Szybkie Menu

Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.
avatar

PisanieTemat: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Czw Wrz 14, 2017 9:36 pm

6 lipca 2065
Warszawa, Most Poniatowskiego


To była ciepła noc. Powietrze nabrało nuty rześkości, słońce różowiło już niebo tuż nad linia horyzontu, gdy Konstanty przechodził przez barierkę. Nie podziwiał jasnego wschodu słońca, nie rozkoszował się urokami śpiącej Warszawy. Stał przy krawędzi mostu i patrzył w toń czarnej wolno płynącej wody.
Krawędź świata. Bezsensowny bieg rzeki, by załączyć się z czymś większym. Wisła. Ponura wstęga przecinająca stolicę, była jak wyjątkowo paskudny welon uczepiony splątanego pasma gór. Cuchnęła. Woda w niej była brudna, zapaskudzona, okropna. A mimo to ludzie w czasie tych letnich upałów potrafili do niej wchodzić i paskudzić swoje ciała jej nieczystościami. Obrzydlistwo.
Zerwał się wiatr. Miękki, czuły i chłodny jak dotyk zdystansowanej kochanki, rozwiał ciemne włosy - w tym półmriku wyglądające na czarne - szarpnął za koszulkę, jakby chciał odciągnąć śmiałka od krawędzi, odwieść go od skoku w objęcia okropne Wisły.
Młody El-Galad nie zdawał sobie sprawy, jak jednoznacznie jego pozycja może wyglądać z perspektywy osoby trzeciej. Wczesny ranek - niemal noc - chłód i on osamotniony za barierą, zaledwie krok od śmierci i utonięcia. Po prostu chciał sam sobie wykreować patetyczną scenę, wzniosłą. Lubił podobne bzdury, uwielbiał poczucie, że jest bohaterem starej powieści, że każdy jego krok powinien odznaczać się czymś więcej.
Dramatyzował. Nic nowego.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Czw Wrz 14, 2017 9:59 pm

Tej nocy, tak jak poprzedniej i następującej po tej dzisiejszej, major Wilczyńska miała przymusowy urlop. Dokładnie taki jaki dostają pracoholicy, którzy nie chcą wybrać swojego ustalonego z góry przydziału, póki ktoś ich nie złapie za fraki i uprzejmie wypierdoli poza teren poligonu. Problem przede wszystkim polegał na tym, że Wilczyńska jako zastępca miała ponad sobą jedynie, a może aż, trzy osoby i te osoby niekoniecznie interesowały się czy ten urlop wzięła, czy jednak nie. I zapewne trwałyby w słodkiej nieświadomości, a przynajmniej jedna z nim, gdyby nie uprzejmość jej podwładnych. Ktoś doniósł. Nie ważne kto. Nie miała zamiaru dochodzić, który z tych przeklętych szczurów ośmielił się wrobić swoją przełożoną, ale nim się obejrzała, została wręcz wywalona przez samego dowódcę, który najwyraźniej był bardziej zirytowany tym, że musi się zajmować takimi pierdołami, niż faktem, że Wilczyńska nie rozlicza się z Krajowym Inspektoratem Pracy.
Obawiała się tego, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że nie będzie umiała się odnaleźć w cywilu. Jej stojące puste od miesięcy mieszkanie było równie obce co miasto, w którym przyszło jej żyć odkąd Wrocław został bezpowrotnie stracony. Nie lubiła Warszawy, ale trochę nie miała wyboru, a trochę było jej obojętne, zwłaszcza gdy bezpiecznie przesiadywała w koszarach, mając w dupie swoje M2 z widokiem na Wisłę.
Czuła się jak w potrzasku. Pierdolonym, psychodelicznym, potrzasku, gdy niemal obijała się o ściany mieszkania. Dniami jeszcze potrafiła sobie poradzić z bezczynnością, ale nocą… nocą było najgorzej. Nawet gdy wpuszczała do pokoju dźwięki miasta nie potrafiły jej ukołysać do snu równie skutecznie co szmery dochodzące z koszarów. Brakowało jej wojska. Było całym jej życiem, a gdy jej odbierano pracę nie wiedziała co ze sobą zrobić.
Dlatego chodziła. Na długie, niekończące się spacery. Krążyła po okolicy, zaglądała do najmniejszej, najciemniejszej uliczki, byleby przeciągnąć chwilę, kiedy trzeba będzie zawrócić i wrócić do mieszkania. Teraz była taka chwila, gdy słońce nieśmiało zaczęło wychylać się zza horyzontu, leniwie wtaczając się na nieboskłon, rozpościerając swoje ciepłe promienie, które chętnie tańczyły w białych kosmykach.
- Życie Ci niemiłe, gnojku?! – nie zamierzała zareagować. Ile razy natknęła się na jakąś szarpaninę czy przepychankę między dwoma młodymi kogutami. I jeżeli nie widziała zagrożenia dla życia, to nie ingerowała. Lubiła srogi wpierdol, ale nie na tyle, by go spuszczać jakimś smarkaczom, którzy ledwo wyszli spod maminej spódnicy. Zmieniła jednak zdanie, gdy jakiś niekoniecznie dobrze wyglądający koleś szarpał zamyślonego młodzieńca, raz po raz rzucając go o barierkę, przez którą z łatwością mógłby wypaść i stracić swoje życie.
- Zbastuj, koleś. – mruknęła spokojnie, stając kilka kroków od mężczyzn i przyjmując niby luźną pozycję, ale w każdej chwili była gotowa skoczyć do napastnika. - Te, Werter, chyba nie masz ochoty dzisiaj pływać, co? – zwróciła się do ciemnowłosego, chociaż nawet na niego nie spojrzała. Wanda co do jednego się nie myliła. Kostek zdecydowanie nie zamierzał pływać, ale i nie był szczególnie zagrożony, a już zwłaszcza nie przez rozjuszonego gościa, który siłą wciągnął go za tę właściwą stronę barierki, gdy tylko zdecydował, że młody chce popełnić samobójstwo.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Czw Wrz 14, 2017 10:17 pm

Rozważał kiedyś, czy nie lepiej byłoby się zabić. Były to suche rozważenia, zwyczajna hipoteza, której słuszności nie miał ochoty sprawdzać na własnej skórze. Jako melancholijny nastolatek co rusz pozwalał, by jego myśli uciekały do zakończenia bezsensownej egzystencji, lecz nigdy nie posunął się do tak drastycznego kroku. Instynkt samozachowawczy idąc pod rękę z wolą życia, nie pozwolił męczonemu nihilizmem umysłowi na podjęcie tak brutalnej decyzji. Z czasem Konstanty wyrobił w sobie przekonanie, że samobójstwo to ucieczka, tchórzostwo, coś dla ludzi słabych, którzy nie potrafili podźwignąć na barkach całej abstrakcji życia i jego bezcelowości.
A on był silny. Podnosił dumnie czoło i żył nadal, mimo że jako jeden z nielicznych rozumiał, jak bardzo bezsensowne i śmieszne to jest.
Lecz w tym momencie o tym nie myślał. Umysł dryfował dookoła śniadania - ale tylko przez krótką chwilę, przecież w takiej cudownej scenerii nie wypadało rozmyślać o rzeczach trywialnych - by zaraz zawirować dookoła śmierci żołnierzy na polu bitwy, w myślach czuł metaliczny zapach krwi, słodkawy smród gnijącego ciała, widział twarze bezimiennych bohaterów, którzy oddawali swoje istnienie za te garści spokoju, dzięki którym ludzie w Warszawie mogli żyć względnie normalnie. Zupełnie jakby tam, na zachodzie, nie było żadnej wojny.
Westchnął ciężko, boleśnie, z nutą współczucia, gdy ktoś złapał go potężną pięścią za tył ubrania i szarpnął nim do tyłu.
- Co do... - Tylko tyle zdążył z siebie wyrzucić, nim jego wybawca zaczął nim energicznie potrząsać, miotać nim jak pacynką i ryczeć jak wściekła bestia. Nie zrozumiał sytuacji. Zwyczajnie umknęła mu ludzka bezinteresownść.
Szarpnął się i uwolnił dopiero wówczas, gdy podeszła do nich kobieta. Co za tłok. Człowiek - czy półelf, bez znaczenia - już nie mógł pomyśleć w samotności, zaraz robiło się z tego zbiegowisko. Między brwiami Konstantego zamajaczyła zmarszczka, zielone oczy cisnęły gromy, rozpętała się w nim krótka, choć gwałtowna burza złości.
- Dotknij mnie jeszcze raz, a sam znajdziesz się na dni tej rzeki - warknął gardłowo. Byłby w stanie to zrobić. Oczywiście, że tak. Nie przepadał za przemocą, nie lubił jej stosować - lecz znacznie bardziej nie lubił, gdy ktokolwiek go dotykał. Odsunął się nieduży krok i poprawił panicznie ubranie, po chwili zwracając zachmurzone spojrzenie na kobietę. - Mam. Ale ta sprawa nie należy do pani.
Oficjalny ton. Zimny. Nie tak wrogi jak w przypadku niedoszłego zabawy, niemniej nadal uchowała się w nim ta nuta.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Czw Wrz 14, 2017 11:09 pm

- Coś ty powiedział?! Niewdzięczny smarkacz, ja Ci pokażę…! – pędząca pięść zatrzymała się w połowie drogi. Koleś aż się zapowietrzył mentalnie, gdy ktoś ośmielił się go zbesztać za próbę ratowania młodzika. Autentycznie go zamurowało. Jakby tego było mało, to była to jeszcze kobieta! Tego było zdecydowanie za wiele. Wreszcie puścił chłopaka, jakby rzeczywiście był tylko szmacianym gałganem.
- Nie marnuj na niego czasu, kwiatuszku. – spojrzał na kobietę od niechcenia i dodał pod nosem już do siebie, gdy zaczął odchodzić. - I bądź człowieku bezinteresowny...
- Kwiatuszku? – uniosła brwi w uprzejmym zdziwieniu. Kiedy ostatni raz ktoś ją nazwał w ten zabawny sposób? Chyba Tomaszewski w żartach, jakieś milion lat temu. No nic, nie zamierzała roztrząsać tego nietrafionego określenia względem swojej osoby dłużej aniżeli było to konieczne.
Skaranie boskie z tymi facetami.
- Ja wiem, że życie jest takie ciężkie i trudne, Wallenrod. - wreszcie na niego spojrzała, obrzucając młodzieńca chłodnym spojrzeniem. Coś jej nie pasowało, tak jakby już gdzieś widziała podobne rysy, te nie były tak doskonałe i szlachetne, ale było w nich coś szczególnego, coś takiego co już gdzieś widziała i na tyle mocno wryło jej się w pamięć, że teraz zachodziła w głowę czy już kiedyś nie opieprzyła tego szczawia za jakąś błahostkę.
- Wyglądasz na legalnego, ale mam wrażenie jakbym rozmawiała z pięciolatkiem. – wzniosła oczy ku górze w poszukiwaniu pomocy. Jej wołanie o pomstę sczezło na niczym, choćby z tego prostego względu, że odkąd pamiętała nie wierzyła w boga, jednego czy drugiego. Z resztą nawet gdyby istniał, to szczerze wątpiła w jego ingerencję.
- Słuchaj, chcesz skakać, twoja broszka, ale nie sprawiaj kłopotów innym. – zmrużyła niebezpiecznie oczu, w taki sposób jak to robiła, gdy któryś z jej podwładnych coś przeskrobał i właśnie należał mu się srogi wpierdol. Chłopaka nie zamierzała ruszać, był zwykłym cywilem, a ona miała urlop. Cholernie nudny, ale nie się angażować, gdy nie była na służbie.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Czw Wrz 14, 2017 11:25 pm

Bezinteresowność wcale nie umarła, była na porządku dziennym. Po Warszawie spacerowali zatwardziali egoiści, lecz zaczynali należeć do mniejszości osobowościowej. Polacy jako naród byli fenomenem, w czasach pokoju gryźli się jak wściekłe psy, by w obliczu zagrożenia pięknie się jednoczyć, solidaryzować, pomagać sobie wzajemnie.
Kostek w takie wartości nie wierzył - choć lepszym sformułowaniem byłoby "starał się" ich nie widzieć. Łatwiej było uważać cały świat za pozbawiony sensu, gdy nie dostrzegało się w nim dobra. Dla własnego kaprysu.
Konstanty wyprostował się, gdy został obdarzony tym chłodnym spojrzeniem - podobnym zresztą odpowiadał przez cały czas. Zmarszczka na bladym płótnie jego twarzy postanowiła się jednak wygładzić. W końcu to nie ta kobieta odpowiadała za jego zepsuty dobry humor. Znaczy, mniej parszywy niż zawsze, w tym konkretnym przypadku nie sposób było mówić o zjawisku "dobrego humoru".
- To on sprawił mi problem - oznajmił dosadnie. Nie przestraszył się tego srogiego spojrzenia. Jego ojciec potrafił spoglądać z większą mocą. Nie tylko na podwładnych, na syna również. Zwłaszcza że ten akurat odbiegał od wzorca syna idealnego. - Z całym szacunkiem - zaczął tym pięknym określeniem, po którym zawsze padało coś, co powinno urazić - ale to, no właśnie, moja broszka. Proszę zająć się swoją. Poranne wino samo się nie wypije. - Chwila przerwy. Poczuł się zobowiązany, by dodać coś jeszcze. Uniósł dumnie brodę trochę wyżej. - Jestem starszy niż wyglądam.
Nadal nie tak stary, jak chciałby być. Przez wiek mało kto brał go poważnie. I nic dziwnego, skoro wygadywał bzdury i farmazony.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Pią Wrz 15, 2017 5:21 pm

Nie zamierzała wnikać kto zawinił i czy chłopak miał rację, czy jednak tamten gość, który rzekomo usiłował go uratować. Średnio ją to wszystko interesowało, chociaż teraz gdy spoglądała na chłopaka, miała wrażenie, że po prostu nie może przejść obojętnie obok tego gówniarza. Nie żeby była Matką Teresą czy Instytucją Charytatywną przygarniającą bezpańskich młodzików, ale spędzenie czasu w towarzystwie kogoś innego niż ona sama, wydawało się całkiem ponętne. Te durne myśli nie trwały jednak długo. Zwłaszcza po komentarzu dotyczącym wina. Uniosła z powrotem oczy ku niebu. Czuła się jakby wróciła do podstawówki. Serio? Zdawała sobie sprawę, że była od niego grubo starsza, gdzieś z dekadę lub więcej, ale do kroćset! Nie, nie, nie. Nie będzie się denerwować przez jakiegoś gimnazjalnego Wertera.
- Skoro taki dorosły jesteś, to nie zaproponuję Ci oranżady ani coca-coli. Co wy teraz pijecie w ukryciu przed rodzicami? Jabole? – znawczyni alkoholów była z niej żadna, bo poza patologiczną potrzebą wkupienia się w łaski swojego ojca, nie robiła absolutnie niczego niepoprawnego. Ani alkohol, ani używki nie sprawiały jej tyle radości co pochwała ojca, a tę usłyszała aż szalony jeden, jedyny raz.
- Dobra Słowacki, znam dobre miejsce do dumania. – zasadniczo, to po co to zrobiła? Jeszcze wyjdzie na pedofila, który zamierza pokazać chłopczykowi małe kotki w piwnicy. - Nikt nie będzie próbował Cię ratować, przed czymkolwiek. I też jest widok na Wisłę. – nie zamierzała go moralizować, a już z pewnością tłuc jakiś wydumanych farmazonów do głowy o tym jakie życie jest piękna i powinno się je spożytkować w lepszy sposób niż rozmyślanie nad jego beznadziejnością.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Pią Wrz 15, 2017 5:42 pm

Był z lekka rozjuszony. Delikatnie. Mężczyzna - tak pięknie próbujący uratować mu marne istnienie - trącił przez kraty niedźwiedzia, by ten mógł obrzucić biedaka leniwym, rozzłoszczonym spojrzeniem. Niczym więcej. Nie prezentował pazurów, kłów, swojej wielkości i siły. Nie było po co. Nie było przed kim.
Pomijając już to, że Konstanty zwyczajowo ociekał stoickim spokojem i niezmąconą niczym melancholią. To była nuta zagrana na jego nerwach, zaraz ucichła. Po prostu cudzy dotyk budził w nim coś na kształt wstrętu. Cieszył się, że mężczyzna pokusił się o chwyt za ubranie i przypadkiem nie musnął dłonią jego skóry, tutaj brakowało warunków do starcia z siebie jego bakterii i wspomnienia o tym incydencie.
- Sens i cel życia - parsknął, ponownie unosząc się tym swoim bzdurnym patetyzmem. - A ja nie muszę z niczym się ukrywac.
Miarą ludzką - był dorosły. Miarą elfią - dopiero co uczył się chodzić.
Słowacki? Uniósł brwi i potrząsnął głową, przyjmując pozycję zamkniętą. Ręce skrzyżowane na piersi, nie do końca przychylne spojrzenie. Dopiero po krótkiej chwili uświadomił sobie, że ta wrogość musiała wyglądać śmiesznie i karykaturalnie. Była poza tym idiotyczna. Mógł sobie być obojętny na świat - ba, to był jeden z jego większych celów - ale nie pownien okazywać mu wrogości. Emocje w końcu przywiązywały do ludzi czy miejsc, tego chciał uniknąć.
- Nie potrzebuję ratunku, nigdy bym nie skoczył - stwierdził, odwracając na chwile wzrok, by spojrzeć na Wisłę. Pewnie gdyby tak bardzo nie starał się być bohaterem swojej własnej ballady, odmówiłby. Ale tak?
Czy to nie była piękna scena? Nie miała w sobie magnetyzmu? Kostrk byl mlody. Był glupi. Zamknięty w swojrs wizji swojego eladnego swiata, ktory nie miał sensu ani celu a jedyną wartoscia był poemat o nim pisany. Dlatego opuścił ręce i westchnął, przymykajac na chwile oczy.
- Cieszy mnie, że nie użyłaś Mickiewicza. Nie miał w sobie za grosz romantyzmu. Wbrew powszechnej opinii.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Sob Wrz 16, 2017 10:23 pm

Czuła się po trosze tak jakby rozmawiała z butnym nastolatkiem, który nie ważne co się do niego powiedziała, to i tak dla zasady odpowiadał na wszystko wymowne - „nie!”. A że już dawno skończyła szkołę podstawową, czy jakąkolwiek inną, to niekoniecznie miała wprawę w szczeniackich przepychankach słownych. Do wojska szły pełnoletnie osoby i większość, niestety nie ta co by chciała, z reguły była dojrzała, choć i o tym często można było pomarzyć. Na szczęście wycisk dawany na samym początku szybko uczył pokory i zrozumienia złożoności wszechświata, dzięki czemu nowi rekruci z zawrotną prędkością nie tylko lądowali z mordą w błocie, ale mądrzeli, zupełnie jakby każdej nocy wkładali sobie pod poduszkę książki, wierząc, że w ten sposób wiedza sama przesączy się do ich mózgownicy podczas snu.
- Dobra, to za mną. – machnęła zachęcająco ręką, gdy wyminęła młodzieńca i ruszyła w tylko sobie znanym kierunku, a dłonie z powrotem wcisnęła w kieszenie spodni.
Po drodze wstąpiła do jedynego monopolowego o jakim miała pojęcie w tym rejonie. Uprzejmie poprosiła swojego towarzysza, by poczekał na zewnątrz, chociaż nie miała złudzeń, że ten młody gniewny posłucha jej prośby, jeżeli postanowi sobie inaczej. W tempie ekspresowym zrobiła zakupy i z powrotem wróciła z przezroczystą siatką, z której dochodził dźwięk typowy dla stukającego o siebie szkła. Zrywka kryła takie skarby jak porządnej wielkości butelka przypominającą tę od szampana, ale zamiast mocno nagazowanego napoju przeznaczonego na wszelkie uroczystości był bardzo pospolity, a szczególnie lubiany przez Wandę, Cydr. Natomiast pozostałe trzy butelki, to jakieś pierwsze lepsze, zwykłe najzwyklejsze piwa. Nie wiedziała na co miał ochotę jej dekadencki przyjaciel, a skoro nawet nie raczył jej wcześniej odpowiedzieć na pytanie, to będzie zmuszony zadowolić się tym co wybrała za niego.
Dotarli do naprawdę ładnej, być może kiedyś, w czasach swojej świetności, gdy secesyjne ozdobniki na fasadzie i płaskorzeźby nie był tak zniszczone jak teraz, wyjątkowo starej kamienicy. I choć z zewnątrz mogła trochę straszyć, to klatką schodową zdecydowanie zachęcała. Spore, kręcone i odnowione schody z pierdyliardem ozdobników robiły wrażenie. Tak jak ich ilość i niekończąca się wędrówka na ich szczyt.
- Jak tam Kordian? Dajesz radę czy brakuje już pary? Prawie jak Mont Blanc, co? – zaśmiała się, gdy w połowie ich wspinaczki odwróciła się, żeby spojrzeć przez ramię na chłopaka.
Na całe szczęście udręka nie trwała wieczność, bo w końcu rzeczywiście dotarli na koniec i dzięki magicznym kluczom Wandy dostali się na zaniedbany, widocznie nikt z niego nie korzystał, ale wyjątkowo urokliwy dach kamienicy. Nie była to wysokość godna prawdziwych drapaczy chmur, ale lokalizacja z doskonałym widokiem na Wisłę dawała radę.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Nie Wrz 17, 2017 9:57 am

Wojsko nie kusiło Konstantego. Głównie dlatego, że chciał iść inną ścieżką, wymyślić sobie własną - tam każdy od razu widziałby, z kim ma do czynienia. Byłby notorycznie osądzany przez wzgląd na swoje pochodzenie, jego decyzje i działania byłyby z miejsca porównywane do tego, co robił jego ojciec. Nikt nie dostrzegałby jego indywidualności - z którą przecież tak pięknie się obnosił - byłby po prostu potomkiem El-Galada, hetmana królewskiego. Odkąd tylko pamiętał, wymagano od niego więcej niż od jego rówieśników. Musiał stać prosto, być mądrzejszym, szybszym, bardziej dorosłym.
Im starszy był, tym chętniej ukrywał swoje nazwisko. Pożądał własnej ścieżki.
Niemniej nie wszedł do środka. Oparł się plecami o ścianę że skrzyżowanymi rękoma i spojrzał w górę, w niebo. Młody myśliciel, nierozumiany w tych czasach, tak brutalnie odstający od reszty. Ot co, melodramatyk za dychę.
Nie odzywał się, nie skomentował zdawkowym cynizmem zawartości reklamówki. Ruszył za kobietą niczym ta owieczka na rzeź prowadzona, bez cienia oporu. To była sytuacja wygrywająca z rutyny dnia codziennego. Pozwalała zobaczyć i poznać coś nowego. Nie po to przecież był bohaterem prywatnej ballady, by oprzeć się pokusie ubarwienia jej dodatkowo. Bielą i błękitem.
Schody nie sprawiły mu aż takiego problemu, choć kłamstwem byłoby stwierdzenie, że się w ogóle nie zmęczył.
- Mam wygłosić monolog już teraz czy dopiero na szczycie? - odparł na tę zaczepkę. Lecz porzucił już całkowicie swoją wcześniejszą wrogą postawę, nuta rozdrażnienia również już ucichła. Został Konstanty Albert El-Galad, ponury, melodramatyczny, niechętny i z lekka cyniczny. Cynizm w tak młodym wieku - straszna choroba.
Gdy dotarli na górę, odetchnął nieco głośniej. Oddech miał nierówny po skakaniu po schodach, serce dopiero odzyskiwało właściwy sobie rytm. A Kostek... Oczywiście, że najpierw podszedł do krawędzi dachu kamienicy. Jakżeby inaczej? Najpierw spojrzał w dół, jakby oceniał odległość od ziemi, a dopiero po chwili przeniósł wzrok na Wisłę. Na moście brudna toń rozciągała się zaraz pod jego stopami. Tutaj sunęła leniwie trochę dalej, już po, a zasięgiem.
- Topienie się to podobno straszna śmierć. Roztrzaskanie się o bruk wydaje się być lepszą alternatywą - oznajmił to poważnie, jakby właśnie rozprawiał o wielkich rzeczach tego świata. I odsunął się od tej swojej nieszczęsnej krawędzi, by nie zostawiać tego mylnego wrażenia, że byłby gotów skoczyć. Ot tak, na wszelki wypadek. I nie przejmując się niczym i nikim zdjął z grzbietu bluzę, by rozłożyć ją na brudnym i zaniedbanym dachu. Niechlujne otoczenie godziło w jego zmysły, przeszkadzało mu i uwierało niczym kamyk w bucie, nie pozwalało się skupić porządnie. Nie, żeby się tym przejmował. Przecież Konstanty nie przejmował się światem. Niczym i nikim się nie przejmował, bo wszystko co go otaczało, zostało stworzone tylko po to, by prędzej czy później obrócić się w pył.
- I? Jaki miałaś cel? - spytał po krótkiej chwili milczenia nadal tak poetycko wpatrzony w rozciągającą się przed nim panoramę wciąż śpiącej Warszawy.
Podejrzliwe szepty zaczęły sączyć w jego myśli podejrzenia, że ta niby to bezinteresowna kobieta wie, kim jest jego ojciec. Ze będzie chciała to wykorzystać. Bo kto niby nie chciał?

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Nie Wrz 17, 2017 4:11 pm

- Słyszałam, ale czy to prawda... – znała, a przede wszystkim widziała tyle okropności, że wizja utonięcie wydała się niemal czymś przyjemnym. Postanowiła, że nie będzie ujawniać swojemu nowemu towarzyszowi innych, równie nieprzyjemnych możliwości, o których istnieniu być może nawet nie wiedział, ale może to i lepiej. Zasadniczo po to istniało wojsko, by chronić zwykłych obywateli, którzy pragnęli brnąć w tę ułudę normalnego życia, a ona i jej podobni im to umożliwiali. Każdego dnia kładąc swoje życie na szali, walcząc z okrutnym wrogiem, z którym nie dała się tak po prostu zawrzeć sojuszu.
- Wanda. - rzuciła wreszcie i chociaż nie zamierzała brać od niego numeru telefonu czy jeszcze kiedyś się z nim widzieć, to zdecydowała, że będzie sympatycznie zwracać się do siebie po imieniu, aniżeli – ej ty.
- Nie wiem co lubisz. Bierz co chcesz. – postawiła siatkę między usadowionym chłopakiem a miejscem, na którym zamierzała usiąść. Ona się nie pieprzyła z bluzą czy innymi duperelami, bo nie przeszkadzał jej ani syf, ani upierdolone spodnie. Zimna też się nie bała, nie gdy był początek lipca i mimo wczesnej pory przyjemne ciepło nie pozwalało zmarznąć. Wciąż było to lepsze aniżeli nadchodzące tropikalne upały, które tak gorliwie zapowiadali, tym samym ostrzegając przed udarami słonecznymi i odwodnieniem. Otworzyła cydr. To był zdecydowanie lepszy z alkoholi, dlatego na jej ustach wykwitł piękny wyraz zadowolenie, gdy pociągnęła spory łyk złocistego napoju prostu z butelki.
- Cel? – odstawiła butelkę na ziemię, a następnie skierowała wzrok na młodzika. Chwilę zajęło jej zrozumienie pytania. Najpierw uśmiechnęła się w ten łobuzersko podejrzany sposób, jakby zamierzała go upić, a później zaciągnąć do piwnicy w celu pokazania małych kotków. Następnie zaśmiała się perliście na wyobrażenie tej idiotycznej wersji wydarzeń, bo w końcu nawet nie interesowała się facetami w swoim wieku, a co tu mówić o małolatach!
- Stwierdziłam, że miło będzie sobie posiedzieć choćby w ciszy z kimś innym poza sobą samym. – wzruszyła lekko ramionami i uniosła głowę do góry, by móc spojrzeć na jaśniejące niebo.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Nie Wrz 17, 2017 6:50 pm

- Wtedy nie możesz krzyczeć. Machać rękami, wzywać pomocy. Atak paniki paraliżuje mięśnie, zanurzasz się raz po raz, próbując złapać oddech, walczysz o sekundę nad powierzchnią. Ostatecznie woda wdziera się do płuc, dusisz się, nie masz siły walczyć i idziesz w ciszy na dno. Nic spektakularnego. Ból, przerażenie i cisza - rozgadał się. A przecież nie lubił wielu słów. - Beznadziejna walka.
Uśmiechnął się trochę krzywo do panoramy miasta, do burej Wisły i odwrócił wzrok na zachód. Beznadziejna walka. Czy takie słowa powinny padać z jego ust? Ust kogoś, kto został spłodzony przez jednego z największych dowódców tej wojny? Jak gładko przeskoczył z tematu śmierci do wojny - z drugiej jednak strony lubiły paradować że sobą pod rękę, krok w krok. Jeźdźcy Apokalipsy. Kostek mimowolnie przypomniał sobie naukę religii i tych wielkich niszczycieli. Mieli już dwóch. Brakowało tylko Głodu i Zarazy. Jak na razie.
Wahał się przez chwilę.
- Konstanty. - Ale i tak na nią nie spojrzał, mimo że właśnie mu się przedstawiła. To mogłoby zaburzyć kompozycje tej sceny. Dawniej celowo robił wszystko w taki sposób, jakby ktoś obserwował go przez cały czas, opisywał bądź malował. Weszło mu to w krew na tyle mocno, że z czasem przygotowywał podobne scenerię bez udziału swojej woli, jak teraz.
- Schopenhauera - parsknął, lecz posłusznie sięgnął do plastikowej reklamówki i wyjął z niej jedno z tych zwykłych piw. Nie wybrzydzał, nie mazał się, że niedobre czy gorzkie. Życie samo w sobie miało smak noszący w sobie więcej goryczy niż całe piwo tego świata, a to pierwsze spijał codziennie. Wyjął klucze z kieszeni spodni i bezpardonowo użył jednego z nich, by otworzyć butelkę. Kapsel został w jego dłoni, a klucze wylądowały na bluzie. Oczywiście, nie rzucił ich byle jak - położył je w odpowiedniej konstelacji. Dopiero wtedy uniósł butelkę do ust i się napił, równie z butelki. Tak się złożyło, że przenośny zestaw małego piwosza zostawił w innych spodniach.
Oparł szkło o bluzę przy swojej nodze, palce opierając na szyjce. Palce drugiej dłoni obracały kapsel.
- Cel - potwierdził i odwrócił głowę w stronę Wandy. Dopiero wtedy przyjrzał jej się tak naprawdę. Wściekle błękitne oczy świdrowały go niemal na wskroś, przecięte blizną usta wygięły się w uśmiechu, kosmyki mlecznych włosów delikatnie kołysały się wokół jej twarzy. Przyglądał jej się dalej, nawet gdy odwróciła od niego to lodowe spojrzenie i dla odmiany mroziła nim niebo. Jaśniała w tym półmroku, skrzyła się jak płatki śniegu. Królowa Śniegu zstąpiła na ziemię. Z pewnością była piękna. Ale jakie to miało znaczenie?
- To śmieszne - skwitował cierpko i również zapatrzył się w górę. Słońce wynurzało się ospale zza linii horyzontu i budziło świat do życia. Lada moment w oknach pojawią się pierwsze postaci, zaraz zacznie się zwykły uliczny ruch.
On dla odmiany nie przepadał za cudzym towarzystwem, ludzie mieli to do siebie, że ich nie dało się kontrolować ani sprawdzać. Działali nieschematycznie, nieprzewidywalnie, dziwnie. Burzyli porządek świata i przynosili mu tylko chaos.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    


 
Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Klasa Starożytnych Run
» Drewniany stolik
» Wymiana bannerami - jedyny temat, w którym mogą pisać goście
» Rasy Smoków
» Jakaś cycata panna pragnąca pomagać pokemonom(Lunaa)

Skocz do: