Szybkie Menu

Desipere est iuris gentium
avatar

PisanieTemat: Desipere est iuris gentium   Wto Sie 29, 2017 9:35 pm


Konstanty Albert El-Galad

Student inżynierii taumaturgicznej na Politechnice Warszawskiej


Dane osobowe

Rasa: Półelf
Data i miejsce urodzenia: Warszawa, 15 sierpień 2043r.
Stan cywilny: Kawaler
Wyznanie:Teoretycznie chrześcijanin, w praktyce zatwardziały ateista

Wygląd

Wysoki, smukły, jego ruchy noszą znamiona dziewiczej gracji i zwinności, choć nie sposób też odmówić im władczej stanowczości ze szczyptą stanowczej ogłady. Dostojnie wyprostowany, głowa uniesiona wysoko. Dumne spojrzenie bystrych oczu, których wyraz nie ugina się przed byle kim, których blask przyćmiewa gwiazdy. Jego twarz ma w sobie delikatność płatków róży i surowość jej kolców. Zmięta czekolada włosów, blade płótno twarzy, szumiąca trawa uwięziona w oczach.

Gdy losował karteczki puli genowej, zgarnął wszystkie możliwie najlepsze losy.
Nie jest tak eterycznie piękny jak elf - rysy jego twarzy, choć wciąż zatrważająco regularne i miłe dla oka, są bardziej ludzkie, miejscowe. Widząc go na ulicy, można zatrzymać na nim wzrok kilka sekund dłużej, można pokusić się o zdawkowy komentarz, w którym padłoby słowo “przystojny” czy “przyjemny”. Nie “piękny” czy “niezwykły”. Gdyby wmieszał się w tłum elfów, przypuszczalnie zniknąłby cały jego wdzięk czy ta mistyczna uroda, stałby się z lekka nijaki, może pozbawiony smaku jak niedostatecznie przyprawiona zupa.
Mierzy metr osiemdziesiąt siedem - co dla elfów nie jest nazbyt wysokim wynikiem - i waży siedemdziesiąt dziewięć kilogramów. Szczyci się muskulaturą podobną do dawidowej - nieszczególnie wyrazistą, lecz odpowiednio widoczną i zadbaną. Nie ma szerokich barków czy dużych stóp. Jest smukły, prosty, nosi buty w rozmiarze 39 - czasami 40.
Ma nieduże dłonie, zgrabne i szczupłe palce zakończone bladymi płytkami paznokci - zwykle obciętymi obsesyjnie krótko. Nie noszą na sobie znamion w postaci blizn, starych otarć czy też odcisków, są nieskazitelnie czyste i gładkie, a gdyby ktoś ich przypadkiem dotknął, odkryłby, jak miękka w dotyku jest jego skóra i jednocześnie jak kościste są jego dłonie. Z drugiej strony - gdyby ktoś poważył się na taki akt spoufalenia się, Konstanty zaraz oddaliłby się chyłkiem, by maniakalnie katować je mydłem w samotności.
Ciemne włosy układają się na jego głowie w sposób bezczelnie nonszalancki i wytworny jednocześnie, zawijają się, są zmięte i wiecznie nieułożone, bo ich układanie byłoby zapewne wyrazem przejmowania się światem i tym, jak rzeczony odbierałby osobę Konstantego. Mają barwę mlecznej czekolady, choć przy pomarańczowym świetle świec bądź żółtym płynącym z żarówek mienią się niezdarnymi odcieniami miedzi. Zwykle przystrzyżone są krótko - nie na rekruta, oczywiście - wbrew elfim zwyczajom o noszeniu długich, cudownych kosmyków lejących się zwiewnie do samej ziemi.
Zerka na świat zwykle bez większego zainteresowania i błysku w zielonych oczach - są tradycyjnie wyprane z emocji. Choć nazywanie ich po prostu zielonymi byłoby wielkim niedopowiedzeniem. Na samym brzegu mają kolor ciemnej, butelkowej zieleni, która przechodzi płynnie w jaśniejszy odcień tego koloru, by ostatecznie, tuż przy źrenicy, mieszać się z bursztynem i kilkoma ciemnobrązowoymi plamkami, które rozrzucone są nierównomiernie na obu tęczówkach bez żadnej wyraźnej konstelacji.
Uszy odziedziczył bardziej po swoim ojcu, choć nie są tak długie, jak ma się to w przypadku elfów czystokrwistych. Nie są również tak wyraziście spiczaste.
Prosty nos, wąska żuchwa - choć zaznaczona wyraźnie - i, co bardzo ważne, ma dołeczki w policzkach. Ale tylko wtedy, gdy się uśmiecha, więc świat nie ma o tym pojęcia.

Charakter

- Gdybyś mógł stać się kimś innym na jeden dzień, kto by to był?
- Sądzę, że ciekawie byłoby zostać Sienkiewiczem.
- O, a dlaczego?
- Bo nie żyje od stu pięćdziesięciu lat.


Konstanty nie lubi zbytku. Nie lubi przesady, wielu słów. Jest powściągliwy, raczej chłodny, zdystansowany. W jego głosie odbija się gorzki cynizm - nabyty w tak młodym wieku - i zabarwiony jest zimnymi kolorami wyrachowania, które nierzadko mylone jest z pogardą bądź wyższością. Kostek nie uważa siebie za lepszego z racji swojego pochodzenia, nie chwali się na lewo i prawo, że jego ojciec jest hetmanem, dookoła którego unosi się aura nonszalanckiego mistycyzmu. Właściwie sądzi, że to dosyć problematyczne. Nie ma znaczenia, dokąd pójdzie czy co zrobi, wszyscy i tak spoglądają na niego przez pryzmat ojca i mimowolnie, choć w żaden zły czy ubliżający mu sposób, wytykają palcami, gdy dowiadują się, kim jest.
Powściągliwość w kontaktach międzyludzkich jest przede wszystkim uwarunkowana jego niekoniecznie optymistycznym podejściem do życia. Młody El-Galad utożsamia się z nihilizmem egzystencjalnym, a w Schopenhauerze odkrył swojego prywatnego przewodnika duchowego. Cytuje jego niezgłębione mądrości i kręci głową nad bezsensem istnienia, powtarza, że życie to jedynie dążenie do śmierci i jego jedyny cel. Nigdy nie podszedł do czegoś z przekonaniem, że mu wyjdzie, będzie dobrze, bądź nie stanie się nic złego. Gdy podchodził do egzaminów na studia i tak głosił, że nic z tego nie będzie - a gdy okazało się, że osiągnął wysoki wynik i znalazł się w pierwszej piątce, uznał, że to zasługa jego nazwiska i ojca, nie dopatrywał się w tym swojej własnej zasługi - i nie było to powodowane zbyteczną skromnością.
Mimo to nie można zarzucić mu braku pewności siebie czy brakach w charyzmie. Potrafi rozmawiać z innymi, acz nie jest przekonany, czy to faktycznie może zmienić cokolwiek czy zapalić lampkę sensu w czarnej otchłani jego bezsensownej egzystencji.
Poczucie humoru ma równie gorzkie, co i podejście do życia - skupia się raczej wokół  na wpół ironicznych i zdawkowych słowach, a zwykłe żarty zdają się budzić w nim politowanie. To ostatnie to pozory, bowiem Konstanty nie jest w stanie zgłębić tajników żartów i ich zwykle nie rozumie, przez co brany jest za ponuraka bądź buca. Przy czym tylko to pierwsze jest prawdą.
Jest przy okazji inteligentem, młodym półczłowiekiem. Oczytanym. Humanistyka nie jest jego najmocniejszą stroną - znacznie lepiej odnajduje się w przedmiotach ścisłych - to stara się brak talentów w tej nauce rekompensować ciężką pracą. Maniakalnie studiuje wielkie eposy, poematy, dzieła ponadczasowe mistrzów pióra z całego świata. Zaczytuje się w poezji z płonną nadzieją, że któryś w końcu poruszy czulszą stronę w jego duszy i nareszcie odnajdzie w sobie wymuskaną wrażliwość na sztukę. Nie wychodzi mu to zbyt dobrze. Nie rozumie do końca zmyślnych metafor, w obrazach widzi tylko to, co faktycznie zostało namalowane i nawet znajomość życiorysu autora oraz czasów, w jakich tworzył, nie jest w stanie mu pomóc i nie prowadzi go do drugiego dna. Chęci też się liczą, prawda? Co i tak nie zmienia faktu, że Kostek wzdycha cierpiętniczo i stara się upodobnić do bohatera romantycznego. Nie wychodzi mu to aż tak dobrze, jak by sobie tego życzył.
Niemniej nie ma depresji, zaburzeń depresyjnych bądź czegoś podobnego. Jego psychika ma się zupełnie świetnie, jest stabilna i mocna, Kostek zwyczajnie woli twierdzić, że świat to miejsce dążące do samozagłady i puste. Nie stara się dostrzegać piękna czy rzeczy nadzwyczajnych, dla niego wszystko jest nijakie, bezsensowne i o kant kuli potłuc, bo wszyscy i tak koniec końców umrą, więc po co się przejmować?
Nigdy nie próbował targnąć się na swoje życie - bowiem uważa to za rzecz jeszcze bardziej niedorzeczną i, bądź co bądź, mimo jego śmiałych oświadczeń dotyczących marności ludzkiego życia, bardzo sobie tę marność ceni.
Chłodna powierzchowność i nieuleczalny pesymizm na pierwszy rzut oka przysłaniają ważne detale jego osobowości. Rozmawiając z nim po raz pierwszy, drugi czy nawet szósty, nie można zaobserwować, że pełen jest współczucia dla ludzi biednych czy chorych - bo nie dość, że zmagają się z samym nonsensownym światem, to dodatkowo los nie oszczędzał ich i zarzucił im na barki dodatkowe ciężary. Nie widać również, jak ważne są dla niego osoby bliższe, jak bardzo szanuje żołnierzy oddających za spokój i wolną Polskę życie, by ktoś taki jak on mógł narzekać, jakie to wszystko bzdurne jest.
Nie przepada za chaosem, niepoukładanymi książkami czy brudnymi naczyniami. Wszystko powinno być poustawiane dokładnie i równo z uwzględnieniem kolorystki, materiału, wielkości lub nazwisk autorów. Kontroluje otoczenie dookoła siebie i gdy coś wymyka się za bardzo spod jego stanowczej dłoni, odczuwa coś na kształt nuty irytacji, która niewdzięcznie sączy do jego umysłu pieśń złości. A tego uczucia Konstanty nie lubi w sobie jeszcze bardziej - dlatego też wypracował w sobie manierę miejscami skrajnego pedantyzmu. Z tego również względu nie brata się z ludźmi zbyt chętnie i łatwo, bo mają coś, co sprawia mu dyskomfort psychiczny i potrafi zmierzwić - są nieobliczalni i ich kontrolować nie potrafi.

Magia i bronie magiczne

Nazwa: Wilcza zamieć
Typ: enpis
Wygląd: Trzy basiory o szarym futrze, trochę większe od normalnych wilków.
Funkcja: Pełnią funkcję defensywno-ofensywną i służą jako wyśmienity alarm. Ostre zęby, szybkość i zwinność gwarantują udany atak - bądź obronę - a ich wycie może posłużyć jako dźwięk wezwania pomocy.
Limity: 3 posty użytkowania, 2 odpoczynku.

Nazwa: Memento Mori
Typ: egida
Wygląd: Konstanty zlewa się z otoczeniem - innymi słowy staje się niewidzialny. Jego postać zaczyna się śnieżyć i wygląda to jak zakłócenia telewizyjne, a po chwili użytkownik zdaje się zwyczajnie znikać - razem ze swoim wyposażeniem. Ślady na śniegu czy błocie są nadal widoczne.
Funkcja: Neutralizacja wrogich ataków fizycznych, działa niczym ściana. Ukrycie przed wrogiem.
Limity: 4 posty użytkowania, 3 odpoczynku.

Typ: czar osobisty
Funkcja: Telekineza. Nic nadzwyczajnego, Konstanty może przesuwać przedmioty i niewielkie stworzenia na nieduże odległości.
Limity: Maksymalna waga podnoszonych przedmiotów - 40 kilogramów. Maksymalna waga podnoszonego organizmu żywego - 20 kilogramów.
Maksymalna odległość przemieszczenia obiektu - 100 metrów.
1 post użycia, 1 post odpoczynku




Umiejętności


  • szeroki zakres wiedzy o inżynierii taumaturgicznej - nie tylko z racji studiów, sam również interesuje się tematem i dodatkowo zgłębia swoją wiedzę, wspierając samego siebie przy pomocy praktyki. Prototypy broni magicznych zyskały jego największe uznanie i to przede wszystkim właśnie na tym skupia swoją naukę - na konstrukcji, planach i możliwych ulepszeniach do już istniejących egzemplarzy;
  • Konstanty jest niechętnym, choć całkiem nieźle uzdolnionym szermierzem. Potrafi odnaleźć się wśród broni jednoręcznych i półtoraków, choć przeważnie ćwiczy walkę jedną ręką - i lewą, i prawą, choć woli broń m ie inwazyjną - tak zwana krótką, przy pomocy noża, w ukryciu, można zrobić o wiele więcej;
  • jazda konna - od najmłodszych lat ćwiczył się w tej sztuce, po ukończeniu odpowiedniego wieku podszedł również do egzaminu, by dostać uprawienia do czynnej jazdy konnej w mieście. Zdał przy pierwszym podejściu - mimo swoich proroctw, jakby będzie oblewał raz za razem;
  • cudownie ukrywa się przed światem. Bycie niezauważalnym podniósł do rangi sztuki. Wtapia się w tłum w sekundę, znika w ciemnym zaułku i zdaje się niemal zlewać z otoczeniem. Ma naturalny dryg do odnajdywania kryjówek i wyjść, które umożliwiałyby mu szybką ucieczkę. Nie przepada za kontaktami z innymi, woli ich obserwować z dystansu, najlepiej ukryty w bezpiecznym miejscu - pewnie stąd taka umiejętność;
  • podmiejska i miejska wersja Tarzana. Kostek może i nie imponuje siłą fizyczną i ta w jego przypadku gdy o kwestia raczej przeciętna, lecz jest szybki jak jaszczurka i zwinny jak małpiatka. Lubi rozmyślać o beznadzieji płynącej z samego faktu istnienia w samotności najlepiej, dlatego upodobał sobie wspinanie się na wysokie obiekty w mieście i przesiadywanie na ich szczycie. Spoglądanie na miasto z góry, smutek, niezrozumienie, te rzeczy. W każdym razie - parkour i wspinaczka, proszę pani.

Słabości


  • pedantyzm, lekka mania na punkcie kontroli otoczenia - w środowisku zaniedbanym, zaśmieconym, brudnym bądź zwyczajnie chaotycznym traci po częściswoje chłodne panowanie nad sobą i wszystko go dekoncentruje. Nierzadko zwyczajnie przerywa wszystko, doprowadza otoczenie do porządku i dopiero wówczas może na nowo podjąć wykonywaną czynność. Trudno jest mu też rozmawiać z ludzi ubranymi niechlujnie czy niestarannie, zaraz rzuca się do poprawiania źle zapietych guzików, krzywo założonych krawatów czy jeszcze czegoś;
  • niezbyt dobre umiejętności interpersonalne, zbytnia brutalność i obdarta z ładnych słówek prawda. Nie wszyscy to lubią ;
  • pesymizm;
  • pod wpływem złości zdarza mu się działać i wypowiadać w sposób gwałtowny i nieprzemyślany. Fakt - zwykle i tak nie przebiera w słowach, tylko brutalnie rzuca na prawo i lewo swoimi przemysleniami, ale pod wpływem tej jednej niewygodnej emocji wylewa się z niego również to, co wolałby ukryć. Pomijając możliwe stracone zęby czy obite części ciała - a przecież Kostek jest pacyfistą;



Historia

To był piękny letni dzień. Słońce grzało, lecz miało dość litości, by czasem skryć się za chmurami i oszczędzić ludziom sterczenia w upale, niekiedy Bóg zsyłał miękkie powiewy wiatru, które muskły flagi i szczypały ubrania.
Poród obył się bez zbędnych komplikacji, trudności, był też szybki. Młody El-Galad przyszedł na świat raptem w czasie niepełnych trzech godzin  chwilę po piętnastej. Drobny, zakrwawiony, lekki, z ciemnym puchem na głowie, cały czerwony, bezzębny i wrzeszczący w niebogłosy.
To był ważny dzień. Nie że względu na jego urodzenie - to był 15 sierpień, święto Wojska Polskiego i rocznica Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny. To dziecko, które wówczas przyszło na świat, dodało całemu dniu większego animuszu. Nie codzień rodzi się potomek hetmana.
Dzieciństwo było przyjemnym mgnieniem, którego dobrze nie pamiętał. Im starszy sie stawał, tym bardziej okazywało się, jak był dziwnie cichym i skrytym w sobie był. Nie znalazł większej przyjemności w zabawach z innymi dziećmi, jazda konna nie porwała jego serca, a szermierka zdawała się być dla niego jedynie wymagającym obowiązkiem i niczym więcej. Wolał spacerować po parkach i skwerach, patrzeć na żuki czy ptaki, wspinać się na mury budynków i ukrywać przed całym światem swoją obecność. Już za młodu wypatrzono w nim niegroźnego introwertyka, lecz wszyscy i tak sądzili, że ostatecznie z tego wyrośnie.
Uczył się pilnie, rzetelnie. Nie miał problemów z opanowaniem jakiejkolwiek szkolnej umiejętności, choć dość szybko na jaw wyszedł jego brak talentu do nauk humanistycznych, a pojawił się dryg do tych ścisłych. Niemniej braki zawsze uzupełniał i mniejsze predyspozycje nadrabiał ciężką pracą. Nie sprawiało mu to początkowo żadnej satysfakcji czy przyjemności, działał z poczucia obowiązku. Przecież był synem hetmana, nie wypadało, by coś tak zwyczajnie mu nie wychodziło.
Niczego w życiu mu nie brakowało, zwłaszcza że Konstanty nie przepadał za zbytkiem. Otaczały go rzeczy proste, mało kolorowe, wszystko w jego otoczeniu leżało na swoim własnym miejscu we wszechświecie i nie mogło znaleźć się nigdzie indziej.
W szkole nie był szczególnie miłowany przez swoich kolegów, lecz też nie doszło do żadnych wybuchów negatywnych uczuć ani incydentów. Stronił od ludzi, czuł się dziwnie nierozumiany i odnosił wrażenie, że każdy jeden osobnik, który zwraca się do niego z uprzejmością czy sympatią, robi to ze względu na jego ojca bądź na jego polecenie - a to potęgowało niechęć do kontaktów międzyludzkich. Ukojenia szukał w nauce, sztuce, książkach.
W szkole średniej dopadło go to, co prędzej czy później musi dopaść każdego nastolatka - bunt. Nie podobały mu się stawiane oczekiwania, wymagania, drażniło go to, że jest postrzegany bardziej jako syn El-Galada, a nie jako jednostka odrębna o własnych planach i zamiarach. Nie wiedział, jak wyrazić swoje uczucia, ale w międzyczasie natrafił na kilka książek filozoficznych, w których wygrzebał dawno zapomniany nihilizm egzystencjalny czy Schopenhauera. Tak zaczęła się jego przygoda z pesymizmem - w wieku szesnastu lat.
Później było nieco lepiej. Zaczął nawiązywać niepewne stosunki z ludźmi, przestał być tak odległy. Zapatrzył się na bohaterów romantycznych i postanowił ulokować w kimś swoje uczucia z nadzieją, że to pomoże mu odkryć w sobie wrażliwość i osiągnie tym samym wielkie oświecenie. Nie wychodziło, nikt nie okazywał się godny jego pięknych i eterycznych uczuć.
Po ukończeniu szkoły - z należytym wyróżnieniem i gratulacjami od dyrektora - postanowił  podjąć studia.  Nie, żeby sądził, że cokolwiek mu to da. Po prostu był synem hetmana, mimowolnie obracał się wśród ludzi ambitnych, wielkich i utalentowanych. Złapało go zainteresowanie technologią traumaturogiczną już w liceum i początkowo dla własnej zabawy i satysfakcji bawił się w próbne rysowanie schematów broni. Podszedł do egzaminu na studia z przekonaniem, że i tak zawali wszystko, zwłaszcza gdy dowiedział się, jak wiele ludzi startuje na jedni miejsce na Politechnice Warszawskiej. Przez chwilę nawet zamierzał zrezygnować, ale matka przekonała go, że powinien spróbować.
Spróbował.
Osiągnął jeden z najlepszych wyników i został przyjęty w pierwszej piątce, lecz nawet to nie pozwoliło mu sądzić, by była w tym jego zasługa. Albo że to ma w ogóle jakikolwiek sens.

Ciekawostki



  • gdy ktoś wspomina - bądź też mówi mu - kto jest jego ojcem, automatycznie traci chęci na rozmowy i zazwyczaj ucina dyskusję;
  • wiele osób uważa, że  młody El-Galad żywi nienawiść do swojego ojca. To bzdura. Konstanty kocha go i szanuje, lecz przeżyć nie może tego, że wszyscy chcieliby, by był dokładnie taki sam jak on;
  • jest oburęczny;
  • wegetarianin z wyboru - ale prawdziwy, ryb też nie jada. Niemniej w dupie mu się  nie poprzerwacało i konsumuje produkty pochodzenia zwierzęcego;
  • ma pięknego karnego konia Wielkopolskiego o pięknym imieniu - Werter;
  • samodzielnie bawi się w domu w konstrukcje prototypów broni;
  • piecze świetne ciasta owocowe, no pyszne jak nieszczęście;
  • w szkole wrzucał innym dzieciom żaby do plecaka, jeśli były niegrzeczne;
  • odżywia się bardzo zdrowo i regularnie ćwiczy. Oczywiście w przerwach od umartwiania się, narzekania i takich tam;
  • zawsze marzył o tym, żeby beznadziejnie się zakochać. Nieszczęśliwie. Ba, żeby jeszcze było to uczucie zakazane, niezgodne z obczajem i najlepiej nieodwzajemnione. Każdy ma prawo do marzeń, niestety;
  • ma kilka długich blizn po cięciach na lewym ręku - co z uporem maniaka ukrywa. W szalonych latach szkoły średniej przez krótki okres uważał, że ból fizyczny uwalnia od bolo egzystencjalnego, to się trochę pochlastał. Szybko doszedł do wniosku, że to głupie i o kant dupy potłuc, więc śladów jest dokładnie pięć, tuż przy nadgarstku. Chowa je pod zegarkiem i splecionymi, czarnymi rzemykami - które poprowadził kiedyś ojcu.


avatar

PisanieTemat: Re: Desipere est iuris gentium   Wto Wrz 19, 2017 8:57 pm

Szanowny Konstanty El-Galad!
Twoje podanie o przyjęcie postaci zostało rozpatrzone
pozytywnie. Otrzymujesz na start wielkie nic, albowiem dobra doczesne to marność. Życzę udanej gry!


Król Polski Bolesław VI Arr'Rith

 
Desipere est iuris gentium
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Skocz do: