Szybkie Menu

Przygody Janusza Wędrowycza
avatar

PisanieTemat: Przygody Janusza Wędrowycza   Wto Sie 15, 2017 9:36 pm

Z racji, że moje życie pełne jest popierdolonych i dziwnych zjawisk, postanowiłem je spisywać. Dzięki temu możecie się poczuć, jakbyście wygrali życie.
Pozdrawiam.

PRZYGODY JANUSZA WĘDROWYCZA



Część I
Wyprawa do Społem o zmroku

Dawno temu żył Janusz, któremu niefortunnie skończył się chleb, a podły współlokator Hans ośmielił się spać, kiedy Janusz tego chleba potrzebował i odmówił pójścia za niego do sklepu w celu zakupienia bochenka. Janusz pójdzie sam, tak zdecydował.
Janusz ubiera się, zakłada glany i stwierdza, że na chuj je wiązać, jak do Społem może z pięćdziesiąt metrów jest.
"Co się może stać niby?" - pomyślał i polazł.
Kurtki na dodatek nie zapiął, bo na chuj, a tam śnieg napierdala niewąsko. Janusz ramionami wzruszył i poszedł. Na schodach się nie potknął, ani nic. Jest okej. Lezie. Sznurówki wylazły na zewnątrz, wloką się za Januszem, nogawki z glanów wylazły, bo niezawiązane, po nogach chłód jebie. Janusz poprawia. Ale za chuja pana nie zawiąże. I tak to poprawia co parę metrów, aż pod samym sklepem wkurwion zawiązuje. Pod sklepem. W napierdalającym śniegu, bo na chuj takie rzeczy w środku robić, jak można na zewnątrz.
Wziął chleb i patrzy, że są mandarynki. Bierze parę. I dwie pomarańcze, bo kurwa tak.
Błąd.
Janusz płaci i wychodzi. Lezie. Sznurówka się rozwiązała - Janusz jebie ją, bo zaraz będzie w domu. Janusz może z dziesięć metrów przed furtką wypierdala się, bo sznurówka. W zaspę. Mandarynki wpierdoliły się w zaspę. Pomarańcze też. Chleb też. Janusz za nimi. Janusz podnosi się i klnie. I patrzy.
Japierdolę.jpg
Mandarynki się wysypały i leżą w tym jebanym śniegu chuj wie gdzie. Janusz prawie w płacz. Mandarynki pewnie też w płacz, bo kto chciałby zostać wpierdolony do zaspy tak z zaskoczenia? Rękawiczek brak. No trudno, Janusz grzebie w zaspie, szukając mandarynek, bo za nie, kurwa, zapłacił i je wpierdoli mimo wszystko. Szuka. Znalazł pięć. Jeszcze jedna. No nie ma suki za nic. Janusz prawie idzie do domu po rękawiczki, bo ręce skostniałe i chuj. No nie. Jest, szmata, na chodniku koło zaspy, kurwa, brawo Janusz. Bierze. Chowa po kieszeniach, bo jebać reklamówki. Wlecze się do domu, wszystkie jest. Staje przed drzwiami. Kurwa. Nie ma klucza w kieszeni kurtki. Hans śpi i nie usłyszy.
Japierdolę2.jpg
Pewnie w zaspie został, jak się Janusz wypierdolił. Prawie histeria. Zrezygnowanie. Żałość, ból, wodorosty i rzygi w Bałtyku. Janusz wraca. Prawie już znowu zaczyna grzebać znowu w tej jebanej zaspie, ale telefon mu dzwoni. Janusz wkłada łapę do kieszeni spodni. Jest i klucz. Radość. Później współczucie dla własnej głupoty.
Janusz wraca. Drzwi otwarte, bo nie zamykał.
Jebać Społęm. Jebać śnieg i mandarynki.



PRZYGODY JANUSZA WĘDROWYCZA


Część II
Gdy niewyspan po włościach pana chodziłem


Był sobie dawno temu Janusz, który nie spał prawie całą noc, bo pisał losowe głupoty typu "karasie jedzo gówno" na cb.
Janusz spał może z godzinę i wstał. Poszedł, prysznic wziął, niczego nie rozjebał. Obudził Hansa. Ubrał się całkiem składnie, mimo że dwie skarpetki różne na nogi przyodział. Prawie zasnął na krześle, gdy soczewki zakładał.
Ale poszedł. Nie spóźnił się nawet.
wtf.jpg
Janusz przyszedł o czasie do szkoły.
Ale chuj.
Wchodzi i ledwo widzi na oczy, soczewka uwiera, but uwiera - jedna skarpetka krótka, druga długa - słońce razi, śmierdzi jajkiem coś.
- Janusz, kurwiłaku, wstawaj, maturę ustną napierdalasz na raz, teraz.
Janusz nie ogarnia, właściwie nie wie nawet, co tam robi i jak się nazwa. Ale mówi. Nauczyciel przerywa mu, kiedy ten stwierdza, że nie poszedłby do opery, bo nie lubi, kiedy grubi ludzie na niego krzyczą i go nie znają nawet. Bez składni. W czasie Japierdolęniktnierozumieperfecetpastcontinuous.
- Siadaj, gówno, nie zdasz w maturę.
Janusz ok, wyjebane, patrzmy w okno i udawajmy, że istniejemy.

Janusz idzie korytarzem. Podbija do niego ziomeczek z klasy, wiadomo. I zadaje pytanie.
- Janusz, z kim mamy zastępstwa za Mikołajczak?
Janusz patrzy na ziomeczka wzrokiem martwej ryby.
- Tak, w 129.
I idzie dalej. Kontakt ze światem minus kurczak.

Janusz zapomniał o symulatorach. No tak bywa, każdy zapomina. Bierze kurtkę z szatni. Sam sobie bierze, wyjebane w szatniarkę, nie ma jej, bo w pizdu poszła. Dostał opierdol za włażenie do szatni, bo nie wolno. Inni wchodzili, nikt nie dostał.
przegryw_życia.doc
Stoi na przystanku Janusz i czeka na autobus do domu. Nic nie jedzie. Kurwa. Podjeżdża Hans Nazimobilem.
- Gdzie ty jedziesz, symulatory, tłumoku, mamy.
Janusz chce wsiąść do samochodu i jechać z Hansem. Gdyby podjechał Trynkiewicz czy Mama Madzi też by wsiadł. Ale, bo jak inaczej, potknął się o krawężnik i wyjebał na asfalt. Ludzie trąbią. Hans trąbi. Jedzie autobus, przejedzie wypierdolonego skurwysyna jak chuj.
"Zginę, kurwa" - pomyślał Janusz, zamiast się podnieść.
Autobus hamuje. Kierowca wściekły, krzyczy coś o matce Janusza. Hans krzyczy. Wszyscy kurwa krzyczą. Janusz wstaje i mówi, że złamał rękę. Skóra zdarta na reku w trzech miejscach. Ręka niechybnie do amputacji.
Janusz wsiada do samochodu i nic nie mówi. Nikt nic nie mówi, wszyscy cisną z Janusza, który prawie płacze, bo nie ma ręki. Naklejają plaster na łapę, wszystko jest okej.

Symulatory tak nudne, że największą atrakcją jest wyjście do kibla i granie tam w sudoku.

Janusz wraca z Hansem do domu. Żywszy, dwa energole wypił, może, kurwa, samochód podnieść, jak chuj prosty. Hans upiera się, że musi kupić sobie pierdolniki i wihajstry, bo strój na Pyrkon.
Janusz ok.
- Idę z tobą.
- Zostań w samochodzie.
- Nie, idę!
- Dobra, to weź mi szarą taśmę znajdź.
Janusz ok. Wchodzą do sklepu, Hans idzie w jedną stronę, Janusz stoi. No kurwa, misjon imposibru, sklep wielki jak stodoła sołtysa. Albo i dwie. Zgubił się. Pyta pracowników, jak dojść do szarej taśmy. Mówią, że na farbach. Prosto i w prawo, łatwo trafić. Janusz złapał zmuła, kofeina przestała działać. Dobra, taśma jest, nie ma Hansa. Chce zadzwonić. Nie wziął torby z samochodu. Telefon w torbie. No to zajebiście.
Janusz czaił się z piętnaście minut, zanim wściekły na niego Hans przychodzi w okolice kas. Janusz, czując się jak zgubione dziecko w hipermarkecie, przeprasza. Zapłata. Powrót do domu bez rewelacji dalszych.

Janusz idzie spać zaraz po powrocie, bo jebać życie bez snu.


PRZYGODY JANUSZA WĘDROWYCZA


Cześć III
Niebieskie Tico bliznę na sercu i ciele zostawiło

Był sobie kiedyś bardzo leniwy Janusz, który lenistwem dorównywał adminom na Horyzoncie - o ironio - i chyba bardziej, i jakoś jednego dnia nie chciało mu się gotować sobie obiadu. I tak dumał Janusz, i dumał, aż w końcu sobie wykoncypował, że w sumie to skoczy sobie do miasta obok do pierogarni i nakupi pierogów.
Pierogi trzynaście złotych za kilogram, można wpierdalać, bo dobre.
Przy okazji Janusz postanowił jeszcze skoczyć do optyka, do banku i porobić ogólnie rzeczy, żeby ten wyjazd jakiś taki nie był, że tylko po pierogi jakieś.
No to pojechał Janusz.
Zaparkował i w ogóle, nawet prosto dziadowi wyszło, z samochodu wysiadł, fajkę zapalił. Co miał zrobić, to zrobił, nawet te pierogi kupił, ale że to zachłanne stworzenie, to zachciało się Januszowi pączka. Takiego ohydnego pączka, który ma posmak świeżej gliny i jest z obrzydliwą czekoladą.
japierdolędlaczego.jpg
Idzie sobie szczęśliwy i nagle coś mu telefon wibruje. Wyjął telefon i patrzy.
nieróbcietegowdomu.doc
Nie zobaczył, że niebieskie Tico zapierdala sobie niewąsko. No i idzie Janusz jak ta święta krowa, Tico po hamulcach, Janusz rozgląda się z nieogarem i w sumie jakieś parę sekund leży już na jezdni i nie ogarnia jeszcze bardziej. Tico też pewnie nie ogarnia, bo to Tico. Ludzie krzyczą, kierowca Tico krzyczy, Janusz leży i sobie siada, twierdząc, że wszystko spoko, on sobie pójdzie do domu zaraz. Ryj mu trochę krwawi, bo otarł policzek o jezdnię, ale poza tym nic.
Wzywają karetki, milicjantów, Gwardię, Putina i chuj wie co jeszcze.
nachujtylekrzyku.png
Zabierają Janusza do szpitala, cholera wie, co mu robią. Ręka lewa złamana - nie będzie walania konia lewą łapą - i poobijany z lekka jest. Tico pewnie do kasacji. Łapsko w gipsie, kłopot ze ściągnięciem januszowego auta, ciało obite, trochę sfatygowane żarcie z Tesco. Tak bywa.
Miny znajomych, gdy opowiadasz, że potrąciło cię Tico - bezcenne.


PRZYGODY JANUSZA WĘDROWYCZA


Część IV
Na szkolenie wycieczka

Bądź Januszem. Miej szkolenie we Wrocławiu. Zaczynaj je 30 sierpnia o godzinie 10.45.
Miej pociąg po godzinie szóstej, ale zaśpij razem z ziomkiem, z którym jedziesz. Twardo postanawiacie, że pojedziecie januszowym autem. Janusz za kierownicą. Jeszcze zanim wyjedziesz z parkingu, walnij w ziomka z tyłu. W ogóle go nie widzisz, po prostu jedziesz i go jebniesz. Małe wgniecenie. Zostawiacie karteczkę i jedziecie. Chuj, pół godziny w plecy.
Jedziecie dalej. Wypadek na autostradzie. Stoicie półtorej godziny w korku.
Twój kumpel oblewa się kawą i ma ujebaną koszulę.
Korki.
Nie możecie jechać więcej niż 70km/h.
Beka trochę, ale niedowierzanie, że to się odjebało w ogóle.
Dotrzecie do Wrocławia może z dwugodzinnym opóźnieniem. Jeśli dobrze pójdzie.
Nadal miej nadzieję, że się, kurwa, jednak obudzisz o piątej i pójdziesz na pociąg.

PRZYGODY JANUSZA WĘDROWYCZA


Część V
Jehowanie, wino i szwagry

Bądź Januszem. Prostym człowiekiem o prostych przekonaniach - gdy leją wódkę, to pijesz. Łatwe.
No kurwa.
Ale do rzeczy. Jakoś kiedyś wiosną Januszowi urodził się kuzyn. Mały gnój, całkiem pocieszny, nawet go wziął ze dwa razy na ręce - a to coś, bo Janusz to dzieci nawet kijem nie tyka - to go wzięli i chcieli ochrzcić. No spoko. Nikt tam nie protestował, w sumie spoko całkiem, bo to dobra okazja na zajebiste spotkanie rodzinne.
Nieróbcietegowdomu.jpg
Wszystko zaczyna się, gdy Janusz szuka pracy. No zajebistość. Poskładał CV, zadzwonili nawet i w ogóle. Pierwsza oferta to był klub nocny - no kurwa - ale druga brzmiała zajebistością. Przedstawiciel handlowy jakiegoś paliwa tam, Janusz nie słuchał, bo za bardzo podjarała się myślą o służbowym, obiecanym aucie i spoko zarobkach. Umówili się z Januszem na dzień próbny w piątek.
Kurwamać.gif
Janusz pół dnia był jebanym świadkiem jehowy napierdalającym z chaty do chaty i patrzył, jak jakaś laska wciska biednym ludziom tandetne umowy gazowe. No paliwo, kurweł, gazowe. Gorąco jak sam skurwesyn. Nie było jak wrócić, pociągi z tego zadupia odjeżdżały częściej niż wylatywały samoloty z lotniska w Radomiu. Na rozmowie Janusz wyraźnie mówi, że totalnie ma w dupie szukanie samemu klientów.
"PANIE, GDZIE, MY DAJEMY KAŻDEMU REJON"
No kurwa. Rejon dali. Ale nikt kurwa o niczym nie wiedział, że ludzie tacy przyjdą. Generalnie powrót miał być o 18 max, a Janusz dojechał do chaty około 22. Od razu wsiadł do auta, bo trza jechać na chrzciny. Dojechali. O jebanej trzeciej, o 12 rano msza. No kurwa.
Janusz niewyspany jak nieboskie stworzenie.
Spał jebany może ze trzy godziny, bo matka poderwała o 8 rano. No ja pierdolę.
Msza. Janusz fotograf wjebał się za ołtarz, żeby nakurwiać zdjęciami. Ksiądz spojrzał na niego okiem martwej ryby, która właśnie zniosła za duży kawior, ale słowem się nie odezwał. W ogóle coś tam mamrotał, kurweł, pod nosem i nikt nie wiedział nawet, kiedy dzieciaka ochrzcili, bo już zbierali hajsy na tacę i trzeba było wypierdalać z kościoła. No trudno. W domu weselnym rezerwacja na pierwszą, a tu piętnaście po dwunastej.
No chuj, może wpuszczą wcześniej?
Wpuścili.
Janusz zobaczył na schodach modliszkę.
I już wiedział, że to zły znak.
Ale jebał pies modliszkę. Ogólnie to żarcie było spoko, wszystko okej, Janusz trochę gibał się na krześle, ale twardo trzymał fason, dopóki nie dorwał się do sklepu i nakupił sryliard energetyków.
I wtedy zaczęli wódkę lać. Na jebanych chrzcinach. Janusz odmawia picia, tłumaczy, że zmęczony, że no nie, że weźcie idźcie wszyscy w pizdu.
- NO CO TY, SZWAGIER, DAWAJ Z NAMI, NIE?
Janusz de fak, jaki, kurwa, szwagier, panie, jak my się pierwszy raz na oczy widzim. No ale nic. Jak tak proszą, to nie wypada odmówić.
Wódka popijana energolem. Trzy miljony stopni upału w cieniu.
niepolecam.doc
Wódka płynie, czas tak samo, rezerwacja sali do 18, ale wujo poszedł przedłużyć, bo przecież syn mu się urodził, to trza świętować. O dwie godziny. Niepotrzebnie.
Akurat o 18 zaczynało się na dole wesele.
Wszyscy pijani na chrzcie, ktoś odjebał jakiś szajs i zapuścił jakieś disco polo. Famila tańczy. Ktoś się kłóci z kimś. Ogólnie cały czas ktoś coś polewa, wszyscy szczęśliwi, szwagrują sobie i szwagierkują. Ziomek, który przyszedł z januszową siostrą rzuca do Janusza:
- Cho, zobaczymy, co się tam odpierdala na dole.
Janusz stwierdza, że no spoko.
Akurat pierwszy taniec młodej pary. Wszyscy patrzą na młodych, nikt nie zwraca uwagi na nic. Janusz mówi, że wyjebane na nich, wracamy na górę, bo tam bez nas piją. Ziomek patrzy na Janusza, patrzy na alkohol.
Janusz i Ziomek podjebali wino z wesela.
borzeczemu.gif
Na górze inba trwa. Wszyscy kisną, drą ryja i dalej chleją. Myślicie, że weszliście po cichu. Taki chuj. Matkę mówi ci następnego dnia, że wjebaliście się na pełnej kurwie z ogniem i winem w łapie, drąc mordy "WINO ZAJEBALIŚMY".
japierdole.wtf.jpg
Koniec czasu, trzeba wracać. Mamę i siostrę jęczą Januszowi i Ziomkowi, żeby ładowali się do auta. Wsiedli. W połowie drogi do domu Ziomek mówi do Mamę Janusza:
- Pani Doroto, weźmie się pani zatrzyma, bo będę rzygał.
Zatrzymała. Rzygał.
Odwieźli Ziomka do domu.
Janusz obudził się rano z poczuciem wstydu, zażenowania i twardym postanowieniem, że na chrzcinach to on nigdy żadnego alkoholu już nie tknie.

PRZYGODY JANUSZA WĘDROWYCZA


Część VI
Dzyń, dzyń, skurwysynu


Bądź Januszem. Nie ogarniaj życia ani niczego, bo po co to komu potrzebne i w ogóle pan tu nie stał. Pracuj sobie beztrosko jako kierowca, bo w gruncie rzeczy to lubisz po prostu zapierdalać i nawet aż tak bardzo szlag Cię nie trafia, gdy stoisz przez czterdzieści minut w korku, tylko odpalasz fajkę od fajki i grasz w Pokemony.
Ale do rzeczy.
Jeździsz. Wszystko spoko, już przyzwyczaiłeś do siebie ziomków z pracy i nie reagują na twoje niewybredne żarciki o żydach, murzynach czy innych podgatunkach człowieka wykrzywieniem mordy i spojrzeniem pełnym dezaprobaty, a jedynie milczeniem, a niektórzy nawet śmieszkiem.
Serio kurwa.
Drugi dzień roboty. Rzuciłeś, że w sumie jesteś nocnym stworzeniem jak Batman czy coś i wtedy skaczesz po ścianach i tak dalej, robisz inby, śmiejesz się, gadasz sam do siebie i robisz rzeczy. Jeden ziomek spojrzał na ciebie okiem martwej ryby.
- Ja to bym ci z wkurwienia martwego kota pod drzwi podrzucił.
Z kamienną mordą odpowiadasz.
- Mmmm, moje ulubione.
Obrzydzenie na twarzy ziomka, odsunięcie się od ciebie i chuj wie co.
- DZIĘKI, KURWA, NIE BĘDĘ JADŁ PRZEZ TRZY DNI.
Przez myśl ci tylko przemknęło, że może to i kurwa dobrze, bo wedle powiedzenia "jesteś tym co jesz", koleś musiał żywić się innymi grubasami.
Ale chuj. Po miesiącu już nikt nie patrzy na ciebie jak na chorego psychicznie, zblazowanego skurwysyna, tylko jak na istotą prawie ludzką i być może nawet w pewnym sensie rozumną. Do czasu.
Raz sobie jedziesz pełna kulturka, wszystko spoko. Wbijasz na rondo, zawracasz. Jedziesz sobie i jedziesz, myślisz o dupie Maryny i tak dalej, a tu nagle coś ci dzwoni. Takie dzwonki.
Kurwa, święty Mikołaj w czerwcu.
I nagle jeb. Całe życie zapierdala Ci przed oczami jak durne, nie wiesz, co jest pięć, co jest osiem, jaki kolor ma spierdolenie ani nic. Nawet zapominasz o swoim autyzmie. Wysiadasz z auta i patrzysz.
Ochujtramwaj.jpg
Tak sobie zapierdalałeś beztrosko, że nie zauważyłeś, że tramwaj też sobie beztrosko zapierdalał i się przed nim nie zatrzymałeś, więc się w ciebie po prostu wpierdolił. Japierdolę.jpg
Dzwonisz do szefa. Szef przyjeżdża.
Rzucasz mu, że się zwalniasz od razu, bo nie lubisz żyć w stresie. Nie lubisz też, jak tramwaje się w ciebie wpierdalają, to jasne.
Zawożą cię do bazy, rozliczasz się i wypierdalasz. Patrzysz przez parę sekund na swój samochód na parkingu, ale machasz ręką i zapierdalasz - o ironio, kurwa - na tramwaj. Czekasz. Podjeżdża twoja prywatna limuzyna za miliony monet i wsiadasz do środka. Jedziesz. W pewnym momencie tramwaj zaczyna dzwonić. Zawał kurwa na miejscu.
Uraz do dzwonków - na zawsze i na wieczność.
Bądź Januszem.

avatar

PisanieTemat: Re: Przygody Janusza Wędrowycza   Sro Sie 16, 2017 2:12 am

Tyle razy to czytałem, a nadal kisnę. XDD

 
Przygody Janusza Wędrowycza
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Panny Wandzi przygody nad kociołkiem

Skocz do: