Szybkie Menu

Wanda Wilczyńska
avatar

PisanieTemat: Wanda Wilczyńska   Czw Sie 17, 2017 8:04 pm


Wanda Wilczyńska | Remy

» Data i miejsce urodzenia:05.01.2033, Żórawina, k. Wrocławia.

» Rasa:Półelf.

» Szarża:Major.

» Praca │ Funkcja:Zastępca Dowódcy Husarii.

» Stan cywilny:Panna.


» Wyznanie:Niby udaje, że jest ateistką, ale tak naprawdę najbliżej jej do wiary w siły natury i słowiańskich bogów; Peruny, Dusiołki, Chochoły i inne pierdoły.



Wygląd

Myślisz, że jesteś gotowy umrzeć? Patrz mi w oczy, gdy do ciebie mówię! Pytałem, czy jesteś gotowy umrzeć za to, co kochasz i w co wierzysz. Bo my tak. I właśnie wybieramy się oddawać życie i krew za Królestwo. Za takich jak ty, [...]. Za twoje lilie i róże. Za twój święty spokój. Ponieważ jesteśmy dostatecznie szaleni. Zastanów się dobrze, czy ty również.

– 177 cm | 70 kg.

Kruczoczarne – właśnie takie włosy od zawsze jej się marzyły. Gdy była jeszcze małą dziewczynką, ale i całkiem dużą pannicą z przyjemnością oglądała się za dziewczynami dumnie noszącymi włosy o tak pięknym kolorze. Nie trudno zgadnąć, że jej ulubionym kolorem jest właśnie czarny i z przyjemnością zamieniłaby się z kimś innym. Odziedziczenie jagnięcej urody po matce uznawała za wyjątkowo nieśmieszny żart, zwłaszcza gdy po drugiej stronie puli genetycznej znajdował się jej ojciec – dorodny, prawdziwy mężczyzna z ciemnobrązowymi, niemal czarnymi kędziorami i tymi świdrującymi rzeczywistość lodowatymi tęczówkami. Zawsze mu ich zazdrościła, bo dużo czasu minęło nim jej blado-szaro-dupiaste tęczówki nie przybrały barwy równie intensywnej co u ojca, zmieniając wyblakłą szarość na niespotykany błękit. Dopiero wówczas przestała się przejmować prostymi, choć w ciągłym nieładzie, śnieżnobiałymi kosmykami i niemal białą cerą, tak okropnie cukierkową i niezwykle pasującą do elfów.
Rządna władzy? – nie, ona po prostu swoją posągową postawą zasługuje, by nań patrzono. Wydaje się dumna jak król. Czarny, nieregularny płaszcz podkreślający wyniosłą postać i tak dziką, że przypomina źle oswojonego jaguara. Twarz, choć śliczna, skryta pod zasłoną obojętności, a w tej twarzy świecą zimnym blaskiem oczy prawdziwie arktyczne, spokojne, niby chłodne a złowrogie. Wodzi nimi po swych poddanych, tfu!, podwładnych, jakby chciała upatrzeć sobie ofiarę.
Atrakcyjna – dla Wandy brzmi to niemal jak obelga. Od dziecka pokutowała za bycie kobietą, atrakcyjną kobietą. W tym męskim świecie, gdzie nie ma szacunku, zrozumienia czy wyrozumiałości dla kobiet można było udawać nieumalowanego, nieatrakcyjnego babochłopa albo pozostać kobietą, której nikt tak naprawdę nie traktuje poważnie, zwłaszcza w wojsku. Bo co to za żołnierz, któremu bliżej do eterycznej wodnej nimfy, aniżeli wyszkolonego wojownika, który potrafi porządnie przypierdolić. I tak jeszcze w gimnazjum, gdy burza hormonów zdecydowała o rosnących piersiach, Wanda skutecznie obwiązywała się bandażem, by ukryć te dary natury. Ale z roku na rok nieszczęśliwie odkrywała, że zamiast czerpać z dobrodziejstw genów ojca, jej ciało zanadto upodabnia się do smukłej i zgrabnej matki. Choć nie ukrywa, że brak szpiczastych elfich uszu uznaje jak najbardziej za wielką zaletę, aniżeli wybrakowanie. Zasadniczo od zawsze czuła się bardziej człowiekiem niż elfem.
Skaza jak z Króla Lwa! – nieco przekłamana blizna, bo przecinająca w pionie pełne usta a nie jedno z oczu, została nabyta podczas nauki szermierki, gdy jej tatuś od siedmiu boleści postanowił w ramach prezentu przynieść najnowszy model piekielnie ostrego miecza i nauczyć córeczkę co nieco, to całkiem przypadkiem tę córeczkę ozdobił prześliczną blizną. Zasadniczo  Wanda nawet nie płakała, w momencie w którym drobne stróżki krwi spłynęły po mlecznym podbródku, niemal pruderyjnie oblizała się, podniosła z ziemi, chwyciła w dłonie miecz i czekała na kolejny cios. To był chyba jedyny raz, gdy ujrzała w oczach ojca dumę. Odtąd zaczęła cenić swoją ranę równie mocno, co wyszczerbiony i zniszczony miecz, bezpiecznie schowany w mieszkaniu.
Nosi – się głównie na czarno, ale nie robi tego na złość matce, dziadkom czy całemu światu. Nie jest też zdeklarowaną gothką, metalem czy inną równie mroczną postacią. Innymi akceptowalnymi kolorami są wszelkie zgniłe odcienie zieleni, powszechnie znane jako khaki lub wszelkie ciemne czerwienie i burgundy. Do samych ubrań nie przywiązuje jakiejś szczególnej uwagi, zwłaszcza w cywilu. Najchętniej zakłada czarne, obcisłe spodnie, do tego prostą koszulkę i wyciągnięty sweter. W sukience nie da się jej uświadczyć, bo w całej swej garderobie posiada aż jedną i to głęboko zakopaną pod stertą nierozpakowanych dupereli przysłanych przez matkę. Natomiast w wojsku nosi się przepisowo i wyjątkowo chętnie zakłada mundur, nawet gdy skutecznie maskuje jej wszelkie wypukłości, smukłości i wciętą kibić.
Y – error 404.

Charakter

Mówisz, że kochasz deszcz, a rozkładasz parasolkę, gdy zaczyna padać.
Mówisz, że kochasz słońce, a chowasz się w cieniu, gdy zaczyna świecić.
Mówisz, że kochasz wiatr, a zamykasz okno, gdy zaczyna wiać.
Właśnie dlatego boję się, kiedy mówisz, że mnie kochasz.
– Shakespeare

– słowem wstępu: to nie jest tak, że Wanda ma jakąś patologiczną potrzebę udawania kogoś kim nie jest. Uważa, że to całkiem ludzkie różnie reagować na każdego z osobna, zwłaszcza, gdy nasz rozmówca nie jest przewidywalną stałą, na którą możemy reagować w dokładnie taki sam sposób. Stąd wiele osób uważa, że Remy to dwulicowa suka z parciem na szkło lub straszna dziwka, która zrobiła karierę przez łóżko.

R jak rezolutna, radioaktywna, rosochata – z całą pewnością można uznać Wandę za małą atomówkę, bo gdy zaczyna się pieklić pluje jadem, który jest w stanie wybić populację całej Europy. Stwierdzenie, że ma niewyparzoną gębę jest srogim nieporozumieniem. Zasadniczo bardzo, ale to BARDZO stara się nad tym panować, zwłaszcza w sytuacjach podbramkowych lub tych zgoła oficjalno-wojskowych, gdzie zwyczajnie nie wypada odpyskować przełożonemu, nawet jeżeli ten skończony cham i buc okazuje się być szowinistyczną świnią. Chociaż rzucane w jej kierunku cięte uwagi nie są aż tak bolesne jak te skierowane w stronę najbliższych. Nie daruje nikomu, kto spróbuje powiedzieć coś złego na temat osób, na których jej zależy, będzie ich bronić, będzie się bić, postawi na szali swoją dumę i honor, jeżeli będzie trzeba. Podobnie ma się sprawa, gdy mowa o żołnierzach z oddziału. Może ich nie lubić, może się z nimi sprzeczać, ale jeżeli są w niebezpieczeństwie zrobi absolutnie wszystko, by sprowadzić ich w jednym kawałku, a przynajmniej tym lepszym.
E jak energiczna egoistka – jak przystało na rogatego koziorożca posiada zdrowy pierwiastek egoizmu. Czasami wykracza on poza wyznaczone normy i niekoniecznie dobrze to wygląda, ale z całą pewnością potrafi zadbać o siebie i swój zgrabny tyłek. Aczkolwiek nijak nie da się tego odnieść do jej okropnego kompleksu tatusia, bo autentycznie zawsze pakuje się w toksyczne związki (lub przelotne romanse, nie bardzo umie w związki) z o wiele starszymi mężczyznami. Przeważnie kończy się to tak samo – ze złamanym sercem, wypaloną paczką fajek i nocą spędzoną w stajni z koniem. Nigdy jednak nie płacze. Nie w tym przypadku. Cierpi, ale nie swój obłąkany sposób – wyżywając się na swoich podwładnych, dowalając im po 200 dodatkowych pompek, podciągnięć czy okrążeń podczas treningów.
M jak mściwa, (niekoniecznie) moralna i morowy – nie żeby była jakąś drapieżną i rządną zemsty suką, ale jeżeli ktoś się naprawdę postara i zalezie jej za skórę, to może się spodziewać odwetu. I o ile całkiem łatwo ją zezłościć, to o wiele trudniej (naprawdę trzeba się napracować) sprawić, by kogoś znienawidziła czy zechciała się w jakikolwiek sposób mścić. Natomiast jeśli idzie o jej kręgosłup moralny, to… zależy od sytuacji. Stara się postępować słusznie, wykonywać rozkazy, być przykładną córką (no dobra, z tym może być trochę gorzej) i ogólnie dawać jako taki przykład, ale jeżeli w obliczu zagrożenia trzeba zrobić coś co niekoniecznie jest moralne, ale potrzebne, to nie zawaha się choćby na chwilę. Jeśli dzięki temu uratuje choćby jedno istnienie, to było warto splamić duszę. Być może powinna być wzorem do naśladowania, ale nigdy jej szczególnie na tym nie zależało, nie gdy wizja zrobienia czegoś w imię obrony swojego Kraju jest o wiele bardziej nęcąca.
Y jak kostyczność (bo tak!) –  pomimo osobliwego (i bardzo rzadkiego) wyglądu urokliwej sarenki (przeważnie, gdy się lekko uśmiechnie, bo gdy się nie uśmiecha wygląda na poważnie wkurwioną) bywa przeraźliwie uszczypliwą osobą. Najlepiej zaakceptować ten fakt i nie wdawać się w dyskusje, bo panny w tych czasach wcale nie muszą posiadać całego inwentarza licznych zdolności manualnych czy werbalnych, a już zwłaszcza udawać słodkich idiotek.

Magia i bronie magiczne


raz |

Nazwa: Perperuna.
Typ: Czar.
Wygląd: w dłoniach Wandy wytwarza się potężna wiązka elektryczności, która kształtuje się w formę półtora ręcznego ostrza (ważącego około kilogram).
Funkcja: Ostrze nie jest w stanie przeciąć ciała, ale bez problemu wbije się w nie pozostawiając przede wszystkim poważne obrażenia na tej powierzchni, jak i również częściowy lub całkowity paraliż. Ponadto może wywołać typowe dla elektryczności obrażenia skóry – poparzenia, mniejsze bądź większe. Daje możliwość zdystansowanych ataków, zachowując przy tym wszelkie właściwości pioruna. Przy każdym muśnięciu ostrze maleje i kurczy się, ale nie traci swoich właściwości, dzięki czemu nawet wielkości sztyletu jest w stanie wyrządzić porządne szkody. Remy może określić na początku walki ile przeskoków wykona dany miecz (nie więcej niż 6 na walkę), po czym jej ubywające siły nie pozwalają na użycie miecza, może więc jednorazowo użyć ostrza podczas jednej walki.
Limity: 6 zadanych ciosów / przynajmniej 3 posty przerwy przed kolejnym użyciem.


dwa |

Nazwa: Perun.
Typ: Czar.
Wygląd: Elektryczne ładunki, które przyjmują formę pocisków dostosowanych do aktualnego typu broni.
Funkcja: Każda broń palna, jaka znajdzie się w dłoniach Remy dostosowuje się do jej woli związanej z kontrolowaniem energii elektrycznej. Dziewczyna nie potrzebuje amunicji, wystarczy jej pusty magazynek w pistolecie, rewolwerze, karabinie, etc., aby napełnić go elektrycznymi ładunkami o kształcie pocisków. Tego typu amunicja kończy się dopiero w momencie, kiedy Remy traci przytomność bądź nie używa jej ze względów na wyczerpanie organizmu. Wielkość oraz siła pocisków zależne są od wielkości broni palnej jakiej używa dziewczyna – pociski zostawiają rany postrzałowe i tworzą zniszczenia takie jak przy zderzeniu z normalnym pociskiem, ale nigdy one nie wylatują z ciała. Czasami może zdarzyć się, że pocisk zwyczajnie rozproszy się po naskórku przeciwnika tworząc dotkliwe poparzenia, jak również pocisk wniknie w głąb kończyny i spowoduje całkowity paraliż (aż do interwencji lekarza bądź cudotwórcy). Energia zamknięta w wytwarzanych pociskach przemienia broń na określony czas dostosowując ją do elektryczności, ale stosunkowo szybko się zużywa i za którymś razem tworzą się szczeliny, przez które może przeciec rozgrzany materiał, z którego wykonany jest np. rewolwer.
Limity: Zazwyczaj pistoletu można użyć na 20 jednostkowych wystrzałów, niezależnie od rodzaju broni. Remy musi odczekać, aby broń schłodziła się i może jej użyć w walce po raz kolejny. 3 posty przerwy na schłodzenie broni (jeśli spróbuje "wymusić" dodatkowe strzały, broń może jej wybuchnąć lub stopić się w rękach, powodując obrażenia)


trzy |

Nazwa: Miecz tnący konie.
Typ: Broń magiczna.
Wygląd: Smoliście czarna szabla husarska  wzmocniona nanokadabrowo wykonana na wzór tej z XVII wieku na bazie szabli węgierskiej, zachodnioeuropejskiej i tureckiej. Matowo-czarne ostrze razem z rękojeścią zostało wydłużone względem oryginału i w rezultacie szabla mierzy 121 cm.
Funkcja: Szabla jest zdolna do przejmowania energii elektrycznej, która drzemie w ciele Remy. Klinga wpierw rozbłyska błękitnym blaskiem, by móc przeobrazić się w elektryczny miecz, a zatem wiązkę energii, którą dziewczyna może swobodnie dzierżyć. Dzięki temu staje się bardzo ostrym narzędziem, które w wyniku zetknięciu się jednego miecza z drugim może, ale nie musi, przesłać po ostrzu, aż do rękojeści, wiązkę energii, która jest w stanie porazić przeciwnika. Między innymi mogą pojawić się większe lub mniejsze obrażenia w zależności od mocy wysłanej energii: oszołomienie, utrata przytomności, poparzenie pierwszego stopnia, przy czym potrzebne jest występowanie odpowiedniego przewodnika typu stal, woda itp.
Limity: nielimitowane użycie jako normalnej szabli | 3 użycia magicznego skilla, po nich 3 posty przerwy.
Minus: używanie w deszczu (na mokro) będzie ryzykowne także dla Remy, energia może odbić po wodzie na nią samą.

cztery |

Nazwa: Żywia.
Typ: Czar.
Wygląd: fosforyzująca zielona łuna światła o mniejszej, bądź większej średnicy w zależności od przekazywanej energii.
Funkcja: Remy potrafi przekazać skoncentrowaną energię wprost do zranionego miejsca, tym samym usprawniając proces gojenia się i zasklepiania rany. Działa to trochę tak jak wzrost rośliny na nagraniu wideo w wielkim przyspieszeniu.
Limity: jednorazowe użycie (leczenie trwające 1-2 posty zależnie od obrażeń), po użyciu przynajmniej 4 (jeżeli obrażenia były lekkie) do 7-8 postów przerwy (jeżeli były ciężkie).


pięć |

Nazwa: Skrzydła husarskie.
Typ: Egida.
Wygląd: Przybiera postać dwóch wydłużonych, wznoszących się za plecami skrzydeł z piórami o prostych, białych lotkach często z kolorowymi akcentami. Ubarwienie to układa się w charakterystyczny wzór indywidualny dla każdego użytkownika.
Funkcja: Pełni funkcję obronną - skrzydła aktywnie poruszają się, zasłaniając użytkownika przed ciosami, a ich machnięcia odpędzają złowady Czarnych, oczyszczają powietrze z fagów. Mogą także odbijać niewielkie elementy, jak np. pociski. Wprawny użytkownik nie musi skupiać się nad sterowaniem ich ruchem, przy odrobinie wprawy można manipulować nimi płynnie i niemal bezwiednie.
Limity: limit 5 postów użycia / 3 posty przerwy.


Umiejętności

» Prawo jazdy kategorii A i K – jazdy konnej uczyła się od dziecka, więc zdanie egzaminu było czystą formalnością, natomiast prawko na motocykl zdała za drugim razem, co ją niemiłosiernie boli.
» Przeszkolenie wojskowe – wszystko to czego nauczono ją w Akademii, podczas wielogodzinnych musztr, bieganiem truchtem po całym poligonie i inne pierdoły jak perfekcyjne ścielenie łóżka, nienaganne ubranie munduru czy szorowanie swoim ciałem po wszelkiego rodzaju kanałach, bagnach i dołach podczas manewrów treningowych. Ale to tylko połowa sukcesu, którą skutecznie wbito jej do głowy. Poza tym obowiązkowe przeszkolenie do: walki wręcz, pierwszej pomocy, podstawy taktyki, a także podstawy obsługi broni palnej.
» Broń biała – zamiłowanie do tego rodzaju broni wynikło bardziej z ambicji jej ojca, aniżeli jej samej; aczkolwiek po kilku latach sama znalazła pewnego rodzaju ukojenie podczas władania mieczem, zwłaszcza gdy się okazało, że ma naturalny talent. I nie ma znaczenia jaki rodzaj ostrza trzyma, po krótkiej chwili posługuje się nim tak jak zawodowiec. (Choć rzucanie nożami nadal jej nie wychodzi tak dobrze jak Wojskiemu z Pana Tadeusza).
» Gibkość – być może nie jest tak dobra w walce wręcz jak większość jej kolegów z woja, ale z pewnością ma nad nimi pewną przewagę. Latami w wolnych chwilach praktykowała jogę i trenowała gimnastykę, dzięki czemu jest ponad przeciętnie gibka, zwinna i elastyczna. Jest nie tylko dobrze zbudowana, ale i zręczna. Swoje zdolności chętnie wplata w walkę, by lepiej i sprawniej unikać ciosów, ale również podczas wyprowadzania własnych ataków zaskakuje przeciwników swoją zwinnością.
» Coś tam powie w obcym języku – nie jest może lingwistką, ale całkiem nieźle mówi po angielsku i zna bardzo komunikatywne podstawy finlandzkiego.


Słabości


» Elfie pokrewieństwo – od zawsze uważała, że elfy są o wiele bardziej pizdowate od ludzi i już sam ten fakt sprawiał, że jej pokrewieństwo z tymi istotami powodowało zawstydzenie. Nie lubi, wręcz nie znosi gdy ktokolwiek wytyka jej (nawet w dobrej wierze, bez złych intencji), że jest półelfem. Przeważnie rumieni się jak jakaś młoda niedoruchana dzięcielina, która zapomniała z zażenowania języka w gębie.
» Piorun w butelce – korzystanie z dobrodziejstw naturalnych wylądowań elektrycznych może mieć niekoniecznie przyjemne znamiona, zwłaszcza, gdy wyciekająca energia (wraz z roztopionym tworzywem) raz po raz parzy delikatną skórę na ramionach pozostawiając po sobie całkiem schludne, długie bliznowate niteczki. Niemniej jednak te niteczki goją się wyjątkowo boleśnie. Zaś niespożyta energia, gdy ładunek jest zbyt duży, może spowodować tymczasowy paraliż wybranej ręki lub nawet obu, jeżeli będzie miała pecha.
» Kompleks tatusia – ojciec jako jej niedościgniony ideał mężczyzny, swoimi ciągłymi podróżami spowodował, że dziewczyna zatraca się w wyjątkowo toksycznych relacjach z o wiele starszymi od siebie mężczyznami i nierzadko nie potrafi racjonalnie myśleć, gdy jest zaślepiona przelotną fascynacją jakimś męskim pierwiastkiem.


Historia


Plan Ziemi – Gdzieś na rubieżach Polski, chuj wie gdzie; bardzo dawno temu.

Młody i jurny młodzieniec przemierzał kwieciste polany… A nie, czekaj! To nie ta opowieść. Jeszcze raz. Obleczony w włochatą skórę wilka, upstrzoną jeszcze gdzieniegdzie krwią, rosły mężczyzna przemierzał spokojny las w poszukiwaniu rzekomych przebić. Bo gdzieś tu musiały być te cholerne przebicie, skoro został zaalarmowany i wyznaczony do znalezienia ich, ale jak na złość zamiast zmiany terenu znajdywał jedynie zwierzęce łajno (w które oczywiście musiał nieopatrznie wdepnąć) i jakąś dziwnie zarośniętą pseudosadzawkę z quasi-wodospadem, który prędzej przypominał jakąś śmieszną imitację powiększonej fontanny, aniżeli wodospadu z prawdziwego znaczenia. Wróciłby do kwatery głównej, zapewne dostając srogi opierdol, gdyby jego zmęczonym oczom nie ukazała się prawdziwa nimfa wodna. Roziskrzone spojrzenie, w którym próżno było szukać niedawnego zmęczenia, zachłannie pochłaniało najmniejszy skrawek odkrytego ciała, skąpanego w krystalicznie czystej wodzie wypływającej z tego karłowatego wodospadu.
I coś tam zapewne się dalej zadziało, ale Enola za każdym razem kończyła opowieść zdaniem: „I tak zakochałam się w twoim ojcu, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało”. Bo ojciec faktycznie był oczarowany pięknem Enoli, ale właściwie niczym więcej, bo jako idealny przedstawiciel swojego gatunku (nie dość, że typowy chłop, to jeszcze geograf na domiar złego) nie potrafił usiedzieć w miejscu czy założyć rodziny z prawdziwego zdarzenia. Zwłaszcza, gdy owe zauroczenie trwało nie dłużej jak trzy upojne noce na leśnej ściółce nieopodal krystalicznego źródła. I tyle go widzieli.
Tak przynajmniej mogło mu się wydawać, że miał cholerne szczęście, że wpadł na tę elfią piękność, która z taką łatwością postanowiła mu się oddać. Prawda była jednak o wiele bardziej zawiła. Enola, choć wyglądem przypominała utożsamienie anioła, tak naprawdę była wyrachowaną suką, która dla własnych korzyści wszystko zaplanowała. Nikt jednak nie musiał o tym wiedzieć poza nią. Wystarczyło, że osiągnęła zamierzony cel.

Plan Elfów – Posiadłość rodziny Eoliny; 3 urodziny Wandy.

Zasadniczo nigdy się nie dowiedziała, ale też specjalnie o to nie pytała, co wynikało z ogólnej radości, skąd przyszło matce do głowy by nazwać ją typowo polskim imieniem. Odziedziczone po ojcu nazwisko było oczywistą oczywistością, zwłaszcza ze względu na panujące w polskim prawie ustępy dotyczące orzekania o ojcostwie i dziedziczeniu nazwisk. Była to chyba jedyna dobra rzecz jaką jej matka zrobiła dla niej, gdy zdecydowała się nie obciążać córki elfią godnością.
Trzecie urodziny pamięta jak przez mgłę. Pamięta je chyba tylko, dlatego że pojawił się na nich ojciec. Z całą pewnością był skutecznym motywatorem, by wryć się tak dobrze w jej młodzieńczą pamięć i pozostawić po sobie ślad. Tak naprawdę pamięta wszystkie jego wizyty, włącznie z tą, o której matka postanowiła jej nie powiedzieć, podczas nieobecności, gdy wraz z dziadkami wybrała się na wakacje. Za co szczerze jej nienawidziła przez kolejne pięć lat.
Zakochała się w ojcu od pierwszego wejrzenia. Pamięta jak dziś, gdy po raz pierwszy zobaczyła tego rosłego, kędzierzawego mężczyznę z kwaśną miną i jak nikt inny z szerokim uśmiechem i dziecięcym śmiechem podbiegła do niego, nie zważając na żadne przeszkody na jej drodze, by uczepić się ogromnej nogi, której nie potrafiła objąć. Spoglądała na niego, zadzierając z całej siły głowę, z błyszczącymi bystrymi oczami, wwiercając swoje ciekawskie spojrzenie w zdziwionego mężczyznę. Nie wiedział jak się zachować. Dziecko było jak egzotyczne zwierzątko, do którego nie dołączono instrukcji obsługi. Ciekawiło, ale nie chciało się go tykać, żeby nie zrobić mu krzywdy. Mimo to, po naprawdę długiej chwili, gdy Wanda nie dawała za wygraną, schylił się i podniósł drobną dziewczynkę na ręce, by po raz pierwszy w swoim życiu mogła obejrzeć świat z niemal dwóch metrów wysokości. Była zachwycona.
Lata później dowiedziała się, że matka była na tyle przebiegłą i ogarniętą kobietą, że udało jej się dowiedzieć kim jest ten skurwysyn, który zrobił jej dziecko i ją zostawił na pastwę losu. A gdy tylko udało jej się dociec kim jest i gdzie mieszka (okazjonalnie) nie oszczędzała na listach ani słowach, barwnie opisując swoje stanowisko względem niego. Ponoć napisała mu niezobowiązującą wiadomość, o tym że owszem zaszła z nim ciążę i sprowadzi na świat to biedne dziecko, ale nie oczekuje od niego niczego więcej poza uznaniem go.

Plan Elfów – Domek letniskowy dziadków; 7 urodziny Wandy.

Nigdy nie pisał listów. Nigdy nie zawiadamiał, że się zjawi, ale się pojawiał i nie wiedzieć skąd zawsze wiedział gdzie. Po prostu nagle stał w progu z typową dla siebie obojętną miną, dopóki nie wyskakiwała ku niemu coraz większa dziewczyna, równie mocno podekscytowana jego przyjazdem co zawsze. Za każdym razem było tak samo. Obiecywał zostać dłużej, ale maksymalnie wytrzymywał miesiąc. Czasami mniej, nigdy więcej. Był typowym włóczykijem. I Wanda choć bardzo chciała to rozumieć, w końcu była już taka dojrzała!, to mimo to zawsze czuła się porzucona, gdy mężczyzna odchodził, obiecując, że niedługo się znowu zobaczą.
Tego roku Daniel przybył z podarkiem dla swojej małej księżniczki i choć często ją tak tytułował, to absolutnie nigdy nie uważał jej za rozkapryszoną dziewczynkę. Ku niezadowoleniu matki podarował Wandzie jej pierwszy miecz, oszczędnie w słowach tłumacząc do czego służy, jak się nim posługiwać, jak o niego dbać i że broń nie jest zabawką. To właśnie wtedy Daniel wpadł na przegenialny plan wypróbowania miecza i zaprezentowania córce jego możliwości. Właśnie wtedy poczuł, że może spędzić z nią czas w taki sposób, jaki sprawi przyjemność i jemu. Co prawda nie był nigdy mistrzem orężu, ale coś tam wiedział o machaniu bronią białą, trochę gorzej to wyglądało z boku, z perspektywy matki, która łapała się za głowę, gdy dwumetrowy wielki facet nacierał na filigranową dziewczynkę. Nie chciała tego komentować. Wróciła do domu, zaparzyła sobie herbatę i usiadła w bujanym fotelu. Natomiast zadowolona Wanda w tym czasie oblizywała skaleczone usta, zastanawiając się czy naprawdę poczuła to uderzenie przechodzące od czubka głowy aż po zęby, tak jakby jej zawibrowały i wpadły w rezonans. Nie płakała. Nie miała potrzeby, być może i bolało jak diabli, ale jak fascynujące to było, gdy po raz pierwszy w swoim życiu oberwała i to tak na serio! A ojciec zamiast lecieć do niej z ratunkiem, jak robiła to przeważnie matka, stał tam gdzie się zatrzymał i spoglądał na dziewczynkę z mieszaniną zaciekawiania i strachu. Dopiero gdy podniosła się z ziemi, otrzepała z trawy i podniosła miecz, spoważniał a oczy rozbłysły tym pięknym blaskiem, blaskiem nieopisanej dumy. Nie musiał nic mówić. Spojrzenie wystarczało jej za tysiąc słów.
A gdy przyszedł czas pożegnań i dawno zapomniano, ze Daniel w ogóle zagościł w ich skromnych progach, przybiegła Wanda z roziskrzonym spojrzeniem zachwyconego dziecka. Do tej pory nigdy niczego tak naprawdę nie pragnęła (prócz oczywistego przybycia ojca), ale teraz wreszcie zwerbalizowała swoje marzenie, wymuszając na matce wynajęcie jej najlepszego sztukmistrza od broni białej, który będzie dawać jej lekcje.


Plan Ziemi – Warszawa, Mokotów; 11 urodziny Wandy.

Na życzenie zbuntowanej nastolatki przeprowadzili się do Warszawy, pozostawiając za sobą piękną i urodzajną ziemię elfów. Wanda od zawsze pragnęła mieszkać w Polsce, wychowywać się w miejscu, gdzie mieszkał jej ojciec, chodzić do polskich szkół, poznawać zwyczaje i kulturę, zwłaszcza, że do tej pory obcowała się głównie w środowisku typowo elfim.
Pół roku po przeprowadzce pojawił się ojciec. Coś tam niby przebąkiwał, że nie może zostać zbyt długo, że ma jakąś ważną misję, ale nie miało to najmniejszego znaczenia w obliczu tych wszystkich niesamowitych historii, którymi zechciał się z nią podzielić. Po raz pierwszy, sam z własnej nieprzymuszonej woli, zaczął jej opowiadać o sobie. Oczywiście miała świadomość, że nie wszystko musi być prawdą, że ojciec to taki bajkopisarz, który lubi ubarwiać swoje historie, ale nie to było najważniejsze. Liczyła się inicjatywa. A gdy już zaczął, to Wanda nie mogła wyjść z podziwu. Nie mogła i nie chciała, zachwycona rycerskością ojca, jego oddaniem ojczyźnie, walecznością i tymi wszystkimi atrakcjami, które pojawiały się po drodze.
Zaraz po jego wyjeździe pobiegła do najbliższej biblioteki w poszukiwaniu wszystkich dzieł traktujących o tej słynnej Husarii, chciała wiedzieć czym jest ta niezwyciężona i piękna konnica, która łączyła w sobie jej zamiłowanie do walki, honoru, koni i broni białej.

Plan Elfów – Posiadłość dziadków; 15 urodziny Wandy.

Nie przybył. Nigdy. Nie pojawił się.
Nienawidziła go jeszcze długo po tym jak skończyła szczenięce piętnaście lat.

Plan Ziemi – Warszawa, WAT; 19 urodziny Wandy.

Pójdę do wojska, zobaczysz! Znajdę go i zmuszę, by mnie docenił. – zakrzyczane w gniewie słowa w stronę matki echem odbijały się po spokojnym umyśle Wandy. Nigdy nie sądziła, że uda jej się dostać do Akademii. Właściwie trochę z głupa złożyła papiery i choć maturę zdała śpiewająco, to nie sądziła, by ktoś taki jak ona mógł się dostać, nie gdy słyszała tyle niepochlebnych opinii na temat rekrutacji, o nepotyzmie i podobnych konsolidacjach. Niby jej było to obojętne, bo w sumie niech sobie robią co chcą, ale jednak, gdzieś głęboko w środku cieszyła się jak małe dziecko, gdy do domu przyszło oficjalne pismo. Nigdy nie zapomni surowej miny matki, gdy podsuwała jej pozytywną decyzję o przyjęciu pod nos. Nie zapomni też jej słów, że się do tego nie nadaje i już dawno powinna sobie wybić z głowy tego skurwiela, który sprawi jej tylko większą przykrość. Pokłóciły się. Wyprowadziła się do akademika, a kilka niezłych znajomości sprawiło, że nie miała z tym najmniejszych problemów, nawet jeżeli w ogóle nie powinna być brana pod uwagę.
Naukę wspomina bardzo dobrze, zwłaszcza wszelkie ćwiczenia terenowo-fizyczne, które wymagały od niej nie tylko koncentracji, co wysiłku i motywacji. Lubiła stawiać sobie wysoką poprzeczkę, oczekiwać od siebie więcej niż jej prowadzący, stawiać nierealne cele, do których dążyła jak oszalała, a na końcu tego morderczego łańcuszka był jej ojciec i jego aprobata.

Plan Ziemi – 3 Batalion Piechoty Zmotoryzowanej “Husaria”; 25 urodziny Wandy.

Sama nie wie co sobie wtedy myślała, że jak pójdzie do wojska, jak zdobędzie pozycję, to zmusi go do powrotu? Do rodziny, do matki, która go nie znosiła? Boże! Jaka była głupia. To nie tak, że żałowała swojego wyboru, ukończenia Akademii w stopniu podporucznika, chwilowego wstąpienia do Kawalerii i niedługiego przeniesienia do Husarii ze względu na jej uzdolnienia. Niczego. Nie. Żałowała. No może poza tym, że ten bydlak postanowił umrzeć zanim zobaczył pagony zdobiącej jej mundur. Nie potrafiła mu wybaczyć, a jednak wciąż goniła duchy przeszłości, dążąc do jakiegoś nieosiągalnego celu, który był właściwie nieznany.

Chciała więcej, mocniej, lepiej. Tylko nie wiedziała czego.

Początkowo czuła się jakby została wypluta przez wieloryba. Pozbawiona energii i zapału. Leżący na podłodze list jasno i w kilku zdaniach sugerował, ze Daniel Wilczyński, zasłużony geograf królewski, pośmiertne odznaczony… Nie interesował jej ten bełkot. Wcale nie chciała tego czytać. Gówno ją obchodziły pośmiertne odznaczenia i szczególne zasługi dla państwa, skoro nie mogła go więcej zobaczyć. Zacisnęła dłoń w pięść i z całej siły przywaliła w ścianę. Zabolało. Uderzyła jeszcze raz. Pociekła krew po pobielałych kostkach. Jeszcze raz. I jeszcze. Aż ozdobiła ścianę abstrakcyjnymi, krwawymi kleksami. Tępo spoglądała w dół na kartę. Nie wiedziała ile tak stała, jak długo krew kapała jej z rozwalonej dłoni. Otrząsnęła się, gdy tuż koło świstka papieru mignął jej kształt przypominający Tomaszewskiego. Zamrugała oczami. Tak, to był Tomaszewski, który skrupulatnie ścierał krew z posadzki. Dalej stał Mielczarek jak zwykle żujący tabakę i pogardliwie wyglądający przez okno na plac treningowy. Ciepło przyjemnie rozlało się po chłodnym ramieniu, gdy Nowicka złapała ją w objęcia i pociągnęła za sobą na pryczę. Nie pamięta czy coś mówili. Ich usta się poruszały, ale nie spodziewałaby się usłyszeć czegoś bardziej sensownego od: bla bla bla bla. To był jej oddział. Jej rodzina. Jej ukochani podwładni, których z taką przyjemnością potrafiła rozsmarowywać jak szmaty pod placu treningowym, gdy miała okres. A teraz bez niepotrzebnego pierdolenia przyszli ją uratować. Ją! Świeżo upieczoną panią rotmistrz, ich przełożoną, kogoś na kim mieli polegać. Prawda była taka, że nie dostała awansu za ładne oczy czy dupę. Teraz może nie wyglądała jak doskonały materiał na dowódcę, ale gdy tylko znajdowali się na froncie potrafiła się wykazać. Swoim opanowaniem, przejmowaniem inicjatywy (w poszanowaniu kolegów wyższych rangą), ogładą i walecznością. Była niezastąpionym wsparciem i żołnierzem o jakim się marzyło. Nie raz ocaliła dupę jednemu czy drugiemu kumplowi, wyrywając go niemal z paszczy balroga. To ona zawsze zachowywała zimną krew, nawet gdy na jej oczach nieprzyjaciel potrafił rozrywać na strzępy niemowlęta, porywać kobiety i dzieci. Nie bała się ryzykować, nie gdy w grę wchodziło dobro cywili. Doceniono ją, sypiąc kolejnymi awansami, bo jak nikt wykazywała się sprytem, ale i wysoko posuniętym poczuciem obowiązku wobec cywilów.

Plan Ziemi – Tereny wokół Wrocławia; 30 urodziny Wandy.

To była piękna impreza. Zaplanowana co do najmniejszego szczegóły, razem z tandetnym konfetti i śmiesznymi czapeczkami. Ktoś żartował, że zamiast prawdziwego szampana przyniesie ten dla dzieci, oranżadę. Ktoś inny chciał sprowadzić animatora. To były miłe wspomnienia. Z przyjemnością przywoływała uśmiechnięte twarze poległych kompanów, jej ukochanych towarzyszy, których flaki rozwleczone były niemal po całej ziemi wokół ich schronienia. Nie tylko oni tam leżeli. Pamiętała krzyk każdego husarza rozrywanego na strzępy, widziała przed oczami ich wykrzywione w bólu twarze, zaciśnięte z całej siły dłonie, gdy usiłowali walczyć, choć nie miało to najmniejszego znaczenia.
Bitwa o Wrocław była przegrana już na samym początku. To była misja samobójcza. Nikt jednak o tym nie wiedział póki tutaj nie przyjechali. Z każdym dniem ich liczba drastycznie malała. Co lepsi medycy starali się coś zdziałać, ale na oderwany tyłów nie było mocnych, na wyciekający uszami mózg nie dało się zaradzić. Potrzebny był odwrót albo wsparcie. Jedno i drugie wymagało połączenia z centralą, o jednym i drugim mógł zadecydować Dowódca, którego tutaj nie było. Posłano z wieścią, ale zamiast kuriera wróciło jedynie więcej śmierci, więcej okrucieństwa i grozy.
- Musisz przejąć dowodzenie.
- Zamknij się!
- Remy!
- Spierdalaj, Tomaszewski. Nie teraz. – warknęła, gdy jej podwładny zwrócił jej uwagę. Zdawała sobie sprawę, że nie powinna się w ten sposób zwracać do Zastępcy Dowódcy, ale z jego obrażeniami byłoby lepiej, gdyby trzymał gębę na kłódkę, gdy marnowała resztki swoich sił witalnych, usiłując poskładać jego wylatujące flaki. Plątała się w jelitach, nie mogła ruszyć procesu regeneracyjnego, nie gdy miała tak mało siły, a całą swoją energię lecznicą przekierowywała na utrzymanie Zastępcy przy życiu.
- Gdzie te przeklęte posiłki?! – huknęła nie wiadomo na kogo, ale jedynym, który zareagował był Tomaszewski.
- Niedługo będą.
- Posłuchaj mnie dziecko. – starszy mężczyzna złapał dziewczynę za rękę, odsuwając jej leczniczą moc z dala od siebie. - Husaria się nie cofa. Ale czasami ważniejsze jest życie twoich podwładnych niż dążenie do osiągnięcia niemożliwego. – zakaszlał okropnie.
- Pieprzę osiągnięcia, chcę Cię uratować. Musisz jeszcze trochę wytrzymać. – głos jej się złamał, bo Zastępcę traktowała praktycznie jak ojca. - Proszę. Pomoc zaraz przybędzie. – obrzuciła Tomaszewskiego oskarżycielsko, jakby to on był winien opóźnieniom i wszystkim plagom jakie na nich spadły. Ten jedynie wzruszył ramionami. W tym samym czasie światełko Zastępcy niechybnie wypaliło się, razem z kilkoma innymi żołnierzami.
- Spierdalamy stąd. Ruszać się! Nie będziemy czekać, aż łaskawie przyjadą obejrzeć nasze zwłoki. Pełna mobilizacja. Pomóc rannym. Medycy wspierają tych z najgorszymi obrażeniami, reszta ma zagryźć zęby i ruchy panienki! – narzuciła sobie na ramiona kurtkę od munduru Zastępcy, tę którą wcześniej jej podarował.
- Tomaszewski.
- Tak? – niepewnie przyjrzał się oczom, w których szalała prawdziwa nienawiść.
- Wracamy do domu. – powiedziała nad wyraz łagodnie, tym miękkim tonem, przetaczając każdą okrągłą samogłoskę po języku. Uwielbiał gdy to robiła.

Plan Ziemi – Kwatera główna  3 Batalionu Piechoty Zmotoryzowanej, gabinet Dowódcy; Trzy miesiące później.

Mówiąc, że posiłki były w szoku, gdy w połowie drogi do Warszawy natknęli się na zmasakrowany oddział husarzy, to wielkie niedopowiedzeniu. Oni byli wykurwiście osłupiali, gdy naprzeciw nich zatrzymała się garstka oblepionych kurzem, błotem i krwią kamratów. Jednym flaki zwisały z motocykla, inni mieli resztki swojego kumpla wytarte w upierdolony mundur. Grzechotały połamane gości. Nikt jednak nie płakał. Nikt nie wył. Wszyscy stali w grobowej ciszy spoglądając na plecy Wandy z narzuconą kurtką Zastępcy na plecach, z umorusaną od krwi twarzą i włosami. Już nie dało się dojrzeć śnieżnobiałych kosmyków ani bladej cery. Tylko brud i krew. Zmierzyła ich lodowatym spojrzeniem, a Ci którzy ośmielili się spojrzeć jej w oczy poczuli chłodny dreszcz gniewu rozchodzący się po kościach. W sekundkę zrobili im miejsce, puszczając mściwą walkirię przodem.

- Słyszałem o twoich zasługach. – zaczął ciężkim tonem, jakby zagrzmiała góra.
- Dziękuję, Dowódco. – wyprostowana jak struna stała posłusznie przed jego biurkiem, nim ten machnął od niechcenia ręką i wskazał jej krzesło. Jemu też się to wszystko nie podobało. Zwłaszcza, że nie tylko miał od zasrania papierkowej roboty, ale kluczowy dla ich sprawy teren nie został zdobyty a na domiar złego jego zasłużony i oddany Zastępca poległ, zostawiając mu na pocieszenie tę oto pannicę, która być może i była cholernie zdolna, ale wciąż piekielnie młoda. Nawet z jego gorliwymi referencjami znalezionymi w biurku Zastępcy, nie wiedział jak to dobrze rozegrać, zwłaszcza, że Wilczyńska wcale nie chciała współpracować.
- Co to za niesubordynacja?
- Z całym szacunkiem, ale przymusowy urlop to przesada. Nie mogę sobie pozwolić na opuszczenie treningów. – kłamstwo. Co najwyżej nie mogła sobie pozwolić na pustkę, która spowodowałaby powrót do tamtych wspomnień, do potoków krwi, do zaplątanych jelit, do łagodnego gasnącego głosu Zastępcy.
- Wiele osób poparło twoją kandydaturę. – mrukną wyraźnie tym faktem niezadowolony.
- Jaką kandydaturę? Do niczego się nie zgłaszałam. – było jej dobrze i bezpiecznie na swoim stanowisku. Z resztą nawet jej się nie śniło, by ubiegać się o coś wyższego.
- Nie rżnij Marlowe’a, Wilczyńska. Już ty dobrze wiesz o co chodzi. Sprawa będzie rozpatrzona. Odmaszerować. – odprawił ją z kwitkiem, zdumioną miną i sztywnym żołnierskim wymaszerowaniem z gabinetu. Ona? Zastępcą? Oszaleli. Nie zajęli Wrocławia, nie postąpili zgodnie z rozkazami, nie zginęli honorowo, a co ważniejsze to ona o tym wszystkim zarządziła. Powinni ją wypieprzyć na zbity pysk a nie awansować za coś takiego.


Ciekawostki


» Oburęczna, ale przeważnie posługuje się lewą ręką.
» Posiada własnego konia, wyszkolonego bojowo – Aja Adara (łapiąca ptaki) – maści bułanej,  171 cm w kłębie, siedmioletnia klacz rasy Wielkopolskiej.
» Warkocz z grzywy Ganimedesa (pleśniawy tarant w odcieniu kasztana) po jego śmierci został zaklęty w husarskim motocyklu.
» Colt Springfield 45 – broń, z której właściwie nie korzysta, ale z sentymentu (otrzymana rzecz jasna od ojca założyciela) zawsze nosi ją przy sobie w skórzanym pokrowcu na lewym udzie.
» Jej matka – Enola, z którą nie utrzymuje takich stosunków jakich można by jej pozazdrościć, jest piękną elfką wywodzącą się z zamożnej rodziny zamieszkującej w Planie Elfów.
» Ojcem jest już nieżyjący Daniel Wilczyński, były husarz w stopniu rotmistrza, zasłużony geograf królewski, który poległ w obronie kraju. Nie odnotowano, by kiedykolwiek dotarł na 15 urodziny córki, choć obiecał.
» Raz na sześć postów potrafi stworzyć ognistego ptaka Raróga, który może atakować wrogów, osmalając ich twarze, krążąc po niebie służyć za źródło światła w nocy lub chociażby rozniecić ognisko. Raróg może utrzymywać się przez maksymalnie trzy posty. Bonus przy akceptacji KP.

avatar

PisanieTemat: Re: Wanda Wilczyńska   Czw Sie 17, 2017 8:44 pm

Szanowna major Wilczyńska!
Twoje podanie o przyjęcie postaci zostało rozpatrzone
pozytywnie. Otrzymujesz na start 10 karteczek z czarem ZZ804 oraz 10 karteczek z czarem lakmusowym. Dodaj je do swojego ekwipunku. Życzę udanej gry!


Król Polski Bolesław VI Arr'Rith

 
Wanda Wilczyńska
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Skocz do: