskudny jegierski akcent. Ale nie interesował ją wydźwięk słów, tylko pieniądze. Taka była jej praca, lubiła robić co do niej należy.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   Pią Wrz 22, 2017 10:17 pm

Sołtys zamarł ze strachu, gdy tylko podkute buty kobiety zaszurały o suchą ziemię. Jegrzy bardzo rzadko zsiadali ze swoich wierzchowców i nigdy nie zwiastowało to niczego dobrego.
Zgodnie z poleceniem pozostała dwójka wstrzymała się, pozostając w siodłach i mierząc swojego dowódcę obojętnym wzrokiem. W ich oczodołach jarzyły się czerwonawym blaskiem symbiotyczne robaki, zmaterializowana forma pasożytniczej magii, fizyczny symbol ich podległości Panom. Byli jegrami w stu procentach – na oko dwudziestopięcioletni mężczyźni w czarnych płaszczach podbitych futrem, z hełmami przysłaniającymi pól twarzy. Rośli, czarnowłosi, muskularni i żylaści. Fagi zniekształcały ich ciała paskudnymi naroślami, jakby obu obsypał gigantyczny liszaj.
Kobieta była inna. Nosiła się inaczej, choć jej strój nie przypominał żadnego widzianego dotąd w Kleinort. Był czysty. Wyraźnie nawiązywał do stylu niegdysiejszej Trzeciej Rzeszy, ale we wsi nie było nikogo, kto mógłby to rozpoznać.
Była młoda, z wyglądu niespełna dwudziestoletnia, krucha i drobna jak porcelanowa lalka. Fagi nie oszpeciły jej ciała i nie sięgnęły oczu - ich szkarłat wciąż był tylko nietypowym kolorem tęczówki. Nie miała robaka symbiotycznego. Nie była jegrem.
- Pa-patrol przed tygodniem zabrał ze sobą wozy. Ziarno, drewno i dwunastu mężczyzn, którzy zasilą Marsz, chwała Panom, oby Ich potęga trwała wiecznie! – zamamrotał. Słowa uwielbienia wobec balrogów pojawiały się na jego języku automatycznie, gnane strachem.
Kobieta nie pozdrowiła Panów. Powinna była to zrobić. Ale nie pozdrowiła. Co się działo?
Na placu zrobiło się przerażająco cicho. Jegrzy pilnowali swoich zasad, nigdy nie zabierali ludziom za dużo. Wiedzieli już, że człowiek potrzebuje mieć odpowiednio dużo jedzenia, by móc pracować. Że potrzeba mu odrobiny rozrywki, nawet jeśli to tylko wspólne znęcanie się nad słabszym. I potrzebuje móc wychowywać swoje dzieci, by chciało mu się żyć dla ich przyszłości.
Ta kobieta łamała zasady. We wsiach podległych jegrom nie łamano zasad. Za to czekała śmierć.
Dlatego na placu było bardzo cicho. Sołtys starał się oddychać jak najwolniej i nie wzdrygnąć się, gdy lodowata dłoń dotknęła jego policzka. Kątem oka zauważył, że po ramieniu dziewczyny przebiega duży, długonogi pająk. Wtedy nie wytrzymał. Opuścił wzrok, zadrżał. Już wiedział, że to ostatnie, co w życiu zrobił.
I wtedy właśnie dziecko zaczęło płakać. Mała, na oko pięcioletnia dziewczynka zakwiliła i padła na kolana, nie mogąc wytrzymać presji, zanosząc się suchym szlochem.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   Sob Wrz 23, 2017 4:12 pm

- Proszę konia, ja nic nie poradzę, rozkaz to rozkaz ityle w temacie. Proszę? - chwila przerwy. - Oczywiście, też wolałbym właśnie wracać, ale nic nie poradzimy. Raz dwa się uwiniemy i szanowny koń nawet nie zauważy, gwarantuje swoim honorem.
Wysunął nogi że strzemion i miękko zeskoczył z siodła. Poklepał konia po szyi i uwiązał go do solidnie wyglądającej gałęzi niewysokiego drzewa. Dalsza droga pieszo. Zamierzał beztrosko przedzierać się przez lasy i krzaki, zwłaszcza że do celu został mu niecały kilometr - a miał sprawdzić, co się tam dzieje, nie wpaść na pełnej kurwie z ogniem i mieczem.
Prze chwilę zastanawiał się, czy rozsiodłać Kostka. Nie zakładał, że będzie musiał w biegu wskakiwać na siodło i uciekać, lecz jednocześnie nie mógł wykluczyć tej opcji. Ostatecznie zdjął z niego broń i część prowiantu oraz wody, dorzucił też kilka środków pierwszej pomocy - zawinął to w śpiwór i powiesił wewnątrz listowia jednego z krzaków. Na wszelki wypadek.
Przez plecy przewiesił swoje cudo - karabin wyborowy - lecz wcześniej zamontował celownik optyczny, a do kieszeni pasa taktycznego załadował dziesięć pocisków - optymistszynie zakładał, że więcej nie będzie potrzebował. Oprócz tego dorzucił magazynki do Kargula i Pawlaka - łącznie cztery - i dwa granaty dymne. Nie liczył już noża przytroczonego do uda, uznał również, że nie ma ochoty taszczyć że sobą dodatkowo karabinu.
Kilka minut poprawiał paski i wiązania, podskakiwał w miejscu i sprawdzał, czy żaden z elementów wyposażenia nie obija się o siebie i beztrosko pobrzękuje. Rekonesans. Ostrożności nigdy za wiele, dlatego też wymieszał wodę z ziemią i otrzymanym błotem wysmarował sobie twarz, szyje i ręce. Ot, makijaż taktyczny można rzec.
Ruszył. Nic nie stukało, nie błyszczało - nie używał też magii, by złego nie kusić i nie zostawiać śladów. Nawet z koniem się nie pożegnał, tylko przyjął postawę zasadniczą i skinął mu głową. Honory towarzyszowi broni oddane, mógł ruszyć.
Liczył swoje kroki i na tej podstawie odmierzał odległość dzielącą go od wioski. Szedł od północy. Cicho, ostrożnie, nieśpiesznie. Miał sprawdzić, zobaczyć i, co najważniejsze, wrócić, by zdać raport. Dlatego rozglądał się uważnie przy każdym kroku, dlatego cały czas miał się na baczność i nie łamał głupio gałęzi. W drodze zdjął z pleców karabin i niósł go teraz w dłoniach, pas bezpiecznie zawinął o kolbę, by ten głupio mu się nie poniewierał to tu, to tam.
Jebane trójkąty. Widział przecinające się u jednego z wierzchołków ulice, te typowe zabudowania, marne chaty. I widział ludzi stłoczonych na płacy w prześwitach między budynkami. Co się tam działo?
Siedział w cholernych krzakach, gapił się i poczekać na mocniejszy ruch wiatru, który rozkołysał liście, by wtedy zgrabnie paść na ziemię i szybko ułożyć się na ziemi. Lufa przed sobą, celownik przy oku, palec powyżej spustu. Odbezpieczył broń. Wyrównał ostrość.
Ludzie ustawienia w kolumny - pewnie w cholerną wielokrotność trójki - jeden na czele. I trójka jegrów, jakże typowo. Przybliżył. Dwóch na koniu, jeden na ziemi. Czy raczej - jedna. Bruzda między brwiami Janka pogłębiła się zauważalnie. Kobieta? To była kobieta? Biernie patrzył, jak chwyta sołtysa za żuchwę. Zobaczył drobne poruszenie, więc tam przekierował lunetę. Płacząc dziecko, okej, nieważne - na nowo wrócił do obserwacji kobiety, była anomalią.
Przez myśl przeszło mu, że może powinien coś zrobić. Wycelować, przenieść palec na język spustowy i za niego pociągnąć. Myśl ta zaraz została stłamszona - był sam. Rozsądek wygrał ze zrywem heroizmu.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   Sob Wrz 23, 2017 4:48 pm

Na słowa sołtysa przestała się tak dziwacznie uśmiechać. Zacisnęła usta w wąską kreskę i przyglądała się mężczyźnie przez chwilę, jakby zastygła w kamień. Zastanawiała się czy nie próbował jej oszukać, ale doszła do wniosku, że był zbyt roztrzęsiony strachem, by posuwać się do takich samobójczych czynów.
- Oby. - rzuciła krótko, bez przekonania. Nie lubiła mówić rzeczy niezgodnych z jej prywatnym światopoglądem, toteż nie czuła najmniejszej potrzeby wychwalania balrogów. Aczkolwiek nie postradała zmysłów, więc nie przyznawała się do tego na głos. Powoli odwróciła głowę w kierunku jegrów. Nie wyglądała na zachwyconą, wręcz przeciwnie. Tych dwóch mogło wyczytać z jej twarzy, że komuś się zaraz oberwie.
- Haben Sie gehört? Letzte Woche, Idioten. - żaden z nich nie powiedział jej, że ta wioska już swoje odpokutowała. Nie znosiła jeździć gdzieś na darmo, nie lubiła zaburzać ustalonego porządku. Powoli zaczęło się w niej gotować, kosmyki włosów strzelały i zwijały się, jakby zaraz miała podejść do któregoś, zedrzeć z konia i wybebeszyć. Przeszło jej to przez myśl, bądź co bądź.
Już miała puścić sołtysa i przejść się do tych dwóch kretynów, ale kątem oka zauważyła, że spuścił z niej wzrok. Nie przypominała sobie, by mu na to pozwoliła. Jej dłoń powędrowała wyżej po jego policzku, a kciuk spoczął tuż przy prawym oku. Skoro nie chciał na nią patrzeć, nie będzie patrzeć wcale. Wcisnęła palec w jego gałkę oczną i nawet nie mrugnęła, słysząc jak bardzo go boli.
To samo miała począć z drugą, ale wtedy usłyszała płacz. Zamknęła oczy i westchnęła głośno, w obawie przed dostaniem wylewu do czaszki, bo czuła, że ją krew zalewa. Puściła mężczyznę, po czym wytarła rękę w podarte, obcisłe spodnie. Widzicie, Jaegermeister bardzo lubiła dzieci, żałowała tylko, że tak długo się gotowały.
- Mädchen - zaczęła, podchodząc i kucając przy dziecku. Uśmiechnęła się i może nawet wyglądałoby to przyzwoicie, gdyby nie wyglądała z nim zwyczajnie przerażająco. - Weine nicht. - dodała, ocierając łzy z jej policzka. W tym samym momencie po jej ręce przemknął pająk. W mgnieniu oka znalazł się na twarzy dziewczynki, a z niej przeszedł na szyję. Najwyraźniej zostawił tam swoje ugryzienie, bo dziecko po chwili przestało zachowywać się jak człowiek. Bardziej jak wygłodniały diabeł tasmański spuszczony z łańcucha, albo ktoś zarażony kleszczem. Elise była wyjątkowym pająkiem.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   Sob Wrz 23, 2017 9:42 pm

Plac zamarł w takim przerażeniu, że aż dało się słyszeć brzęczenie much – a i one jakoś tak ucichły, trzymały po sobie skrzydełka krótko, przerażone, że mogą rozzłościć sługi Panów. Był dopiero ranek, wciąż letni, rześki i ciepły, pachnący pracą w polu i nadchodzącą z wolna jesienią. Oraz krwią. I strachem.
W Zonie zawsze pachniało strachem i krwią.
Janusz dotarł do wioski, gdy akurat trwał niecodzienny apel. Jegrzy zwykle przybywali przed pracą lub po pracy, bo nie lubili, gdy ludzie odrywani byli od swoich zajęć, a porządek dnia zostawał zakłócony. Chociaż czasem wpadali poza ustalonym czasem – szczególnie wówczas, gdy nagła sprawa przygnała ich do wioski. Albo wtedy, gdy chcieli zobaczyć, jak przerażona gawiedź rzuca narzędzia i pada na twarz, wielbiąc Czarnych i Władców.
Tak więc Janusz zdążył na apel. W sam raz, by zobaczyć, jak dziwna kobieta palcem wydłubuje oczy mężczyzny, który bezskutecznie stara się nie krzyczeć. Jego twarz spłynęła krwią, ale nadal stał prosto, gotów do odpowiadania na pytania. Wciąż miał drugie oko. Mógł nadal pracować. Wyżywić żonę i trójkę dzieci. Nadal mógł żyć.
Tymczasem dziewczynka zaczęła płakać. Kobieta zostawiła rannego sołtysa i podeszła do niej, pochyliła się, dotknęła. Janusz ze swojej pozycji mógłby odebrać to nawet jako akt czułości, nie widział bowiem Elise zgrabnie przebiegającej po buzi i szyi dziecka. Dziewczynka wyprężyła się jak struna, postawiła oczy w słup, zaniosła ochrypłym, nieludzkim wrzaskiem na skraju rejestrów możliwych do wyciągnięcia przez dziecko w jej wieku.
A potem zaczęła szaleć.
Na oczach Cichockiego tłum zafalował, gdy zatrute dziecko rzuciło się na stojącego obok chłopca, sądząc po podobieństwie chyba starszego brata. Małe piąstki nagle zyskały niesamowitą siłę i zaczęły tłuc na oślep. Chłopiec zaczął krzyczeć, ale szybko przestał i zaniósł się gulgotem jak dorodny indyk, gdy jego siostra podskoczyła i wgryzła mu się w krtań. Nie miała wszystkich zębów, ale te, które posiadała, wystarczyły, by w niebo strzeliła fontanna tętniczej posoki.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   Nie Wrz 24, 2017 10:42 am

Anomalią tutaj była kobieta. Cichocki nigdy wcześniej nie widział, by jakakolwiek została przemieniona w jegra - z drugiej jednak strony nie zarejestrował na jej twarzy robaka, choć mógł się mylić. O co chodziło? Kim była? Zachowywała się jak dowódca dwóch pozostałych sług balrogów, musiała więc być kimś szczególnym - i z pewnością kurewnie niebezpiecznym.
Przez kilka kolejnych chwil nadal obserwował plac apelowy. Do czasu.
Nieludzki wrzask dziecka dotarł do jego uszu, echo poniosło go pewnie znacznie dalej. Ochrypły, okropny krzyk. Janusz tylko chwilę patrzył, jak dziecko rzuca się na kogoś tuż obok - celownik zaraz znalazł się w innym miejscu. Jebać. Szybkie poprawki na wiatr, poprawienie lufy, wstrzymanie oddechu. Wycelował w głowę jednego z jegrów na koniu - byli bardziej widocznym celem - i powoli nacisnął spust, by nie zarwać strzału. Był strzelcem wyborowym, z takiej odległości ustrzeliłby pewnie jabłko. Łuska odbiła się od ziemi. Szybki wdech i celownie w drugiego, póki nir zaczął się chaos i panika. Póki nikt nie zauważył tak naprawdę, co się stało i dlaczego, to były przecież sekundy. Bardzo ważne i, przynajmniej dla Janusza, bardzo długie. Wycelował w drugiego i ponownie pociągnął za spust. Broń była samopowtarzalna, nie musiał bawić się w przeładowywanie.
Miał nie wbijać na pełnej kurwie z ogniem i mieczem. To przecież nie wbił.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   Nie Wrz 24, 2017 4:11 pm

Elise działała bez konsultacji, instynktownie. Jednak Jaeger nie śmiała protestować, bo obrót spraw było co najmniej przezabawny. Obserwując całą tę sytuację czuła się jak dumna pajęcza matka, jakkolwiek obrzydliwie to nie brzmiało. Na dodatek prawie wyszła na jeszcze bardziej spaczoną w oczach gawiedzi, bo się zaśmiała w głos na widok dziecka z wybrakowanym uzębieniem, które rzuca się na drugie jak rozwścieczony rottweiler. Ale wszechobecny jazgot i krzyk ją zagłuszył.
Wstała i już miała zwrócić się do swoich kompanów, by ogarnęli to świńskie południe, ale kiedy odwróciła się w ich kierunku, zauważyła, że jeden zwyczajnie zsuwa się z konia jak martwe truchło. Otworzyła zdziwiona oczy, zupełnie porzucając rozbawienie poprzednią chwilą. Chyba była taka piosenka, że nic nie może przecież wiecznie trwać? Ruszyła do niego, ale w mgnieniu oka padł też drugi. Z jednej strony może i dobrze, rozumem to oni nie grzeszyli. Ale z drugiej strony Jeagermeister się w tym momencie bardzo wkurwiła.
Przeklęła siarczyście pod nosem, co brzmiało jak warknięcie rozwścieczonego wilka. Wydarła wręcz zza pasa pałasz i dla ostrożności jej palec spoczął na spuście ukrytym pod koszem rękojeści. Szybko, acz ostrożnie dokonała oględzin jegrów i doszła do wniosku, że każdy z nich dostał ostrzegawczy strzał w tył głowy. A podobno Polacy nie lubili być jak Niemcy.
- Gon. - rzuciła pod nosem, a wokół niej zaczęły zlatywać się kruki, jakby znikąd. Jeden usiadł na jej ramieniu, wbijając pazury i zostawiając tym rysy na jej skórzanej kurtce. Palcem wskazała mu kierunek - skoro tych dwóch dostało w potylicę, strzał musiał nadejść z północy. Kruk wzbił się w powietrze i poleciał przed siebie, a jego oko zalśniło purpurą. Z kolei jedno oko Jaeger zczerniało, co dawało znak o tym, że ewidentnie używała fagów. Zwyczajnie chciała wiedzieć, którego tym razem opuścił bóg. Bo jak inaczej nazwać samobójcę, który odważył się do niej strzelać?

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   Nie Wrz 24, 2017 7:34 pm

Janusz Cichocki zachowywał się jak prawdziwy zwiadowca wyborowy. Czujny, dyskretny, wtopiony w otoczenie tak dalece, że nawet własna matka nie odróżniłaby go od okolicznych skarlałych drzew i rachitycznych krzewów stale podtruwanych magią zrodzoną z cierpienia. Maskujące smugi błota znaczyły jego przystojną twarz, sprawiając, że geograf jeszcze bardziej niknął w tłumie. Wygłuszył nawet swoje myśli, w jednym magicznym momencie osiągając tak doskonałą zgodność z otoczeniem, że zdawało się ono łaskawie połknąć go, litościwie przykryć listowiem, ukryć w czułych objęciach zarośli.
Tak było prze pierwszych kilkadziesiąt sekund. A potem Cichocki zaczął strzelać. Celnie, co mu trzeba oddać, dwóch jegrów od razu padło, zsuwając się z koszmarnych karykatur koni. Ludzie na placu oszaleli ze strachu. Ktoś ośmielił się zabijać Czarnych, tych, którzy służyli Władcom! Za to czekała kara gorsza od śmierci!
Kilka serc zabiło z nadzieją. Kleinort nie leżał aż tak daleko od granicy, docierały tu pogłoski o ludziach ze wschodu, tych, którzy nie boją się Panów, tylko Po…Po…Polakach. Czy to mogła być prawda?
Nawet jeśli, nie mógł mieć szans. Błędem było to, że wiedziony rozsądkiem Janusz nie zaczął od razu strzelać też do kobiety. Teraz, zaledwie kilka uderzeń serca później, stado kruków pikowało w zarośla z zamysłem rozszarpania gardła snajpera.
Ptaki nie były prawdziwe. Ewidentnie składały się z mocy, były czymś na wzór potwornej wersji enpisa bojowego.
Składały się z fagów. A to było coś istotnego, informacja, którą Janusz powinien stąd za wszelką cenę wynieść razem z głową. Coś, o czym Król i Hetman musieli usłyszeć. Kobieta nie była jegrem, ale generowała fagi.
Władała magią Czarnych.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   Nie Wrz 24, 2017 8:27 pm

Powinien do niej strzelić. Kłopot polegał na tym, że nie był pewien, kim była - mogła równie być człowiekiem, a taka ewentualność odrzuciła go od pomysłu oddania strzału. Wtedy byłoby łatwiej. Szybciej. Rozwiązałby problem, zanim ten urósłby do znacznie większych rozmiarów. Ale nie. Mógł zacząć również wcześniej i uratować dziewczynkę. Chłopca. Może nawet sołtys nie straciłby oka. Gdyby był kimś innym, obarczylby siebie winą za te wydarzenia, poczucie winy mogłoby go złamać. Ale to był Janusz Cichocki i, geografia królewski, były zastępca rotmistrza siódmego pułku kawalerii. Bóg stworzył go z materiału nie tyle co niezniszczalnego, co elastycznego. Zwykle był bezmyślnie pogodny, nie przejmował się na zapas, nie wpadal w panikę, nie budził się z uczuciem niepokoju jak normalny człowiek.
Myślał do końca - cóż, a przynajmniej bardzo się starał.
Celownik przeniósł się na kobietę. Ale czekał. Zmarnował kilka perfekcyjnych okazji do strzału. Widział kruki, które zlatywaly się do niej. I nadal czekał jeden Bóg wie na co. Obserwował zjawisko okiem bezstronnego kronikarza, zapisywal w myślach ten niecodzienny widok. Władala magią czarnych? Tak po prostu? Nie była jegrem. Kto to, do diabła, był?
Kruki poderwaly się do lotu, zamierzały w jego kierunku. Kurde, przypał. Jebać, zaraz ta czarna wywloka go znajdzie i będzie po ptakach. Czy raczej z ptakami. Poderwal się do góry z karabinem w dłoni, instynktownie aktywując egide. Broń na plecy, Kargul i Pawlak w dłonie. Odpalił też Bronka, ale tego wysłał z szarżą w stronę wioski. Wielkie byle, wielki żubr sunący w stronę kobiety. A co. A sam Janek puścił się biegiem w stronę przeciwną - do Kostka, do reszty ekwipunku. Na szybko również podnosił broń i strzelał do ptaków, biorąc idą w pizdu.
Już jebać. Powinien czarną suke zastrzelić, jego błąd.
Ale miał teraz ważniejsze rzeczy do roboty. Zana i lubiana zasada wojska polskiego - RWD. Ratuj Własną Dupę. Chociaż chciał zrobić kółeczko biegiem i uderzyć od innej strony. A nuż Bronek odwróci uwagę dostatecznie, by Janusz mógł spokojnie zająć na nowo pozycje w bezpiecznych krzakach i ponownie uderzyć. Nie był za dobry w starciach bezpośrednich, znacznie lepiej strzelał niż walczył bronią białą.
Dlatego właśnie spierdalal z egidą na dupie przed krukami i do nich strzelał, żeby ponownie się schować w krzakach. Nie chciał też wchodzić do wioski za bardzo - tego by brakowało, żeby go banda wieśniaków powaliła i oddała w ręce czarnym.
No. Ale powodzenie tego przedsięwzięcia zależy od MG, także tego.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   Pon Wrz 25, 2017 2:21 am

Zastanawiała się w sumie, czemu trzeci pocisk nie poleciał w jej stronę. Najprawdopodobniej by go odbiła lub ominęła, miała na to parę sposobów, a i oczu nie spuszczała z domniemanego źródła ostrzału, ale przecież napastnik o tym nie wiedział, czyż nie? Może stchórzył? A może jej śmierć nie spodobałaby się komuś? Albo po prostu wyszedł z naboi, takie rzeczy też się zdarzały. Choć ciekawił ją powód, to samo rozmyślanie nad nim nie miało najmniejszego sensu, bo doszłaby donikąd. Dlatego skupiła się na śledzeniu wszystkiego z lotu ptaka.
Dziki Gon mknął przed siebie niemiłosiernie głośno i nieznośnie kracząc, jakby gdzieś tam przed nimi czaił się ich największy nemezis. Bądź co bądź, gdyby namierzyły cel, od ręki poszybowałyby w dół w akcie krwiożerczej walki o to, który wydziobie więcej. Niedziwnym więc, że gnały jakby się paliło.
W końcu dojrzała jak ktoś zrywa się z ziemi i rusza do ucieczki. Już miała skierować ptaszyska prosto w kierunku tego żartownisia, który pomyślał, że sprzedawanie kulek Czarnym to opłacalny interes, ale coś wyrwało ją z rzeczywistości. Tłum wokół niej podniósł zdziwiony i przerażony krzyk, co zmusiło ją do zwrócenia uwagi na otoczenie - otóż mknęło na nią bydle wielkie jak pięciodrzwiowa szafa. No okej.
- Verdammt! - zaklęła pod nosem, bo musiała zerwać połączenie z krukiem i zająć się obecnym problemem. Jej oczy wróciły do normalnego stanu, ale za to ciało zaczęło zmieniać się w dziwny czarny kształt. Akurat w czas, by żubr zwyczajnie przez nią przeleciał jak przez mgłę i jeśli nie miał zamiaru hamować, ewidentnie zaraz wpakuje się w tłum wieśniaków. Cóż, niezbyt wielka strata. Grunt, żeby ona wyszła z tego cało.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   Nie Paź 01, 2017 11:07 pm

Janusz otoczył się egidą w samą porę. Czarne kruki zapikowały w ochronną barierę, a trajektoria ich lotu zakrzywiła się. Z ochrypłym skrzekiem wyleciały poza orbitę – jeden rozstrzaskał się na pobliskim drzewie i zaraz rozproszył w czarny kłąb dymu i kłaków, tylko po to, by znów powstać, jak nazistowski feniks z popiołów Auschwitz.
Walka z ptakami mogła przypominać walkę z wiatrakami. Kto szybciej padnie? Osłona geografa czy ptaszyska? Janusz czy kobieta o twarzy białej jak twaróg?
Ale działała, robiła dokładnie to, czego Janusz potrzebował – osłaniała mu tyły, podczas gdy rączo zasuwał w stronę swojego konia. Szył w tył pociskami z karabinu, ale było to zagadnienie godne debila – żaden strzelec dotąd, nawet w służbie Hetmana Wielkiego Koronnego, nie będzie strzelał celnie z biodra karabinem wyborowym. W, kurwa, biegu.
A Janusz biegł. Jakby gonił go diabeł. Biegł, dopingowany przez ochrypły skrzek Dzikiego Gonu, a jego polski żubr Bronek szarżował w dokładnie przeciwną stronę. Potężnymi kopytami rył grunt, łeb zwiesiwszy nisko nad ziemią. Imponujące rogi szyły wprost w Jaegermeister, która…
Rozwiała się w czarny dym.
W jednym momencie kobieta nabrała eterycznej przejrzystości i niewrażliwości na impet bojowego enpisa, który, choć stworzony z magii, miał masę i właściwości fizyczne prawdziwego żubra. Bronek nie wytracił prędkości, klinem wbił się w tłum oszalałych ze strachu wieśniaków, z miejsca tratując śmiertelnie kilku, na czele z sołtysem. Enpis przyblakł, jakby nieco skarlał, jego kontury zamazały się. Zupełnie tak, jakby akt zabójstwa niewinnych istnień pozbawiły nanokadabry Janusza Cichockiego mocy. Mężczyzna dopadł swojego konia, który niecierpliwie tupał i szarpał się na uwięzi. Jemu też udzieliła się groza i ciężka atmosfera przesiąknięta odorem krwi.
W końcu był geografem. Wojskowym. Przysięgał walczyć za tych ludzi, za ich wolność. Przywrócić ich na matczyne łono Polski. A nie zabijać.
Jaegermeister rozwiała się w kłąb. Gęsty, cuchnący rozkładem, złem, śmiercią. Czarny. Złowrogi.
Jak dymy nad Birkenau.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wieś Kleinort   


 
Wieś Kleinort
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wieża Wiatrów
» Szczyt Wieży
» Wieża Północna
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Szczyt opuszczonej wieży

Skocz do: