Szybkie Menu

Restauracja "Zapiecek"
Idź do strony : 1, 2  Next
avatar

PisanieTemat: Restauracja "Zapiecek"   Czw Lip 13, 2017 11:51 pm


Restauracja "Zapiecek"

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Sro Wrz 26, 2018 12:46 am

Zawsze lubił Stare Miasto w Warszawie, jeszcze jako dzieciak, gdy wymykał się z kolegami, żeby po nim pobiegać i napsuć krwi przechodniom. Wówczas wydawało mu się tak olbrzymie, niepojęte i miejscami straszne. Lecz ostatecznie dorósł i wszystko się drastycznie skurczyło - ciemne uliczki już nie napawały go mistyczną grozą, a posępni ludzie w bramach nie wyglądali w jego już jak banda oprychów. Wszystko było zwyczajne i nie zwracał na to większej uwagi, gdy przemierzał te uliczki.
Do dziś.
Gdy teraz szedł nimi ponownie, nabrały szczególnego koloru. Może dlatego, że w Sulejowie był niemal przekonany, że już ich więcej nie zobaczy? Może uleczenie naprawiło niezdiagnozowaną jeszcze wadę wzroku? A może dlatego, że spacerował nimi z Han'lynn pod ramię, a sam jej głos, śmiech i po prostu obecność w niewyjaśniony sposób kolorowały całe to miejsce?
Niezależnie od powodów tamtego dnia Cichocki spojrzał na starówkę nieco inaczej niż zawsze.
A restaurację... zauważył. Nie był pewien, czy kiedykolwiek wcześniej wszedł do środka, ale nazwa była tak bezczelnie staropolska, że poczuł w sobie wewnętrzny zew, żeby chociaż sprawdzić, jak może to miejsce wyglądać. Dlatego wskazał drewniany szyld nad drzwiami Zapolskiej i rzucił dwa magiczne słowa: "Może tutaj?".
Otworzył przed nią drzwi, uśmiechnął się do kelnerki, gdy poprosił ją o wskazanie im stolika, odsunął Han'lynn krzesło, zanim usiadła. Miał zniewalająco dobry humor, gotów był robić absolutnie każdą jedną głupotę, jaka wpadłaby mu do głowy. Przez tę kurację czuł się, jakby odmłodniał. I to było straszne i zabawne jednocześnie.
Kelnerka podała im karty, lecz zanim jeszcze Janek swoją otworzył, westchnął cierpiętniczo.
- Powiedz mi. Co mam zrobić z wolnym czasem? El-Galad chyba oszalał, wcisnął mi całe dwa miesiące, jak on to nazwał, "urlopu zdrowotnego". A przecież chyba nigdy nie byłem zdrowszy - pokręcił przy tym głową. Co za człowiek. Musiał narzekać. Nie tak dawno temu nie było pewne, czy aby na pewno przeżyje swój ostatni wypad w ramach wykonywania służbowych obowiązków, a jemu już było do nich tak tęskno.
Człowiek o duchu niespokojnym to rzecz straszliwa dla narodu. Zwłaszcza gdy nie mieli w rękach zajęcia.
Otworzył kartę i zaczął wertować jej zawartość. Ot, sama polszczyzna. Polędwiczki w sosach borowikowych, kluski śląskie ze skwarkami, schabowy z młodymi gnieciuchami i mizerią, placki ziemniaczane... Dlatego przerzucił od razu strony na napoje. I właśnie wtedy zerknął zza swojej karty bardzo badawczo na Han'lynn. Zajrzał jej w oczy i szukał tam odpowiedzi na pytanie, które jeszcze tak na dobrą sprawę nie padło.
-  Hm... na dobry początek... czego się napijesz?
To mogło przypominać zwykłe pytanie, nawet jeśli nie do końca nim było. To pytanie znaczyło: co pijemy, moja droga, żeby uczcić to, że dalej żyjemy, że jegrzy poszli do diabła, jak uczcimy pamięć o poległych? Acz tego nie dodał już na głos. Takich argumentów chciał użyć, gdyby mu odpowiedziała, że wobec tego ma ochotę na herbatę. Czy tam inną lemoniadę.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Sro Wrz 26, 2018 1:06 am

Mimo wszystko wiele ludzi żyło w biegu i nie było w stanie dojrzeć pewnych rzeczy i dopiero wtedy, gdy zwalniali, zaczynali dostrzegać pewne rzeczy. Han’lynn też tak miała. Rzucana ze wschodu na zachód, nie mając zbytnio czasu na życie prywatne, bardzo często nie zwracała na wiele rzeczy uwagi, a potem, gdy nastawało trochę spokoju, te wcześniej niepozorne, błahe wręcz szczegóły nabierały na wartości. Ot, chociażby zwykły posiłek. Po kilku miesiącach spędzonych na froncie nic nie smakuje lepiej jak jajecznica usmażona u siebie w domu, świeży chleb z piekarni, a nie guma z konserwy… można by tak wymieniać i wymieniać. Uroki Starówki zapewne też do tego należały. Po prostu do nich przywykli, aczkolwiek po Sulejewie wiele się zmieniło.
Starała się jednak nie myśleć o wydarzeniach w wiosce – wystarczy, że wciąż śniło się jej to po nocach, a na wspomnienie wzroku jegra, skierowanego prosto na nią, przechodziły jej po plecach ciarki. Tak blisko jeszcze z żadnym Czarnym nie była. I miała masę szczęścia, że te „spotkanie” właśnie w taki sposób się zakończyło, że wyszła tak naprawdę z niego bez szwanku.
Hania też zauważyła restaurację, niemalże w tym samym momencie co Janusz. Drewniany szyld przyciągał uwagę, zdecydowanie. Przytaknęła jednak jedynie głową, zgadzając się na zjedzenie kolacji właśnie tutaj.
Wchodząc do środka od razu uderzył w nich niesamowity klimat wnętrza. Janek mógł zobaczyć, że w oczach Hani zaświeciły się iskierki świadczącego o pewnego rodzaju podekscytowaniu. Rozglądała się po pomieszczeniu zafascynowana.
– Dziękuję – powiedziała do Cichockiego, gdy ten odsunął krzesło. Usiadła i wzięła od kelnerki kartę. Otworzyła ją, ale nim cokolwiek przeczytała, padło pewne pytanie. – Pierwszy miesiąc mogę dotrzymać Ci towarzystwa, bo sama zostałam wysłana na urlop – powiedziała pół – żartem, pół – serio. W sumie co stało na przeszkodzie? – Musimy znaleźć sobie jakieś hobby, bo bez pracy nie mamy co ze sobą zrobić. – Coś w tym było. Hania zapewne za tydzień, półtorej nie będzie mogła usiedzieć na tyłku i będzie ją ciągnęło na front…
Następnie przejrzała kartę. Typowo polskie jedzenie, to się jej podobało. Chyba nawet już wiedziała, co zamówi, gdy padło kolejne pytanie. Na pozór tak zwyczajne – wyczytała jednak jego drugie dno. Spojrzała na stronę z trunkami.
– Mają miody pitne. Wydają się idealnie pasować do okazji. – Kiedyś to właśnie miody pitne królowały na stołach, a nie wódka czy wina… Zmarłym się polewało miodu na pożegnanie. Zdecydowanie nie miała ochoty na herbatę czy lemoniadę. Procenty to był obowiązkowy punkt dzisiejszego wieczoru.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Sro Wrz 26, 2018 1:23 am

Każdy musiał przeżyć ten swój pierwszy raz i stanąć z jegrem oko w oko - każdy żołnierz, oczywiście. Musiał zdobyć ostrogi, musiał zabić Czarnego. To wspomnienie na samym początku zawsze wydawało się straszne, ludzie żywili przekonanie, że nigdy tego nie zapomną. Aż pojawiał się kolejny sługa balrogów, którego należało zniszczyć. I kolejny. Następny. Cała horda, aż tamten pierwszy tonął gdzieś na samym dnie położonych bronią jegrów. Nawet najstraszniejsze wspomnienia z czasem mogły wyblaknąć, jeśli człowiek zaczynał się przyzwyczajać do widywanych okropności.
Janek nauczył się bardzo szybko, jak się nie zadręczać. W jaki sposób żyć dalej, nawet gdy tuż obok umierali jego przyjaciele. Osoba postronna mogłaby zarzucić mu pewnego rodzaju bezduszność, ale to nie było to - każdego z nich w duszy opłakiwał, ale nie mógł pozwolić, by to zapędziło go w poczucie winy, depresję, cokolwiek podobnego. Nie w jego przypadku, gdy spacerował po linie, gdy wychodził poza horyzont i był tak często narażony na ataki magii Czarnych.
Akumulatory ładował właśnie w taki sposób. Idąc do knajpy gdzieś w mieście, wtapiając się w tłum i udając przez sobą oraz całym światem, że nie jest geografem królewskim, a jakimś tam zwykłym Jankiem.
- Pracoholizm to straszna choroba - zażartował. Ale czy nie miał racji? Oboje odcięci od swoich obowiązków na dłużej nie wiedzieliby, co ze sobą zrobić i gdzie się właściwie podziać. - Możemy. Właściwie to nawet wskazane. Więc? Co proponujesz? Byleby nie wędkarstwo. Ani szydełkowanie.
Zupełnie jakby mówił absolutnie poważnie.
Miód. Pokiwał głową. Nie musiał uciekać się do podstępnych sztuczek, wypominania i tak dalej. Sam aż zerknął na to, co oferowała im na tym polu restauracja i uznał, że na dobry początek to brzmi całkiem dobrze. Oboje mieli jeszcze chwilę, aby zastanowić się, na co mają ochotę - raczej w wypadku jedzenia, bo przy alkoholu klamka chyba zapadła - nim podeszła do nich kelnerka, aby zebrać zamówienie. Janek, oczywiście, pozwolił Han'lynn zacząć. Dopiero przy miodzie dorzucił od siebie taki tam niby żarcik, rzecz jasna.
- Może od razu weźmiemy całą butelkę?
Pół żartem, pół serio. Tak, żeby w razie odmowy mógł się zasłonić żartem i jednocześnie tak, aby nie zostało to tak całkowicie potraktowane z przymrużeniem oka.
Następnie zamówił dla siebie te nieszczęsne polędwiczki w sosie borowikowym. Bo jakoś tak go urzekły i złapały za serce, a na pewno były lepsze niż jakiekolwiek posiłek podany mu w czasie pobytu w polskim szpitalu. Pewne rzeczy nie zmieniały się bez względu na wszystko.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Sro Wrz 26, 2018 1:45 am

Han’lynn zdążyła się przyzwyczaić do widoku ludzi, którzy mieli okazję spotkać się z jegrem i wiele wyglądało podobnie – jeżeli przeżyli, to wielkim cudem i składanie takiej osoby do kupy łatwe nie było. Janusz również był tego przykładem. Wiedziała doskonale o ich istnieniu, gdzieś tam z daleka widziała walki z nimi toczone, ale jeszcze nigdy nie miała możliwości, nazwijmy to, obcowania z nimi tak bezpośrednio. Coś jej mówiło, że i do tego widoku kiedyś się przyzwyczai – przecież soggothy czy pomniejsze tego typu kreatury nie wzbudzały w Hance już większych uczuć. Wszystko zapewne z czasem.
Trzeba było sobie jakoś radzić, żeby nie zwariować. Mimo że nie uroniła ani jednej łzy po śmierci ojca, nie oznaczało, że jej go nie brakowało. Każdego dnia za nim tęskniła i wiele by dała, by znów był przy niej. Tak samo jak przyjaciele, których straciła na polu bitwy… Choć w przypadku Zapolskiej dochodziła jeszcze jedna sprawa. Gdy pod jej skrzydła trafiał jakiś pacjent chciała zrobić wszystko, by go uratować, a gdy tak się nie działo, dosyć długo to przeżywała. Pamiętała każdą osobą z imienia oraz z wyglądu, której nie udało się jej ocalić, bo przybyła za późno, bo leczenie nie podziałało i tak dalej. Choćby chciała, nie wszystkich mogła leczyć za pomocą magii… bo to po prostu byłoby zbyt ryzykowne dla niej samej.
– Ja tam zawsze chciałam nauczyć się szyć, ale nigdy na to czasu nie było, ale szycie podchodzi nieco pod szydełkowanie… W sumie to dawno nie jeździłam konno. Moglibyśmy się wybrać na jakąś przejażdżkę pewnego dnia. – Mówiła z taką swobodą, jak gdyby nigdy nic. Chciała po prostu się cieszyć doborowym towarzystwem, świetnym klimatem miejsca, w którym się znajdowali.
Hania nie przepadała za czerwonym mięsem, więc bardzo się ucieszyła, gdy zobaczyła w menu pieczonego królika – podobno po staropolsku. Co prawda królicze mięso nie należało do najłatwiejszych do przyrządzania, ale postanowiła dać kucharzowi szansę.
– Czemu nie? Mi się nigdzie nie śpieszy… – Taka była prawda. Oboje mieli sporo wolnego, dzieci im w domu nie płakały, nikt na nich nie czekał. Knajpa też była otwarta do późnych godzin wieczornych, a w razie czego zawsze mogą przenieść się gdzieś indziej.
Spojrzała znowu na niego. Może zbyt nachalnie, zbyt długo. Prosto w oczy. Nie wiedzieć czemu, ale strasznie pasowało jej towarzystwo Cichockiego. Mimo że to było ich trzecie spotkanie – nie licząc Sulejewa – w życiu. Pierwsze dwa nie sprzyjały zbytnio bliższemu zapoznaniu się, ale kto wie, może tym razem się uda?
Kelnerka w końcu przyniosła ich zamówienie. Królik pachniał i wyglądał wyśmienicie. Nim jednak go spróbowała, wzięła do ręka kieliszek, do którego to kelnerka nalała miodu.
– Za dzisiejszy wieczór, by nic mu nie przeszkodziło – Prosty toast, można by pomyśleć. Jednakże posiadał on drugie dno, o którym Janusz zapewne doskonale wiedział.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Czw Wrz 27, 2018 9:52 pm

Jegry i soggothy powinny wzbudzać przede wszystkim jedno - współczucie. W pierwszym momencie, tuż przed samym atakiem, gdy stawało się naprzeciw nich, przede wszystkim należało się nad nimi litować. Jegrzy przecież też byli ludźmi. Dziećmi, które zostały odebrane rodzicom. Dziećmi, którym implantowano robaka, gdy miały dokładnie siedemset dwadzieścia dziewięć dni.
O tym należało myśleć, patrząc w maskę janczara Czarnych. O tym i o wszystkich torturach, którym to dziecko zostawało poddawane w czasie przemiany z ludzkiego dziecka w sługusa balrogów. O ich cierpieniu, męce i smutku. Należało ulitować się przed zadaniem pierwszego ciosu.
I zabić.
Bo każdy jegier był kiedyś dzieckiem, ale już dawno przestał nim być. To było trudne, ale tak należało postępować, by móc żyć względnie normalnie i dalej patrzeć na siebie w lustrze.
- Z chęcią. Tylko muszę postarać się o konia. Poprzedni... cóż. Niestety, nie miał tyle szczęścia co ja. - Nie miał tyle szczęścia, a to znaczyło że został rozerwany na kawałki magią Czarnych i przypuszczalnie nie było czego po nim zbierać. Janek przywiązywał się do swoich koni i za każdym razem, gdy je jednak tracił, czuł taki duszący w środku żal. To było jak strata towarzysza, kompana, przyjaciela. Kogoś, komu powierzano najskrytsze sekrety, kto wyśmienicie słuchał i był u boku.
Mieli całą butelkę miodu i cały wieczór na rozprawy o wszystkim i niczym konkretnym. Ale to dobrze, przecież nigdzie się nie śpieszyli. Oboje zostali tymczasowo odsunięcie od swoich obowiązków, oboje też nie mieli czego zrobić ze swoim wolnym czasem.
Mieli prawo i mogli poświęcić chociaż ten jeden wieczór sobie nawzajem.
Przekrzywił głowę, gdy zauważył ten baczny wzrok Han'lynn skupiony na jego twarzy. Między jego brwiami pojawiła się zmarszczka, w oczach zamajaczyło pytanie, Cichocki już-już chciał zapytać, czy coś nie tak, lecz zwyczajnie nie zdążył. Przyszła kelnerka, więc odwrócił na chwilę spojrzenie od Zapolskiej i to tej pierwszej poświęcił chwilę uwagi i podziękował jej skinieniem głowy.
Wziął kieliszek w dłoń i zaśmiał się, słysząc ten toast.
- Żadnych elfów, smsów, nagłych wezwań, ataków terrorystycznych. Zgadzam się.
Piękny toast. Szczery. Janek - tam wewnątrz, gdzie nie sięgał nawet jego wzrok - poczuł słodkie uczucie satysfakcji, że i Hania jednak nie życzy sobie żadnych ingerencji z zewnątrz. Czy może istnieć przyjemniejsza myśl od tej, że cudowna kobieta - czy też elfka bądź półelfka - chce spędzić ten wieczór z Tobą? I tylko z Tobą?
Kieliszek miękko zetknął się z kieliszkiem, by zwieńczyć ten toast. Miód był całkiem słodki, rozgrzewał przełyk i żołądek, zwyczajnie smaczny. Chociaż Cichocki nie był taki pewien, czy to zdecydowanie jego typ alkoholu. Chyba wolał nutę goryczy. Niemniej nie widział też sensu, aby na to narzekać. Pierwszą butelką może być miód. Nikt nie powiedział, że drugą również.
Przez chwilę szukał tematu, bo po głowie pląsały mu tylko i wyłącznie pytania odnośnie Sulejowa - bo tych nadal miał więcej niż odpowiedzi - ale tych wydarzeń zwyczajnie nie chciał jednocześnie poruszać. Coś mu podpowiadało, że dla Han'lynn to nie było tak łatwe, jak ujmował to El-Galad. Ale w jego ustach wszystko brzmiało jako bezproblemowe, wykonane bezboleśnie i sprawnie.
- Nadal spacerujesz wieczorami po Pradze?
Ot, wymyślił. Janusz, ucz nas szlachetnej i wysublimowanej sztuki uwodzenia.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 12:04 am

Han’lynn współczuła, oczywiście – jednakże nie miała żadnych wyrzutów sumienia, gdy przystawiała karabin do głowa jegra i pociągnęła za spust. Na wojnie nie było miejsca na litość, zwłaszcza, że Czarni takowej nie mieli. Zabijali wszystko, co stanęło na ich drodze. I jeżeli chciało się żyć, trzeba być bardziej przebiegłym niżeli jegrzy czy soggothy i wiedzieć, jak skutecznie je ubić. Może i to było brutalne, ale taka była rzeczywistość i trzeba było się z tym pogodzić. Koniec, kropka. Zapolska, mimo że uważała, że raczej nie przyjdzie jej umrzeć ze starości, nie chciała podzielać losu tysiąca żołnierzy, którzy zginęli na polu bitwy, walcząc z wrogiem.
– Przykro mi – powiedziała całkiem szczerze. Ona do swojego wierzchowca również była dosyć mocno przywiązana i traktowała jak przyjaciela i zdecydowanie nie chciała stracić. Mogła jedynie współczuć biednemu zwierzęciu, które zostało zapewne rozszarpane przez magię Czarnych. Miała jedynie nadzieję, że długo się nie męczyło.
Czasem przydawały się takie… normalne wieczory jak ten. Wyjść na miasto, w cywilnych ubraniach, udając, że jest się zwykłymi obywatelami. Ci, którzy nie mieli styczności z wojskiem, zapewne myśleli, że to, co dzieje się na froncie ich nie dotyczy – i po części im tej błogiej nieświadomości zazdrościła. Ona, choćby chciała, nie potrafiła tak ciągnąć długo. Znaczy się tej mieszczańskiej sielanki. W pewnym momencie pojawiały się w głowie myśli, że gdy ona siedzi w bezpiecznej Warszawie, na froncie wciąż giną ludzie, a może gdyby tam była, to udało się uratować choćby kilka istnień.
Wszystko było w najlepszym porządku… Patrzyła się na Janusza, bo po prostu mogła, ot co. Przyglądała się każdemu szczegółowi na jego twarzy. Nigdy nie oceniała ludzi po wyglądzie. Nie patrzyła na mężczyzn pod kątem „podobania się”. A jednak Janusz miał w sobie coś, co się Zapolskiej w nim podobało.
– Dzisiejszy wieczór jest tylko dla nas – dodała jeszcze do słów Cichockiego. Wolała nie mieć żadnych dodatkowych atrakcji na dzisiaj w postaci na przykład Saszki z tętniakiem w głowie, zdecydowanie. Wystarczającą niespodzianką dla Hani było to, że Janusz ślęczał na schodach pod jej drzwiami z kwiatami na dodatek!
A to było tylko preludium do czegoś znacznie większego.
Szkło delikatnie stuknęło się o siebie, a usta Han’lynn zatopiły się w słodkim napoju, zostawiając po sobie odrobinę pomadki na rancie kieliszka, tak jak ostatnio, gdy Janusz po raz pierwszy przekroczył próg jej mieszkania. Zapolska nie miała zbyt mocnej głowy, więc lepiej, żeby się pilnowała z tym, ile wypije, jeżeli chciała wrócić o własnych siłach.
Sulejewo nie było dla niej łatwym tematem, to fakt, aczkolwiek, gdyby zapytał, nie miałaby mu tego za złe. Jakby nie patrzeć to kolacja w ramach podzięki za ratowanie życia, a nie randka, prawda? Co nie zmieniało faktu, że zapewne cały klimat, jaki między nimi powstał, mógł trochę ucierpieć, gdyby Cichocki poruszył tę kwestię.
– Wieczorami nie… Nie zawsze będę miała szczęście i przybędzie mi książę na białym koniu w odsieczy... – odpowiedziała, uśmiechając się i biorąc kęs królika. Mięso było wyśmienite, wręcz rozpływało się w ustach. – Jednak, mając obstawę, z chęcią wrócę w tamte rejony. Chyba, że wolimy Mokotów. – Cóż. Han’lynn wiele myślała po tamtym wieczorze… I choć była przykładną katoliczką i Boga w sercu nosiła, doszła do wniosku, że nie może całe życie się ograniczać, że powinna trochę go poużywać. Nie planowała wychodzić za mąż czy też zakładać rodziny – pomińmy fakt, że była bezpłodna – ale jako dziewica umierać nie chciała.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 12:35 am

Każdy potrzebował powrotu do normalności. Tej krótkiej chwili spokoju i odpoczynku od Wielkich Spraw na rzecz cywilnej rzeczywistości. Wygodnie było zrzucić z siebie mundur, zmyć krew z dłoni i otrzepać głowę z prochu - miło było przynajmniej czasem wmawiać sobie, że Polska wcale nie jest pochłonięta wojną. Że życie toczy się sielsko i zwyczajnie. Przymknąć oczy na wszelką nienormalność, wyjść na miasto, zjeść coś, napić się piwa i śmiać do bólu z doszczętnych głupot.
Janek dlatego lubił wracać do Warszawy. Przechadzać się po uliczkach, oglądać z boku tę codzienność, do której zwykle nie miał jednak dostępu. Mimo wszystko rzadko wyrzucał pracę z głowy, nawet jeśli nie wyglądał na kogoś, kto przejmowałby się nią na dłuższą skalę. Każdy radził sobie ze stresem i strachem w najróżniejsze sposoby - Cichocki uciekał się do legendarnych już w środowisku wojskowym nieśmiesznych żartów, przez które niejednokrotnie już zdarzyło mu się urazić tego czy tamtego ważniaka.
Oboje nie mieli najmniejszej ochoty na dodatkowe niespodzianki.
Ostatni, gdy Cichocki miał do czynienia z takową, niemal zginął w Zonie. Żadnych niespodzianek. Nawet najmniejszych - stąd tylko to milczące skinienie głową i westchnienie głośne.
Po ostatnich słowach Hani nadszedł moment, w którym się nie zrozumieli. Janek wysłuchał jej słów, w milczeniu przeżuł kawałek swojej nieszczęsnej polędwiczki i przełknął. Na chwilę odłożył sztućce z miną wyrażającą zadumę.
- Na Pradze, mimo wszystko, niczego ciekawego nie ma. Książąt też raczej niedostatek ostatnio. Niemal pół życia tam mieszkam i mogę za to poręczyć - stwierdził spokojnie. Ostatnim razem to on źle zrozumiał intencje Han'lynn. Tym razem role się odwróciły. Naprawdę nie miał żadnych ukrytych motywów, gdy porywał Zapolską. Tym razem! Może dlatego, że dopiero co wrócił z Zony? Może dlatego, że faktycznie chciał jej przede wszystkim podziękować, bo najprawdopodobniej nadal leżałby podpięty do pikającego dziadostwa w szpitalu, gdyby nie ona? Pewnie tak. - A Mokotów... nie wiem. Możemy zawsze przespacerować się po Starym Mieście i pomyśleć, co dalej. Jesteśmy w końcu w stolicy, tysiące możliwości. - Moment przerwy. - No dobra, setki... dziesiątki. Dziesiątki na pewno.
Hania, posmyraj go stópką pod stołem, to może ogarnie.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 12:52 am

Ten powrót do normalności był potrzebny, to prawda, żeby pozostać przy zmysłach. Jednakże dla Han’lynn miesiąc urlopu to zdecydowanie za dużo i nie miała pojęcia, co zrobi z tym czasem, jaki jej dano, nie wspominając Januszu, który będzie musiał przetrwać jeszcze raz tyle. Powrót do Warszawy, do mieszkania do Mokotowie, był swego rodzaju rytuałem i na swój sposób magiczny. Nic tak nie smakowało jak własnoręcznie robiona jajecznica od jajek, po które jeździła pod Warszawę, do pani Zdzisi, która miała własne kury i krowy. Od niej brała również mleko oraz śmietanę. Od czasu do czasu pani Zdzisia ubiła masło, zrobiła biały ser – Hania zawsze wszystko kupowała (unikając stania w kolejkach i kupowania nabiału na kartki), płacąc więcej niżeli starownika sobie życzyła. Zapolskiej pieniędzy nie brakowało, bycie wojskową dawało wiele możliwości i nie oszukujmy się – żołnierze w tym kraju mieli nieco łatwiej i byli uprzywilejowani pod pewnymi względami.
Niespodzianki w dzisiejszym świecie w dużej mierze straciły te pozytywne znaczenie. To, że Hania musiała w Sulejowie dowodzić, było niespodziewane i zdecydowanie wolałaby, żeby to się nie wydarzyło. Nie chciała tej chwały, której jej przepisywano… A może, gdyby to ktoś inny był na jej miejscu, cała akcja potoczyłaby się inaczej i straty w ludziach byłyby znacznie mniejsze?
Los bywa przekorny. Ostatnio to Han’lynn zupełnie nie zrozumiała Cichockiego. Odwdzięczała się za pomoc w poskromieniu praskich dresów, a on myślał, że chciała z nim spędzić noc. Teraz było na odwrót – Janusz dziękował, a Hania miała większe intencje niżeli mu się wydawało. Nie spodziewała się jednak, że Janek był tak ślepy i naprawdę nie ogarniał, co się działo.
– Jest co najmniej jeden, który ratuje dziewoje w opresji – odpowiedziała, mając oczywiście na myśli jego. Nie potrafiła być taka bezpośrednia – jak to baby – i kazała się Cichockiemu domyślać, ale z drugiej strony miała wrażenie, że wyrażała się dosyć jasno. – Możemy się wybrać nad Jeziorko Czerniakowskie, to niedaleko mojego mieszkania – zaproponowała, by następnie upić łyk miodu. Było wyśmienite. Słodkie, przyjemnie rozgrzewało i jednocześnie sprawiało, że Han’lynn czuła się nieco pewniej. – Coś Ty taki spięty, hm? – zapytała, opierając podbródek o swoją dłoń.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 1:09 am

Cichocki nie wybiegał myślami tak daleko - do tego nieszczęsnego urlopu. I tak zamierzał w trakcie pójść do hetmana i wyżebrać przywrócenie go do pracy nieco wcześniej, niż jego postanowienie mówiło. Dwa miesiące w Warszawie? Ciągiem? Rzadko kiedy się zdarzało, by wracał na dłużej niż trzy tygodnie. Tak odcięty od swoich dzikich przyzwyczajeń prosto z Zony nie miał pojęcia, jak się na nowo w mieście odnaleźć i co można w nim robić, mając tak kolosalny zapas czasu.
Każdy mężczyzna miał magiczną funkcję - klapki na oczy opadały im w najmniej sprzyjających momentach. Nie potrafili się domyślać, najczęściej należało strzelać im oczywistościami w pysk, a oni tak zastanawiali się przez dobrą chwilę, co ich trzasnęło i z której strony.
Pokiwał głową z udawaną powagą.
- A ten, znam go całkiem dobrze. Ale on to robi dla kolacji, wina i uwielbienia kobiet. Brak rycerskości absolutny. - Pamiętał przecież to bardzo dobrze i doskonale wiedział, że piła do niego. A co do jeziorka... - To dobrze, nie będziesz miała daleko.
Ostatnie pytanie zbiło go nieco z pantałyku i zamarł, trzymając kieliszek w połowie drogi między stołem a ustami.
- Spięty? - powtórzył najpierw. - Jestem uosobieniem pogody ducha, moja miła. - Kieliszek ponowił swoją wędrówkę i łyk rozgrzewającego napoju wylądował w jego żołądku. Ale jednak po odstawieniu szkła na miejscu westchnął nieco ciężej. - Twoja magia rozregulowała mi organizm - rzucił i z dezaprobatą spojrzał na swój kieliszek. - Czy raczej uregulowała. Nie jestem do tego przyzwyczajony.
Zniknęła również, co gorsza, magiczne łatwiejsze przyswajanie przez Janka toksyn. Czy alkoholu. Gdy zapalił papierosa, mało się nim nie udusił przy pierwszym podejściu. Powziął sobie za punkt honoru, by nie pić za dużo z tego właśnie względu - nie miał najmniejszego pojęcia, jak odświeżony organizm na to wszystko zareaguje.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 1:31 am

Jakby nie patrzeć ich urlop się już zaczął – Hanka, gdyby nie Sulejewo, pewnie siedziałaby w szpitalu polowym i składała ludzi – i nie tylko – do kupy… a zamiast tego siedziała z Januszem, jedząc wykwintną kolację i popijając miód pitny. Starała się jednak na razie o pracy nie myśleć za dużo, bo jeszcze będzie jej tęskno za Warszawą, gdy na kilka tygodni utknie na froncie, jak to się zdarzało wiele razy. Mimo że geografem królewskim nie była, również potrafiło jej tygodniami nie być w mieszkaniu. Całe szczęście, że miała cudowną sąsiadkę, która parę razy w tygodniu wpadała do nie wywietrzyć i podlać kwiatki.
Han’lynn nigdy nie była jakąś mistrzynią podrywu, jednakże wydawało się jej, że nie jest aż tak źle z jasnością jej przekazu… najwidoczniej się myliła, bo Janek nie czuł kompletnie aluzji, które mu rzucała. Może powinna być bardziej bezpośrednia? Zapolska już w głowie zaczęła wszystko analizować, jak typowa baba – czy robiła coś źle?
– To zupełnie normalnie… kiedyś mężczyźni wojowali na zawodach rycerskich, bijąc się o serca niewiast. Teraz, zamiast honorowego pojedynku na kopie mamy ratowanie przed praskimi dresami. Idea jednak ta sama. – Słysząc kolejne słowa Janka o mało co się nie załamała. Naprawdę nie wyczuł, co miała na myśli, mówiąc, że niedaleko jeziorka było jej mieszkanie. NAPRAWDĘ? Hania wzięła kolejny łyk miodu. – Za to Ty na Pragę będziesz mieć daleko… a wolałabym żebyś jednak nie musiał późną nocą do domu wracać. Nigdy nic nie wiadomo. – Kolejna niewielka aluzja, może tym razem zaskoczy? Nie chciała być za bardzo bezpośrednia, bo to przecież zniszczyłoby cały klimat między nimi, a tego zdecydowanie nie chciała.
Prawdę powiedziawszy to po uleczeniu totalnym Janusz powinien jeszcze lepiej reagować na alkohol – trzustka i wątroba były zregenerowane jak nigdy dotąd, więc powinny doskonale poradzić sobie z oczyszczaniem organizmu z procentów…
– Chcąc nie chcąc uleczenie totalne ma to do siebie, że resetuje cały organizm i usuwa z niego wszelkie anomalie. Nawet te genetyczne. – Mało kto wiedział, jak głęboko Han’lynn potrafiła wejść w organizm człowieka przy pomocy tego zaklęcia, więc Janek mógł czuć się zaszczycony. – Choć oczywiście mam kontrolę nad tym jak „głęboko” wchodzę z magią. – Mogła skupić się tylko na tej śledzionie, która mu tam wycięła… A mimo wszystko zrobiła znacznie więcej. Od głupiego nosa, po te płuca i wiele, wiele innych. Janusz nawet nie wiedział, jak dużo energii Han’lynn zużyła, żeby postawić go do takiego stanu, w jakim się znajdował teraz.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 1:54 am

W Warszawie piękne było to, że można było do niej wracać. Zawsze przyjmowała z otwartymi ramionami swoje śliczne i poświęcające się dla niej dzieci, była im przyjazna i koiła przeważnie zmysły. Chyba że ktoś akurat wyjeżdżał na ulicę w godzinach szczytu, wówczas niejednokrotnie szlag człowieka strzelał, gdy władował się w wyjątkowo paskudny korek na Wisłostradzie. Ale to już kompletna inna historia.
Han'lynn robiła wszystko dobrze. Prawidłowo. Książkowo niemal - czy filmowo, zależy - wysyłała jasne i łatwe do odczytania sygnały, tyle że Janek założył tego dnia na oczy okulary, które ani myślały przepuścić cokolwiek przez szkiełka. Ostatnim razem, gdy coś podobnego mu przez nie wpadły, całkiem nieźle się przeliczył. Narodziło się w nim, tak mimowolnie, przekonanie, że panna Zapolska ujrzała w nim dobrego kompana. I raczej nic poza tym.
Głupia bywa ta męska część społeczeństwa. A przy kobietach głupiała znacznie bardziej, to wychodziło miejscami poza skalę. Jak choćby teraz.
Napił się. Miód. Pitny miód, trójniak jakiś chyba. Janek nie znał się na tym, ni w ząb. Tak jak na likierach. Właśnie, czy taki miód nie jest jakąś odmianą likieru?
- Jakie czasy, tacy rycerze. I takie smoki. Zamiast palić wiosek, palą papierosy - zażartował lekko. Hania wolała, żeby nie miał daleko, na co Janek mógł się tylko zaśmiać. Szczerze, z rozbawieniem. I potrząsnął lekko głową, pocierając dłonią brodę. - Mam dwa metry wzrostu, jestem uzbrojony i drży przede mną miejscowa dresiarnia. Nie będziesz musiała się martwić.
Nie zaskoczyła. Może naprawdę powinna zastanowić się nad eterycznym posmyraniem go stópką po łydce? Ostatecznie w mniemaniu Cichockiego siedzieli sobie w przyjaznej i lekkiej atmosferze, spokojnej, takiej nawet leniwej. Choć im dłużej tak siedzieli, tym uważniej przyglądał się Hani. Niezawodny instynkt podpowiadał mu, że coś zupełnie przeoczył i teraz zastanawiał się, co to takiego. Jeszcze nie wpadł na trop, mimo że poszlaki powolutku już zaczynał dostrzegać.
- Nawet genetyczne? - spytał. - Ludzie oddaliby wszystko, by móc leczyć takie schorzenia. Jakim cudem pozwolili Ci odejść ze szpitala?
Nie miał pojęcia. W przeciwnym razie doszedłby do wniosku, że takie tam kwiatki i kolacja to zdecydowanie za mało. Chociaż osobiście sądził, że nos był niepotrzebny. I blizny. Nie miał blizn - na dłoniach, plecach, szyi. Nigdzie. Skóra gładka i nieskazitelna - co również wydawało mu się aż anormalne.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 2:10 am

To nie tak, że widziała w nim kompana – po prostu nie przyszło jej na myśl, że jakiś mężczyzna może na nią spojrzeć w ten sposób. Ci, którzy próbowali, dawali sobie spokój raczej szybciej, bo wiedzieli, ze Han’lynn miała zupełnie inne priorytety. I kto by chciał żyć na stałe z babą, której całymi tygodniami w domu nie ma? No właśnie. Hania żyła w przekonaniu, że raczej do końca swoich dni będzie sama. I tak pewnie zginie na polu bitwy tak jak ojciec, nie wyobrażała sobie swojej śmierci w inny sposób, po prostu. Prędzej czy później to się stanie… Uleczenie totalne miało jedną zasadniczą wadę. Nie mogła go użyć na sobie…
Zapolska powoli traciła cierpliwość, naprawdę. Nie miała pojęcia, co robiła źle, czemu Janusz kompletnie nie jarzył, cho chodziło jej po głowie. To aż podchodziło pod jakiś absurd. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy przypadkiem nie robi tego specjalnie, żeby się trochę odegrać za jej ostatnie nieogarnięcie. Choć trzeba przyznać, że z jego żartu się zaśmiała… a potem ciężko westchnęła, nie wiedząc nawet co powiedzieć. Dlatego się napiła. Miód nie pytał. Miód rozumiał.
– Za chwilkę wrócę – powiedziała. Musiała iść do toalety. Ale zdecydowanie nie za potrzebą. Zebrała ze swoją torebkę, w której miała niezbędnik każdej kobiety. Do kościoła szła co prawda z delikatnym makijażem, ale miała przy sobie czerwoną szminkę, taką z przytupem. Stanęła przed lustrem i wzięła głęboki wdech. Rozpuściła włosy, pozwalając im swobodnie opaść na ramiona. Usta pomalowała wcześniej wspomnianą szminką, a kilka pierwszych guziczków sukienki zostało rozpiętych, tak by nie była zapięta pod samą szyję. Ostatnie spojrzenie w lustro i wróciła do Janka jak gdyby nigdy nic.
– Próbowali mnie zatrzymać proponując podwyżkę. Mi na pieniądzach jednak nie zależało i nie zależy. Czuję się spełniona robiąc to, co robię. Ta magia uratowała niejedno ludzkie życie, to się liczy.
Wiele jej znajomych lekarzy pukała się po głowie, gdy dowiedzieli się, że postanowiła odejść, jednakże oni nie rozumieli co to jest poczucie służby i powołanie. Han’lynn wiedziała, że jej miejsce jest w szpitalu polowym. Po prostu. To było jej przeznaczenie.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 2:23 am

Patrzyli. Musieli patrzeć, gdy Han'lynn stawała naprzeciw nich. Wszyscy razem i każdy z osobna, widząc ją po raz pierwszy, zastanawiał się niemal na pewno nad tym samym: czy mam szansę? Wielu musiało dochodzić do wniosku, że nie ma sensu nawet próbować, innych z kolei odstraszała jej praca. Taki już był los pięknych i inteligentnych - musiały zmagać się same ze sobą, zastanawiały się, co jest z nimi tak i były często błogo nieświadome, że miały w sobie magię onieśmielania.
Chociaż akurat ta zasada nie tyczyła się Cichockiego. Jego onieśmielić przypuszczalnie nie potrafił nawet sam król.
- Jasne - odparł z uśmiechem. Odprowadził Zapolską wzrokiem i gdy zniknęła mu z pola widzenia, oparł się łokciem o stół i dolał sobie miodu do kieliszka. Napił się. Czekał. Czekał.
... i się doczekał.
Tyle że gdy wróciła, Janek jej wcale nie słuchał. Naprawdę. Przyglądał się tej małej-dużej zmianie i właśnie wtedy go to wszystko uderzyło.
Dzisiejszy wieczór jest tylko dla nas. Jednak, mając obstawę, z chęcią wrócę w tamte rejony. Chyba, że wolimy Mokotów. Możemy się wybrać nad Jeziorko Czerniakowskie, to niedaleko mojego mieszkania... wolałabym żebyś jednak nie musiał późną nocą do domu wracać.
Milczał jeszcze chwilę. A później... cóż. Cichocki zaczął się śmiać. Łokcie oparł o krawędź stołu, twarz ukrył w dłoniach i trząsł się ze śmiechu. Dosłownie. Nawet nie potrafił - i chyba nawet nie chciał - przestać. Śmiał się przede wszystkim sam z siebie. Że można być tak ślepym, tak głupim i w ogóle tak bardzo nie ogarnąć się w sytuacji.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 2:36 am

Han’lynn nie widziała też przez długi czas tego, że komuś po ludzku się podobała. Zagoniona pracą, skupiając się tylko na niej, czasem nie potrafiła zwolnić i dojrzeć te najmniejsze rzeczy. Prawdę powiedziawszy to dzięki Januszowi to przejrzała na oczy. Ostatnia sytuacja w jej mieszkaniu uświadomiła jej, że spędziła czterdzieści pięć lat swojego życia na nauce, rozwijaniu swoich medycznych zdolności, na poświęceniu dla Ojczyzny… a w tym wszystkim nie było czasu dla niej samej. Kochała to co robiła, naprawdę. Jednakże chciała też mieć coś ze swojego życia. Dlatego postanowiła to wykorzystać…
Nie wiedziała co innego mogłoby sprawić, że przemówi Januszowi do rozumu i w końcu ogarnie, że coś jest na rzeczy. Odpicowała się na tyle ile mogła w restauracyjnej łazience, mając nadzieję, że tym razem Janek ogarnie, bo jak nie to naprawdę dzisiejszy wieczór skończy się na przyjacielskiej kolacji, po której Cichocki odprowadzi ją pod klatkę i to by było na tyle. A Hania tego nie chciała. Nie dziś.
Mówiła do niego, ale miała wrażenie, że kompletnie jej nie słucha, dlatego w połowie przerwała… a potem on zaczął się śmiać. To kompletnie zbiło ją z pantałyku. Nie tego się spodziewała, naprawdę. Czy wyglądała aż tak śmiesznie? Czyli się tylko ogłupiła… Han’lynn zacisnęła usta w wąziutką kreskę, czując jak łzy napływają jej do oczu. Musiała się stąd jak najszybciej ulotnić. Tylko się wygłupiła. Spojrzała na zegarek, który miała na ręku.
– Dziękuję za miły wieczór, ale muszę się już zbierać – powiedziała, dopijając resztę miodu, jaką miała w kieliszku. Wyciągnęła z torebki portfel i położyła na stół odpowiednią kwotę, która miałaby wystarczyć na pokrycie jej kolacji, połowę ceny za miód i napiwek dla kelnera. – Do zobaczenia, pewnie gdzieś na froncie się jeszcze spotkamy – dodała na odchodne, wstając z krzesła i kierując swoje kroki w stronę wyjścia, starając się przy tym nie rozpłakać.
Głupia, naiwna Hania myślała, że komuś mogłaby się spodobać.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 2:48 am

Śmiał się, bo przerosła go jego własna głupota. Śmiał się, bo chyba jeszcze nigdy w całym swoim życiu nikt nie musiał mu tak bardzo tłumaczyć, że coś jest jednak na rzeczy. Śmiał się, bo tego absolutnie nie wyłapał i się tego zwyczajnie nie spodziewał.
Tyle że został odebrany źle. Bardzo źle. W gruncie rzeczy tragicznie, ale tego nie usłyszał w pierwszej chwili. Był tak zajęty wyśmiewaniem siebie i swojego ograniczenia, że początkowo tylko pokiwał głową na słowa Han'lynn, a następnie dopiero je zrozumiał. Chwila. Wróć. Podniósł na nią wzrok, rejestrując to, jak się podnosi, usłyszał coś o zobaczeniu się na froncie i wtedy, nareszcie, postanowił zrobić coś, co miałoby ręce i nogi. Mniej więcej.
- Co? Nie, to... - Nadal gnieżdżący się w gardle śmiech skutecznie zablokował to, co chciał tam jeszcze z siebie wydusić. Dobra. Zaraz. Za moment. Wyciągnął najpierw portfel, dorzucił jeszcze coś na stół - nawet nie spojrzał za bardzo, ile to było - i zaraz ruszył za Han'lynn.
Bo on jej nie zrozumiał najpierw, a teraz ona źle go zrozumiała. Podbiegł trochę i dorwał ją jeszcze przed wyjściem. Złapał ją za nadgarstek. Jak sztampowo. Znowu zachciało mu się śmiać.
- Han'lynn, przepraszam, przepraszam, źle mnie zrozumiałaś. - Dobra, udało mu się nie rechotać. To był plus. Minusem z kolei było to, że nie potrafił pozbyć się z twarzy nadal na wpół rozbawionego uśmiechu. Druga połowa z kolei wyrażała szczerą skruchę. - Wyglądasz wspaniale i jesteś cudowna, każdy facet bez mrugnięcia okiem by się ze mną zamieniał, byleby móc zjeść z tobą kolację. Ale ja jestem kompletnie ślepy. I dlatego się śmiałem. Z siebie.
Cichocki, nie jesteś w tym dobry.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 3:01 am

Jak inaczej miała zareagować? Zrobiła się na bóstwo – na tyle ile mogła – a zamiast jakiegoś „wow” czy coś w ten deseń usłyszała śmiech. I nawet do głowy jej nie przyszło to, że Janusz śmiał się z siebie, a nie z niej i z tego, jak wygląda. Ona po prostu założyła na starcie, że pewnie wygląda jak klaun i po prostu się wygłupiła… A to, że nie zareagował na początku na to, że się zbierała i śmiał się najlepsze tylko utwardziło ją w przekonaniu o tym, że miała rację. Chciała jednak wyjść względnie z twarzą – nie rozpłakać się, udać, że spłynęło to po niej jak po kaczce. Był przecież tylko zwykłym facetem, prawda? Tego kwiatu jest pół światu, czy jakoś tak to leciało.
Tylko że ona w tym momencie chciała ten konkretny kwiatek.
Starała się oddychać głęboko, powstrzymując łzy napływające do oczu. Nie mogła pozwolić na to, żeby rozmazać sobie makijaż, bo będzie wyglądać jeszcze gorzej niż teraz. Jak klaun skrzyżowany z pandą. Zdecydowanie to nie byłoby dobre połączenie.
Nie wiedziała, jak znowu spojrzy mu w twarz, gdy się spotkają gdzieś na froncie. Przecież prędzej czy później to się stanie. Jak zachować odpowiednią powagę, udawać, że nic się nie stało? Te i wiele innych pytań przechodziło przez głowę Han’lynn, gdy nagle poczuła, że ktoś chwyta ją za nadgarstek. Zatrzymała się i odwróciła, choć pierwszym odruchem był prawy sierpowy, który jednak powstrzymała.
Cichocki zaczął się tłumaczyć… i dotarło do niej, że teraz to ona źle go zrozumiała. I też zaczęła się śmiać. Jakie to było głupie. Jak z jakiejś dennej komedii romantycznej z początku XXI wieku. Oglądała kilka i zdecydowanie żadnych nie poleca.
– Dużo nam tego miodu zostało? Szkoda by się zmarnowało, skoro za nie zapłaciliśmy – powiedziała, uśmiechając się do Janka. Ta sytuacja była naprawdę komiczna. – To jak w końcu, Mokotów czy Praga? – zapytała, spoglądając na Cichockiego.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 3:17 am

Absurd gonił absurd.
Janek, wewnątrz, niechybnie pomyślał to wyczekiwane "wow". Tyle że pozostawał bezlitośnie sobą i gdy wszystko do niego dotarło, nie potrafił zareagować inaczej niż wyśmianiem samego siebie. Tamtego Cichockiego sprzed parunastu chwil, który pozostawał ślepy i głuchy na wszelkie sygnały, które mogłyby do niego dotrzeć. Zresztą, czemu miałby pomyśleć, że Han'lynn mogłoby z tego czy innego powodu zależeć na tym, by zrobić wrażenie właśnie na nim?
Przecież był, no właśnie, tylko zwykłym facetem. Z trochę mniej zwykłą pracą, ale fakty, mimo wszystko, działały jednak na jego niekorzyść. A Hania... cóż. Była jedną z tych kobiet, na które patrzyło się z daleka i zwykle człowiek sobie mógł po prostu pomyśleć, że, kurde, jej facet to ma szczęście.
Ale Janusz i tak się nad tym nie zastanawiał. Nie miał czasu, bo właśnie gonił kogoś, kto został ranny rykoszetem jego głupoty. Musiał przeprosić, musiał wytłumaczyć. I zrobiło mu się autentycznie głupio i jakoś tak trochę niezręcznie, gdy dostrzegł w oczach Zapolskiej łzy. Jezu. Nie płakała, jasne, ale oczy miała cudownie przeszklone.
Nie puścił jej nadgarstka.
- Jeszcze trochę. W takim tempie zdążę jeszcze ze trzy razy zrobić z siebie idiotę. - Poprowadził nieszczęśnicę z powrotem do stolika. Ponownie odsunął jej krzesło i gdy już zajęła raz jeszcze swoje miejsce, nachylił się nad jej ramieniem. - Na Pragę jest bliżej - odparł nieco ciszej, jakby nikt więcej nie miał prawa o tym słyszeć.
Wyprostował się i obszedł stolik, by powrócić na swoje stanowisko. Najpierw dolał Hani miodu, a następnie dopiero wzniósł kieliszek do góry.
- Nic bardziej absurdalnego już się chyba nie stanie. Prawda? - spytał najpierw i pokręcił głową, jeszcze raz śmiejąc się cicho. Nie mów hop, Cichocki. - Za nieporozumienia.
Ot, toast wymyślił.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pią Wrz 28, 2018 12:46 pm

Takiego nieporozumienia już dawno nie przeżyła w swoim życiu, naprawdę. To było jak wyjęte z jakiejś głupkowatej komedii romantycznej. Miała wrażenie, że zaraz zza rogu wyskoczą ludzie z kamerą i powiedzą, że to wszystko co się dzieje to jakiś głupi żart. Mimo wszystko chciało się jej jednak śmiać z tego, jak to wszystko się rozwinęło. Najwidoczniej jednak tak miało być – Han’lynn wierzyła, że w życiu nic nie dzieje się z przypadku, po prostu. I ta kuriozalna wręcz sytuacja też się do tego zaliczała.
Hanka nie uważała siebie za jakąś wybitnie piękną – fakt, elfie geny robiły swoje, z drugiej strony jednak wiele Polek było ślicznych i bez tego. No i co z tego, że miała tę urodę, skoro żaden facet nie był w stanie nie był w stanie zrozumieć jej poświęcenie dla pracy, to że nie byłaby w stanie zrezygnować z niej na koszt bezpiecznego życia w Warszawie i pracy za grube pieniądze w prywatnej klinice. Koniec końców więc nie było komu zazdrościć takiej dziewczyny jak ona, bo tak naprawdę nigdy nikogo tak na poważnie nie było. No i Hania jest jedną z tych osób, które naprawdę na wygląd nie zwracają uwagi. Z Januszem świetnie się rozmawiało, miło spędzało czas. I to się dla niej liczyło, nie to czy był przysłowiowym przystojniakiem czy zwykłym w świecie gościem.
Han’lynn wpatrywała się w Janka tymi swoimi dużymi oczami o morskiej barwie, które były zaszklone łzami, nie dowierzając do końca w to, co się stało.
– Byle nam tego kelnerka nie zwinęła – powiedziała, uśmiechając się do niego. Zdecydowanie mogłoby być niefajnie, gdyby wrócili do stolika, a tam pustka.
Serce Hani zabiło szybciej, gdy Janek wyszeptał te kilka słów niemalże prosto do jej ucha. Poczuła jego ciepły oddech na swojej szyi, aż jej ciarki przeszły po plecach.
– No to Praga – odpowiedziała. To było uczciwe rozwiązanie, bo ona jeszcze u niego w domu nie była. Trzeba to nadrobić. – Mam taką nadzieję. Choć dzisiejszy wieczór już pokazał, że wszystko jest możliwe. – Oby tylko Saszka nie wyskoczył jak Filip z konopi, dodała już w myślach. Nie wiedzieć czemu miała wrażenie, że elfa jeszcze dziś spotkają. – Za nieporozumienia – powtórzyła, stuknęła swoim kieliszkiem w kieliszek Cichockiego, a następnie upiła łyk napitku. Już trochę szumiało jej w głowie od tego alkoholu… – Janek… – zaczęła nieco niepewnie, przygryzając przy tym dolną wargę. – Dziękuję. – Mimo tych nieporozumień, które między nimi się wytworzyły, ten wieczór był naprawdę świetny. Poczuła się o wiele lepiej, jakby doznała pewnego rodzaju katharsis po Sulejewie.
Tego było jej potrzeba.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Sob Wrz 29, 2018 1:31 am

Całą tę sytuację można było opisać w paru prostych słowach: cyrk na kółkach. Z każdej strony napływało jakieś nowe niezrozumienie, wymuskany i kompletnie niepotrzebny problem. W gruncie rzeczy cała ich znajomość właśnie na tym się opierała.
Ale wrócili pełni chwały do swojego nieuprzątniętego stolika i bałaganu. Janek dopiero wtedy wypuścił z dłoni biedny i uwięziony nadgarstek, bo nabrał pewności, że Han'lynn już mu nie ucieknie. Wyjaśnili te drobne niesnaski i na nowo mogli wrócić do rozmowy, choć tym razem już bez tych subtelnych - mniej lub bardziej - aluzji. Karty zostały odkryte, leżały już na stole pomiędzy kieliszkami z miodem.
- Nie byłem w domu od trzech miesięcy. Sam ledwo pamiętam, jak wygląda. - Dobrze, że jednak wpadała tam siostra z odkurzaczem i ścierą w dłoni. Mogliby się nie przebić przez warstwę kurzu albo zaplątać się w kolosalną pajęczynę tuż za progiem. Ale. Kieliszki zderzyły się, miód został wlany do ust. Cichocki nie odczuwał większego skutku picia alkoholu - oprócz tego ciepła, które rozchodziło się od żołądka do reszty ciała. Żadnych zawrotów głowy, żadnego plączącego się języka. Powinien zwiększyć tempo, aby móc dotrzymać Hani kroku w tym nierównym marszu. Dlatego, zamiast jednego, upił dwa porządne hausty ze swojego kieliszka. Dla wyrównania. I po części dlatego, że naprawdę dobrze się czuł. Ponadto miód chyba zaczynał mu powoli smakować. - Hm? - mruknął, gdy padło jego imię. Zatrzymał wzrok na chwilę na tej przygryzionej wardze upstrzonej czerwoną szminką, z ruchu ust wyczytał to jedno słowo i dopiero wtedy mógł podnieść spojrzenie na oczy. - Tym razem to moja kwestia.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Sob Wrz 29, 2018 2:15 am

Nie zamierzała już nigdzie uciekać, bo wszystko się wyjaśniło… I jakoś jej po prostu ulżyło, że nie jest tak, jak myślała, że jednak nie wyglądała jak ten nieszczęsny klaun. To było pocieszające, naprawdę. I cieszyła się, że wszystko już było jasne i nie musieli już bawić się w żadne aluzje, to się jej podobało. Wszystko było między nimi teraz jasne – i najwidoczniej oboje tego chcieli, skoro Janek postanowił ją zaprowadzić do tego stolika, wciąż trzymając za nadgarstek (swoją drogą, spoglądała na to ukradkiem).
– Chcesz mi powiedzieć, że dzisiaj wypisali Cię ze szpitala i zamiast odpoczywać w domu przyszedłeś do mnie? – zapytała, spoglądając na niego wręcz karcącym wzorkiem. Dobra, może i uzdrowienie totalne zresetowało mu organizm, ale to nie oznaczało, że nie powinien odpocząć i zregenerować sił w normalny, konwencjonalny sposób. Hania jako lekarz była zawiedziona jego postawą… zaś Hania jako kobieta czuła się w pewien sposób zaszczycona. I jak to pogodzić?
Jedną z największych słabości Han’lynn była naprawdę kiepska głowa do picia. Biologia była w tym wypadku dla niej brutalna i po prostu trawienie alkoholu nie było najmocniejszą stroną jej organizmu. Przez co już szumiało jej trochę w głowie, ale jednocześnie była nieco bardziej pewna siebie, wyluzowana… Miejmy jednak nadzieję, że nie będzie żałowała swojego postępowania, gdy już wytrzeźwieje.
Dziękowała, bo czuła taką potrzebę. Dzisiejszy wieczór był naprawdę miłą odskocznią od ciągłego myślenia o Sulejewie – mimo że Janusz też tam był i to w kiepskim stanie.
– Pewnie masz wiele pytań związanych z tym co się stało w Sulejewie – powiedziała, wzdychając ciężko. Nie było się ciężko tego domyślić. – To była chyba jedna z najtrudniejszych akcji, na której byłam. Wiele razy miałam styczność z skutkami ubocznymi spotkania z jegrem i nie jest to dla mnie jakiś… szokujący widok. Ale wtedy… po raz pierwszy spojrzałam jegrowi w oczy. Zaraz po tym jak… – Tu się zacięła. Wciąż miała przed oczami widok rozłupywanej głowy kaprala. Śniło to się jej po nocach, przez co budziła się z krzykiem. – Dzisiejszy wieczór  to miła odmiana, cieszę się, że przyszedłeś i ślęczałeś pod moimi drzwiami Bóg jeden wie ile.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Sob Wrz 29, 2018 2:38 am

Czy w jej głosie nie zabrzmiała nuta gorzkiej dezaprobaty? Janek - a jakże (czy tam jegrze) inaczej -uśmiechnął się wówczas niczym czyste uosobienie niewinności. Miał wybór. Mógł przełożyć swoje porwanie i grzecznie wrócić do domu, aby nadal odzyskiwać siły, tyle że zwyczajnie nie chciał. Gdy opuścił szpital, początkowo planował faktycznie odeskortować się na Pragę - wszystko jednak uległo drastycznej zmianie pod wpływem impulsu. To, że znalazł się pod drzwiami Han'lynn, było swojego rodzaju nagłym kaprysem.
Spontaniczne wyjścia podobno zawsze są lepsze od tych długo planowanych.
- Przez pięć dni trzymali mnie tam zupełnie bezpodstawnie - powiedział na samym wstępie. Mhm. Oczywiście. Bez żadnych powodów robili mu jeszcze dodatkowe badania i zostawili na obserwacji, przecież to nie było wcale tak, że niewiele brakowało, by w Sulejowie wyzionął ducha. Skądże. - Wierz mi, jestem bardzo wypoczęty. Aż zmęczony odpoczynkiem. Poza tym... - na chwilę zawiesił głos - ważniejsze wydawały mi się podziękowania. Czy to źle?
W tym fachu mogła uczyć się od choćby Janka. Jemu nie straszne były alkohole, trunki wysoko i niskoprocentowe. Mielił ten alkohol w organizmie jak wściekły, upijał się powoli i trzeźwiał zdecydowanie zbyt szybko. Przekleństwo i klątwa, nic więcej. Ludzie z mniejszą odpornością na skutki działania alkoholu byli znacznie bardziej ekonomiczni.
Nie chciał pytać o Sulejowo - nawet jeśli ciekawość i chęć poznania szczegółów szarpała go niekiedy za rękaw. Zdawał sobie sprawę, że te wydarzenia mogły w pewien sposób odbić się na Zapolskiej. Nie dlatego, że to była jej pierwsza akcja. Nie dlatego, że pierwszy raz widziała trupy. Ale to były jej trupy. Jej akcja. Ona dowodziła, na jej barkach spoczywały wszelkie decyzje, to jej ludzie tam ginęli - mogła się tylko zastanawiać, czy gdyby wydała inny rozkaz, to zginęłoby ich mniej. Piętnem każdego dowódcy bywało to, że obwiniał się za śmierć swoich żołnierzy.
Cichocki instynktownie - trochę automatycznie, niezawodny instynkt podpowiedział mu, że tak należy właśnie zrobić - wyciągnął rękę i zakrył palcami dłoń Hani. Pokrzepiająco, żadnych tam ukrytych motywów w tym geście nie miał.
- Nie myśl o tym. A ja nie będę o to pytał, to nie ucieknie. - Mógł przecież równie dobrze poczekać, aż ona sama nabierze do tego wszystkiego dystansu i nie będzie miała problemów, by o tym mówić. Naciskanie w takich sprawach nie leżało ani w dobrym guście, ani nie powinno być uznawane za normalne. - Cóż, gdyby nie było cię trochę dłużej, zapuściłbym tam korzenie - spróbował blado zażartować. W tym był przecież mistrzem, tak? - Ale nie mam czego żałować.
Znacznie lepiej było siedzieć tutaj - w tej restauracji - razem z Han'lynn niż nadal kisić się na tych schodach. To było jasne. Tego zwyczajnie już nie dodawał, bo i nie było po co. Toż było to aż nazbyt oczywiste.
Cofnął dłoń. Wystarczy. Choć zrobił to również po to, aby dolać sobie miodu i móc ponownie się napić, bo ostatecznie zaczął osuszać kieliszek nieco szybciej, tyle że w sposób czysto niezamierzony.
Nie wpadł na to, że panna Zapolska mogłaby jeszcze tego ich wyjścia żałować. Umknęła mu taka ewentualność zupełnie! I, tak zupełnie nagle, coś mu się przypomniało. Usta wygięły się w szelmowskim uśmiechu, w oczach zamajaczył błysk. Bynajmniej nie spowodowany skutkami picia.
- Chociaż nie jestem pewien, czy powinienem cię zapraszać. Mam w końcu do czynienia z narzeczoną porucznika Erkh'iaana.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Sob Wrz 29, 2018 3:06 am

Han’lynn była lekarzem, a Janek w pewnym sensie jej pacjentem – choć nadal nie przebolała tego, że gdy już ten znalazł się w szpitalu w Warszawie to jej do niego nie dopuszczali – i po prostu się martwiła. Był w pełni zdrowy, to fakt – temu nie mogła zaprzeczyć, sama przecież dołożyła sporą cegiełkę do tego, żeby tak właśnie się stało. Jednakże to nie oznaczało, że miał się forsować. Było jej niezmiernie miło, że postanowił do niej wpaść, naprawdę. Doceniała ten gest.
– Ludzie nie zawsze wierzą w moją magię, chcieli się pewnie upewnić, że wszystko jest w porządku. – Dla człowieka, który spędził wiele lat swojego życia na edukacji medycznej w głowie się czasem nie mieściło, że wystarczyło jakieś „zwykłe” czary – mary, żeby wyleczyć człowieka z niemalże każdej dolegliwości i nawet jak Han’lynn im mówiła, że wszystko będzie dobrze, to i tak musieli się uprzeć na dodatkowe badania. To jednak bardzo dobrze o nich świadczyło. – Nie. Cieszę się, że przyszedłeś – odpowiedziała całkiem szczerze. Swoje słowa poparła delikatnym uśmiechem.
Sulejewo było dla niej ciężkim tematem właśnie z tego powodu, że czuła się się odpowiedzialna za śmierć i rany odniesione przez żołnierzy podczas walki. Wiele razy się zastanawiała, czy nie powinna zrobić tego jakoś inaczej, że może powinna ewakuować ludzi i ich nie narażać… i wiele, wiele innych. Nigdy wcześniej nie dowodziła w żadnej akcji. Zawsze działała na tyłach jako medyk, pomagając poszkodowanym. Widok powyrywanych rąk, nóg, flaków na zewnątrz i tak dalej w żaden sposób jej nie dziwił. Hanka podchodziła do tego automatycznie. Jednak gdy przyszło jej zmierzyć się z jegrem twarzą w twarz… to wiele zmieniało.
Spojrzała na dłoń Janka, którą to położył na jej własnej. To był zdecydowanie miły gest, który nieco ją podtrzymał na duchu. To dobrze, że Janusz nie zamierzał naciskać. Potrzebowała czasu, by z tym wszystkim się oswoić. Wystarczy, że musiała zdać pełen raport w Korniejewie, a potem hetmanowi, który pytał o najmniejsze szczegóły. Rozumiała, że to było ważne. Jednakże mówienie o tym na chwilę obecną sprawiało jej problem.
– Dziękuję. – Uśmiechnęła się delikatnie po raz kolejny. Zrozumienie było dla niej czymś naprawdę ważnym. – Zobaczymy, zawsze coś się może jeszcze zmienić. – Miała na myśli żałowanie. W tych sprawach była kompletnie zielona, koniec końców mógłby żałować tego, że poświęcił cały wieczór na taką miernotę.
Postanowiła pójść w ślady Janka i również uzupełniła swój kieliszek, z którego potem upiła łyk… którym się zakrztusiła, słysząc kolejne słowa Cichockiego. Narzeczona porucznika Erkh’iaana. Fakt, Saszka padł przed nią na kolana, gdy mu dała torcik wedlowski i się jej oświadczył, ona rzuciła te „tak” na odwal się, jednakże nie wierzyła, żeby porucznik potraktował to poważnie po tym, jak już wytrzeźwiał. Choć z drugiej strony, gdy mu to powiedziała, to zbladł jakby co najmniej zobaczył ducha.
Odchrząknęła.
– Porucznik Erkh’iaan niewiele ma w tej kwestii do powiedzenia. – odpowiedziała całkiem serio. Była dużą dziewczynką i mogła spotykać się z kim chciała, ot co. A Saszka również znał jej adres, mógł napisać list i zaproponować spotkanie, jeżeli mu zależało. A odkąd wyszedł ze szpitala to nie miała od niego żadnych wieści. – Chyba nam się miód kończy – powiedziała, zmieniając temat. Ten wieczór miał być dla nich, więc Saszki niech w to nie mieszają. Wzięła butelkę do ręki, by zobaczyć resztkę trunku na jej dnie. Na pół kieliszka może by starczyło.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Nie Wrz 30, 2018 12:16 pm

Lekarze musieli po części przywyknąć do nieco bardziej innowacyjnych rozwiązań medycznych, gdy magia pojawiła się razem z elfami na ziemi. Teoretycznie nie mieli prawa narzekać - wszak to dawało ogromne możliwości w walce z chorobami, które do tej pory były klasyfikowane jako nieuleczalne - ale z drugiej strony niektórym z nich wciąż brakowało pewnego zaufania. Głównie, oczywiście, dotyczyło to lekarzy starej daty, Ci młodsi mieli o wiele mniej problemów z adaptacją.
Lepiej było się upewnić, że terapia magiczna wyeliminowała wszystkie problemy, niźli później załamywać ręce i przerzucać się winą, gdyby Cichockiemu jednak coś się stało z powodu ich niedopatrzenia. To im powierzono pieczę nad zdrowiem Geografa Królewskiego - i to oni zostaliby obarczeni winą, gdyby coś zawiodło. Nadgorliwość bywała gorsza od faszyzmu, lecz i ostrożności nigdy nie jest przecież za wiele - jak głosiły stare polskie przysłowia.
- Ja to nawet trochę rozumiem... ale to było trochę na siłę. Przecież masz wyrobioną renomę jako cudowny uzdrowiciel, w innym wypadku nie ściągaliby Cię z Warszawy. - Cóż więcej mógł powiedzieć? Hania była znana i w środowisku medycznym, i wojskowym. Nie istniała chyba osoba, która nadawałaby się do tego zadania lepiej.
O niektóre rzeczy nie należało pytać, o pewnych rzeczach ciężej było mówić, Cichocki świetnie to rozumiał. Doskonale pamiętał swój największy moment chwały, który był głównym powodem jego promocji na funkcję geografa. Jego pluton ubezpieczała wycofywanie się wojsk i ludności cywilnej pod Wrocławiem. Z trzydziestu trzech żołnierzy przy życiu ostało się czternastu, a to i tak głównie dlatego, że główny trzon - idący razem z cywilami - cofnął do nich ludzi z kompanii wsparcia. Jako jeden z pierwszych zginął ich dowódca - siłą rzeczy na jego miejsce musiał wejść jego protegowany i zastępca, Cichocki. Poprowadził brawurową szarżę, przygotował stanowiska obrony, za które kolejno się wycofywali. Mogli próbować tylko spowolnić Czarnych i się ewakuować. Mogło to doprowadzić do strat cywilnych, a przecież ich głównym zadaniem była ich obrona. Zostali. Cichocki nigdy nie zapomniał, jak stał przed hetmanem, słaniając się na nogach, i martwym głosem zdawał mu raport. Wciąż jeszcze cały we krwi, kurzu i brudzie. Wykonali zadanie - tylko na samym wstępie Janek nie był świadom, jak ogromna będzie tego cena i że to nie on będzie musiał ją płacić.
Dlatego nie naciskał. Z pewnymi rzeczami trzeba było się zwyczajnie pogodzić i wymagało to czasu.
- Nie sądzę. Alternatywa na pewno nie jest tak interesująca. I miła. Zdecydowanie.
Alternatywa - znaczy siedzenie w domu, oglądanie po raz setny jakiegoś dennego filmu na DVD?
Porucznik Erk'iaan niewiele miał w tej kwestii do powiedzenia, a Janek mógł jedynie się roześmiać. Wtedy, fakt, niekoniecznie było mu do śmiechu - bo sytuacja grała mu na nerwach tak jak sam elf zresztą również - ale teraz mógł spojrzeć na to z wielkiego dystansu. Stare dzieje, dawne czasy. Uderzyło go tylko to, że nie miał jeszcze okazji popełnić jakichś bezczelnych podśmiechujek z geografa, bo zwyczajnie jeszcze go od tamtego wzniosłego wydarzenia nie wiedział.
A niby Zona i Warszawa są takie malutkie. O Korniejewie nawet nie wspominając.
Spojrzał na butelkę z zamyśleniem i najpierw napił się swojego miodu.
- Chyba się kończy. Zamawiamy następną butelkę? Czy wychodzimy?
Dał Han'lynn dość wolną rękę w tej kwestii. Zresztą - równie dobrze mogli po drodze coś kupić lub gdzieś jeszcze zawitać. Nie było jeszcze późno.

avatar

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   Pon Paź 01, 2018 12:01 am

Han’lynn łączyła medycynę konwencjonalną z tą magiczną, dzięki czemu osiągała duże sukcesy w swojej branży. I zdawała sobie sprawę z tego, że Ci staroświeccy doktorzy mają jeszcze duży dystans do magii, czasem jednak przesadzali z tym swoim niedowierzaniem. No ale cóż, Hanka się już do tego przyzwyczaiła, postanowiła mieć to gdzieś i po prostu robić swoje, bo wiedziała, że była w tym dobra, po prostu. Miała już wyrobioną renomę, to fakt. W środowisku medycznym chyba nie było osoby, która chociażby raz by o niej nie słyszała.
– Przesadzasz, po prostu byłam akurat wolna… a i medyków w wojsku brakuje, więc brali kto był pod ręką. – Mimo że zadawała sobie sprawę z tego, że miała swego rodzaju dar, jednakże nie przepadała za byciem wychwalaną pod niebiosa.
Zapolska potrzebowała czasu, by to wszystko sobie jakoś w głowie ułożyć, poradzić sobie z ciężarem, który został zrzucony na jej barki. Zastanawiała się, czy była w stanie zrobić coś więcej dla tych ludzi, którzy tam zginęli, czy podejmując inną decyzję mogłaby uchronić chociażby jedno istnienie więcej? To było dla niej zastanawiające. No i chyba w dużej mierze miała poczucie winy, bo nie stanęła z ludźmi w ramię w ramię i tak naprawdę wróciła z tej bitwy bez szwanku. Fakt, została do samego końca, pomagając rannym, jakby chcąc się odwdzięczyć za swoją nieobecność na polu bitwy jako dowódcy. Nie wiedziała, kiedy będzie w stanie o tym porozmawiać. Do napisania raportu z całej akcji zbierała się naprawdę długo…
Miała nadzieję, że oboje nie będą żałowali dzisiejszego wieczoru. Bądź co bądź, ale Han’lynn chciała spędzić go jak najlepiej, bez moralnego kaca następnego dnia. Bo nie o to przecież w tym wszystkim chodziło, prawda? Hania podjęła dosyć ważną decyzję, na którą nie potrafiła się zdobyć przez całe swoje dorosłe życie. Prędzej czy później to musiało się stać.
– Mam nadzieję, że się pan nie myli, poruczniku Cichocki – odpowiedziała nieco żartobliwie. Choć gdzieś w niej siedziała obawa, że Jankowi coś się nie spodoba i jednak kopnie ją w tyłek, tak po prostu.
Mówiła całkiem serio. Lubiła Saszkę, martwiła się o niego wtedy, gdy wylądował w szpitalu i odwiedzała go tak naprawdę codziennie. Jednakże, jakby nie patrzeć, od tamtego momentu nie mieli ze sobą żadnego kontaktu. Z Jankiem niby też nie, ale w przeciwieństwie do porucznika Erkh’iaana, postanowił ją odwiedzić po tym, jak go wypisano ze szpitala. I nawet kwiaty przyniósł.
– Możemy się zbierać. Coś do picia kupimy po drodze – zaproponowała. Kolacje zjedli, pierwsze procenty alkoholu płynęły w ich żyłach, można zmieniać miejscówkę.

Sponsored content

PisanieTemat: Re: Restauracja "Zapiecek"   


 
Restauracja "Zapiecek"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Restauracja „Pod skrzydłami”
» Aleksander Rogoziński
» Restauracja ,, Pod krzywym ryjem"
» Restauracja

Skocz do: