Szybkie Menu

Infirmeria
avatar

PisanieTemat: Infirmeria   Pon Wrz 04, 2017 10:24 pm


avatar

PisanieTemat: Re: Infirmeria   Pon Wrz 04, 2017 10:57 pm

Han’lynn jako medyk służyła już trochę czasu i wiedziała, że wiąże się to z efektami ubocznymi i kompletnie do nich przywykła i była na nie gotowa. Doskonale znała swoje możliwości i wiedziała, że dzisiejszy wieczór będzie dla jej organizmu szczególnie wyczerpujący. Ale to była misja, której się podjęła. Zrezygnowała z wygodnego życia w Warszawie, z pracy w prywatnej klinice za duże pieniądze, bo poczuła powołanie, by pomagać rannym na froncie bohaterom – niezależnie od ich wieku czy stopnia. Każdy żołnierz stający twarzą w twarz przeciwko balgorskiej zarazie zasługiwał na miano bohatera, zdecydowanie.
– To tylko efekty czaru, dziękuję – powiedziała, biorąc od żołnierza jedną chusteczkę i wycierając łzy, które nazbierały się w jej oczach. Następnie zakręciło się jej nagle w głowie i gdyby nie chłopak, zapewne upadłaby na ziemię. – Najpierw zajmę się panią major – odpowiedziała pewnie, łapiąc w końcu równowagę. Wyprostowała się, a następnie ruszyła za sanitariuszami do infirmerii, gdzie miała wykonać zabieg na Zawiszy.
Wchodząc do środka, kazała położyć kobietę na jednym z łóżek. Przysunęła do niego nieopodal stojące krzesło i usiadła na nim. Wzięła kilka głębokich wdechów, by następnie rozkazać opuszczenie pomieszczenia. Nie przyjmowała żadnego sprzeciwu. Zamknęła oczy i oczyściła swój umysł przy pomocy kata. Wykonała znak krzyża, a ręce złożyła do modlitwy, która po chwili wypłynęła z ust półelfki:
– Ave, Maria, gratia plena, Dominus tecum; benedicta tu in mulieribus, et benedictus fructus ventris tui, Iesus. Sancta Maria, mater Dei, ora pro nobis peccatoribus, nunc et in hora mortis nostrae. Amen.
Czuła się gotowa. Umysł był czysty, spokojny. Sama Hania miała wrażenie, że odzyskała siły – może to był efekt placebo, a może po prostu wzrosły morale, które dotychczas były na raczej kiepskim poziomie. Zapolska wyciągnęła ręce nad uszkodzone ramię Zawiszy, by aktywować najpotężniejszy czar, jaki dotychczas opanowała –  uleczenie totalne. Skupiała się na czarze, kompletnie ignorując przy tym ból głowy i ściekające z przymkniętych oczu łzy.

Uleczenie totalne – aktywne
Prześwietlenie 1/1 przerwy
Ból głowy, łzawienie (efekty uboczne prześwietlenia) 2/3

avatar

PisanieTemat: Re: Infirmeria   Sro Wrz 06, 2017 2:26 pm

Lewitowała w pustce, czując łagodne kołysanie. Statek?
Nie. Nosze. A więc jednak zemdlała – gdzieś niesiono ją, uważając, by trzymać ją w idealnym poziomie. Poczuła dotyk i szorstkość na ramieniu, to któryś z sanitariuszy jeszcze po drodze prowizorycznie opatrzył jej ramię.
„Anka, znasz go, prawda?” – pytała matka, przechylając się lekko do przodu i biorąc pod boki, jak zwykle, gdy była zainteresowana czymś. Pięści opierała o biodra równie szerokie i obfite, co u Katarzyny. Miały to rodzinne. „Tego rycerza, Zawiszę? Znasz go? Jaki jest?”
„Czy ja wiem… przede wszystkim można na nim polegać.”
Gówno prawda.
- To tylko efekty czaru, dziękuję – usłyszała niewyraźnie, jakby uszy miała pełne waty. Nosze zakołysały się, gdzieś skręcono. Przez chwilę wisiała pod kątem, gdy wnoszono ją po schodach, a potem nagle przełożono ją na łóżko. Kroki. Szczęk zamka. Cisza.
Zostały same.
Katarzyna nie była wierząca, ale szanowała cudzą wiarę, gotowość do zaufania bez zadawania pytań. Słowa modlitwy spłynęły kojąco także i na jej umysł, złagodziły rwący ból rany, ukoiły zmysły. Wręcz całą sobą poczuła, jak półelfka spina się i przykłada do jej ciała swoją obcą, ciepłą magię. Rana zamrowiła, emanując gorącem, zaczęła się zasklepiać. Zawisza otworzyła oczy.
- Wystarczy – szepnęła ochryple, próbując wstać. Nie wyszło. Opadła na kozetkę, sycząc. – Pani…
Zapomniała jej nazwiska.
- Wystarczy. To nie jest rana jeg…jegierska. Nie potrzeba… magii – wydukała. Sulima karał ją bólem, więc ona siebie już karać nie musiała.
Jeżeli Zapolska uleczy ranę, równowaga będzie zaburzona.

avatar

PisanieTemat: Re: Infirmeria   Sro Wrz 06, 2017 8:18 pm

Han’lynn miała swoje zasady, których trzymała się ściśle i nigdy, przenigdy ich nie łamała. I choć była wychowywana przez człowieka, w większości życia otaczali ją tylko ludzie, to jednak, oprócz wyglądu, miała sobie coś z elfa. I była to olbrzymia honorowość. Nie złamie danego słowa – bo ono jest dla niej po prostu święte. Jeżeli coś komuś obiecała, zamierzała tego dotrzymać, niezależnie od kosztów. Choćby własne zdrowie miała na tym stracić. Tak było i tym razem. Powiedziała Saszce, że ręka Zawiszy będzie niczym nowa. I zamierzała tego dokonać – choćby musiała przywiązać panią major do łóżka.
Ojciec Zapolskiej był wierzącym i praktykującym katolikiem i wychował córkę w tej samej wierze. I przez długi, długi czas się buntowała, to w pewnym momencie zdała sobie sprawę, że to właśnie te modlitwy sprawiały, że się uspokajała, czuła dodatkowy przypływ energii… Chciała wierzyć, że gdzieś w górze jest ktoś, kto chce dla nich wszystkich dobrze… Ale jego wszechmoc już dawno się skończyła i naszły takie czasy, a nie inne. Prawdę powiedziawszy dla Hani nie było ważne to, czy Bóg istniał jako istota przedstawiana w chrześcijaństwie, albo w islamie. A może był nim Budda? Albo inny Perun, Zeus czy Thor. A może wszyscy się mylili? Nieważne. Grunt, że pomagało walczyć z jagierskim plugastwem.
Otworzyła oczy w momencie, w którym usłyszała słowa Katarzyny. Spojrzała na nią, pozwalając, by łzy nadal spływały po jej policzkach. Białka oczu były już od nich czerwone, ale to nic. To minie. Kwestia czasu.
– Nie, pani major. Obiecałam porucznikowi Erkh’iaanowi, że będzie miała rękę jak nową i danego słowa dotrzymam – powiedziała spokojnie, biorąc głębszy wdech, jednocześnie wchodząc głębiej magią, aż do struktury uszkodzonych mięśni, najpierw, by pozbyć się resztek magii enipsów, a potem zaleczyć szkody po nich.

Uleczenie totalne – aktywne
Ból głowy, łzawienie (efekty uboczne prześwietlenia) 3/3

avatar

PisanieTemat: Re: Infirmeria   Sob Wrz 09, 2017 8:47 pm

“Pieprzona służbistka” – chciała powiedzieć Zawisza, ale nie dała rady. Jej żuchwa zupełnie nagle, wraz z całą głową zresztą, stała się cholernie ciężka. Ociężałość objęła raptownie całe ciało, sprawiając, że major, która usiłowała wstać, nie była zdolna kontrolować swoje ciało. Rąbnęła plecami o kozetkę, przez chwilę czując, że może poruszać jedynie gałkami ocznymi.
Chwilę później i tę zdolność jej odebrano. Katarzyna zamknęła oczy i odpłynęła, opadając w gęstą, głęboką ciemność pozbawioną zapachów, dźwięków i dotyku.
Han’lynn pozostała jedyną przytomną w pomieszczeniu. Teraz mogła zająć się w spokoju ranami. Były dziwne – lekarka przyzwyczajona do obrażeń zadanych pałaszem jegierskim mogłaby spodziewać się aury zła. Czegoś nieprzyjemnie drażniącego jak odór, niematerialnego czarnego nalotu, od którego zakażenia wcale nie chciały znikać, a rany zasklepiać się. Zapolska nie znalazła niczego takiego – ran nie zadała broń jegrów. Unikalna matryca czaru opartego na nanokadabrach była wysycona tylko i wyłącznie nimi. Cząstki były chaotyczne, trąciły echem emocji – poczuciem winy, skruchą, autoagresją. Ale nie były złe.
Han’lynn wywabiała je ze skaleczeń spokojnie i cierpliwie, niczym przedszkolanka, która próbuje nakłonić niegrzeczne dzieciaki do wyjścia ze swoich kryjówek. Rany spowodowane magią wymagają cierpliwości, wyczucia i spokoju umysłu. Nóż, gdy tnie, rozcina jedynie tkankę. Trzeba jednak pamiętać, że zaklęcie potrafi zranić także ducha.
Na oczach półelfki rany zasklepiały się, jak w filmie przyrodniczym, w którym naturalnie długotrwałe zjawiska nagrano i przyspieszono tak, by zajęły kilka minut. Już wkrótce zamiast głębokich rozcięć Zawisza miała na ramieniu kilka nowych eksponatów w kolekcji – bladoróżowych, lekko wypukłych blizn.
Han’lynn poczuła, jak wzrok odmawia jej posłuszeństwa, zamazując kształty i dziwnie wyginając perspektywę. Zapiekły oczy. Dobrze, że siedziała, bo nie było tu żołnierza, który mógłby ją podtrzymać.

avatar

PisanieTemat: Re: Infirmeria   Sob Wrz 09, 2017 10:25 pm

Saszka strasznie się niecierpliwił, ale nie śmiał przerwać dowódcy. I choć miał wielką ochotę powiedzieć, że dobrze, ale jakie to wszystko ma teraz znaczenie, powściągnął swoją irytację i nic nie powiedział. Wytatuowane dłonie elfa sięgnęły po podsuniętą mu kopertę. Jedynie napięte ścięgna i lekka sztywność ruchów sugerowały, że porucznik jest wytrącony z równowagi.
Szybko, choć wcale nie pobieżnie, przeczytał wręczony mu raport.
I zbladł.
Porucznik słyszał, co prawda, co nieco o wydarzeniach sprzed dwóch lat, w których udział brała major Majchrowska, jednak były to informacje bardzo ogólne. Zawisza ani mu się jakoś szczególnie nie zwierzała, ani też nikt inny, kto n a p r a w d ę coś wiedział również mu nie opowiadał ze szczegółami przebiegu wydarzeń z tamtej feralnej nocy. Teoretycznie mógł skorzystać ze swojego przywileju rozkazywania niemal każdemu w wojsku i jakoś dokopać się do odpowiednich przekazów, ale raz, że uważał takie działania za nadużywanie swojej władzy, a dwa, że byłoby to zwyczajne świństwo. Gdyby Kasia chciała, to sama by mu o wszystkim opowiedziała.
Ale nie zrobiła tego.
Zrobił to za nią podpułkownik Krzyżanowski.
Elf natychmiast przypomniał sobie, jak wytknął Kasi brak troski o życie podwładnych. Poczuł lodowaty węzeł zaciskający mu żołądek. Nic dziwnego, że Zawisza odmówiła udzielenia jej jakiejkolwiek pomocy. Ta wzmianka musiała ją bardzo dotknąć. Sam pamiętał, jak to było, kiedy ktoś nieopatrznym słowem nawiązał do jego egzaminu. I choć po kilkunastu latach już nie katował się wyrzutami sumienia i myśleniem "co by było, gdybym", to jednak wspomnienia wciąż były bolesne.
A przecież on miał lata na to, by wyzbyć się poczucia winy.
Saszka odłożył kopertę na biurko, odmeldował się i opuścił gabinet.

* * *

Tym razem nikt go nie zaczepiał po drodze. Żadnych żołnierzy wyższych stopniem, którzy zagadywaliby go o "wieści z szerokiego świata". Żadnych pań bufetowych czy innych cywilek, które próbowałyby go namówić na "małą kawkę tu w barze, na dole". Saszka wątpił, by wieści o nieudanej wyprawie rozeszły się tak szybko.
Elf po prostu naprawdę się spieszył, a marsowa mina nadawała mu wyglądu rasowej furii, która zaraz zacznie karać biednych śmiertelników, jeśli tylko zwrócą na siebie jego uwagę.
- Co z nią? - zapytał bez ogródek, otwierając drzwi do szpitalnego pokoju tak gwałtownie, że gdyby w ostatniej chwili nie pociągnął za klamkę do siebie, to bez wątpienia uderzyłyby w ścianę z głośnym hukiem. - To znaczy, witam ponownie, pani podporucznik - zmitygował się zamykając za sobą. Podszedł do sterylnie wyglądającego łóżka i niemal się wzdrygnął. Nie znosił szpitali. - Czy wszystko z nią... Pani podporucznik, źle pani wygląda - poinformował Zapolską odkrywczo. - Czy wszystko w porządku?

avatar

PisanieTemat: Re: Infirmeria   Nie Wrz 10, 2017 1:39 pm

Tu nie chodziło o bycie służbistką – po prostu obiecała Saszce, że ręka Zawiszy będzie jak nowa i danego słowa zamierzała doceniać. Niech pani major nie bierze tego do siebie. Han’lynn naprawdę chciała dobrze i wykonywała tylko swoje obowiązki. Przede wszystkim była lekarzem, przysięgała, że przede wszystkim nie będzie szkodzić i zrobi wszystko co w jej mocy, by pacjent wyzdrowiał. Tak było i teraz. Skupiała się na zaleczeniu ran zadanych przez enipsa, usuwając z nich pozostałości nanokadabr. Trzeba przyznać, że były… specyficzne. Nigdy wcześniej nie miała do czynienia z czymś takim, cząsteczki zdecydowanie różniły się od tych jagierskich. Trochę to zajęło, ale była cierpliwa. Do tego stopnia była skupiona na swojej robocie, że nie zauważyła momentu, w którym przyszedł porucznik Erkh’iaan. Może to i lepiej? Chociaż nie została wytrącona z równowagi.
Usłyszała pytanie elfa, ale nie odpowiedziała na nie dopóki dopóty nie skończyła swojej roboty, a wszystko było już uleczone. Niestety nie udało się jej zrobić tego tak, by nie pozostały blizny… Rany były zbyt głębokie. Grunt jednak, że ręka Zawiszy powinna działać bez najmniejszych problemów. Gdy czar został zdezaktywowany, niemal od razu poczuła efekty uboczne. Uderzyły w nią gwałtownie, zaburzając postrzeganie obrazu, pojawiły się również zawroty w głowie. I gdyby nie to, że kojarzyła głos Saszki, nie wiedziałaby, że to on, tak wszystko się jej rozmazywało.
Mimo tego, spróbowała wstać, podpierając się ręką o oparcie krzesła, walcząc z niebezpiecznie przybliżającą się podłogą.
– Tak jak… obiecałam. Ręka pani major będzie w pełni sprawna – odpowiedziała słabym głosem, robiąc przy tym przerwy na pomyślenie, co w ogóle chce powiedzieć. – Około tygodnia będzie w śpiączce – dodała po chwili.
Hania już chciała rzucić tekstem typu „to nic takiego, zaraz przejdzie”, ale świat zawirował mocniej niż dotychczas, a Saszkę zaczęła widzieć podwójnie. I nim się zorientowała, straciła panowanie nad własnym ciałem. Nogi ugięły się pod jej własnym ciężarem, jakby były zrobione z waty i po prostu runęła na ziemię.
Zdecydowanie zbyt dużo magii w przeciągu tak krótkiego czasu. Organizm po prostu się zbuntował.

1/10 uleczenie totalne przerwy
1/??? efekty uboczne

avatar

PisanieTemat: Re: Infirmeria   Wto Wrz 19, 2017 8:40 pm

Masz ci los. Dwie nieprzytomne kobiety to nieco zbyt wiele jak na jednego, nie aż tak starego elfa o statystycznie nieistotnej przeszłości w kontaktach damsko-męskich. Han’lynn straciła przytomność przy próbie wstania do pionu, co przypłaciła bardzo raptownym przyjęciem pozycji horyzontalnej i stłuczeniem kolana, na które niefortunnie upadła, nim porucznik zdążyłby jej pomóc.
Nie sprawi jej to problemów ciągu najbliższych kilku godzin. Katarzynę Majchrowską życie wyrzuciło poza swój obwód na siedem rozkosznych dni, ale podporucznik Zapolska także nie należała do grona rześkich i rumianych. Od dobrej formy dzieliło ją przynajmniej kilkanaście godzin snu i trzy syte, pełnowartościowe posiłki.
Drzwi do infirmerii uchyliły się bezdźwięcznie.
- A myślałem, że omdlenia kobiet pod wpływem urody elfów to tylko taki greps – odezwał się ktoś dźwięcznym, choć nieco przytłumionym tenorem.
Mężczyzna w stopniu kapitana miał na pewno około trzydziestki, ale starannie ogolona twarz, ostry podbródek i duże oczy odbierały mu lat. Należał do tych facetów, którzy w więzieniu „chodziliby za karton fajek”. Polowy mundur miał czysty i starannie wyprasowany, ale nosił go nieformalnie – rozpięte guziki bluzy ukazywały pokryty runicznymi nadrukami podkoszulek termoaktywny, a podwinięte rękawy ukazywały przedramiona ozdobione dyskretnymi zawijasami tatuaży bojowych. Te z kolei mówiły, że gdyby kapitan faktycznie do więzienia trafił, należałoby zaniechać prób zażycia z nim kilku rozkosznych chwil.
W trosce o swoje uzębienie.
- Artur Nowicki. Proszę wybaczyć wścibstwo, ale tak właśnie podejrzewałem, że pani podporucznik fiknie - powiedział, przyklękając przy nieprzytomnej Zapolskiej. Sprawnie przewrócił ją na plecy, sprawdził drożność dróg oddechowych oraz puls. Nie dało się ukryć, że zrobił to wyjątkowo szybko i bardzo fachowo, jak ktoś, kto przywykł do udzielania pierwszej pomocy. - Nic jej nie jest, zemdlała ze zmęczenia. Pomoże mi pan ją zanieść do kwatery?

z/t x 3
____________________________________
Moi słodcy,
Zawisza jest nieprzytomna, więc przerzucam tę fabułę tymczasowo na Mistrza Gry. Odpiszcie w tym temacie, Saszka zaczyna.

avatar

PisanieTemat: Re: Infirmeria   Sob Wrz 23, 2017 9:23 pm

Zarówno Saszka, jak i Han’lynn Zapolska najwidoczniej nie uwzględnili w swoich planach jednej istotnej zmiennej – soggotha. Niezależnie od tego, co porucznik zamierzał dalej robić z sanitariuszką, potwór nadal pozostawał martwy, ale wciąż groźny, sącząc obcą i wrogą magię w stabilną dotąd ontologię Planu Ziemi.
Należało się nim zająć. Dlatego nie mieli wiele czasu na odpoczynek – półelfka zdążyła odzyskać przytomność i zjeść porządny posiłek, a także przespać kilka godzin do świtu. Nad ranem pozwolono jej wziąć jeszcze długą, odżywczą kąpiel w jednej z łazienek zaopatrzonych w wannę. Niestety na tym kończyła się uprzejmość i delikatność wobec zmęczonych kobiet – oboje, ona i porucznik Erkh’iaan, dostali rozkazy.
Po pierwsze – soggoth. Saszka zdążył rano usłyszeć od dowódcy garnizonu, że jeszcze w nocy odnotowano podejrzaną aktywność fagów na terenie Zony i wysłano tam Janusza Cichockiego, tłumacząc to jego przynależnością rasową. Elf może i był bardziej doświadczony i kompetentny, ale Czarni mogli znacznie łatwiej podjąć jego trop. Sprawa była dziwna – tyle dało się wywnioskować ze słów Krzyżanowskiego. Dlatego wysłano człowieka w nadziei, że ten nie da się zabić i przytaszczy w zębach raport.
Tyle że w tej sytuacji Saszka pozostawał jedynym członkiem „ekspedycji do Stojanowic” zdolnym do pełnienia służby. Dlatego też to jemu polecono odtransportowanie zwłok potwora do Warszawy oraz złożenie Hetmanowi obszernego raportu z zaistniałej sytuacji.
Po omdleniu Han’lynn do infirmerii zawołano specjalnie obudzonego z tej okazji lekarza. Obejrzał on dokładnie kobietę, pomruczał coś pod nosem i ani słowem nie podważył działań podporucznik Zapolskiej, ale kategorycznie nakazał przetransportować Zawiszę do Warszawy w celu rekonwalescencji. Front nie był bezpiecznym miejscem ani dla chorego ciała, ani dla zatrutych myśli, a tym przypadkiem powinni zająć się lekarze i elfy ze szpitala uniwersyteckiego. Zapolskiej rozkazano czuwać nad zdrowiem rannej podczas podróży.
Punktualnie o ósmej rano zapakowano ich do dwóch ściągniętych z Gorzowa śmigłowców. W pierwszym podróżowała przetransportowana na noszach, nieprzytomna Majchrowska, półelfka oraz cały zabezpieczony magicznie bagaż Saszki zawierający bezcenne próbki z ziem za Horyzontem.
Drugim przewieziono wszystkie konie, mosiężną trumnę z soggothem oraz elfa. Niespełna pół godziny później cały inwentarz wyrzucono ze śmigłowców tylko po to, by zaraz zapakować do wojskowych transporterów, które już przed dziewiątą utworzyły kolumnę zmierzającą na wschód.
Do Warszawy.


avatar

PisanieTemat: Re: Infirmeria   Wto Wrz 04, 2018 1:21 am

Jednym z największych problemów Wojska Polskiego była niewystarczająca liczba medyków… nie wspominając o osobach, które posługiwały się magią leczniczą. Takowych można było policzyć na palcach jednej ręki i Han’lynn się do nich zaliczała. Przez co zawsze miała ręce pełne roboty i nie zdążyła nawet porządnie odpocząć, gdy dostała wezwanie na Kresy Zachodnie. W Korniejwie od czasu misji z Zawiszą, Saszką oraz Januszem była wiele razy. Nie raz, nie dwa ktoś potrzebował tam pilnie jej pomocy, a gdy do Warszawy dotarła wiadomość, że jeden z oficerów złapał kleszcza, to niezwłocznie ją tam wysłali. Mimo że miała jeszcze tydzień wolnego. W teorii. A w praktyce takie sprawy nie mogły czekać. Przyzwyczaiła się, że była rzucana raz na wschód, raz na zachód. Taki też jej los.
Żołnierzem, który został zarażony kleszczem, był nijaki porucznik Wiśnia. Było przy tym trochę roboty, nie pierwszy raz zajmowała się zakażonym tym paskudztwem człowiekiem, aczkolwiek resztę roboty musiała odwalić sztab naukowców. Hania, nawet jeżeliby chciała, nie była w stanie zbadać tego kleszcza. Zastanawiała się jedynie, co było powodem, że mężczyzna go złapał. Będąc tak blisko granicy dowódcy musieli szczególnie dbać o stan emocjonalny i psychiczny żołnierzy. Te gówno po linkach było w stanie nawet do Warszawy dotrzeć, a Korniejewo od Zony było rzut beretem. Dlatego stanowczo, ale i łagodnie, będzie musiała powiedzieć tutejszym dowódcom, że muszą przyłożyć do tego większą uwagę. Dobry żołnierz, to sprawny żołnierz.
Będąc na miejscu pomogła też miejscowym medykom. Jacyś ranni zawsze się znajdą, a dodatkowa para rąk do pracy się przyda. Dlatego po załatwieniu sprawy Wiśni, poszła do infirmerii na obchód wraz z innymi lekarzami, słuchając każdej historii, problemów, jakie mieli na miejscu i próbując jakoś im pomóc.

avatar

PisanieTemat: Re: Infirmeria   Sro Wrz 05, 2018 12:14 am

Starszy szeregowy Kowalczyk szukał podporucznik Zapolskiej dosłownie wszędzie. Wiedział, że została oddelegowana do zajmowania się jednym z oficerów, tyle że na miejscu już jej nie znalazł. Rozpoczął wyścig z czasem po jednostce i, Bóg jeden dlaczego wiedział, do infirmerii zajrzał na samym końcu.
Ktoś inny spytałby, dlaczego nie szukał medyka w takim miejscu. Ale czy to nie było oczywiste, że po wypełnieniu swoich obowiązków bieżących człowiekowi należała się przerwa? Na kawusię i obiadek?
Mniejsza. Ostatecznie wpadł, wyprężył się jak struna przed Zapolską i zasalutował.
- Pani podporucznik, starszy szeregowy Kowalczyk. Melduję, że mam dla pani rozkaz.
Zasalutował ponownie i podał Han'lynn kopertę. Gdy Zapolska ją otworzyła, zobaczyła odręczne pismo dowódcy jednostki razem z jego podpisem i pieczątką.
Miała niezwłocznie udać się do wsi Sulejowo położonej jakieś dziesięć kilometrów na północny zachód. Wymagana była interwencja medyka. Niezwłocznie. Natychmiastowo. W trybie absolutnie pilnym i gdy tylko będzie gotowa, poleci śmigłowcem na miejsce, bo nie było czasu do stracenia.


avatar

PisanieTemat: Re: Infirmeria   Sro Wrz 05, 2018 2:40 pm

Niektórzy poszli do wojska, bo uważali je za dobry sposób na zarobek i średnio czuli do tego przysłowiowe powołanie i po odwaleniu swojej roboty, nie robili nic ponadto. Han’lynn była jednak inna. Porzuciła swoją ciepłą posadkę w prywatnej klinice, gdzie zarabiała zdecydowanie większe pieniądze niżeli w wojsku, na rzecz służby lekarza polowego. Oddawała się temu całkowicie i mimo tego, że została tutaj oddelegowana tylko po to, by zająć się zakażonym kleszczem żołnierzem, to nie zamierzała na tym spocząć i postanowiła jeszcze trochę popracować, dając miejscowym lekarzom rady i wskazówki, pomagając im w jakimś cięższym przypadku. Hania miała naprawdę spore doświadczenie, była jedną z nielicznych osób, która posługiwała się magią leczniczą, więc jej wiedza dla każdego lekarza powinna być niczym na wagę złota.
Nagle do infirmerii wpadł starszy szeregowy Kowalczyk z nieoczekiwanym rozkazem. Han’lynn skinieniem głowy podziękowała i wzięła od mężczyzny kopertę. Otworzyła ją i przeczytała treść rozkazu. Nie trzeba było długo czekać na jej reakcję. Skoro wysyłają właśnie ją tam, to oznaczało, że ktoś ważny musiał być ranny. Jakiś oficer? Generał…? A może…
Królewski geograf?
Na samą myśl Han’lynn ścisnęło w żołądku. Nie było jednak na co czekać. Spojrzała na jednego z medyków.
– Przygotujcie mi najpotrzebniejsze rzeczy. Środki przeciwbólowe, defibrator, narzędzi nie trzeba. Mam swoje. – I to nie byle jakie, jedyny taki egzemplarz w całym Królestwie. – Na cito – dodała po chwili. Sama skierowała swoje kroki do magazynu. Może i leci tam jako medyk, ale bez broni nie zamierzała się wybierać na front… Po spakowaniu całego sprzętu, dała znać, że jest gotowa do wylotu.

[z/t]

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Infirmeria   


 
Infirmeria
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Skocz do: