Szybkie Menu

Wieś Stojanowice
Idź do strony : 1, 2  Next
avatar

PisanieTemat: Wieś Stojanowice   Wto Sie 22, 2017 8:59 pm

"Jedna z tak powszechnych tutaj, „półzbrojnych” wsi, gdzie po przesunięciu linii granicznej baraki wojskowe zamieniono na dość szare i nijakie, kryzysowe mieszkania komunalne. Co odważniejsi postawili sobie tu domy, bo z racji niebezpieczeństwa ziemia była tania jak barszcz. Krajobrazu typowej wsi dopełniała wciąż świeża i starannie utrzymana kapliczka przydrożna, nadal budujący się kościół o stromym dachu krytym gontem, ze dwa sklepiki wielobranżowe z odwieczną wartą przynajmniej dwóch świetnie wyszkolonych żuli, skromniutki cmentarz i rozrzucone wokół tego majdanu gospodarstwa wiejskie. Swobodnie wałęsał się drób. Szczekały psy. Z oddali dobiegało stłumione muczenie krów."



Na drogach krajowych podczas stanu wojennego panowała krótka zasada – wojsko przodem. Była ona powszechnie znana sprzedawcom i handlowcom wyposażonym w konne wozy, którzy niekiedy całymi godzinami musieli sprowadzać swoje rydwany ognia na pobocze, dając miejsce cwałującej kolumnie kawalerzystów lub opancerzonym wozom bojowym. Sarkali wtedy, kurwili pod nosami i próbowali na powrót wdrożyć koła w koleiny wyżłobione przez potężne koła lub gąsienice czołgów.
Każdy tę zasadę pojmował instynktownie, dlatego też nieliczni podróżni odruchowo ustępowali im z drogi.
Albo po prostu zadziałał inny mechanizm – zwykły, ludzki strach przed stratowaniem. Bo geografowie królewscy w służbie Hetmana, dowodzeni przez leśną walkirię Majchrzak i prowadzeni przez szeregowego szczura, grzali jak sam szatan.
Szeregowy Mularczyk dawno pokierował ich zjazdem z drogi asfaltowej. Kopyta koni wzbijały tumany kurzu – od dawna nie padało, ziemia była sucha jak popiół.
-To niedaleko! – krzyknął chłopak, ale już sami mogli to wywnioskować – w odległości może pół kilometra stała wieś. Jedna z tak powszechnych tutaj, „półzbrojnych” wsi, gdzie po przesunięciu linii granicznej baraki wojskowe zamieniono na dość szare i nijakie, kryzysowe mieszkania komunalne. Co odważniejsi postawili sobie tu domy, bo z racji niebezpieczeństwa ziemia była tania jak barszcz. Krajobrazu typowej wsi dopełniała wciąż świeża i starannie utrzymana kapliczka przydrożna, nadal budujący się kościół o stromym dachu krytym gontem, ze dwa sklepiki wielobranżowe z odwieczną wartą przynajmniej dwóch świetnie wyszkolonych żuli, skromniutki cmentarz i rozrzucone wokół tego majdanu gospodarstwa wiejskie. Swobodnie wałęsał się drób. Szczekały psy. Z oddali dobiegało stłumione muczenie krów.
I ludzki krzyk bólu.
Gdy wjeżdżali do wsi, na placu przykościelnym działo się piekło. W jego centrum leżał podejrzanie czerwony wór poszarpanej odzieży. Tylko dokładniejsze oględziny wyłuskałyby z tego kłębu oderwane pasy skóry i ścięgien, odłamki kości, zarys tylko z grubsza przypominający człowieka.
Na placu stłoczyły się kobiety. Jedna krzyczała, rzucała się do przodu – dwie całkiem zażywne baby w fioletowych podomkach z ledwością ją utrzymały. Pod płotem leżał martwy żołnierz w barwach Wojska Polskiego, drugi klęczał, zwinięty w pół, trzymał się z za brzuch, jakby dostał właśnie sraczki stulecia. Kurczowo przyciskał do siebie kłąb czegoś, co okazało się być nieopatrznie uwolnionymi jelitami.
Mężczyźni widłami i tym, co który chwycił, próbowali odpędzać… coś.
- Masz azymulet? – wrzasnęła Zawisza do szeregowego. Śmiertelnie blady chłopak skinął głową. – Nadaj komunikat, potrzebne wsparcie medyczne. I jeszcze…
Zagryzła wargi. Nigdy nie widziała wcześniej czegoś podobnego, tutaj przydałby się ktoś, kto posiada dalece większą wiedzę o potwornościach i wpływach balrogów oraz ich Planu.
- Cofnij się! Saszka, Janusz!
Wyszarpnęła miecz z pochwy, wparła konia pomiędzy przerażonych mężczyzn a dziwny, bezwłosy kształt, który śmigał tak szybko, że zostawała po nim jedynie rozmazana smuga.

___________________________________________

Wszyscy zaznaczyliście w profilach "tak" przy grze z PK, więc zakładam, że nie będzie Wam przeszkadzało, jeśli poprowadzę ten szajs z perspektywy Zawiszy. Endżoj. ♥
Kolejność: ja > Saszka > Janusz > Hanka > Morana (gdy zostanie wezwana).

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Wto Sie 22, 2017 9:44 pm

Pędzenie na złamanie karku do sąsiedniej wsi z całą pewnością nie należało do obowiązków geografa, jednak Saszka miałby spore wyrzuty sumienia, gdyby się tam nie udał, a później okazałoby się, że przez brak jego pomocy doszło do jakiejś masakry. Był też zwyczajnie ciekawy, czy ten soggoth faktycznie potrafił mówić. Dlatego jeszcze w Korniejewie, chwilę przed odjazdem, gestem przywołał do siebie ewidentnie zbijającego bąki podchorążego. W formie rozkazu zasugerował biednemu żołnierzowi, że jeśli Saszka wróci, a cennym próbkom cokolwiek się stanie pod jego nieobecność, to podchorąży będzie za to osobiście odpowiedzialny.
Porucznik Erkh'iaan miał jednak ogromną nadzieję, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Dosłownie wielki hetman koronny prawdopodobnie równie dosłownie by mu za to głowę urwał.
Jeszcze przed Stojanowicami poczuł lekkie pieczenie w piersi, gdy poszarpana blizna zaczęła chłonąć nagromadzone w okolicy fagi. Saszka podejrzewał, że była to sprawka owego nietypowego soggotha. Nie zdziwił się więc zbytnio, gdy na miejscu zastali jatkę i typowy dla niej chaos. Uważnie rozglądał się, by ogarnąć sytuację. Najważniejsza rzecz to przecież zebranie informacji.
Niestety, na to nie było za wiele czasu.
Jeszcze zanim Zawisza zdążyła zawołać obu geografów, Saash'Khaar cofnął Wedla kilka kroków w tył i sprawnie zeń zeskoczył. Lądowanie na miękko ugiętych nogach wyszło mu nie mniej sprawnie, choć wzbiło tumany kurzu.
Zaczął bezgłośnie poruszać ustami. Zerwał się wiatr, który zdawał się mieć swoje źródło bezpośrednio w poruczniku. Rozwiewał długie, jasne włosy na wszystkie strony, ale Saszka nie zwracał uwagi na chlastającą go po twarzy własną kitkę. Szare oczy rozjarzyły się oślepiającą bielą jak przy rozbłysku magnezji i po całym ciele geografa rozlała się wyglądająca jak smoła czerń, która zaraz jednak nabrała odpowiednich kształtów i utwardzenia, zamieniając się w zbroję. Z pleców wystrzeliły ogromne skrzydła, a elf dobył miecza. Wszystko trwało nie dłużej niż kilka sekund.
Podbiegł do major Majchrowskiej, lustrując uważnym spojrzeniem całą okolicę. Wiedział, że to twarda babka i że gdyby było inaczej, nigdy nie trafiłaby do służb specjalnych.
Jednak nie była elfem. I z całą pewnością nie miała dostępu do Ravena.
A co było jeszcze bardziej pewne, Saszka zwyczajnie nie chciał, by stała na pierwszej linii frontu.
- Co tu się, do kurwy nędzy, dzieje - warknął mijając ją. Nie miał pojęcia, czy ktokolwiek udzieli mu odpowiedzi. Szczerze wątpił, by ktokolwiek ją w ogóle znał. Dlatego mamrocząc mantry bojowe, głównie te zwiększające szybkość, ruszył za rozmazaną smugą.

Raven, 1/6 postów użycia

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Wto Sie 22, 2017 10:51 pm

Znowu w siodle.
Znowu w życiu mi nie wyszło...
Nie miał znaczenia ten ponad dwugodzinny odpoczynek od siodła, odszedł w niepamięć w momencie, w którym Janusz na nowo znalazł się na grzbiecie konia. To nie był spacerek ani lekko wyboisty kłus. Koniec zgrabnie przemknęły przez bramę, by zaraz rozwijać prędkość. Od stępa do cwału, muskając tylko kopytami rytm galopu – nie było czasu.
A Cichocki nie zastanawiał się, co mogło stać się w wiosce. Jego myśli krążyły pomiędzy dojedzonym w biegu schabowym, a piosenką z Gwiezdnych Wojen. Czysty umysł, niezmącony niepokojem czy obawami, lepiej było zakładać z góry, że wszystko jest w porządku, a oni przyjadą sobie popatrzeć na anomalie, jaką miał być mówiący soggoth. Krótka wycieczka w celach czysto naukowych, ciekawostka. Bardzo niebezpieczna ciekawostka – Janek nie zdawał sobie wówczas nawet sprawy, jak bardzo niebezpieczna.
Gdy wjechali do wioski, został trochę z tyłu. Pociągnął za lejce, zmusił parskającego konia do zwolnienia tempa, uważnie lustrował wzrokiem okolicę. Do samego placu dojechał już miękkim kłusem. Zeskoczył z konia dwie sekundy po tym, jak Kaśka przywołała jego i Saszę. Spokój. Gdzieś kątem oka zobaczył trupy. Coś mignęło mu na granicy widoczności, ledwo zamazana smuga pędząca to tu, to tam.
Zerknął tylko na snajperkę nadal przypiętą do siodła, lecz ostatecznie z niej zrezygnował. Cokolwiek to było, było zbyt szybkie. Sięgnął szybko po miecz i odpiął go zdecydowanym ruchem, by już w drodze przypiąć pochwę do haczyka przy pasie taktycznym. Na wszelki wypadek. Przeskoczył do truchtu i zrównał się z panią major, nie wychodził na szpic na podobieństwo Saszki. Za to wyciągnął magiczną broń odbezpieczył i wycelował na dobry początek w ziemię gotów do aktywacji zapieczętowanego w niej czaru.
— Potworzysko — oznajmił lekko. Spojrzał bezbarwnie na umierającego żołnierza, który ostatkami sił chyba próbował wcisnąć jelita z powrotem do wnętrza brzucha. — I trupy. — Uniósł broń, w myślach powtarzał mantrę, by zwiększyć refleks. Reakcja oko-ręka była tym, co go najbardziej teraz interesowało. — Nam strzelać nie kazano. Skurwysynu. — To już zamruczał do siebie, leniwie i od niechcenia. Połyskujący brudnozielony celownik zamigotał na prawym oku.
Potworzysko mogło być sobie szybkie, ale nie mogłoby w nieskończoność uciekać przed kulą, która napędzana magią ścigałaby ja dopóty, dopóki nie osiągnęłaby celu. Z tą lekką myślą, nucąc już na głos mantrę, Janusz starał się uchwycić moment, w którym potwór śmignąłby mu przez celownik i w tym momencie oddać strzał. Palec na spuście.
Nie lubił walki w zwarciu, nie dla niego było rzucanie się z mieczykiem na smoka. Dla niego były pociski przecinające bezgłośnie powietrze. Był jebanym wyborowym strzelcem i z tego pistoleciku, który teraz trzymał w dłoni, potrafił oddać strzał równie celny, co w przypadku karabinu snajperskiego. Zwłaszcza teraz, gdy był dodatkowo podkręcony przy pomocy magii.
Oddał trzy następujące po sobie strzały, gdy tylko miał ku temu okazje, odrzut szarpnął ledwo widocznie, lecz nawykła do tego ręka nie pozwoliła, by celownik zmienił pozycję docelową. Choć i tak Cichocki nie był do końca pewien, czy udało mu się nacisnąć spust odpowiednio szybko.

3/20 strzałów, używana broń: Pawlak (prawa)

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Wto Sie 22, 2017 11:17 pm

Bycie medykiem wojskowym (swoją drogą – jednym z nielicznych z magicznymi zdolnościami leczniczymi) wiązało się z zrzucaniem z miejsca na miejsce. Jeszcze niespełna trzy tygodnie temu była na zachodzie, niemalże pod samym Wrocławiem, tam wspierając żołnierzy swoją wiedzą i umiejętnościami. Dostała jednak rozkaz z góry przeniesienia się na wschód. Polecenie to polecenie, nie zamierzała nawet dyskutować. Tak naprawdę potrzebna była WSZĘDZIE, ale niestety nie posiadała zdolności multiplikacji.
Była akurat w Garnizonie, gdy dostała prosty komunikat przez azymulet. Wzięła z magazynu najpotrzebniejsze rzeczy, by następnie wsiąść na konia i czym prędzej udać się w kierunku sąsiadującej wioski. Biedne zwierzę cały czas było przez Han’lynn pośpieszane. Czasu uciekał, nie wiedziała nawet czego się spodziewać, ale była gotowa tak naprawdę na wszystko. Już tyle widziała w wojsku, że nic, ale to nic ją nie zdziwi. Na wszelkie ohydztwa pokroju flaków na wierzchu czy kompletnie zmasakrowanych ciał była już uodporniona. Kto by się po niej spodziewał? Z buźki wyglądała na raczej delikatną dziewuszkę, a nie babkę o stalowym żołądku.
Miała wrażenie, że im bliżej Stojanowic była, tym bardziej atmosfera robiła się, nazwijmy to, gęściejsza. Ludzie, którzy tu mieszkali, musieli być szaleńcami, naprawdę. Choćby dawali ziemię za darmo, nigdy nie zbudowałaby domu tak blisko granicy, tak naprawdę niemal na samej linii frontu. Wychowuj dzieci w takich warunkach…
Koń pędził, a ludzie odskakiwali na boki, robiąc podporucznik Zapolskiej drogę wolną. Nikt nie chciał być staranowany i skończyć z pogruchotanymi kościami, którymi medyczka zdecydowanie by się nie zajęła. Miała rozkaz wesprzeć ludzi na froncie, a nie zajmować się cywilami. Choćby ją błagali, nie było na to najmniejszych szans. Rozkaz to rozkaz, musi zostać wykonany.
Wjeżdżając do wsi słyszała już krzyki i przerażenie ludzi. Nic dziwnego. To co się działo, to istny armagedon. Wjechała na plac, na którym zobaczyła miazgę, która zapewne była kiedyś człowiekiem… tu nawet najpotężniejsza magia na nic się zda. Choć ten obok zdawał się być WZGLĘDNIE żywy, bo jeszcze upychał swoje wnętrzności…
– Prrr! – powiedziała do konia, mocniej ciągnąc za lejce w celu zatrzymania go. Zeskoczyła na ziemię, lądując miękko, jak na kobietę przystało. Szybko zdjęła z siodła najważniejsze rzeczy – a mianowicie zestaw przyrządów i apteczkę. Kabura z pistoletem została przypięta do paska, warto mieć jakąś broń przy sobie.
Wszystko działo się ekspresowo – założenie rękawiczek, dwa gesty z prostym kata na oczyszczenie umysłu, a następnie użycie tarczy nietykalności, by osłonić siebie, rannego żołnierza i (o ile będą w zasięgu), Saszkę, Zawisze i Janusza. Choć jednocześnie cały czas uważała, aczkolwiek miała nadzieję, że będzie osłaniana. Położyła żołnierza na ziemi, by zacząć go choć odrobinę leczyć przy pomocy błogosławionych dłoni. Chociaż biedak nie będzie czuł bólu i zatamuje krwawienie w jakimkolwiek stopniu. Jelita wsadziła na swoje miejsce, kompletnie nie brzydząc się krwią, a potem wzięła się za zszywanie. Jak facet przeżyje do końca tego armagedonu, to będzie miał szanse na wyjście z tego. W tych warunkach to wszystko, co tak naprawdę mogła zrobić.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Sro Sie 23, 2017 12:27 am

„Saszka, Janusz!” – krzyknęła ostrzegawczo, a oni zareagowali, nim zdążyła dodać coś więcej.
No żesz kurwa jego była mać.
Kobieta gwizdnęła ostro, po męsku przez zęby. Koń zareagował wyćwiczonym wierzgnięciem, a Zawisza swobodnie wysunęła stopy ze strzemion i wręcz akrobatycznym susem wskoczyła na siodło. Wybiła się lekko, wychodząc naprzeciw pociskom Cichockiego. Płazem miecza odbiła tylko jeden.
I tak dobrze.
O miecz się nie bała, robota Anki była doskonała. Część mózgu Katarzyny sama nastrajała się do walki. Marysieńka opadła na przednie kopyta, Zawisza zeskoczyła płynnym saltem, lądując na ugiętych nogach. W prawej ręce dzierżyła miecz, palce lewej migały szybko, kreśląc bojowe kata. Przez umysł zaczęły przewijać się mantry bojowe, słowa pozwalające skupić się, wyciszyć, zamknąć swój umysł na ataki Czarnych. Klepała w myślach „Zdrowaś Mario”. Nie była przesadnie religijna, ale teksty modlitw to coś, co zna się dobrze.
Poza tym pamiętała wyraz twarzy matki, gdy ta modliła się na niedzielnych nabożeństwach. Wtedy, gdy mała Kasia jeszcze chodziła do kościoła razem z nią.
- Nie strzelaj – powiedziała, o dziwo, bardzo spokojnie.
A potem odpaliła egidę.
Powietrze jakby zgęstniało wokół niej. Nagły cień wypęczniał, błysnął zielenią i błękitem wyładowań magicznych, zestalił się w matowe kształty. Na razie przywołała tylko napierśnik i osłonę na szyję. Nie chciał pokazywać zbroi, którą cała Polska oglądała już w telewizji.
Jeszcze nie teraz. Dopóki nie zrozumie, z czym walczą.
- Nie strzelaj – powtórzyła, widząc, jak trafione pociskami stworzenie zwalnia, aż wreszcie przystaje.
Wtedy właśnie zrobiło się cicho. Zawisza mocniej ujęła miecz, czując, że jej dłonie nagle zrobiły się mokre zimnego potu.
„Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, Pan z tobą. Błogosławionaś ty między niewiastami…”
Soggoth to człowiek, który stał się potworem. Bo był zdrajcą, złożył pokłon balrogom i ich sługom. Bo był pechowcem i zjadł maliny, które wyrosły na skażonej fagami ziemi. Bo ugryzło go zakażone zwierzę. Bo tak – ostatecznie nadal nie wiedziano wszystkiego o tym, jak fagi wpływają na ludzi.
„…I błogosławiony owoc żywota twojego – Jezus…”.
Ofiarami są mężczyźni w sile wieku, zgarbione staruszki, rozśmiane młode kobiety, porządne i zapracowane matki, ojcowie domów, żuliki spod sklepów, pocieszni dziadkowie.
Ale Zawisza dotąd nie widziała, by soggothem stało się dziecko. Aż do dzisiaj.
„…Święta Maryjo, Matko Boża. Módl się za nami grzesznymi…”
- Wszyscy stać! – ryknęła, mając nadzieję, że uzbrojony elf usłucha i zatrzyma się. Wycofała się tak, by stanąć dokładnie w linii pomiędzy Januszem a potworem. Co za kretyn. – Stać, mówię!
Kątem oka widziała, jak nieznana jej kobieta (Czyżby półelf…?) zsiada z konia i podbiega do rannego. Sanitariusz. Dobrze.
„...teraz i w godzinę śmierci naszej, amen.”
Potwór był nagi. Miał cztery ręce, upazurzone stopy, paznokcie mienione w wielkie szpony zdolne rozpłatać gardło łatwiej, niż menel jest w stanie otworzyć sobie piwo. Jedyne ocalałe oko lśniło w zniekształconej twarzy onyksowo. Ale soggothy bardzo rzadko przypominają tego, kim były. Ten akurat przypominał – małą, najwyżej dziesięcioletnią dziewczynkę o włosach splecionych w dwa warkoczyki. Kolor pozostawał niewiadomą – całe były rude od krwi.
Szczerzyła paszczę pełną kłów w czymś, co nieprzyjemnie przypominało uśmiech.
- No dalej – syknęła. – Powiedz coś.
Nie mogli soggotha tak po prostu zabić. Każda informacja jest cenna – powinni ją schwytać i oddać do przebadania. Poza tym ci ludzie od remoralistyki nadal badają, próbują ratować ludzi, których magia balrogów pozbawiła człowieczeństwa, więc może… może…
- Nie wolno nam jej zabić!

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Sro Sie 23, 2017 1:04 am

Uzbrojony elf nie usłuchał się i nie zatrzymał. Znacząco natomiast zwolnił i z uniesionym oburącz Incendium zbliżał się do zranionego soggotha po okręgu, nie spuszczając ze stwora uważnego spojrzenia. Nie miał pojęcia, czyje kule dosięgły maszkary, ani czy było to trafienie zaplanowane, czy też zwyczajny łut szczęścia, był jednak z takiego stanu rzeczy zadowolony.
Częściowo.
Z jednej strony - unieruchomiło to czwororęką istotę. Ale z drugiej - nawet idiota wiedział, że to właśnie zranione zwierzę jest najgroźniejsze.
Dopóki potwór nie wykazywał chęci, by natychmiastowo pozbawić kogoś życia albo chociaż ręki, dopóty Saszka nie zamierzał stwora tykać mieczem, miał się jednak na baczności. Jak każdy, kto przeszedł chociaż podstawowe szkolenie wojskowe, dobrze wiedział, że sposób na soggotha jest tylko jeden. I to taki zakładający użycie poświęconego miedzianego haka.
Ale przecież nie po to wezwali tu elfa, żeby odbębniał robotę, którą mogli wykonać stacjonujący w okolicy żołnierze.
Saash'Khaar spróbował przyszpilić stwora do ziemi magicznym słowem. Jeśli wieści przekazane przez szeregowego Mularczyka były prawdziwe, to obecny tu okaz mógł się przyczynić do poszerzenia wiedzy na temat tych wynaturzeń. I należało to sprawdzić, koniec, kropka.
Choć może żołnierz próbujący powstrzymać własne flaki przed salwowaniem się ucieczką miałby na ten temat zgoła inne zdanie.
Porucznik Erkh'iaan zbliżał się do tego czegoś powoli, lecz nieubłaganie, zachowując stosowny dystans, na wypadek, gdyby jednak gówno wkręciło się w wentylator. Ze zgrozą zdał sobie sprawę z tego, że właścicielka ogromnej paszczy jest - albo raczej była - jeszcze dzieckiem. Poczuł w ustach kwaśny posmak. Blizna dawała się mu w znaki.
Przyłbica nie ograniczała jego widzenia obwodowego. Kątem oka odnalazł żołnierza, którego dystynkcji nie mógł z tego miejsca odczytać, ale to nie miało znaczenia. Znaczenie miało to, że wojskowy nie szczał pod siebie ze strachu.
- Ty - oszczędnym gestem wskazał na niego głową. - Biegnij po klatkę, sidła, linę, cokolwiek znajdziesz, a co unieruchomi tę pannicę w warkoczykach - powiedział stanowczo, a zniekształcony przez zbroję głos zdawał się być twardy jak stal. - Ruszaj! - ponaglił go jeszcze. A potem, wciąż nie spuszczając wzroku z soggotha, zwrócił się bardziej w przestrzeń, niż faktycznie do Zawiszy. - Jakieś pomysły, pani major?

Raven, 2/6 postów użycia

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Sro Sie 23, 2017 3:26 pm

Trafił. Dwa na trzy strzały osiągnęły prywatną nirwanę. Nie chciał zabijać soggotha, tylko zranić i zmusić do defensywy. Zaszlachtował kilka osób ot tak. Czy to nie był powód do strzelania?
Cichocki spojrzał na żołnierza opatrywanego właśnie przez elfkę. Albo półelfkę. Nieważne. Ludzie zarażeni fagami przestawali być ludźmi i Janek już ich nie postrzegał jak przedstawicieli własnego gatunku. Tak chyba było łatwiej oddać strzał i zabić. Wyrzucić z głowy myśl, że może nie tak dawno temu ta krwiożercza istota była kobietą, mężczyzną czy dzieckiem. Kimś żywym i ciepłym, o własnych planach na przyszłość, mającym rodzinę i przyjaciół. Kimś, kogo mógł nawet znać.
Opuścił powoli dłoń i skierował lufę w kierunku ziemi. Żadnej zbroi blokującej ruchy, żadnej egidy. Janusz wyglądał tam tak jak turysta, który omyłkowo zaplątał się w coś, w co nie powinien. Jedynym elementem mundury były wojskowe trepy, nic więcej. Żadnych emblematów, odznaczeń, nic a nic. Nie zdjął palca ze spustu, tak na wszelki wypadek.
Mimowolnie powtórzył myśl Saszki – zranione zwierzę było znacznie bardziej zajadłe i wściekłe, kąsało mocniej i z większą nienawiścią, bo miało za co się mścić. Dlatego też nie podchodził blisko. Przysunął się raptem dwa kroki naprzód, patrząc na Kaśkę bez wyrazu. Stać, stać, nie strzelaj.
Co z tego, że soggoth miał warkoczyki i wyglądał jak dziewczynka? Tej już w środku nie było, zmieniła się w bestię. Jedyny powód, dla którego mieliby go nie zabić, były informacje. Lecz można było je uzyskać nawet z rannego. Też coś.
— Zmęczony i ranny byłby mniej niebezpieczny — rzucił trochę sucho. Zaraz jednak ten ton porzucił. Warkoczyki. Rude od krwi. Też coś. — Pippi Pończoszanka w wersji horyzontalnej, edycja tylko dla dorosłych, proszę państwa. Wyjątkowy okaz.
A mógł milczeć.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Sro Sie 23, 2017 9:44 pm

Robiła tak naprawdę co mogła. Jak ogarnęła żołnierza, który wciskał sobie flaki z powrotem na miejsce, przeszła do kolejnych osób, udzielając im pomocy – nie mogła wszystkich leczyć za pomocą magii, niestety. Nie wszyscy jednak nawet takowego potrzebowali. W wielu przypadkach wystarczyło odkazić, zszyć i zabandażować rany oraz krótkie pouczenie, że muszą się czym prędzej stawić do lekarza. Była zupełnie sama, rannych była cała masa i Han’lynn w tych warunkach nie zamierzała przeprowadzać operacji na otwartym sercu. Robiła tyle, żeby osoby najbardziej ranne przetrwały cały armagedon i zostały przetransportowane do szpitala, a tam już inni zajmą się specjalistycznym leczeniem. To wszystko, co mogła dla tych ludzi zrobić.
Docierały do niej strzępki rozkazów wydawanych przez Zawiszę. Jednakże to, że nie wolno było jej im zabić usłyszała doskonale. Hanka wstała na nogi i podeszła nieco bliżej, ale na bezpieczną odległość od  soggotha, Była kiedyś dziewczynką… ale co z tego? Stała się potworem… bo tak. Bo jej rodzice byli na tyle nieodpowiedzialni, że postanowili zamieszkać w zagrożonej strefie… Może zjadła borówki rosnące nieopodal, albo miała po prostu pecha? To już nie było ważne. W oczach Zapolskiej nie była już człowiekiem. Patrzyła na nią jak na potwora, po prostu. Potwora, którego się prędzej czy później pozbędą, wcześniej robiąc kompleksowe badania. Wciąż niewiele było wiadomo o soggothach… Trzeba było przyznać, że sama miała wielką ochotę ją prześwietlić i zobaczyć, co kryje w swoim wnętrzu.
– Jestem w stanie to uśpić, ale potrzebuję asekuracji – odezwała się w końcu, patrząc na wojskowych. Musiała być naprawdę blisko, by zaklęcie „załapało”, a wolała nie ryzykować i nie skończyć jak ludzie, którym przed chwilą pomagała. No i zawsze istniało ryzyko, że coś pójdzie nie tak… a prześwietlenie jednak było zaklęciem, które potrafiło z niej siły wyciągnąć, więc wolała mieć zabezpieczenie. Po pierwsze własne bezpieczeństwo, żadnej brawury i robienia z siebie bohatera.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Sro Sie 23, 2017 10:27 pm

Zaklęcie elfa podziałało. Soggoth wydał z siebie zdławiony, rozjuszony wizg, gdy potężna siła przygniotła go wręcz do podłoża. Dziewczynka zgięła się nienaturalnie, jakby w jej kręgosłupie nagle przybyło dwa razy tyle stawów. Syczała.
- Die Elfe – wypluła z siebie zniekształconym, straszliwym szeptem. Kiedyś podobno istniały programy komputerowe, dzięki którym ludzie potrafili dowolnie zmieniać swój głos. Zawisza podejrzewała, że mogło to brzmieć podobnie.
- Und. Die. Hure – dodał soggoth urywanym, ale całkiem czystym głosem.
Dziewczynka w jej wieku nie powinna znać takich słów po niemiecku.
„Jakieś pomysły, pani major?” – spytał Saszka, a Katarzyna postąpiła pół kroku w tył, w stronę Janusza. Ręka z mieczem wyrwała się, zatoczyła ze świstem koło i zamarła. Ale ostrze bynajmniej nie celowało w potwora – czubek miecza, porządnej inżyniersko-elfickiej roboty zaprojektowanej przez rodzoną siostrę, wylądował dokładnie pod brodą Janusza Cichockiego.
A i owszem, pomysł był lepiej.
- Ani słowa więcej – wyszeptała cicho. Zaryzykowała odwrócenie się, uważnie taksując twarz mężczyzny, szukając oznak pęknięcia, przez które mogłoby wdać się zło. Na zachodzie niebezpiecznie było mówić takie rzeczy.
Na zachodzie niebezpiecznie było takie rzeczy myśleć. Poza tym, że było to po prostu prymitywne skurwysyństwo, godne trepa upieprzonego tłuszczem z kotleta schabowego.
Tymczasem Han’lynn udało się prowizorycznie opatrzyć ranę mężczyzny, którego stan był najpoważniejszy. Próby jakiegokolwiek szycia w tym miejscu były więcej niż ryzykowne, ale zakończyło się szczęśliwie – w końcu Zapolska dysponowała więcej niż porządnym sprzętem. Rannego należało jak najszybciej zapakować do śmigłowca i przewieźć do Gorzowa, gdzieś, gdzie znajdzie się kompetentny chirurg i naprawę czysta sala operacyjna. Ale gdyby nie półelfka, nie miałby żadnych szans.
Kobieta udzieliła pomocy kilku pozostałym osobom, aż wreszcie zadeklarowała swoją gotowość w akcji pacyfikacyjnej. Katarzyna myślała przez krótką chwilę i skinęła głową. Prawdopodobieństwo, że zwykła klatka na kury zdoła utrzymać coś, co zabiło i dotkliwie zraniło żołnierzy, była niska.
Wzięła oddech, w myślach wyrecytowała kolejną mantrę. Opuściła miecz, poświęcając ułamek myśli, by wspomnieć jego konstruktora. Oczyściła umysł, sprawdziła tło fagowe, wzmocniła egidę – poczuła wibrowanie nanokadabr wokół siebie, a na jej udach, brzuchu i ramionach zaczęły pojawiać się kolejne elementy zbroi. Z pleców spłynął płaszcz podbity srebrnoszarym futrem.
Stali na placu oboje – ona i Saszka, elf i ludzka kobieta, oboje zakuci w czerń. Dwa smoliście czarne przecinki w szkarłatnym tekście cierpienia i grozy.
- Porucznik Erkh’iaan i ja będziemy cię osłaniać. Janusz, zabezpieczaj tył – rzuciła, co było tylko grzeczniejszą formą dla „Nie wpierdalaj się”.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Sro Sie 23, 2017 11:43 pm

Saszka nie mówił po niemiecku, jednak nawet on znał tych kilka słówek na tyle, by zdawać sobie sprawę, co powiedziała maszkara. A nawet i gdyby nie znał, to już sam fakt, że to mówiło wystarczył, by po plecach elfa przebiegł dreszcz niepokoju. Zwłaszcza, że to mówiło w ten sposób. Obie ręce zajęte miał trzymaniem miecza, siłą rzeczy nie mógł więc wykonać w tej chwili żadnych kata. Albo chociaż znaku krzyża. Bezgłośnie, wyłącznie w samych myślach, zaczął odmawiać mantry wyciszające i wspomagające czar, który trzymał bestię przyszpiloną do ziemi. I choć pan porucznik na ogół całkiem nieźle radził sobie z podzielnością uwagi, to ostatecznie nie był komputerem, by sprawnie i bezbłędnie wykonywać trzydzieści różnych procesów naraz.
Innymi słowy, nie był w pełni świadom, co się dookoła działo.
Jego uwaga była zbyt skupiona na tym, co miał bezpośrednio przed sobą. Skrajem świadomości odnotował jakieś zamieszanie przy Januszu i Zawiszy, ale nawet nie próbował wdawać się w szczegóły. A z przybycia długowłosej sanitariuszki zdał sobie sprawę dopiero, gdy ta zaoferowała swoją pomoc przy zneutralizowaniu soggotha.
Spojrzał na nią tylko kątem oka, mimowolnie notując w myślach: chyba elfka. Na ułamek sekundy spojrzał na major Majchrowską, gdy poczuł wibrację nanokadabr.
A jednak postanowiłaś się ujawnić, pomyślał.
- Referuj nam, co będziesz robić - powiedział już na głos do medyczki. Podszedł jeszcze bliżej i przesunął Incendium tak, by jego ostrze znalazło się pod brodą potwora, tuż przy szyi. Krawędź broni nie dotykała skóry, ale brakowało do tego ledwie kilku milimetrów. - Nie chcemy przecież, żeby coś cię zjadło - wysilił się na słaby żart i znów zawężył swój świat do leżącego przed nim plugastwa.


Raven, 3/6 postów użycia

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Czw Sie 24, 2017 12:09 am

Soggoth mówił. Odezwał się tym upiornym szeptem, zaklął szpetnie w szpetnym języku, a Cichocki nawet nie miał czasu, aby się zdziwić na dobre. W myślach mruczał do siebie Rotę, dla uspokojenia myśli, dla wyciszenia się, dla harmonii – to wszystko przerwała mu Katarzyna, gdy obróciła się z zaciętą miną i mieczykiem w dłoni. Rycerz. Żadna tam popierdółka.
Mógłby teraz wyjaśnić jej, jak potrzebne były mu te idiotyczne odzywki, to kulawe i parszywe poczucie humoru. Mógłby. Ale po co?
— Fakt, nie ma pończoch, to komplikuje sprawę — oznajmił absolutnie poważnie, licząc się ze wszelkimi konsekwencjami tego, że nie zamykał nigdy mordy, gdy to było koniecznie. Włącznie z odpowiednim raportem na biurku hetmana, co w jego myślach było wizją najbardziej drastyczną. I nawet zimne ostrze przy gardle nie wydawało się rzeczą gorszą.
Każdy miał sposób, swoją mantrę. Janusz miał wygwizdywaną bądź nuconą Rotę i te kiepskie żarty, których nigdy nie brał na poważnie. Pozwalały odcedzić myśli faktyczne od bzdur. Był prymitywnym trepem, którego nie ruszały takie rzeczy jak dziewczynka zmieniona w potwora. Gdzieś głębiej, pewnie, było mu żal – dziecko miało pecha, całe życie poszło w cholerę. Lecz nie widział sensu rozczulania się nad takimi kwestiami, gdy dookoła byli cywile, których można było ocalić, tak dla odmiany.
Broni nadal nie schował. Przecież miał osłaniać tyły.
— Nie wiem, czy mam dość duży parawan, by osłonić twoje tyły.
Bo jak być prymitywnym trepem, to do końca i trzy dni dłużej. Niemniej rozkaz zamierzał wykonać, przecież i tak poszedł tam nieproszony.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Czw Sie 24, 2017 12:31 am

Hania aż się wzdrygnęła, słysząc ten paskudny język. Na dziewczęcej twarzy półelfki pojawił się niezbyt ładny grymas. Obrzydlistwo. Wzięła głęboki wdech, jednocześnie powtarzając w myślach „Ojcze nasz” po łacinie. Bardzo lubiła ten język – i cóż z tego, że wymarły? Był taki harmonijny, działał zdecydowanie uspokajająco na duszę podporucznik Zapolskiej. Wspomogła się jeszcze prostym kata, by kompletnie oczyścić umysł. Musiała zachować zimną krew… Musiała podejść wręcz niebezpiecznie blisko soggotha. Miała tylko nadzieję, że czar złapie za pierwszym razem.
Spojrzała na Zawiszę, a potem na porucznika. Ufała im, że zadbają o jej bezpieczeństwo. W przeciągu tych kilku sekund musiała się skupić tylko i wyłącznie na czarze, więc bez ich wsparcia była kompletnie bezbronna, nie byłaby w stanie odpowiednio szybko zareagować. Wysłuchała, co oboje mieli do powiedzenia. Nim przejdzie do czynów, musiała ich przed paroma rzeczami ostrzec.
– Jak tylko zaklęcie zadziała, to powinno upaść i zacząć się mienić seledynowym światłem. Zostanie wprowadzone w stan podobny do śpiączki. Ludzi trzyma nawet do paru godzin, ale nigdy nie używałam tego zaklęcia na soggothcie. Jednocześnie jest to dosyć silna magia, postaram się nie przesadzić. W razie gdybym mdlała, proszę mnie łapać – zarzuciła również żartem na tym samym poziomie, co Saszka. Jednak gdzieś ta elficka mentalność była, tylko przez ludzkie wychowanie w większości czasu była uśpiona…
– Podejdę jak najbliżej, a następnie wyciągnę ręce i użyję zaklęcia, zadziałać powinno od razu, ale przetrzymam dłużej dla pewności – powiedziała, co zamierzała zrobić, tak jak porucznik prosił (rozkazał?).
Han’lynn podeszła do soggotha krok po kroku, aż do momentu, gdy był on na wyciągnięcie ręki, że była w stanie go dotknąć – aczkolwiek tego nie zrobiła – i wyciągnęła obie ręce przed siebie, przymknęła oczy i wymruczała coś pod nosem, aktywując jednocześnie zaklęcie prześwietlenia ciała. Choć głównym celem było wprowadzenie potwora w stan śpiączki, Hanka nie mogła się powstrzymać przed zajrzeniem głębiej i zobaczeniem, jak wygląda soggoth od środka – chodziło o najbardziej podstawową anatomię, narządy wewnętrzne, strukturę kości. Genetykę (na razie) postanowiła sobie odpuścić, bo to była zbyt głęboka ingerencja, a wolała jednak wyjechać stąd o własnych siłach.

prześwietlenie ciała 1/2 - chyba?

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Czw Sie 24, 2017 12:47 pm

Katarzyna dobyła obu mieczy, obróciła klingi, trzymała je przed sobą lekko skrzyżowane. Poza nie należała do szermierskich, ale nie była błędem – miecze Kaśki miały inne, dużo bardziej niesamowite działanie niż zwykłe kawałki kutego żelastwa. Jeszcze nie aktywowała czaru, nie wiedziała, jak soggoth mógłby zareagować na taką dawkę magii stabilizującej.
Poza tym – był przy nich elf. Porucznik świetnie dawał sobie radę sam, wydając logiczne polecenia i udowadniając, że nie w kij pierdział w tym wojsku.
Jednocześnie przyciskanie soggotha magią do podłoża sprawiało mu trudność, choć przecież był uzdolnionym elfem. Potwór musiał być przeczarowany, emitować fagi o niestandardowych parametrach, wymykać się czaromatom skanującym, indywidualny wzór jego aury musiał nie wzbudzać nanokadabr lakmusowych, umykać systemom wczesnego ostrzegania.
Był niebezpieczny.
A kobieta o twarzy elfki zamierzała tam podejść i zemdleć. Zawisza ruszyła do przodu, lekko po łuku, nie spuszczając wzroku z soggotha, równoważąc jego gęstą, złą magię siłą swoich mantr ochronnych. To nie było normalne monstrum Czarnych. Soggotha może i nie pokonaliby mężczyźni z widłami, ale patrolujący żołnierze na pewno. Tutaj mieli geografa królewskiego, rycerza Rzeczpospolitej i najprawdziwszego elfa.
I wcale łatwiej nie było.
- Ostrożnie. Ubezpieczam cię…
- I tak jesteście słabsi niż ona – oświadczył soggoth z dziecięcą wyniosłością w głosie. A potem półelfka zaczęła czarować. Wyciągnięte dłonie sączyły magię, ciało okrutnie przekształconej dziewczynki zalśniło seledynowym blaskiem. Zasyczała, wyprężyła się, ale z wolna zaczęła uspokajać. Czarna powieka powoli opadała, zasnuwając złe onyksowe oko. Czar działał.
Zawisza odetchnęła nieznacznie. I zdecydowanie przedwcześnie.
Soggoth przełamał dwa czary jednocześnie – magiczne słowo dociskające go do ziemi oraz skanującą magię Han’lynn. Wrażenie było takie, jakby obserwowali i czuli nagłe zerwanie nanokadabrowego plastra tamującego obrzydliwie zaropiałą, sączącą się ranę. Opatrunek przysechł już, więc plaster wyrwał kawał magii. Ale puścił. Świeża rana na powrót zaczęła spływać fagami, w powietrzu rozszedł się smród kału, metalu i rozkładu.
Dziewczynka uśmiechnęła się półgębkiem. Zerwała z ziemi, w locie przeorawszy pazurem policzek Zapolskiej. Powaliła kobietę na ziemię i użyła jej jako trampoliny, mocno wybiwszy się od jej uda. Zawisza krzyknęła i ruszyła w jej kierunku, ale soggoth umknął mieczom z kocią zwinnością.
Pomknął wprost na Cichockiego.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Czw Sie 24, 2017 1:51 pm

W gruncie rzeczy tylko wyczekiwał, aż coś pójdzie nie tak. Gdyby Saszka był bardziej jak Janusz, pewnie nawet pokusiłby się o komentarz w stylu "panie, przecież to jebnie". Saszka jednak nie był bardziej jak Janusz, a umysł miał zbyt zajęty mantrami, by jeszcze wygłaszać na głos jakiekolwiek niekoniecznie niezbędne komentarze.
Co, jak się zaraz okazało, i tak zdało się psu na budę.
Zaniepokoiły go słowa soggotha. Teoretycznie powinny się odnosić do tego, że są słabsi od elfiej medyczki, tak by wynikało przecież z kontekstu, ale geograf miał dziwne wrażenie, że jednak nie, nie o to potworowi chodziło. Nie zastanawiał się nad tym. Niczym Scarlett O'Hara w swoich najlepszych chwilach zdecydował, że pomyśli o tym później.
O ile jakieś później miało nastąpić.
Wreszcie jebło. Wrogie fagi wybuchnęły mu prosto w twarz, a przynajmniej tak to odczuł, i Incendium zadrżał nieznacznie. Sam wyrzut złej magii nie był jeszcze niczym specjalnym, ostatecznie nie takie rzeczy się widziało w krainach za horyzontem, ale miał jedną zasadniczą wadę.
To było silne pole fagów.
Porucznik zachwiał się lekko, gdy blizna na piersi w ułamku sekundy stała się lodowato zimna, by niemal od razu po tym zapłonąć bólem tak silnym, że elfowi na chwilę zaparło dech. I było to chyba jedyne wyjaśnienie, dlaczego Saszka, mimo że stał nad stworem w pełnej gotowości bojowej, nie zatrzymał bestii ani przed ucieczką, ani przed zranieniem medyczki.
Choć Saash'Khaar przeżywał istne męki, to dla świata rzeczywistego jego stupor nie trwał długo. Z nie mniejszą szybkością i zwinnością rzucił się w pogoń za soggothem, żałując tylko, że na placu pełnym ludzi nie mógł bez ryzyka rozłożyć skrzydeł, by wznieść się w powietrze. Mógł niechcący przebić kogoś sztyletami piór, a tego nikt by nie chciał. W biegu przełożył miecz do lewej ręki, a prawą sięgnął po czakram.
- Dalej, dalej, ostrze Xeny - wyszeptał zaklęcie i rzucił naładowanym nanokadabrami czakramem w maszkarę, celując w to miejsce, gdzie powinny znajdować się oba serca soggotha.


Raven, 4/6 postów użycia
Xenna Extra, 1/5 postów użycia

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Pią Sie 25, 2017 2:45 pm

Ubezpieczał tyły. Rozkaz ten rzetelnie wykonywał - zaraz po tym ostatnim żarciku - broni nie schował, nie zabezpieczył, celownika nie ściągnął z oka. Pogwizdywał sobie Rotę pod nosem, dopowiadając w myślach słowa, które powinny szumieć do rytmu kulawej melodii. Pełna koncentracja, zero myśli, które mogłyby go rozproszyć.
Przypatrywał się soggothowi i zabiegom, którym zostawał poddawany. Przyduszony do ziemi przy pomocy magii i ranny nadal pozostawał beznadziejnie niebezpieczny. Niemniej nie mieli go zabijać, a unieruchomić i uwięzić. Co to dla nich? Elf, major, medyk. No i Janusz na doczepkę, ale siebie nie śmiał dołączać do tego zestawienia - jakoś tak miał wrażenie, że ze zgromadzonych tutaj doświadczenie ma najmniejsze.
Dalej wszystko potoczyło się szybko. Pomknęło w dół zbocza niczym kamień Syzyfa. Janusz widział, jak soggoth przełamuje zaklęcia, jak podrywa się z ziemi. To był moment, w którym uniósł wyżej broń, wycelował. Strzały oddał dopiero wtedy, gdy urocza dziewczynka wywinęła się niczym kocisko spomiędzy mieczy Katarzyny i zaczęła mknąć w jego kierunku. Szybko, ślicznie, bezgłośnie. Jak pocisk.
Po tych dwóch pośpiesznych strzałach wspomaganych magią rzucił się w lewo, by uniknąć spotkania z pazurami. Egidę odpalił zanim odbił się od ziemi, bezbarwna bańka otuliła go szczelnie. Przeturlał się po ziemi i poderwał na jedno kolano. Starał się nie tracić ze wzroku soggotha przez cały czas i puścił jeszcze trzy naboje w małe rudowłose monstrum.

8/20 strzałów, używana broń: Pawlak (prawa)
1/3 posty - egida 'Pan tu nie stał'

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Pią Sie 25, 2017 9:47 pm

Byłoby zbyt pięknie, jakby wszystko poszło po ich myśli… Niestety czasem jest tak, że pewne rzeczy po prostu szlag trafia i trzeba zmienić koncepcję. Tak było i tym razem. Choć na początku wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Czar zaczął działać na soggotha, dziewczynka powoli odpływała – choć to wydało się Hani dziwnie, bo zwykle wszyscy momentalnie tracili przytomność – i wszystko wskazywało na to, że skończy się akcja sukcesem. A tu nagle potworzysko przełamało obydwa czary – zarówno Zapolskiej jak i porucznika… Skubane plugastwo. Han’lynn nie miała zbytnio czasu na reakcję, co skończyło się zranionym policzkiem i posłużeniem za trampolinę. Niezbyt miłe uczucie, to fakt. Pani podporucznik nie zamierzała jednak nad sobą płakać, tylko zerwała się z ziemi, jednocześnie chwytając za Browninga i wydając cztery strzały w kierunku soggotha. Celowała w nogi – po dwie kulki na jedną, co by uniemożliwić, albo chociaż  znacznym stopniu uniemożliwić poruszanie się.
– Panie poruczniku, osłaniam pana przy pomocy egidy! – zawołała.
Jak powiedziała, tak zrobiła, używając tarczy nietykalności na Saszce, bo przecież ta mała cipa w każdej chwili mogła zmienić kierunek biegu i zaatakować elfa – a on z całej ich czwórki najgorzej przechodziłby zakażenie fagami, więc wolała go ubezpieczyć, tak na wszelki wypadek. Dopiero po tych akcjach zamierzała zadbać o siebie. W ruch poszło zaklęcie lecznicze mniejszego kalibru. Dłoń Han’lynn zaświeciła się seledynowym światłem. Przyłożyła ją do rannego policzka, przyśpieszając znacznie gojenie.

4/28 strzałów Browninga
1/2 błogosławione dłonie
1/4 tarcza nietykalności

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Nie Sie 27, 2017 9:37 pm

Katarzyna słyszała opowieści o laboratoryjnie przyspieszonych ludziach. Podobno wzmocniony czarami człowiek mógł przeżyć przyspieszenie około czterech razy przez pięć minut, w warunkach bojowych uzyskiwano podkręcenie wynoszące jeden koma trzy raza.
Ale nawet czterokrotnie podkręcona prędkość nie pomogłaby zapobiec katastrofa.
- Nie! – wrzeszczała, gdy jako pierwszy wyrwał się Saszka, aktywując hasłem magiczny czakram. Cisnął go tam, gdzie według badań większość soggothów posiadała serca. – Nie zabijaj jej!
Za późno. Czakram wgryzł się w ciało dziewczynki z mokrym chrupnięciem, wyrywając jej z gardła wysoki wizg. Nawet jeśli ostrze nie trafiło, magia nanokadabr musiała zadać jej dotkliwe rany. Wytracała prędkość, ale wciąż mogła się ruszać – ranna rzuciła się na Janusza, odbiła od postawionej egidy i zebrała pięć samonaprowadzających kul Janusza. Z ran strzeliły bryzgi bardzo gęstej krwi zbyt ciemnej, by można było ją uznać za ludzką.
Potwór padał, ale Han’lynn i tak przybiła cztery ostatnie gwoździe do trumny. Kule Browninga przestrzeliły nogi potwora, które zgięły się niczym scyzoryki. Soggoth runął ciężko na bruk placyku przykościelnego – zbyt ciężko jak na dziewczynkę tej wagi – i zamarł. Jeszcze tylko ptasia, dziecięca klatka piersiowa unosiła się w płytkim, zwalniającym oddechu.
- Kurwa wasza mać była! – wypluła z siebie Zawisza jadowitym szeptem. Wyminęła Saszkę, który z jakichś względów dochrapał się łaski tej medycznej bździągwy, bo otoczyła go własną egidą. Przeszła obok Janusza, nie zaszczyciwszy skrytego za własną barierą geografa. Minęła wreszcie leczącą swoje lico pannę Zapolską, rzuciwszy jej spojrzenie zdolne wypalać lęgnie balrogów.
Przystanęła nad ledwo podrygującym ciałem. Soggoth wyglądał teraz jak rozpłaszczony krab. Niezgrabna dziewczynka o przetrąconych kończynach umazanych czerwienią. Syczała, wysuwając czarny, przydługi język. Kobieta stała przez chwilę, patrząc na umierającego stwora, dopóki ten nie wydał z siebie ostatniego tchnienia. A potem płynnym ruchem wyszarpnęła drugi miecz z pochwy. Oba wbiła wyćwiczonym ruchem w ziemię, krzyżując tuż przed sobą.
- Mieczów ci u nas dostatek, ale i te przyjmuję jako wróżbę zwycięstwa – powiedziała, aktywując czar. Kompletna runa zalśniła zielenią i błękitem, pole potężnych nanokadabr rozeszło się wokół niczym fale na wodzie, oczyszczając przestrzeń ze złych myśli, niwelując fagi, zobojętniając wrogie czarocyty, przywracając równowagę aur.
Wyprostowała się, deaktywując zbroję, która opadła z niej niczym czarny popiół i zniknęła. Najpierw wykonała krótki znak krzyża i wyszeptała nad okaleczonymi zwłokami dziewczynki krótką modlitwę za zmarłych. Dopiero wtedy odwróciła się do pozostałej trójki.
Było bardzo cicho.
- Ale tak dokładniej to której części „nie zabijać” nie zrozumieliście?

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Nie Sie 27, 2017 10:21 pm

Stopniowo zwalniał z pełnego biegu, aż wreszcie zatrzymał się o kilka kroków od pokracznego truchła. Zsunął hełm w tył tak, jak zdejmuje się kaptur, a ten zniknął. Saszka nie sądził, że jego cios okaże się aż tak celny, w końcu cała akcja przebiegała w takim pędzie, że prawdopodobieństwo trafienia soggotha w jakąkolwiek witalną część ciała było dość niskie. Ale nawet gdyby znał przebieg wydarzeń, to nie postąpiłby inaczej.
Odwrócił głowę w stronę medyczki.
- Dziękuję za ochronę, pani... - zerknął na jej pagony. - ...podporucznik.
Nie zamierzał mówić jej, że w gruncie rzeczy nie potrzebował tej egidy. To, co zrobiła, było bardzo wspaniałomyślne, a mówienie jej, że uczyniła to niepotrzebnie, byłoby po prostu zwyczajnie niegrzeczne.
Saszka przyklęknął przy trupie.
Zamiast od razu wyjąć z rany swoje ostrze, zaczął się przyglądać ciału, szukać - na razie tylko samym wzrokiem - potencjalnych śladów czegoś dziwnego. Choć w zasadzie ciało soggotha samo w sobie było przecież czymś dziwnym i wynaturzonym. W każdym razie, patrzył uważnie, starając się nie przeoczyć niczego nietypowego.
Dopiero po dłuższej chwili dezaktywował czakram i wstał. Utkwił spojrzenie w Zawiszy. Twarz miał stężałą i jakby nieludzko wręcz zmęczoną.
- Z całym szacunkiem, pani major - zaczął spokojnie, lecz bez śladu wahania. - Może dla pani życie ludzkie nie ma zbyt wielkiej wartości, ale ja doskonale pamiętam, co przysięgałem chronić. Informacje można pozyskiwać na różne sposoby, ale przywracać życia już nie. Proszę się rozejrzeć dookoła. Myślę, że jeden człowiek odesłany do domu w trumnie wystarczy.

Raven, 5/6 postów użycia

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Wto Sie 29, 2017 10:34 am

Patrzył na umierającego soggotha. Zabezpieczył broń i wsunął ją do kabury, celownik zabłyszczał mocniej i zniknął, zabierając ze sobą zdolność widzenia prawym okiem. Skrzywił się i mimowolnie potarł je kłykciami, jakby to mogło w czymkolwiek pomóc.
Nie podchodził, przyglądał się ciału z dystansu. Dezaktywował egidę i oglądał jak wspaniałe przedstawienie panią major i porucznika, początkowo nawet nie zamierzał się odzywać, rzucić może przygaszonym "ups?" i wzruszyć ramionami. Ale walkiria zaczęła syczeć, należało ją odgonić zapaloną pochodnią - z czym poradził sobie wyśmienicie porucznik.
- Idź na skargę do hetmana, księżniczko - rzucił niemal wesoło i otrzepał się z pyłu. No masz, niepotrzebnie rzucał się na ziemię. Żadnego 'pani', żadnych tytułów. E tam, kogo to obchodziło? - A porucznik Erkh'iaan ujął idealnie istotę problemu.
Co więcej mógł dodać? Nie chciał patrzeć na rzeź tylko dlatego, że nie potrafili utrzymać w ryzach soggotha - spróbowali raz, w porządku. Był ranny, unieruchomiony, a i tak wyrwał się z okowów i znów stał się na powrót niebezpieczny jak cholera. Cichocki nie był pewien, czy daliby radę. Dwóch geografów, major i medyk. I jeden mały soggoth, rudowłosa dziewczynka. Co mogli wobec tego zrobić? Patrzeć, jak zarzyna kolejnych ludzi i próbować go ponownie spętać?

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Wto Sie 29, 2017 4:16 pm

Jakby rzekł pewien klasyk polskich internetów: JA PRZEPRASZAM BARDZO, ale Hania nie bez powodu celowała w nogi. Chciała po prostu soggotha unieruchomić i uniemożliwić mu atak nie tylko na swoich towarzyszy broni, a także i na ludność cywilną, która wciąż była tu obecna. Han’lynn chciała się dostosować do polecenia pani major, ale cóż… wyszło jak wyszło.
Zapolska zakończyła leczenie rany na policzku. Blizna nie powinna zostać, ale cholera ją wie. Na chwilę przyłożyła też dłoń na obolałe udo, od którego potworna dziewczynka postanowiła się odbić. Trochę jednak zabolało i pewnie siniaka będzie miała, tak czy inaczej. Ale chociaż ulży sobie trochę bólu.
Hania nie skuliła się niczym zbity pies pod wzrokiem Zawiszy – nie czuła, żeby nie dostosowała się do jej rozkazu. Podeszła bliżej trupa. Żywe czy nie, mogła to prześwietlić tak czy inaczej, ale nie zamierzała już denerwować pani major swoimi propozycjami.
Na podziękowania Saszki skinęła jedynie głową. Robiła to, co było jej powinnością. Dlaczego to właśnie jego postanowiła ochronić egidą? Bo był elfem, a one w znacznie gorszy sposób znosiły zakażenie fagami. A zdecydowanie wolała zapobiegać, niżeli następnie sięgać po magię największego kalibru – bo niestety, podstawowym zaklęciem niewiele by w tej materii zdziałała.
Gdy już Saszka i Janusz powiedzieli to, co chcieli, przyszła też pora i na Hanię. Nie zamierzała się zbyt wiele tłumaczyć, ale małe wyjaśnienie się przyda.
– Proszę wybaczyć, pani major, ale nie bez powodu strzelałam w nogi – powiedziała spokojnie, spoglądając na Zawiszę. – Czym prędzej trzeba przetransportować go do szpitala – skinęła głową w kierunku żołnierza, któremu niedawno wciskała kiszki do brzucha. – Pozwolę się przedstawić. Han’lynn Zapolska. – Kwestię stopnia pominęła. Miała pagony, więc łatwo było stwierdzić jaki posiadała.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Wto Sie 29, 2017 11:09 pm

Uspokajała się. Z wolna. Schyliła się i wyciągnęła miecze wrażone w bruk – lekko musiała się zaprzeć, ale wyszły, jak zwykle w stanie idealnym. Obejrzała się raz jeszcze na soggotha. Być może jej czar stabilizujący pozbawił potwora części markerów czarnej aury, ale czysta memosfera była istotniejsza dla stłoczonych, pobladłych cywili.
Tak też zresztą elf sam powiedział.
Zamrugała, jakby Saszka zdzielił ją w twarz. Jego słowa poruszyły fałszywą strunę, szarpnęły kotarą, zza której polała się kaskada wspomnień. Czarnej krwi na bruku. Krzyków. Łopotu śmigieł lecącego Apacza. Informacje można zbierać na rożne sposoby, ale życia przywrócić się nie da.
Skinęła głową, chowając miecze do pochew.
- Wybaczcie – mruknęła już spokojniej, ciszej. Była tu najwyższa stopniem, jeśli nie liczyć geografów i ich uprawnień do wydawana poleceń, a nieczęsto widziało się, jak przełożony przeprasza podwładnych. Ale Zawisza przepraszała. Całą trójkę. I dziewczynkę o włosach rudych od krwi. I jej matkę, bo zawsze przecież jest jakaś matka. I ich, Myszę, resztę chłopców z placu broni.
- Sprawy się skomplikowały. Tak czy inaczej odpowiadamy za soggotha. Odstawimy go bezpiecznie do Warszawy – poleciła sucho. Odwróciła się do jednego z lepiej wyglądających mężczyzn. – Skombinujcie mi trumnę, najlepiej dębową, z tutejszych lasów. I miedź. Jak najwięcej miedzi. Rury, druty i tak dalej. Wolno zrywać instalacje, pozwalam.
Potrzebowali sporo miedzi, by wygłuszyć wciąż tlącą się aurę soggotha, ukryć go przed wzrokiem jegrów i, w razie potrzeby, zadbać, by jednak nie zmartwychwstał. Balrogi cholernie nie lubiły memów z religii katolickiej, więc tego numeru pewnie nie powtórzą, ale cholera je wie.
- Major Majchrzak. Katarzyna – przedstawiła się niechętnie podporucznik Zapolskiej. Nie wyciągnęła ręki, miała ją umazaną krwią. Nie podziękowała też za opiekę nad cywilami, to była służba półelfki. Ale z ulgą zauważyła, że paskudna szrama na jej twarzy zasklepiła się bez bodaj blizny zniekształcającej jej ładną buzię.
Kątem oka dostrzegła, że tym, który ma jakiś problem, jest Janusz.
- Jeśli byłaby pani taka uprzejma, geograf chyba ma problem z okiem. A ty możesz dezaktywować egidę, jest czysto w promieniu co najmniej kilometra – dodała, zwracając się do Saszki.
Jednak wbrew własnym słowom wyciągnęła rękę i, zacisnąwszy zęby, aktywowała jednego z enpisów bojowych – wielkiego orła czarnego o smolistych skrzydłach i piekielnie ostrym dziobie. Ptak zmaterializował się na jej ramieniu, wpijając szpony wyjątkowo boleśnie. Katarzyna krzyknęła ochryple, gdy Sulima #1 zerwał się do lotu, by raz jeszcze dokładniej przejrzeć okolicę. Odetchnęła chrapliwie dopiero, gdy zniknął za linią drzew.
- Ogarnijcie swoje konie. I trochę siebie. Ruszamy natychmiast, gdy tylko ogarną miedź – powiedziała. Wyglądało na to, że Cichocki miał rację – królewna miała sporo do raportowania hetmanowi.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Sro Sie 30, 2017 12:13 am

Saszka skrzywił się. Dopiero teraz do niego dotarło, jak mogły zabrzmieć jego słowa. Jakby celowo chciał Katarzynie przypomnieć wydarzenia sprzed dwóch lat, które miały miejsce tuż obok, bo raptem pięć kilometrów dalej.
A przecież elf wcale takiego zamiaru nie miał.
Chciał coś powiedzieć. Że wcale nie pił do tego, co się stało z oddziałem pani major. Że przecież to zupełnie inna sytuacja. I że jakoś tak mu się powiedziało, trochę w nerwach. Ale nie powiedział. Miał nieprzyjemne wrażenie, że drążąc temat, tylko bardziej Kasi dowali.
- Porucznik Saash'Khaar Erkh'iaan, geograf królewski - mruknął zamiast tego w stronę półelfki w lekkim roztargnieniu. Bo przecież niegrzecznie byłoby się nie przedstawić komuś, kto właśnie się przedstawił.
Zerknął jeszcze na Janusza, ale nie widział, by drugi geograf doznał jakiegoś uszczerbku na zdrowiu. Cóż, nie był medykiem, nie musiał wiedzieć wszystkiego. Zawisza z pewnością miała powód, by zalecić konsultację medyczną.
Wyszeptał zaklęcie i Raven zniknął w taki sam sposób, w jaki się pojawił: jakby był smołą mającą swoje źródło w elfie. Saszka czasami się zastanawiał, dlaczego jego enpiso-egida manifestuje się w taki właśnie sposób, ale na dobrą sprawę nigdy nie doszedł do żadnych przekonujących wniosków. Za to w świetle tego, co przed chwilą powiedział, zaczął podejrzewać, dlaczego enpisy pani major były tak wobec niej agresywne. Pomyślał, że powinien kiedyś z nią o tym porozmawiać.
Kiedyś.
Być może w liście, bo twarzą w twarz to pewnie znowu by chlapnął coś, czego nie powinien.
Porucznik zabrał swój czakram, lekko się przy tym wzdrygając. Okolica była oczyszczona z fagów, ale to nie zmieniało faktu, że jego broń była zabrudzona krwią tego wynaturzenia. Saszka westchnął. Miał być odpoczynek po tygodniach w siodle. A będzie długi wieczór z czyszczeniem broni, pisaniem raportów i Bóg jeden wie, czym jeszcze.
Podszedł do Wedla i pogłaskał go czule po pysku. Chociaż on jeden sprawiał wrażenie, jakby to całe zajście nie robiło na nim... no, żadnego wrażenia. Może i nie robiło. W krainach za horyzontem widział parę razy gorsze rzeczy, może przywykł. A może po prostu jedynym, o co dbał, był porządny obrok rano i wieczorem.
Saszka odwrócił się.
- Pani major, sugeruję, by pani również dała się obejrzeć podporucznik Zapolskiej - powiedział. W jego głosie nie było słychać wahania, które odczuwał. - Pani enpis nie był zbyt miły.

Raven, 1/4 posty odpoczynku

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Sro Sie 30, 2017 1:37 am

Walkiria się uspokoiła, przestała syczeć, schowała kły i pazury. Jej gniew został zaduszony bezwzględnie przez Saszkę, dzięki czemu ten ostatni zasłużył sobie - ponownie! - na ukłon uznania ze strony Janusza. Przypuszczalnie sam nie wiedziałby, jakich słów użyć, by nie brzmiało to... po januszowemu po prostu. W jego ustach wszystko pobrzmiewało kpiną czy żartem, nawet jeśli zakładał na twarz maskę obrzydliwie ociekającą powagą.
Westchnął ciężko i ponownie potarł swoje oko. Nadal nie widział. Używał broni raptem chwilę, więc spodziewał się powrotu wzroku już lada moment.
- Cichocki Janusz, porucznik - przedstawił się medyczce i skrzywił. - I nie potrzebuję pomocy medycznej, zaraz mi przejdzie.
Wybitnie tym razem nie pokusił się o idiotyczny komentarz - choć to musiało mieć związek, że tym razem sprawa dotyczyła jego. A dokładniej - oka. Nie lubił tego skutku ubocznego, drażnił niemiłosiernie i przeszkadzał. Jeszcze pół biedy teraz, gdy wystrzelał raptem pięć nabojów w magazynku, celownik nie leżał na siatkówce zbyt długo. Znacznie gorzej miały się sprawy, gdy sytuacja zmuszała go do używania obu broni, gdy po wszystkim zostawał sam w ciemnościach.
Odszukał wzrokiem swojego konia. Kostek odsunął się na ubocze, lecz nie uciekł z dzikim wizgiem. Nawykł do większego chaosu niż ten tutaj, dlatego mógł bez skrępowania i problemów skubać od niechcenia trawę. Janusz ruszył w jego kierunku nieśpiesznym krokiem. Znów do siodła. Tak bardzo liczył na to, że uda mu się porządnie wyspać, a ponownie wychodziło na to, że nic z tego nie będzie. Dotarł do wierzchowca, jedną dłonią złapał za uzdę, a drugą dmuchnął koniowi w chrapy i przytulił czoło do jego płaskiej głowy. Indiańscy zaklinacze koni twierdzili, że w ten sposób konie budują między sobą więzi. Cichocki nie miał pojęcia, na ile jest to prawda, ale gwizdał na to i olewał to ciepłym moczem. Ot co.
I olewał równie zgrabnie dalsze sceny dziejące się już za jego plecami. Nie jego interesem było, dlaczego enpis ranił Katarzynę, nie wnikał w takie rzeczy. Też coś.

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Sro Sie 30, 2017 1:47 pm

Han’lynn w żaden sposób nie chciała pani major obrazić, nic z tych rzeczy. Tylko grzecznie wyraziła swoje zdanie na ten temat – uważała, że do rozkazu się dostosowała. Mimo prób nie byli w stanie soggotha pozostawić przy życiu, niestety. Trzeba mieć tylko nadzieję, że i z samego truchła uda się naukowcom coś wyczytać i dowiedzieć nowych rzeczy.
Panna Zapolska zakodowała sobie w głowie ich imiona. Zapewne jeszcze nie raz się spotkają, więc warto wiedzieć, z kim ma się do czynienia, prawda? Jeżeli zostałaby blizna na policzku – cóż, bywa. Była żołnierzem i nikt nie powiedział, że w żaden sposób nie ucierpi i jej ciało nie zostanie „zeszpecone”, aczkolwiek Hanka w ten sposób na to nie patrzyła. Blizna zdobyta podczas ochrony obywateli winna być obiektem dumy, a nie wstydu. I choć obyło się bez niej, to jakoś specjalnie nie płakałaby nad swoim losem, gdyby przyszło jej chodzić z szramą na policzku.
Półelfka również dezaktywowała egidę, bo nie była potrzebna w żadnym stopniu. Spojrzała na porucznika Cichockiego. Problem z okiem? Próbowała przeanalizować, w którym momencie to się mogło stać i co było przyczyną. Na pewno nie zostało uszkodzone przez soggotha, ale zawsze mogło coś tam wpaść, a to mogło doprowadzić chociażby do zapalenia spojówki.
– Na pewno, poruczniku Cichocki? Sprawdzenie, czy wszystko jest w porządku to zaledwie chwila… – Nie mogła udzielić pomocy komuś, kto jej odmawiał. Janusz zrobi to, co było uważane za słuszne.
Krzyk Zawiszy do najmilszych dźwięków na świecie nie należał… Enips zdecydowanie nie zachował się zbyt miło wobec pani major.
– Mogę, pani major? – zapytała, chcąc zobaczyć jakie szkody orzeł wykonał na ręce kobiety. Podstawowym zaklęciem leczniczym się będzie mogła pomóc, bo musiała chwilę odsapnąć, ale zawsze pozostawała ostatnia opcja, czyli uleczenie totalne. Zwłaszcza, jeżeli rana była bardzo głęboka. Jeżeli nie, to wystarczy tylko ludzka medycyna.
Han’lynn rozejrzała się za Eter – swoją siwą klaczą, która była, całe szczęście, nieopodal. Nigdzie nie zwiała, zresztą była specjalnie szkolona do życia w akcji. Pójdzie po nią dopiero po tym, jak już zajmie się Zawiszą.

Tarcza nietykalności 1/3 przerwy
Błogosławione dłonie 1/3 przerwy
Prześwietlenie 1/1 przerwy

avatar

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   Sro Sie 30, 2017 3:55 pm

- Nie – odpowiedziała, a potem gwizdnęła ostro przez zęby na Marysieńkę. Aby wskoczyć na siodło, potrzebowała pracy obu rąk, wolała więc zrobić to teraz, dopóki wciąż nabuzowane walką ciało lepiej znosi ból i obciążenie. Nie chciała, by oglądali jej słabość. Szczytem wszystkiego byłoby pozwolić na to, by Saszka lub Cichocki pomogli jej dosiąść konia.
Stęknęła, mocno zapierając się o strzemię i odbijając zdecydowanie od ziemi, by chociaż część siły potrzebnej do manewru wyprowadzić z nóg. Marysieńka, nieprzyzwyczajona do tak szorstkiego traktowania swej pani, zarżała z oburzeniem.
- Dziękuję, ale nie – dodała, żeby Zapolska nie odebrała jej słów jako zniewagę. – Rana nie jest poważna, a ptak musi wrócić.
Jakby na zawołanie orzeł, dotychczas będący małą kropką pod błękitem sierpniowego nieba, złożył skrzydła i zapikował w dół. Do umysłu Katarzyny spłynęła kojąca pewność, że cala okolica jest wolna od fagów, a na jej wyciągnięte lewę ramię sfrunął orzeł. Był ciężki, Kaśkę aż przygięło do grzbietu konia. Miała wrażenie, że zaciśnięte z bólu zęby po prostu połamie, ale nawet nie pisnęła.
Enpis rozwiał się niczym widmo, pozostawiając po sobie tylko kilka głębokich bruzd naciekających czerwienią. Na pewno zostawią blizny. Znowu. Już teraz Majchrowska miała ich mnóstwo, a mimo to nie chciała być leczona. Ptaki były jak katharsis. Skoro Sulima ją ukarał, ona już więcej nie musiała karać siebie. Pazury i dzioby orłów pozwalały jej zachować czystość myśli i równowagę psychiczną, nawet jeżeli było to na dłuższą metę destrukcyjne.
Oko Cichockiego z wolna zaczęło się uspokajać. Odzyskał pole widzenia – pierw zamglone i lekko zakrzywione, szybko ustabilizowało się, dając klarowny obraz. Pozostało jedynie słabe zaczerwienienie białka oraz fakt, że mężczyzna mimowolnie lał łez potoki. Jak baba. Na szczęście pełna widoczność nie była mu w tym momencie szalenie potrzebna – odgrywał jakieś jarmarczne cyrki z koniem.
Dokładnie w tym momencie wydarzyły się trzy rzeczy.
Po pierwsze, z wolna narastający szum stał się całkiem legalnym łopotem śmigła, a ludzie na placu instynktownie rozpierzchnęli się, dając plac do lądowania helikopterowi. Jeszcze metr nad ziemią wypadło z niego dwóch sanitariuszy z noszami.
Po drugie, od strony wsi nadeszła procesja – trzech rosłych mężczyzn niosło solidną, choć nierówno zbitą trumnę, a czwarty dotrzymywał im kroku z naręczem miedzianych drutów. Zawisza szybko wydała polecenia, martwego soggotha owinięto wziętym nie wiadomo skąd celofanem, obwiązano drutem i władowano do trumny.
Po trzecie, przestraszony hałasem helikoptera koń serdecznie zakopał Januszowi Cichockiemu w łydkę. Katarzyna parsknęła nieregulaminowo.
- Jedziemy stępa, żeby nie zarżnąć koni. Chłopaka odstawią do Gorzowa na ostry, a my musimy dotaszczyć trumnę do Korniejewa. Może załapiemy się na transporter, fajnie by było. I może… - urwała. Czułaby się dużo lepiej, gdyby wezwana mistrzyni Zakonu Łabędzia już przybyła. – Nieważne. Jedziemy czwórką, ja i porucznik Erkh’iaan z przodu, wy z tyłu. Trumnę zaraz przywiążą nam do siodeł. Jeżeli w garnizonie ktoś zajmie się soggothem, to mamy noc odpoczynku, konie też. Jeżeli nie, musimy zmienić konie i jechać natychmiast. Jasne? To wio.


Wszyscy z/t -> Droga dojazdowa do Korniejewa

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wieś Stojanowice   


 
Wieś Stojanowice
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Wieża Wiatrów
» Szczyt Wieży
» Wieża Północna
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Szczyt opuszczonej wieży

Skocz do: