Szybkie Menu

Stalowa 41/15
avatar

PisanieTemat: Stalowa 41/15   Pią Sie 11, 2017 6:44 pm


opisopisopisopis

avatar

PisanieTemat: Re: Stalowa 41/15   Pon Paź 01, 2018 1:44 am

Udało im się dotrzeć na Pragę - o dziwo, bez większych problemów. Nawet miejscowa dresiarnia musiała wyczuwać ich dobre nastroje i instynktownie unikała jakiejkolwiek styczności z czymś takim. Mogli przemierzać ulice noszącej złej sławy dzielnicy Warszawy bez żadnych lęków czy obaw.
Tego jednego wieczoru byli bezpieczni.
Może właśnie z tego powodu. A może jednak nie woleli zaczepiać ludzi ich pokroju - zwłaszcza że plotki bardzo szybko się rozchodziły i część z nich mogła zostać już ostrzeżona, by takiej dwójki się zwyczajnie wystrzegać? Któż to raczył wiedzieć?
Główni zainteresowani zahaczyli jeszcze o wspaniały przybytek - nazywany potocznie sklepem monopolowym - w celu zakupienia wysokoprocentowego trunku, aby umilić ten i tak miły już wieczór. Dotarli jednak do miejsca docelowego - na ulicę Stalową - i pofatygowali się po schodkach na górę. Tam Janusz użył kluczy i dostali się do środka. Do miejsca, w którym podobno mieszkał geograf Cichocki, ale mało kto potrafił potwierdzić te przypuszczenia. Bo niemal nigdy nie było go w domu.
Mieszkanie nie było duże i, no cóż, dość puste. Brak tam było bibelotów, zdjęć na ścianach czy komodzie, dywanów. Surowe. Chłodne. Na półce stały nieposegregowane książki, w pancernej szafie wisiała broń. W kuchni - oddzielonej od salonu podłużnym blatem - znajdowało się największe skupisko spersonalizowania mieszkania. Na lodówce. Magnesy, kartki, przypomnienia, ulotki, wizytówki. Nawet jakieś nieobszerne notatki do samego siebie.
W każdym razie - to było wnętrze chłodne i zupełnie pozbawione człowieczeństwa. Cichocki nie miał czasu tam mieszkać, odkąd poszedł do wojska, większość swojego czasu spędzał na froncie lub w koszarach, mieszkanie miało funkcję raczej reprezentatywną. I, rzecz jasna, prywatnego sanatorium po powrocie zza Horyzontu. Zamykał się tu wtedy głuchy i ślepy na cały świat, przesypiał twardo niemal trzy dni z lunatycznymi przerwami na odbębnienie wszystkich niezbędnych rzeczy.
A teraz po prostu zapalił światło i zamknął za nimi drzwi.
- Nie mam takich wynalazków jak kapcie, obawiam się.
Bo chodził boso. Wszędzie boso.

avatar

PisanieTemat: Re: Stalowa 41/15   Pon Paź 01, 2018 2:01 am

Dzisiejszy wieczór zdecydowanie należał do nich… mimo tych drobnych nieporozumień, które między nimi wniknęły, wszystko wydawało się dalej iść jak po maśle. Wchodząc z restauracji okazało się, że na dworze znacznie się ochłodziło, bardziej niżeli Han’lynn przewidywała i płaszczyk, który miała na sobie, zdecydowanie nie wystarczał, przez co Janusz, chcąc nie chcąc, musiał iść z Zapolską wtuloną w jego ramię z nadzieją, że będzie jej choć odrobinę cieplej w ten sposób. Jeżeli zaś chodzi o spacer po Pradze… wyjątkowo było spokojnie tutaj. Hanka spodziewała się kolejnych problemów, tak jak ostatnio, a tu cisza. Może rzeczywiście plotki szybko się rozchodzą, albo po prostu tym razem los się do nich uśmiechnął i postanowił dwóm gołąbeczkom na cieszenie się swoją obecnością? Niezależnie od przyczyny, miło, że dotarli bezpiecznie do mieszkania Cichockiego, po wcześniejszym zakupie wysokoprocentowego trunku oczywiście.
Weszła za Jankiem po schodach, a następnie do jego mieszkania, rozglądając się po nim. Zdecydowanie pasowało do królewskiego geografa, który nie miał nigdy czasu na mieszkanie w nim. Po co bibeloty, które tylko by się kurzyły niepotrzebnie? W oczach Han’lynn było ono urządzone pragmatycznie. Ona sama nie potrafiła przemeblować własnego, bo miała do niego po prostu sentyment – tak samo jak do zdjęć rodziców, pamiątek po nich. Gdy wchodziła do środka, po długiej nieobecności, jakoś lżej się jej robiło na sercu.
– Jakoś to przeżyję – powiedziała, zdejmując buty. Kapcie nie były do niczego potrzebne, kompletnie zbędny dodatek.
Jako że Han’lynn była już lekko podpita, a byli z Cichockim sam na sam, to kolejne bariery po prostu runęły. Gdy już przyszło usiąść – co by wypić to co kupili – postanowiła usadzić się zaraz obok Janka. Włączyła się w niej potrzeba dużej atencji i uwagi, której się wręcz domagała.
– Opowiedz mi coś o sobie – powiedziała, opierając głowę o jego ramię i upijając łyk trunku, którego Cichocki jej nalał.

avatar

PisanieTemat: Re: Stalowa 41/15   Pon Paź 01, 2018 2:19 am

Dotarli na miejsce - Cichocki ani myślał narzekać na taki sposób podróży, użyczył Han'lynn ramienia i dziarsko szli przez miejską dżunglę. Tak cichą, tak spokojną, już od dawna ta część Warszawa nie miała okazji skosztować tak błogiej nocy.
Najpierw skierował swoje kroki do kuchni, by tam wyszperać z odmętów szuflad korkociąg i otworzyć wino. To była jedna z rzeczy ważniejszych - kolejnym było wyciągnięcie kieliszków. A gdy wino znalazło się już w szkle, Janek podał Hani kieliszek i mogli w spokoju usiąść. I porozmawiać.
Jej bliskość ani trochę mu nie przeszkadzała - a biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności i przebieg ich spotkania raczej nie powinno to dziwić. Wcale.
Po tym pytaniu, zmarszczył brwi i na dobry początek napił się wina.
- Cóż. Cześć, nazywam się Janek, mam trzydzieści dwa lata i nie piję od dwudziestu sekund - oznajmił bardzo poważnie i bez cienia wstydu, zażenowania czy choćby sekundy wahania lekko się od Zapolskiej odsunął, aby swoje nieszczęsne ramię wyswobodzić. Zrobił to w słusznym celu, aby bezwstydnie pannę Han'lynn tym ramieniem objąć. Tylko i wyłącznie dlatego, że mógł. - Jestem beznadziejny w takich rzeczach.
I nie lubił tego robić. Ale to już była inna kwestia.
- Ty mi coś opowiedz.

avatar

PisanieTemat: Re: Stalowa 41/15   Pon Paź 01, 2018 2:42 am

Han’lynn czuła się dziwnie swobodnie przy Januszu. Nie było w niej cienia skrępowania, nie było niezręcznej atmosfery, co ją w sumie cieszyło… Nie spodziewała się, że tak to będzie wyglądało. Szli pod rękę, jak gdyby nigdy nic. Jakby to nie było ich takie pierwsze prawdziwie… prywatne spotkanie. Te ostatnie na Pradze się nie liczyło, bo po pierwsze było całkowicie niezamierzone i przypadkowe, a po drugie zostało im przerwane. Teraz było inaczej. Janek świadomie podjął decyzję o odwiedzeniu Zapolskiej i porwaniu ją na kolację, ona całkiem świadomie owe zaproszenie przyjęła. To co się działo w międzyczasie to już inna kwestia. Hania postanowiła pójść nieco na żywioł, z nadzieją, że wszystko pójdzie po jej myśli. Wbrew wszelkim pozorom mieszkanie na Mokotowskiej wydawało się Han’lynn zdecydowanie za duże jak na ją jedną i gdy w nim była, czasem miała wrażenie, że było tam po ludzku pusto – pomimo tych wszystkich sentymentalnych zdjęć i pamiątek, pięknie wyposażonych wnętrz. Kochała swoje mieszkanie, wiązała z nim wiele wspomnień związanych z ojcem i nigdy nie przyszło jej przez myśl, by je sprzedać i kupić coś innego. Jednakże… może powinna znaleźć sobie współlokatora? Albo kogoś, kto będzie chciał z nią tam zamieszkać? To nie było wcale takie głupie.
Zaśmiała się, słysząc jego odpowiedź. Chciałaby się dowiedzieć czegoś więcej (choć dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że jest od Janusza odrobinę starsza, ale to się wytnie, nie zamierzała się przyznawać do tego, że jeszcze trochę i pięćdziesiątka jej wbije).
Gdy Janek się od niej odsunął, pierwsza myśl, jaka pojawiła się w podpitym umyśle, to oczywiście najgorsza z możliwych, że pewnie coś mu nie pasuje. Szybko jednak wszystkie wątpliwości zostały rozwiane, gdy Janek postanowił ją objąć i po prostu przytulić. O tak, tego jej było potrzeba. Takie poczucie bezpieczeństwa u boku mężczyzny – dawno nie miała tego uczucia. Zawsze zgrywała samowystarczalną kobietę, która nie potrzebuje niczyjej pomocy czy wsparcia. Miłą jednak odmianą było to, że choć na chwilę nie musiała się tym martwić.
– Nazywam się Han’lynn, zwaną również Hanią lub Hanką, urodziłam się w Gdańsku. Imię oraz zdolności medyczne odziedziczyłam po mojej zmarłej matce, której nigdy nie poznałam. Mój ojciec, Tadeusz, był wojskowym… Pewnego dnia został poważnie ranny na froncie, życie, przy pomocy magii, uratowała mu moja matka. Ten, tydzień po tym jak się wybudził, przyszedł do niej z kwiatami w ramach podzięki. – Brzmi znajomo, czyż nie? – Za pierwszym razem odmówiła, ale mój ojciec był uparty jak osioł i w końcu wyciągnął ją na kolację. W lipcu tego samego roku, co się poznali, wzięli ślub pod wpływem chwili, bo ojciec szedł na front. Po jego powrocie na świat przyszłam ja, a podczas porodu zmarła mama. – Upiła łyk wina… wróć. Dwa. – Postawiłam sobie za cel być tak wybitną medyczką jak ona. Poświęciłam całe swoje życie na samodoskonalenie swoich zdolności, chcę pomagać wszystkim wokoło, jednocześnie zaniedbując samą siebie… – Najbardziej chodziło jej o to, że nie zwracała uwagi na swoje wyższe potrzeby, takie jakby chociażby próba ułożenia sobie względnie normalnego życia z kimś u boku… bo gdzieś w głębi siebie tego chciała, tylko cały czas sobie wmawiała, że z jej trybem pracy było to po prostu niemożliwe.

avatar

PisanieTemat: Re: Stalowa 41/15   Pon Paź 01, 2018 2:57 am

Tym się w pewnym sensie różnili - Cichocki nie nawykł do uznawania pewnych sytuacji za zwyczajnie niezręczne. Zawsze czuł się swobodnie, spokojnie. Nie wpadał w panikę, niemal nic nie zbijało go z pantałyku, wszystko był w stanie przełknąć. Rzadko się denerwował, złościł, stresował. wieczna i beznadziejna pogoda ducha, przez całe życie śmiech i żarty, czasami trochę nietaktownie, jeśli sytuacja była wyjątkowo powadze przychylna.
Był stabilny i pewny siebie. Ostoja niewyczerpanego niemal spokoju - nie należy wspominać o tych drobnych incydentach, gdy coś szarpało jego wnętrzności i zmuszało do drobnej irytacji. Taka każdemu się chyba zdarzała.
Prawda?
Przy Hani ta pogoda ducha była jeszcze jaśniejsza niż zawsze. Sama jej obecność wprawiała go w nastrój lepszy, wypędzała wszelkie demony - nie licząc tego jedynego razu, gdy do ich świątyni prywatności wparował Saszka. Ale. Kto by to tam liczył...
Znaczenie miało to, że teraz byli od wszystkich zakłóceń zewnętrznych odcięci. Chyba tylko sam hetman mógł tam nagle wpaść, rozbić im kieliszki i wylać wino do zlewu, ale była to opcja tak wielce nieprawdopodobna, że to uderzało o absurd. Nie, wróć. Coś takiego byłoby absurdem i niczym więcej.
Słuchał. Grzecznie, uważnie, zapisując to wszystko skrzętnie we własnych myślach, palcami trochę nieświadomie przesuwając po ciele biednej Hani. Do rytmu jej słów. W tym samym czasie nostalgicznie popijał swoje wino.
Głos zabrał dopiero po tym ostatnim stwierdzeniu. Odwrócił głowę do Zapolskiej, patrząc na nią uważnie. Bardzo.
- Nie powinnaś aż tak się poświęcać, czasami trzeba być trochę egoistą. Albo znaleźć kogoś, kto będzie myślał o tobie za ciebie. - Proste. Banalne. Ale zaśmiał się chwilę po tych słowach i pokręcił głową. - Łał, to było głębsze niż się spodziewałem.

avatar

PisanieTemat: Re: Stalowa 41/15   Pon Paź 01, 2018 3:13 am

Tak naprawdę były dwie Han’lynn – podporucznik Zapolska, która sztywno trzymała się wojskowych reguł, dla której rozkaz był świętością, tak samo jak hierarchia i wbrew pozorom potrafiła być ostra dla swoich podwładnych – bo takowych też miała. Może i nie miała doświadczenia w zarządzaniu na polu bitwy, ale gdy przyszło co do czego, to szpital polowy miała w jednym palcu. Doskonale wiedziała ile ma rannych, każdego kojarzyła chociażby z imienia i doskonale wiedziała, co danej osobie było. Zarządzała ludźmi, sanitariuszami, którzy bez jej rozkazów nie wiedzieliby co robić. A drugą była po prostu Hania… Gdy zdejmowała mundur i ubierała się w cywilne ubrania, cały ten rygor pryskał. Stawała się bardzo dziewczęca, niewinna w swoim zachowaniu i była po prostu sympatyczna. Podporucznik Zapolska, w kryzysowej sytuacji potrafiła zachować zimną krew, zaś Hania… no nie do końca. Ostatnimi jednak czasy te dwie „osobowości” kobiety się ze sobą gdzieś zlewały, zwłaszcza, gdy znajdowała się w nowej dla siebie sytuacji. Idealnym przykładem na to było Sulejewo. Niby miała na sobie mundur, była podporucznik Zapolską, ale nie miała tej pewności siebie co zwykle.
Mówiła co na sercu jej leżało – potrzebowała chyba się wygadać. Mało było ludzi, którzy wiedzieliby o niej coś więcej. Zawsze pilnowała swojej prywatności i dozowała ją z umiarem. Teraz po prostu mówiła wszystko… Otworzyła się nieco przed Jankiem. Zapewne przez alkohol, albo te dziwne uczucie, że może mu powiedzieć, a on to zostawi tylko i wyłącznie dla siebie.
Dotyk Cichockiego nie przeszkadzał jej ani trochę. Wręcz przeciwnie. Był przyjemny, nawet bardzo. Na dodatek koił i uspokajał umysł. Nie spodziewała się, że posiadanie kogoś tak blisko siebie jest tak… miłe. Po prostu.
Spojrzała na niego tymi swoimi morskimi oczyma, wpatrując się w niego tak samo poważnie. Tak się skupiła na układaniu w głowie odpowiedzi na jego słowa, że te ostatnie już do niej nie dotarły. Han’lynn znów przygryzła wargę. Wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała… albo walczyła sama ze sobą.
Zapolska odłożyła prawie że pusty kieliszek na stolik, by następnie położyć dłoń na policzku Cichockiego, który to pogłaskała kciukiem.
– To pomyśl o mnie za mnie… chociaż dzisiaj – szepnęła, wciąż patrząc Jankowi prosto w oczy.

avatar

PisanieTemat: Re: Stalowa 41/15   Pon Paź 01, 2018 3:47 am

Mogła mówić. Bezceremonialnie wlać z siebie wszystko, co leżało jej na sercu - Janek był dobrym słuchaczem, lecz powiernikiem zdecydowanie jeszcze lepszym. Nawet swoimi własnymi sekretami się nie dzielił z kimkolwiek, kto posiadałaby zdolność mówienia - a co tutaj mówić o cudzych? Czasami w czasie swoich wycieczek w głąb Zony czy poza Horyzont spowiadał się jednej istocie żywej: swojemu wierzchowcowi.
W tym wypadku zawsze miał pewność, że ten zabierze wszystkie te zasłyszane rzeczy do ziemi. Bo trudno mówić w takim przypadku o grobie za bardzo.
Powaga Hani kompletnie kontrastowała z tym, w jaki sposób patrzył na nią wówczas Cichocki. Rozbawione ogniki błyskały mu oczach, uśmiech nadal czaił się w kącikach ust. Ale on nie nawykł do powagi, zwykle była przytłaczająca. Osiadała na barkach i przyszpilała do ziemi, niekiedy nawet podcinała skrzydła. Co za bełkot.
Patrzył. Bez słowa, bez żadnego ruchu. Nadal trzymał w wolnej dłoni kieliszek ze swoim winem - jakaś resztka ostała się w nim jeszcze - więc pole manewru miał tym sposobem minimalnie ograniczone.
- Pomyślę - zapewnił ją, również szeptem. Sytuacja sprzyjała takim miękkim szeptom. Przez to wino, tę bliskość, tę ciepłą dłoń na twarzy. Janek sam nie do końca zarejestrował ten moment, w którym tak się bezczelnie do Hani zbliżył. A ten, w którym tak po prostu ją sobie pocałował - bo mógł i sobie na to pozwolił! - to już umknął mu kompletnie.

avatar

PisanieTemat: Re: Stalowa 41/15   Pon Paź 01, 2018 10:42 pm

Ona, w przeciwieństwie do Janusza, zwykle nie miała możliwości zwykłego wygadania się. Dlatego korzystała teraz i było to jej bardzo na rękę. Czasem każdy człowiek miał taki moment w swoim życiu, że potrzebował zwykłego zwierzenia się ze swoich trosk i problemów. Janusz mógł jednak czuć się zaszczycony faktem, że postanowiła podzielić się częścią swojego prywatnego życia z nim. To było coś pod ścisłą kontrolą Han’lynn i niewiele osób tak naprawdę miało dostęp do tej części jej życia…
Han’lynn spoglądała na Cichockiego z powagą, to fakt. Jednakże gdzieś w jej oczach było widać te iskierki… zafascynowania. Tak. Janusz fascynował ją swoja osobą. Ciężko stwierdzić dlaczego, ale jedno było pewne. Miał w sobie coś, co przyciągało Hankę, coś, co sprawiało, że Zapolska nie mogła spuścić z niego wzroku. Wiele osób by stwierdziło, że Janusz był raczej przeciętnym facetem, że po tym świecie chodziło zdecydowanie więcej przystojniejszych mężczyzn, którzy zapewne byli w jej zasięgu… a jednak to właśnie z Jankiem spędzała wieczór, to w jego oczy spoglądała i to jego głaskała po policzku.
Serce Hani biło jak szalone. Bliskość Cichockiego tak po prostu na nią działała. Mimo że nie była zbytnio doświadczona, to ciało reagowało wręcz intuicyjnie… Może to przez to, że dawno już żaden mężczyzna nie był tak blisko niej? To było bardzo prawdopodobne.
Nie odpowiedziała w żaden sposób na jego słowa, bo po prostu nie miała do tego możliwości… Gdy poczuła usta Janka na swoich własnych, cały zewnętrzny świat przestał istnieć, naprawdę. Skupiła się tylko na nim, obejmując szyję Cichockiego ramionami i jeszcze bardziej przylegając swoim ciałem o jego. Postanowiła nie zastanawiać się nad tym, co będzie jutro – szła na żywioł, raz po raz oddając pocałunek, mimo że kanapa do najwygodniejszych miejsc do tego typu czynności nie należała.
Atmosfera była naprawdę bardzo miła i Han’lynn zapomniała o bożym świecie… do czasu, gdy nagle nie pojawił się list, który kazał się jej jak najszybciej stawić na rogu Wieleńskiej i Czynszowej. To był chyba jakiś kiepski żart – tak miał wyglądać ten „przymusowy urlop” na który została wysłana? Jeżeli tak, to po chuja jej go dali? Rozumiałaby, gdyby została wezwana do jakiegoś generała czy samego króla, ale do bomby jakiegoś samobójcy, naprawdę? Jęknęła z niezadowoleniem, odsuwając się od Janusza.
– To chyba jakieś fatum. Najpierw Saszka, teraz to – mruknęła pod nosem. Zapinając guziczki w sukience. Była kompletnie po cywilnemu, do domu nie miała czasu wracać, a przy sobie nie miała żadnego medycznego sprzętu – nie licząc oczywiście magii. – Dokończymy to – szepnęła, muskając jego policzek, zostawiając na nim czerwony ślad po szmince.
Do trzech razy sztuka, co nie?
Ogarnęła się tak szybko jak tylko mogła. Spięła rozpuszczone włosy w koński ogon, bo nie miała czasu w bawienie się z warkoczem, zmyła szminkę (nie wypadało z taką czerwienią na ustach się tam pojawić!)… Westchnęła ciężko i z bólem serca opuściła mieszkanie Janka.
Ten wieczór nie tak miał wyglądać.

zt

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Stalowa 41/15   


 
Stalowa 41/15
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Skocz do: