Szybkie Menu

Agnieszka Leiv'Arrec
avatar

PisanieTemat: Agnieszka Leiv'Arrec   Wto Sie 22, 2017 1:12 pm


mgr Agnieszka Leiv’Arrec

Uniwersytet Warszawski | Asystent w Katedrze Psychowojny


Dane osobowe

Rasa: Człowiek
Data i miejsce urodzenia: 07.09.2041r., Warszawa
Stan cywilny: Mężatka
Wyznanie:Katoliczka (niepraktykująca)

Wygląd

Agnieszka z pewnością jest kobietą, która może się podobać. Jako zwykła, ludzka kobieta z pewnością traci na walorach ciała, jeżeli widuje się ją w towarzystwie elfiego męża, ale nawet wówczas zachowuje wdzięk i urok, który łowi spojrzenia wielu mężczyzn. Wciąż jest bardzo młoda, ale przeżyte doświadczenia odbiły się na jej twarzy ledwo dostrzegalnym echem, dzięki czemu wygląda profesjonalnie i poważniej, niż należałoby tego oczekiwać od dwudziestopięciolatki. Jej wygląd nigdy dotąd nie sprawił, że studenci potraktowali ją niepoważnie. Wręcz przeciwnie – sylwetka i uśmiech pani magister sprawiają, że męska część grup ćwiczeniowych jakoś tak niechętnie opuszcza zajęcia.
Twarz ma, szczerze powiedziawszy, całkiem przeciętną. O wyregulowanych brwiach, prostym, odrobinę za długim nosie i naprawdę ładnie wyprofilowanych ustach, które zdają się jakoś tak nie korespondować z miękkim podbródkiem. Jej prawdziwy atut – duże, ciemnoniebieskie oczy otoczone wachlarzem naturalnie gęstych rzęs – często wydają się być nieobecne i przygaszone, jakby kobieta była zatopiona w niezbyt wesołych myślach. Agnieszka nauczyła się mankamenty swojej twarzy korygować odpowiednim makijażem, ale nie popada w obłęd – nic się nie stanie, jeżeli wyjdzie z domu bez „tapety”. Makijaż to element, który ma jej poprawić nastrój. Zazwyczaj jako ozdoba twarzy w pełni wystarczą jej starannie pielęgnowane, gęste, ciemne włosy sięgające za połowę pleców. Agnieszka bardzo o nie dba, regularnie olejuje, stosuje odżywki i różne inne babskie rytuały, czym niekiedy doprowadza męża do szału. Nie przesadza z biżuterią – zazwyczaj zwykła, prosta obrączka z białego złota z powodzeniem zastępuje jej wszelkie ozdoby – ma jednak tatuaż: prosty tekst „Czarna kawa nie jest taka gorzka” wypisany czarnym tuszem równiutko tuż nad białą linią po poprzecznym cięciu po wewnętrznej stronie lewego nadgarstka.
Zwiększony przydział na cukier i brak czasu na ćwiczenia fizyczne musiały nieco odbić się na jej sylwetce – jest odrobinę za krągła tam, gdzie nie trzeba, aczkolwiek nadal nie wyszła poza BMI należne dla jej wzrostu. I ten mankament naprawia, odpowiednio dobierając stroje i podkreślając atut – spore, jędrne piersi, których widok niejednemu studentowi odmówił władzy nad językiem i zaliczenie odpowiedzi ustnej w pierwszym terminie.
Nosi się elegancko i z klasą. Odkąd skończyła studia i zaczęła pracę dydaktyczną, zrozumiała, że zwyczajnie nie wypada jej pokazywać się w T-shircie i rozciągniętym swetrze na uczelni. Nie jest zbyt wysoka, więc nie stroni od butów na obcasie – wygląda w nich dużo bardziej kobieco.

Charakter

Jaka Agnieszka jest, każdy widzi. Studenci powiedzieliby, że to wymagająca i zorganizowana, serdeczna kobieta pełna czarnego humoru i inteligencji, która prawdopodobne skrywa gdzieś głęboko jakieś problemy osobiste, pęknięcie na lustrze jej osobowości. Współpracownicy mają ją za osobę o żelaznym harcie ducha, odważną i pracowitą. Psychiatrzy odpowiedzą, że dobrze rokuje. Hetman określiłby ją mianem „niezłomnej”. Mąż tylko uśmiechnąłby się półgębkiem, ale jego oczy błysnęłyby gamą uczuć – sympatii, oddania, szacunku, miłości i lęku.
Wszyscy mieliby rację.
Tak naprawdę osobowość Agnieszki przyrównać można do rosyjskiej zabawki, wańki-wstańki. Jakikolwiek pojawi się problem, jakakolwiek siła zdolna wywrócić lalkę – ta zawsze podniesie się do poprzedniego stanu. Jest ostatnią osobą, którą można załamać, nie poddaje się i szuka wyjścia z każdej sytuacji, w jakiej się znajdzie. Zawsze szuka pozytywów. Jest to efekt zarówno jej naturalnych predyspozycji wynikających z wychowania, jak i otrzymanego treningu psychologicznego.
Jest typem ekstrawertyka, który nauczył się otwarcie mówić o swoich problemach i odczuciach. Zdaje sobie sprawę, że od tej umiejętności może zależeć jej życie. Można ją przyrównać do psychicznego karalucha – zawsze stara się przeżyć tam, gdzie panują nieciekawe warunki. Jeżeli przeżywa gorsze chwile, chętnie szuka pomocy i korzysta z towarzystwa innych ludzi, znajduje nowe hobby, poświęca się pracy. Uwielbia gromadzić doświadczenia i wspomnienia (jest zapalonym fotografem-amatorem), śmieje się nawet z rzeczy, z których powszechnie śmiać się nie przystoi. Skutecznie odwraca swoją uwagę od złego samopoczucia lub okazjonalnych myśli samobójczych – nie pogrąża się w nich, jest to jasny sygnał, że należy z kimś pogadać. Jest przyjacielska i szczera, więc, mimo niewyparzonego języka, łatwo zyskuje przyjaciół.
Ma dobrą pamięć, łatwo kojarzy fakty i łączy informacje, ale stosowany czar selektywnie podziurawił ją jak sito. Agnieszka nie przejmuje się tym zbytnio, bo wie, że nie może nic z tym zrobić. Zdarza jej się powtarzać to samo, kilka razy przedstawiać osobie, która ją zna, upewniać się o do zdarzeń, które miały miejsce. Stara się postępować logicznie i wywnioskować informacje, które powinny zapełniać luki w jej pamięci.
Ogromnym wsparciem i iskierką szczęścia w jej życiu jest mąż Sebastian. Dzięki niemu wiele nauczyła się o elfach i, w przeciwieństwie do wielu ludzi, nigdy nie zwątpiła w ich dobre intencje.

Magia i bronie magiczne

Nazwa: Bomba antysuicydalna
Typ: Czar
Wygląd: Kiedy Agnieszka składa dłonie i zaczyna ładować bombę, wizualnie przypomina to małą kulkę utkaną z drobnych nitek szkła lub karmelizowanego cukru, które splątały się ze sobą, tworząc jarzący się ciepłym blaskiem, fantazyjny fraktal. Ma ona średnicę około trzech centymetrów, ale zależnie od siły bomby włókna upakowane są ściśle lub mają więcej wolnych przestrzeni między sobą.
Funkcja: Jest to ładunek psychologiczny o zasadzie działania zbliżonej do jegierskich bomb suicydalnych, tylko że funkcjonujących dokładnie na ogród. Tak jak jegrzy detonują bomby, które, wybuchając nad ludźmi, zalewają ich umysły potokiem cierpienia i pragnieniem śmierci, tak Agnieszka w bombie detonuje swoje własne pozytywne wspomnienia – miłość, uczucie wzruszenia, pamięć o przyjaciołach lub zabawne wydarzenia. Bomba, eksplodując nad jegrami, wypraża ich mózgi, powodując śmierć. Jeżeli jakiś człowiek znajdzie się w polu jej rażenia, on także otrzymuje wspomnienia Agnieszki, ale na niego działają pobudzająco, dodając sił i oczyszczając umysł.
Limity: Limitem użycia mocy jest procent ubytku posiadanych na dany moment wspomnień. Agnieszka może manipulować siłą bomby, stosując jednorazowo od kilku do nawet 30% posiadanych pozytywnych przeżyć (w jednej eksplozji). Z reguły detonacja pochłania około 5% wyjściowej puli wspomnień. Agnieszka może dokonać kilku detonacji w trakcie jednej akcji fabularnej, limitem czasowym przed ponownym użyciem mocy jest procent utraconej pamięci  (1% = 1 post przerwy). W trakcie przerwy fabularnie przechodzi psychiczną rekonwalescencję, a utracone wspomnienia powinna zastąpić nowymi.
Skutki uboczne: Zdetonowane wspomnienia znikają bezpowrotnie, dlatego każdorazowe użycie bomby selektywnie czyści pamięć Agnieszki z radosnych przeżyć. Według teorii utrata około 20% takiej pamięci skutkuje zaczątkami depresji. Zjechanie do poziomu około 50% stanowi już realne zagrożenie dla jej zdrowia psychicznego. Według ustaleń grupy badawczej osiągnięcie poniżej 15% wyjściowej pamięci może doprowadzić do nieodwracalnej choroby psychicznej – o ile badana nie zechce wcześnie popełnić samobójstwa.

Umiejętności

- Szeroka wiedza z zakresu psychowojny i teorii wojny psychologicznej jegrów, a także infekcji kleszcza psychologicznego – jak przystało na doktorantkę Katedry Psychowojny (2 sloty).
- Bardzo dobrze gotuje. Próbowała wyłudzać od Sebastiana przepisy kulinarne z jego rodzimego Planu, ale ten zawsze lakonicznie odpowiada, że smakuje mu wszystko, a on nic nie może o Planie Elfów opowiadać.
- Jak przystało na naukowca, płynnie mówi po angielsku oraz komunikatywnie po niemiecku. Zna trochę słów i wyrażeń po elficku, ale to nadal zbyt skomplikowany fonetycznie język, by mogła sobie z tym poradzić.
- Ma świetnie opanowane techniki mnemotechniczne, potrafi dobrze porządkować i katalogować informacje. Robi to w stosunku do swoich wspomnień, rozmyślając i nadając im rangi ważności.
- Potrafi zrobić na drutach inne cuda. Mama nauczyła ją, gdy jeszcze była mała – pamiętała, że gdy mama chorowała, ona często siadała obok jej łóżka i robiła na drutach, rozmawiając z nią, dopóki jeszcze miała czas przed maturą. Obecnie dzierga różnego rodzaju czapki, szaliki, swetry, rękawiczki, kardigany i inne duperele, którymi obdarowuje znajomych. „Drutowanie”, jak sama to nazywa, jest dla niej świetną formą relaksu, kiedy to może pozwalać myślom, by swobodnie mieliły się w jej głowie.
- Przez większość czasu mieszka sama, zmuszona jest więc brać na siebie większość obowiązków domowych, także drobne naprawy. Sama przykręca półki, reperuje cieknący kran, zmienia uszczelki i wkręca kołki.

Słabości

- Od kilku lat zmaga się ze skutkiem ubocznym swojej pracy: depresją. Na co dzień funkcjonuje dobrze, ale depresja tkwi w niej jak drzazga, gotowa w każdej chwili zapiec i odebrać jej zdolność do wstania z łóżka. Przełożeni dobrze znają charakter projektu, nad którym Agnieszka pracuje, są więc bardzo pobłażliwi i pozwalają jej na okazjonalne zaniedbywanie swoich obowiązków z powodu niezdolności do robienia czegokolwiek wymagającego.
- Otrzymała cios w brzuch pałaszem jegierskim. Broń w gruncie rzeczy ledwo ją drasnęła, ale jako człowiek pozbawiony osłon magicznych i tak ciężko odchorowała obrażenie. Pałasz, zamiast gładkiej, cienkiej blizny po jednym cięciu, zostawił słabo gojącą się, postrzępioną ranę. Obecnie zarosła ona brzydką, czerwonawą blizną, przez którą Agnieszka na zawsze może pożegnać się dwuczęściowym kostiumem kąpielowym, a czasem nawet wstydzi się rozebrać przed mężem. Nie wie też, że była w ciąży.
- Skutkiem ubocznym stosowanego czaru są dość częste zaburzenia pamięci i sporadyczne, straszliwe bóle głowy.
- Jest słaba fizycznie, nigdy nie przywiązywała wagi do tego aspektu swojej osoby.
- Czasem miewa myśli samobójcze, ma także za sobą jedną nieudaną próbę.

Historia

Przyszła na świat na początku złotej polskiej jesieni, jako przedostatnie dziecko podpułkownika Ćwikły i jego żony. Od dziecka towarzyszyli jej wojskowi – rozliczni znajomi ojca przewijali się przez ich mieszkanie na Woli, przynosili dzieciom czekoladę, nosili małą Agnieszkę na barana. Dzieciństwo kojarzyła z dyskretnym, ale stale obecnym wspomnieniem oliwkowozielonych mundurów, silnych kobiet i mężczyzn o sprężystych ruchach.
Nic więc dziwnego, że już jako mała dziewczynka przebąkiwała o karierze wojskowej, wprowadzając tym matkę w stany przedzawałowe, a ojca na skraj szału. Ćwikła wiedział, jak wyglądała z bliska wojna i nie chciał takiej przyszłości dla dziecka, a zwłaszcza córki. Był ojcem szorstkim i surowym, ale nie okrutnym. Agnieszkę zlał pasem tylko raz – kiedy powiedziała, że chciałaby pojechać i obejrzeć Czerwoną Mgłę z bliska.
Pod koniec podstawówki, ku uldze matki, zmieniła swoje plany. Już wtedy było wiadomo, że Agniesia jest typem raczej mózgowym aniżeli terenowym, który wprawdzie śpiewająco zda egzaminy końcowe, ale nie przebiegnie kilometra bez zadyszki zagrażającej wypluciem płuc. Zrezygnowała z mrzonek o życiu żołnierza, skupiła się za na tym, co wychodziło jej całkiem dobrze – na nauce. Uzyskała stypendium do jednego z najlepszych warszawskich liceów ogólnokształcących, utrzymywała też w nim świetne wyniki. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie sytuacja w domu – ojciec już od dawna praktycznie z nimi nie mieszkał, bo praca na froncie pochłaniała całą jego uwagę i energię tak, że miejsca na rodzinę już brakło. Agnieszka nie protestowała, nawet wówczas, gdy dwaj starsi bracia – Radek i Kazimierz – wyprowadzili się, opuszczając rodzinne gniazdo. Radosław, od dziecka zapatrzony w ojca jak w obrazek, ukończył WAT i wstąpił do wojska. Najstarszy Kazimierz, inżynier i ojciec dwóch córeczek, wyprowadził się pod wschodnią granicę, by nadzorować konstrukcję torowiska dla Transsybu.
Zostały w domu tylko we trzy – matka, Agnieszka oraz dwa lata młodsza od niej Róża. Na początku dobrze sobie radziły, dzieląc obowiązki domowe i wypatrując wieści męskich elementów rodziny. Gorzej zaczęło dziać się dopiero wówczas, gdy matka nagle przygasła, zrobiła się permanentnie zmęczona, zaczęła się uskarżać na nieustający niemal ból głowy, kłopoty z widzeniem i zaburzenia równowagi. Diagnoza brzmiała uroczo: glejak wielopostaciowy. Naciekający. Złośliwy jak sam, kurwa, balrog.
I nieoperacyjny. Rokowanie tak śmieszne, że właściwie żadne.
Agnieszka wysłała miliardy listów do ojca, błagając, by wrócił do domu i zajął się mamą. By załatwił lekarza magicznego, skoro ludzka medycyna była bezradna. Mógł to zrobić, w końcu sam był medykiem, znał od groma wojskowych felczerów! Ale ojciec milczał. Matka więdła w oczach, a zmęczona Agnieszka prosiła tylko, by przyjechał i pomógł w opiece. Potem, żeby chociaż się z mamą pożegnał. Ostatni list, który wysłała, informował o pogrzebie, na którym podpułkownik Ćwikła się nie zjawił.
Dziewczyna nadal ma wyrzuty sumienia, że pozwoliła, by najmłodsza Różyczka przyjęła na siebie ciężar opieki nad obłożnie chorą matką. Agnieszka nie miała czasu, była wtedy w klasie maturalnej, szykowała się do egzaminów wstępnych na psychowojnę, a młodsza siostra wraz z matką wręcz nakazały jej nie poddawać się i złożyć papiery jeszcze w tym roku.
Mama zmarła na początku czerwca. Agnieszka, przeklinając ojca, połykała podręczniki dniami i nocami. Dzień przed egzaminem wstępnym nie mogła się uspokoić, więc zaspała. Kiedy pędziła jak oszalała przed Warszawę, przekonana, że nie zdąży, przed złamaniem kręgosłupa na schodach i spóźnieniem na egzamin uratował ją elf. Wówczas, w połowie września 2060 roku, nie miała pojęcia, że ten mężczyzna będzie ją ratował już zawsze.
Na studia dostała się jako druga na liście. Od razu przypuściła wściekły atak na wykładowców, wpychając się do laboratoriów, tworząc własne projekty, budując sobie reputację. Pod okiem swojego naukowego mentora i promotora – dr Jadwigi Marlewskiej – stworzyła prototyp broni psychologicznej Rzeczpospolitej, którą poniekąd sam się stała. Kiedy trzy lata temu wyjechała na badania do Korniejewa, nie przypuszczała,  że spotka tam elfa, z którym niegdyś na dobre dwie godziny zatkała ruch uliczny w okolicy gmachu Uniwersytetu. Nie wiedziała też, że w wyniku tamtejszych wydarzeń do Warszawy wróci jako dziewczyna po słowie, a po czterech miesiącach będzie już kobietą zamężną.
Ślub był ostatnią okazją, kiedy próbowała nawiązać kontakt z ojcem. O dziwo, przyjechał. O dziwo, bez wielkich awantur zaakceptował jej wybór, nie pobił się z elfem i choć przez całe wesele nie ukrywał, że pała do zięcia niechęcią, poprowadził Agnieszkę do ołtarza i wygłosił całkiem ładny toast. Nie można jednak powiedzieć, by sytuacja rodziny Ćwikłów ociepliła się – wprawdzie Agnieszka wiedziała, że ojciec przeszedł do rezerwy i prowadzi wraz z Olą kawiarnię w centrum, ale nie chciała odświeżać kontaktu ani bywać  w jego lokalu.
Rok temu, pomimo problemów zdrowotnych (rany otrzymanej pałaszem jegierskim) i konieczności hospitalizacji, obroniła tytuł magistra i podjęła studia doktoranckie, kontynuując swoje badania, pracuje więc na uczelni w charakterze ćwiczeniowca.

Ciekawostki

- Posiada żółwia memorskiego o wdzięcznym imieniu Memo i niebiesko-fioletowym, zmiennym deseniu karapaksu. Memo mówi rzadko i niechętnie, najczęściej dziwaczną polszczyzną, ale jest całkiem wdzięcznym kompanem. Żółw jest prezentem ślubnym dla dziewczyny otrzymanym od samego Hetmana. Ma jej pomagać w radzeniu sobie z częściową amnezją. Razem z Sebastianem mają także psa, dwuletni miks kaukaza z mastifem o imieniu Oszczep. Agnieszkę nadal niezmiernie bawi to, że jej mąż nie potrafi tego dobrze wymówić.
- Temat jej pracy licencjackiej brzmiał „Podstawy teoretyczne konstrukcji ataku psychologicznego opartego o memosferę melioratywną”, zaś magisterskiej „Ocena skuteczności detonacji bomby antysuicydalnej na podstawie raportów z Korniejewa”. Obie obronione na piątkę.
- Nieco ponad rok temu uczestniczyła w badaniach w Korniejewie i brała udział w działaniach na linii ognia, w wyniku których została dość poważne ranna. Hospitalizowano ją ponad dwa miesiące. Agnieszka niewiele pamięta z tego okresu i nie ma pojęcia, że była wówczas w jedenastym tygodniu ciąży, którą poroniła. Ojciec na odległość zadbał, by płód został pochowany zgodnie z obrządkiem katolickim, a Sebastian wie, gdzie znajduje się grób.
- Dawniej po wyjściu ze szpitala kierownik katedry zapytał, czy jest coś, czego by chciała, a ona dla zgrywu poprosiła o randkę z Hetmanem. I Hetman się zgodził. Agnieszka nie pamięta tego wydarzenia, ale wie, że była z El-Galadem w kinie, następnie zjedli kolację w jednej z najdroższych warszawskich knajp, wypili po kieliszku wina, po czym Hetman kulturalnie odstawił ją do domu.
- Zdaje sobie sprawę z tego, że Leiv’Arrec to bardzo uproszczona fonetycznie wersja nazwiska jej męża. Sebastian mówił jej, jak naprawdę się nazywa, ale ona tego za cholerę nie potrafi wypowiedzieć.

avatar

PisanieTemat: Re: Agnieszka Leiv'Arrec   Wto Sie 22, 2017 3:14 pm

Szanowna Agnieszko Leiv'Arrec!
Twoje podanie o przyjęcie postaci zostało rozpatrzone
pozytywnie. Życzę udanej gry!


Król Polski Bolesław VI Arr'Rith

 
Agnieszka Leiv'Arrec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Skocz do: