Szybkie Menu

Jak poznałem twoją curkę.
avatar

PisanieTemat: Jak poznałem twoją curkę.   Sro Sie 23, 2017 5:25 pm

Warszawa, 6.09.2060r.

- Jassssna cholera!
Świat wywrócił się do góry nogami, ale ludzie nadal nie lubili poniedziałków. Agnieszka także.
Gnała przez miasto, komicznie drobiąc na wcale nie aż tak wysokich, ale nadal niestabilnych szpilkach. Klęła pod nosem swoje zamiłowanie do eleganckiego ubioru na ważne uroczystości. W głowie dźwięczał jej głos niedawno zmarłej matki, która mówiła, że w szpilkach chodzi się wolno i z wdziękiem, ani w ogóle.
Agnieszka nie miała czasu, by iść wolno i z wdziękiem.
Nie miała czasu w ogóle. Dochodziła ósma trzydzieści – o dziewiątej miała egzamin wstępny na studia. Miała dokładne trzydzieści dwie minuty na pokonanie sporego odcinka Śródmieścia, nawet w dobie kryzysu transportowego zakorkowanego nielicznymi pojazdami mechanicznymi oraz niezliczoną rzeszą koni wierzchowych, bryczek, dorożek, riksz, rowerów i hulajnóg.
- Szlag! – jęknęła, gdy obcas wbił się w nierówny chodnik. Zamachała dziko rękami, ledwo zachowując równowagę. Po raz kolejny przeklęła swoją niechęć do koni i kompletny brak talentu do ujarzmienia zwierzęcia – byłoby dużo prościej, gdyby miała wierzchowca i to cholerne prawo jazdy.
Gdyby ojciec był w Warszawie, to by ją zawiózł. Ale ojca nie było.
To kolejna rzecz, którą należało przekląć.
Ostatnie, co obiecała mamie przed jej śmiercią to to, że dostanie się na wymarzone studia i świetnie sobie będzie na nie radzić. Wczoraj nie mogła spać całą noc, rzucała się w mokrej od potu pościeli jak ryba wyjęta z wody, Wiec dzisiaj zaspała. Kurwa, zaspała.
Dysząc jak wojskowy parowóz pancerny dobiegła do skrzyżowania. Miała dwie nieciekawe alternatywy – doczekać się menopauzy, stojąc na światłach i czekając, aż regulowana przez reguły magicznego feng shui wojennego sygnalizacja pozwoli jej przejść. Albo zanurkować w gardzieli tunelu uzbrojonego w zęby wielu kamiennych, wyślizganych schodków.
Sygnalizacja rozbłysła czerwienią. Warknęła i zawróciła tunelu, odruchowo uginając kolana, starając się człapać stabilnie, ale szybko. Na początku szło dobrze. Gdzieś tak do piątego schodka.
A potem młoda panna Ćwikła poślizgnęła się, ku chwale ojczyzny wywinąwszy zjawiskowego orła, i pomknęła w dół lotem szybowym. Wprost na spotkanie z sylwetką, której zarys właśnie wyłaniał się z ciemności tunelu. Wyglądała zjawiskowo, niczym anielica zemsty – szybująca furia o rozwianych, ciemnych włosach wyrwanych z jarzma eleganckiego koka. Kopciuszek zwiewający z balu, na lewej stopie dzierżący czarne, skromne czółenko, drugą nieobutą nogą celując w niebo. But, poczuwszy swobodę, zatoczył łuk doskonale paraboliczny i wylądował.
A tuż po nim Agnieszka
Sebastian Leiv’Arrec, elf, geograf królewski w służbie hetmana koronnego, mógł z pewnością utrzymywać, że żona to mu z nieba spadła.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Sro Sie 23, 2017 11:45 pm

Tego dnia strasznie dużo myślał. Głowa w chmurach, jako że wciąż miał w niej przeżycia z ostatniego wymarszu, lewitowała gdzieś poza ciałem, gubiąc je w tłumie szarych ludzi odzianych w szare płaszcze i szare, niewyrażające niczego twarze. Nie wpadał na nikogo jedynie dzięki woli bożej, nie patrząc pod nogi i gdzieś na końcu odwłoka mając cel swojej wędrówki. Wyjść, dosiąść konia, zameldować się w mieszkaniu po prowiant i czyste gacie, potem może powymieniać uprzejmości z graniczną strażą i oddelegować swoje truchło na kolejne spotkanie z przygodą. Każdorazowo czuł te małe łaskotki ekscytacji wypełniające go od pięt aż po czubeczki spiczastych uszu, nadające sens i rytm jego krokom, a także cel wędrówkom – słodko-kwaśny posmak „wychodzę” rzuconego w przestrzeń, na które nawet echo nie chciało odpowiedzieć, gubiąc się pośród świeżo wypolerowanych figurek Jana Pawła, białoruskich Ikon ze św. Krzysztofem i zdobycznych bursztynowych drzewek gdzieś z okolic Jastarni.
Ostrzał nadszedł chyba z południa. Pięknym lotem koszącym, niewiasta o wdzięcznej sylwetce i jeszcze wdzięczniejszej minie kota potraktowanego elektrowstrząsami, spłynęła na niego niczym dobra nowina w bezchmurny, słoneczny dzień września. Wyścig wygrał jej bucik, pokonując swój rekord życiowy zapewne o setne sekundy w porównaniu do kobiety, która zatrzymała się dopiera w ramionach Sebastiana, wsparta centymetry od ziemi za sprawą jego wyćwiczonego refleksu szachisty i szybkiej oceny sytuacji, poprzedzonej retrospekcją z ostatniego miesiąca. Wygrał jednak tytuł dżentelmena w tej nierównej potyczce, nie pozwalając jej na czułe objęcie płyt chodnikowych, zniesionych tu po przebudowie ulic Starego Miasta. Stęknął przy tym, zaskoczony zarówno własną reakcją, jak i powoli dochodzącą do niego informacją, że to nie przypadkowy worek ziemniaków przypuścił atak na jego pion, a naprawdę urocze, ludzkie dziecko w popsutym koku i schludnym ubiorze. Gdy upewnił się że nie przewróci się przy pierwszej okazji, obejrzał się za siebie, gdzieś na boki i na wszelki wypadek wyjrzał ku górze, ku wyjściu z tunelu, szukając jakiejś odpowiedzi na dręczące go pytanie „dlaciego?”. Nie znalazł tam jednak ani odpowiedzi, ani chwilowo zgubionego sensu swojego spaceru. Zwrócił się zatem ku nieznajomej, konstatując że już nie leci i nie zamierza dalej forsować przeszkód na swojej drodze.
- Wszytko w porządku? – zagadnął pogodnie, nie biorąc poprawki na to iż pośpiech oznaczał brak czasu na zbędne konwenanse, a tym bardziej na urocze pogawędki w chłodzie pięciu ścian. Chyba sobie nie zdążyła zrobić krzywdy, wypadało jednak upewnić się że brak jej przeciwskazań do kontynuowania swojego maratonu. On miał czasu aż nadto, toteż kilka pytań, kilka uprzejmości i chwila na pozbieranie się do kupy nie robiła mu większego problemu. Najwyżej zepnie konia do galopu, ścinając boczne uliczki w nadziei, że nikomu nie będzie się chciało akurat ich zaludnić. Z tytułu braku reakcji wziął głębszy oddech i ponowił próbę nawiązania kontaktu.
- Pani wybac, mam nadzieję, ze nic sobie pani nie zrobiła.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Czw Sie 24, 2017 12:13 pm

„Wszystko w porządku?”
- Tak, tak, przepraszasz, nic mi nie jest! – rzuciła, wyplątując się z objęć mężczyzny, zanim ten jeszcze zdołał ją bezpiecznie ulokować na powierzchni płaskiej. Zerwała się do biegu, próbując wzrokowo zlokalizować na raz i swoją rękę z zegarkiem, i swojego buta. Miała tylko nadzieję, że obcas się nie złamał. W takim wypadku musiałaby chyba biec boso, a do uniwersytetu zostało ładnych paręnaście ulic.
Ale tak poza tym to niee, nic jej nie był…ała.
Pisnęła, gdy bosa stopa dotknęła kamiennych płyt, a noga nagle, bez żadnego konkretnego powodu, zaalarmowała ostrym bólem w okolicy kostki i postanowiła się złożyć. Agnieszka klapnęła ciężko, bokiem, ratując kolana, ale nie grafitową spódnicę ołówkową elegancko opinającą jej zaplecze techniczne.
Złapała się za kostkę. Znała to uczucie, pamiętała, jak w przedszkolu spadła z drzewa i skręciła sobie nogę. Ojciec niósł ją wtedy na barana do szpitala, a potem przez dwa tygodnie musiała siedzieć w domu z mamą czytającą jej książki, więc nie uważała tego wspomnienia za nieprzyjemne.
Ale skręciwszy dziś kostkę, równie dobrze mogła skręcić sobie kark.
- Nie, nie jest w porządku – skorygowała odpowiedź na jego wcześniejsze pytanie, gramoląc się wściekle z ziemi. Próbowała wstać tak, by nie musieć opierać ciężaru ciała na zranionej nodze, ale bez podpórki było to ciężkie. Czuła wilgoć na policzkach i brodzie – musiała się popłakać z bólu i frustracji.
Miała ochotę tu siąść i ryczeć, ale to ostatnie, co powinna zrobić. Jedyne, co mogłoby ją ocalić, to…
- Teleportacja! Czy ktoś się tu, kurwa, umie telepor… - odwróciła się do mężczyzny i zamarła z głupio otwartymi ustami, rozmazanym tuszem do rzęs, rozczochranymi włosami zwisającymi do pasa. Ona z pewnością nie prezentowała się najlepiej.
On – wręcz przeciwnie.
Był piękny. I ewidentnie był elfem.
- Ty! – wydyszała. – Teleportuj mnie na uniwerek, błagam. BŁAGAM!

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Czw Sie 24, 2017 3:10 pm

Miotała się jak szczupak w sieci. Niczym całe naręcze szczupaków wyciągniętych poza wodę i stłoczonych w niewielkim worku. Choć była niewielka, a w obieranych przez nią pozycjach królowały płaszczyzny horyzontalne, wypełniała sobą znakomitą część zabudowanej przestrzeni. Niczym wprowadzona w rezonans struna, drgała, wijąc się wściekle w poszukiwaniu zagubionej godności. On z kolei stał i patrzył, czekając aż kwiatek cierpliwości wyrośnie mu na ramieniu.
Nie mógł jej przecież tak zostawić. Przez ułamek sekundy czuł się jakby w pobliżu rozpanoszył się jeger, wyciskający z niego wszelką ochotę do pomocy. Szukał obłędu w jej oczach, znalazł tam jednak jedynie łzy spływające małym, czarnym wodospadem po policzkach. Chyba powoli przestawała być groźna, chociaż ręki za to uciąć by sobie nie dał. W każdym razie nie rozumiał tej rozpaczy.
- Obawiam się, ze nie mogę pani pomóc. – Rozłożył bezradnie ręce. Teleportacja była poza jego zasięgiem – nie szkolił się w jej zakresie, uważając to za marnotrawstwo czasu, który wolał przeznaczyć na szlifowanie fachu włóczykija – geografa. Z ręką na serduszku, naprawdę przejął się brakiem możliwości dogodzenia niewieście, zwłaszcza że chcąc nie chcąc, został wplątany w jej dzisiejsze perypetie i nieprzyjemnym wspomnieniem miało się na niej ich spotkanie odciskać. Gdy ta doprowadzała się do względnego ładu, Sebastian podumał przez chwilę nad jej niedolą. Był tropicielem-naukowcem, a nie dzikusem przeskakującym z miejsca na miejsce w pogoni za własnym ogonem. Nie mógł jej także uleczyć, bowiem prócz uczestnictwa w serii wykładów z antropologii fizycznej niewiele wiedział na temat ludzkiego ciała i relatywnie szybkich metod jego kuracji. Okład z ziół nie wchodził tu w rachubę z dwóch przyczyn – po pierwsze potrzebował czasu na ujawnienie swoich możliwości, po drugie brak poletek obsadzonych przy każdej ulicy nieco utrudniał proces skompletowania mieszanki. Nie miał żadnych super właściwości mogących pokazać nieznajomej, że jest superbohaterem z innego Planu… Ale miał konia. – Zaparkowałem niedaleko, może panią zabiorę tam, gdzie pani chce? Prose uważać na but, chyboce się.
Wystarczyło wyjść z tunelu i skręcić na niewielki, betonowy placyk, zadaszony pozostałościami po rozbiórce starego pawilonu Zachęty. Wojskowi sadzali tam swoje klacze i ogiery, oddając je pod opiekę niewielkiego zakładu weterynaryjnego, dorabiającego sobie przechowalnią wszelakiego przychówku, który nie wymagał pozwolenia na hodowanie rasy agresywnej. I on z niego korzystał, chwaląc sobie znakomitą obsługę i brak stresu, który mógłby owocować narowistością i brakiem posłuchu w terenie.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Pon Sie 28, 2017 12:16 am

Teleportacja brzmiała lepiej, tak, stokroć lepiej. Agnieszka nie wiedziała zbyt wiele o magii, ale ojciec posługiwał się nią na froncie. Podobno walczące tam elfy potrafiły się teleportować na duże odległości, Aga myślała więc, że to naturalna właściwość wszystkich uszatek… Ten nie mógł.
Ale miał konia.
Królestwo i ręka córki za konia!
- Koń! – wyrzuciła z siebie, próbując włożyć but. Kostka już puchła, ale pantofel na szczęście nie sięgał aż tak wysoko, by utrudnić wzucie go. Natomiast faktycznie, obcas szlag trafił. Dziewczyna uwiesiła się ramienia mężczyzny, mimowolnie zauważając, że sięga mu najwyżej do ramienia.
Pachniał lasem.
- Potrzebuję się dostać na Uniwersytet Warszawski. Do gmachu głównego – powiedziała, podnosząc głowę, by spojrzeć mu w oczy. Zadrżała. Nigdy dotąd nie widziała z tak bliska elfa – oczy miał duże, nieludzko, nierealnie wręcz pięknie. Ale nie wyglądał na złego. Przeciwnie. – Przepraszam, że tak się panu narzucam, ale jeżeli może mi pan poświęcić chwilę, to proszę mi pomóc! Spóźnię się na egzamin wstępny na studia, a to dla mnie naprawdę… naprawdę ważne.
Zachłysnęła się szlochem. Nie wiedziała, jak w kilku słowach wyjaśnić, dlaczego ten egzamin był tak ważny, dlaczego nie mogła zdawać kiedy indziej. Za rok, na przykład. Obiecała umierającej mamie, że mimo problemów pójdzie na wymarzone studia. I zrobi to już teraz. Tak dużo się uczyła – jak mogła wyciągnąć się jak długa na ostatniej prostej?
Ścisnęła jego ramię. Kostka pulsowała ostrym, tętniącym bólem, który zniechęcał do prób oparcia ciężaru ciała na tej nodze.
- Proszę – powtórzyła ochryple. – Chyba skręciłam kostkę, w tym stanie nie zdążę, ja… odwdzięczę się, tylko proszę mi pomóc!

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Pon Sie 28, 2017 3:44 am

Chcąc nie chcąc pomagał ludziom. Bez własnej inicjatywy – wykonywał pracę, która owocowała nie tylko dla niego, ale przede wszystkim dla nich. Dlaczego więc wobec cierpienia młodej damy miałby mieć jakiekolwiek chwile zawahania? Ludzkie dziecko puchło od niedawnego wypadku i prób wstrzymania płaczu. Chciała być dzielna, co w kontekście jej nadpsutego makijażu i ogólnej prezencji wychodziło raczej słabo, tchnęła jednak jakimś niezrozumiałym, dziwnym fenomenem. Była czemuś oddana i nie musiał znać, ani rozumieć powodu – bezwiednie zaczynał jej kibicować, chociaż znał ją krócej niż minutę. Dlatego właśnie zamiast obrócić się na pięcie i odejść niczym poważny, nudny obywatel Rzeczpospolitej, wstrzymał zamiary własne i skupił się na niej.
Mówiła dużo i chociaż studiował jej język zapewne dłużej niż ona żyła, miał małe trudności z nadążeniem.
- Pani prosba to moja p… Pzyjemnosć. – Obdarzył ją pokrzepiającym w zamiarze uśmiechem, ujmując ją za dłoń i delikatnie zsuwając z własnego ramienia. Nie była to bynajmniej próba uwolnienia się z oków jej niewielkich rączek – być może nie oferował jej w stu procentach takiej pomocy jakiej oczekiwała, nie był jednak bezmyślnym balrogiem, by nie zauważać tego, co się dookoła niego właśnie działo. Kobieta miała wyraźne trudności z utrzymaniem się w pionie, skoncentrowane na dyskomforcie obciążania jednej z nóg. Przed nimi pięły się schody i chociaż dla niego były igraszką, wspięcie się zajęłoby nieznajomej więcej czasu niż wieczność, zaś jej monolog jasno sugerował pośpiech. Sebastian skalkulował szybko jej możliwości i ocenił, iż pozwolenie jej na działanie mijało się chwilowo z celem. Dlatego, puszczając jej dłoń pochylił się nieco, zupełnie jakby giął się przed nią w ukłonach. – Pani pozwoli i wybac. – Z niewinnym uśmieszkiem położył jej dłoń na boku i wsunął pod ramię, drugą ujmując ją w okolicy podudzia i zwinnie, lekką niczym piórko, dźwignął zgrabnie niczym księżniczkę ratowaną z opałów. Nie mówił więcej. Zadbał o to, by nie pogubiła niczego, a poprawiwszy chwyt wspiął się w kierunku przeciwnym do jej niedawnego lotu, wyciągając ich oboje na ponów na promienie słoneczne. Nie odstawił jej jednak na ziemię. Dbając o to, by jeszcze oszczędzała zranioną nogę (dawno nie czuł się tak bezsilny wobec cudzego cierpienia) zaniósł ją aż pod imitację niewielkiego padoku, gdzie konie różnej maści i postury stukały okutymi kopytami o bruk pospołu z przerywanym, acz donośnym rżeniem. Dopiero tam, chcąc nie chcąc, wypuścił ją z objęć, bezpieczną stawiając przy wyjeździe.
- Pani wybac samowola, zaraz wrócę. Chwilka – poinstruował ją, unosząc dłoń. Wniesienie jej aż pod konia mijało się z celem jeszcze bardziej. Było tam ciasno, parno i dość niebezpiecznie dla kogoś, kto kaleczył się na pustych schodach. Nie minęło jednak pięć minut, jak wyprowadził za uzdę konia – smukłego, siwego, hreczkowatego ogiera o żabim pysku i rybim oku. Obleczony wysłużonym, wypłowiałym siodłem, wachlujący nieostrzyżonym ogonem nie prezentował się może paradnie, jednak był i mógł pomóc. Jak zawsze, gdy to Sebastiana trzeba było wyciągać z kłopotów. Elf wyciągnął ku Agnieszce dłoń, poklepując konia po szyi. – Wsiąde i pomoge.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Wto Sie 29, 2017 11:31 pm

Stała tuż przy zadaszeniu, oparta plecami o murek, ściskając kurczowo w dłoni pasek torebki. Przetrząsała ją w poszukiwaniu zagubionych tabletek przeciwbólowych, choć dobrze wiedziała, że ich tam nie ma. Szlag!
Ale jakość zdać musiała, do ciężkiej cholery.
- Proszę mnie podciągnąć – powiedziała, nie zważając na to, że koń ma wielkie, żółte zębiska, którymi mógłby jej wyrwać z uda kawał mięsa. Zawsze bała się koni, ale nie tym razem. Kiedy mocne ręce elfa schwyciły ją w pasie i pomogły wsiąść, po raz pierwszy w życiu autentycznie nie bała się konnej jazdy.
Siedziała bokiem, po damsku.  Wąska spódnica ołówkowa to nie był wymarzony outfit dla Amazonki, poza tym nie chciała naruszać nogi jeszcze bardziej. Elf siedział z tyłu – opierała się bokiem o jego tors, chłonąc dziwny zapach – mieszankę ozonu, lasu i czegoś nieuchwytnego, czegoś, o zdawało się pochodzić zupełnie z innego świata.
Tak jak on.
Kim był? Jak się nazywał? Był elfem urodzonym już w Polsce, czy pochodził stamtąd? Czym się zajmował? Co robił rano w podwarszawskim przejściu tunelowym? Dlaczego zgodził się jej pomóc? Nieważne, na razie to wszystko było nieważne.
- Jedźmy. Pod uniwersytet.

***

No i zatarasowali Śródmieście. Elf, usłyszawszy, ile czasu panna Ćwikła ma do egzaminu, dźgnął konia piętami, a ten wyrwał przed siebie, ignorując zasady ruchu drogowego. Goniły ich nieliczne klaksony oraz rozliczne krzyki i przekleństwa. Włosy Agnieszki, teraz już zupełnie nieprzypominające eleganckiego, porannego koka, powiewały za nimi jak sztandar.
Zwalczała chęć, by krzyczeć z bólu. I radości. Była w czarnej dupie, kostka puchła coraz bardziej, jechała na zwierzęciu, którego nie znosiła, ale musiała przyznać, że bawi się dobrze. A to wszystko z winy trzymającego wodze elfa.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Sro Sie 30, 2017 12:28 am

Nim sam wsiadł, dla pewności sprawdził popręg. Zwykł luzować go nieco przy przerwach tak, by koń mógł poczuć trochę swobody i chociaż zazwyczaj nie przeszkadzało to w jeździe, spodziewał się małego pośpiechu czyniącego utrzymanie się w siodle odrobinę trudniejszym. Skrócił także puśliska by móc cofnąć się i uczynić pozycję nieznajomej trochę bardziej komfortową. Potem spiął konia i grzecznie prosząc go wyrozumiałość ruszył z kopyta.
W korkowaniu ulic sam sobie winien przyznać tytuł honorowy i order. Robił to wręcz perfekcyjnie, stając dęba na pasażu Niżyńskiego pośród akompaniamentu magicznych formułek zaklętych w kurwach i pierdoleniu, klaksonów i donośnych zapytań o loterię z papierami na konia. Nie była to bezpośrednio jego wina – nieznajoma niezapytana nie wyjawiła mu wszak dokładnej lokacji, w której potrzebowała się znaleźć.  Wiedziony własnymi doświadczeniami skierował się wprost na Stare Miasto i dopiero rozpaczliwy krzyk połączony z mocnym uściskiem małej piąstki na jego udzie nakazał mu zaniechać pośpiechu. Krzyczała o Muranowie, o Umschlagplatz, o Stawki. Skręcił wodze, przecinając ulicę w niedozwolony sposób, by zamiast minąć park Saski, wpaść wprost w jego zarośla i dróżki, przyczyniając się do kilku zawałów serca. Przesadził rabaty pełne wczesnojesiennych kwiatów, zmuszając dwójkę młodych ludzi do wpadnięcia w toń fontanny w celu uniknięcia wypadku. Gdyby oglądał się za siebie, byłoby mu pewnie przykro. Pewnie wróciłby się i gorąco przepraszał, starając się zadośćuczynić wyrządzonej szkodzie. Być może zepsuł randkę, być może wpłynął na relacje dwójki nieznanych mu ludzi – raczej się już tego nie dowie. Gonił jakby na ogonie siedział mu tchnięty słowiańskim wkurwem barlog.
Sowicie traktował boki konia piętą. Zbyt zajęty tym, by utrzymać Agnieszkę przy sobie nie był w stanie ani poklepać go po szyi, ani nawet wyplątać jej rozwianych włosów z twarzy. Przesłaniała mu świat i to prawie dosłownie, gdy burza jej ciemnych loków rozchełstała się niczym luźna koszulina na wojskowej piersi. Wypluł kosmyk z buzi, uprzednio dławiąc się nim tak, że gdyby nie pewnie spięte siodło, wylądowaliby na bruku. Utrzymał się dzięki sile ud i wsparciu łęku, o który zahaczył nogą. Zgubili się jeszcze jedynie dwa razy, doprowadzając do wstrzymania ruchu kolejno na Placu Bankowym i skrzyżowaniu Andersa z Anielewicza. W końcu jednak dojechali.
Zsadził ją z konia dopiero przed drzwiami wejściowymi.
- Moge cos zrobić? – dopytał, niepewnie stawiając ją na równej, wykafelkowanej podłodze wnętrza. Nie mieli wielkiego zapasu czasu. Byli praktycznie na styk, chociaż Sebastian nie spojrzał nawet na zegarek. Czuł to instynktownie, dlatego na ostatniej prostej wraził pięty w boki wierzchowce zmuszając go do zdwojonego wysiłku. Nie wypłaci mu się w cukrze do kolejnego lata.
Chociaż był elfem i chociaż kultura nakazywała mu być miłym dla każdego, pierwszego studenta, który podszedł ku nim zapytać się „czy wszystko w porządku” potraktował spojrzeniem tak zimnym, jak żaden człowiek na to nie zasłużył. To nie jego zabawa w superbohatera, niech się ewakuuje do innej bajki.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Nie Wrz 03, 2017 4:06 pm

Matka Agnieszki umierała z nadzieją, że córka zrobi na uczelni prawdziwą furorę. No i bardzo proszę, zrobiła. Jeszcze pierwszego dnia.
- Dziękuję – wykrztusiła, pozwoliwszy się zsadzić z konia i podprowadzić do drzwi wejściowych głównego budynku wydziału. Dziesiątki oczu w osłupieniu patrzyły, jak elf gwałci pół kodeksu ruchu drogowego na raz, zaparkowawszy swojego wierzchowca – a raczej puściwszy go luzem, bo zmęczony koń nie miał siły nawet odejść kawałek dalej – tuż przed drzwiami uczelni.
Niektórzy wzruszali ramionami i szli dalej. Ot, ekscentryczny elf. Kolejny do kolekcji.
- Nie – odpowiedziała, asekuracyjnie trzymając się mocno jego ramienia. – Raczej nie. Naprawdę panu bardzo dziękuję, ja… odwdzięczę się.
Zerknęła na zegarek. Wskazówki pokazywały, że czasu ma boleśnie za mało na cokolwiek. Nie zdążyła mu nawet porządnie podziękować. Odwróciła się i pokuśtykała przez obszerne atrium w stronę windy – według wytycznych egzamin miał odbyć się na drugim piętrze w auli 2W. Wdusiła przycisk, a winda jak na złość rozwarła swoją metalową gardziel niemal natychmiast.
„Nie mam jego adresu” – pomyślała Agnieszka, wsiadłszy do windy. Drzwi zaczęły się zasuwać, a rozczochrana amazonka o spuchniętej kostce zdążyła tylko posłać elfowi uśmiech, który miał go w przyszłości co najmniej kilka razy uchronić przed popadnięciem w bagno niewesołych myśli gdzieś w odległej Zonie. „Nawet nie wiem, jak się nazywa”.
Obiecała, że się odwdzięczy, ale nie miała bladego pojęcia, jak to zrobi. Dojeżdżając na piętro była już właściwie pewna, że to tylko figura retoryczna, rozbudowane „Dziękuję”, pospiesznie rzucona obietnica, której nigdy nawet nie spróbuje spełnić. Bo nigdy więcej się nie spotkają.
Myliła się.

***

6 sierpnia, 2063, Stanica Korniejewo

Bus przestał podskakiwać na wybojach, wyrównał ruch i zwolnił. Agnieszka, która wciąż tkwiła w stuporze charakterystycznym dla podróżnych, spod półprzymkniętych powiek obserwowała, jak rozbudzeni mimo koszmarnej pory wartownicy sprawdzają dokumenty, potwierdzają uprawnienia i wreszcie otwierają szlaban.
Doktor Kownacka chwyciła ją za ramię i potrząsnęła lekko.
- Agnieszka, budź się. Jesteśmy na miejscu.
Ekspedycja zajechała do Stanicy Korniejewo. Według założeń projektu mieli się tutaj zatrzymać na najbliższe dwa miesiące, aż do początku roku akademickiego. Agnieszka wysiadła z busa, zabierając swój ogromny plecak, pełna nadziei względem swoich prac badawczych. I absolutnie przekonana, że nie spotka tu nikogo, kogo by znała.
Był to kolejny błąd w jej rachunkach.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Nie Wrz 03, 2017 5:56 pm

Okolice Korniejewa nie były wolną, bezpieczną Warszawą, ani nawet jedną z podmiejskich wsi rozciągających się od Warki po Narew. Krajobraz, z jednej strony bajkowy, u wielu osiedlonych wzmagał niezdrowe zapędy samobójcze, kończące się widowiskowym pędem pośród nieużytków gnanym wojskowymi ostrzeżeniami. Niejednego męża chowano z dziurami po wojskowych karabinach, niejednemu łatano połamane na starych okopach nogi. Nie było to miejsce, w którym chciałoby się wychować dziecko i chociaż ziemia była tania, zaś zaradni ludzie potrafili zmusić ją do płodności, niewielu było szaleńców godzących się tu nocować poza wojskowymi barakami. Przynajmniej tego roku.
Myk polegał na tym, że był to ostatni przyczółek ludzkości na tej granicy.
Przypadek, zrządzenie losu, czy może łut szczęścia sprawił, iż zjawił się na czterdzieści trzy minuty przed nią, stąpając wśród traw, wodząc nieco zziębniętego konia za uzdę. Sześć i pół miesiąca minęło od ostatniego spojrzenia na Stanicę, nim pocwałował poza Horyzont by rozkręcać największą tajniacką imprezę swojego życia. W życiu się tyle nie naczołgał w próbie bezpiecznego wyminięcia stref potencjalnie niebezpiecznych. W życiu nie brodził na brzuchu w płytkich szuwarach na dnie dawnych ludzkich miast i osad. Dawno nie dźwigał ekwipunku w mokrych od błota i deszczu jukach, uginając się pod ciężarem miliona warstw odzieży oddalającej ryzyko zbytniego spadku temperatury ciała. Gdyby nie koń i enpis, prawdopodobnie zostałby tam kolejne pół roku zmagając się z narastającą depresją i zdezorientowaniem – tak przygnębiające okolice zwiedził. Nie było to jednak istotne. Wyszedł. Wrócił. Poza zadrapaniami od chaszczy, kamieni i kamuflującej maseczki błotnej (niezamierzonej!) wyglądał na całkiem zdrowego, zarówno na ciele jak i na umyśle. Zdał wstępny raport strażnikom wejścia i już po pół godziny przetrzymywania pod bramą w atmosferze niepokoju i zaspania dostał pozwolenie na wejście, z którego natychmiastowo skorzystał. Marzyły mu się ciepłe kapcie po długiej kąpieli i porządny, syty obiad po miesiącach życia na konserwach i płodach natury. Podał wodze bezimiennemu starszemu szeregowemu, który dziś bawił się w przewodnika i dowódcę chłopców na posyłki. Pierw musiał zdać raport słowny, dopiero potem rozliczy się z chwilowego stanu majątkowego.
Ten sam mężczyzna, gdy tylko zobaczył ludzi wysiadających z busa i przypomniał sobie jak brzmiały poranne rozkazy, wcisnął wodze w ręce innego przypadkowego żołnierza, w krótkich słowach polecając mu oddalić się w kierunku stajni i pod żadnym pozorem nie rozsiodływać konia. Raźnym krokiem pokonał te cztery metry, dopadł kobiety, prostując się jak struna i wyduszając na wydechu -StarszySzeregowyBorutaMamPolecenieOdprowadzićWasDoBarakówProszęZaMną!. Nie wyglądał szczególnie władczo. Prawdę powiedziawszy wyglądał jak wciśnięty na siłę w mundur gówniarz, który dopiero co skończył szkołę i jeszcze nie rozumiał, że wcale nie czekało go spokojne, dostatnie życie. Policzki i nos miał czerwone z wychłodzenia, głowę ostrzyżoną na zapałkę i brud za paznokciami świadczący o tym, że jeszcze nie był ustawiony na tyle, by inni robili za niego. Nie wyglądał wcale lepiej od Sebastiana, chociaż nie szlajał się poza frontem po opuszczonych bezdrożach i jeszcze dzisiejszej nocy do czwartej rano spał sobie smacznie pod suchą pościelą przed poranną wartą.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Pon Wrz 04, 2017 10:16 pm

Dochodziła piąta rano, a Agnieszka, obecnie wciąż reprezentantka populacji studenckiej, w ciągu ostatnich trzech lat trwale oduczyła się wczesnego wstawania. Jej poziom przytomności oscylował w okolicy zera, gdy podniosła zaspany wzrok na… Na…
A, tak. Starszy szeregowy Boruta.
- Agnieszka Ćwikła – wymamrotała, niezgrabnie przekładając szelki plecaka z prawej ręki do lewej, by w razie potrzeby potrząsnąć prawicą żołnierza. Nie wiedziała, jak należy się witać z wojskowym na służbie. – Bardzo dziękuję – bąknęła, zastanawiając się, czy za takie krzyczenie o poranku można dostać szybszy awans.
Najwidoczniej można, skoro starszy szeregowy Boruta aż tak bardzo się darł.
- Proszę prowadzić – dodała, tłumiąc ziewnięcie. – Czy mamy trochę czasu na odpoczynek? – spytała z nadzieją. W samochodzie nie umiała spać, ale teraz świeże powietrze sierpniowego poranka wcale jej nie otrzeźwiło. Przeciwnie, miała ochotę zakopać się w pościel i otworzyć oczy dopiero nazajutrz. Marzyła o kubku gorącej kawy z odrobiną cukru i dużą ilością mleka, ale nie sądziła, by w garnizonie znalazła prawdziwą kawę.
Zastanawiała się, jak zorganizowana jest tutejsza stacja badawcza… Ale zastanawiała się przelotnie. Na razie chciała spać.
Ruszyła potulnie za szeregowym wraz z resztą ekipy, taszcząc swój plecak, przekonana, że nikt i nic nie wyrwie jej ze stuporu prócz kubka mocnej kawy. Myliła się. Otrzeźwienie przyniósł jej koń.
A jakże, koń.
Poczuła dreszcz, mimowolnie przystając i otwierając szerzej oczy. Pośród mgły senności oblepiającej jej umysł przedzierał się koń. Wierzchowiec. Objuczony. Brudny jak skaranie boskie, ale ewidentnie hreczkowaty. Taki, taki… taki biały. W ciapki. Koń.
Było w nim coś znajomego.
- Agnie…
- Pani doktor, zaraz przyjdę! – rzuciła przez ramię. I już szła w stronę wierzchowca, który stał spokojnie, łypiąc czarnymi ślepiami wielkimi jak piąstki noworodka. Była w nich łagodność i spokojne zaciekawienie. Koń miał różowawe chrapy i pysk jakiś taki… taki… znajomy.
Serce dziewczyny podskoczyło do gardła. Nie, niemożliwe, to nie mógł być…!
Agnieszka od dziecka bała się koni. Nie umiała na nich jeździć. Nie chciała swojego. Bała się, bo konie gryzły.
Ale raz dobrze bawiła się, jadąc konno, mimo bólu skręconej kostki, mimo niewyspania i stresu nadchodzącym egzaminem wstępnym. Wtedy pędziła przez miasto, pozwalając, by pęd rozwiewał jej włosy, i próbowała nie krzyczeć z radości, a wszystko to z jego powodu.
Jego.
Dopadła konia, chwyciła za grzywę, czując, jak żołnierz łapie ją za bluzę na plecach. Nie zwracała na to uwagi. Pamiętała cichy szum zasuwających się, stalowych drzwi. Winda jechała do góry, a żołądek Agnieszki zdawał się osiadać na jej dnie. Teraz wisiał w okolicach gardła.
- Koń jest osiodłany – rzuciła przytomnie. – Gdzie jest jego jeździec?

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Wto Wrz 05, 2017 2:36 am

Koń, jak to koń, stał gdzie go postawiono i ani myślał ruszyć się bez wyraźnego znaku. Woził siodło z jukami już dobre dziewięć lat, nauczony zatem został żołnierskiej musztry i braku zainteresowania czynnikami rozpraszającymi. Czynnikiem takim była teraz niewątpliwie Agnieszka, doskakująca do niego niczym świeżo wykluty jeger i szarpiąca go za długą, splątaną grzywę wciąż pełną gałązek i listowia. Jednak jak to koń - nie przejął się tym, trzymany blisko wędzidła przez człowieka, który sam nie zareagował paniką. Wstrząsnął łbem przebierając w miejscu podkutym kopytem. Z pozlepianych pęcin ukruszyły się błotne, twardawe łuski.
Starszy szeregowy Boruta nie przywykł do pracy z cywilami. Sam jeszcze nie tak dawno temu ledwie wchodził w kamasze i mundur, jednak wojskowa dyscyplina i poranne zbiórki niczym chwasty wypleniły z niego brak posłuchu wobec rozkazu i lekceważącą postawę. Znać było że jest wciąż młodym, przestraszonym żółtodziobem, który obijał się o wnętrze skorupki wojskowego jajka. Był na froncie, a jakże – walczył, dawał z siebie wszystko i płakał potem w twardą poduszkę dławiąc się zrywami paniki zagnieżdżonej w krwawych wspomnieniach. Był jednak zdrowym, młodym mężczyzną, dlatego skoro mógł przysłużyć się krajowi – robił to bez względu na to, ile go to kosztowało. Chwilowo jedynie utratę cierpliwości.
- Jako cywila dopuszczonego za bramy w ramach projektu operacyjnego obowiązują was pewne zasady, proszę więc podążać za mną do baraków. Koń, ani porucznik nie wchodzą w zakres waszej pracy. – Napięty jak gumka w przyciasnych kalesonach Boruta zazgrzytał zębami. Będzie mu się to jeszcze odbijało czkawką, powinien konia odprowadzić kiedy miał czas, a nie tępo wpatrywać się w bramę. Nie była to może informacja zatajona, bo i on zaznajamiał się z elfią częścią armii poza własnymi zadaniami, czuł się jednak w obowiązku wykonać rozkazy, które dostał. Nic ponadto. – Do stajni, szeregowy. Nie rozkulbaczyć, czekać na dalsze rozkazy.
Dzieciak puścił ubranie Agnieszki, wcześniej próbując odciągnąć ją od wierzchowca. Niepewnie spoglądał na starszego stopniem kolegę i dopiero gdy ten potraktował go wysokim, podnieconym warknięciem, stuknął obcasami i pociągnął konia za uzdę. Świeżo przeszkolony nabór był doprawdy uroczo nieporadny w stosunku do względnego harmideru panującego wewnątrz obwarowania.
- Przyjdę pod baraki o godzinie za pięć ósma, do tego czasu proszę się przygotować do spotkania z dowództwem.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Pią Wrz 08, 2017 10:01 pm

- Ale…! – zaczęła, ale urwała z prychnięciem, gdy tylko dostrzegła surowo zaciśnięte usta chłopaka młodszego nawet od niej, który chyba od niedawna dopiero się golił. Do wojska wcielano obecnie już od siedemnastego roku życia. Ile mógł mieć Boruta? Dwadzieścia dwa?
Puściła szorstką, ostro pachnącą grzywę konia, dławiąc narastające uczucie frustracji i przykrości. Ten trep nie rozumiał, jakie to było ważne…! Niczego nie rozumiał. Miał rację, słusznie uważając, że nie potrafił obchodzić się z cywilem.
Ale Agnieszka normalnym obywatelem nie była, o czym Boruta nie mógł wiedzieć. Gdyby zajście widział przełożony, żołnierz zostałby solidnie obsobaczony. Mieli rozkazy, by, o ile nie sprawi to trudności w funkcjonowaniu Stanicy Korniejewo i nie sprowadzi na garnizon kłopotów, spełniać zachcianki pani Ćwikły. Niegrzeczne komentarze dodawane do tych rozkazów brzmiały „córeczka tatusia”, ale osoba Bożydara Ćwikły nie miała tu nic wspólnego z prerogatywami córki.
Tego wymagały badania.
Dlatego pozwoliła odebrać swój bagaż i poprowadzić się w stronę baraków – niskich, bezkształtnych kontenerów na ludzi, które naprędce sklecono z betonu i arkuszy blach falistej – aby mogła odpocząć. W myślach zanotowała drogę do tego miejsca i postanowiła, że faktycznie najlepiej będzie się położyć.
A potem znajdzie właściciela tego konia. Znajdzie. Na pewno…

***

Miała wrażenie, że ledwo położyła głowę na niewygodnej, zbyt płaskiej poduszce w poszewce ostro pachnącej proszkiem do prania, gdy czyjś kułak załomotał o drzwi. Agnieszka uniosła powieki i zamrugała niemrawo, starając się zetrzeć z oczu powidok snu pełnego koni, szaleńczego galopu, lodowoniebieskich oczu i ust wyglądających na zbyt miękkie, by należały do istoty ludzkiej.
- Id… - zachrypiała i przeraziła się swojego głosu. Odchrząknęła. – Już idę!
Podniosła się z łóżka i boso przeszła te śmieszne trzy kroki do drzwi skromnej kwaterki, która przez następne miesiące ma stanowić jej azyl i zapewnić odrobinę prywatności.
Sięgnęła do klamki przekonana, że starszego szeregowego Borutę zwyczajnie zwymyśla za brak szacunku dla delikatności jej snu.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Pią Wrz 08, 2017 11:12 pm

Starszy szeregowy Boruta poprawił swój mundur, wygładzając zgięcia na ramionach i dopinając klamrę pasa ciaśniej niż przewidywał regulamin wojskowy. Jako dobry żołnierz dbał nie tylko o poprawne wykonywanie rozkazów, czy utrzymanie posłuchu pośród niższych stopniem kolegów, ale i prezencję – odzienie, które codziennie nosił nie należało wszak do niego, tylko dla umiłowanej, jedynej, kochanej Rzeczypospolitej, w której przyszło się mu narodzić i z której obywatelstwa dumny był jak z nauki jazdy na rowerze bez wspomagania. Odetchnął głęboko, uzgodnił w myślach sam ze sobą ciąg słów, jaki musi zrodzić, poczekał aż lekkie, bodaj plastikowe drzwi (relikt dawnych czasów, teraz prawie pamiątka historyczna) o brzydkim odcieniu odłażącej płatami białej farby otworzą się i pokazowo tupnął buciorami w zmarznięte błocko przystajenne.
To nie Agnieszkę odwiedził, chociaż w jej właśnie sprawie zmywał szeregowemu ogolony łeb pomyją bezosobowych słów wciśniętych w głośny, agresywny ton reprymendy. Był to jednocześnie przykry i zadawalający go obowiązek statusu. Dziwnie czuł się nie będąc na samym końcu pokarmowego łańcucha i potrzebował czasu, by nabrać typowej, wojskowej buty względem młodzików. Dostał kolejne rozkazy, toteż nakaz doprowadzenia cywilnej zbiorowości pod miejsce spotkania zdał na innego, równie młodego i nieprzyzwyczajonego do sytuacji mężczyznę.
Nie, to nie on stał przed drzwiami obleczony w mocne, skórzane buty i szorstkie, średnio wygodne spodnie. Nie była to też pani doktor, która właśnie, kwaterę dalej, spokojnie przewracała się na drugi bok, odbijając sobie nieprzespaną drogę i przymus porannego zrywania się z ciepłej, miękkiej pościeli. Wymieniona na dalekiego kuzyna komfortu puchowa, staromodna pierzyna (jeszcze z czasów jej babki, trzymana jako domowy artefakt) śniła jej się kusząc znajomym zapachem i fakturą tkaniny – i każdym guzikiem poszwy, których jasne klawisze zębów odznaczały się od szaro-miętowego odcienia powłoczki. Nie był to także i koń, którego jasny, upstrzony czarnawymi przebarwieniami zad wciąż miała w rozespanym umyśle, a który stał teraz w stajni rozsiodłany, podskubując ususzoną polną trawę, ani jego jeździec, którego przywoływała każdą myślą. Sebastian, chociaż widział zmagania pięknej nieznajomej z własnym koniem i z uśmiechem wysłuchiwał relacji Boruty z jego krótkiego z nią pojedynku, nie chciał nękać jej o tak bezlitosnej porze własną osobą, mając na uwadze to jak niekorzystnie wyglądała (czyżby biedaczka była chora?) i fakt kilku poważnych obowiązków, jakie nakładała na niego funkcja królewskiego geografa. O ile mógł odroczyć swój powrót do stolicy powołując się na specjalne okoliczności, wszelkie raporty i biurokrację musiał zdać w możliwie najszybszym terminie pierwszej, wyżej od niego postawionej osobie, która dowodziła miejscem jego pobytu. By nie mieć na ogonie podpułkownika Krzyżanowskiego postanowił rozprawić się z każdym najmniejszym bólem dolnej części pleców od razu, dopiero potem zaś wrócić do niespodziewanego, miłego spotkania w tak niesprzyjających warunkach. To nie był on, chociaż żołnierz, który wyrwał ją ze snu stał tuż obok ułożonego na suchym kawałku zwyczajnego, polnego kwiatka zerwanego z jednego z leżących nieopodal odłogiem najprawdziwszych, polskich pól. Kwiatka, którego zielona, giętka łodyżka owinięta została ładnie oddartym od, zapewne jakiegoś ważnego dokumentu, skrawkiem białego papieru z krótkim, zwięzłym: Gratuluję pomyślnego załatwienia spraw uczelnianych. Zje pani ze mną kolację?. Tyle i aż tyle. Dochodziła godzina spotkania i przed Agnieszką był jeszcze cały dzień niedostępnych mu wrażeń. Chciał mieć ją chociaż na krótką chwilę na stołówce, w porze kolacji, dopełniając jej bezsprzecznie uroczą osobą paskudny smak niedoprawionych kartofli oblanych czymś, co miało pierwotnie być grzybowym sosem. Sezon w pełni, okoliczne lasy dzięki pogodzie obrodziły i tylko żołnierze jakoś nie byli z tego specjalnie zadowoleni.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Wto Wrz 19, 2017 8:22 pm


- …ale wyniki tej tabelaryzacji nie wyszły istotne statystycznie, więc to nam trochę podcina skrzydła. Przede wszystkim nie sądzę, by natężenie pola beatyfikacyjnego było cechą parametryczną o rozkładzie liniowym. To by nam sporo ułatwiało w testach parametrycznych, ale zjawiska memosferyczne są chyba dużo bardziej skomplikowane niż przypuszczaliśmy i w środowisku zachodzą według reguł innych niż normalne zjawiska fizyczne- ciągnęła doktor Kownacka, co drugie słowo podkreślając zamaszystym machnięciem widelca.
Podane na śniadanie parówki były, cóż, parówkami. Nie mogły być dobre. Ale Agnieszka nie czuła ich smaku, przeżuwała jedzenie z obojętną miną człowieka, którego myśli pochłaniają zbyt dalece, by dał radę odróżniać smaki.
- Co sądzisz, moja droga?
- Hm? – Uniosła wzrok. O mało nie rozlała kawy. – A, hm, myślę, że ma pani rację.
- Nie słuchałaś – poskarżyła się Kownacka. – Coś nie tak? Nie wyspałaś się?
- Nie, nie. Przepraszam. Zamyśliłam się trochę.
Nie kłamała. Naprawdę myślała cholernie intensywnie od samej ósmej rano, kiedy to kolejny zalatujący potem, smarem i koniem żołnierz wyrwał ją z łóżka, nieomal przy tym zadeptując polny kwiat. Agnieszka rzuciła się ratować organ rozrodczy rośliny, czując, jak serce podlatuje jej do gardła.
To on! To ON! I PAMIĘTAŁ! Agnieszka nie miała pojęcia, skąd wiedział o jej perypetiach z koniem, ale z całą pewnością elf ją rozpoznał. Sama myśl o tym sprawiała, że tematyka pracy – rzecz, którą zdolna była omawiać przez nieskończenie długie godziny – jawiła jej się jako zjawisko upierdliwe, nieważne i niewarte poświęcania czasu.
Zaprosił ją na kolację!
- Skup się – powiedziała doktor, mieszając hałaśliwie zbożówkę. – Mamy sporo szczęścia, że możemy tu być. Nie jest tak łatwo o granty, wiesz? Musimy się ostro wziąć za robotę.
- Wiem, pani doktor.
- Jesteś pewna, że czujesz się dobrze? Wiesz, że musisz mi mówić o wszystkim. Twój stan psychiczny…
- Wiem, pani doktor – powtórzyła, czując ukłucie wstydu. Jej emocje nie należały już do niej. Cały zespół badawczy powołano, by sprawdzić, czy da się z nich coś wykrzesać. – Ja… przejrzę dziś materiały i wstępne wyniki, ale chciałabym skończyć przed wieczorem. Otrzymałam dziś ważne zaproszenie.
Doktor Kownacka milczała przez chwilę tak długą, że Agnieszka zamarła, bojąc się, że kobieta każe jej wybić sobie to z głowy. Ale wreszcie uśmiechnęła się. Była niemłodą i nieco zaniedbaną, zmęczoną kobietą, ale w jej zielonych oczach zalśniły nagle iskierki tak, że odmłodniała raptem o dwadzieścia lat.
Ona też kiedyś była studentką. I też kiedyś dostawała kwiatki.

***
Wpadła do stołówki, nerwowo poprawiając przed wejściem włosy i żakiet. Kto by pomyślał! Ojciec wyśmiałby ją, gdyby wiedział, że córka na praktyki w Korniejewie zabiera garsonkę, ale Agnieszka wolała mieć przy sobie choć jedną ładną rzecz. Dziękowała za to w duchu, mając nadzieję, że wygląda dobrze w grafitowej marynarce, białej prostej bluzce z dekoltem w łódkę, czarnych jeansach i szarych trampkach. Wolałaby buty na obcasie, ale nie zmieściły się do bagażu.
Wiele par męskich oczu przykleiło się do niej, gdy weszła.
Ale ona szukała tylko jednych.

avatar

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   Nie Paź 01, 2017 12:56 pm

Uśmiechnął się lekko, gdy tylko dojrzał ją w progu. Nie był niedorosłym szczeniakiem, który wiercąc się na krzesełku dawałby jednocześnie znać o problemach natury intymnej i emocjonalnej. Nie wyglądał jej może z utęsknieniem, liczył jednak na to że w jakiś magiczny, ludzki sposób nagle poczuje że tak, tam właśnie musi iść i z nim właśnie się spotkać. W końcu poznała konia, a to był pierwszy, poważny krok do wspominania przeszłości.
To ona wyglądała jak dziecko, które po raz pierwszy zmienia otoczenie wchodząc do nowej klasy. Odróżniała się na tle innych zgromadzonych ładnym strojem mającym zapewnić jej atencję i niepewną miną, którą pokazywała jak ciężko jest się jej chwilowo odnaleźć w sytuacji. Nie była tak pewna jak wtedy, gdy próbując ściąć go z nóg leciała z rozwianym, wypadłym z uwiązania włosem wprost w jego ramiona. Była za to ładna. Nieco dojrzalsza, jakby to powiedzieć – doroślejsza z wyglądu, lecz nie z fizjonomii, a prezencji. Co najważniejsze, traktowała wykafelkowaną podłogę równym, pewnym krokiem dwóch stóp obutych w miękkie trampki, co było miłą odmianą do pierwszego razu, gdy tłumiąc łzy ciężko jej było bez skrzywienia zrobić chociażby kroczek.
Sebastian wstał, dostrzegając ją prawie od razu. Szmery na Sali nie ucichły; oczy, chociaż niektóre oderwały się od talerzy, nie przeskakiwały z jednej sylwetki na drugą. Wszyscy Ci, którzy chociaż trochę go znali wiedzieli jakimi manierami się odznacza, dlatego nikogo nie zdziwiło jego zachowanie i jedynie sam fakt młodej, ślicznej, nieznanej nikomu kobiety w garsonce pośród mundurów i szarych koszulek nie przeszedł bez echa. Łagodny uśmiech przyklejony do jego twarzy nie ustępował gdy się zbliżała i nie spłynął, gdy odsunął jej krzesło, pozwalając zająć miejsce naprzeciw siebie.
- Niestety menu w tej restauracji nie daje wielkiego wyboru, praktycznie zadnego. Mam nadzieję, ze to pani nie razi – zażartował uprzejmie, chcąc rozładować początkowo nieco drętwą atmosferę. Nie wszyscy dookoła wrócili do swoich zajęć, rozmów i talerzy. Niektórzy wciąż spoglądali w jej stronę, racząc uszy swoich towarzyszy komentarzami i uwagami, które ledwo docierały na drugi koniec stolików okrytych kraciastą ceratą. Na ich szczęście Sebastian słuch miał przeciętny, zaś lwią część jego uwagi nie zwracało otoczenie, a jego koncentracja tuż przed nim. Śliczna kobieta bez imienia, promieniująca jakąś dziwną, niespotykaną aurą. – Pani wybacy, wypadałoby się pierw pzedstawić. Nazywam się Sebastian… Sebastian, hm, Leiv’Arrec. – Przyjrzał się jej twarzy, włosom, oczom i ładnym, pełnym wargom. Wyglądała jak uczennica, która bardzo, ale to bardzo chce podnieść rękę i o coś zapytać, o coś poprosić. – Podać pani coś do jedzenia?
Nie pytał o sen, nie pytał o powód jej wizyty tutaj, jeszcze nie zapytał o jej perypetie. Gdyby przyjechała do Korniejewa jako świeży rekrut, wyglądałaby i zachowywała się zupełnie inaczej. Nie mógł powiedzieć, że zna się na ludziach, mógł jednak stwierdzić pewne oczywistości. Wojskowa musztra, chociaż nie mogła być jej obca, nie odcisnęła na niej widocznego piętna. Nie była karna i spolegliwa jak każde ludzkie szczenię, które starało się tu przeżyć i dochrapać jakiegoś osiągnięcia. Musiała mieć swoje powody, jednak Sebastian wierny był przekonaniu że na wszystko jest właściwy czas. Sama mu opowie o sobie, gdy poczuje taką potrzebę. Było nie było przyszła do niego, chociaż mogła zignorować wątpliwej jakości zaproszenie, ba, mogła odwrócić się na pięcie i nie wyszarpywać wierzchowcowi grzywy z grzbietu.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Jak poznałem twoją curkę.   


 
Jak poznałem twoją curkę.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Lucjusz Malfoy
» Chce zobaczyć Twoją sowę.

Skocz do: