Szybkie Menu

Bażant w opresji
avatar

PisanieTemat: Bażant w opresji   Pią Sie 18, 2017 9:28 pm

Skwer, Praga Północna



Gdy człowiek przemierzał Pragę Północą niemal od początku swojego życia, nie dostrzegał w pełni jej uroku. Umykał mu niewątpliwy wdzięk wstrętnych szarych kloców z żelbetonu, zanikała gracja wulgarnych graffiti na zużytych kamienicach, groza płynąca z ciemnych bram stawała się powszednia. Wszystko było obdarte z tajemnicy, stawało się brutalnie zwyczajne, nie dziwiło i nie zaskakiwało. Cichocki zawsze uczył się Pragi na nowo, gdy tylko wracał zza Horyzontu bądź z Zony – nie musiał się nawet starać, by dostrzec jej banalną enigmatyczność.
Oglądał rzeczy chore, abstrakcyjne, zwiedzał Plany, na jego oczach okoliczna geografia ulegała destabilizacji, w Zonie jego oczom ukazywały się poczwary zrodzone z koszmarów i ludzkich marzeń. Był tak przyzwyczajony do nienormalności, że warszawska rutyna była dla niego zagadką przez te pierwsze dni po powrocie. Łapał się na tym, że szukał czegoś niezwykłego tam, gdzie nie miało prawa tego być.
Zaglądał w zaciemnione bramy z przeczuciem, że może czyhać tam zagrożenie, a napotykał jedynie błysk oczu spozierających spod głębokiego kaptura. Albo i nic. Pomazane ściany, zniszczone drzwi prowadzące na podwórze. Zaskakiwało go to, że nic tam go nie zaskakiwało. I tę wiadomość musiał na nowo przyswajać, że Warszawa jest miejscem spokojnym, monotonnym, spoczywała w uroczej stagnacji, tak daleko od pola ciągłych bitew nie dosięgały jej bezpośrednie skutki wojny. To było piękne.
To było zajebiste.
Nawykł już do rozluźnionej aury miasta. Sam również pozwolił sobie na luksus odprężenia, nie rozglądał się bacznie przy każdym kroku, nie pilnował tak skrzętnie swoich myśli i emocji. Ze słuchawek wciśniętych do uszu sączył się z lekka melancholijny tekst z mniej więcej połowy dwudziestego wieku. Polski, oczywiście. Niemen.
... gdzie moje sny. I warszawskie kolorowe dni.
Potknął się o korzeń drzewa, który bezczelnie wystawał. Słuchawka wypadła z ucha, Janusz zaklął, zamachał dziko ręką, w której dzierżył plastikową reklamówkę z pomidorami – kupionymi na ryneczku od kochanej pani Zosi – i wtedy ta postanowiła dokonać żywota.
Pękła. Pomidory zrobiły jedyną słuszną rzecz w tej sytuacji, czyli malowniczo poszybowały w powietrze, by zaraz po tym upaść na ziemię. Co za pech, co za niefart. Janusz, niestety, nie upadł i sobie głupiego ryja nie rozwalił, a szkoda, wtedy dwie pieczenie zostałyby upieczone na jednym ogniu.
Czym była pierwsza pieczeń? Nieszczęsne pomidory obrały dość zabawny tor niespodziewanego lotu i dokładnie dwa z nich wpadły prosto między męczące coś swoim piskiem śpiewogry, co je, stety, z miejsca spłoszyło. Dopiero ta zawierucha wyrwała Janusza z letargu, podczas którego bezmyślnie wlepiał spojrzenie w miazgę pomidorową na ziemi.
Wtedy Warszawa go zaskoczyła.
Bo, proszę państwa, tym czymś, nad czym znęcały się ewidentnie śpiewogry, był bażant. Jebany bażant w centrum miasta.
Ożesz chuj.
Tyle wyartykułował z siebie Janek, popisując się niebywałą charyzmą, nim podszedł ze dwa kroki do ptaka i przykucnął, patrząc na niego z czystym zdumieniem. Nie, żeby nigdy nie widział bażanta. To było ptactwo mimo wszystko całkiem pospolite, tyle że raczej na wsiach, na obrzeżach... A nie w Warszawie, ot co.
... przywita pięknie nas warszawski dzień.

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Sob Sie 19, 2017 11:37 am

Ernest, w przeciwieństwie do nieznajomego mu jeszcze Janusza, w ogóle nie rozglądał się po Warszawie. Nie potrafił odkrywać jej na nowo. Cóż, być może za mało przeżył, zbyt mało zobaczył, by odnaleźć w spokoju Pragi coś niebywałego. Tak, ostatnio doskwierał mu brak wrażeń. Szybko to się jednak miało zmienić.
Dzisiejszy dzień wpisywał się do tych, o których Ernest wolałby zapomnieć. Od samego poranka, który zawsze zaczyna się od piania głodnego Fanfarona, pech przylgnął do Ernesta niczym mokra koszulka do bladego cielska przegrywa, który nie zdążył skryć się przed ulewą. Jajecznica nie ścięła się tak jak powinna, nie było skarpetek do pary, nie mógł wycisnąć resztki pasty do zębów. Potem Fanfaron dziobnął Ernesta i skrzyczał w swoim ptasim języku. Wymachiwał nienawistnie skrzydłami, a z oczu wyczytać można było obłęd, gdy Ernest nie sypnął mu żarcia wystarczająco prędko. Potem zaś... odleciał. Po prostu wyleciał oknem, pierwszy raz, ten pieprzony niedostosowany do życia w pojedynkę ptak po prostu opuścił mieszkanie! Gdyby babcia Stefania była w domu na pewno zaklaskałaby w dłonie ze szczerą radością. Ale ona była na mszy.
Ernest panikowałby podwójnie mocno, gdyby nie mithrilowa obrączka na łapce Fanfarona. Wiedział mniej więcej, gdzie go szukać, wiedział, którą drogą podąża ten pieprzony ptak! Problem w tym, że zanim Ernest wyszedł z bloku, w którym mieszkał, odległość między nimi wzrastała. Dlatego biegł. Oczywiście wcześniej potraktował włosy specyfikiem, no bo kurde, prawdopodobnie cały dzień poświęci na szukanie Fanfarona! Ponadto Ernest nie zamknął mieszkania. Zemsta Stefanii dosięgnie go, gdy wróci ze swojej mało spektakularnej przygody poszukiwania bażanta.
— Ożesz chuj. — usłyszałby Ernest, gdyby nie biegł szaleńczym tempem i gdyby nie słyszał jedynie szelestu swego ubrania w akompaniamencie nierównego oddechu. Pędził jak poparzony, właśnie skręcił w tę ulicę, gdzie prawdopodobnie znajdował się Fanfaron i dlatego też nie dostrzegł, że jakiś Janusz przykucnął na środku chodnika. Potknął się o mężczyznę wyłożył się jak długi, zgniatając pupskiem jednego pomidora, który nie wiedzieć czemu błyszczał na betonie w świetle słońca. Wcześniej zakrzyknął zaskoczony. Potem słyszeć było cichutki plask. Plask wstydu.
Co za pech, co za niefart. Ernest, niestety, upadł, ale sobie głupiego ryja nie rozwalił, a szkoda, ale za to obił się niemiłosiernie i poturbował człeczynę, który chciał jeno przyjrzeć się bażantowi. Bażanty, i owszem, kiedyś faktycznie były pospolite, ale teraz przetrzebione zostały przez chorobę, która trawiła świat. Ptaki te nawet w świecie względnego pokoju źle sobie radziły. No słabe są ogólnie, no! Ten oto bażant, Fanfaronem zwany, jedynie z farszem magicznym jest do czegoś przydatny. Bez nadnaturalnych bajerów miał nawet problem ze śpiewogrami.

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Sob Sie 19, 2017 1:45 pm

Żaden człowiek nie powinien kucać na środku chodnika, wgapiając się w bażanta w kompozycji rzeźni pomidorowej dookoła. To było takie trochę nie na miejscu, z lekka z dupy wzięte i ociupinkę niewarszawskie. Ktoś inny zwyczajnie by sytuację zignorował, powarczał na marny los los pomidorów i stracone złotówki, ale Januszowi daleko było do bycia innym. Pewnie dlatego wcale a wcale nie przeszkadzała mu ta irracjonalna sytuacja, właściwie poczuł się nawet całkiem swojsko i na miejscu. Już nawet powoli zaczął wyciągać dłoń w kierunku drobiu polnego, gdy coś nim szarpnęło.
Ej, kurwa — wyrwało mu się najpierw i odruchowo pomasował miejsce obite przez nogę nieuważnego biegacza, odwracając głowę w kierunku tej gapy. Usłyszał plaśnięcie ciała o ziemię i postanowił zignorować tymczasowo bażanta – nieomylny instynkt łowcy podpowiadał mu, że ten raczej nigdzie nie pójdzie – i podniósł się, żeby z wysoka móc zlustrować biednego nieszczęśnika, który wpadł w pomidorową pułapkę jakiegoś tam przypadkowego Janusza. I co zobaczył?
Dzieciaka. No ni mniej, ni więcej, tylko jakiś dzieciaka ze szczotą czarnych włosów na głowie, który wyrżnął o beton, potykając się o przyczajonego w miejskiej dżungli geografa. Pewnie, to się zdarza codziennie. Cichocki wyciągnął, jakże pomocną, dłoń, by pomóc dzieciakowi wstać. A co. Jego mało co wybijało z idiotycznie beztroskiego humoru, nic nie rujnowało mu szyków i nic mu nigdy nie przeszkadzało. Nawet pomidory zmienione w miazgę.
Wszystko gra, Młody? Kości całe, zęby niewybite? — zapytał jeszcze, czując się w pewien sposób jak winowajca. Zachciało mu się bażanty oglądać na środku dróżki, jakby nigdy żadnego na oczy nie widział. Fakt, może na Pradze nie były zjawiskiem częstym czy ogólnie spotykanym, ale to raczej nie do końca go usprawiedliwiało. A jeśli dzieciak się uszkodził, to jeszcze trzeba będzie go zarzucić jak wór ziemniaków na ramię i zawlec do szpitala.

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Sob Sie 19, 2017 5:56 pm

Putain — wyrwało się Ernestowi w języku zmarłej Francji, gdy zorientował się, że jego spodnie posiadają teraz mokrą plamę wstydu po zabłąkanym pomidorze Janusza. Wulgaryzm, który opuścił usta gówniarza przesycony był smutkiem i lekkim poirytowaniem. — Ojajebe.
To ostatnie dodał już w polskiej mowie - jedynej właściwej, rzecz jasna.
Gdy tak siedział dupskiem na betonie, uniósł bezradnie ręce i spojrzał na swoją żałosną osobę. A babka upominała, że zbyt często zadziera nosa, patrząc w niebo lub skupia wzrok w zbyt dalekim punkcie, gdzieś na horyzoncie zdarzeń. I dziś się doigrał. Dziś przyszedł właśnie taki dzień. Cholerny pech! Ale nie było w sumie aż tak źle. Poza plamą na dupie wszystko było jak przedtem! Nawet nie zdarł sobie skóry! Ernest pocieszał się w duchu. Był w tym całkiem niezły.
Ernest spojrzał po chwili w górę. Kłoda, pod którą runął okazała się wielkim chłopem, który teraz wyciągał do niego swoją równie wielką łapę. Jakie to było wielkie bydle, pomyślał Ernest, który sam przecież do niskich ludzi nie należał.
— Gra, ale grałoby przyjemniej, gdybym nie potykał się o przypadkowych przechodniów. — wymamrotał pod nosem, ale przyjął przyjacielski gest i powstał. Otrzepał się z kurzu i pomidora. Powróciła troska o Fanfarona. Odwrócił się więc i lustrował ulicę w poszukiwaniu swojego ptaka.
Fanfaron tam stał. Samotnie, już bez towarzystwa irytujących śpiewogrów. Bażant patrzył to na Ernesta, to na Janusza. Myślał.
O czym ptactwo myśli, w świetlistej Warszawie, spozierając na mężów Rzeczpospolitej? O tym, żeby któregoś podziobać, gdy inny pewnikiem jest w niebezpieczeństwie. Tak więc z rykiem godnym dwuletniego dziecka zaczął biec w stronę Janusza. Rozsierdzony, gniewny, ku chwale swego pana któremu umknął raczej bez powodu. Rozłożył skrzydła, dziób uchylił.
Janusza podziobał.

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Nie Sie 20, 2017 8:42 pm

Wulgaryzm zgrabnie ominął januszowe ucho – ale może to i lepiej, jeszcze na wstępie Cichockiemu zachciałoby się sprzedawać młodzikowi opierdol za używanie takich brzydkich słów.
— I nie siadał im na pomidorach, pomidory tego nie lubią — odparł i podciągnął dzieciaka do góry.
Janek miał to do siebie, że był duży. Wysoki, szeroki, napakowany. Miał wielkie łapska i wielkie stopy. Ogromny charakter, który sprawiał, że optycznie wydawał się jeszcze większy niż w rzeczywistości, to niektórych przytłaczało, czego już sam geograf nie raczył zauważać wiecznie zbyt zajęty śmieszkowaniem za świata.
Przez to wszystko chwilowo zapomniał o bażancie, mimo że właściwie był sprawcą całego zamieszania na równi z bezczelnym korzeniem, o który przecież Janusz się potknął. Muzyka dalej sączyła się ze słuchawek – przy czym tylko jedna rzępoliła wciąż w uchu – lecz ta odeszła na dalszy plan.
Lata spędzone w wojsku, wszystkie misje i samotne wypady za Horyzont czy do Zony sprawiły, że Janusz mimowolnie reagował na niespodziewane ruchy dookoła siebie czy niepokojące dźwięki. Gdyby nie był tak uważny, pewnie dawno już leżałby martwy gdzieś pod płotem bądź czekałyby go znacznie gorsze rzeczy. Dzięki tym wszystkim wyrobionym w pracy nawykom zareagował instynktownie, w ogóle o tym nie myśląc.
Raptem kątem oka dostrzegł ruch i zanim odwrócił głowę w tamtym kierunku, dookoła niego pojawiła się egida. Bezbarwna, niemal niedostrzegalna dla kogoś postronnego. Tarcza zaszumiała głosami dziesiątek warszawiaków, zaszumiała jak niezadowolony tłum w momencie, w którym dziób bażanta prześlizgnął się po ochronnej powłoce. A Janusz dopiero wtedy skupił wzrok na ptaku i zmarszczył brwi. Podrapał się po szyi i westchnął.
— Bażant bojowy, cholera jasna, a ja chciałem Ci bułkę dać — parsknął i zaczął przymierzać się do sprzedania mu kopniaka. Bo co go będzie próbował atakować, buc pierzasty jakiś?

Egida 'Pan tu nie stał' - 1/3 post użytkowania

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Nie Sie 20, 2017 10:40 pm

Ernest uśmiechnął się kwaśno na słowa o pomidorach, ale mina szybko mu zrzedła, gdy zobaczył, jak Fanfaron szarżuje na nieznajomego dryblasa. Wystarczyło go przegonić niecierpliwym ruchem ręki, ino tyla! Zupełnie jak komara, bo jak komar był niegroźny! Na cholerę używać egidy?! Rozsierdziło to Ernesta. Ten zrobiłby się czerwony, gdyby nie był kawowy - co to w ogóle miało znaczyć, ta agresja wobec zagrożonego gatunku?! Polactwo cholerne, chcieliby wszystko wgnieść w ziemię, skopać, zabić!
— Rośnij, piej i dziobaj, Fanfaronie! — zakrzyknął więc Ernest i odbiegając od agresywnego dryblasa wskazał na niego palcem, by bażant wiedział, kto jest tym złym. Jeszcze się jakąś bułką wymigiwał. Tego dnia Janusz zdobył nowego wroga, a obie strony konfliktu nie były świadome, że nie raz jeszcze ich ścieżki zbiegną się w jedną drogę. Pełną dziur i kolein.
Fanfaron zapiał i rozrósł się szalenie, potrójnie był teraz duży (i jeszcze razy dwa!) i potrójnie niebezpieczny. Ochronna egida zbiła go z tropu, musiał kłapnąć dziobem, lecz teraz wzbił się w powietrze. Pióra zmieniły barwę, był teraz takim ptasim kameleonem! Ach, wspaniała z niego istotka, Ernest zawsze puchnął z dumy, gdy widział swojego ptaka w akcji. Ten frunął teraz z góry na dół, chcąc przebić defensywną materię Janusza.
Janek, to będzie bolało!

Czar 'Ptasia intensyfikacja' - 1/6 post użytkowania

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Nie Sie 20, 2017 10:57 pm

Mina Janusza wyrażała jedno – co do chuja. W sumie...
— Co do chuja.
Stał, gapił się, jak bażant rośnie i miał idiotyczne wrażenie, że chyba się jednak nie obudził, że cały dzisiejszy dzień był snem i niczym więcej. Zaraz egida z niewyjaśnionych powodów pęknie, bażant wyłupi mu oczy, a później wysra się granatem wielkości małego psa.
Tak będzie.
Na razie to po prostu zastanawiał się, jakim cudem wyprawa po pomidory do pani Zosi mogła zmienić się w ustawkę z bażantem. I jej właścicielem najwyraźniej.
— Przepraszam bardzo, Młody, ale to twój pupil? — spytał Janusz bardzo uprzejmie. Nad wyraz. Ale jemu naprawdę się nie chciało bawić w takie coś. Był poważnym człowiekiem na poważnym stanowisku - co z tego, że wierzył, iż niegolenie wąsów po powrocie do Warszawy przez trzy dni sprawia, że nadal żyje? - i nie powinien wplątywać się w takie rzeczy.
A podła egida pęknąć nie chciała. Tylko szumiała głosem niezadowolonego tłumu.
A Janusz tracił chęci na pokojowe rozwiązanie tego konfliktu, który był tak totalnie z dupy wzięty. Przecież nie chciał niczego złego zrobić, a uciekać przed byle ptaszyskiem - nawet jeśli takim znacznie większym niż ostatnio - to zdecydowanie również nie chciał.
Królewski Geograf spierdalający gdzie pieprz rośnie przed bażantem. Tego było za wiele. Szanowny Pan Cichocki, nadal jednak łudząc się, że jednak nie będzie musiał żadnej krzywdy dzieciakowi czy ptaszysku robić - choć ten drugi to wyraźnie na to zasługiwał, cholera - powolutku sięgnął do tyłu i z ciężkim westchnieniem wyjął broń.
— Młody, ja nie mam czasu na pierdoły. Zabierz ptaszysko, albo ci je odstrzelę.
Odstrzeli?
No kurwa, że tak. Zwłaszcza że egida za długo to nie stanie.


Egida 'Pan tu nie stał' - 2/3 post użytkowania

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Wto Sie 22, 2017 1:43 pm

Im dłużej Ernest przypatrywał się nieznajomemu, tym silniejsze ogarniało uczucie, że gdzieś już tę twarz widział. Żadne jednak wspomnienie, nawet najbardziej mgliste, z januszową twarzą nie chciało zagnieździć się w głowie. Ernest zląkł się nieco, oczywiście nie tego, że ten agresywny dryblas odstrzeli Fanfarona (młody miał przecież asa w rękawie, którego chciał wykorzystać). Ernest przestraszył się właśnie swojej niepamięci. Bo co jeśli kryje ona coś, co przysporzy mu w przyszłości problemów?
Patrzył to na swojego bażanta, to na mężczyznę, który widocznie tracił cierpliwość. Nie odpowiedział na jego pytanie. Nie było też sensu przepraszać. Nie było sensu wdawać się w żadną jałową dyskusję z tym zacietrzewionym dziadem. Ernest pokazał mu jedynie środkowy palec i chciał odejść. Nie przywołał Fanfarona, wiedział, że ptaszysko same powróci na jego w swoim czasie. Bażant nie potrzebował ni słów, ni komend jakiejkolwiek maści. Wiedział, że nie ma już sensu stępiać dzioba, dlatego wzbił się w powietrze. Jednak wciąż pod wpływem ptasiej intensyfikacji, chciał dodać od siebie ostatnie słowo. Jakiś gest. Kołował w okolicy, na tyle wysoko, by nie stracić z oczu Janusza i aby nie być w zasięgu rażenia.
Ptak Ernesta nie był głupi, ale tak jak jego właściciel - trochę nadto zuchwały.


Czar 'Ptasia intensyfikacja' - 2/6 post użytkowania

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Wto Sie 22, 2017 3:10 pm

Janusz był cierpliwy. Łaskawy był. Janusz nie zazdrościł, nie szukał poklasku, nie unosił się pychą i nie pamiętał złego. Sam, gdy był jeszcze podkomendnym rotmistrza, nie przejmował się za bardzo podejściem do przełożonych czy tym, czego od niego wymagali. Sam sobie był Bogiem, sam sobie mówił, co mu wolno, a czego nie za bardzo.
Pewnie dlatego po części rozumiał butnego dzieciaka z kolorowym ptaszyskiem – wół nie zapomniał, jak to jest być cielęciem.
— Schowaj ten palec, synu, zanim herbatę nim zamieszam.
A sam schował broń, a egida pękła bezdźwięcznie i odsłoniła Janusza na dalsze ataki. Z tym, że te już nie nastąpiły, bo i bażant stwierdził, że chyba lubi swoją głowę na szyi, a rany postrzałowe zdecydowanie nie są tym, czego wymaga od życia.
A Cichocki... postąpił krok naprzód – i nastąpił na jednego z nieszczęsnych pomidorów – i postanowił zadać pytanie, które pojawiło mu się w głowie zaraz po tym, jak zwykły bażant trzykrotnie zwiększył swoją wielkość. Czar osobisty aktywowany hasłem. Mało który cywil posiadał zdolności do używania czarów, dzieciak krwi elfów w sobie definitywnie nie miał. Zostawała jedna opcja.
— Młody, służysz w wojsku? — spytał głośno, powolutku sunąc za zuchwałym dzieciakiem niczym cień. Zadarł głowę do góry, obserwując to ptaszysko. Job jego mać. Bażantów dwumetrowych się zachciało.

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Wto Sie 22, 2017 9:16 pm

Zimny pot oblał Ernesta, gdy padło pytanie o wojsko. To było tak niespodziewane, że zamarł w półkroku i w przestrachu odwrócił się do nieznajomego. Zaklął w duchu, tym razem siarczyście, bo po polsku. Przygarbił się nieco, jakby zaraz miał dostać w ciry od Janusza.
Że też trafił na wojskowego! Czy ten dzień musiał być pasmem niezmąconego niczym pecha? Teraz na pewno dostanę naganę, pomyślał Ernest. Ilu członków piechoty było cholernym mulatem z ptakiem na ramieniu? Chyba tylko jeden! No to koniec, cholerny koniec!
— Umm... tak jakby. — wymamrotał, a dopiero po sekundzie dotarło do niego, jak głupio to zabrzmiało.
Młodzik chciał wyparować, przestać istnieć, ulec dezintegracji. Ale z drugiej strony wybrał konfrontację słowną. Ucieczka nie była w tej chwili dobrym wyjściem.
— Służę. Jako popychadło... piechota w sensie.
W niebiosach Fanfaron przemienił się i znowu był małym, niegroźnym bażantem. Obniżał lot i załatwił się niebezpiecznie blisko Janusza. Produkt kloaki opadł z blaskiem dwa kroki przed jego nieprzeciętnie dużą stopą. Zakłopotany Ernest podrapał się po wygolonej części głowy i patrzył, jak nieznajomy zmniejsza odległość między nimi. Był niepokojąco spokojny. Wyrozumiały? Bardzo dziwna, niecodzienna cecha wśród polskiego społeczeństwa. Ernest zwyczajnie nie wiedział jak teraz się zachować. Fanfaron niezgrabnie sunął z góry na dół, aż w sposób bardzo niespektakularny opadł na jego ramię.
Khok, khok, khok — oznajmił smutno, ze współczuciem.

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Wto Sie 22, 2017 9:29 pm

Nadal śledził lot bażanta. Bądź co bądź – naprawdę nie uśmiechała się do niego taka śliczna sytuacja, gdy takie bydle nagle spada z nieba prosto na jego łeb. Mimo wszystko lubił to, jak wyglądała jego kwadratowa morda, a jeszcze bardziej cenił sobie swój wzrok. Ptasi. Sokoli niemal. Szkolił się na strzelca wyborowego, musiał mieć dobre oko.
A dzieciak tak jakby służył w wojsku. Jako popychadło w piechocie.
— Aha, szeregowy. — Z tymi słowami Janusz potarł brodę i zmrużył ślepia, jakby już miał zadrzeć kieckę i lecieć na skargę do dowódcy.
Cichocki zgrabnie ominął ptasie guano – chociaż pewnie gdyby oberwał takim pociskiem, to zamiast się wściec czy pieklić, zacząłby rżeć jak durny – i koniec końców zatrzymał się dosyć blisko chłopaka, wciąż świdrując i świdrując go wzrokiem.
— Dostajesz oficjalne upomnienie słowne za używanie magii w miejscu publicznym, zagrażając tym bezpieczeństwu obywateli Rzeczpospolitej, atak ptactwem polnym na wyższego stopniem funkcjonariusza i chybiony ostrzał artyleryjski z ptasiej dupy. Rozumiemy się? — warknął, wciąż z miną wkurwionego kundla i zamilkł na chwilę, ale tylko po to, aby zostawić biedakowi czas na krótką odpowiedź. — Szeregowy, nazwisko i imię bażanta. Kto jest twoim dowódcą?
Bo postraszyć dzieciaka zawsze można, nie?

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Sob Sie 26, 2017 1:22 pm

— Ernest Chendoszko, dowódca Jędrzej Starosik... a na cholerę panu imię bażanta? — zdumiał się Ernest. Zmarszczył czoło i wydął swoje usta.
Trzeba przyznać, że nieco przykro się chłopakowi zrobiło, więc wcześniej minę miał nietęgą. Cała ta sytuacja naznaczona była parchem pecha. Ernest złapał cykora, co tu dużo mówić. Ale w sumie zasłużył, czyż nie?
Gdy usłyszał ostrzał artyleryjski z ptasiej dupy, wybuchnął śmiechem. A śmiech miał dość zaraźliwy, czyniący żarty śmieszniejszymi, niż były w rzeczywistości. Zorientował się także, że ma do czynienia z kimś o wiele przyjaźniejszym, niż początkowo założył. Dlatego później pozwolił sobie na cholerę, gdy w końcu zaczął podawać swoje dane. Sam Janusz (którego imienia wciąż młodziak nie poznał!) klął jak szewc.
— A tak poza tym... to kim pan w ogóle jest, by mnie legitymować, hę?
Mimo wszystko Ernest nie czuł się stuprocentowo swobodnie i Fanfaron to wyczuwał - bazant wiercił się na ramieniu gówniarza, kłapiąc dziobem - tym razem z troską, bez agresji. A cięte riposty czy błyskotliwe myśli jak zwykle przychodziły do głowy Ernesta zbyt późno. Jak zwykle.
Ernest liczył na to, że to nie jest jakiś wariat, czy donosiciel. Cóż, trzeba czekać na reakcję tegoż dziwnego dryblasa!

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Sob Sie 26, 2017 2:25 pm

— Żeby szeregowy pytać mógł — warknął, nadal siląc się na ten wrogi ton nastawiony na rasowe opieprzanie kogokolwiek.
No i dziecka wybuchł śmiechem, cały misterny plan wziął w łeb. Bo śmiech faktycznie był jak grypa i nawet Januszowi najpierw drgnęły kąciki ust i uznał, że wystarczy już tego cyrku, więc postanowił maskę porzucić. Koniec z ględzeniem.
Machnął od niechcenia ręką na to pytanie. Nie lubił wspominać o tym, czym się tak naprawdę zajmuje – odnosił wrażenie, że ludzie zaczynają wtedy patrzeć na niego ciut inaczej, przez pryzmat pozycji geografa, a tego nie znosił. Wówczas każda uprzejmość czy śmiech, gdy rzucał osławionymi przez wojskowe legendy słabymi żartami, zdawały się być wymuszone. Mógł się tym nie chwalić, miał do tego pełne prawo, zwłaszcza że nie piastował tej pozycji na tyle długo, by się to roznosiło po całej Polsce.
Pewnie dlatego postanowił to pominąć.
— Porucznik Cichocki Janusz, kawaleria — oznajmił lekko, wpychając ręce do kieszeni. Jakby nie patrzeć, był zastępcą rotmistrza. Był. Teraz to tylko El-Galad mógł go sądzić i wydawać bezpośrednie rozkazy. — Nie szarżuj tak, bo ktoś inny poszedłby do Jędrka i cię podpierdolił, że się rzucasz na ludzi z czarami. Już pomijając jego udział— Wskazał głową bażanta na ernestowym ramieniu. — Kapewu? Te sprawy?

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Nie Sie 27, 2017 11:53 pm

— Tak jest, poruczniku Cichocki! — zakrzyknął Ernest, pół żartem, pół serio. — Jeśli chodzi o mojego ptaka to jestem dość... nadwrażliwy. To zabrzmi dennie, ale wszystko bym zrobił dla tego brzydala!
Brzydal to było określenie oczywiście pieszczotliwe, bo Fanfaron był ptakiem urokliwym.
I prawdą było to, że młodzieniec był nadwrażliwy na punkcie swojego bażanta. W swym życiu przyjaźń nawiązał dwukrotnie i tylko raz z człowiekiem. Cóż by się stało, gdyby Fanfaron zginął lub zostałby ranny? To w nim właśnie Ernest pokładał połowę swych bojowych sił. Ileż musiał się naprosić, ile dokumentów złożyć, by móc utrzymać go jako swego towarzysza w wojsku! Wyśmiewano go, szydzono, choć koniec końców dostał to, czego chciał. To była istna droga przez mękę, nie tylko papierkowa! A wszelką drogę współdzieli Ernest z Fanfaronem. Są nierozłączni. I co nieco właśnie z tej części swego życia opowiedział Ernest Cichockiemu - o tym, gdzie go znalazł (choć to niezbyt spektakularna była historia), o tym, jak się nim zaopiekował i zrobił z niego maszynę do zadawania bólu i ogłuszania przeciwników! Ta historia była już nieco ciekawsza. Rozgadał się również o tym, że wstąpienie do piechoty RP było impulsem i bardzo mało póki co wie, jeśli chodzi o samą służbę. Popełnia sporo gaf. Umiał się wygłupić, ale czasem faktycznie się przydawał.
— Kimś szczególnym jest pan w tej kawalerii? — zagaił Ernest, gdy skończył swój przydługi wywód.
Zorientował się, że to machnięcie januszową ręką to jakby umniejszenie swoich wyczynów. Lubił słuchać, gdy ludzie mieli coś do opowiedzenia. Coś do przekazania. Inspiracji trzeba szukać zarówno wśród zwierząt (khok!), jak i wśród dryblasów Warszawy, którzy stracili pomidory.
Młody Chendoszko zapytał także dokąd Janusz się wybierał, choć patrząc po straconych warzywach, mógł się zorientować, że do domu. A może się mylił?

avatar

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   Nie Wrz 17, 2017 2:02 pm

To była ciekawa opowieść. Dobra. Janusz słuchał z uwagą, chichotał pod nosem przy zabawniejszych momentach, czasami rzucał komentarzami - jego zdaniem - adekwatnymi do opisywanych sytuacji, lecz poza tym nie przerywał. To nie była już doba internetu, teraz siłę na nowo miały słowa pisane i te przekazywane droga ustną. Miały moc. Dawniej wszystko było zapisywane w chmurze danych, każdy miał do tego dostęp, teraz jeśli coś nie zostało spisane lub opowiedziane, mogło równie dobrze wcale nie mieć miejsca. Tak było w przypadku zwykłych ludzi, którzy nie mieli tak bezpośredniego kontaktu z magią czy wyższą technologia taumaturgiczną. Życie, proszę państwa, w świecie cudów, dziwów, elfów i Planów.
Kim jest w kawalerii. To nie było pytanie, na które faktycznie chciał odpowiadać. Pewnie dlatego zaśmiał się głośno.
- Czasami muszą wykonywać moje rozkazy - odparł, ostatecznie nie rzucając konkretną funkcją. Nie skłamał. Miał pełne prawo wydawać im rozkazy, jako geograf miał ten przywilej, że żaden wojskowy nie mógł odmówić wykonania jego polecenia. Wielka odpowiedzialność. Wielki problem niekiedy. - A co, ciągnie cię do kawalerii? Piechota nie leży?
Westchnął. Wcześniej planował zabunkrować się w ciepłym domu zjeść swoje nieszczęsne pomidory posypane solą i tyle. Tyle że już ich nie miał i grzecznie zwierzył się Ernestowi że swoich planów odwiedzenia warzywniaka ponownie.
- I nie musisz nazywać mnie porucznikiem, Młody, nie jestem na służbie ani w mundurze.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Bażant w opresji   


 
Bażant w opresji
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Skocz do: