Szybkie Menu

Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.
avatar

PisanieTemat: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Czw Wrz 14, 2017 9:36 pm

6 lipca 2065
Warszawa, Most Poniatowskiego


To była ciepła noc. Powietrze nabrało nuty rześkości, słońce różowiło już niebo tuż nad linia horyzontu, gdy Konstanty przechodził przez barierkę. Nie podziwiał jasnego wschodu słońca, nie rozkoszował się urokami śpiącej Warszawy. Stał przy krawędzi mostu i patrzył w toń czarnej wolno płynącej wody.
Krawędź świata. Bezsensowny bieg rzeki, by załączyć się z czymś większym. Wisła. Ponura wstęga przecinająca stolicę, była jak wyjątkowo paskudny welon uczepiony splątanego pasma gór. Cuchnęła. Woda w niej była brudna, zapaskudzona, okropna. A mimo to ludzie w czasie tych letnich upałów potrafili do niej wchodzić i paskudzić swoje ciała jej nieczystościami. Obrzydlistwo.
Zerwał się wiatr. Miękki, czuły i chłodny jak dotyk zdystansowanej kochanki, rozwiał ciemne włosy - w tym półmriku wyglądające na czarne - szarpnął za koszulkę, jakby chciał odciągnąć śmiałka od krawędzi, odwieść go od skoku w objęcia okropne Wisły.
Młody El-Galad nie zdawał sobie sprawy, jak jednoznacznie jego pozycja może wyglądać z perspektywy osoby trzeciej. Wczesny ranek - niemal noc - chłód i on osamotniony za barierą, zaledwie krok od śmierci i utonięcia. Po prostu chciał sam sobie wykreować patetyczną scenę, wzniosłą. Lubił podobne bzdury, uwielbiał poczucie, że jest bohaterem starej powieści, że każdy jego krok powinien odznaczać się czymś więcej.
Dramatyzował. Nic nowego.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Czw Wrz 14, 2017 9:59 pm

Tej nocy, tak jak poprzedniej i następującej po tej dzisiejszej, major Wilczyńska miała przymusowy urlop. Dokładnie taki jaki dostają pracoholicy, którzy nie chcą wybrać swojego ustalonego z góry przydziału, póki ktoś ich nie złapie za fraki i uprzejmie wypierdoli poza teren poligonu. Problem przede wszystkim polegał na tym, że Wilczyńska jako zastępca miała ponad sobą jedynie, a może aż, trzy osoby i te osoby niekoniecznie interesowały się czy ten urlop wzięła, czy jednak nie. I zapewne trwałyby w słodkiej nieświadomości, a przynajmniej jedna z nim, gdyby nie uprzejmość jej podwładnych. Ktoś doniósł. Nie ważne kto. Nie miała zamiaru dochodzić, który z tych przeklętych szczurów ośmielił się wrobić swoją przełożoną, ale nim się obejrzała, została wręcz wywalona przez samego dowódcę, który najwyraźniej był bardziej zirytowany tym, że musi się zajmować takimi pierdołami, niż faktem, że Wilczyńska nie rozlicza się z Krajowym Inspektoratem Pracy.
Obawiała się tego, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że nie będzie umiała się odnaleźć w cywilu. Jej stojące puste od miesięcy mieszkanie było równie obce co miasto, w którym przyszło jej żyć odkąd Wrocław został bezpowrotnie stracony. Nie lubiła Warszawy, ale trochę nie miała wyboru, a trochę było jej obojętne, zwłaszcza gdy bezpiecznie przesiadywała w koszarach, mając w dupie swoje M2 z widokiem na Wisłę.
Czuła się jak w potrzasku. Pierdolonym, psychodelicznym, potrzasku, gdy niemal obijała się o ściany mieszkania. Dniami jeszcze potrafiła sobie poradzić z bezczynnością, ale nocą… nocą było najgorzej. Nawet gdy wpuszczała do pokoju dźwięki miasta nie potrafiły jej ukołysać do snu równie skutecznie co szmery dochodzące z koszarów. Brakowało jej wojska. Było całym jej życiem, a gdy jej odbierano pracę nie wiedziała co ze sobą zrobić.
Dlatego chodziła. Na długie, niekończące się spacery. Krążyła po okolicy, zaglądała do najmniejszej, najciemniejszej uliczki, byleby przeciągnąć chwilę, kiedy trzeba będzie zawrócić i wrócić do mieszkania. Teraz była taka chwila, gdy słońce nieśmiało zaczęło wychylać się zza horyzontu, leniwie wtaczając się na nieboskłon, rozpościerając swoje ciepłe promienie, które chętnie tańczyły w białych kosmykach.
- Życie Ci niemiłe, gnojku?! – nie zamierzała zareagować. Ile razy natknęła się na jakąś szarpaninę czy przepychankę między dwoma młodymi kogutami. I jeżeli nie widziała zagrożenia dla życia, to nie ingerowała. Lubiła srogi wpierdol, ale nie na tyle, by go spuszczać jakimś smarkaczom, którzy ledwo wyszli spod maminej spódnicy. Zmieniła jednak zdanie, gdy jakiś niekoniecznie dobrze wyglądający koleś szarpał zamyślonego młodzieńca, raz po raz rzucając go o barierkę, przez którą z łatwością mógłby wypaść i stracić swoje życie.
- Zbastuj, koleś. – mruknęła spokojnie, stając kilka kroków od mężczyzn i przyjmując niby luźną pozycję, ale w każdej chwili była gotowa skoczyć do napastnika. - Te, Werter, chyba nie masz ochoty dzisiaj pływać, co? – zwróciła się do ciemnowłosego, chociaż nawet na niego nie spojrzała. Wanda co do jednego się nie myliła. Kostek zdecydowanie nie zamierzał pływać, ale i nie był szczególnie zagrożony, a już zwłaszcza nie przez rozjuszonego gościa, który siłą wciągnął go za tę właściwą stronę barierki, gdy tylko zdecydował, że młody chce popełnić samobójstwo.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Czw Wrz 14, 2017 10:17 pm

Rozważał kiedyś, czy nie lepiej byłoby się zabić. Były to suche rozważenia, zwyczajna hipoteza, której słuszności nie miał ochoty sprawdzać na własnej skórze. Jako melancholijny nastolatek co rusz pozwalał, by jego myśli uciekały do zakończenia bezsensownej egzystencji, lecz nigdy nie posunął się do tak drastycznego kroku. Instynkt samozachowawczy idąc pod rękę z wolą życia, nie pozwolił męczonemu nihilizmem umysłowi na podjęcie tak brutalnej decyzji. Z czasem Konstanty wyrobił w sobie przekonanie, że samobójstwo to ucieczka, tchórzostwo, coś dla ludzi słabych, którzy nie potrafili podźwignąć na barkach całej abstrakcji życia i jego bezcelowości.
A on był silny. Podnosił dumnie czoło i żył nadal, mimo że jako jeden z nielicznych rozumiał, jak bardzo bezsensowne i śmieszne to jest.
Lecz w tym momencie o tym nie myślał. Umysł dryfował dookoła śniadania - ale tylko przez krótką chwilę, przecież w takiej cudownej scenerii nie wypadało rozmyślać o rzeczach trywialnych - by zaraz zawirować dookoła śmierci żołnierzy na polu bitwy, w myślach czuł metaliczny zapach krwi, słodkawy smród gnijącego ciała, widział twarze bezimiennych bohaterów, którzy oddawali swoje istnienie za te garści spokoju, dzięki którym ludzie w Warszawie mogli żyć względnie normalnie. Zupełnie jakby tam, na zachodzie, nie było żadnej wojny.
Westchnął ciężko, boleśnie, z nutą współczucia, gdy ktoś złapał go potężną pięścią za tył ubrania i szarpnął nim do tyłu.
- Co do... - Tylko tyle zdążył z siebie wyrzucić, nim jego wybawca zaczął nim energicznie potrząsać, miotać nim jak pacynką i ryczeć jak wściekła bestia. Nie zrozumiał sytuacji. Zwyczajnie umknęła mu ludzka bezinteresownść.
Szarpnął się i uwolnił dopiero wówczas, gdy podeszła do nich kobieta. Co za tłok. Człowiek - czy półelf, bez znaczenia - już nie mógł pomyśleć w samotności, zaraz robiło się z tego zbiegowisko. Między brwiami Konstantego zamajaczyła zmarszczka, zielone oczy cisnęły gromy, rozpętała się w nim krótka, choć gwałtowna burza złości.
- Dotknij mnie jeszcze raz, a sam znajdziesz się na dni tej rzeki - warknął gardłowo. Byłby w stanie to zrobić. Oczywiście, że tak. Nie przepadał za przemocą, nie lubił jej stosować - lecz znacznie bardziej nie lubił, gdy ktokolwiek go dotykał. Odsunął się nieduży krok i poprawił panicznie ubranie, po chwili zwracając zachmurzone spojrzenie na kobietę. - Mam. Ale ta sprawa nie należy do pani.
Oficjalny ton. Zimny. Nie tak wrogi jak w przypadku niedoszłego zabawy, niemniej nadal uchowała się w nim ta nuta.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Czw Wrz 14, 2017 11:09 pm

- Coś ty powiedział?! Niewdzięczny smarkacz, ja Ci pokażę…! – pędząca pięść zatrzymała się w połowie drogi. Koleś aż się zapowietrzył mentalnie, gdy ktoś ośmielił się go zbesztać za próbę ratowania młodzika. Autentycznie go zamurowało. Jakby tego było mało, to była to jeszcze kobieta! Tego było zdecydowanie za wiele. Wreszcie puścił chłopaka, jakby rzeczywiście był tylko szmacianym gałganem.
- Nie marnuj na niego czasu, kwiatuszku. – spojrzał na kobietę od niechcenia i dodał pod nosem już do siebie, gdy zaczął odchodzić. - I bądź człowieku bezinteresowny...
- Kwiatuszku? – uniosła brwi w uprzejmym zdziwieniu. Kiedy ostatni raz ktoś ją nazwał w ten zabawny sposób? Chyba Tomaszewski w żartach, jakieś milion lat temu. No nic, nie zamierzała roztrząsać tego nietrafionego określenia względem swojej osoby dłużej aniżeli było to konieczne.
Skaranie boskie z tymi facetami.
- Ja wiem, że życie jest takie ciężkie i trudne, Wallenrod. - wreszcie na niego spojrzała, obrzucając młodzieńca chłodnym spojrzeniem. Coś jej nie pasowało, tak jakby już gdzieś widziała podobne rysy, te nie były tak doskonałe i szlachetne, ale było w nich coś szczególnego, coś takiego co już gdzieś widziała i na tyle mocno wryło jej się w pamięć, że teraz zachodziła w głowę czy już kiedyś nie opieprzyła tego szczawia za jakąś błahostkę.
- Wyglądasz na legalnego, ale mam wrażenie jakbym rozmawiała z pięciolatkiem. – wzniosła oczy ku górze w poszukiwaniu pomocy. Jej wołanie o pomstę sczezło na niczym, choćby z tego prostego względu, że odkąd pamiętała nie wierzyła w boga, jednego czy drugiego. Z resztą nawet gdyby istniał, to szczerze wątpiła w jego ingerencję.
- Słuchaj, chcesz skakać, twoja broszka, ale nie sprawiaj kłopotów innym. – zmrużyła niebezpiecznie oczu, w taki sposób jak to robiła, gdy któryś z jej podwładnych coś przeskrobał i właśnie należał mu się srogi wpierdol. Chłopaka nie zamierzała ruszać, był zwykłym cywilem, a ona miała urlop. Cholernie nudny, ale nie się angażować, gdy nie była na służbie.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Czw Wrz 14, 2017 11:25 pm

Bezinteresowność wcale nie umarła, była na porządku dziennym. Po Warszawie spacerowali zatwardziali egoiści, lecz zaczynali należeć do mniejszości osobowościowej. Polacy jako naród byli fenomenem, w czasach pokoju gryźli się jak wściekłe psy, by w obliczu zagrożenia pięknie się jednoczyć, solidaryzować, pomagać sobie wzajemnie.
Kostek w takie wartości nie wierzył - choć lepszym sformułowaniem byłoby "starał się" ich nie widzieć. Łatwiej było uważać cały świat za pozbawiony sensu, gdy nie dostrzegało się w nim dobra. Dla własnego kaprysu.
Konstanty wyprostował się, gdy został obdarzony tym chłodnym spojrzeniem - podobnym zresztą odpowiadał przez cały czas. Zmarszczka na bladym płótnie jego twarzy postanowiła się jednak wygładzić. W końcu to nie ta kobieta odpowiadała za jego zepsuty dobry humor. Znaczy, mniej parszywy niż zawsze, w tym konkretnym przypadku nie sposób było mówić o zjawisku "dobrego humoru".
- To on sprawił mi problem - oznajmił dosadnie. Nie przestraszył się tego srogiego spojrzenia. Jego ojciec potrafił spoglądać z większą mocą. Nie tylko na podwładnych, na syna również. Zwłaszcza że ten akurat odbiegał od wzorca syna idealnego. - Z całym szacunkiem - zaczął tym pięknym określeniem, po którym zawsze padało coś, co powinno urazić - ale to, no właśnie, moja broszka. Proszę zająć się swoją. Poranne wino samo się nie wypije. - Chwila przerwy. Poczuł się zobowiązany, by dodać coś jeszcze. Uniósł dumnie brodę trochę wyżej. - Jestem starszy niż wyglądam.
Nadal nie tak stary, jak chciałby być. Przez wiek mało kto brał go poważnie. I nic dziwnego, skoro wygadywał bzdury i farmazony.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Pią Wrz 15, 2017 5:21 pm

Nie zamierzała wnikać kto zawinił i czy chłopak miał rację, czy jednak tamten gość, który rzekomo usiłował go uratować. Średnio ją to wszystko interesowało, chociaż teraz gdy spoglądała na chłopaka, miała wrażenie, że po prostu nie może przejść obojętnie obok tego gówniarza. Nie żeby była Matką Teresą czy Instytucją Charytatywną przygarniającą bezpańskich młodzików, ale spędzenie czasu w towarzystwie kogoś innego niż ona sama, wydawało się całkiem ponętne. Te durne myśli nie trwały jednak długo. Zwłaszcza po komentarzu dotyczącym wina. Uniosła z powrotem oczy ku niebu. Czuła się jakby wróciła do podstawówki. Serio? Zdawała sobie sprawę, że była od niego grubo starsza, gdzieś z dekadę lub więcej, ale do kroćset! Nie, nie, nie. Nie będzie się denerwować przez jakiegoś gimnazjalnego Wertera.
- Skoro taki dorosły jesteś, to nie zaproponuję Ci oranżady ani coca-coli. Co wy teraz pijecie w ukryciu przed rodzicami? Jabole? – znawczyni alkoholów była z niej żadna, bo poza patologiczną potrzebą wkupienia się w łaski swojego ojca, nie robiła absolutnie niczego niepoprawnego. Ani alkohol, ani używki nie sprawiały jej tyle radości co pochwała ojca, a tę usłyszała aż szalony jeden, jedyny raz.
- Dobra Słowacki, znam dobre miejsce do dumania. – zasadniczo, to po co to zrobiła? Jeszcze wyjdzie na pedofila, który zamierza pokazać chłopczykowi małe kotki w piwnicy. - Nikt nie będzie próbował Cię ratować, przed czymkolwiek. I też jest widok na Wisłę. – nie zamierzała go moralizować, a już z pewnością tłuc jakiś wydumanych farmazonów do głowy o tym jakie życie jest piękna i powinno się je spożytkować w lepszy sposób niż rozmyślanie nad jego beznadziejnością.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Pią Wrz 15, 2017 5:42 pm

Był z lekka rozjuszony. Delikatnie. Mężczyzna - tak pięknie próbujący uratować mu marne istnienie - trącił przez kraty niedźwiedzia, by ten mógł obrzucić biedaka leniwym, rozzłoszczonym spojrzeniem. Niczym więcej. Nie prezentował pazurów, kłów, swojej wielkości i siły. Nie było po co. Nie było przed kim.
Pomijając już to, że Konstanty zwyczajowo ociekał stoickim spokojem i niezmąconą niczym melancholią. To była nuta zagrana na jego nerwach, zaraz ucichła. Po prostu cudzy dotyk budził w nim coś na kształt wstrętu. Cieszył się, że mężczyzna pokusił się o chwyt za ubranie i przypadkiem nie musnął dłonią jego skóry, tutaj brakowało warunków do starcia z siebie jego bakterii i wspomnienia o tym incydencie.
- Sens i cel życia - parsknął, ponownie unosząc się tym swoim bzdurnym patetyzmem. - A ja nie muszę z niczym się ukrywac.
Miarą ludzką - był dorosły. Miarą elfią - dopiero co uczył się chodzić.
Słowacki? Uniósł brwi i potrząsnął głową, przyjmując pozycję zamkniętą. Ręce skrzyżowane na piersi, nie do końca przychylne spojrzenie. Dopiero po krótkiej chwili uświadomił sobie, że ta wrogość musiała wyglądać śmiesznie i karykaturalnie. Była poza tym idiotyczna. Mógł sobie być obojętny na świat - ba, to był jeden z jego większych celów - ale nie pownien okazywać mu wrogości. Emocje w końcu przywiązywały do ludzi czy miejsc, tego chciał uniknąć.
- Nie potrzebuję ratunku, nigdy bym nie skoczył - stwierdził, odwracając na chwile wzrok, by spojrzeć na Wisłę. Pewnie gdyby tak bardzo nie starał się być bohaterem swojej własnej ballady, odmówiłby. Ale tak?
Czy to nie była piękna scena? Nie miała w sobie magnetyzmu? Kostrk byl mlody. Był glupi. Zamknięty w swojrs wizji swojego eladnego swiata, ktory nie miał sensu ani celu a jedyną wartoscia był poemat o nim pisany. Dlatego opuścił ręce i westchnął, przymykajac na chwile oczy.
- Cieszy mnie, że nie użyłaś Mickiewicza. Nie miał w sobie za grosz romantyzmu. Wbrew powszechnej opinii.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Sob Wrz 16, 2017 10:23 pm

Czuła się po trosze tak jakby rozmawiała z butnym nastolatkiem, który nie ważne co się do niego powiedziała, to i tak dla zasady odpowiadał na wszystko wymowne - „nie!”. A że już dawno skończyła szkołę podstawową, czy jakąkolwiek inną, to niekoniecznie miała wprawę w szczeniackich przepychankach słownych. Do wojska szły pełnoletnie osoby i większość, niestety nie ta co by chciała, z reguły była dojrzała, choć i o tym często można było pomarzyć. Na szczęście wycisk dawany na samym początku szybko uczył pokory i zrozumienia złożoności wszechświata, dzięki czemu nowi rekruci z zawrotną prędkością nie tylko lądowali z mordą w błocie, ale mądrzeli, zupełnie jakby każdej nocy wkładali sobie pod poduszkę książki, wierząc, że w ten sposób wiedza sama przesączy się do ich mózgownicy podczas snu.
- Dobra, to za mną. – machnęła zachęcająco ręką, gdy wyminęła młodzieńca i ruszyła w tylko sobie znanym kierunku, a dłonie z powrotem wcisnęła w kieszenie spodni.
Po drodze wstąpiła do jedynego monopolowego o jakim miała pojęcie w tym rejonie. Uprzejmie poprosiła swojego towarzysza, by poczekał na zewnątrz, chociaż nie miała złudzeń, że ten młody gniewny posłucha jej prośby, jeżeli postanowi sobie inaczej. W tempie ekspresowym zrobiła zakupy i z powrotem wróciła z przezroczystą siatką, z której dochodził dźwięk typowy dla stukającego o siebie szkła. Zrywka kryła takie skarby jak porządnej wielkości butelka przypominającą tę od szampana, ale zamiast mocno nagazowanego napoju przeznaczonego na wszelkie uroczystości był bardzo pospolity, a szczególnie lubiany przez Wandę, Cydr. Natomiast pozostałe trzy butelki, to jakieś pierwsze lepsze, zwykłe najzwyklejsze piwa. Nie wiedziała na co miał ochotę jej dekadencki przyjaciel, a skoro nawet nie raczył jej wcześniej odpowiedzieć na pytanie, to będzie zmuszony zadowolić się tym co wybrała za niego.
Dotarli do naprawdę ładnej, być może kiedyś, w czasach swojej świetności, gdy secesyjne ozdobniki na fasadzie i płaskorzeźby nie był tak zniszczone jak teraz, wyjątkowo starej kamienicy. I choć z zewnątrz mogła trochę straszyć, to klatką schodową zdecydowanie zachęcała. Spore, kręcone i odnowione schody z pierdyliardem ozdobników robiły wrażenie. Tak jak ich ilość i niekończąca się wędrówka na ich szczyt.
- Jak tam Kordian? Dajesz radę czy brakuje już pary? Prawie jak Mont Blanc, co? – zaśmiała się, gdy w połowie ich wspinaczki odwróciła się, żeby spojrzeć przez ramię na chłopaka.
Na całe szczęście udręka nie trwała wieczność, bo w końcu rzeczywiście dotarli na koniec i dzięki magicznym kluczom Wandy dostali się na zaniedbany, widocznie nikt z niego nie korzystał, ale wyjątkowo urokliwy dach kamienicy. Nie była to wysokość godna prawdziwych drapaczy chmur, ale lokalizacja z doskonałym widokiem na Wisłę dawała radę.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Nie Wrz 17, 2017 9:57 am

Wojsko nie kusiło Konstantego. Głównie dlatego, że chciał iść inną ścieżką, wymyślić sobie własną - tam każdy od razu widziałby, z kim ma do czynienia. Byłby notorycznie osądzany przez wzgląd na swoje pochodzenie, jego decyzje i działania byłyby z miejsca porównywane do tego, co robił jego ojciec. Nikt nie dostrzegałby jego indywidualności - z którą przecież tak pięknie się obnosił - byłby po prostu potomkiem El-Galada, hetmana królewskiego. Odkąd tylko pamiętał, wymagano od niego więcej niż od jego rówieśników. Musiał stać prosto, być mądrzejszym, szybszym, bardziej dorosłym.
Im starszy był, tym chętniej ukrywał swoje nazwisko. Pożądał własnej ścieżki.
Niemniej nie wszedł do środka. Oparł się plecami o ścianę że skrzyżowanymi rękoma i spojrzał w górę, w niebo. Młody myśliciel, nierozumiany w tych czasach, tak brutalnie odstający od reszty. Ot co, melodramatyk za dychę.
Nie odzywał się, nie skomentował zdawkowym cynizmem zawartości reklamówki. Ruszył za kobietą niczym ta owieczka na rzeź prowadzona, bez cienia oporu. To była sytuacja wygrywająca z rutyny dnia codziennego. Pozwalała zobaczyć i poznać coś nowego. Nie po to przecież był bohaterem prywatnej ballady, by oprzeć się pokusie ubarwienia jej dodatkowo. Bielą i błękitem.
Schody nie sprawiły mu aż takiego problemu, choć kłamstwem byłoby stwierdzenie, że się w ogóle nie zmęczył.
- Mam wygłosić monolog już teraz czy dopiero na szczycie? - odparł na tę zaczepkę. Lecz porzucił już całkowicie swoją wcześniejszą wrogą postawę, nuta rozdrażnienia również już ucichła. Został Konstanty Albert El-Galad, ponury, melodramatyczny, niechętny i z lekka cyniczny. Cynizm w tak młodym wieku - straszna choroba.
Gdy dotarli na górę, odetchnął nieco głośniej. Oddech miał nierówny po skakaniu po schodach, serce dopiero odzyskiwało właściwy sobie rytm. A Kostek... Oczywiście, że najpierw podszedł do krawędzi dachu kamienicy. Jakżeby inaczej? Najpierw spojrzał w dół, jakby oceniał odległość od ziemi, a dopiero po chwili przeniósł wzrok na Wisłę. Na moście brudna toń rozciągała się zaraz pod jego stopami. Tutaj sunęła leniwie trochę dalej, już po, a zasięgiem.
- Topienie się to podobno straszna śmierć. Roztrzaskanie się o bruk wydaje się być lepszą alternatywą - oznajmił to poważnie, jakby właśnie rozprawiał o wielkich rzeczach tego świata. I odsunął się od tej swojej nieszczęsnej krawędzi, by nie zostawiać tego mylnego wrażenia, że byłby gotów skoczyć. Ot tak, na wszelki wypadek. I nie przejmując się niczym i nikim zdjął z grzbietu bluzę, by rozłożyć ją na brudnym i zaniedbanym dachu. Niechlujne otoczenie godziło w jego zmysły, przeszkadzało mu i uwierało niczym kamyk w bucie, nie pozwalało się skupić porządnie. Nie, żeby się tym przejmował. Przecież Konstanty nie przejmował się światem. Niczym i nikim się nie przejmował, bo wszystko co go otaczało, zostało stworzone tylko po to, by prędzej czy później obrócić się w pył.
- I? Jaki miałaś cel? - spytał po krótkiej chwili milczenia nadal tak poetycko wpatrzony w rozciągającą się przed nim panoramę wciąż śpiącej Warszawy.
Podejrzliwe szepty zaczęły sączyć w jego myśli podejrzenia, że ta niby to bezinteresowna kobieta wie, kim jest jego ojciec. Ze będzie chciała to wykorzystać. Bo kto niby nie chciał?

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Nie Wrz 17, 2017 4:11 pm

- Słyszałam, ale czy to prawda... – znała, a przede wszystkim widziała tyle okropności, że wizja utonięcie wydała się niemal czymś przyjemnym. Postanowiła, że nie będzie ujawniać swojemu nowemu towarzyszowi innych, równie nieprzyjemnych możliwości, o których istnieniu być może nawet nie wiedział, ale może to i lepiej. Zasadniczo po to istniało wojsko, by chronić zwykłych obywateli, którzy pragnęli brnąć w tę ułudę normalnego życia, a ona i jej podobni im to umożliwiali. Każdego dnia kładąc swoje życie na szali, walcząc z okrutnym wrogiem, z którym nie dała się tak po prostu zawrzeć sojuszu.
- Wanda. - rzuciła wreszcie i chociaż nie zamierzała brać od niego numeru telefonu czy jeszcze kiedyś się z nim widzieć, to zdecydowała, że będzie sympatycznie zwracać się do siebie po imieniu, aniżeli – ej ty.
- Nie wiem co lubisz. Bierz co chcesz. – postawiła siatkę między usadowionym chłopakiem a miejscem, na którym zamierzała usiąść. Ona się nie pieprzyła z bluzą czy innymi duperelami, bo nie przeszkadzał jej ani syf, ani upierdolone spodnie. Zimna też się nie bała, nie gdy był początek lipca i mimo wczesnej pory przyjemne ciepło nie pozwalało zmarznąć. Wciąż było to lepsze aniżeli nadchodzące tropikalne upały, które tak gorliwie zapowiadali, tym samym ostrzegając przed udarami słonecznymi i odwodnieniem. Otworzyła cydr. To był zdecydowanie lepszy z alkoholi, dlatego na jej ustach wykwitł piękny wyraz zadowolenie, gdy pociągnęła spory łyk złocistego napoju prostu z butelki.
- Cel? – odstawiła butelkę na ziemię, a następnie skierowała wzrok na młodzika. Chwilę zajęło jej zrozumienie pytania. Najpierw uśmiechnęła się w ten łobuzersko podejrzany sposób, jakby zamierzała go upić, a później zaciągnąć do piwnicy w celu pokazania małych kotków. Następnie zaśmiała się perliście na wyobrażenie tej idiotycznej wersji wydarzeń, bo w końcu nawet nie interesowała się facetami w swoim wieku, a co tu mówić o małolatach!
- Stwierdziłam, że miło będzie sobie posiedzieć choćby w ciszy z kimś innym poza sobą samym. – wzruszyła lekko ramionami i uniosła głowę do góry, by móc spojrzeć na jaśniejące niebo.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Nie Wrz 17, 2017 6:50 pm

- Wtedy nie możesz krzyczeć. Machać rękami, wzywać pomocy. Atak paniki paraliżuje mięśnie, zanurzasz się raz po raz, próbując złapać oddech, walczysz o sekundę nad powierzchnią. Ostatecznie woda wdziera się do płuc, dusisz się, nie masz siły walczyć i idziesz w ciszy na dno. Nic spektakularnego. Ból, przerażenie i cisza - rozgadał się. A przecież nie lubił wielu słów. - Beznadziejna walka.
Uśmiechnął się trochę krzywo do panoramy miasta, do burej Wisły i odwrócił wzrok na zachód. Beznadziejna walka. Czy takie słowa powinny padać z jego ust? Ust kogoś, kto został spłodzony przez jednego z największych dowódców tej wojny? Jak gładko przeskoczył z tematu śmierci do wojny - z drugiej jednak strony lubiły paradować że sobą pod rękę, krok w krok. Jeźdźcy Apokalipsy. Kostek mimowolnie przypomniał sobie naukę religii i tych wielkich niszczycieli. Mieli już dwóch. Brakowało tylko Głodu i Zarazy. Jak na razie.
Wahał się przez chwilę.
- Konstanty. - Ale i tak na nią nie spojrzał, mimo że właśnie mu się przedstawiła. To mogłoby zaburzyć kompozycje tej sceny. Dawniej celowo robił wszystko w taki sposób, jakby ktoś obserwował go przez cały czas, opisywał bądź malował. Weszło mu to w krew na tyle mocno, że z czasem przygotowywał podobne scenerię bez udziału swojej woli, jak teraz.
- Schopenhauera - parsknął, lecz posłusznie sięgnął do plastikowej reklamówki i wyjął z niej jedno z tych zwykłych piw. Nie wybrzydzał, nie mazał się, że niedobre czy gorzkie. Życie samo w sobie miało smak noszący w sobie więcej goryczy niż całe piwo tego świata, a to pierwsze spijał codziennie. Wyjął klucze z kieszeni spodni i bezpardonowo użył jednego z nich, by otworzyć butelkę. Kapsel został w jego dłoni, a klucze wylądowały na bluzie. Oczywiście, nie rzucił ich byle jak - położył je w odpowiedniej konstelacji. Dopiero wtedy uniósł butelkę do ust i się napił, równie z butelki. Tak się złożyło, że przenośny zestaw małego piwosza zostawił w innych spodniach.
Oparł szkło o bluzę przy swojej nodze, palce opierając na szyjce. Palce drugiej dłoni obracały kapsel.
- Cel - potwierdził i odwrócił głowę w stronę Wandy. Dopiero wtedy przyjrzał jej się tak naprawdę. Wściekle błękitne oczy świdrowały go niemal na wskroś, przecięte blizną usta wygięły się w uśmiechu, kosmyki mlecznych włosów delikatnie kołysały się wokół jej twarzy. Przyglądał jej się dalej, nawet gdy odwróciła od niego to lodowe spojrzenie i dla odmiany mroziła nim niebo. Jaśniała w tym półmroku, skrzyła się jak płatki śniegu. Królowa Śniegu zstąpiła na ziemię. Z pewnością była piękna. Ale jakie to miało znaczenie?
- To śmieszne - skwitował cierpko i również zapatrzył się w górę. Słońce wynurzało się ospale zza linii horyzontu i budziło świat do życia. Lada moment w oknach pojawią się pierwsze postaci, zaraz zacznie się zwykły uliczny ruch.
On dla odmiany nie przepadał za cudzym towarzystwem, ludzie mieli to do siebie, że ich nie dało się kontrolować ani sprawdzać. Działali nieschematycznie, nieprzewidywalnie, dziwnie. Burzyli porządek świata i przynosili mu tylko chaos.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Pon Wrz 25, 2017 4:23 pm

To konkretne mieszkanie miała może od trzech-czterech lat, ale nie szczególnie interesowała się okolicą, w której było położone czy jego szczególnymi atutami, jak choćby ten dach. Jasne, nie raz się tutaj przypałętała z niejasnych powodów, ale nie siedziała tutaj godzinami spoglądając na Wisłę. Nigdy jej to nie interesowało. Nie lubiła godzinami kontemplować rzeczywistości i zastanawiać się nad sensem istnienia, zdecydowanie była człowiekiem akcji i ruchu, kimś kto o wiele bardziej lubił działać i angażować swoją energię niż filozofować, co jednak nie oznaczało, że nie lubiła rozwiązań umysłowych, po prostu daleko jej było do naukowych czy filozoficznych wywodów.
- Hmm? – przekrzywiła głowę w bok, by móc ponownie spojrzeć na swojego towarzysza, który trochę przypominał jej tych wszystkich zbuntowanych nastolatków, którzy uwielbiali robić na przekór, a mimo to było w nim coś ciekawego. Nie potrafiła jeszcze określić czy chodziło o jego ewidentnie fatalistyczny ubiór, fryzurę przypominającą tę od emo dzieci czy otaczającą go energię. Wszakże wampir energetyczny był z niego żaden, a że Wanda kiedyś się o tym długo nasłuchała, to sama zaczęła zgłębiać tematy związane z oddawaniem, zabieraniem i dzieleniem energii między sobą. Wtedy wydawało się jej to ogromną bujdą, ale potem okazało się, że przy jednych czuła się fantastycznie, jakby była króliczkiem Duracell, któremu zmieniono baterie, a innym razem jakby ktoś wyssał z niej całe życie wraz z emocjami.
- Wiesz, że nie wszystko musi być wielkie i pompatyczne, Wallenrod? – rzuciła wreszcie, gdy wróciła myślami do meritum, w tym do Kostka, któremu niby się ten cały czas przyglądała, ale mógł mieć wrażenie, że przez dłuższą chwilę jej wzrok był pusty, jakby wcale jej tutaj nie było.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Nie Lip 15, 2018 3:00 pm

Konstanty z kolei kochał takie miejsce. Nie, kochać to zbyt wielkie słowo. Preferował podobne lokacje, bo nadawały pewnej dozy melodramatyzmu w jego życiowym przedstawieniu. Dzięki nim układał kompozycje, przygotowywał starannie scenografię, by móc pogrążać się w swoich myślach. Czasem, gdy nawet jego samego męczyło bycie niepoprawnym i filozoficznym romantykiem, w podobnych miejscach zwyczajnie siedział i czytał czy też się uczył.
W końcu był jeszcze dzieciakiem według miary elfów. Niedorostkiem. Studentem. Co on tam wiedział o prawdziwym życiu, skoro był wychowany poniekąd pod kloszem? Daleko mu było do zwykłego i przeciętnego warszawiaka, ostatecznie jego ojcem był hetman. Konstanty dorastał wśród patetycznych przekonań, wielkich idei, musiał być poważniejszy i w pewnym sensie lepszy od innych gówniarzy w jego wieku, bo zwyczajnie tego właśnie od niego wymagano. Był synem hetmana, powinien się wyróżniać.
To się wyróżniał. Swoim melodramatyzmem, głoszonym nihilizmem egzystencjalnym, cytowaniem Schopenhauera. Chciał swojej własnej drogi, a nie doszukiwania się w nim wszystkich podobieństw do ojca. A już na pewno nie miał zamiaru wstępować do wojska. Przechodził okres ciężkiego buntu, nawet jeśli w czasie rzeczonego wcale nie sprzeciwiał się decyzjom ojca, nie żywił do niego żadnej idiotycznej nienawiści.
Westchnął tylko cierpiętniczo, gdy znów zmroziła go spojrzeniem, niemniej niczego nie powiedział, jedynie pokręcił głową. Nieważne. Szkoda słów na czcze gadanie, pomijając już jego ogólną niechęć do jakichkolwiek kontaktów z ludźmi. Czy nie-ludźmi. Dlatego napił się po prostu swojego piwa, wpatrując się w odległą nić Wisły.
- Wiem.
Odwrócił głowę w stronę Wandy, krzyżując z nią spojrzenie. Zieleń naprzeciw lodowego błękitu. Zimowe poranne niebo i kołysząca się pod nim zmarznięta trawa. Jej spojrzenie było puste, zupełnie jakby wcale patrzyła dokładnie na wszystko, lecz nie widziała niczego przed sobą.
- Konstanty. Nie Wallenrod - sprostował jeszcze. I przegrał z błękitem, bo odwrócił wzrok gdzieś w okolicę własnej dłoni. Cóż. - To co nie jest wielkie i pompatyczne jest zwykle marne. Nijakie. Puste. Nie można zadowalać się bylejakością.
Na krótką chwilę zajrzał jej jeszcze w oczy, nim ponownie uraczył zadumanym spojrzeniem Wisłę. A piwo znów miało niewątpliwy zaszczyt znaleźć się w jego ustach.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Wto Lip 17, 2018 11:46 pm

Przez większość swojego życia wychodziła z założenia, że wmawianie komuś czegokolwiek do niczego nie prowadzi. No bo niby można było próbować przekonać cały świat do swoich idei, ale to było trochę tak jak z naginaniem rzeczywistości do swoich widzimisię. Nie dało się i już. Może dlatego już dawno temu przestała przejmować się tym, że ratowanie innych przed ich poglądami miało jakikolwiek sens czy wartość. A jeżeli ktoś chciał się umartwiać jak Werter, to miał do tego zasrane prawo. I nie powinna się w to wtrącać, nawet jeżeli miałoby do powiedzenia coś ciekawego czy sensownego, to szczerze nie wierzyła, by kilka słów od obcej osoby miało cokolwiek zmienić. Z resztą ona sama była człowiekiem raczej czynów niż słów, dlatego prędzej uwierzyłaby, ze chłopak zdecydowałby się zmienić, gdyby usiłowała go zepchnąć z tego dachu, aniżeli po jakiej gadce motywacyjnej szmirowatego coacha.
- Marność. Wszystko to marność. Marność nad marnościami. – kiedyś, w czasach, o których niekoniecznie chciała pamiętać, wiele czytała, bo jak ze wszystkim, pragnęła zaimponować ojcu. - Zawsze mnie denerwowali ludzie, którzy się użalali nad sobą i rzeczywistością, w której żyją. A potem pierwszy raz trafiłam na wojnę, pierwszy raz zajrzałam śmierci w oczy. Suka napluła mi w twarz i śmiejąc się chciała staranować. Wtedy pomyślałam, że masz rację. Po co żyć. To bez sensu. I tak zaraz wszyscy umrzemy, ta niekończąca się udręka, to krwawiące wciąż serce, te nieskończenie niezasklepione rany. To wszystko co nasz przygniata jest tak obrzydliwe i straszne. Nic nie ma znaczenia. Ale gdy tylko to zwokalizowałam dostałam porządny wpierdol od mojego, już świętej pamięci, przełożonego. Nigdy nie zapomnę jego rozczarowanego spojrzenia, które wypalało we mnie dziurę. Ani ostatnich chwil spędzonych przy nim, gdy choć nie walczył o siebie, to walczył o każdego z nas, by jak najwięcej uszło z życiem. – uśmiechnęła się nad wyraz ciepło na myśl o poprzednim Zastępcy. Był dla niej jak drugi ojciec, który niemal od razu po wstąpieniu do Husarii wziął ją pod swoje skrzydła.
- No już, nie zapowietrzaj się tak. – uciszyła go ruchem ręki, gdy ten usiłował się bronić i cokolwiek atakować jej wybujały monolog. - Nie mam zamiaru Cię do niczego przekonywać, to tylko głupie wynurzenia starszej koleżanki, która z nieznanych sobie przyczyn zechciała to z siebie wyrzucić. Spokojnie. Jeśli lubisz ten fatalizm i vanitas, to świetnie. Każdy powinien żyć tak jak czuje. Skracanie go w młodym wieku jest słabe i trochę szkoda, ale nie wszyscy są tak silni, by żyć, a może tak odważni, żeby odebrać sobie życie. Jak sądzisz, Werterze? – i tu mrugnęła do niego uśmiechając się przy tym w zaczepny sposób, ewidentnie i z całą premedytacją, złośliwie tytułując go nie tak jak sobie życzył.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Czw Lip 19, 2018 4:37 pm

Do Kostka wielu już przemawiało. Używali tych samych argumentów, tyle że przebierali je w kolorowe kostiumy, by ciężko było je poznać. Wygłaszali epistoły na temat piękności życia, starali się pokazać mu, jak wielkim cudem i szczęściem może być, dawali mu wyśmienite rady. A ostatecznie, gdy żadne słowa nie przynosiły efektu, wszyscy sięgali do ekstremum - przecież twój ojciec jest hetmanem, nie okazujesz mu szacunku, gdy tak mówisz, podważasz wszystkie wartości, które on stara się przekazać całemu królestwu, wstydź się.
Wtedy Konstanty kończył dyskusję. Zdążył się już nasłuchać za życia, że powinien iść drogą ojca i się do niego upodabniać. Tyle że nie chciał. Nie chciał tak bardzo, że sam siebie zamienił w melancholika. Sam sobie zrobił krzywdę - i wszystkim naokoło, nawiasem mówiąc, bo musieli tego wysłuchiwać - gdy postanowił, że zdecydowanie taki jak ojciec nie będzie. Napluł w twarz wszystkim tym, którzy żywili nadzieję, że oto narodził się godny zastępca El-Galada.
Taki chuj.
Już otworzył usta, już chciał chłodno wtrącić swoich kilka słów, lecz Wanda mu na to nie pozwoliła. naburmuszył się przy tym jak mały chłopiec i zmrużył gniewnie oczy. Na chwilę, może dwie. Nienawidził, gdy ktoś mówił mu czy pokazywał, co ma zrobić. Był przecież ponad to, ponad wszytko, żadnych rozkazów i piękna wolność. Z drugiej jednak strony nie należał do gwałtowników, był tak powściągliwy przy okazywaniu emocji, jak to tylko można było okazać. Wiecznie obojętność, wieczne wyobcowanie, wieczny spokój.
- Samobójstwo to ucieczka. Tchórzostwo. Może i życie jest marne, ale trzeba mieć odwagę sprostać tej marności i nie dać się jej pochłonąć - burknął, mimowolnie wciąż tonem z lekka obrażonym. Bo go uciszyła. - Każdy ma prawo wyboru, jak chce umrzeć. Żołnierze giną w obronie tego, w co wierzą. Samobójcy giną, bo rzeczywistość ich przytłacza i chcą od niej uciec. - Wzruszył ramionami i już tonem ponownie bezbarwnym, bo uświadomił sobie, że pozwolił sobie na pokazywanie złostki. Podniósł się powoli z chłodnego betonu i znów przystanął niedaleko krawędzi - choć tym razem już znacznie dalej niż na samym początku - i się napił tego nieszczęsnego piwa. Odwrócił głowę w stronę Wandy. - Nie lubię fatalizmu. - Co za bezczelne kłamstwo. - I nie jestem Werter. Masz chyba słabą pamięć.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Wto Sie 28, 2018 1:26 pm

- Ile ludzi tyle poglądów, prawda? – bo zasadniczo starała się nie być zaściankową primadonną, która uważa, że tylko i wyłącznie jej zdanie jest najważniejsze, a cała reszta, która myśli inaczej jest zwyczajnie głupia i niedouczona. Szanowała cudze poglądy, o ile te nie wchodziły z brudnymi buciorami w jej życiu lub nie zakrawały na jakiś psychopatycznych szaleńców, którzy wierzyli w kult balrogów jako plagi zesłanej na ludzkość przez bogów czy chuj jeden wie czego. A ludzie powinni się łaskawie oddać w ich paszcze i szpony jeśli zgrzeszyli.
Niemal roześmiała się na widok tej buńczucznej miny. Zupełnie jak nastolatek, którego pouczyła dziewczyna, która mu się podoba i nie zdołał jej zaimponować swoim zachowaniem. I ona tak się właśnie poczuła. Tylko przez chwilę. Co prawda Kostek wyglądał na całkowicie legalnego i nie powinna się obawiać kryminału, nie żeby cokolwiek grzesznego chodziło jej po głowie wobec tego małolata, ale jednak! Co najwyżej mógłby grozić jej sąd wojenny, gdyby dowiedziała się o tym nieodpowiednia osoba, a Wanda miałaby niesamowicie przejebane. Była niezwykle rozbawiona całą tą sytuacją. Bo to trochę wyglądało jak na tych amerykańskich filmach. On, zbuntowany, ale wrażliwy chłopiec, który podkochuje się w swojej opiekunce będącej już dawno na studiach i dorabiającej podczas wakacji przy pilnowaniu dzieciaków niewiele młodszych od siebie. Roześmiała się perliście.
Podniosła wreszcie swój zgrabny tyłek z chłodnego betonu i podeszła do krawędzi, stając obok chłopaka, by spojrzeć przed siebie. Słońce już dawno wychyliło się ponad horyzont prezentując najpiękniejsze barwy na niebie, jakie można było oglądać w ciągu dnia.
- Gdybyś mógł być kimkolwiek chcesz, bez ograniczeń, tabula rasa, to kim byłbyś w innym życiu? – Odwróciła na chwilę wzrok w jego kierunku, a poranne promienie zaskrzyły na jej włosach niczym radosne iskierki płomieni. Nie raz i nie dwa nazywano ją zimną suką czy choćby królową lodu i nie tylko ze względu na wygląd. W wojsku nie było miejsca na uprzejmości czy wrażliwość. Opiekowała się swoimi podwładnymi, ale kiedy trzeba było musiała rządzić twardą ręką. Kobiety nigdy nie miały łatwo w wojsku, a to się wiązało z tym, że jeśli nie chciała zostać zgnieciona w oczach mężczyzn musiała starać się dwa razy bardziej niż oni, walczyć dwa razy lepiej, chcieć wszystkiego mocniej, szybciej i lepiej. Musiała być zahartowana, silna, czasem okrutna. A delikatną, uroczą i wrażliwą siebie zostawiła w innych spodniach.
- Wiem, ale Werter do Ciebie bardziej pasuje. – i znów posłała mu ten ciepły, ale też trochę rozbawiony uśmiech łobuziary, która ewidentnie się z nim droczy.

avatar

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    Yesterday at 7:49 pm

- Prawda.
Jak miałby się nie zgodzić? Tyle że w jego przypadku tolerancja dla poglądów innych kończyła się, ilekroć rzeczone poglądy bywały mu wciskane. Nie dbał o patriosferę, nie chciał poświęcać swego życia Polsce - i rzygał słuchaniem, że powinien właśnie jej się poświęcić, bo tego wymaga jego pozycja. Tego ludzi oczekiwali od syna hetmana.
Śmiała się z niego. Pochmurna mina ponownie zagościła na jego twarzy, gdy odwrócił się w jej stronę. Te jego elfia część - ta wrażliwsza - podziwiała jej miękki profil, lśniące w porannym słońcu włosy, te łobuzerskie błyski w lodowych oczach. Była pełnia lata, ale u jego boku właśnie stanęła Królowa Śniegu, wyjęta z baśni. Przyglądał jej się tak długo, dopóki nie zwróciła spojrzenia w jej kierunku. Wówczas sam, szybko, jakby został przyłapany na czymś wstydliwym, wbił swój wzrok w horyzont.
Kim chciałby być? Uśmiech wygiął lekko jego wargi, Kostek pochylił głowę i powstrzymał śmiech. Wolną dłonią wskazał jedną z ulic, po której przemykali już pierwsi ludzie.
- Kimś z nich. Kimś zwykłym. Nie jest łatwo być tak wyjątkowym - parsknął i, uwaga, to można było nawet nazwać czymś na wzór żartu. To był jego prywatny czarny humor, przecież jego wyjątkowość rodziła się wyłącznie z pokrewieństwa z jedną z najpotężniejszych istot na tym Planie. Być szarym człowiekiem na pewno można było określić jako łatwiejsze. Brak presji, parcia, wiecznych wymogów. Ledwo odwrócił głowę w stronę Wandy, przyglądając jej się kątem oka. - A Ty?
Kim mogła chcieć zostać elfia Królowa Śniegu? Czy mogła chcieć coś zmienić w swoim życiu? Nie, żeby to go interesowało - a przynajmniej taką postawę usilnie starał się przyjąć - tylko zapytał czysto kurtuazyjnie.
Jasne.
Kostek nie był dobry w żartowaniu. Dlatego posłał jej pochmurne spojrzenie.
- Jak sobie chcesz, Julio - oznajmił cierpko. Ochrzcił ją tym imieniem, bo nie wpadło mu do głowy żadne inne. A nie mógł przecież tak po prostu rękawicy porzucić i nawet nie spróbować jej podnieść.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.    


 
Nietzschego więcej pragnąć nie mogę.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wymiana bannerami - jedyny temat, w którym mogą pisać goście
» Rasy Smoków
» Jakaś cycata panna pragnąca pomagać pokemonom(Lunaa)
» Quidditch
» Niebezpieczne bagna

Skocz do: