Szybkie Menu

Włodzimierz Zakrzewski
avatar

PisanieTemat: Włodzimierz Zakrzewski   Wto Sie 15, 2017 2:17 pm


kpr. Włodzimierz Zakrzewski

Jednostka Specjalna AGAT


Dane osobowe

Rasa: Człowiek
Data i miejsce urodzenia: 13.06.2036, Warszawa
Stan cywilny: Kawaler
Wyznanie: Siła ognia, najlepiej przewyższającą tą po stronie wroga
   

Wygląd

Włodek to idealny okaz tego, jak jego zdaniem powinien wyglądać chłop. Wysoki na dwa metry, o szerokich ramionach, imponującym umięśnieniu i pewnym kroku, nie jest kimś, z kim chciałoby się zadrzeć.  Kiedy jednak spojrzeć mu w twarz, poczucie to może się chwilowo zachwiać, gdyż mimo długiej blizny ciągnącej się od policzka aż na szyję, nie przypomina byle osiłka. Ma dość łagodne rysy twarzy jak na kogoś swojej postury, a jego cera nie nosi jeszcze szczególnych śladów niszczącego działania czasu. Głowę zdobią mu zadbane i obfite, choć krótkie czarne włosy oraz broda, otaczającą wraz z wąsem usta i podkreślająca wyraźną linię szczęki. Jasnobłękitnym oczom też na co dzień brakuje wrogości, a wręcz często jasności dodaje im szczery uśmiech. Przy okazji oczu, może zwrócisz też uwagę na średniej wielkości nos, nie będący ani za bardzo szpiczasty, ani kartoflowaty, trzymając przyjemny dla oka balans pomiędzy różnymi przymiotnikami, jakie można tej części ciała przypisać. Wszystkie te elementy wypełniają lekko podłużną twarz, której ze wszystkich geometrycznych figur najbliżej jest do prostokąta, co jednak poprawia jego broda, dodając zaokrąglenie u dołu jego głowy.
   

Charakter

Włodek, prócz przewyższającej wroga siły ognia, wierzy też w ludzkość i jej zdolność do odparcia każdego najeźdźcy. Magia jest dla niego wyłącznie narzędziem, którego należy użyć do granic jego możliwości, kiedy jest potrzebne, i odłożyć na bok, kiedy przestanie być potrzebne. Czyli kiedy wszystkie nadnaturalne zagrożenia zostaną wyparte z Ziemi. (acz pewnie uległby stosowaniu jej w medycynie i jako źródło zasilania) Mimo to, nie ma nic przeciwko elfom, w końcu walczą i giną ramie w ramie z ludźmi, nawet uznaje kilku za kolegów, jeśli nie przyjaciół. Acz to bardziej z racji, że nie uznaje ich za nic specjalnego. Ot, kolejna osoba na ulicy. Nie znał nigdy przecież Polski bez nich.

Kiedy nie jest w sytuacji wymagającej zastanawiania się nad swoimi poglądami bądź chodzenia z palcem na spuście, lubi wyjść na miasto, wypić ze znajomymi albo poznać jakichś nowych przy kuflu. Może nazwanie go ekstrawertykiem byłoby przesadzone, ale na pewno woli odpoczywać od „pracy” w towarzystwie, niż samemu. A towarzystwo wymaga piwka. Większość osób, która go zna, zgodzi się, ze jest lojalny i szczery do bólu. Lubi też się pośmiać, markotność jest mu obcym pojęciem. Nie znaczy to jednak, że jest naiwny, kiedy ktoś próbuje go okłamać. Kiedy ktoś sobie na to zasłuży, może nie wbije nikomu noża w plecy, ale bez chwili zastanowienia da po mordzie.

W „pracy” natomiast, cierpi na perfekcjonizm i biada wszystkiemu, co jest szeroko uznane za wroga ludzkości. Darzy takie stworzenia nienawiścią i czerpie dumę z każdego sukcesu przeciwko nim. Nie wystarczy czegoś po prostu zabić. Trzeba też w trakcie to coś zrozumieć, by następnym razem można to było zabić skuteczniej. Jego służba jest dla niego najważniejszym elementem jego jestestwa, i pomijając jakieś pomniejsze hobby jak przedwojenna literatura fantastyczna, spędza sporo czasu nawet na przepustkach na różnych sprawach ze służbą związanych. Nigdy się nie zastanawiał co ze sobą zrobić kiedy wygrają.

   

Magia i bronie magiczne

Nazwa: Wola ludzkości
Typ: Egida
Wygląd: Półprzeźroczysta siatka połączonych ze sobą heksagonów, której można nadać dowolny kształt.
Funkcja: Ludzkość jest najpotężniejszą barierą. Każdy człowiek składa się w jednej wielkiej nieprzełamywanej całości, gdzie zawsze jest ktoś do wypełnienia luki. Ta zdolność działa podobnie. Zamiast jednej całej bariery, która jak zawiedzie, to po wszystkim, czar ten rozkłada bezpośrednie ataki pomiędzy poszczególne heksagony, które można odtwarzać indywidualnie. Na szybko, można nawet po prostu odwrócić barierę nieuszkodzoną częścią w stronę zagrożenia. Czyni ją to nadzwyczajnie skuteczną przeciw wszelkiej sile kierowanej wprost na nią, gdyż wszelkie ubytki w barierze można wypełnić niezwykle wydajnie. Nie zapewnia ona jednak ochrony od czynników „pasywnych”, jak gorąco. Jeśli obok wybuchnie bomba, to co prawda podmuch ognia i falę uderzeniową zatrzyma, ale samej energii termicznej już nie.
Limity: Do 5-7 postów użycia (zależnie od jej stanu), 3 posty przerwy przed kolejną aktywacją

Nazwa: Gniew ludzkości
Typ: Osobisty czar bojowy
Wygląd: Cokolwiek
Funkcja: Tak jak ludzkość walczy z nadnaturalnym najeźdzcą prostotą i normalnością, tak i to jest najprostszy możliwy czar ofensywny. Weź najbliższą rzecz i rozpędź do szybkości, z którą przewierci wszystko na swojej drodze. Walka w gruzowisku miasta? Nieskończona amunicja, póki rzucający ma siły. Walka na pustyni? Nawet ziarnko piasku przy odpowiedniej prędkości dostarcza siłę uderzenia niczym kula z karabinu. Zabójczo skuteczne przeciwko lekko opancerzonym celom, a kiedy coś ma twardszy pancerz (lub skórę) zawsze można rozpędzić w ten sposób amunicję z karabinu.  Można tą zdolnością też wpływać na heksagony z Woli Ludzkości, ale te rozpływają się po 5 metrach.
Limity: Maksymalnie 5 "wystrzelonych" na raz pocisków-obiektów o gabarytach mieszczących się w dłoni (kamienie, gruz, amunicja, inne drobne pierdoły), 3 posty przerwy przed kolejną serią. "Detonacja" bariery liczy się jako 4 wystrzały.

Nazwa: Przeznaczenie ludzkości
Typ: Osobisty czar prekognicyjny
Wygląd: Brak
Funkcja: Jest tylko jeden możliwy koniec tego konfliktu, czyli bezdyskusyjna wygrana ludzkości. W każdym indywidualnym starciu z nadnaturalnym najeźdzcą jest tak samo, ale pewność zakończenia wcale nie znaczy, ze Włodek wie, jakie kroki stawiać by do niego dotrzeć. Pomaga w tym to zaklęcie. Rzucane na Azymulet, powoduje swoiste przeładowanie istniejącego na nim zaklęcia, pozwalając na odbieranie przez użytkownika prekognicyjnych przeczuć, prócz normalnej jego funkcjonalności. Dzięki niemu, używający wie dokładnie z jakiej strony nadejdzie zagrożenie i w którym momencie. Przeczucia te nie mówią co prawda jaki atak nadejdzie, więc w przypadku obszarowych ataków, bądź zasadzek, traci na efektywności. Nie zmienia to jednak faktu, że w bezpośrednim starciu, kiedy widać, co cię atakuje, nawet kilka sekund wiedzy jak nie dać się zabić często wystarczy.
Limity: Rzucone na Azymulet więcej niż raz na 3 posty niszczy nałożoną nań magię po opadnięciu. Działa przez post.

Umiejętności


- Obsługa i konserwacja szeroko pojętej broni długiej – Karabiny i strzelby nie posiadają przed nim żadnych tajemnic. Czy w kwestii upewniania się, że jeszcze trochę postrzelają, czy w kwestii trafienia czemuś między oczy.
- Walka bronią białą z nastawieniem na długi miecz – Amunicja jest skończonym zasobem, miecz i silne ramię nie są. Jego styl walki jest skupiony na defensywie i wykorzystywaniu otwarć w gardzie wroga, ale potrafi też po prostu komuś przyłożyć z rozbiegu jeśli sytuacja tego wymaga.
- Sztuka przetrwania – Ciężko przetrwać w służbach specjalnych nie potrafiąc przeżyć samemu za linią wroga. Zacieranie śladów, tropienie, przeżycie bez racji żywnościowych przez jakiś czas czy podstawy pierwszej pomocy trzeba znać. Włodek je zna.
- Prawko kat. B i K.  – Bo transporty opancerzone też ktoś musi prowadzić a konie są przydatne.
- Elektryka – Tatuś inżynier zadbał, by młody Włodek miał jakiś zawód zanim skończy w wojsku. Co prawda mało przydatne w warunkach wojny, którą prowadzą, ale kto wie co znajdą za liniami wroga, albo kiedy elektryka w ich transporcie postanowi paść.
- Gotowanie – Ciężko przeżywać całe przepustki na barach i pizzy jak się nie ma kobiety. Nauczył się, bo musiał.


Słabości

- Niechęć do nieszczerości. – Co prawda na polu walki nie jest to problematyczna cecha, ale poza nim, często tajne działania AGATu nie muszą się z nim zgadzać. Póki znajduje się zajęcie dla żywego czołgu, jest mu w służbach specjalnych dobrze, ale nie jest dobrym wyborem do infiltracji czy szpiegostwa.
- Uczulenie na rodzynki – No uczulenie
- Blizna na twarzy, po jegierskiej broni - Czasem wciąż daje o sobie znać, sprawiając, że część twarzy i szyi mu sztywnieją, utrudniając oddychanie. Ataki są na szczęście dość krótkie.

Historia


Państwo Zakrzewscy pochodzili z południa Polski, acz kiedy rzeczywistość zdecydowała się wywrócić do góry dnem, jak każda racjonalna rodzina, uciekali w głąb kraju. Przynajmniej zdążyli dokończyć miesiąc miodowy, gdyż byli świeżo po ślubie. Na całe szczęście, nie mieli większych problemów ze znalezieniem dla siebie miejsca. Inżynier rzucający pomysłami jak wykorzystać magię w technologii i pielęgniarka musieli praktycznie odganiać się od ofert zatrudnienia.

W końcu, kiedy wszyscy przestali mówić o końcu świata a stolica nie groziła upadnięciem w najbliższej przyszłości, pozwolili sobie na względnie późne dziecko. Pierwsze lata życia, Włodek miał normalne. Robił pod siebie, płakał bez logicznego powodu i był zasadniczo bezużyteczny. Niemniej był kochany przez rodziców. Ojciec dumny z syna, a matka jak to matka bezdyskusyjnie kochała dziecko, jakie by nie było.
Dopiero, kiedy zaczął chodzić i mówić, można było zacząć mówić o początkach jego rozwoju w stronę tego, kim w końcu został. Ojciec nie był najszczęśliwszą osobą na świecie, kiedy jego syn wyraźnie preferował aktywność fizyczną do jakiejkolwiek edukacji. Staruszek początkowo widział dla małego miejsce, jako kogoś kto podejmie się dalej jego zawodu i trzymał się nadziei, że naprowadzi małego na ten tor. Włodkowi było daleko do głupiego dzieciaka, ale faktycznie wolał biegać po podwórku i wracanie do domu z liśćmi we włosach i toną małych zadrapań. Młodsze lata spędzał na ciągłych utarczkach z rówieśnikami, ciągnięciu dziewczyn za włosy i wszelkich innych dziecięcych zabawach. Jego ojciec nawet kiedyś zażartował, że jedną dobrą stroną końca świata, jest fakt, że dzieci mogą się nadal tak bawić, bez jakiejś pedagożki-feminazistki czekającej za rogiem, żeby nazwać to zachowanie jakimś ADHD czy inną bzdurą.
Kiedy przyszła edukacja, szybko okazało się, że miał jednak coś z ojca, kiedy absolutnie zamiatał podłogę swoimi rówieśnikami w naukach ścisłych. Wyrównywało się to niestety z wiekiem, a fizyczne i mentalne predyspozycje do aktywności fizycznej nadal zostawały na przedzie. Już w wieku 12stu lat, stwierdził jasno, że chciałby być w wojsku. Matka była przerażona, gdyż w pracy widziała nie jeden przypadek, który trafiał na szpitalne łóżko z frontu. Ojciec natomiast uważał, że mu to przejdzie.

Nie przeszło.

Nastoletnie lata Włodka poza nauką były pełne zainteresowania bronią, czy to do walki wręcz, czy dystansową i wszystkimi skrawkami informacji dotyczącymi sił zbrojnych, które dało się zdobyć. W końcu nawet jego Ojciec usiadł z nim do poważnej rozmowy i porozmawiali sobie po męsku. Skończyło się na tym, że tak długo, jak Włodzimierz zdobędzie jakiś zawód, najlepiej techniczny, to będzie miał wsparcie Ojca, nawet jeśli zdecyduje się iść do wojska. Naturalnie się zgodził, gdyż bolało go, kiedy widział strach w oczach matki, w związku ze swoimi zainteresowaniami. Kiedy miał po swojej stronie swojego staruszka, stało się to wszystko jakieś łatwiejsze. Wtedy też zaczął wierzyć, że ludzkość była zdolna przetrwać każą trudność, właśnie, dzięki temu, jak świetnie potrafili się adaptować do sytuacji.
W kolejnych latach zaczął czytać o militarnej historii. O teoretycznie niemożliwych zwycięstwach. Za każdym razem okiem wyobraźni widział podobne przeciwko siłom Barlogów. Zaczął uczyć się zawodu elektryka, a po zajęciach uczęszczać na strzelnicę. Jak to nastolatek, próbował się wszystkim dookoła przypodobać i udowodnić, jaki to nie jest zajebisty. Z racji atletycznej budowy ciała i nie małej inteligencji, przychodziło mu to łatwo. Przeszedł w trzy lata dwie różne miłości swojego życia, które skończyły się tak szybko jak się zaczęły. Przyjaciele też pojawiali się i znikali, ale kilku na dłużej zostało. Aż do 18stki, kiedy dostał dyplom wedle którego był pełnoprawnym elektrykiem, był po prostu kolejnym chłopakiem z dzielnicy. Z tym, ze w przeciwieństwie do rówieśników, nie miał wątpliwości co chciał dalej ze sobą zrobić. I zrobił to. Zaciągnął się zaledwie miesiąc po skończeniu szkoły. Nie zostawił za sobą żadnego złamanego serca, gdyż wiedząc co chciał zrobić, nie obiecywał nic żadnej dziewczynie. Cieszył się też dodatkowo z faktu, że matka z pomocą ojca była na to gotowa. Nie rozumiał jednak specjalnie czym jego rodzice się martwili, przez nadmiar zaczytania w historii wojska, miał nieco kolorową opinię o wojsku, kiedy do niego dołączał.

Mylił się.

Trening był morderczy, nawet dla kogoś względnie wysportowanego i o zauważalnym umięśnieniu. Dawał jednak radę. Za każdym razem nieco lepiej. Przynajmniej nauka magii była ciekawa. Względnie szybko wynalazł parę zaklęć komplementujących się całkiem sprawnie, acz oczywiście wyuczenie się ich do stopnia, w którym był ich pewny trwało jeszcze długo.
W błocie i pod butem sierżanta zaprzyjaźnił się z półelfem imieniem Jakub i ludzką kobietą imieniem Magda. Razem całkiem nieźle im się współpracowało. Jakub był od niego o wiele szybszy a Magda potrafiła ustrzelić kaczkę z kilometra. On natomiast ze swoim autorskim zaklęciem bariery, był chodzącym czołgiem. Niezbyt szybkim, ale zdolnym osłaniać pozostałych i samemu wgnieść nie jeden cel treningowy w ziemię. Czy to karabinem średniego zasięgu, czy mieczem, którym uczył się posługiwać. Był też dość dobrym kierowcą, nawet w cięższych pojazdach.
Szczególnym osiągnięciem grupki było pobicie rekordu czasowego jednej z treningowych symulowanych scenariuszy bojowych. O dwie sekundy co prawda, ale zawsze.  

Nie umknęło ich przełożonym jak dobrze razem współpracowali, więc po treningu, starali się trzymać trio razem. Oczywiście, nie wysłali ich od razu za linię wroga. Patrolowanie granicy tego, co powszechnie było uznawanym za kontrolowany przez ludzi teren było rytuałem, przez który musiał przejść każdy świerzak prosto z treningu. Los jednak chciał, że ktoś w okolicy ich posterunku sprzedał sąsiada, który rzekomo zaczął się bawić w dziwne, niespecjalne legalne magiczne sztuczki i który chciał uciec do Zony. Ich jednostka miała tylko zabezpieczyć teren, do przybycia jednostek specjalizujących się w neutralizacji tego typu zagrożeń. Niestety, wystarczyło, ze wojskowe buty zbrukały teren za ogrodzeniem niedoszłego czarnego maga, by ósemka wojskowych znalazła się pod atakiem chmary Złowadów. Magiczne robactwo widocznie skupiło się na dowodzącym nimi kapralu, kąsając póki nie krzyknął z bólu, by następnie wpełznąć mu do gardła. Będąc pierwszy raz pod faktycznym atakiem, grupka zielonych szeregowych szybko zaczęła się gubić w sytuacji. Przynajmniej, póki Włodek nie zaczął krzyczeć „Do mnie!”, po tym, jak udało mu się otoczyć swoją unikalną barierą. Nie było pod nią co prawda miejsca dla wszystkich, ale zawsze, było to lepsze niż nic. Udało mu się w ten sposób wyprowadzić szóstkę towarzyszy, bez kaprala oczywiście. Nie mieli czasu ciągnąc ze sobą jego wstrząsanego spazmami ciała. Kiedy uciekli do transportera, którym przyjechali, wyznaczona zastępca Kaprala wydawała się paść ofiarą szoku, razem z dwoma innymi szeregowcami, skreślając ich z listy użytecznych członków zespołu. Zostali tylko przyjaciele Włodka ze szkoleń i jeden półelf. Ktoś musiał uratować tą sytuację i padło na niego, gdyż wszyscy patrzyli teraz w jego stronę, po tym, jak pomógł im się wycofać. Oczywiście, samo zabezpieczanie terenu nie wchodziło w grę, gdyż mieli potwierdzoną obecność wrogiej magii. Naturalnie, pierwszą rzeczą, którą powinni zrobić było wezwanie wsparcia, szczególnie wsparcia, które było lepiej przygotowane do walki z chmarą magicznego robactwa. Może i by się za to zabrał, gdyby nie nagłe potężne uderzenie w dach ich transportu. Ciało kaprala zaczęło po chwili spływać po przedniej szybie, ześlizgując się na jego własnej krwi, wypływającej z rozprutego brzucha. Trójka tchórzy zaczęła krzyczeć i jeden z nich rzucił się do drzwi, otwierając je i wybiegając w próbie ucieczki. Prosto w szpony Soggotha. Dosłownie.
Następny krzyk wydobył się z ust Włodzimierza. Był to jednak krzyk furii, w którym uniósł karabin i otwarł ogień w stronę abominacji. Czteroręki stwór zdążył uciec ku linii drzew, a Włodkowi na szczęście udało się powstrzymać przed ruszeniem za nim. Nie zmienił jednak tonu głosu, kiedy zwrócił się do trójki wciąż użytecznych towarzyszy, by wyszli razem z nim, plecy w plecy, żeby sprawdzić czy ich towarzysz jeszcze dychał. Nie dychał. Za to, ich opuszczenie względnego bezpieczeństwa ponownie wywabiło Soggotha, który rzucił się na nich dosłownie między mrugnięciami osoby, która akurat patrzyła w jego stronę. Czyli Magdy. Uderzył na szczęście w barierę, stworzoną przez Włodka, co dało pozostałym idealną linie strzału, zmieniając stwora w sitko.

Później okazało się, że to właśnie był wyznawca ciemnych mocy, którego mieli pilnować do przybycia służb. Tak jak oczywiście sama misja została uznana za kompletną porażkę z racji ofiar, tak sam Włodek i jego towarzysze zostali pochwaleni, za utrzymanie nerwów na wodzy, kiedy wszystko zaczęło się dookoła walić. Kiedy major odpowiedzialny za jednostkę dostał raport, i doczytał, jak świeży szeregowy ogarnął innych równych rangą po utracie dowódcy, Szeregowy  Zakrzewski stał się Starszym Szeregowym Zakrzewskim.
Kilka kolejnych lat jego kariery wojskowej było mniej imponujących niż jej początek, acz nie mógł narzekać na nudę. Ze wszystkimi się dogadywał i zawsze wracał z tarczą z każdej potyczki. Brakowało mu jednak kolejnych spektakularnych sukcesów, by się wybić.
Taki sukces nadszedł dopiero kiedy miał 25 lata, podczas wyprawy do Zony, której cel był przed nim utajniony. Wiedział tylko, że ma strzelać, kiedy każą mu strzelać i spierdalać, kiedy ten, kto każe strzelać nie będzie już mógł rozkazywać. Pasowało mu to. Nie przepadał za intrygami, a proste rozwiązania i rozkazy miały tendencję do bycia najbardziej efektywnymi.

Szybko jednak stało się dość jasne, kiedy stali w jednym miejscu przez kilka godzin, że są przyczółkiem dla kogoś lub czegoś. Ewidentnie na coś czekali, zwiadowcy głównie skupiali się na jednym kierunku, z którego miało coś nadejść.  Zanim ktoś miał okazję się zorientować jednak w czymś więcej, podniesiono alarm, a na północy dało się dostrzec pojazd opancerzony pędzący w ich kierunku. Tuż za nim chmara wszelkich abominacji, które uznawały te części świata za dom. Wszyscy zostali natomiast poderwani na pojazdy, z rozkazem eskortowania transportera. Szybko utworzyli szyk dookoła celu ich misji, i wraz z nim pędzili ku granicom, zapewniając ogień zaporowy. Wszystko szło całkiem nieźle, póki pod kołami z ziemi nagle wypełzły czyhające na nich widocznie od jakiegoś czasu Picassaki. Kilka mniejszych pojazdów zostało wywróconych, co zatrzymało całą kolumnę. Bez chwili zwłoki z głównego transportu wybiegła grupa żołnierzy w uniformach AGATu.

Na tej misji nie było jednak zielonych rekrutów, i cała reszta pozbierała się prawie tak samo szybko jak jednostki specjalne i wszyscy szykowali się na odparcie szturmu. Włodzimierz widział, jak wiele osób modliło się do jakichkolwiek bóstw, w jakie wierzyli. On sprawdzał w tym czasie ile ma przy sobie amunicji. Chwilę później padło „Strzelać bez rozkazu”.

Pierwsze chwile po tym rozkazie wyglądały zaskakująco dobrze dla sił ludzi i elfów. Niewiele mrocznych abominacji dotarło do ich linii, a takie jednostki były szybko dobijane przez wszelkich specjalistów od walki na krótkim dystansie. Póki  w morzu Centaurów i Picassaków nie zaczęto dostrzegać Grafów.
Nagle wróg zaczął walczyć sprawniej. Poszczególne jednostki zaczęły zygzakować, by utrudnić trafienie, a bardziej rozrośnięte Picassaki zaczęły za sobą eskortować mniejsze jednostki. Do linii sił ludzko-elfich zaczęło docierać coraz więcej stworów, a amunicji ani nanokadabr nie przybywało. Szybko stało się jasne, że mieli do czynienia z wężem, któremu trzeba było uciąć głowę. Albo raczej cztery głowy, gdyż tylu Grafów mogli dostrzec. Pierwszy dość szybko stracił całą górną część torsu dzięki dobremu trafieniu jednego z członków AGATu, ale później cała reszta zaczęła na różne sposoby bronić się przed podobnymi atakami.
Przy ciągle napierającej fali abominacji, polskie siły zaczęły się coraz bardziej rozpraszać. W tym i Włodek znalazł się nieco dalej od miejsca, w którym zaczął walkę, co szybko obróciło się przeciw niemu.

Kamień, za którym się ukrywał w momencie zamienił się w gruz pod metalowym szponem picassaka, zmuszając mężczyznę do odwrotu za jedno z pobliskich wzgórz. Abominacja co prawda szybko zmieniła się w sitko, pod jego ogniem zaporowym, kiedy uciekał, acz nie znaczyło to, że jego odwrót był bezpieczny. Jeden z Grafów bowiem widząc odsłoniętego żołnierza, ruszył w jego stronę, pokonując dystans nadnaturalnie szybko. Na całe szczęście, od samego początku Włodek osłaniał się swoja barierą, która przyjęła na siebie cios bliżej nieokreślonej mrocznej broni Grafa. Nieuszkodzona część bariery natychmiast obróciła się przeciw atakującemu, ale magia sługi Barlogów zdążyła wpełznąć w otwarcie w tarczy i wyrwać karabin z rąk człowieka. Czarny nie spoczywał na laurach, jednocześnie unosząc ramię w przygotowaniu do kolejnego ciosu, tym razem o wiele bardziej zamaszystego, który rozpruł znaczącą część bariery mężczyzny. Starszy Szeregowy nie miał innego wyjścia niż sięgniecie po miecz, który niestety był tylko standardowym wyposażeniem. Nie mniej, wystarczył. Ostrze dało radę sparować trzy ciosy wroga, zanim potężniejsza broń Grafa w końcu je zniszczyła. Kupił sobie w ten sposób dość czasu, by skupić się na obróceniu resztki bariery w stronę atakującego, i łącząc dwa ze swoich autorskich zaklęć zamieniając ją w małą chmarę pocisków, odpychającą Grafa do tyłu i widocznie go raniąc. Czarny jednak widocznie nie miał dosyć, gdyż pozbierał się nadzwyczaj szybko i wyprowadził kolejny atak, którego już Włodek nie dał rady w pełni uniknąć. Cięcie było płytkie, ale zadane przy pomocy mrocznej magii nadal było śmiertelnie groźne. Abominacja widocznie stanęła prościej po zadaniu cierpienia, jakby rany nie wydawały się mu już tak samo przeszkadzać. Włodek oszołomiony samym bólem i mroczną magią, która zaczęła na niego działać, zaczął się zataczać do tyłu, ale miał jeszcze jakieś pojecie co się dzieje. Próbując znaleźć własną magią jakikolwiek obiekt na ziemi, który mógłby posłużyć za pocisk, wzniósł w stronę przeciwnika chmurę pyłu, która niestety nie miała żadnego efektu. Pomiędzy pyłem było kilka mniejszych lub większych kamieni, ale żaden nie miał dość mocy, by zrobić coś prócz sekundowego spowolnienia grafa. Ostatnią rzeczą, jaką Włodek pamiętał, było cielsko grafa odwracające się w kierunku, z którego było słychać strzały.

Kilka dni później, w szpitalu polowym, Włodek zerwał się nagle do pozycji siedzącej, oczekując, że zobaczy przed sobą swojego niedoszłego oprawcę. Zamiast tego, zobaczył młodą, niebrzydką pielęgniarkę, która po uspokojeniu go i odbyciu kilku rutynowych testów, posłała po jego dowódcę. Dowódca był wyraźnie zadowolony, kiedy zobaczył, że Starszy szeregowy żyje. Historia jego walki z Grafem jak się okazało, bardzo się podobała zarówno przełożonym jak i innym zwykłym żołdakom. Zwłaszcza, że ci pierwsi dowiedzieli się o niej z raportu jednego z członków AGATu, bardzo przychylnie wypowiadającego się o byle Starszym Szeregowym, który przez dłuższą chwilę walczył z Grafem jak z równym sobie.
Pierwszym rozkazem, jaki otrzymał po wstaniu z łóżka było stawienie się na promocję do stopnia kaprala. Drugim, wypoczęcie i pilnowanie blizny po mrocznej broni. Trzecim, po wykonaniu drugiego stawienie się na test do wstąpienia do AGATu.

 

Ciekawostki


- Po tym jak ktoś kiedyś porównał jego podejście i sposób bycia do Krasnoluda, wykształcił fascynację literaturą fantastyczną sprzed wojny
- Mimo posiadania kat. K, nie posiada własnego wierzchowca
- Matka nie żyje, ale ojciec wciąż dycha na emeryturze w Warszawie, czasem służąc jako konsultant.
- Posiada małą kawalerkę w Stolicy. Fakt, ze specjalnie ją kupił tylko kilometr od swojej jednostki sporo mówi.
- Mimo swojego żartobliwego zbywania rozmów religijnych, mówiąc, że wierzy w siłę ognia, uważa, ze jest jakaś wyższa siła, ale nie nazywa jej w żaden sposób ani nie uważa, że siła ta wybierze jakąś stronę tylko dlatego, że ktoś się modli.


Ostatnio zmieniony przez Włodzimierz Zakrzewski dnia Wto Sie 15, 2017 5:13 pm, w całości zmieniany 5 razy

avatar

PisanieTemat: Re: Włodzimierz Zakrzewski   Wto Sie 15, 2017 3:18 pm

Witam pana oficjalnie, kapralu Zakrzewski! Oto kilka moich drobnych pytań:

1. Coś się panu przy imieniu i formacji rozjechało.
2. Proponuję limity do mocy:
Egida: do 5-7 postów użycia (zależnie od jej stanu), 3 posty przerwy przed kolejną aktywacją
Czar osobisty: Maksymalnie 5 "wystrzelonych" na raz pocisków-obiektów o gabarytach mieszczących się w dłoni (kamienie, gruz, amunicja, inne drobne pierdoły), 3 posty przerwy przed kolejną serią. Zasięg zbliżony do broni dystansowej (np. karabinu), z analogicznym przyspieszeniem, bez szaleństw z fizyką. Co Ty na to?
Prekognicja: 1 użycie, 3 posty przerwy może być. Nie rozumiem tego fragmentu: "Rzucone na Azymulet więcej niż raz na 3 posty niszczy nałożoną nań magię po opadnięciu." Azymulet jest przyrządem nawigacyjnym, mam rozumieć to tak, że próba wymuszenia na nim kolejnego wykrywania zagrożeń doprowadza do przeciążenia i "rozkodowania" go tak, że nie łapie sygnału satelitarnego? Jeśli dobrze to rozumiem, to na mój gust bardzo dobry pomysł. Zaznaczyłabym tutaj, że rozkodowany azymulet będzie można zaktualizować dopiero w Warszawie, tak więc jeśli Włodek przesadzi, to padnie mu nawigacja w robocie.
3. "Kiedy uciekli do transportera, którym przyjechali, wyznaczona zastępca Kaprala przestała być responsywna ze strachu, razem z dwoma innymi szeregowcami. Zostali tylko przyjaciele Włodka ze szkoleń i jeden elf. Ktoś musiał uratować tą sytuację i padło na niego, gdyż wszyscy patrzyli teraz w jego stronę, po tym, jak pomógł im się wycofać." - Jedno pytanie. Rozumiem, że Włodek spisał się w tej sytuacji na medal, ale skoro był tam elf, to dlaczego nic nie zrobił?
4. Mam wątpliwości co do użycia nagminnie słowa "abominacja" jako synonimu dla "potwór", czy innych określeń dotyczących obiektu. W języku polskim oznacza to odrazę, wstręt, uczucie ohydy, czyli de facto stan psychiczny obserwatora w zetknięciu z tym, co nazywasz "abominacją". Podobnie rzecz się ma ze sformułowaniami takimi jak "wyznaczona zastępca Kaprala przestała być responsywna ze strachu". Może po prostu się przypierdzielam nadmiernie, ale to naleciałości z języka angielskiego... A przecież w języku polskim jest tyle pięknych określeń dla takiego stanu. "Umilkła", "straciła kontakt z rzeczywistością", "popadła w stupor".
5. Zauważyłam trochę błędów pisowni. Jeżeli potrzebujesz mojej pomocy przy wyłapaniu ich, to mogę je wypisać.

avatar

PisanieTemat: Re: Włodzimierz Zakrzewski   Wto Sie 15, 2017 3:47 pm

Changelog:

- Ograniczenia wprowadzone. Tak, wiem o Azymulecie.
- Elf zmieniony na półelfa, żeby nie gwałcić lore.
- Nie wiem co jest z tym kodem rozjechanym. Same literki kodu wyglądają prawilnie.
- Co do poprawności i zapożyczeń z inglisza, trafienie w sedno. To KP to pierwsza dłuższa rzecz jaką napisałem od pewnego czasu po polsku. Śmiem chwilowo twierdzić, że mam więcej styczności na codzień z angielskim niż z polskim i widać to w pisaniu. Łapię się często na tym, że widzę w głowie zdanie po angielsku i potem nie mam odpowiednich słów po polsku. Powalczyłbym z tym, przyznam. Rzuć przykład, czy dwa. Zobaczę.

avatar

PisanieTemat: Re: Włodzimierz Zakrzewski   Wto Sie 15, 2017 4:22 pm

Kod poprawiony, moce w porządku, półelf też. Poniżej rzucam parę przykładów, które rzuciły mi się w oczy:

1. "Włodek to idealny okaz tego, jak jego własnym zdaniem powinien wyglądać chłop." - Logiczne, że jego zdanie będzie własne.
2. "Ma dość łagodne rysy twarzy jak na kogoś swojej postury a jego cera nie nosi jeszcze szczególnych śladów niszczącego działania czasu." - Przecinek przed "a jego".
3."...trzymając przyjemny dla oka balans, pomiędzy różnymi przymiotnikami, jakie można tej części ciała przypisać." - Niepotrzebny przeciek przed "pomiędzy".
4. "Kiedy nie jest w sytuacji wymagającej zastanawiania się nad swoimi poglądami bądź chodzenia z palcem na spuście, lubi wyjść na miasto, wypić ze znajomymi albo poznać jakichś znajomych przy kuflu." - Powtórzenie "znajomych".
5. "Nie mniej, był kochany przez rodziców." - "Niemniej" piszemy łącznie, przecinek też jest zbędny.

Generalnie nie jest źle, nie zauważyłam błędów ortograficznych, czepiam się teraz drobniejszych pierdół - głównie chodzi o interpunkcję, przez którą konstrukcja zdania wychodzi dziko.

avatar

PisanieTemat: Re: Włodzimierz Zakrzewski   Wto Sie 15, 2017 5:04 pm

No interpunkcja jest moją słabością niezależnie od języka. Poprawione. Jakiś jeden czy dwa podobne przypadki też sam złapałem.

avatar

PisanieTemat: Re: Włodzimierz Zakrzewski   Wto Sie 15, 2017 5:16 pm

Szanowny kapralu Zakrzewski!
Twoje podanie o przyjęcie postaci zostało rozpatrzone
pozytywnie. Otrzymujesz na start 10 karteczek z czarem ZZ804 oraz 10 karteczek z czarem MP004 Energizer. Dodaj je do swojego ekwipunku. Życzę udanej gry!


Król Polski Bolesław VI Arr'Rith

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Włodzimierz Zakrzewski   


 
Włodzimierz Zakrzewski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Skocz do: