Szybkie Menu

Karabin i bandaż
Idź do strony : 1, 2  Next
avatar

PisanieTemat: Karabin i bandaż   Sob Sie 19, 2017 6:04 pm

Mieszkanie blisko jednostki wojskowej miało dla Włodka bardzo wiele zalet. Każdy lubił mieć blisko do pracy, nawet, jeśli chwilowo był na zwolnieniu lekarskim, póki ktoś nie zdecyduje się podpisać, że mimo rany zadanej czarną magią nadawał się do dalszej służby. Inną z tych zalet był też fakt, że nie ciężko było znaleźć kogoś podobnego sobie w okolicznych barach i powymieniać historie z frontu przy piwie, lub czymś mocniejszym. W dodatku, jako, że spędzał dużo czasu poza domem na utrzymaniu sił zbrojnych, zaoszczędzony żołd pozwalał mu teraz odwiedzać lepsze lokale. Normalnie nie był wybredny ani próżny, ale lepiej było unikać stereotypowego "baru za rogiem" kiedy nie było się pewnym swoich zdolności dania komuś w mordę jeśli było trzeba. Acz świeża blizna pewnie od łopatki do kości policzkowych pewnie dodawałaby mu nieco szacunku w takim towarzystwie.
Idąc za tym tokiem myśli, znalazł się w lokalu, któremu było o wiele bliżej do restauracji niż baru, acz za ladą nadal była imponująca kolekcja butelek i gdzieniegdzie dało się zasłyszeć wojskowy żargon od stolików. Najwyższa była z resztą pora, by może napić się z kimś wyżej postawionym w lepszym lokalu niż byle pub, gdyż w końcu czekała na niego dość spora promocja, kiedy wróci na służbę. Po wstępnym rozejrzeniu się, usiadł przy barze, pytając barmana o najlepsze piwo i największy kufel. Kiedy chłopak nalewał mu, popytał jak to nowy klient o różne oferty lokalu, przechodząc następnie na temat stałych bywalców, acz okazało się szybko, że nie było ich zbyt wielu obecnie. Mimo to, miał rację, kiedy zakładał, że będzie tu nie jeden inny wojskowy. Płacąc i chowając portfel do zwykłych, czarnych bojówek, odwrócił się ponownie w stronę wnętrza lokalu, szukając okiem jakiejś luźniejszej grupki, do której mógłby się doczepić. Nie pasowałby w zwykłej bordowej koszuli miedzy dwójkę w wyjściowych mundurach, a druga widocznie zżyta grupka bywalców mówiła o robocie na jakiejś budowie. Cóż, rozglądał się dalej, acz zawsze towarzystwo mogło znaleźć jego samego.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Sob Sie 19, 2017 7:17 pm

Po ciężkim dniu każdy zasługiwał na odrobinę odpoczynku i czegoś zimnego. Marta wolnym krokiem szła przez ulice Warszawy po dniu pracy myśląc tylko i wyłącznie o czymś zimnym do picia. Najlepiej aby zawierało w sobie kilka nieszkodliwych procentów, jutro znów kolejny dzień zmagań w szpitalnych salach. Trzeci dzień z rzędu każdego rzuciłby na kolana. Na dziś wystarczająco dużo poświęciła swojej uwagi osobą marudzących na kozetkach, że coś im dolega jedynie po to aby móc zwierzyć się jej z życia jakie to przeżyli. Nasłuchała się już tyle, że nic chyba nie jest w stanie jej na dzisiejszy dzień zdziwić. Nie którzy potrafili dzień w dzień powtarzać te same historie, a lek sam nie skłoni się do łyknięcia. Trzeba poświecić temu chwile i ucho.
Zatrzymała się przed jednym z miejscowych lepszych lokali. Czasem tutaj zaglądała z grupą znajomych. Świetne miejsce na pogaduszki i odskocznie od dnia codziennego. Niepewny krokiem przeszła przez próg rozglądając się za znajomymi twarzami, którzy traktowali to miejsca jak swój drugi dom. Dzisiaj chyba wybrali poniedziałek bez zbędnych procentów we krwi. Ruszyła dalej w głąb lokalu szukając miejsca dla siebie. Najlepiej gdzieś w kącie gdzie co chwilę nie będzie szturchana przez mężczyzn po więcej niż pięciu kuflach piwa. A tutaj często zdarzały się bójki w wieczornych godzinach. Podeszła do baru, gdzie za ladą znajdowała się jej dobrze znana twarz. Wymiana spojrzeń i wszystko było wiadomo. Jedno jasne piwo w butelce po chwili wylądowało przed jej krzyżowanymi na blacie rękami. Wzięła jednego spore łyka i oblizała się po ustach ściągając z nich resztkę piany.
Kilka krzeseł przy barze dalej siedział mężczyzna. Wchodząc do baru ominęła go wzrokiem bo nikt z jej bliższych znajomych nie miał aż tak szerokich ramion aby zasłonić całego barmana. Teraz miała lepszy widok i gdzieś w jej pamięci pomiędzy wieloma przypadkami z jakimi ma do czynienia w pracy przypomniało jej się kim jest ten mężczyzna. Został podrapany przez "jak to oni nazywają w szpitalu" czarną broń. Przeskakując z krzesła na krzesło ku jego kierunku, co wyglądało pewnie komicznie od dupy strony. Znalazła się w bezpiecznej odległości. - Widzę, że rana się goi. - Rozpoznając go, nie mogła się nie dopytać o stan jego zdrowia, a skoro miał czas aby pić trunki to wszystko szło w dobrym kierunku. Czyli robota została dobrze wykonana.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Sob Sie 19, 2017 8:28 pm

Żadne z obecnych towarzystw w lokalu nie wydawało się zbyt ciekawe, a przynajmniej z tych, które wydawały się być z nim kompatybilne. Mina nieco mu markotniała między pociągnięciami z kufla, co ponownie przywracało mu nutę zadowolenia, tylko po to, by powtórzyć ten cykl kilka razy. Cóż zawsze mógł zmienić lokal, w końcu było to jedynie pierwsze miejsce, do którego trafił. Miał jeszcze dwa podejścia, zanim powiedzenie o trzech razach zacznie go nagabywać. Przynajmniej piwo było dobre a blizna nie wydawała się mieć zamiaru o sobie dawać znać. W tym wszystkim jednak zapomniał o zerkaniu w stronę wejścia, co pozwoliło komuś się do niego zbliżyć i pozytywnie go zaskoczyć.
Widać walka z mrocznymi mocami musiała Włodkowi nabić nieco pozytywnej karmy. W końcu nie co dzień wychodzi się z domu samemu, tylko po to, żeby spotkać młodą, znajomą kobietę w barze. W dodatku samą i inicjującą rozmowę z własnej woli. Żołnierz obrócił się w jej kierunku, poznając jej głos, i widocznie był zadowolony tym, że ktoś go uratował od konieczności zmiany lokalu w poszukiwaniu towarzystwa.
- Dobrze zaopatrzone rany goją się sprawnie. – Odparł, spoglądając na nią. Subtelny komplement co do jej zdolności o tyle bardziej znaczący, że z racji profesji nie raz widział robotę medyków polowych. – To teraz wysyła się medyczną eskortę za osobami ranionymi przez broń Czarnych? – Dodał nieco żartobliwym tonem, chowając w tych słowach pytanie o to, co ja tu sprowadzało. Dając jej moment na odpowiedź, pociągnął dłuższy łyk z kufla, muszą następie otrzeć wierzchem dłoni pianę z wąsa, żeby nie wyglądać komicznie.
Zakładając, że powie prawdę i wyjdzie na jaw, że oboje są tu za podobnymi pobudkami, będzie jego czas na przejęcie inicjatywy.
- Może usiądziemy w wygodniejszym miejscu? – Zaproponował, dodając do tego skinienie głową w stronę jednego ze stolików przy oknie. Jeśli pójdą, weźmie ze sobą dwie sztuki menu, ot tak, na wszelki wypadek.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Sob Sie 19, 2017 9:05 pm

Nie należała do osób, które zaczepiają osoby od tak na ulicy. Przynajmniej nie nieznajomych. Nie było to w jej stylu i gryzło się z charakterem. Dzisiaj było jednak inaczej, bo ciekawość i fakt, że tego Pana kojarzy wzięła górę. Świadomość, że ktoś wyszedł spod jej rąk zdrowy i ma się całkiem dobrze świadczyła o tym, że znajduje się tam gdzie powinna. Czyli w szpitalu. Gdyby nie fakt, że bacznym okiem zauważyła go przy barze to pewnie szybko by wypiła swoje piwo do dna i uciekła do domu - gdzie czeka na nią wygodne łóżko i przynajmniej osiem godzin snu.
Fakt, tutaj posiadali jedno z najlepszych piw w całej Warszawie, a mimo to nie było tutaj tłocznie. Miejsce urokiem nie zachęcało oka aby reszta ciała podążyła za wzrokiem. Ci, co nigdy nie byli, powinni żałować. Po przeskoczeniu kilku krzeseł i mniejszych łykach piwa była już prawie przy połowie butelki. Jak na Martę, to dość szybko. Miała lekką obawę jak zareaguje na nią mężczyzna. Byłą młodsza od niego - czego nie dało się ukryć. Mógłby wziąć ją za natrętną dziewoje.
- No to powinieneś podziękować lekarzowi. - Uśmiechnęła się w jego kierunku i łyknęła odrobinę piwa. - Ja tylko musiałam doglądać czy jeszcze żyjesz. Ewentualnie zmieniać opatrunek. - Nie brała sobie wszelkich zasług na swoje barki. Ona jako pielęgniarka miała trochę mniej odpowiedzialną robotę, ale zawsze coś. Musiała co jakiś czas doglądać czy mężczyzna oddycha i czy wszystko goi się w sterylnych warunkach. Jeśli coś się działo, to pierwsze co musiała wołać osobę wyżej i dopiero wtedy mogła reagować. - Chyba jeszcze nie wysyłają. Chociaż zdarzył się przypadek, że po wyjściu mężczyzna kilka godzin później został znaleziony bez ducha w swoim ciele. Rada zaczęła się zastanawiać nad eskortą, a raczej domową opieką. - Kiwnęła głową w jego kierunku potwierdzając swoje słowa. - Ale do tego jeszcze potrzeba ludzi, a ich jest aktualnie mało. Z tego względu my mamy więcej do roboty. - W momencie marudzenia na pracę na jej twarzy pojawił się lekki grymas. Popiła go łykiem piwa. - Wpadłam odreagować. - Wzruszyła ramionami i wyzerowała do końca trunek. Odstawiła butelkę i nadgarstkiem wytarła swoje usta z pozostałości piany.
Nie planowała pobytu w lokalu na dłużej niż kilkanaście minut ale łatwo było ją przekonać do zmiany planów. Uśmiechnęła się potwierdzająco do mężczyzny. Zaraz po tym zwróciła się do barmana o jeszcze jedną butelkę jasnego piwa. - Skoro nalegasz. - Odgarnęła blond grzywkę do tyłu, zgarnęła trunek z lady i ruszyła w kierunku stolika, który wcześniej wskazał.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Sob Sie 19, 2017 9:41 pm

Może Włodek był po prostu zbyt miły, ale daleko mu było do nazwania swojej towarzyszki „natrętną dziewoją”. Zwłaszcza, że ratowała go od samotnego wieczoru. Może było to nieco egoistyczne, gdyż samemu nie musiał się przejmować tym, ile godzin snu na niego czeka jeszcze przynajmniej przez jakiś czas, ale kto w jego sytuacji mógłby się zastanawiać nad takimi detalami? Może i między jego słowami nie kryły się jeszcze żadne konkretne oczekiwania, co do tego jak ten dzień się skończy, ale niewątpliwie jej towarzystwo bardzo mu odpowiadało. W końcu, kto odmawiał młodej, ładnej opiekuńczej kobiecie, którą w dodatku się już choć trochę znało, eliminując niezręczność pierwszej interakcji.
Sam powoli dokończył swoje piwo, kiedy mu odpowiadała, acz poszerzający się nieco uśmiech na jego ustach bez wątpienia był niemą odpowiedzią na jej słowa. Podobała mu się nuta skromności, którą pokazała mówiąc o opiece nad nim. Nie lubił nadętych ludzi ani elfów. Acz ciekawe jak długo utrzyma takie zachowanie, patrząc jak szybko była w stanie pochłonąć swoje piwo. Nie była największa, wiec raczej nie miała najtwardszej głowy. Cóż, wszystko się jeszcze mogło okazać.
- Co nie zmienia faktu, że jestem ci wdzięczny. – Skinął lekko głową po tych słowach, po czym pozwolił jej kontynuować. Z jakiejś przyczyny przyjemnie mu się jej słuchało.
Na informację o opiece domowej uniósł brew w zaciekawieniu. Nie słyszał o tej inicjatywie, ale to w sumie nie było specjalnie dziwne. Nie mniej, celowo lub nie, zostawiła mu chyba najlepszą okazję na dodanie nutki flirtu do ich rozmowy, czego nie dało się nie wykorzystać. Tak jak na samym początku nie snuł żadnych oczekiwań, tak podobne myśli zaczęły powoli się budzić.
- Jeśli ta inicjatywa kiedyś przejdzie, mam nadzieję, że będzie można jakoś wpłynąć na to, kto byłby mi przydzielony. – Powiedział, ciut niższym głosem, patrząc jej w oczy. Same słowa mogłyby być całkiem niewinne, ale sposób, w jaki je wypowiedział był tu tym głównym elementem, niosącym ze sobą wiele implikacji. Był jednak pewien drobny kruczek do przeskoczenia, zanim zrobi coś więcej, niż wyrazi potencjalne zainteresowanie jej osobą. Tym chętniej odchodził od lady, na wypadek, gdyby nastrój miał nadal powoli schodzić w sugestywnym kierunku. Miał jednak na tyle pomyślunku, żeby jeszcze zamówić sobie kolejne piwo.

Kiedy się przenieśli do stolika, poczekał aż towarzyszka usiądzie, zanim sam usiadł. Może był nieco staromodny, ale cóż. Niektóre rzeczy jego zdaniem po prostu wypadało. Kiedy już oboje usiedli naprzeciw siebie, mógł wrócić do rozmowy i skupić się na przeszkodzie, którą między nimi widział.
- Zorientowałem się, że masz nade mną pewną przewagę. – Zaczął, z nutką rozbawienia w głosie. – Pewnie wyczytałaś moje imię z kartoteki, ale nigdy nie miałem okazji złapać twojego. – Zapytał wprost, pokonując niezręczność sytuacji rozbawieniem, przynajmniej w swoim przypadku.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Sob Sie 19, 2017 11:02 pm

Przymknęła na moment oczy w geście przyjęcia jego "wdzięczności". Nie było to coś nowego co wpadło do jej uszu. Chociaż, na pewno było bardziej szczere niż większość tego typu tekstów jakie zdołała usłyszeć na szpitalnym korytarzu od opuszczających już swoje kozetki pacjentów. Ci nawet po migrenie potrafili traktować pielęgniarki jakby dokonały cudu. Ludzie posiadający już na swoim karku dużą ilość wiosen potrafili zawsze doprowadzić do uśmiechu na twarzy. Byli tak bardzo uradowani faktem, że po tabletce przestaje boleć głowa że nie da ich pociechy opisać słowami. Gdyby mogli to pewnie otworzyli by wrota do nieba dla całego personelu szpitala.
Po jednym szybko wypitym piwie i zmęczeniu po dniu pracy od razu stała się bardziej rozmowna. Zwykła odpowiadać jednym zdaniem, przy rozrzutności nawet dwoma. A tutaj już po chwili poleciała prawie opowiadaniem i zamieniła się w mówiący monolog. Miała już się ugryźć w język ale jak widać mężczyźnie temat podszedł do gustu. W sumie. Kto by nie chciał domowej opieki? Spojrzała na niego z nutką zainteresowania. Jego ton głosu sugerował dość jednoznacznie tego kogo by chciał dostać jako jego opiekuna. - Wiesz... - Spojrzała mu głęboko w oczy podchwytując jego aluzje. - Jeśli to wprowadzą, to myślę że będzie można pisać jakie orzeczenia. W końcu jakoś to musi pracować, a jeśli taki opiekun nie dogaduje się z pacjentem... - Zatrzymała się na chwilę i odwróciła wzrok budują chwilowe napięcie, dramaturgie. - Wtedy zostajesz na pastwę losu. - Powiedziała ciszej, bardziej tajemniczym głosem z nutką powagi. A co do tego pomysłu, to Marta nie miała bladego pojęcia czy to kiedykolwiek wyjdzie na światło dzienne. Nie ma ludzi do pracy w szpitalu, a co jeszcze wysyłać do domów... Powstałby istny chaos w izbie zdrowia.

Nie schodził jej uśmiech z twarzy przy gestach i zachowaniach jakich ukazywał jej mężczyzna. Nie codziennie można trafić na dżentelmena samotnego przy barze z kuflem piwa. Usiadła czekając na swojego towarzysza chwili aby zajął miejsce na przeciwko niej. Jedną rękę cały czas miała przyklejoną do butelki piwa. Lepsze to niż skrępowane ruszanie rękami. A właśnie zrobiło się jej głupio gdy zdała sobie sprawę, że rozmowa trwa już kilka porządnych chwil i nawet nie miała tyle maniery aby się przedstawić. - Marta. Marta Kędziorek. - Spojrzała na niego aby wyłapać każdą reakcje na jej nazwisko. Przywykła do tego, że ludzie reagują dość... zabawnie. - Znajomi mówią na mnie Kędzior. Ale nie mam kędziorków... - Przynajmniej było widać po niej, że dopisuje jej humor. - Pamiętam. Każdy wojskowy pytał o Pana Zakrzewskiego. Nie trudno zapomnieć gdy idąc nawet do toalety pytali czy jeszcze żyjesz. - Uśmiechnęła się i odgarnęła kosmyk włosów spadający jej na policzek. Ciężkie to były chwilę kiedy nawet ordynator prawie robił w spodnie aby wojskowy nie zdechł w sali szpitalnej. Odpowiedzialność i nacisk jaki miała na sobie przez te dni gdy skała przy mężczyźnie zmieniając mu opatrunek była nie do opisania. Stres potrafił podczas rozmowy z wojskowymi o stanie Zakrzewskiego przyprawią ją o jąkanie, co było dość kłopotliwe.
- Tak w ogóle... To jak doszło do tego, że masz taką bliznę? Przez walkę to wiem. - Odskoczyła od tematu ich imion i nazwisk. Była zaciekawiona oraz zapatrzona w jego twarz. Blizna niby powinna kaleczyć twarz i sprawiać, że rozmówca swoim wzrokiem stara się uniknąć wgapiania wzroku w nią ale Włodzimierzowi ona pasowała. Ogólnie, był przystojnym mężczyzną a ozdoba na jego twarzy dodawała mu... uroku.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Nie Sie 20, 2017 10:46 am

W sumie powinien był przewidzieć, że dziekowanie za pomoc będzie z jej perspektywy brzmieć nużąco. W końcu w jej pracy miała okazję słyszeć takie słowa niemal codziennie. Byłoby mu jednak nieprzyjemnie jeśli by choć symbolicznie nie okazał wdzięczności, więc musiała to przeboleć. Przynajmniej nie był jednym z tych, którzy narzekali na wszystkie pierdoły. Słuchanie takich denerwowało go nawet jak tylko leżał dwa łóżka dalej przez kilka dni.
W przeciwieństwie do niej, jeśli piwo zaczynało mieć na niego jakiś wpływ, to dobrze się z tym chował. Pomagała mu w tym z resztą, będąc dość zajmującą towarzyszką rozmowy. W dodatku, kiedy zamiast się wycofać od jego sugestywnej wzmianki o opiece domowej, trzymała z nim kontakt wzrokowy i sama odpowiedziała niejednoznacznie, tylko dodało mu to pewności siebie i pomogło skupić myśli. No, przynajmniej póki nie zdecydowała się przejść do konspiracyjnego szeptu i przesadnie dramatycznej postawy. Udało mu się jednak powstrzymać śmiech, nawet jeśli uśmiech się mu nieco poszerzył zanim odpowiedział.
- Za dobrze się z tobą rozmawia, żebym się tego obawiał. - Odparł, znów przez chwilę zatrzymując wzrok na jej oczach, wypatrując reakcji na komplement. Zwłaszcza, że był wypowiedziany pewnie i spokojnie.
Dżentelmen czy nie, kiedy oboje wstali nie powstrzymał się po przejechaniu wzrokiem po jej figurze i musiał przyznać sam do siebie, że podobało mu się to, co widział. Inna sprawa, że nie był mistrzem dyskrecji i pewnie go na tym złapała, ale patrząc na ich dotychczasową interakcję, raczej by mu to wyszło na dobre.
Ewidentnie jego dżentelmeńskiej postawie nie pomagał też fakt, że musiał ukryć się za kuflem, żeby nie zareagować rozbawieniem na jej nazwisko. Kiedy jednak chęć roześmiania się opadła, przyznał sam przed sobą, że było to na swój sposób urocze.
- Bardzo ładne imię. - Odparł, skupiając się na Marcie zamiast Kędziorka, żeby się nie roześmiać. - I żadnego "Pana Zakrzewskiego". Włodzimierz, Włodek, cokolwiek. – Dodał, nie mając zamiaru się od niej oddalać przez coś tak głupiego jak zwracanie się przez „Pan”. Poza tym, nie specjalnie podobała mu się „sława”, od której musiał się odganiać w szpitalu wojskowym. W końcu nie wygrał a jego wewnętrzny perfekcjonista nie uważał tylko przeżycia za sukces. Nawet, jeśli 90% mu podobnych nie mogłoby nawet tego o sobie powiedzieć.
A powiedzieć miał mieć okazję, gdyż Marta postanowiła zapytać o to, skąd wzięła się jego blizna. Normalnie wiązałoby się to z pewną niewygodą, ale nie dość, że widziała go w o wiele gorszym stanie, to jeszcze jej błękitne oczy przypatrujące się mu szybko stawały się nową słabością żołnierza.
- Nie mogę powiedzieć, po co tam byliśmy. – Zaczął od ostrzeżenia i wyraźnie nieco zmarkotniał z racji faktu, że musiał coś ukrywać. Nie zgadzało się to z nim, ale czasem w jego zawodzie było trzeba. – W każdym razie, wrogie siły nas rozproszyły, co wykorzystały Grafy w próbie wybicia nas pojedynczo. Też szybko stałem się celem. Między magią i mieczem udało mi się utrzymać i ciężko go ranić, póki nie przybyło wsparcie. – Mimo, że mówił o wyczynie, którego mało kto byłby w stanie dokonać, było czuć w jego słowach niedosyt. Poczucie, że powinien był sobie lepiej poradzić. - Zdążył jednak mnie dosięgnąć i mimo, że cięcie było powierzchowne, ich magia nie przejmuje się tym, jak głęboko kogoś zraniła. – Odruchowo uniósł rękę ku szyi i pomasował bliznę kciukiem. Tak jak nie przejawiał żadnej specjalnej traumy czy strachu w związku z tym wydarzeniem, bywały przyjemniejsze tematy do rozmowy. Nie miał jednak zamiaru trzymać się nieprzyjemnej strony tego wydarzenia, unosząc głowę ponownie w jej stronę i szybko gubiąc markotny wyraz twarzy.
- Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Kiedy uznają, że mogę wrócić na służbę, czeka na mnie awans a i teraz nie narzekam na konsekwencje pobytu w szpitalu. – Uśmiechnął się do niej ponownie, po czym pozwolił sobie na dłuższą pauzę na dokończenie drugiego kufla. Była nuta niecierpliwości we wzmiance o powrocie na służbę.
- Dość o mnie i o pracy. – Zaczął ponownie po chwili. – Jeszcze nie jest tak późno. Jak lubisz spędzać wieczory? Coś wymyślimy. – Żadnemu z nich praca nie kojarzyła się z niczym pasującym do nastrojowej rozmowy, więc trzeba było zmienić temat a może wraz z nim miejsce, w którym byli. Miał co prawda pomysł czy dwa, ale wypadało zapytać towarzystwa.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Nie Sie 20, 2017 2:37 pm

Wprawiał ją w nie małe zakłopotanie co chwilę rzucając ku niej mało istotnymi komplementami, które wywoływały na jej twarzy lekkie zaczerwienienie. Nie mogła się z tym ukryć, bo musiałaby na policzku nałożyć przynajmniej dwie warstwy podkładu lub zarzucić na głowę worek. Druga opcja wydaje się bardziej skuteczna i osiągalna na ten moment.
Przy stoliku znacznie zwolniła tempo opróżniania butelki z jej zawartości. Znała swoje możliwości i starała trzymać się przy postawionych sobie granicach. Dzień taki jak ten, czyli cały spędzony w szpitalu nie był warunkiem odpowiednim do wieczornych procentów. Zmęczenie plus alkohol bardzo ze sobą kolidowały. Wystarczy kilka szybkich piw, czasem nawet łyków i Marta potrafi grzecznie odlecieć w swoim łóżku. A często, piwo pomagało na lepszy sen. Wiedziała do jakiego momentu może sobie pozwolić na picie. Znała swoje możliwość i wiedziała kiedy mówić nie jeśli chodzi o następny kieliszek. W tym momencie po jednym piwie była w stanie "gadulstwa". Ogólnie, Marta należy do osób otwartych i lubi sobie trochę pogadać jeśli temat jest ciekawy i rozmówca nie odpowiada jednym wyrazem, tak lub nie. Wtedy potrafi się rozkręcić.
- Przyjęte do wiadomości, Włodku. - Nie umknął jej fakt, że próbował zataić nagły przyrost radości gdy usłyszał jej nazwisko. Byłą już przyzwyczajona, po kilku osobach tak reagujących nie było już żadnego zaskoczenia. Ciężko będzie jej przerzucić się z "Pana". Dzieli ich jednak kilka spory lat. Na dodatek nie pomaga fakt, że Włodzimierz jest żołnierzem, a Marta posiada do nich wielki szacunek i respekt za bronienie granic ich bezpieczeństwa. Na pewno postara się powstrzymać od tego, ale będzie trudno. Ze względu na to, że została tak a nie inaczej wychowana!
Każdy ciekawski lubi straszne historie budzące dreszczyk na karku. Wiedziała, że blizna musi posiadać za sobą przynajmniej porządne opowiadanie. Poniekąd była ciekawa tego, co dzieje się dalej. Tam gdzie ona się nie zapuszcza. Z drugiej strony czym mniej się wie tym lepiej śpi. Oparła się łokciami o stolik, rękami przytrzymując głowę. Wzrok wbiła w jego twarz. Dała mu chwilę na opowiedzenie mu historii związanej z jego raną. Bez żadnego wtrącania od siebie.
Poniekąd słuchając opowieści była wpatrzona w niego jak w bohatera. Chociaż, nie miała najmniejszego pojęcia o tych wszystkich nazwach jakie używał. Mimika jej twarzy pewnie zdradzała od czasu do czasu drgnięcia na jej twarzy na słowa o ranach ciętych. Blizna teraz wyglądała o wiele lepiej niż w dniu kiedy przywieźli go do szpitala.
- Magią? - Gdy skończył swój wywód powróciła do punktu, który zaciekawił ją trochę bardziej niż miecz. - Używasz jakiś zaklęć?- Ton głosu miał w sobie nutkę obawy. Nie było jej blisko z magią, chociaż elfy żyły razem z nimi to zawsze coś co nie jest naturą człowieka budzi największą ciekawość. Dała mu chwilę na wyjaśnienia wolno biorąc dużego łyka piwa. - Wybacz, że pytałam o bliznę. - Czuła skruchę, bo w jego oczach dostrzegła gdy mówił o tym co się wydarzyło że ten temat nie jest jednym z jego ulubionych. Swój wzrok przerzuciła na osoby idące za oknem po chodniku co jakiś czas zaglądające do środka lokalu.
- Konsekwencje pobytu w szpitalu? - Wróciła swoimi błękitnymi oczami na niego. Ukrywając, że stara się nie przyglądać się całej jego posturze. - Teraz chyba masz masę czasu wolnego. Zazdroszczę. - Powiedziała to z smutkiem w głosie. Sama miałaby teraz ochotę odpocząć kilka porządnych dni. Potrzebowała restartu ale studia i praca nie dawały takiej opcji.
Uśmiechnęła się na zmianę tematu i faktem, że Włodek nie pozostał w nastroju z opowieści o bliźnie. - Zależy. Jak nie mam siły to ląduje w łóżku i staram się odpocząć przed kolejnym dyżurem. - Westchnęła na samą myśl o pracy. Ręka jej znów wylądowała na butelce, a po chwili oblizywała swoje usta z piany po piwie. - A jak mam siłę i ochotę to wybieram się na rower po mieście. Ewentualnie spacer. Ale jestem otwarta na propozycje. - Wyczuła, że tak samo jak i on miała ochotę opuścić lokal. Nie można cały wieczór pić piwa jeśli na jutro ma się do pracy, a przy nowym przystojnym znajomym - Marta mogłaby próbować dotrzymać mu kroku i pić trochę więcej niż zwykle.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Nie Sie 20, 2017 3:51 pm

Kwestia szacunku za samo bycie kimś nigdy się nie zgadzała z Włodkowym systemem wartości. Sam zawsze był skłonny każdej nowopoznanej osobie dać kredyt zaufania w wielu sprawach, ale na szacunek zawsze trzeba było sobie jego zdaniem zasłużyć. Tak, był w wojsku, ale sam ten fakt wcale nie musiał dużo znaczyć. Był może z tych ludzi, którzy na swoją „sławę” sobie zasłużyli, ale sam widział tą sytuację tylko jako dobre wykonywanie swojej pracy. A już na pewno nie miał zamiaru obrywać w ego za każdym razem, kiedy bycie nazywanym przez nią „Panem Zakrzewskim” uderzało w jego poczucie starości. Próżny może nie był, ale nikt nie lubił się czuć stary. Zwłaszcza w oczach młodej, urodziwej kobiety, z którą dzieliło się piwo.
Przynajmniej wybaczyła mu rozbawienie jej nazwiskiem, ale musiała być już do tego po prostu przyzwyczajona. Żadna ilość dobrych manier nie pomoże, kiedy coś człowieka bierze z zaskoczenia. Za dwa kolejne piwa pewnie brakowałoby mu pohamowania przed roześmianiem się. Na szczęście, nie był jeszcze na tym poziomie. A gdyby nawet był, kolejny temat na jaki zeszli, skutecznie go otrzeźwiał. Nie mówiąc o sposobie, w jaki na niego patrzyła. Nawet on musiał przyznać, że podziw, jaki widział w jej oczach był bardzo przyjemny, nawet, jeśli nie zgadzał się w stu procentach z faktem, czy na nań zasługiwał. Tak czy inaczej, zajął ją swoją krótką opowieścią a ta widząc jego zakłopotanie potrafiła się zebrać na przeproszenie go. Nie chciał jednak wprawiać jej w zakłopotanie, albo tylko szybko zatęsknił za podziwem w jej oczach. Tak czy inaczej, chciał ją zapewnić o tym, że nie musiała czuć się winna niczego.
- Spokojnie. Nie jest to pierwszy i nie ostatni raz, kiedy o tym opowiadam. Grunt to, że teraz wiem lepiej jak z nimi walczyć. – Odparł, wracając do pozytywów sytuacji. Jakaś jego część bardzo chętnie witała perspektywę podobnego starcia w przyszłości. Zwłaszcza, że miał pomysł na nowe zaklęcie, które powinno mu pomóc. Z resztą, zeszła na ten temat, więc mógł i go podjąć.
- Każdy starszy rangą od byle rekruta żołnierz otrzymuje limitowany trening w zakresie magii. Z reguły zamyka się to w dwóch, trzech prostych zaklęciach na łebka. – Wyjaśnił, zaskoczony, że o tym nie wiedziała. Z tego co wiedział, nie była to utajniona wiedza. – Nie dorównamy elfom w ilości magii jaką władamy, ale w tych kilku zaklęciach jakie damy radę poznać lub stworzyć, nie odstajemy od nich. Sam skupiam się na defensywie w swojej magii. – To już mówił z zadowoleniem. Bardzo aprobował fakt, że ludzie potrafili stać ramię w ramię z elfami na gruncie magicznym przynajmniej w niektórych kwestiach.

Kiedy dała do zrozumienia, że zazdrościła mu czasu wolnego, trochę zrobiło mu się głupio, że zaczął snuć jakieś oczekiwania wobec jej towarzystwa. Miała obowiązki, podczas gdy on chwilowo nie miał co ze sobą zrobić i nie mógł się doczekać powrotu do swoich. Zrobiło mu się jej trochę szkoda, ale tylko go to napędziło, by choć trochę jej uprzyjemnić ten wieczór. Co prawda w jej propozycjach nie kryło się za dużo opcji, albo raczej tylko jedna, acz zawsze można było coś z tego ugrać.
- Sam muszę przyznać, że nie miałem czasu łapać się żadnych hobby, które możnaby z kimś dzielić. Przepustki spędzałem na nadrabiania czasu z rodziną i znajomymi cywilami i jakoś całe tak znikały.* - Odparł, nieco zawstydzony tym faktem, ale pozbierał się dość szybko. W wolnych chwilach poza jednostką lubił coś przeczytać, trochę poćwiczyć własnym tempem, może czasem coś pomajsterkować. Nic, czym możnaby zająć towarzystwo.
- Krótki spacer brzmi dobrze. Już nie pamiętam, kiedy udałbym się na jakiś nie będącym patrolem. – Uśmiechnął się do niej ponownie, do rytmu żartobliwego porównania. Może i zaznaczył krótkość spaceru, acz to głównie z racji faktu, że wydawała się brać pod uwagę zmęczenie. Spacery miały w końcu w zwyczaju być mało odczuwalne, kiedy były w przyjemnych warunkach.
Następnie pozostało im tylko wstać i udać się ku wyjściu. Naturalnie puścił ją przodem w drzwiach, ocierając dłonią o jej rękę, kiedy przechodziła. Na dworze słońce powoli opadało, ale mieli jeszcze trochę światła dziennego przed sobą. Nie byli zbyt daleko od Wisły, więc postanowił skierować ich w jej stronę. Brzeg rzeki był chyba najlepszą lokalizacją na spacer w mieście.
- Jeśli można spytać, co pchnęło cię do bycia pielęgniarką? Nie wyobrażam sobie, żeby to była specjalnie popularna profesja w tych czasach wśród młodych dziewczyn. – Zapytał, by uniknąć niezręcznej ciszy i uprzyjemnić spacer. Poza tym, było tylko fair, żeby ona teraz się wyspowiadała na swój temat, po tym jak on opowiadał o swojej bliźnie i zdolnościach magicznych.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Nie Sie 20, 2017 6:39 pm

Marta i magia, to jak dwa odrębne światy. Wie o jej istnieniu ale nie ma parcia aby się wdrążyć w jej tematykę. Sądzi, że przyniosło by to więcej kłopotów i zmartwień niż już ma na swojej blond główce. Nie zna się na zasadach panowania mocą, a elfy to tak jakby z innego świata spadli. Dziwnie się zachowują pomiędzy ludźmi. Czasem strach obok nich przechodzić bo wpatrują się w ciebie jak w coś nowego, zaskakującego. Mimo, że wszystko trwa już pewien dłuższy czas to nie idzie się przyzwyczaić do niektórych rzeczy. Czy też, do tego co twoje oczy widzą a umysł nie dowierza. Dla dziewczyny takiej, co praktycznie nosa z miasta nie wysuwa - to wszystko jest zagadką.
- Wybrani w szpitalu, też potrafią jedno czy dwa zaklęcia. Z tego co słyszałam. Na oczy przypadku przy którym używana była magia nie widziałam. Możliwe, że jestem jeszcze za nisko "rangą". - Z naciskiem na słowa rangą. Tutaj poczuła się jakby ona była takim właśnie rekrutem w wojsku - tylko w odwróconym lustrze gdzie zamiast peryferii pola bitwy mamy szpital. Pielęgniarki były właśnie takimi rekrutami. Do tej najbrudniejszej i najmniej przyjemnej roboty. Wysoko postawieni rzadko liczyli się z ich słowem, nawet Marty - która była córka jednej z ordynatorek w szpitalu. Nie miała nic do powiedzenia, ani żadnych wpływów na decyzje jakie były dokonywane na obrębie życia szpitalnego. Musiała po prostu robić swoje - czyli zapierdalać gdy doktorzy siedzieli w swoich gabinetach.

Jej czas wolny to kwestia tego, że lubi sobie dłużej pospać niż jedyne sześć czy siedem godzin. Lubiła wstawać wyspana i pełna energii. Posiadając siłę na cały dzień - od razu posiadasz inne nastawienie do życia. Przez ulice o siódmej rano idziesz z uśmiechem na twarzy, a mijający cie przechodnie odpowiadają tym samym. Raz na jakiś czas może to właśnie twoja twarzyczka z bananem od ucha do ucha poprawi komuś dzień. Miała dylemat w głowie. Gdzieś krążyły myśli, że powinna wracać do domu wyspać się porządnie przed następnym dniem. Z drugiej strony, tej bardziej rozrywkowej, nie chciała jeszcze tracić towarzysza. W domu jedyne co na nią czekało to łóżko i ewentualnie jakaś książka. A tak, to może się jeszcze trochę wygadać i być może spędzić miło ten wieczór.
- Nie masz co narzekać. Jak mi się uda wyskoczyć na rower na przynajmniej godzinkę, to jestem cała w skowronkach. - Uśmiechnęła się ku niemu. Nie wzięłaby go za osobę rodzinną. Nie wyglądał na takiego, który otacza się ogniskiem domowym. Marta miała to do siebie, że oceniała książkę po okładce i tym samym wyrabiała sobie pewne opinie zanim dokładnie kogoś poznała. Tak tez i było teraz. Włodek wylądował w pewnej szufladzie. Sama miała mało czasu na rodzinne obiadki - ewentualnie posiłek w pracy w gabinecie matki.
- Mam nadzieje, że gdzieś będzie jakaś ławeczka. - Nie mogła odmówić spaceru, ale nie była pewna jak daleko nogi dadzą radę ją dzisiaj ponieść. Miała nadzieje, że podczas rozmowy i dyskretnemu przyglądaniu się Władkowi ból będzie nie odczuwalny. Jak to mówią.. przy dobrym towarzystwie czas o wiele szybciej leci.
Ruszyła przodem słysząc na sobą kroki Zakrzewskiego. Nie trudno było ominąć pisk desek podłogowych lokalu gdy tak ogromny mężczyzna stawiał na nich pewne kroki. Wychodząc z lokalu poczuła na sobie jego dłoń. Była szorstka, całkowicie różniąca się od jej delikatniej i małej dłoni. Nie raz się mówi, że dłoń mężczyzny jest zajechana pracą i dlatego nie jest aż tak aksamitnie delikatna w dotyku.
- Urodziłam się w rodzinie gdzie każdy ma coś do czynienia z medycyną. - Zaczęła powoli, przypominając sobie jak to nie raz jako mała dziewczynka spędzała cały dzień w szpitalnym holu. - Rodzice zarazili mnie tym, za co ich nie winię. A nawet jestem im wdzięczna. Lubie nieść pomoc ludziom, to wywołuje u mnie pewne uczucie zaspokojenia wiedząc że moimi czynami jestem w stanie uratować kogoś. - Powiedziała spokojnie, zerkając przed siebie w stronę Wisły która została obrana za ich cel. Widać było po niej, że praca dawała jej satysfakcje. Czuła się potrzebna i dlatego z chęcią szła do swojej pracy wiedząc, że tam może czynić dobro. - A ty od zawsze chciałeś być żołnierzem? - Od zawsze to pewnie było zbyt mocne użyte słowo przez dziewczynę. Ale porównywała swój przypadek do niego. Chciała też poznać również jego pobudki wstąpienia do wojska, gdzie mimo wszystko ryzykuje się życiem za innych. Marta wybrała bardziej bezpieczną ścieżkę życia, jeśli mamy porównywać te dwie duszyczki.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Nie Sie 20, 2017 7:52 pm

Włodek nigdy nie zastanawiał się nad tym, jak bardzo jego życie tak naprawdę różniło się od tego, jak żyli zwykli cywile. Magia nie była wcale faktem życia wśród zwykłych ludzi, nawet, jeśli czasem korzystali z rzeczy, które z jej pomocą produkowano. On używał jej niemal codziennie na służbie, na całe szczęście z reguły tylko prewencyjnie przywołując dookoła siebie barierę. Nie mniej, musiał przyznać, że zdarzyło mu się raz czy dwa pchnąć coś do siebie, kiedy wygoda fotela brała górę nad aktywnością, którą zwykł preferować. Potrafił trafić metalowym odłamkiem miedzy oczy Grafa, trafienie butelką do otwartej dłoni przy o wiele mniejszej prędkości nie było takie trudne. Każdy miewa momenty słabości.
Nie mniej, nie specjalnie było mu szkoda faktu, że magiczne zdolności kogoś omijały. Wręcz cieszył go fakt, że takie osoby nadal są na świecie. Trzymał magię w jednym pudełku ze wszystkimi innymi nadnaturalnymi zjawiskami, acz podobnie jak do elfów, tak i do magii wykształcił tolerancję. Kiedy ludzkość znowu będzie mogła nazwać tą planetę swoją, Magia powinna jego zdaniem odejść do lamusa. Ludzkość była zdolna stać na własnych nogach. Broń Boże nie miał jednak zamiaru teraz zaczynać takiej filozoficznej dyskusji. Po prostu przez chwilę zbierał myśli, kiedy wychodzili i nie było po tym zamyśleniu śladu, kiedy wznowili rozmowę.
Odpowiedział na jej uśmiech własnym, kiedy wspomniała, że jazda na rowerze sprawia jej radość. Co prawda nie zwykł samemu jeździć, ale podobało mu się, że lubiła jakąś aktywność fizyczną. W końcu, wystarczyło na niego popatrzeć by stwierdzić, że nie mało czasu na taką poświęcał. Co do bliskości z rodziną natomiast, było w tym dużo poczucia obowiązku, acz lubił widywać się z rodzicami. Słowa o ławeczce natomiast zanotował sobie w głowie, utwierdzając ją lekkim skinieniem głowy w tym, że będzie pamiętać o tym, żeby nie nadwyrężać jej nóg. Cóż, zawsze mógł ją ponieść. Nie wyglądała specjalnie ciężko.
Sam nie zastanawiał się szczególnie nad tym, jaka była w dotyku jej ręka, będąc dokładnie tak delikatną jak się spodziewał. Nie mniej, istotne było, że nie oddalała się od kontaktu z nim. Bardzo istotne.

Na szczęście nie trafił w żadne czułe punkty swoim pytaniem o to, co się kryło za jej zawodowymi decyzjami. Jej historia nie mogłaby być bardziej odmienna od jego własnej, ale miała sens i jasne było skąd brały się jej motywacje. Słuchał jej z wyraźnym zaangażowaniem, ewidentnie zadowolony z tego co słyszał. Dobrze było wiedzieć, że ranni wojskowi mogą liczyć na opiekę z powołania, kiedy są ściągani z frontu. Miał się z resztą okazję o tym przekonać na własnej skórze. Tak jak pobyt w szpitalnym łóżku nie był czymś, co chętnie się robiło, tak przynajmniej jej obecność mu ten czas umilała, nawet, jeśli się w żaden sposób nie zbliżyli wtedy. Człowiek podświadomie czuł, kiedy ktoś miał go za balast, czy kolejny kwadracik do zaznaczenia na liście, jako odwiedzony. Z jej strony tego nigdy nie poczuł.
- Od dość długiego czasu. – Odparł na jej pytanie, robiąc moment pauzy i kontynuując. – Nasze historie nie mogłyby być bardziej odmienne. Ojciec jest inżynierem, matka pielęgniarką. Nie szczególnie zgadzali się z moim wyborem, ale przynajmniej ojciec dał się przekonać, pod warunkiem, że zdobyłem nie-militarny zawód przed zaciągnięciem się. Jego aprobata pomogła też matce się z tym pogodzić. – Nie było smutku w jego głosie, kiedy o tym opowiadał. Nie czuł wyrzutów sumienia z racji swojego wyboru, zwłaszcza, że piął się po drabinie kariery a rodzice zdążyli się z tym pogodzić. – Zawsze wolałem biegać po podwórku zamiast siedzieć w czterech ścianach. Już prawdę mówiąc nie pamiętam, jaki był pierwszy implus, ale pamiętam, że od najmłodszych lat ciekawiło mnie wojsko. – Dodał, dorzucając trochę osobistego kontekstu, co do swoich upodobań. – Acz muszę przyznać, że z wiekiem spokojniejsze zainteresowania zaczęły mnie doganiać, jak już z resztą mówiłem.

Gdzieś między wspominkami, przywrócił ich do rzeczywistości podmuch wiatru wilgotniejszy niż jeszcze przed poprzednim zakrętem. Znaleźli się nad Wisłą i zaczęli powoli iść w stronę centrum miasta. Nie zaszli za daleko, zanim znaleźli wolną ławkę, w stronę, której ich skierował. Usiadł obok niej i przez chwilę ucichł, patrząc na horyzont, do linii którego zbliżało się słońce.
- Wiesz, wychowałem się w tym mieście, acz od jakiegoś czasu, kiedy wracam, zaczynam się czuć obco. Coraz częściej myślę o Zonie, jako miejscu, gdzie powinienem być. – Znów chwila pauzy, po której się wyprostował i oparł wygodnie, spoglądając na nią. – Głupie, wiem. Acz ściga mnie poczucie, że jest tam jeszcze tyle do zrobienia. Heh, przynajmniej możemy powiedzieć, że znaleźliśmy swoje powołanie tam, gdzie jesteśmy. – Zatrzymał się, jakby chciał powiedzieć jeszcze coś, ale zdecydował inaczej. Cóż, i tak powiedział dość, by poczuć jakby zrzucił trochę ciężaru z ramion i skupiając się na tym uczuciu, całkiem przegapił fakt, że nieco się do niej zbliżył.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Nie Sie 20, 2017 8:37 pm

Magia w jej przypadku przyciągała jedynie za sobą konsekwencje. Umiejętność jej używania równała się się pewnie z większą odpowiedzialnością. Wszyscy by patrzyli na nią innym wzrokiem niż dotychczas, wymagając zrobienia czegoś nadludzkiego. W jej głowie takie rzeczy nie przechodziły. Wolała być normalnym, spokojnym człowiekiem od którego wymaga się tyle ile natura ludzka jest w stanie zrobić. Całe te zaklęcia i inne pierdoły nie szły w parze z rzeczami o jakich się uczyła. Inni powiedzieli by, że wystarczy jedno zaklęcie aby kogoś uleczyć. Mogliby mieć racje ale co to za sposób leczenia? Szybki i niedokładny. Bez podstaw medycyny, które nie mają w sobie jakiejkolwiek magii, nie byli by w stanie dociec co komu dolega. A rzucenie czaru "lecz" nie wyleczy czegoś co ma skutki uboczne i długotrwałe. Ukojenie na chwilę bólu nie można nazwać leczeniem. Takie rozumowanie tkwiło w jej głowie, co czyniło ją dobrą w jej własnym fachu.

Nawet gdy mówiła o swojej pracy, w momencie gdy nie dawno biegała po holu szpitalu w białym fartuszku przez kilka godzin, widać było że ma zapał do tego co robi i chcę robić to najlepiej jak umie. Zerkając co jakiś czas na mężczyzna i słuchając teraz jego historii życia, mogła śmiało stwierdzić że geny miał bardzo dobre do swojego fachu. Nie jeden jego przeciwnik widząc ogromnego, umięśnionego mężczyznę po prostu zszedł mu z drogi - Tak, myślała teraz o ulicznych chuliganach Warszawy, a nie żołnierzach czarnej broni. O nich nie wiedziała za dużo, nie mogła sobie też wyobrazić tego starcia przez które wylądował w szpitalu. Jej realia zamykały się w granicach miastowych. Z dodatkiem śmiesznych elfów, które czasem sama nie wiedziały co wokół nich się dzieje. Na wspomnienie dziecinnego podwórka na jej twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Do jej głowy wpadło w jednym momencie milion wspomnień z czasów piaskownicy. Musiała powstrzymywać swoją jadaczkę aby mu nie przerwać bo z ciekawością słuchała go do samego końca. Był jednym z niewielu którzy zaintrygowały ją swoją osobą w tak szybkim czasie. Pomijając fakt, że również wpadł jej w oko jako osobnik płci przeciwnej.
- Czasy dzieciństwa były najlepsze. Zero odpowiedzialności. Jedynie zabawa. Idzie za tym tęsknić. - Westchnęła na samą myśl o tym jak to było być dzieckiem. Biegało się beztrosko po podwórku do momentu kiedy babcia nie wołała na obiad czy kolacje. - U nas na osiedlu zawsze chłopacy byli się na kije o dziewczyny lub czasem dochodziło nawet do większych bójek. A z dziewczynami jedynie siedziałyśmy na trzepaku robiąc fikołki. - Pozwoliła sobie uwolnić jedno z wspomnień i podzielić się nim razem z Włodkiem. Pewnie sam nie raz biegał z kijem po podwórku udając, że jest to miecz - aż do czasy gdy nie dostał do ręki prawdziwego. - Mimo wszystko, śmiem stwierdzić że i tak nie prowadzisz zbyt spokojnego życia! - Dopowiedziała do jego ostatniego stwierdzenia odnośnie trybu życia i niby spokojniejszych zajęć jakie się podejmuje.

Jedynie poczuła lekko kojący ją po twarzy wiatr z lekką nutą bryzy wodnej. Co chwilę musiała poprawiać swoje kosmyki, które przez podmuch wiatru co chwilę opadały jej na twarz. Tym samym zakrywając jej błękitne oczy i uniemożliwiały podziwianie ukazującej się przed nimi Wisły. Dopiero siadają na ławce udało jej się zasłonić ciałem Włodka przed wiatrem, który usiadł obok niej. W głębi duszy dziękowała mu, że jest taki ogromny i jej drobne ciało zostało odizolowane od nagłych podmuchów wiatru.
- Nigdy nie byłam tak daleko. - Stwierdziła z nutką goryczy w głosie. Chciałaby zwiedzić chociaż trochę tego Świata. Czasami ma wrażenie, że została zamknięta w bańce mydlanej jaką jest Warszawa i jej okolice. - Wolisz być tam niż tu? - Spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem. Tymi słowami wywołał u niej zaciekawienie tym co jest dalej niż jej ścieżka rowerową. - Tam chyba nie jest zbyt... bezpiecznie? - Zdawała sobie sprawę, że Warszawa jest jednym z bezpieczniejszych i chronionych miejsc przed tym całym złem które czai się gdzieś dalej. - Czyli nie będziesz tutaj długo? - Wymsknęło jej się to pytanie gdy zaczęła zdawać sobie sprawę, że pewnie za kilka dni Włodek już będzie daleko za granicami miasta. - I z kim pójdę na spacer?! - Dodała szybko aby jej poprzednie pytanie nie zabrzmiało jakby się o niego martwiła! Od razu uciekła wzrokiem od niego i skupiła się na jakieś kłodzie płynącej po rzece.


avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Nie Sie 20, 2017 9:29 pm

Wspominki dzieciństwa nie były czymś, co Włodek miał tendencję robić często, acz na pewno spędzał je jak najbardziej pozytywnie. Cieżko jednak było sobie odmówić, słysząc tęskne westchnienie jego rozmówczyni, kiedy sama zanurzyła się w swojej przeszłości.
- Tak wam potem tylko mówimy, że to o was. Nie raz biliśmy się o to, kto znalazł fajniejszy kijek. – Zburzył jej światopogląd na utarczki młodych chłopców, z widocznym rozbawieniem i na twarzy i w głosie. – Ale tak. To były inne czasy. Nie narzekam jednak, że się skończyły. W końcu dostałem się tam gdzie chciałem w tamtych latach być. – Dorzucił, zadowolony zarówno na wspomnienie jak i na to jakie światło rzucało na to kim i gdzie teraz jest. Podobało mu się jego życie, acz jak tak dalej między nimi pójdzie, grozi mi zaczęcie się zastanawiać, czego jeszcze mu w tym życiu brakuje.
- Jeszcze doprowadzimy świat do momentu, w którym będzie można żyć spokojnie. – Odpowiedział na jej zdanie, jakoby to jego życiu brakowało spokoju. Było w tych słowach absolutnie niezachwiane przekonanie o ich prawdzie. Nie jedną bitwę wygrali i nie jedną jeszcze wygrają. I niech go Czarna magia pochłonie, jeśli nie będzie tam podczas tej ostatniej, zatykając polską flagę w czaszce ostatniego Barloga.  

Czy ktoś mógł jednocześnie wydawać się odmienny i podobny? Widać teraz wszystko było możliwe. Marta była na pierwszy rzut oka zupełną antytezą Włodka. Ona była drobną miłą, uczynną dziewczyną, zarabiającą na utrzymanie opiekując się innymi, która nigdy nie miała bezpośredniej styczności z nadnaturalnymi zjawiskami, minus elfy. On natomiast był rosłym chłopem, zdeterminowanym by położyć kres opresji nadnaturalnych hord z zachodu, czy to karabinem czy zaklęciem. Gdyby strzelał do ludzi, miałby na swoim koncie dość zadanych ran, by jedna Kędziorek miała co robić przez resztę życia. Mimo to, znajdowali wspólny język bez problemu, na zmianę aktywnie słuchając drugiej osoby, bądź opowiadając coś o sobie. Oboje byli w końcu ludźmi, którzy poszli za swoim powołaniem i odnajdywali się w swoim środowisku bez najmniejszego problemu. Mimo wszystkich niedogodności, wszystkich odcisków na nogach, z którymi musiała się zmagać po długich dniach i błota, przez które on musiał się czołgać w Zonie, czerpali satysfakcję z tego, co robili. Byli od siebie jednocześnie tak daleko, jak dystans, który niedługo ponownie się między nimi pojawi i tak blisko, jak teraz siedzieli razem.
- Nie chciałabyś tam być. Mnie tam popycha poczucie obowiązku, nie walory turystyczne. – Odparł na jej zaskoczenie, co do tego, gdzie go ciągnęło. Nie winił jej za tą reakcję, w końcu równie dobrze mógł powiedzieć, że tęsknił za piekłem, bo nie może strzelać do demonów. Trochę też z resztą koloryzował. Zona przy granicy nie była wypaczona czarną magią, ale odruchowo wręcz chciał ją zniechęcić do tego miejsca. Było tam zbyt niebezpiecznie. Nie mniej, jego uwaga szybko powróciła do niej, kiedy z zakłopotaniem maskowała fakt, że też nie chętnie witała myśl o tym, że przyjdzie mu wrócić na front.
- Muszę. Jest jeszcze tyle do zrobienia a niedługo będę mógł zrobić o wiele więcej niż dotychczas. – Odpowiedział i było to jakoś nieco bardziej melancholinie niż wcześniej. Widać udzielały się mu myśli, która ona próbowała ukrywać. Nie mniej, na jego ustach gościł lekki uśmiech na myśl, że ktoś taki jak ona by za nim tęsknił. Myśl ta dodała mu odwagi, by obrócić się nieco do niej i złapać jej dłoń do następnych słów.
- Właśnie na nim jesteśmy i jeszcze nie jeden damy radę odbyć. Nie wyjeżdżam jutro. - Mówił już spokojniej, zadowolony perspektywą. Nie trzymał jej mocno, w każdej chwili mogła zabrać rękę, ale miał przeczucie, że nie będzie to miało miejsca.
- A nawet wtedy, będę co jakiś czas wracać. Miło będzie mieć kogoś nowego, kto będzie na mnie czekał. – Dodał, patrząc jej w oczy, o ile kłoda przestała monopolizować jej wzrok. Może i by zaplanował coś więcej, ale nie mógł przewidzieć jak zareaguje na dotychczasowe zbliżenie.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Nie Sie 20, 2017 10:28 pm

Miała wrażenie, że Włodek chcę zmienić ten świat na lepszy i narzuca sobie na barki dużą odpowiedzialność. Jego słowa tylko potwierdzały jej tezę jaką zdążyła wyrobić sobie o nim w krótkim czasie kiedy mówił o swojej pasji do wojska.
- Można żyć spokojnie. I trzeba być ostrożnym. - Wizja Włodka, a raczej jego wielka ambicja zmian świata na lepsze - nie twierdzić, że się nie przyda - odskakiwała od teraźniejszości. Marcie żyło się teraz wystarczająco spokojnie. Miała klapki na oczach dotyczące zagrożeń jakie niesie odległy świat który jest daleko od jej zasięgu wzroku. Dlatego też, jego słowa wydały jej się absurdalne.

Dla przechodniów mijających ich wyglądali pewnie niczym Piękna i Bestia. On z blizną na twarzy wywoływał u niejednej osoby dreszcze na karku, budzący strach. Ona z swoją nieporadnością co chwilę odgarniająca kosmyk włosów z twarzy była uosobieniem delikatności i spokoju. Nie spodziewała się, że mimo wszelki fizycznych różnic jakie sobą reprezentują będą w stanie odnaleźć się w języku mowy. Wyglądało jakby oboje nie mieli większych zahamowań aby powiedzieć to co przyjdzie im na język. Nie mogą ukryć, że oboje zainteresowali się swoim rozmówcą w taki czy inny sposób. Marta, chciała dowiedzieć się więcej o świecie z którym nie ma bliskiego kontaktu, a Włodzimierz wydawał się zafascynowanym tym czego dokonał. A "medal" pozostał mu na twarzy. Co wcale nie odrzucało jej wzroku od jego twarzy. Wręcz przeciwnie. Dodawało mu to męskości. Powracając do poróżnień jakie ich dzielą i tym samym łączą. Prowadzili zupełnie inne tryby życia. Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Ona zalatana pomiędzy pracą, a studiami. A on miał teraz dla siebie wiele wolnego czasu, który pewnie skończy się szybciej niż Marta zdąży się zorientować. Nie miej jednak, łączyła ich pasja do tego co robią. Nie ukrywając, po wypowiedziach o ich pracy widać że posiadają ogromne zaangażowanie do tego czym postanowili zając się w życiu.
- Nie mówię tutaj tylko o walorach turystycznych. Nie zawszę da się rannego przywieźć na czas do Warszawy. - Nie, nie było to wyrazem jej chęci co do wyjazdu gdziekolwiek po za granice miasta. Nie każdy ranny może zostać przewieziony, a jednostki szpitalne też muszą przemieszczać się razem z wojskiem po polach bitwy. Nie widziała samej siebie jako biegającej pomiędzy żołnierzami z apteczką pod pachą i hełmem na głowie. - Matka i tak nie wydałaby pozwolenia abym stacjonowała jako pielęgniarka po za granicami miasta. - Westchnęła cicho. Miała ręce delikatnie związane przez stanowisko jej rodzicielki, nie narzekała na ten fakt - ale też przez to współpracownicy patrzyli na nią trochę innym wzrokiem. "Ona tutaj pracuje bo ma rodzinę" - co całkowicie mijało się z naturą z jaką Marta podchodziła do pracy.
Nie odezwała się na słowa tego, że będzie mógł teraz czynić większe cuda niż robił to do tej pory. Pozostawiła go jedynie z wymownym uśmiechem na twarzy który na jej twarzy mógł gościć jedynie przez krótką chwilę. Ponownie poczuła na dłoni jego szorstką skórę. Poczuła się nie co zakłopotana bo kłoda w którą była wgapiona zaczynała znikać z jej horyzontu. Swoimi błękitnymi ślepiami powróciła na brodatą twarz i posłała mu ciepły uśmiech. - Jutro może nie wyjdziesz ale wkrótce. - Powiedziała smutniejszym tonem niż zwykle. Dziwnie się poczuła ze świadomością że dzisiaj może swobodnie z nim rozmawiać a za kilka dni Włodek może biegać na polu bitwy.
- Co jakiś czas? - Spojrzała na niego lekko mrużąc oczy. Tak jakby go karciła wzrokiem. - Chciałeś powiedzieć często chyba. - Zaśmiała się cicho pod nosem i lekko sama przysunęła się jeszcze bliżej niego szokując samą siebie swoimi działaniami. Dwa piwa po dniu pracy - zmieniają szarą myszkę.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Pon Sie 21, 2017 12:49 pm

Włodek nie chciał zmieniać świata na lepsze. On aktywnie to robił z każdym krokiem do przodu w Zonie i każdą wystrstrzeloną kulą. Ona tak na prawdę też miała w tym procesie nie małą rolę, upewniając się, że tacy jak on mogli kontynuować robić swoje. Każdy, kto był choć trochę produktywny w tych czasach na swój sposób jakoś przyczyniał się do sprawy. Nie myślał jednak teraz o innych. Nie, kiedy miał przy sobie takie towarzystwo.
Rzadko kiedy tak szybko znajdywało się wzajemnie zrozumienie. Mimo, że tak naprawdę poznali się praktycznie przed chwilą, czuł się, jakby rozmawiał z kimś, kogo znał od dawna. Normalnie nawet on nie był odporny na lekkie zdenerwowanie przy pierwszym spotkaniu z kobietą, która wpadła mu w oko, ale teraz czuł się komfortowo. Pomagał w tym bez wątpienia fakt, że nie uciekała od jego dotyku a wręcz przeciwnie. Ciężko było odebrać jej słowa o jego wyjeździe inaczej niż jako wyraz, że czuła do niego podobną bliskość co on do niej. Szczególnie, że nie wstydziła się po wyłącznie chwili z nim trochę podrażnić, zarzucając mu, że nie wracałby za często.
- To zależy do kogo będę miał wracać. - Odparł, celowo nieco niższym głosem, puszając jej dłoń i zamiast tego oplatając jej ramiona swoją ręką i przytulając do siebie. Był zaskakująco delikatny jak na kogoś swojej postury. Nie musiał odpowiadać zaczepką na zaczepkę. Zamiast tego, uznawał to za sytuację, w której oboje wygrywali. A przynajmniej za preludium do takiej sytuacji.
Włodek zasadniczo nie szukał aktywnie żadnej partnerki, nawet w przerwach pomiędzy wyjazdami na front. Wiedział, że jego tryb życia nie nadaje się do stałych związków. Teraz jednak, albo co ważniejsze, przy niej, odzywała się w nim nuta egoizmu, domagająca się, by nie odrzucać jej bliskości. W końcu widziała na własne oczy, w jakim stanie mógł wrócić, jeśli w ogóle, a nie można było jej odmówić wykazywania zainteresowania jego osobą. Przynajmniej tak to sobie racjonalizował.
- Oraz co będzie na mnie czekać. - Dodał po chwili, obracając się i patrząc jej w oczy zbliżając się do niej. Nie było wątpliwości, że chodziło mu o znalezienie jej ust swoimi, w mdląco aż romantycznym całusie przy zachodzie słońca. Zakładając, że się jej nie odwidzi, bo z kobietami nigdy nic nie wiadomo, miał zamiar całować czule, przelewając w pocałunek całe pozytywne zaskoczenie, jakim dla niego była.


avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Pon Sie 21, 2017 3:06 pm

Szybko to było dość marne określenie tego w jakim tempie posuwało się ich spotkanie. Raczej nazwać można to błyskawicznie. Żadne z nich nie zakładało że aż w takim sposób uda im się porozumieć i to bez większych zgrzytów. Pomijając fakt, że dwa piwa na pewno pomogły uniknąć krępujących sytuacji czy niezręcznej ciszy. Nawet zapomniała już o tym, że cały dzień spędziła w pracy i z chęcią wskoczyła by na dłuższy, wyczekiwane sen. Włodzimierz skupi cała jej uwagę na sobie i chwała mu za to. Marta mogła chociaż na chwilę odskoczyć od swojego szarego życia w którym nie działo się zbyt wiele w porównaniu do jego. Nie musiała biegać z miejsca do miejsca tropiąc armie zła. Nie trzymała w ręku żadnej broni, no chyba ze strzykawka poniekąd jest zaliczana do narzędzi ostrych. Nie miała okazji skakać po krzakach kamuflując się przed wrogiem. Jest młoda i jeszcze wszystko przed nią.
Powinna czuć przynajmniej dyskomfort gdy olbrzymie ramie Włodzimierza objęło jej delikatne ramiona, a czuła zupełnie coś innego. Poczucie bezpieczeństwa. Zawód i fakt jak Zakrzewski wyglądał budził w niej poczucie tego, że co by się nie wydarzyło mogłaby liczyć na jego pomoc. Tutaj trochę czarniejszy scenariusz - czarna Armia dostaje się jakoś do Warszawy. Miałaby wtedy swojego obrońce za cenę tego, że musiałaby go później ewentualnie opatrywać z bojowych ran.
- Chyba nie masz problemu z tym aby znaleźć kogoś do kogo mógłbyś wracać. - Spojrzała na niego trochę ironicznie. Nie żeby podejrzewało go o coś złego, po prostu każdy człowiek ma swoje potrzeby. Nie gardził wyglądem i był poniekąd dżentelmenem, a takich to szukać niczym igły w stogu siana. Aż dziwne, że dzisiaj sam pił piwo - chociaż to chyba wyszło na dobre Marcie.
Nie dał jej nawet momentu na odpowiedzenia na jego stwierdzenie. Czuła na swojej twarzy jego oddech, który jeszcze trochę przypominał o lokalu z jakiego niedawno wyszli. Wzrokiem nie miała szansy uciec, utkwiła w jego ślepiach jak zaczarowana. Włodzimierz pozostawił ostatni ruch dla blondynki. Mogła się jeszcze wycofać, co przez chwilę przeszło jej przez głowę. Wszystko działo się zbyt szybko jak na osoby które po raz drugi w życiu spędzają że sobą czas. A ten pierwszy nie był owocny w poznawanie drugiej osoby. Mogła zniszczyć Włodkowi ten piękny zachód słońca nad Wisłą, który nie zawsze może podziwiać gdy opuszcza Warszawę aby ją chronić. Nie była w stanie teraz zareagować inaczej jak pójść z chwilą i złapać okazje. Pochyliła się w jego kierunku stykając ich usta w pocałunku. Jej dłoń powędrowała na jego policzek, ten zdrowy. Chwilę trwali w tym romantycznym momencie. Nie spieszno jej było od ucieczki od jego ust. Lekko dłonią jeździła po policzku kując się o jego brodę. Druga zaś wylądowała na jego ramieniu lekko zaciskając jego koszulę. - Myślisz, że warto wracać? - Odsunęła delikatnie i powoli swoje usta od jego i szeptem zadała pytanie przerywając tym samym romantyczny zachód słońca.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Pon Sie 21, 2017 5:40 pm

Sam ten wieczór udowadniał, że miała rację w ocenie, że komuś o jego cechach zarówno charakteru jak i fizycznych, nie miał problemu ze znalezieniem towarzystwa. Czasem i na służbie różnie bywało. Radość z przeżycia czegoś, z czego nie oczekiwało się wyjść cało jak i oczekiwanie na potencjalnie samobójcze wypady bardzo często pchały ludzi w objęcia najbliższej kompatybilnej osoby. Zwłaszcza, kiedy ta osoba przeżywała to samo. Kobiety w armii były w mniejszości, ale były.
Tego wieczora jednak nie było czarnych myśli a jedynym źródłem radości była dla nich sama ich obecność. Jeśli nawet się przez chwilę zawahała, tak kiedy ich usta w końcu się spotkały, nie było po tym śladu. Nie był to agresywny, pełen żądzy pocałunek, ale nie na tym się przecież w tej chwili skupiali. Jeszcze. Tak jak jej dłoń spotkała się z jego policzkiem, tak on wciąż ją obejmował, a ta druga spoczęła na jej talii. Przechylił też lekko głowę, jakby nadstawiając się ku jej dłoni, acz prędzej da się porwać barlogom niż się do tego przyzna.
Niestety, musieli się w końcu od siebie oderwać, mimo, że niezbyt chętnie z obu stron. Nie oddalał jednak się od niej za bardzo. Momentalnie brakowało mu ciepła jej ust, acz jej szept skutecznie zajął jego myśli. Coś się w nim burzyło, że odpowiedź na to pytanie przypieczętuje los tej młodej, ślicznej dziewczyny do płakania po nocach za kimś, kto może nie wrócić. Inna jego część jednak szybko odpowiedziała, że po prostu musiał się w takim układzie bardziej starać. To się już z nim zgadzało. Gdzieś w Zonie jakieś plugastwo poczuło ukłucie strachu na myśl, że Włodek wróci tam z jeszcze większą motywacją do przewiercenia mu czaszki z karabinu.

Unosząc na chwilę dłoń z jej talii, wyręczył ją w odsunięciu z twarzy kędziorka kosmyka włosów, muskając po drodze jej policzek, nie przerywając wpatrywania się w jej oczy. Stwierdzenie, ze swoimi słowami przerywała zachód słońca było co najmniej śmieszne. Dodawała mu nimi tylko uroku.
- Chyba będę musiał sobie skręcić kostkę wracając, żeby szybciej się do ciebie dostać. – Odpowiedział z nutką humoru, ale nie było wątpliwości, że stała się kimś, o kim będzie myślał, podczas walki. Na utwierdzenie jej w tym przekonaniu, szybko cmoknął jej usta, zanim mogła odpowiedzieć, że nie chce, żeby sobie z jej przyczyny robił krzywdę, czy coś w tym guście. Wyprostował się następnie, patrząc przez chwilę na słońce znikające za horyzontem, acz nadal obejmując ją jedną ręką. Dni wciąż były dość długie, więc musiało się robić późno a nie każdy mógł sobie pozwolić na leniuchowanie rano, jak on.
- Co ty na to, żebym cię odprowadził? Muszę się jakoś dowiedzieć, gdzie mam wracać. – Zaproponował z uśmiechem w jej stronę i mogłaby przysiąc, że była w tych słowach sugestywna nuta. W końcu i tak przeskakiwali już bardzo wiele stopni na drabinie, którą powinna pokonywać nowo poznana para. Co tam jeden kolejny.

Czy za sprawą poczucia, że musi rano wstać, czy chęci spędzenia z nim reszty wieczoru, kiedy przystała na jego propozycję i skierowali się w wyznaczonym przez nią kierunku do jej domu, pozwolił sobie na ponowne objęcie jej, tym razem w talii. Może za mało czasu minęło, by zaczynał się czuć przy niej na miejscu, ale łatwo było przewidzieć, że prędzej czy później będzie mógł to powiedzieć z jednakowym przekonaniem, z jakim mógł o wygranej w tej nieszczęsnej wojnie.
- Wspominałaś, że jeździsz na rowerze. Nigdy nie pozwoliłaś sobie wyjechać gdzieś dalej za miasto? – Zapytał, nie mając zamiaru dopuścić do niewygodnej ciszy, kiedy szli. Plus, był szczerze ciekawy. Było sporo miejsc, w których można było uciec od Stolicy.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Pon Sie 21, 2017 7:00 pm

Miała nie mały mętlik w głowie. Wszystko szło w tak szybkim tempie, że nawet nie miała czasu aby zastanowić się nad kolejnym krokiem czy gestem. Działo się tu i teraz. Na reakcje dostała zbyt mało sekundy aby wybierać pomiędzy właściwym i tymi mniej trafionymi decyzjami. Musiała iść z pierwszą myślą jaką przychodziła jej do głowy. Tym razem rozsądek pozostał gdzieś w kącie lokalu. Poniekąd mogła się domyśleć co tym pocałunkiem bierze na swojej barki. A chłop był duży, a jej ciało drobne. Ciężko będzie Marcie to wszystko na sobie utrzymać. Nigdy przedtem nie miała czasu aby pojawić się w gronie mężczyzn walczących za jej wolność, którzy swoje życie ryzykowali codziennie. Ona skupiała swoje ślepia na osobach otaczających ją. Taka zmiana środowiska mogłaby jej wyjść na dobre. Pocałunek trwał, tak samo jej burza emocji gromadzących się w jej. Wiele obaw przeszło jej przed oczami. Sam fakt, że dopiero co ich usta się połączyły - a w głowie już miała dziwne myśli o tematyce wojennej, gdzie nigdy przed tym nie zastanawiała się jak wygląda noc dziewczyny czekającej na powrót kogoś z pola bitwy. O ile w końcu się doczeka tego powrotu.

Nie mogła okłamywać samej siebie, że Włodek nie był dobrym kąskiem. Po pocałunku nie była w stanie od niego oderwać wzroku. Romantyczny moment jaki przed chwilą mieli rozwiał jej wszelkie obawy - przynajmniej na ten moment. Minął pewien czas od kiedy ostatni raz Marta miała czas aby bawić się w związki czy przelotne miłości. Zazwyczaj z mało rozsądnymi panami, którzy po prostu polecieli na jej cud miód buźkę.
Dobrze wiedział że powiedziałaby aby nie robił sobie nic w jakim skutku trafiłby do szpitala. Zamknął jej usta dość skutecznie, a na jej twarzy pojawił się jedynie uśmiech wywołany rozkoszą. Nie odciągając od jego twarzy wzroku była w stanie dojrzeć, że za wielkim Panem Włodkiem powoli słońce styka się z końcem horyzonty i za kilka dobrych minut na niebie nie będzie już tak przyjemnie. Promienie słoneczne przestana padać na ich twarze i w moment zrobi się zimno od Wisły.
- Nie tyle co dowiedzieć się gdzie mieszkam... ale musisz mieć pewność, że bezpiecznie wróciłam do mieszkania. - Odpowiedziała dwuznacznie wyłapując jego sugestie. Nie miała nic do stracenia, nie była tez przez nikogo ograniczona. A wiele mogła zyskać - i to kogoś.
Wstając z ławki klepnęła go w udo i nie czekając na jego rekcje, czy też ruszy swój zadek z ławki, zaczęła powoli wędrować w kierunku mieszkania.

Od Wisły do domu Marty pieszą było przynajmniej dwadzieścia minut - takim wolnym tempem gdy naprawdę nie chciało jej się przebierać nogami. Sama nie była pewna jak chcę aby ten wieczór się zakończył, albo czy w ogóle chcę aby się kończył. Z każdym krokiem w kierunku mieszkania w jej głowie pojawiały się kolejno to nowe obawy. Nie tylko dotyczące jego ale też tego jak ona się zachowała w tej sytuacji. Tempo było szybkie i jak na osobę które nie darzy ludzi wielkim zaufaniem to Włodzimierzowi potrafiłaby uwierzyć w każde słowo. Sama nie wie czym to było wywołane. Pył jej przeciwieństwem - a takie rzeczy się przyciągają.
- Okolice jeszcze w miarę zwiedziłam. Nie wiadomo jak daleko ale za miastem można znaleźć fajne polany. Można na nich rozbić sobie piknik i żyć jakby nic złego na świecie się nie działo. - Po mieście rower służył jej jako komunikacja od punktu a do b. Gdy wybierała się na dłuższe przejażdżki (też nie zbyt daleko bo nigdy nie wiadomo!) to już na cały dzień. Wrzucała jedzenie do wiklinowego koszyka, na metalowy bagażnik zarzucała koc i jechała za miasto. - Może przyjdzie taki dzień, że zobaczę trochę więcej świata niż tylko okolice Warszawy. - Mówiąc to uniosła głowę w kierunku nieba. Można było odnieść wrażenie, że na moment odleciała do swojej krainy marzeń. Nie będzie ukrywać, że jest ciekawa tego jak świat wygląda. Należała do osób które już dawno ominęły pierwszy stopień do piekła jakim jest ciekawość.
Po chwili luźnej pogawędki Marta nagle zatrzymała się przed niewielkim blokiem. - To tutaj. - Wskazała gestem dłoni na numer bramy i spojrzała na niego czekając na reakcje. Sama nie była pewna czego chcę, a jeśli los miał dla niej coś przygotowanego to tak się stanie.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Pon Sie 21, 2017 8:56 pm

Wszystko wydawało się układać w kierunku przedłużenia tego wieczoru na całą noc. On stawiał pierwszy krok mówiąc o pójściu pod jej blok, ona o wejściu pod same jej drzwi, następny krok był oczywisty. Sam nie cierpiał na żadne obawy, czy wątpliwości do samego tego dnia i gdzie konkretnie skończą. Jeśli oboje będą chcieli spędzić ze sobą noc, miał dość pewności siebie by nie wątpić w fakt, ze oboje będą zadowoleni a co do różnicy miedzy ich rozmiarami, nikt nie mówił, że to ona musiała trzymać jego ciężar na sobie. Zamiast przejmować się rzeczami, na które miał bezpośredni wpływ, wciąż szeptały do niego wątpliwości, czy naprawdę taka relacja miała sens. Wiedział, że jest silnym facetem, który wiele w życiu zniósł i nie jedno jeszcze zniesie, ale czy znaczyło to, że musiał innych stawiać w sytuacjach, które wymagały takiej samej siły? Zwłaszcza małe, urodziwe pielęgniareczki? Czy radość z jego powrotów zrównoważy noce pełne zmartwień? Czy długie okresy rozłąki nie pchną jednego, albo obu w cudze ramiona? On w armii znalazłby nie jedną dorodną kobietę, która nie musiała się dwa razy zastanawiać czy nie zgniecie jej w łóżku a ona zasługiwała na kogoś, kto witał ją całusem po każdym ciężkim dniu. Acz może tego oboje właśnie potrzebowali. On jakiejś kotwicy w normalnym świecie, kiedy wracał z piekła, a ona kogoś, kto wyciągnie ją z jej ograniczonego świata.
Utwierdzając go w tym drugim, przyznała, że nigdy nie opuszczała względnego bezpieczeństwa Stolicy. Przez chwilę jakby miał w związku z tym zmarkotnieć, ale zamiast się temu poddawać, szybko zobaczył w tym szansę do wykorzystania, żeby wrócić jej uśmiech na usta.
- Kiedyś cię gdzieś zabiorę. Daleko od tego wszystkiego, gdzie będziesz widziała tylko zieleń. – Obiecał, spoglądając na nią, pogrążoną w krainie marzeń. – No i mnie. Ciężko mnie przegapić. – Dorzucił, by dodać sytuacji nutę humoru, zamiast tęsknoty za czymś, co widziała tylko oczami wyobraźni. Nigdy nie podejrzewał się o taki romantyzm, ale coś w jej obecności sprawiało, że główną wartością dla niego stawał się jej uśmiech. Może i wypadałoby się nad tym zastanowić, bo nie było szans by dwa piwa, w dodatku „rozchodzone”, tak na niego nadal wpływały. Nie specjalnie jednak chciał zajmować się takimi myślami.

W końcu dotarli do jej bloku, zatrzymując się przed bramą. Wyraźnie zatrzymała się, zostawiając los tego wieczoru w jego rękach. Nigdy nie był kimś, kto zmuszałby do czegoś kobietę, jeśli nie widział z jej strony podobnego zainteresowania. Marta jednak wykazała go dość, by nie czuł się źle, powracając do tego, co sama wcześniej mówiła.
- Miałem się upewnić, że wróciłaś do mieszkania. – Powiedział lekko zaczepnie, stając bokiem do drzwi klatki schodowej, puszczając ją przodem, by za nią podążyć. – Ładne miejsce. – Dorzucił szybko na schodach.
Przy jej drzwiach, bez wątpienia groziła im kolejna niewygodna pauza jak ta na dole, ale nie miał zamiaru do niej dopuścić. Ponownie ją wtedy objął i obrócił ku sobie, by ją następnie nachylić się ku jej twarzy i pocałować. Był ten gest nieco bardziej zachłanny niż poprzednio, ale nadal jak na takiego giganta, można było mu zarzucić delikatność. Nie wypadało oczywiście za długo się obściskiwać na klatce schodowej, zwłaszcza, że czyjaś babcia pewnie od początku ich podglądała przez wizjer w drzwiach, jak to takie miały w zwyczaju. Nie oderwał się od niej jednak zbyt daleko, po przerwaniu pocałunku, zamiast tego szeptając tuż przy jej ustach. – Nie chcę, by dziś już się kończyło. – Teraz była jego kolej by dać dojść do słowa niechęci rozstania. Acz nadal był to jej dom i ona musiała go do siebie wpuścić. Inaczej by niczego nie chciał.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Pon Sie 21, 2017 9:35 pm

Jedną z jej największych obaw był fakt, że nie widzieli by się zbyt często - a ciekawość co w danym momencie robi druga osoba mogłaby doprowadzić do bardzo złych przypuszczeń. Sama nie miała problemu aby poświęci nowe poznanemu towarzyszowi więcej niż kilka minut w pubie. Tym samym, on nie miał problemu aby wykorzystać taką sytuacje. Nie znała go na tyle aby wiedzieć czy czasem nie stała się jedną z jego ofiar na jedną noc - a wygląd stanowczo mu pomagał w tym aby dziewczynie zrobiły się miękkie kolana. Marta sama poniekąd wpadła w taki trans. Oczy sama nie chciały jej uciekać od przystojnej twarzyczki i całkiem niezłego torsu odznaczającego się przez napinający materiał bluzki. Każdy miał potrzeby, zachcianki i jakieś pożądania. Kobiety i mężczyźni w armii tez musieli w jakikolwiek sposób się odstresować. Nie wnikając w głębsze szczegóły! Dzieliby ich kilometry i czy byli by w stanie odmówić wielu pokusą?
- Wiesz, że obietnic nie można rzucać na wiatr? - Spojrzała na niego chytrze bo jego słowa w pewnym stopniu oznaczały gwarancje następnego spotkania. - Obyś nie zasłaniał mi widoku...- Dorzuciła żartobliwie do jego słów. Na ten moment mogła jedynie pozostać tylko z takimi widokami w swojej głowie bo na ten dzień chyba za dużo się dzieje teraz z armią czarnych aby tak po prostu sobie wyjeżdżać trochę dalej. Bezpieczeństwo jeszcze nie jest w stu procentach zapewnione.

Krępująca cisza jest czasem nieunikniona aby za kilka chwil się z niej śmiać. Pod blokiem zrobiło się trochę niezręcznie bo ani ona, ani on nie chcieli wykazywać nachalności. W głębi oboje wiedzieli chyba, że ten wieczór nie skończy się na zwykłym dobranoc przed klatką schodową. - Na drugie piętro. - Powiedziała mijając go stojącego przy drzwiach do klatki schodowej. Szła przodem i starała się przebierać nóżkami znacznie szybciej aby Włodzimierz nie musiał co chwilę zatrzymywać się przez jej wolniejsze tempo. Krótsze od niego nóżki, wymagały prędkości! Nie mogła sobie pozwolić na stawianie nogi co dwa stopnie bo za moment była by jeszcze bardziej zmęczona. Dotarła na drugie piętro i odruchowo zaczęła grzebać w swojej torebce za kluczami. Wymacała je już palcami kiedy została nieoczekiwanie zamknięta w pułapce ramion Włodzimierza. Jej usta wcale nie odmówiły współpracy z wargami towarzysza. W między czasie kiedy jej język był zajęty wymianą śliny, starała się kluczami trafić do zamka drzwi. Na pewno babcia która wypatrzyła już ich wcześniej z okna obok mieszkania Marty już stoi i przygotowuje plotki pod wizjonerem. Na korytarzu rozległ się trzask otwieranego zamka do drzwi. - Nie musi się już kończyć. - Szepnęła i lekko odsunęła swoje usta od jego. Spoglądając mu prosto w oczy. Klucz zostawiła w zamku aby móc rękami wylądować na jego silnych i szerokich ramionach. Zrobiła krok w tył i jej plecy oparły się wygodnie na drzwiach do jej mieszkania. - Wchodzisz? - Dalej utrzymała swój ton głosu w szepcie z nutką nadziei że nie usłyszy odmowy. Oboje dzisiaj już dawno ominęli swoje granice. Delikatnie czekając na odpowiedz zaczęła dłonią masować jego ramie.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Pon Sie 21, 2017 10:49 pm

Nie miał zamiaru rzucać obietnic na wiatr. Zwłaszcza, że podejrzewał, jakoby jego kolejne przejście przez bramę jednostki wojskowej skończy się poligonem treningowym służb specjalnych. Nie wiedział czy wolał to, czy Zonę. Różne historie słyszało się o treningu AGATu, żadna nie była przyjemna. Wszyscy jednak przynajmniej wracali, nawet, jeśli nie zawsze zwycięsko. Nie szczególnie jednak mógł o tym mówić, nawet jej. Nie lubił tego aspektu swojej pracy, nawet, jeśli rozumiał dlaczego tajność niektórych działań była konieczna. Nie musiał za to ukrywać faktu, że chęć zabrania jej gdzieś trafiła wysoko na jego listę rzeczy do zrobienia.

Chwilowo jednak pierwszym elementem było tam coś innego. Zwłaszcza, kiedy odpowiedziała entuzjazmem na zainicjowany przez niego pocałunek. Musiał aktywnie powstrzymać swoje ręce przed zbyt natrętnym dobieraniem się do jej kształtów jeszcze przez kilka chwil, acz nie było to łatwe. Nie, kiedy jego język został mile powitany w jej ustach a jego uszy słyszały, że niecierpliwie zmagała się z zamkiem. Słowa, które następnie wypowiedziała były już tylko formalnością, ale bardzo mile widzianą.

Jej rączki na jego ramionach przestały mu wystarczać. Chciał ich wszędzie i odwdzięczyć się jej tym samym. Kiedy oparła się o drzwi i niemal prowokacyjne go ku nim zaprosiła, nie było już nawet chwili zastanowienia. Zapewniając jej talii oparcie w postaci opartych na niej dłoni postawił krok do przodu, wpychając ją do środka przez jej własne drzwi. Starsza sąsiadka mogła już tylko zazdrościć, z tęsknotą za takimi uniesieniami, których już nie doświadczy.

W środku nie miał czasu zastanawiać się w którą stronę do najbliższego łóżka czy kanapy. Oparł ją o najbliższą ścianę i uciszył wszelkie sugestie na ten moment, całując zachłanniej niż dotychczas. Nadal mógłby być ostrzejszy w swoim zachowaniu i mocniej na nią napierać swoimi gabarytami, ale widać taki już był. Prawdziwą agresję z jego strony odczuwali tylko wrogowie. No, chyba, że ktoś poprosił.
Nie dawał jej jednak zbyt wiele czasu na zastanowienie, kiedy jego dłonie wślizgnęły się pod jej bluzkę i zaczęły ją bezwstydnie unosić, odkrywając po drodze jej kształty i nie trudno było wyczuć, że bardzo mu odpowiadało to, co czuł pod swoimi dłońmi. Bez żadnych ceregieli oczekiwał, że uniesie ręce i pozwoli się rozbierać. Jeśli jednak chciała przeciągnąć grę wstępną i spróbować poskromić giganta, musiała próbować teraz.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Wto Sie 22, 2017 1:50 am

+18 żeby nie było, co nie.

To był jeden z tych momentów kiedy Marta nie miała już drogi odwrotu. Nie narzekała bodajże na przebieg wydarzeń, może trochę na fakt że zna go jedyne kilka chwil. Nie wie dokładnie komu pokazała swój adres zamieszkania - nie tylko wskazując na klatkę schodową ale i dokładne drzwi za którymi znajdowało się jej niewielkie, skromne mieszkanko. Godzina była jeszcze wczesna jak na sytuacje, która miała właśnie teraz zdarzenie na korytarzu. Była to pora kiedy większość mieszkańców tej klatki schodowej jeszcze nie zdążyło zanurzyć się pod ciepłą kołderką. A widok cieni stóp poruszających się pod drzwiami sąsiadki bardzo dobrze świadczył o tym, że nie mogą za dużo jej pokazywać bo serce by biednej się jeszcze zatrzymało.

Nie miała tyle siły aby nawet w drzwiach powstrzymać tak wielkiego mężczyznę od wepchnięcia swojego drobnego ciała do mieszkania. Nawet nie miała czelności mu się opierać wiedząc, że postanie na korytarzu mogłoby przynieść niespodziewanych świadków niesmacznych dla gapiów czynów. Gdy oboje minęli próg mieszkanie jedynie końcówką palców udało jej się złapać za kant drzwi i zamknąć je  całkowicie odcinając tą dwójkę od świata zewnętrznego. Pozostali już tylko oni i pożądanie z jakim na siebie zerkali. Nie odsuwając swoich usta nawet od siebie wymieniali się namiętnymi pocałunkami. Jedyne ograniczenia jakie czuła to ściana do której została oparta. Nie miała już żadnej drogi ucieczki, no chyba że na kanapę lub do łóżka. Nie opierała się mu, grzecznie podniosła rączki do góry gdy ten ściągał z niej bluzkę. Nie długo była mu dłużna. Bez górnej części garderoby przechyliła głowę ku niemu i językiem przejechała bo jego wardze. Rączki, które wcześniej były uniesione w górę powędrowały na jego ramiona i powolnym ruchem zaczęły zjeżdżać w dół zatrzymując się na pierwszej przeszkodzie. Powoli, nigdzie się nie spiesząc, zaczęła odpinać guziki jego koszuli od góry do samego dołu. Nie mogła na razie spojrzeć na to, co odsłoniły guziczki. Jedynie mogła sobie pozwolić w momencie kiedy jej język był zajęty działaniem w jego ustach na to aby opuszkami palców przejechać po jego klatce i delikatnie podrapać zostawiając szybko znikające czerwone paski na skórze.
Jej rączki zatrzymały się na jego biodra, a raczej pasku od bojówek. Oderwała na chwilę swoje usta od niego i oparła się głową o ścianę aby móc na niego spojrzeć. W tym samym czasie jej rączki wylądowały na jego suwaku spodni i zaczęły go powolutku rozpinać.
Nie pozbyła się jego bojówek. Dłonie powróciły na jego ramiona i lekko go odsunęły od jej ciała aby mogła swobodnie prześliznąć się między nim a ścianą. Ruszyła w kierunku pokoju, a raczej sypialni pozostawiając za sobą Włodka z rozpiętym rozporkiem. Idąc mógł jedynie zobaczyć jak Marta kierując się ku celowi rozpina swój stanik, po czym rzuca go w tył i ląduje przed jego nogami. - Przy drzwiach mogliby się zebrać słuchacze. W sypialni nie ma takiego przebicia hałasu. - Mówiła, dalej idąc ku pokoju tym samym nie ujawniając mu jeszcze swoich kształtów. Na to musiał poczekać, aż trafi do sypialni o ile dalej nie będzie stał jak dąb!

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Wto Sie 22, 2017 11:50 am

Było coś niezmiennie satysfakcjonującego dla mężczyzny w kobiecie ulegającej jego dłoniom, bezczelnie się do niej dobierających. Marta może nie miała kształtów kobiet z etykiet czasopism dla dorosłych, ale żarliwość jego pocałunków, kiedy jego ręce mijały jej piersi nie pozostawiała wątpliwości co do jego opinii na temat jej ciała. Nie mniej, kiedy musiał się od niej odsunąć by pozbawić jej bluzki, nie wrócił do niej od razu, zamiast tego przesuwając przyciemnionymi pożądaniem oczami po jej ciele.
- Jesteś piękna. - Wyszeptał nisko, zanim przypuścił kolejne natarcie na jej usta. Widać musiał być po dłuższym celibacie, gdyż samo pozbawienie jej bluzki napędziło go do utraty pewnej części swojej zwyczajowej delikatności. Nie obawiał się przygryźć nieco jej dolnej wargi by następnie uśmierzyć lekkie ukłucie bólu językiem i ustami. W międzyczasie jedna z jego rąk dobrała się do jej piersi, pieszcząc silnymi palcami przez bieliznę. Poczuła też jego kolano między swoimi nogami, ocierające się o jej kobiecość przez spodnie. W sumie, ciekawe czy tam na dole chowała jakieś kędziorki. W końcu nie zakładała raczej, że ktoś dziś się będzie do niej dobierał.
Mimo wszystiego co robił, nie pozostawała mu dłużna, też dobierając się do jego ubrania, pozbawiając go koszuli. Nie paliło się mu jednak do oderwania od niej rąk, więc musiała się nacieszyć wolnym dostępem do jego torsu, acz wciąż z materiałem osłaniającym mu plecy. Wykorzystała tą okazję, przesuwając po jego klatce piersiowej pazurkami, wywołując z niego niski pomruk przyjemności. Jak każdy chyba, bardzo lubił, kiedy owoce jego pracy były doceniane a na swoją muskulaturę pracował ciężko.
Nie zakładał jednak, że Marta postanowi się z nim drażnić w takim momencie. Kiedy tylko zrobiła mu nadzieję rozpinając rozporek jego spodni, wyślizgnęła się mu, prowadząc go w stronę sypialni.
W przeciwieństwie do pewnej części jego ciała, jego nogi nie miały zamiaru stać jak kłody, ruszając za nią niemal natychmiast.
- I tak swoje usłyszą. - Odparł, używając dłuższych nóg by ją dogonić, złapać i wziąć na ręce. - Nie uciekniesz, kędziorku. - Nie mogła z nim wygrać, ale jeśli każdy przejaw rywalizacji z jej strony będzie się kończył okazją do wtulenia się w jego tors i całusem w policzek, który jej zafundował po złapaniu jej, pewnie nie raz jeszcze spróbuje.
Niestety nie mogła się tym długo nacieszyć, gdyż jego tempem szybko znaleźli się nad jej łóżkiem, na które ją odłożył. Znów pozwolił sobie na chwilę pauzt na zapamiętanie widoku półnagiego Kędziorka na łóżku, zanim się nad nią nachylił i opierając się na łokciach po jej bokach, wracając do jej ust szybkim cmoknięciem. Potem kolejnym w kąciku jej ust. Następnym na policzku. Kolejnym na szyji, na obojczyku i coraz niżej. Mimo, że zmierzał dalej, zatrzymał się na chwilę przy jej piersi, oblizując jej sutek dookoła, by następnie lekko go przygryźć, patrząc na jej reakcję. W końcu musiał dopiero się dowiedzieć jak lubiła się bawić. Niezależnie jednak od jej reakcji, uśmierzył następnie ból po zębach delikatnym ssaniem, zanim wrócił do zostawiania ścieżki pocałunków ku jej brzuchowi i jeszcze dalej. Bezczelnie zwalniał jednak im niżej się posuwał, każac jej czekać coraz dłużej.
Dotarł jednak w końcu do jej spodni i tutaj już nie stosował żadnych ceregieli, pozbawiając jej ich wraz z ostatnim elementem bielizny. Przy okazji zrzucił z siebie koszulę.
Jeśli jednak miała nadzieję na to, że poczuje jego usta na tej dolnej parze warg, to się mu nie śpieszyło. Co prawda nachylił się między jej nogi, ale agonizująco powoli przesuwał kolejną serię całusów po wnętrzu jej uda. Zbliżał się co prawda, ale się nie śpieszył.
Czy wyprosiła przyśpieszenie, czy dzielnie znosiła niecierpliwość, w końcu jego język dosięgnął jej kobiecości, odkrywając wszystkie zakamarki przed skupieniem się na czułym kłębuszku nerwów, na zmianę liżąc i ssając. Z zadowoleniem dowiadywał się jakie dźwięki mógł z niej wydobyć jakimi pieszczotami. Jak ktoś wiedział jak, mógł w taki sposób grać na partnerce jak na harmonijce.
Do jego ust dołączyły palce, zagłębiając w nieh najpierw jeden, po chwili drugi, stopniowo zwiekszając tempo ich ruchów. Nie planował się zatrzymywać, nie mając nic przeciwko usłyszeniu jęków ekstazy więcej niż raz z jej ust. Chyba, że miała jakieś plany które wchodziły w drogę jego hojności.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Wto Sie 22, 2017 4:24 pm

Nie mogła i nie chciała odsuwać ust od jego warg po tym jak jej górna część garderoby została spisana na straty i rzucona gdzieś nieopodal na podłogę. Łapczywie dobrała się do jego koszuli czekając od pierwszego spojrzenia aby zobaczyć tego pana bez niej. Była młoda i nie umiała ukryć faktu, że takie ciało jakie mógł ukrywać pod koszulą wywoływało u niej lekkie pożądanie. Zazwyczaj w mieście roiło się od chłopców prawie szczuplejszych od niej, a wszyscy mężczyźni dobrze zbudowani wyruszyli po za granice strefy bezpieczeństwa. Pewnie też tam właśnie nabywali takich mięśni jak Włodzimierz. Pozbywając się guzików od jego koszuli mogła bez problemu dostać się do jego torsu - nie zwlekając jej ręce powędrowały na ciało mężczyzny. Dopóki jej usta tkwiły w pocałunku nie mogła, a nawet nie chciała otwierać oczu. Miała dużo czasu aby rękami pobudzić swoje wyobrażenie po przez nachalne przejeżdżaniem opuszkami palców bo jego twardej klatce piersiowej. Nie marnowała czasu na poznawanie jego ciała, co najwyraźniej podobało się Zakrzewskiemu który wcale nie miał na co narzekać.
Zadziorny był ten nasz Kędziorek. Niby z niej taka szara myszka podczas zwykłego dnia ale potrafi od czasu do czasu wystawić pazurki. Wtedy kiedy potrzeba. Sytuacja brnęła szybko i do przodu więc czemu miałaby chwilę się z nim nie podroczyć w jej stylu. Zostawiając mężczyznę w momencie dobierania się powoli do jego męskości na pewno jedynie ukróci nosa Włodzimierzowi! A tak naprawdę, to ściana mimo wszystko nie była najwygodniejszym miejscem na dalsze pieszczoty a do tego powoli dążyli. Ona chciała poznać praktycznie każdy zakamarek jego ciała. A miejsce przy drzwiach frontowych zapowiadało jedynie szybki numerek w ubraniu - który swoją drogą nie jest zły! Tylko teraz nie był na niego czas. Miała nieznaczną ochotę sprawdzić umiejętności mężczyzny, a ten nie obijał wcale w bawełnę.
Uciekła mu na chwilę. Wiedziała, że długo mu nie zajmie zanim ją dogoni i uniesie w górę. Zarzuciła swoje ręce na jego szyje i zanim w szybkim tempie znalazła się na własnej pościeli skradła mu kilka niewinnych buziaków w usta. Wylądowała w poprzek łóżka bez żadnej wygodnej poduszki pod głową. Za to nad z nią znalazł się olbrzymi facet. Mogła na chwilę złapać się niewinnie jego napinających się mięśni gdy oparł się na łokciach. Lekko podnosząc głowę ku jego stronie udało jej się na moment jeszcze zachłannie wjechać językiem do jego ust zanim zaczął podążać w dolnym kierunku. Jedna dłoń powędrowała na jego głowę, gdzie palce zaczęły się wplątywać w jego czarne włosy, lekko je rozwiewając do nieładu. Druga natomiast wylądowała ponownie na szerokim ramieniu. Mógł odczuć gdy dobrał się ustami do piersi, że paznokcie zaczęły coraz mocniej wbijać się w jego skórę, a włosy na głowie lekko zostały zaciskane i miętolone przez Martę. Kątem oka nie umknął jej fakt, ze miejsce w którym wcześniej widniał zapięty rozporek znacznie się powiększyło. Uśmiechnęła się jedynie wiedząc, że Włodkowi podoba się to co widzi - a to było chyba teraz najważniejszy aby to co teraz zobaczą nie odepchnęło jednego od drugiego. Wiedziała, że on ma w armii kobiety które z wyglądy bardzo różnią się od Marty. Ona była drobna i nie było po niej widać jakiejkolwiek masy mięśniowej od codziennych porannych musztry czy biegania z bronią po polu bitewnym. Włodek mógł przywyknąć do takiego kanonu kobiety, a tutaj taki Kędziorek.
Nie mogła powstrzymać jęku rozkoszy kiedy w końcu jego usta zawitały do bram nieba. Była trochę zniecierpliwiona w momencie gdy zniknął między nogami na kilka chwil i jedynie skupiał się na pozostawianiu śladu swoimi ustami na jej udach. Pewnie to była jego zapłata za ucieczkę spod ściany. Nie ładnie Włodku! Na początku gdy działał tam jedynie jego język leżała dość spokojnie od czasu do czasu wydając z siebie cichy jęk rozkoszy. Miała zamknięte oczy i dawała się ponieść pożądaniu jakie z sekundę na sekundę pobudzał w niej języczkiem. Jej dłoń dalej tkwiła w jego czarnych włosach coraz to mocniej miętoląc je. Gdy doszły do pracy jeszcze palce to była już zupełnie inna historia. Druga ręka, która aktualnie swobodnie leżała na prześcieradle wylądowała szybko na jednej z jej piersi i zaczęła ją masować, zaciskać co jakiś czas z podniecenia. - Włodek... - Wyjęczała jego imię cicho pomiędzy jękami rozkoszy. Biodra samowolnie zaczęły jej ruszać się względnie z jego ruchami języczkiem, czy placów. Nie miała na co narzekać na jego umiejętności doprowadzenia kobiety do gorączki pożądania. Wolną ręką, a raczej ta którą sama sobie masowała pierś sięgnęła bo jego, znajdującą się na jej biodrze i przekierowała ją ku górze aby jego szorstka skóra dłoni skończyła swoją trasę na jej sutku. Lubiła, kiedy mężczyzna o silnych rękach pieścił jej ciało.
Mimo wszystko, sama musiała też wyrazić coś ze swojej strony aby nie leżeć niczym kłoda i pozostawić wszystko w rękach mężczyzny - chociaż była przekonania że to mężczyźni powinni dyrygować w łóżku i dominować kobietę. Wciąż pojękując z rozkoszy pociągnęła go za jego czarne kudły ku górze, zabierając tym samym jego usta od jej kobiecości. Gdy całe ogromne ciało ponownie znalazło się nad nią mogła znów językiem trafić do jego ust i nim ponownie działać. Tym razem jej ręka nie zatrzymała się jedynie na klatce piersiowej. Pozostawiając na jego ciele czerwone kreski po paznokciach, dłoń po chwili wśliznęła się do jego slipek. Delikatnie zaczęła masować to co tam znalazła. Spojrzała na niego z niewiadomą w oczach. Poniekąd chciałaby mu zrobić dobrze, ale z drugiej strony mogliby niewielkie przyjemności pozostawić na pobudkę. - Trochę będzie boleć. - Spojrzała na niego komentując wielkość tego co znajdowało się w jej dłoni. Zsunęła z niego spodnie i bieliznę jedynie zza jego pośladki. Nie powstrzymywała cię od działania z góry na dół w coraz to mocniejszym uścisku na jego męskości.

avatar

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   Wto Sie 22, 2017 5:45 pm

Jakże po całej reszcie dnia mogła mu zarzucać, że przyszedł tu tylko po krótki numerek na drzwiach. Tak jak takie zbliżenia miały swój urok i bardzo chętnie z nią takie przeżyje, teraz chciał jej całej, bez żadnych ograniczeń. Dobranie się do niej w przedpokoju było jedynie przystawką przed głównym daniem. I to ona okazała się tą niecierpliwą, która zmusiła go do przejścia dalej. To też był niemały komplement, że tak na nią działał, powodując, że nie mogła się doczekać, aż pchnie ją na łóżko i zabierze się za nią. Co prawda obyło się bez popychania i zamiast tego została spokojnie na nie odłożona, ale żadne z nich nie miało zamiaru narzekać. Zwłaszcza, kiedy atakowała go krótkimi całusami, gdy ją niósł. Nie nazwałby ich jednak niewinnymi.
Wszelkie jej myśli na temat tego, jak mógłby ją widzieć przez pryzmat innych kobiet były absolutnie nie na miejscu, o czym zapewnił ją słowami i czemu ciągle dawał kolejne niewerbalne dowody. W końcu, czy ktoś mógł z takim uczuciem zostawiać ślad pocałunków na ciele, którego nie uważał za równie pięknego co osobowość jego właścicielki? Mimo oczywistych różnic między ich fizycznością, była w jego oczach piękna właśnie, dlatego jaka była. Paradoksalnie właśnie to z kim miał z reguły do czynienia tak popychało go ku niej. Instynkt kazał mu chronić kobiety, nie siłować się z nimi na rękę i na przełamanie remisu spotykać się w jakimś ustronnym miejscu. Kędziorek natomiast był właśnie tą kobietą, o której po cichu marzył każdy żołnierz. Urodziwa, delikatna dziewczyna, która czekała na niego w domu. Ta za którą walczył. Którą chronił. Chwilowo jednak, to nie chronienie jej przed złem świata przechodziło mu przez myśli. Teraz to on się nad nią pastwił w jakże rozkoszny sposób trzymając rozkosz tuż przed nią, ale odwlekając ją.
Mimo tego, że aktywnie odpowiedział na jej zaczepkę z rozpiętym rozporkiem, jak się okazało, bardzo podobało mu się droczenie się z nią i jak najbardziej nie miał nic przeciwko temu, że sama to zaczęła. W końcu dała mu tym pretekst by się z nią podrażnić, co zniosła o wiele lepiej niż przewidywał, cierpliwie czekając, aż jego usta dotarły do jej ciepła. No a przynajmniej świadomie nie pozwalała mu w ten sposób się pokonać, gdyż dało się wyczuć jak wstrzymywała oddech, kiedy myślała, że to już tym razem, tylko po to, by się mylić.
W końcu jednak dał jej to, czego chciała, każdy głośniejszy dźwięk nagradzając coraz większą intensywnością pieszczot. Wyjęczenie jego imienia nagrodził całusem w jej czuły punkt, wracając następnie do poprzednich sposobów, znajdując rytm zgodny z ruchami jej ciała. Nadal jednak widocznie było jej mało i porwała jego rękę ku swojej piersi. Pieścił ją całą dłonią, czasem zaciskając mocniej, na zmianę z zaciskaniem kciuka i palca wskazującego na jej sutku, obracając go między nimi. Przez chwilę jego usta zagroziły jej przesuwając zęby po jej najczulszych częściach, ale nie wykonał tej groźby, chcąc jedynie usłyszeć jej reakcję na to.

Zaskakując go, nie pozwoliła mu mimo wszystko doprowadzić się na sam koniec, unosząc jego głowę z pomiędzy swoich nóg i przyciągając ponownie do siebie. Nie protestował, kiedy przejęła inicjatywę, całując ją namiętnie, pozwalając jej posmakować samej siebie i walcząc z jej języczkiem o dominację. Prócz tego zostawiał jej wolną rękę przez kilka chwil, pozwalając jej dłoniom robić co chciały. Nie odczuwał bólu w związku ze śladami, jakie jej pazurki zostawiały na jego skórze. Były dla niego wspaniałą pieszczotą, przynajmniej póki jej paluszki nie objęły jego męskości, masując go. Wymknęło się mu z ust ciche jęknięcie, zanim się opanował i tylko lekko pomrukiwał w rytm jej ruchów.
Kiedy oderwała się od niego, patrząc nań pytająco, sam musiał dwa razy się zastanowić, czego chciał. Uznał jednak, że były spore szanse, by nie musiał szukać kompromisu. Jeszcze nie miała okazji ochłonąć po tym, od czego go odciągnęła, więc zaprowadzenie jej na koniec pierwszej nie powinno być trudne. Następnie mogła mu się odwdzięczyć za pieszczoty, jakie dał jej ustami i dłonią.
- Shh. Już bardziej gotowa byś nie mogła być na mnie. – Skomentował jej komplement, co do jego rozmiaru, całując ją krótko i przesuwając palcami po jej kobiecości, widocznie wilgotnej po tym co dotąd z nią robił. Podniósł się następnie, by komfortowo się ustawić między jej nogami. Tu pojawił się pierwszy problem ich różnicy w tym, ile centymetrów mierzyli. Jej twarz była na wysokości jego ramion i klatki piersiowej, gdy ich lędźwie były na jednym poziomie. Cóż, będą musieli przeżyć bez romantycznego tonięcia w swoich oczach, podczas złączenia ich ciał.
Wciąż wyprostowany, pomógł się sobie ustawić dłonią i powoli zagłębiając się w jej cieple nachylał się nad nią, by w końcu ponownie oprzeć się na łokciach po jej bokach. Nabierał tempa powoli, pozwalając jej się przyzwyczaić do siebie, ocierając się o jej tors przy każdym ruchu. Z każdym ruchem jego pomruki przyjemności zaczynały być coraz głośniejsze, przekształcając się w ciche pojęknięcia tu i ówdzie, kiedy się rozpędzał. Miał też zamiar się upajać każdym odgłosem, który z niej wyciągał i dotykiem jej dłoni na swoim ciele. Pamiętał jednak do czego zmierzał.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Karabin i bandaż   


 
Karabin i bandaż
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Skocz do: